Różowa swastyka
JOHANN HAR
Pederaści współtworzyli wszelkie ruchy faszystowskie– nie wyłączając
hitleryzmu. Również dziś najbardziej znani faszyści europejscy okazują się
gejami. Dlaczego swastyka przyciąga homoseksualistów jak magnes – zastanawia
się Johann Hari, czołowy brytyjski publicysta i zdeklarowany gej.
(…

Myśl o geju faszyście na pierwszy rzut oka wydaje się absurdalna. Lecz
kiedy
Brytyjska Partia Narodowa – nasi domorośli bigoci zaprzeczający istnieniu
Holocaustu – ogłosiła, że w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego
wystawia kandydata, który otwarcie przyznaje się do homoseksualizmu, wyznawcy
idei faszystowskich nawet nie mrugnęli okiem ze zdziwienia. Paradoksalnie
prawda polega bowiem na tym, że homoseksualiści znajdowali się w centrum
wszelkich ruchów faszystowskich, jakie kiedykolwiek się narodziły – nie
wyłączając nazizmu w Trzeciej Rzeszy, pod której rządami homoseksualistów
uśmiercano w obozach. Z wyjątkiem Jean-Marie Le Pena wszyscy najbardziej
znani
faszyści europejscy w ostatnich trzydziestu latach byli gejami.
Ja lubię Arabów
Czas zatem spojrzeć prawdzie w oczy. Faszyzm nie jest zjawiskiem, które rodzi
się gdzieś tam poza obrębem ruchów homoseksualnych, nie jest wstrętną postawą
charakterystyczną wyłącznie dla „hetero”. Występuje również wśród gejów i
najwyższa pora, by ich środowiska ocknęły się i usłyszały marszową muzykę.
Przyjrzyjmy się Europie ostatnich dziesięciu lat. Holenderski faszysta Pim
Fortuyn przewodził jawnie rasistowskiej platformie politycznej nastawionej
wrogo do imigrantów. Islam nazywał „rakiem” oraz „największym zagrożeniem dla
zachodniej cywilizacji”. A jednocześnie był właścicielem dwóch puchatych
piesków, cierpiał na kompleks mamusi i był zdeklarowanym gejem. Kiedy jeden z
adwersarzy politycznych oskarżył Fortuyna o nienawiść do Arabów, ten odparł:
Jak ja mogę nienawidzić Arabów? Przecież wczoraj wieczorem jednemu
obciągnąłem
druta.
Jörg Haider zachwiał posadami zacisznej austriackiej sceny politycznej okresu
powojennego, kiedy to w 2000 r. jego neofaszystowska Partia Wolności (FPÖ)
zdobyła jedną czwartą głosów i weszła do koalicji rządowej. Na łamach
międzynarodowej prasy nieustannie uwypuklano kilka charakterystycznych faktów
związanych z Haiderem, m.in. to, że ma kwadratową szczękę i umięśniony tors i
że jego ojciec popierał SS. Wypominano mu jego wściekły antysemityzm,
nienawiść
do imigrantów oraz określenie obozów w Auschwitz i Dachau mianem „ośrodków
karnych”. Parę tytułów podało, że Haidera zawsze otaczają wysportowani i
fanatycznie mu oddani młodzi mężczyźni. Parę gazet poszło o krok dalej:
stwierdzono, że niektórzy mężczyźni z otoczenia Haidera są gejami. Wreszcie
jedna lewicowa gazeta niemiecka otwarcie napisała o tym, do czego wszyscy
tylko
robili aluzje. Że podobno sam Haider jest homoseksualistą.
Do prasy przedostały się informacje pochodzące od pewnego hinduskiego kelnera
o „intymnych szczegółach” ciała Haidera. Z powodu oskarżeń o bycie jego
kochankiem z kierowniczej funkcji w Partii Wolności zrezygnował Gerald
Mikscha.
Bliski przyjaciel Haidera i zarazem gej Walter Köhler – którego
sfotografowano,
jak paraduje z pistoletem w kaburze – stwierdził, że jest przeciwny
ujawnianiu
orientacji seksualnej polityków. Haider – który jest żonaty i ma dwoje
dzieci –
nie zabierał głosu i dementowanie pogłosek pozostawiał swoim podwładnym.
Szlak gejowsko-faszystowski
Na tym nie koniec. Gdybyśmy podróżowali przez Europę szlakiem gejowsko-
faszystowskim, odnotowalibyśmy wiele ciekawych spostrzeżeń. We Francji
czołowym
faszystą epoki powojennej był Edouard Pfeiffer, który zdecydowanie nie
należał
do przykładnych heteroseksualistów. Pierwszoplanowym niemieckim neonazistą w
latach osiemdziesiątych był niejaki Michael Kühnen, który zmarł na AIDS w
1991
roku. Kilka lat wcześniej przyznał się do homoseksualizmu.
Martin Lee, autor pracy naukowej na temat faszyzmu, wyjaśnia: Dla Kühnena w
byciu zarówno nazistą jak i gejem było coś supermęskiego. I jedno, i drugie
dawało mu poczucie przynależności do elity, której przeznaczeniem jest
wywieranie silnego wpływu. Pewnemu zachodnioniemieckiemu dziennikarzowi
powiedział, że homoseksualiści „szczególnie nadają się do realizowania
naszych
zadań, bo nie chcą być uwiązani przez żonę, dzieci, rodzinę”.
Następnym przystankiem na naszym szlaku jest Wielka Brytania. Na pierwszy
rzut
oka tutejsi faszyści wydają się wojującymi heteroseksualistami. Usiłują
zakłócać parady gejowskie, homoseksualistów określają jako „zło”, a na
podłożenie bomby w pubie Admiral Duncan w 1999 r. przywódca Brytyjskiej
Partii
Narodowej Neil Griffin zareagował wprost czarująco: W telewizyjnej relacji
ukazano demonstrujących gejów (przed lokalem, gdzie rozegrała się ta
tragedia),
którzy obnosili się ze swoją perwersją na oczach dziennikarzy z całego
świata.
To tłumaczy, dlaczego tak wielu zwykłych ludzi uważa ich za istoty
odrażające.
Lecz jeśli spojrzymy uważniej, to spod gładkiej homofobicznej powierzchni
wyłania się różowiutka swastyka. W 1999 r. Martin Webster, dawniej
organizator
Frontu Narodowego i wielka szycha w brytyjskim ruchu faszystowskim, napisał
czterostronicowy pamflet, w którym przedstawił szczegóły swojego „romansu” z
Neilem Griffinem. – Pod koniec lat siedemdziesiątych Griffin dążył do
nawiązania ze mną intymnych relacji – stwierdził zdeklarowany homoseksualista
Webster. – Był ode mnie dwadzieścia lat młodszy.
Ray Hill, który przez dwanaście lat infiltrował brytyjski ruch faszystowski,
gromadząc informacje dla grup antyfaszystowskich, mówi, że te rewelacje
brzmią
przekonująco. Twierdzi, że homoseksualizm jest na porządku dziennym w
przywódczych kręgach brytyjskiej skrajnej prawicy i że w pewnym okresie lat
osiemdziesiątych niemal połowa organizatorów tego ruchu była gejami.
Gerry Gable, wydawca antyfaszystowskiego czasopisma „Searchlight”, mówi: Już
dziesiątki lat przyglądam się brytyjskim środowiskom nazistowskim i przez
cały
czas dostrzegam w nich homofobiczną hipokryzję. Nie potrafię wskazać żadnej
organizacji ze skrajnej prawicy, która nie atakowałaby ludzi za ich
preferencje
seksualne i zarazem nie miała w swoich szeregach tak wielu gejowskich
aktywistów.
Hipermęskie łobuzy
Domniemany romans Griffina wpisywałby się doskonale w dzieje brytyjskiego
faszyzmu. Przywódcą skinheadów w latach siedemdziesiątych był umięśniony,
narwany oprych Nicky Crane. Stał się ikoną reakcyjnego ruchu zwalczającego
imigrantów, feminizm i hipisowski styl życia lat sześdziesiatych.
Nacisk na podporządkowanie się normom, nakazującym mieć gładko ogoloną twarz
i
zuniformizowany wygląd, upodobniał ten ruch do klasycznych nurtów
faszystowskich. Crane szybko został czołowym działaczem Frontu Narodowego.
Aha,
zapomniałbym: był homoseksualistą. Zanim zmarł na AIDS w połowie lat
osiemdziesiątych, przyznał się do swoich skłonności oraz do tego, że grywał
główne role w wielu gejowskich filmach pornograficznych. Tuż przed swoją
śmiercią w 1986 r. brał udział jako „porządkowy” w marszu Gejowska Duma,
nadal
jednak twierdził, iż odczuwa dumę z tego, że jest faszystą.
Tlący się w Wielkiej Brytanii konflikt między gejami faszystami i postępowymi
gejami przerodził się w otwartą konfrontację w 1985 r., kiedy gejowski ruch
skinheadów zorganizował dyskotekę w londyńskim ośrodku gejowskim. Przeciw
tej „inwazji” protestowały głośno zwłaszcza lesbijki. Uznały, że
kult „prawdziwego mężczyzny” oraz obecność hipermęskich łobuzów rozbudzają
najniższe uczucia „w miejscu, gdzie najmniej byśmy tego oczekiwały”, czyli w
łonie ruchu gejowsk