Szukałam, czytałam i nie znalazłam odpowiedzi na mój podstawowy
problem - brak pomysłu co jeszcze zrobić by dziecko spało, by się
wyciszyło...
Zawsze usypiałam przy cycu, ale w pewnym momencie to przestało małej
wystarczać (mała ma teraz 7 miesięcy). Przed każdym zaśnięciem jest
ten sam problem, mała walczy...ja daję cyc a ona go bierze po czym
wypluwa, szelmowsko się uśmiecha lub się złości (zależy od
nastroju), no więc ja zniechęcona takim zachowaniem po kilku próbach
odkładam ją do łóżeczka - by się wybawiła, bo bujanie, śpiewanie,
noszenie w chuście, huśtanie itp. wywołuje tylko złość, albo jeszcze
bardziej rozbawia (nie muszę pisać że mega zmęczona już wtedy jest).
No więc dziecko się chwilę pobawi w łóżeczku, po czym płacz, więc ja
pędzę, biorę na ręce, przytulam i daję cyc bo tego się domaga, a ta
znowu to samo! I tak kilka razy po czym za 3 lub 4 w końcu "załapie"
i przy cycy zaśnie. Staram się opanować nerwy, już się z nią kładę
do łóżka, a ta kopie, macha rękami - wszystko ją inetresuje mimo
ciemności w pokoju, zaczepia mnie...itp. po prostu walczy jakby red
bulla wypiła czy innego dopalacza (ima bardziej zmęczona tym
bardziej fika)
Staramy się by nie była przemęczona, by spała choć trochę w ciągu
dnia - spacery nasze czy w chuście czy w wózku kończą się awanturą,
bo jak chce zasnąć to jest komedia taka jak przed chwilą pisałam
więc spacery kończą się niesieniem dziecka i pchaniem wózka, lub
próbą "wyjścia" z chhusty, bo inaczej wrzask!I tak samo jest przy
mnie i tak samo jest jak z mężem dziecko zostaje
Ja już nie wiem jak ją wyciszyć, a bardzo chcę jej pomóc. Poradźcie
coś proszę, wydaje mi się że to forum jest najbardziej sensowne by o
to zapytać
Kolejna sprawa która mnie gnębi - śpimy z dzieckiem od czasu gdy
mała zaczęła mnie w nocy na cyca budzić co 1-1,5 -2 godziny (czyli
od jakichś 2 miesięcy), bo po prostu padałam na twarz ze zmęczenia
jak musiałam wstawać. No i mąż niezadowolony bo się boi że ją
przygniecie (chyba to już mu przeszło) i powtarza mi jak wszyscy że
to źle bo mała się przyzwyczai i nie da nam żyć, bo już nie będzie
chciała sama spać...ja się nawet nie odzywam, bo wszyscy współczują
że tyle razy w nocy cyca muszę dać, ale wręcz pouczają że mała
powinna spać w swoim łóżeczku (tylko kto za mnie w nocy będzie
wstawał? chętnego z cycem nie ma). Moje pytanie: czy rzeczywiście to
takie straszne że dziecko z nami śpi (mnie to nie przeszkadza)? I że
je "przyzwyczajam"? I jakaś tragedia będzie z tego powodu za kilka
miesięcy czy jak?