lizaxo
21.08.05, 21:31
Czy ludzie naprawdę wierzą, że istnieje szatan?
Ludzie, (wielu katolików niestety również) chyba nie do końca wierzą w
rzeczywiste istnienie osobowego zła, czyli Szatana. Sądzą, że jest to raczej
obraz, mitologiczna pozostałość po czasach przesądów, "strach na wróble" i
coś takiego jak Baba Jaga, która służy do straszenia niegrzecznych dzieci. A
ludzie "lubią się bać", lubią oglądać filmy grozy, słuchać niesamowitych
opowieści z dreszczykiem, epatować się strachem. Przesądy,
średniowieczne "strachy na lachy", bajki? Zabawa? A może niekoniecznie
niewinna zabawa...? Może jednak warto o tym porozmawiać rzeczowo i poważnie?
Nie umiem odpowiedzieć na pytanie tytułowe: "Czy ludzie naprawdę wierzą, że
istnieje Szatan?", bo po prostu nie wiem czy ludzie w to wierzą, czy nie. Nie
prowadziłem w tym względzie ankiet, sondaży ani badań opinii publicznej.
Trudno jest więc na to pytanie odpowiedzieć w sposób jednoznaczny. Niemniej
jednak z obserwacji współczesnej religijności i zachowań ludzi można
wywnioskować, że istnienie Szatana - osobowego zła, nie jest poddawane w
wątpliwość. Ludzie wierzą, czy raczej mają świadomość jego istnienia, ale
jednocześnie nie bardzo się z tym liczą, nie traktują tego na serio ani
poważnie. Można by nawet powiedzieć, że podobnie jest z wiarą w istnienie
Pana Boga. Zasadniczo w Niego wierzymy, wiemy, że istnieje, ale nie
traktujemy Go poważnie. Nikt Go nigdy nie widział, ci którzy Go widzieli i
widzą twarzą w twarz nigdy do naszej rzeczywistości nie powracają, aby nas o
istnieniu Boga przekonać, a więc nasz - do Boga - stosunek jest lekceważąco
sceptyczny, szczególnie wtedy, gdy mamy do czynienia z etyką i moralnymi
zobowiązaniami. O ile o Bogu mówi nam jednak i przypomina Kościół, Ewangelia,
czy w ogóle Pismo Święte i to powoduje, że z rzeczywistością Boga jakoś się
jednak mniej lub bardziej poważnie liczymy, o tyle o Szatanie - przeciwniku
Boga - raczej cicho. Jest to zresztą Jego - Szatana taktyka, uśpić czujność
ludzi, wmówić im, że On sam nie istnieje, że wszelkie o nim wzmianki, to nic
więcej tylko wymysły i historyjki podobne do opowiastek o kosmitach,
ufoludkach itp. Stąd właśnie rodzi się taka ambiwalentna i sceptyczna
postawa, niedowierzania, nie traktowania tej rzeczywistości poważnie.
Z jednej strony, to dobrze, bo im mniej zbliżamy się do tej rzeczywistości,
tym lepiej. Ona jest jak magnes, który przyciąga i wabi, ale z drugiej
strony ... Właśnie, z drugiej strony powoduje to w ludziach przekonanie, że
jest to raczej wymysł księży, próbujących straszyć piekłem i diabłem mniej
pobożnych wyznawców Chrystusa. I dlatego tak wielu chrześcijan -z katolikami
włącznie- uśmiecha się sceptycznie czy z zażenowaniem na samą wzmiankę
dotyczącą Złego Ducha.
Nie chcę w tej chwili stawać się "apologetą piekła", ani tym
bardziej "advocatus diaboli". Nie chcę straszyć i roztaczać wizji wiecznego
potępienia czy rozwijać demonologii. Warto jednak zobaczyć kilka faktów.
Biblia mówi o tej rzeczywistości wyraźnie. Tylko słowo "diabeł" wstępuje 33
razy w Piśmie Świętym, słowo "zły duch" aż 43 razy, a słowo "szatan" 28 razy.
Nie jest to więc rzeczywistość, o której Biblia całkowicie milczy.
Trudniej byłoby wskazać jednoznacznie na ewidentne działania Złego Ducha, czy
przejawy jego istnienia, bo tutaj mamy do czynienia z dwoma skrajnościami. W
wiekach średnich wszelkie odchylenia od norm społecznych czy socjalnych,
wiele chorób organicznych i wszystkie choroby psychiczne uznawane były za
takież właśnie objawy działania Złego Ducha i mówiono wprost o opętaniu.
Przeciwnie, w czasach nam współczesnych wszystko to stało się, albo raczej
próbuje się sprowadzić do poziomu "naturalnego" lub naturalnie tłumaczonego,
mówiąc jedynie o patologiach społecznych, czy dewiacjach, o chorobach
psychicznych, o zboczeniach, o psychologicznym czy społecznym
nieprzystosowaniu. Mamy więc od czynienia z dwoma skrajnymi postawami. Z
jednej strony demonizacja z drugiej "naturalizacja". Prawda zaś pewno leży
gdzieś pośrodku i na pewno nie mam ani podstaw, ani możliwości do jej
precyzowania i podawania konkretnych przykładów działania Złego Ducha.
Wystarczy jednak posłuchać trochę uważniej wiadomości i dzienników
telewizyjnych i radiowych, poczytać kilka artykułów czy doniesień prasowych,
aby mieć poważne wątpliwości czy wszystkie tego rodzaju "sensacje" można
wytłumaczyć jedynie naturalnymi, psychologicznymi czy socjologicznymi
uwarunkowaniami.
Nie chcąc się wdawać w te socjologiczne analizy, warto może jedna przypomnieć
sobie tylko słowa świętego Piotra, z jego 1 Listu "Bądźcie trzeźwi!
Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo
pożreć." (1 Piotra 5,8)
Z metafizycznego jednak punktu widzenia można przeprowadzić i takie
rozumowanie. W jednym ze wcześniejszych artykułów napisałem, że metafizyczna
(tomistyczna) definicja zła to: "malum est privatio bonum "- zło jest
uszczupleniem, brakiem dobra, jego zniszczeniem i jego prywacją ("Co to jest
zło? - Metafizyczny brak?") Adam zadał wtedy pytanie o istnienie "osobowego
zła" ("Adam pyta"). Sądzę, że dzisiaj dodałbym również, iż na ten temat można
także powiedzieć "malum est negatio bonum" - zanegowaniem, przeciwieństwem
dobra, jest po prostu Przeciwnikiem Boga, Boga Który jest Miłością i
dobrocią, Który jest Dobrem. Skoro bowiem mamy Dobro Osobowe, a est nim sam
Bóg, to możemy również mówić o osobowym Złu, o Złym.
Mamy więc niejako dwa rodzaje zła: jeden, to zło popełniane przez nas, zło
zniszczenia, zanegowania dobra, zło naszych uczynków, w których nie chcemy
czynić wprost zła, dla niego samego, ale dopuszczamy się zła, z braku pełnej
świadomości, z zaślepienia, z nałogu, ze słabości. Jest to zło naszych
grzechów, nie tylko lekkich, ale i tych poważniejszych ze względu na poważne
dobro, które niszczymy.
Ale jest też zło, które jest wprost i bezpośrednio negowaniem dobra, które
jest czynione nie ze słabości, lub braku rozeznania, ale dla samego czynienia
zła. Nie jest to już "privatio bonnum", uszczuplenie dobra, ale jest to
wprost "negatio bonum" negowanie dobra, niszczenie dla niszczenia, zło dla
zła. I to jest właśnie diaboliczne czynienie zła z nastawieniem na zło, jako
takie. Jest to świadome sprzeciwianie się Bogu, Dobru, Miłości. Jest to
świadome i (na pewno nie dobro - wolne lecz właśnie zło - wolne) opowiadanie
się po stronie zła, po stronie Przeciwnika. Jest ono "zło - wolne", bo tutaj
zło jest wprost chciane, zamierzone i wybierane jako zło. I to jest coś, co
wybrał Zły Duch, to jest jego domena i jego rzeczywistość. I są tacy, którzy
takie coś wybierają ., którzy za takim złem się opowiadają w sposób świadomy.
Ktoś może zapytać: "czy to możliwe aby człowiek przy zdrowych zmysłach chciał
wprost i bezpośrednio zła dla niego samego?" Odpowiem, że nie wiem, bo mnie
się nigdy nic takiego nie zdarzyło, ale ... podejrzewam, że jednak są tacy,
którzy wybierają zło dla niego samego, a tym samym opowiadają się po stronie
zła osobowego, po stronie Szatana.
Warto jednak zobaczyć także co znaczy słowo "wierzyć". Jak rozumiemy je w
stosunku do Pana Boga? "Wierzę w Boga" nie znaczy tylko wiem, uznaję, że On
istnieje, jestem wewnętrznie przekonany o Jego istnieniu, ale także wierzę
Jemu, ufam i wierzę Bogu, że mnie nie tylko stworzył, ale i że mnie nie
zawiedzie, że mnie zaprowadzi do życia wiecznego, do wiecznej szczęśliwości.
Wierzę w Boga równa się wtedy wierzę Bogu.
A jak to słowo "wierzę" należałoby rozumieć w stosunku do rzeczywistości
osobowego zła? Wierzę w istnienie Szatana, wiem uznaję jego istnienie, ale
nie wierzę jemu, nie ufam mu, nie pokładam mojej nadziei w tej
rzeczywistości, nie łączę z tą rzeczywistością mojej przyszłości.
Tutaj "wierzę w Szatana" -jak to strasznie brzmi- znaczy tylko wiem, że on
istnieje i nic innego znaczyć nie powinno. Ale czy są tacy, którzy nie tylko