Dodaj do ulubionych

jak inteligentni ludzie mogą być katolikami?

02.07.06, 22:46
Nie chcę, bardzo ale to bardzo nie chcę nikogo obrazić ale tak myślę. Jest
Internet, można sobie poczytać, zdanie wyrobić, i zwykle jest ono krytyczne.
Może ludzie się tym aż tak na maksa nie interesują? Nie wiem. Ja tam się
uważam za średnio inteligentną osobę ale sporo rzeczy mi się nie zgadza tam.

Przecież tyle rzeczy jest u katolików inne: 9 przykazań mają tylko, i aby
liczba się zgadzała ostatnie podzielono na dwa, z relikwii zrobili jakieś
przedmioty kultu, ogólnie no co by tu powiedzieć politeizm bez dwóch zdań z
jakimiś cudownymi obrazami takimi że ludzie do nich podróżują itede.

To tylko czubek tej góry lodowej, a pod nią cała historia wspierania różnych
reżimów w stylu Hitlera (katolicy go wspierali i otrzymali konkordat, tylko
niektórzy protestanci oparli się nazistom), pomoc w dojściu do władzy Franco
czy Mussoliniego. Przecież taki Mussolini już z samego wyglądu był
przestępcą. A im dalej w historię, tym straszniej. W historii naszej
cywilizacji ten kościół był zdecydowanie hamulcowym szerzącym przesądy i
uprzedzenia niż siewcą postępu. A radio Maryja to broszka w porównaniu do
wyczynów hierarchii katolickiej w II wojnie światowej.

Przecież dla tych co chcą wierzyć najważniejszy jest osobisty kontakt z
Bogiem, Allahem, Jahwe, JahJah. Nie trzeba wcale należeć do żadnego kościoła.
Wiem, że ludzie nie lubią być sami i wolą takie zbiorowe modlitwy, ale
przecież Boga się szuka w sobie. Z mojego doświadczenia powiem że nie było go
ani w opłatku, ani w obrazach czy licznych kościołach. I nawet Biblii znać
nie trzeba bo JahJah jest w sercu i ludzie go poczują jak go zaczną szukać w
sobie! Ale w Biblii pisze jak należy postępować żeby JahJah się od nas nie
odwrócił. I tam pisze tak w Księdze Izajasza na początku:

"Gdy przychodzicie, aby zjawić się przed moim obliczem, któż tego żądał od
was, abyście wydeptywali moje dziedzińce? Nie składajcie już ofiary daremnej,
kadzenie, nowie i sabaty mi obrzydły, zwoływanie uroczystych zebrań - nie
mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Waszych nowiów i świąt nienawidzi moja
dusza, stały mi się ciężarem, zmęczyłem się znosząc je. A gdy wyciągacie
swoje ręce, zakrywam moje oczy przed wami, choćbyście pomnożyli wasze
modlitwy, nie wysłucham was, bo na waszych rękach pełno krwi. Obmyjcie się,
oczyśćcie się, usuńcie wasze złe uczynki sprzed moich oczu, przestańcie źle
czynić! Uczcie się dobrze czynić, przestrzegajcie prawa, brońcie
pokrzywdzonego, wymierzajcie sprawiedliwość sierocie, wstawiajcie się za
wdową!"

taki podsumowujący katolicyzm fragment z netowej dyskusji z jakąś aborcją w
tle:

"> ALE jedno jest pocieszające - ludzi o pogladach prolife jest coraz wiecej

szkoda tylko, że ci ludzie prolife z takim zaangażowaniem kopią koty na
podwórku, nie wysiądą z auta do rozjechanego psa, nie pomogą babci zanieść do
domu zakupów, czy też z wielką obojętnością podchodzą do kotleta - kawałka
mięsa okupionego cierpieniem bardzo BEZBRONNYCH zwierząt"
Obserwuj wątek
    • orald Re: jak inteligentni ludzie mogą być katolikami? 03.07.06, 08:07
      To nie ma nic wspólnego z inteligencją.
      Koń ma klapki na oczach i dopóki mu ich nie zdejmą - widzi tylko w jedną stronę.
    • miriam_73 Re: jak inteligentni ludzie mogą być katolikami? 03.07.06, 10:52
      1. No patrz, jacy głupi ci katolicy. Tylko np. dopisz tez do rachunku
      luteranów, bo u nich dekalog ma dokładnie ten sam podział co u katolików... I
      tak dla wiedzy ogólnej - poczytaj najpeirw więcej o Aszera Deb'rim - wtedy
      bedziesz wiedział, ze w tekście oryginalnym (a swoją drogą - w Biblii sa dwa
      teksty) nie ma takiego jaki znamy podziału i wszystko jest kwestia tradycji.
      2. Wyobraź sobie, że dla katolika najwazniejszy jest osobisty kontakt z Bogiem.
      Bo tak przypadkiem to jest sensem i istota wiary.
      3. jesli cytujesz Izajasza, to proponuję poczytac dalej i nie tylko we
      fragmentach, oderwanych od całości i przede wszystkim z kontekstu, np. rozdział
      12, 25 i 26, 33 i od 40, szczególnie Iz 54, 7-8: Poza tym to proponuję tez
      innych proroków. Np. Ozeasza 11,1-9.


      PS. Nie jem mięsa, kocham psy, sponsoruję schronisko, sama mam przytulona
      znajdę, nie kopię kotów itd. I nie jestem w tym odosobniona. Troche więcej
      rozwagi w ferowaniu uogólnień.
    • zjebka_totalna nie takie proste... 04.07.06, 15:01
      Ja też kiedyś zadawałam sobie to pytanie (nigdy na głos), ale uznałam, że to
      nie takie proste. W Polsce panuje katolicyzm ludowy i tę jego postać wyznaje
      większość bezmyślnych osób - całe zastępy beczących owieczek i to jest
      najbardziej przerażające. Punkt widzenia Miriam daje jednak do myślenia: nie
      każdy, kto przyszedł na świat w Polsce i ma potrzeby duchowe musi zaraz uciekać
      się do buddyzmu. Jeśli jesteś weganinem, to pewnie znasz teorię, że najlepiej
      jeść to, co wyrosło w promieniu 100 km. od miejsca, w którym mieszkasz. Z
      religią jest podobnie: potrzebę wiary w "pozaświaty" można zaspokoić na
      rodzimym podwórku. Jeśli ktoś taką potrzebę ma, oczywiście...
    • crazy.berserker Re: jak inteligentni ludzie mogą być katolikami? 05.07.06, 14:30
      To co powyej napisała Miriam to chyba najpełniejsza odpowiedź na twoje pytanie,
      ale postaram się dorzucic jeszcze swoja cegiełkę - ludzie to istoty ktore w
      swojej naturze maja dazenie do samodoskonalenia, do ideału. Ideałem najwyzszym
      jest dla wielu (niewatpliwie inteligentnych) osób Bóg - doskonałosc sama w
      sobie. Dlatego wypowiadanie się o wierzacych jako o osobach nieinteligentnych
      uważam za przesadę.
      • kamajkore Re: jak inteligentni ludzie mogą być katolikami? 05.07.06, 21:15
        > To co powyej napisała Miriam to chyba najpełniejsza odpowiedź na twoje pytanie,
        >
        > ale postaram się dorzucic jeszcze swoja cegiełkę - ludzie to istoty ktore w
        > swojej naturze maja dazenie do samodoskonalenia, do ideału. Ideałem najwyzszym
        > jest dla wielu (niewatpliwie inteligentnych) osób Bóg - doskonałosc sama w
        > sobie. Dlatego wypowiadanie się o wierzacych jako o osobach nieinteligentnych
        > uważam za przesadę.
        bóg - ideał???
        masz na myśli tą brutalną, zarozumiałą, rządającą bezmyślnego, bezkrytycznego posłuszeństwa postać z biblii? 'błogosławieni którzy nie widzieli a uwierzyli' - czyli, innymi słowy - twój ideał najwyraźniej karze za myślenie...

        jeśli to jest ideał większości polaków to groteskowość naszego kraju przestaje mnie dziwić ;P
        • crazy.berserker Re: jak inteligentni ludzie mogą być katolikami? 06.07.06, 10:20
          kamajkore napisała:

          > bóg - ideał???
          Właśnie tak - istota najdoskonalsza - czyli ideał

          > masz na myśli tą brutalną, zarozumiałą, rządającą bezmyślnego, bezkrytycznego
          > posłuszeństwa postać z biblii? 'błogosławieni którzy nie widzieli a
          > uwierzyli' -czyli, innymi słowy - twój ideał najwyraźniej karze za myślenie...

          Trochę to stwierdzenie bez sensu - wiara w swoich załozeniach nie ma poznania
          rozumowego, poznania typu - dotknę to uwierzę. Gdybym próbowała zrozumieć Boga
          doswiadczalnie - to już nie byłaby wiara. A co do karania za myślenie - gdyby
          za myślenie faktycznie karał to chyba rodzaj ludzki juz dawno by wyginął

          >jeśli to jest ideał większości polaków to groteskowość naszego kraju przestaje
          mnie dziwić ;P
          Gdyby dziwactwa zwiazane z naszym krajem miały swoje przyczyny w wierze...Mnie
          się wydaje ze to raczej wszystko zwiazane z brakiem wiary, albo jej totalnym
          olewaniem - w znaczeniu - jestem wierzący tylko z nazwy
    • rkcb Złe pytanie! 06.07.06, 01:52
      Powinno brzmieć:
      Jak myślący ludzie mogą wierzyc w jakąkolwiek religię?
      Wiara, bez żadnego dowodu, w wymyślone postacie, którym przypisuje się atrybuty
      na poziomie małego Jasia (wszechmocny, wszechwiedzący, itd. itp.) - to ma być
      coś co robi istota nazywająca się HOMO SAPIENS???
      Każdy kto naprawdę chce zasłużyć sobie na to miano nie może wyznawac żadnej
      religii. Religia, z założenia, wyłącza myślenie. I każda religia przynosi więcej
      szkód niż pożytku. A ludzie tracą czas na bezsensowne obrzedy, wydają pieniądze
      na budowanie świątyń, które głównie służą do zaspokojenia ambicji kapłanów i
      mordują się wzajemnie w imię jakiś przesądów.
      Ludzkości religie są potrzebne jak rybie rower, ale szansa, ze wiekszość
      ludzkości to zrozumie jest bardzo mała. Mam nadzieję, że kiedyś tak się stanie.
      • zjebka_totalna Re: Złe pytanie! 06.07.06, 09:56
        Niezupełnie z tym rowerem. Ludzie to jednak nie ryby i choć niektórym
        twardzielom wiara w bogów czy krasnoludki nie jest do szczęścia potrzebna to są
        też delikatne konstrukcje psychiczne z bogatą wyobraźnią, które zwyczajnie
        lubią sobie pomarzyć i pofantazjować. Religia bywa jak sztuka - pozwala
        odlecieć. Mowa tu niestety o wyjątkach - dla mas religia jest zgubna, to nie
        ulega wątpliwości - bezmyślna wiara w kościołowe przykazania to relikt
        przeszłości, kiedy ksiądz był jedyną osobą w okolicy umiejącą składać literki.
        I wszyscy mu wierzyli, bo tak miało być, a inaczej fora z domu i z parafii,
        albo w dyby. I niewiele się zmieniło, bo mentalność zbiorowa zmienia się
        najwolniej ze wszystkiego.
    • facet123 Re: jak inteligentni ludzie mogą być katolikami? 06.07.06, 11:08
      Praktyka pokazuje, że jednak nawet bardzo inteligentni ludzie bywają katolikami.

      Odpowiedź jak to możliwe:
      Chodzi o to by w odpowiodnio młodym wieku wpoić dziecku, że katolicyzm, bóg i
      moralność to jedno i to samo. Chrzest oraz wychowanie w kosciele (msze,
      komunie, bierzmowanie itp.) ma na celu podtrzymanie tego przekonania.
      Prowadzi to do tego, że inteligentna osoba woli nie podważać wiekszości
      wpojonych jej prawd religijnych nawet jeśli rozum i inteligencja by tego
      wymagały. Poprostu takiemu człowiekowi wydaje się, że podważanie praw
      religijnych to naruszenie tabu oraz atak na moralność.

      Oczywiście istnieje bardzo niewielka grupka osób która świadomie godzi swój
      katolicyzm z rozumem, ale wtedy zawsze odbywa się to kosztem któregoś - albo
      liberalizacji katolicyzmu, albo ograniczania rozumu. Takie swobodne podejście
      do doktryny katolickiej ma np. głęboko wierząca osoba jaką jest były jezuita
      Stanosław Obirek. Jednak to osoba wybitna. Przytłaczajaca większość katolików
      wierzy, bo taka jest tradycja i "tak trzeba".
      • kociak40 Re: jak inteligentni ludzie mogą być katolikami? 07.07.06, 00:30
        Pytanie brzmiało - "jak inteligentni ludzie mogą być katolikami"?
        Mnie ciekawi, w co trzeba wierzyć, w jakie minimum, aby być katolikiem?
        Katolik, katolikowi nie równy. Raczej nie zaliczam się do inteligentnych, więc
        tak trudno mi zrozumieć istotę Boga, że nie mogę tego wierzenia rozszerzać na
        anioły, diabły, jakieś miejsca pobytu po śmierci itd. to już wymaga większej
        sprawności umysłu. Dlatego też, ja już nie "wchodzę" w ten zakres wiedzy.
        Widząc (raczej czytając na ten teamat) ten cały Wszechświat, wspaniałość praw
        fizycznych, ich mądrość, mogę dojść do wniosku, że musi to być w jakiś sposób
        zaplanowane, bo istnieje, a prawa fizyki mowią, że nic nie może powstać samo z
        siebie, przeczy temu nawet Teoria Chaosu, aby była sama z siebie, logiczna
        ciągłość. To mi wystarcza, dopuszczam istnienie absolutu, inteligencji wyższej
        i nieosiągalnej dla człowieka. Mogę przyjąć zalożenie - Bóg. Natomiast
        rozszerzanie tego założenia na jakieś anioły, diabły, na jakieś wojny w niebie,
        jest już dla mnie zbyt trudne do zrozumienia.
        • facet123 Re: jak inteligentni ludzie mogą być katolikami? 07.07.06, 08:33
          > ten cały Wszechświat, wspaniałość praw
          > fizycznych, ich mądrość, mogę dojść do wniosku, że musi to być w jakiś sposób
          > zaplanowane, bo istnieje, a prawa fizyki mowią, że nic nie może powstać samo
          > z siebie, przeczy temu nawet Teoria Chaosu, aby była sama z siebie, logiczna
          > ciągłość.

          Teoria Chaosu mówi co innego. Ona stwierdza, że w matematycznie ścisłym
          systemie może wystąpić zachowanie niedeterministyczne. Ten brak determinizmu
          wynika z pewnych właściwości równań różniczkowych które czynią je
          nierozwiązywalnymi (przynajmniej dla dzisiejszej matematyki) mimo, że one
          rozwiązania mają (można przybliżyć się do nich numerycznie). Nie ma to nic
          wspólnego z teoriami o powstaniu wszechświata. Jeżeli zaś chodzi o
          argument "zaplanowania wszechświata" rozumowanie "wszechświat jest
          skomplikowany i harmonijny -> musiał zostać zaplanowany przez osobowego boga"
          nie jest poprawne logicznie. To że coś jest skomplikowane i że działa, nie
          oznacza, że musiało posiadać osobowego stwórcę - to błąd antopomorfizacji
          powstawania - w otaczającym nas świecie wszystkie złożone twory (jak samochody,
          czy komputery) posiadają stwórce w osobie człowieka, więc można naiwnie
          założyć, że cały wszechświat musi mieć stwórcę w postaci boga. Być może, ale na
          gruncie logiki nie ma podstaw by tak sądzić - wszechświat mógł powstać równie
          dobrze na skutek przypadku.

          > To mi wystarcza, dopuszczam istnienie absolutu, inteligencji wyższej
          > i nieosiągalnej dla człowieka

          Ja też dopuszczam istnienie takiego bytu, mimo, że w niego nie wierzę i nie
          widzę potrzeby. Poprostu z definicji nie da się udowodnić nie istnienia czegoś.

          > Mogę przyjąć zalożenie - Bóg. Natomiast
          > rozszerzanie tego założenia na jakieś anioły, diabły, na jakieś wojny w
          > niebie, jest już dla mnie zbyt trudne do zrozumienia.

          Bynajmniej nie jest za trudne - poprostu te dodatkowe elementy religii
          objawionej (cuda, anioły, zmartwychwstający prorocy itp) to już nie jest część
          poszukiwania absolutu i metafizycznej zadumy. To zwykłe szamaństwo mające na
          celu wypełnić głowy wiernych i dać zajęcie kapłanom. Takie rozumienie boga o
          jakim piszesz jest dla mnie godne szacunku i sprawia, że nawet ateista taki
          jak ja może prowadzić z Tobą dialog. Jednak bądźmy szczerzy - kościół nie
          zbudowałby swojej potęgi na takiej filozoficznej postaci boga. Mógłby
          ewentualnie zainteresować filozofów i wykształconych teologów. Mała grupka
          inteligentów dysklutowała by wtedy na temat metafizyki boga natomiast cała
          reszta prostych ludzi wyznawałaby ludowe gusła i tańczyła wokół ogniska. Aby
          dotrzeć do tych ludzi kościół musiał spłycić wiarę, sprowadzić ją do oddawania
          czci obrazom, zmarłym, powołać byty takie jak trójca, anioły itp...
          • grgkh Teoria Wszystkiego 07.07.06, 12:00
            > Teoria Chaosu mówi co innego. Ona stwierdza, że w matematycznie ścisłym
            > systemie może wystąpić zachowanie niedeterministyczne. Ten brak determinizmu
            > wynika z pewnych właściwości równań różniczkowych które czynią je
            > nierozwiązywalnymi (przynajmniej dla dzisiejszej matematyki) mimo, że one
            > rozwiązania mają (można przybliżyć się do nich numerycznie).

            Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że teoria chaosu opisuje zachowanie bardzo skomplikowanych układów. Dobrym przykładem jest prognozowanie pogody. Weźmy bezpośrednią zależność, taką jak - ilość ciepła dochodząca od Słońca do powierzchni Ziemi i wynikająca z niej temperatura powietrza atmosferycznego. Istnieje zależność właśnie bezpośrednia, ale nakłada się na to całe mnóstwo innych zależności, pośrednich. Jeśli występuje zachmurzenie, to - przy niewielkiej całkowitej jego wartości - "zmiany" tego zachmurzenia nie będą wpływały zauważalnie na analizowaną przez nas zależność podstawową. A co się stanie, gdy to zachmurzenie wzrośnie? Wtedy może się okazać, że taka sama ilościowo "zmiana" tego zachmurzenia będzie miała bardzo duży, dodatkowy (!!!) wpływ na zmianę temperatury powietrza. Wśród czynników wpływających na pogodę występują nie tylko liniowo (proporcjonalnie) zależności wzajemne, ale także nakładające się wielostopniowo zależności od zależności i jeszcze od innych zależności. W efekcie prowadzi to do:
            1) bardzo złożonych modeli matematycznych
            2) trudności w opisie matematycznym i wyczuwanym intuicyjnie rozumowo wink
            3) czegoś takiego, jak wpływ gęstości wybieranych do obliczeń wartości początkowych oraz zaokrągleń na poszczególnych etapach obliczeń numerycznych.
            Ten ostatni punkt jest szczególnie ważny, bo uświadamia nam, że:
            1) Wszechświat funkcjonuje z maksymalnie możliwą na poziomie elementarnym dokładnością, a
            2) my możemy jedynie zbliżyć się z szansą "odgadnięcia" wyniku, jeśli dla danego poziomu dokładności określimy wystarczająco poprawny model matematyczno-fizyczny, a w nim gęstość i dokładność danych do obliczeń.

            To uczy pokory wobec Wszechświata. smile Ale też zachęca do szukania takich modeli.

            Najsprawniejszym, znanym nam teraz systemem tworzącym te modele, jest sieć neuronowa naszych mózgów. Pozwala nam na zbudowanie jakże doskonałego, działającego analitycznie i syntetycznie modelu świata otaczającego, w którym jesteśmy w stanie "przewidywać" niezwykle skomplikowane zależności z ich skutkami w przyszłości, stosunkowo niewiele się myląc (czasami). Możemy sobie potem napisać na papierze równanie różniczkowe opisujące jakieś zjawisko wink, ale przecież nasz mózg robi podobne "wyliczenia" tylko konfigurując odpowiednio połączenia między neuronami. Jak jest plastyczny to układ i jak ogromne ma możliwości matematyczne przekonaliśmy się na podstawie doświdaczeń takich jak te, w których grupa neuronów nauczyła się sterować symulatorem lotniczym albo żywy mózg zwierzęcia "zaakceptował" istnienie podłączonej "trzeciej", mechanicznej kończyny górnej i używał jej na podobieństwo naturalnej.

            I wrócę do teorii chaosu... Wynika z niej jednoznacznie, że w pewnych układach opisywanych na "wyższym" poziomie, dla określonych wartości paramatrów, w zjawiskach pozornie chaotycznych "muszą" się pojawiać struktury uporządkowane.

            I to jest odpowiedź na próby szukania bogów, siły sprawczej, jakiejś absurdalnej "mądrości" przyrody, czy czegoś podobnego. Nie ma tego, bo być nie musi smile)). Porządek jest naturalnym skutkiem rozwiązywania się "równania" Wszechświat. Chaotyczność widziana z naszego poziomu, z poziomu atomów, gdy rodził się Wszechświat, była oczywista i dopiero przekroczenie pewnego progu, który nazywamy Wielkim Wybuchem, spowodowała... "zaraźliwe" wink, lawinowe powstawanie struktur wyższego rzędu - cząstek elementarnych, atomów itd. A więc świat dąży w pewnych "miejscach" (nie myślę tu nawet o konkretnej przestrzeni) do uporządkowań. Mogą one przetrwać i dalej ewoluować lub zaniknąć - jak planeta Ziemia, a może jeszcze i jakaś inna, w innym miejscu Wszechświata. I tak jak w teorii chaosu - wystąpiły warunki szczególne, trwają one nadal, bo są wynikiem ustabilizowanego układu dynamicznego - i dlatego jesteśmy i my. A przecież wokół nas jest chaos i mógłby nas zniszczyć, mogłoby się wszystko uśrednić i wyrównać. Ale nie jest tak i nie będzie, bo ewolucja Wszechświata trwa wciąż, trwać będzie zapewne w nieskończoność, a my połyniemy na wyspie czasu, mając możliwość obserwacji tylko i wyłącznie tego, co jest teraz, a co jest wynika z miliardów lat wcześniejszej, matematycznej przeszłości Wszystkiego. Tym jesteśmy. To widzimy, bo na "to" patrzymy, na pogodę jako całość, a nie na setki, tysiące zależności, na każdą oddzielnie. Patrzymy na model, na uproszczenie, bo tylko taka obserwacja ma sens dla nas i w ogóle, na naszym poziomie percepcji. Nie widzimy atomów naszego ciała i pustki przestrzeni między nimi wypełnionej wink matematyczno-fizykochemicznymi oddziaływaniami, bo gdybyśmy tam zaglądali na stałe, to jakże jednocześnie moglibyśmy widzieć piękno obłoków na niebie. To różne poziomy. Współistniejące. I dlatego świat jawi nam się czasem jako chaotyczny, nieprzewidywalny, poddawany "cudownym" siłom tworzącym go i napędzającym, bo widziany z poziomu, w którym są te obłoki, a my doznajemy emocji z tym związanych. A przecież nawet i te emocje podlegają tym samym prawom matematyki, teorii chaosu. Niektóre są dla nas jasne, bo widzimy skąd się biorą, a inne umykają naszej możliwości przewidzenia skąd się wzięły i dlaczego akurat takie.

            > więc można naiwnie założyć, że cały wszechświat musi mieć stwórcę
            > w postaci boga. Być może, ale na gruncie logiki nie ma podstaw by
            > tak sądzić - wszechświat mógł powstać równie dobrze na skutek przypadku.

            Nie ma "takiego" przypadku. Nasz wszechświat, być może jeden z nieskończonej ilości możliwych, jest dla nas realny i dlatego, ponieważ go rejestrujemy, to JEST. Jest dokładnie taki, jaki jest, nawet jeśli jego historia się jakoś rozwidla wskutek alternatywy rozwiązań generując "drzewo" wszechświatów. Wtedy jest on właśnie taki, ale nie będzie inny i taki, rozgałęziony jest. Jedyną podstawą takiego osądu jest dla nas możliwość "widzenia" jego historii (w ograniczonym zakresie poznawczym) oraz ocena struktury, wskazująca na NIECHAOTYCZNE powiązania elementów w całość. Ten "niechaos" dotyczy tu powtarzalności struktur i zależności w całej znanej i wciąż poznawanej nam przestrzeni. Jeśli prawa fizyki są "jakieś" i "wszędzie takie same", choć nie do końca jeszcze przez nas odkryte, to nie ma przypadku. Jest natomiast wyłącznie nasza, być może matematycznie zdeterminowana, niemożność dotarcia do pewnych danych, nieznajomość praw, brak dobrego modelu pozwalającego dokładnie przewidywać. To w życiu codziennym nazywam przypadkiem - naszą nieumiejętność lub niemożność przewidywania. Ale Wszechświat, ten nasz, nie powstał przypadkowo. W sferze informacji, a tak go możemy też interpretować, założenia początkowe, przecież jedyne i ściśle określone, generują całość jednoznacznej i niealternatywnej historii, od momentu zero do nieskończoności, jeśli nieskończoność jest cechą Wszechświata.

            > Ja też dopuszczam istnienie takiego bytu, mimo, że w niego nie
            > wierzę i nie widzę potrzeby. Poprostu z definicji nie da się
            > udowodnić nie istnienia czegoś.

            Jak nieistnienia jakichś krasnoludków? wink Czyż nie wystarczy ostrze brzytwy Ockhama, możliwość odrzucenia wszystkiego, co zbędne, niekonieczne? Jeśli jakieś zadanie matematyczne można rozwiązać na kilka sposobów, to - odpowiedz sam sobie - czy jest istotne dla wyniku, ile ich jest naprawdę i jaką do tego wyniku dochodzimy? To określone założenia od razu budują wynik, a dróg do niego można generować wiele. Po co budować byt, którego OPISEM MUSIELIBYŚMY się zajmować? Zostawić bez opisu? Poznawać świat, a założyć, że czegoś nie poznamy, bo rezygnujemy? Dlaczego rezygnować? Stąd tyle religii, bo tych opisów tyle, ile fantazji w ludzkich głowach. A po co zb
            • grgkh Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 12:02
              > Ja też dopuszczam istnienie takiego bytu, mimo, że w niego nie
              > wierzę i nie widzę potrzeby. Poprostu z definicji nie da się
              > udowodnić nie istnienia czegoś.

              Jak nieistnienia jakichś krasnoludków? wink Czyż nie wystarczy ostrze brzytwy Ockhama, możliwość odrzucenia wszystkiego, co zbędne, niekonieczne? Jeśli jakieś zadanie matematyczne można rozwiązać na kilka sposobów, to - odpowiedz sam sobie - czy jest istotne dla wyniku, ile ich jest naprawdę i jaką do tego wyniku dochodzimy? To określone założenia od razu budują wynik, a dróg do niego można generować wiele. Po co budować byt, którego OPISEM MUSIELIBYŚMY się zajmować? Zostawić bez opisu? Poznawać świat, a założyć, że czegoś nie poznamy, bo rezygnujemy? Dlaczego rezygnować? Stąd tyle religii, bo tych opisów tyle, ile fantazji w ludzkich głowach. A po co zbędnie się angażować (dla nauki, dla poznawania samego, nie dla zabawy) w coś więcej, jeśli nam zależy na znalezieniu tego, co najprostsze, bo tylko jeden kierunek jest w szukaniu sensowny - znaleźć źródło, podstawę, prawdę.

              > Mała grupka inteligentów dyskutowałaby wtedy na temat metafizyki
              > boga natomiast cała reszta prostych ludzi wyznawałaby ludowe gusła
              > i tańczyła wokół ogniska

              Dla mnie różnica jest niewielka smile - pomiędzy METAfizyką, a gusłami. I jedno, i drugie to tylko zabawa nie mająca nic wspólnego z rzeczywistym poznawaniem.

              Ale podoba mi się to, co napisałeś. wink Wtrącam swoje trzy grosze, bo przemyśliwam sobie tę tematykę wciąż i widzę, że jeszcze daleko mi do wniosków ostatecznych, bo co raz to coś nowego mi się rodzi, chociaż cieszy mnie, że pewnie założeń nie mam złych, bo wszystko, co z nich wynika, świetnie się komponuje w zgodną całość. A harmonia całości wynikająca z wyraźnie widocznej prostoty początku jest najpiękniejsza.
              • facet123 Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 13:02
                Co do matematyki chaosu to jest to fascynująca dzidzina i dotknąłem jej bardzo
                pobieżnie - to raczej teman na Forum Nauka. Polecam książkę "Czy bóg gra w
                kości" Iana Stewarta - klasyka popularnego wproadzenia w tę dziedzinę.

                > > Ja też dopuszczam istnienie takiego bytu, mimo, że w niego nie
                > > wierzę i nie widzę potrzeby. Poprostu z definicji nie da się
                > > udowodnić nie istnienia czegoś.
                >
                > Jak nieistnienia jakichś krasnoludków? wink Czyż nie wystarczy ostrze brzytwy
                > Ock hama, możliwość odrzucenia wszystkiego, co zbędne, niekonieczne?

                Dokładnie tak samo jak krasnoludków smile Jakkolwiek w nie nie wierzę to nie mogę
                udowodnić ich nie istnienia. Brzytwa Ockhama to właśnie powód dla którego
                odrzucam ich istnienie. Ale brzytwa to jedynie metoda budowania spójnego
                systemu, a nie żaden dowód. Dowodu na nie istnienie krasnoludków nie ma tak
                samo jak nie ma dowodu na nieistnienie boga (choć to zdanie mocno sugeruje
                czym jest wiara w bogasmile ).

                > Po co budować byt, którego OPISEM MUSIELIBYŚMY się zajmować?

                Dla nie to jasne. Ja żadnych takich bytów nie potrzebuję. Ale szanuję, jeżeli
                inni ludzie w celu zaspokojenia jakichś potrzeb umysłu (których to potrzeb ja
                najwyraźniej nie mam) budują takie nadmiarowe byty. Grunt żeby nie
                podporządkowywali życia innych ludzi temu bytowi, aby nie urealniali go, nie
                zmuszali innych do jego uznawania i nie instytucjonalizowali państwowo tego
                bytu. Aby umieli odzielić sacrum od profanum - gdy tego nie potrafią zaczyna
                się fundamentalizm religijny i dżi-had.

                > Dla mnie różnica jest niewielka smile - pomiędzy METAfizyką, a gusłami.

                Oj różnica jest. To znaczy może nie wyraziłem się sciśle: Przez gusła
                rozumiałem prymitywny sposób wyznawania religii oparty na agresji,
                fundamentaliźmie i ksenofobii (niestety większość).
                Natomiast przez metafizykę rozumiem uprawianie dziedziny filozofii,
                niezależniej od żadnej raligii, a już napewno nie zakładającej dogmatycznie
                jakichś konkretnych objawień.
                Z takim filozofrm możesz porozmawiać, a nawet dojść do jakiegoś kompromisu.
                Okaże się, że różnica między wami jest niewielka i dotyczy bliżej nie
                zdefiowanego absolutu. Natomiast fanatyk nazwie cię satanistą i spali na
                stosie. Taka jest róźnica.
                Aha, nie myl tutaj metafizyki (dziedziny filozofii w sumie areligijnej) z
                teologią katolicką, która faktycznie jest bardziej gusłami niż filozofią.
                • grgkh Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 14:06
                  facet123 napisał:

                  > Co do matematyki chaosu to jest to fascynująca dziedzina i dotknąłem jej bardzo
                  > pobieżnie - to raczej temat na Forum Nauka. Polecam książkę "Czy bóg gra w
                  > kości" Iana Stewarta - klasyka popularnego wprowadzenia w tę dziedzinę.

                  Oczywiście, że tam byłoby lepiej, ale mówimy tu w najprostszej formie o tym po to, by sobie uświadomić, że w codzienności, przenosząc pewne pojęcia ze sfery intuicyjnej do sforalizowanych zależności, możemy się bardzo pomylić. Dobrze jest sobie zdawać sprawę, a przecież nie jest to wcale nic trudnego, z matematyczności naszego otoczenia.

                  > ... jak krasnoludków smile Jakkolwiek w nie nie wierzę to nie mogę
                  > udowodnić ich nie istnienia. Brzytwa Ockhama to właśnie powód dla którego
                  > odrzucam ich istnienie. Ale brzytwa to jedynie metoda budowania spójnego
                  > systemu, a nie żaden dowód. Dowodu na nie istnienie krasnoludków nie ma tak
                  > samo jak nie ma dowodu na nieistnienie boga (choć to zdanie mocno sugeruje
                  > czym jest wiara w bogasmile ).

                  A, no właśnie... smile. Ale na tym polega racjonalizm, na przyjęciu metody. Cóż mamy innego, co mogłoby być ogólniejsze? I oby jak najwięcej ludzi chciało się nim posługiwać, a świat stanie się światem ludzi mądrzejszych i dla wszystkich będzie znośniejszy. wink


                  > > Po co budować byt, którego OPISEM MUSIELIBYŚMY się zajmować?
                  >
                  > Ja żadnych takich bytów nie potrzebuję. Ale szanuję, jeżeli
                  > inni ludzie w celu zaspokojenia jakichś potrzeb umysłu (których to potrzeb ja
                  > najwyraźniej nie mam) budują takie nadmiarowe byty. Grunt żeby nie
                  > podporządkowywali życia innych ludzi temu bytowi, aby nie urealniali go, nie
                  > zmuszali innych do jego uznawania i nie instytucjonalizowali państwowo tego
                  > bytu. Aby umieli odzielić sacrum od profanum - gdy tego nie potrafią zaczyna
                  > się fundamentalizm religijny i dżi-had.

                  Ja... nie "szanuję" wink, ale raczej toleruję z musu. Bo z nieracjonalizmu wywodzą się, jak to mówisz, dogmaty, zaślepienie i zło wszelkie. A co złego może wynikać z racjonalizmu i tolerancji? Tylko to, że te poglądy będą wciąż przegrywały z tamtymi, bardziej agresywnymi. Pewnie dlatego wszystko, co dobrze się układa na tym świecie, nie trwa wiecznie i coś podlegać destrukcji. Szkoda, ale ja się z tym już pogodziłem. wink

                  > > Dla mnie różnica jest niewielka smile - pomiędzy METAfizyką, a gusłami.

                  > Oj różnica jest. To znaczy może nie wyraziłem się sciśle: Przez gusła
                  > rozumiałem prymitywny sposób wyznawania religii oparty na agresji,
                  > fundamentaliźmie i ksenofobii (niestety większość).
                  > Natomiast przez metafizykę rozumiem uprawianie dziedziny filozofii,
                  > niezależniej od żadnej raligii, a już napewno nie zakładającej dogmatycznie
                  > jakichś konkretnych objawień.

                  Może niezbyt ściśle się wyraziłem. Nie ma wielkiej różnicy w ich negatywnym oddziaływaniu na historię ludzkości. Metafizyka, jako że rezerwuje sobie prawo do istnienia poza dowodzeniem swojej prawdziwości, a jednocześnie sugeruje jakieś powiązania z nauką, skaża czystą ideę nauki i wiedzy najprawdziwiej weryfikowalnej. A z gusłami łączy ją element... rozrywkowy, zaspokajający ludzką potrzebę nieskrępowanej więzami ścisłości twórczości "artystycznej". Z krasnoludków wyrastamy, bo one są nazbyt niewiarygodne, ale w metafizyce i gusłach taplamy się często przez całe życie, robiąc przedziwne, nieracjonalne rzeczy. Dopóki są one zabawą, nie jest źle, ale gdy stosujemy je na poważnie, zwalczając nimi m.in. racjonalizm, zaczyna się horror.

                  > Aha, nie myl tutaj metafizyki (dziedziny filozofii w sumie areligijnej) z
                  > teologią katolicką, która faktycznie jest bardziej gusłami niż filozofią.

                  Staram się nie mylić. wink Myślałem o czymś najbardziej ogólnym.
                  • facet123 Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 14:20
                    > A, no właśnie... smile. Ale na tym polega racjonalizm, na przyjęciu metody. Cóż
                    > ma my innego, co mogłoby być ogólniejsze? I oby jak najwięcej ludzi chciało
                    > się ni m posługiwać, a świat stanie się światem ludzi mądrzejszych i dla
                    > wszystkich bę dzie znośniejszy. wink
                    (...)
                    > zęsto przez całe życie, robiąc przedziwne, nieracjonalne rzeczy. Dopóki są
                    > one zabawą, nie jest źle, ale gdy stosujemy je na poważnie, zwalczając nimi
                    > m.in. r acjonalizm, zaczyna się horror.

                    Dokładnie tak.

                    Zastanawiam się jednak coraz częsciej, czy aby napewno racjonalizm jest tym
                    czego ludzie (w szerokim rozumieniu) chcą. Czy nie jest to utopia.
                    Może prosty lud lubi się uszukiwać. Musi wierzyć w coś, co jest nieracjonalne i
                    daje obietnicę innego życia? Do teg lud lubi mieć wroga, widzieć w kimś Złego.
                    Dlatego obawiam się, że tak długo jak istnieje rasa ludzka tak długo luzie będą
                    brnęli w bezsensowne spory dotyczące religii objawionych i będzie to dla nich
                    dobry powód do szerzenia zła i nienawiści.
                    • grgkh Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 15:11
                      > Zastanawiam się jednak coraz częsciej, czy aby napewno racjonalizm
                      > jest tym czego ludzie (w szerokim rozumieniu) chcą. Czy nie jest to
                      > utopia. Może prosty lud lubi się uszukiwać. Musi wierzyć w coś, co jest
                      > nieracjonalne i daje obietnicę innego życia? Do teg lud lubi mieć wroga,
                      > widzieć w kimś Złego.
                      > Dlatego obawiam się, że tak długo jak istnieje rasa ludzka tak długo
                      > luzie będą brnęli w bezsensowne spory dotyczące religii objawionych
                      > i będzie to dla nich dobry powód do szerzenia zła i nienawiści.

                      Tak będzie, dopóki nie weźmiemy jako rasa, całej ewolucji we własne ręce. Musimy przejąć absolutną kontrolę nad wszystkimi, "ważnymi" zjawiskami, które są sterowane z zewnątrz, przez "naturę" smile, której jesteśmy częścią.

                      To my doprowadzamy do całkowitej eksterminacji innych gatunków, niszczenia w nieodwracalny sposób (w najbliższym widocznym historycznie czasie) zasobów naturalnych Ziemi, czyniąc ją śmietnikiem.

                      Wbrew dość powszechnemu odczuciu, że tak nie jest, wszystkie te zjawiska:
                      - ewolucja całego Wszechświata na poziomie praw fizyki,
                      - ewolucja ziemskiej biosfery,
                      - ewolucja ludzkiej kultury, ze wszystkimi jej niuansami siedzącymi w zakamarkach ludziej psyche,
                      to jedność.

                      We wszystkim można się dopatrzeć praw działania przekładających się na efekty ilościowe. Wszystkie one wiążą się ze sobą nierozerwalnie w jeden mechanizm powiązany sprzężeniami zwrotnymi. Powstaje niesłychanie złożona struktura współzależności, niemożliwa do kontroli, gdy nie próbujemy stosować układów izolowanych. Ludzki mózg i kultura, która go zasiedla rozwija się sama dla siebie, jest jakby organizmem informacyjnym nie dbającym o dobro swego nosiciela, mózgu pojedyńczego człowieka. Zresztą, czymż jest to dobro (i zło), wartość tak względna, bo z perspektywy każdego z nas widziana trochę inaczej?

                      Ale jest wyjście. Jest nim częściowa izloacja, uproszczenie, które odetnie część niemożliwych do kontroli wpływów, tak jak to wynika z teorii chaosu. wink
                      Takie będzie społeczeństwo przyszłości. Nie będzie "nie-wolne", ale nie będzie też "bezwolne" i "bezwładne", jakim jest teraz. A wtedy podstawowym prawem, które miałoby obowiązywać, będzie prawo wolności i racjonalności myślenia.

                      Trzeba człowieka, do ostatniego egzemplarza, oderwać od natury. I nie jest to fikcja, bo raz wykonaliśmy już krok w tę stronę, czyniąc się homo SAPIENS, a całe zło ludzkiej cywilizacji polega na tym, że wciąż nie możemy zdecydować się na pełny zwrot. Staliśmy się nazbyt mądrymi i silnymi drapieżnikami. Wiem, że teraz jest jeszcze za wcześnie. Odchodząc skądś, trzeba mieć dokąd pójść, a zbyt słabi jesteśmy w naszych technologiach, by móc ten nowy świat stworzyć i bezpiecznie w nim istnieć. Dlatego na Ziemi będzie jeszcze dużo cierpienia i nienawiści. Ale z teorii chaosu wynika bezpośrednio, że taka właśnie musi być nasza droga i nasza przyszłość.

                      Jest nadzieja. smile

                      W tym pospolitym chłamie dzisiejszej, polskiej rzeczywistości, to ona pomaga mi zachować równowagę psychiczną. Wiem, że żyję dla przyszłych pokoleń i jeśli coś pożytecznego zrobię, choćby to było coś niesłychanie małego, to - zgodnie z teorią chaosu wink - musi się to dodać do kształtu przyszłości. Jak w efekcie motyla wink - wszystko się wiąże ze wszystkim, bo jesteśmy częścią tego samego Wszechświata.

                      O, i to była odrobina kreatywnej filozofii, którą można by uznać za pozytywną.

                      Aha... i kiedyś nie będzie prostego ludu... wink

                      Pozdrawiam
                      • facet123 Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 15:37
                        > Aha... i kiedyś nie będzie prostego ludu... wink

                        Obawiam się, że prosty lud będzie zawsze.
                        • grgkh Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 15:58
                          Gdyby tak miało być, to moja wizja byałaby kolejną utopią, a wtedy nie warto dbać o cokolwiek. Żyjmy z dnia na dzień, by nie cierpieć, a może i nie dbając o to, czy cierpią inni. Ale ja tak nie chcę.

                          Życie każdego człowieka jest ograniczone narodzinami i śmiercią. I na razie, jak inne organizmy, tak i nasze, są specjalizowane w przenoszeniu coraz sprawniej radzącemu sobie z destrukcyjnym wpływem otoczenia kodu genetycznego.

                          U ludzi nałożyła się na to równoległa ewolucja drugiego replikatora, memu. I jak w przypadku biologii - specjalizacja doprowadziła do najwyższej formy - inteligencji, tak samo ewolucja memetyczna ma dwie możliwości - zniszczyć swego nosiciela lub przetrwać w nim osiągając jakąś najwyższą formę. A czyż nie jest to właśnie wszechwiedza i idąca z niej władza nad światem materii, energii, przestrzeni i czasu?

                          Każdy z nas umrze, to wiemy, ale... co przetrwa wszystko (jeśli w ogóle przetrwa)? Może kiedyś nadludzie, czy inne nadistoty, opuszczą swoje gniazdo rodzinne pozostawiając w nim resztki ciemnego ludu, bez wiedzy i władzy. Ale czy to będzie miało jakieś znaczenie dla nadistot? Żadnego. Skansen. A jakie będą te nadistoty? Nie mam pojęcia wink, ale niech będą. wink
                          • facet123 Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 10.07.06, 08:49
                            > Gdyby tak miało być, to moja wizja byałaby kolejną utopią, a wtedy nie warto
                            > dbać o cokolwiek. Żyjmy z dnia na dzień, by nie cierpieć, a może i nie dbając
                            > o to, czy cierpią inni. Ale ja tak nie chcę.

                            iekoniecznie. Nawet jeśli twoja wizja jest utopią, to dążenie do niej (taka
                            egzystencjalna walka) nawet jeśli jest skazane na niepowodzenie jest czymś co
                            może przynajmniej odrobinę nas do tej utopii przybliżyć i jednocześnie nadać
                            sens naszemu życiu.
              • kociak40 Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 13:07
                Mnie bardzo podobają się te Wasze wypowiedzi. Też wtrące swoje 3 grosze do
                Teorii Chaosu. To co podane było jest zapewne niezbyt zrozumiałe dla niektórych
                forumowiczów. Przytoczę podany przykład z podręcznika akademickiego, ze wstępu
                dla lepszego zrozumienia tego zagadnienia. Jechał rycerz na wojnę, po drodze, w
                kuźni kowal podkuwał mu konia lecz zabrakło jednego gwożdzia (ufnala?) do
                podkowy, więc nie przybił tej jednej podkowy wszystkimi gwożdziami. Rycerz był
                w poczcie ochrony króla. Podczas bitwy, w decydującym momencie, podkowa
                oderwała się, koń przewrócił się, rycerz nie obronił króla, król zginął, bitwa
                została przegrana. Najeżdzca zdobył cały kraj, krolestwo upadło, zginęła
                cywilizacja tego rejonu świata. I to przez jeden gwóźdz. To jest właśnie Teoria
                Chaosu, z niewielkiej przyczyny, ogromny skutek. Teoria ma to do siebie, że z
                takich wypadków nie można budować założeń, nie można na tej bazie przewidywać
                następnych wypadków, są niepowtarzalne, przypadkowe. Natomiast w naszym
                Wszechświecie istnieje ciągłość logiczna, jedne prawa fizyczne wynikają z
                drugich, co więcej, na bazie nawet pojedyńczej właściwości wynikają następne
                możliwości, ukłądające się w nieprzerwany ciąg wypadków i zdarzeń, prowadzace
                do wyższego celu. Może przykład. Woda - jedyna substancja we Wszechświecie,
                gdzie wraz ze wzrostem temperatury w zakresie 0-4 st. C rośnie gęstość. Bez tej
                tak wyjątkowej właściwości niemożliwe byłoby wszelkie życie. Zjawisko Dopplera -
                bardzo wyjątkowa cecha oddalających się świecących ciał, widmo światła
                przechodzi w kolor czerwony, zbliżających się, w kolor niebieski. Bez tej
                wyjątkowej cechy, nigdy nie poznalibyśmy wielkości kosmosu, nie można byłoby
                określać odległości gwiazd. Z powierzchni naszej Ziemi, można na zasadzie
                trójkąta określić tylko odległość do 4 gwiazd, do Słońca, Proximy i dwóch
                dalszych, wykorzystując położenie naszej orbity ziemskiej wokół Słońca. Klops,
                nic poza tym, nauka miałaby punkt nieciągłości.
                • grgkh Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 15:25
                  Ładnie, Andrzeju, ale ja też jeszcze coś do końcówki Twojej wypowiedzi dodam.

                  Nie należy się zbytnio cieszyć tym, że ten świat tak doskonale pod "naszą" obecność został przygotowany wink. Także i martwić tym, że pewnych spraw w fizyce nie da się "przeskoczyć", jak np. zimnej fuzji, czy podróży w czasie.

                  Cieszmy się, że mamy świat taki, jakim jest. Badajmy go i korzystając z naszej wiedzy poszerzajmy nasze możliwości. Uniezależniajmy się od nieprzewidywalności naszego otoczenia.

                  A światy wirtualne, zupełnie inne niż nasz, już w trzewiach komputerów powstają, wystarczy się do nich podłączyć, a przeżyjemy każdą przygodę, która nam się kiedyś zamarzy.
                  • kaptur_mnicha Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 07.07.06, 21:46
                    "Nierozwiązane problemy też coś mówią i o Wszechświecie, i o nas samych. Wszech-
                    świat wcale nie musi być przystosowany do naszych możliwości poznawczych, a my
                    nieustannie powinniśmy uczyć się właściwych proporcji: człowiek nie jest miarą
                    Wszechświata,lecz jego cząstką – zaniedbywalnie małą, ale subtelnie wplątaną w
                    najbardziej istotne powiązania kosmicznej struktury. Nie tylko Wszechświat jest
                    wyzwaniem dla człowieka. Człowiek jest wyzwaniem dla samego siebie."

                    Profesor Heller
                  • kociak40 Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 08.07.06, 21:19
                    "A światy wirtualne, zupełnie inne niż nasz, już w trzewiach komputerów
                    powstają, wystarczy się do nich podłączyć, a przeżyjemy
                    każdą przygodę, która nam się kiedyś zamarzy." - grgkh

                    Świat wirtualny z komputera jaki widzimy, to tylko świecące piksele monitora,
                    zaprogramowane przez programiste. Przeżyjemy tylko taką przygodę jaką ułożył
                    dla nas programista, coś w podobie filmu jaki musi być wyreżyserowany, nic
                    więcej.
                    • grgkh Re: Teoria Wszystkiego - c.d. 09.07.06, 01:10
                      > Świat wirtualny z komputera jaki widzimy, to tylko świecące piksele monitora,
                      > zaprogramowane przez programiste. Przeżyjemy tylko taką przygodę jaką ułożył
                      > dla nas programista, coś w podobie filmu jaki musi być wyreżyserowany, nic
                      > więcej.

                      Programista określa algorytm, a przebiegiem programu kieruje korzystający z niego użytkownik. Tak jest z edytorem tekstu, w którym możesz pisać, co Ci się zamarzy i z grą komputerową, gdzie w zależności od podejmowanych decyzji i sprawności ich realizacji, możesz pójść za każdym razem inną ścieżką. Ale przecież i w naszym świecie istnieją ograniczenia algorytmu i np. grawitacji nie da się pominąć, można jedynie neutralizować jej wpływ w obrębie całego algorytmu, jakim są wszystkie prawa fizyki.

                      Są dwa ograniczenia.

                      Pierwsze, to urządzenie zewnętrzne, symulator, generujący dane, które może odebrać i zinterpretować nasz mózg, ale także sposoby przekazania tych bodźców.

                      Drugie, to możliwości samego mózgu. Każdy z gatunków naszej biosfery ma jakieś przystosowanie do środowiska, w którym żyje. Gdy zawęzimy ich ilość do zwierząt posiadających mózg i przyjrzymy się w jaki sposób osobniki tych gatunków kontaktują się ze światem zewnętrznym, to widzimy, że suma tych możliwości jest znacznie większa niż w przypadku samych ludzi. Cóż więc stoi na przeszkodzie, by nasze mózgi poddawać takim modyfikacjom (choćby treningowi, stymulacji), by ludzkie możliwości poszerzyć?

                      Oczywiście, kiedyś w przyszłości, bo teraz ledwie raczkujemy myśląc o tym.

                      I garść linków na temat wyszperanych w Racjonaliście

                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,3424
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,3500
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,3867
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,3881
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,3918
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,3931
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,3949
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,4082
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,4101
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,4121
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,4168
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,4310
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,4606
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,5297
                      www.racjonalista.pl/index.php/s,38/t,5886
                      oraz fragment naszej niegdysiejszej dyskusji

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=21155&w=29916652&a=29916652
                      Ja mam koncepcję istnienia świata, znasz ją smile. Wynika z niej również i to, że ponieważ wszystko jest informacją, to nie ma żadnych przeszkód, by kiedyś całkowicie zapanować nad sposobem jej tworzenia dla przyszłych umysłów. A przecież na pewno nie będą one dokładnie takie jak nasze, tu i teraz.
            • edico Re: Matematyczna teoria nieba 10.07.06, 12:44
              W roku 1556 Rutilio Benicasa obliczył, że długość czyśćca wynosi 15750 mil, a
              szerokość 5011. Ta katolicka pakamera nieba znajduje się w odległości 505 i pół
              mili od ziemi. Z kolei benedyktyn, Alberano Desiderio, obliczył w roku 1705, że
              od stworzenia świata, w niebie znalazło się 111.111.111.000 dusz ludzkich. Na
              skutek buntu Lucyfera, ubyła trzecia część, czyli 37.037.037.000. Jego zdaniem,
              po rewolcie pozostało w niebie 74.074.074.000. Nie biorę odpowiedzialności, czy
              te dane są prawdziwe, bowiem obaj matematycy nie informują na jakiej podstawie
              dokonali swoich wyliczeń, no, ale skoro tak podają - jak zawsze wiarygodne -
              źródła kościelne...
              www.racjonalista.pl/kk.php/s,2789
              • wcalenietakimaly Re: Matematyczna teoria nieba 10.07.06, 16:44
                zaraz, zaraz to skad te dane: z racjonalisty czy ze zrodel koscielnych?
                • kociak40 Re: Matematyczna teoria nieba 10.07.06, 17:21
                  ""W roku 1556 Rutilio Benicasa obliczył, że długość czyśćca wynosi 15750 mil, a
                  szerokość 5011. Ta katolicka pakamera nieba znajduje się w odległości 505 i pół
                  mili od ziemi. Z kolei benedyktyn, Alberano Desiderio, obliczył w roku 1705, że
                  od stworzenia świata, w niebie znalazło się 111.111.111.000 dusz ludzkich. Na
                  skutek buntu Lucyfera, ubyła trzecia część, czyli 37.037.037.000. Jego zdaniem,
                  po rewolcie pozostało w niebie 74.074.074.000. Nie biorę odpowiedzialności, czy
                  te dane są prawdziwe, bowiem obaj matematycy nie informują na jakiej podstawie
                  dokonali swoich wyliczeń, no, ale skoro tak podają - jak zawsze wiarygodne -
                  źródła kościelne..."" - edico

                  I tu jest pies pogrzebany. Nie ma człowieka bezgrzesznego, do tego jest właśnie
                  Czyściec, aby poprzez planowe męki, dusza stała się niewinna. Dostojnicy kk
                  ustalają jakichś świętych, a oni przecież w Czyścu siedzą i nie mają czasu na
                  żadne cuda. Przechodzą resocjalizację i to nie wiadomo jak długo. Tu już
                  ogłaszają, że JPII będzie świętym niedługo, a on biedak inny ma grafik czyności
                  jaki go obowiązuje, o świętym jeszcze nie myśli. Przypomina mi to sytuację, że
                  już gotowa jest dla kogoś teka ministra, już go tytułują, a on aktualnie jest
                  na pierwszym roku studiów i nie wiadomo co będzie. Coś tu nie jest logiczne,
                  czegoś jeszcze nie znamy.
                  • edico Re: Matematyczna teoria nieba 14.07.06, 01:34
                    W roku 1755 ukazała się "Ogólna historia naturalna i teoria nieba" Immanuela
                    Kanta. Przestał istnieć problem pierwszego impulsu a Ziemia i cały system
                    słoneczny okazały się czymś, co powstawało w czasie.

                    Gdyby późniejsi przyrodnicy w swej większości mieli mniej odrazy do myślenia i
                    wyrażonej przez Newtona w przestrodze "fizyko, strzeż się metafizyki!" -
                    musieliby już z tego jednego genialnego odkrycia Kanta wyciągnąć wnioski, które
                    by im zaoszczędziły nieskończonego błądzenia po manowcach, niezmierzonych ilości
                    czasu i pracy zmarnowanych na poszukiwaniach w fałszywym religijnym kierunku.

                    Odkrycie Kanta bowiem stanowiło punkt wyjścia wszelkiego dalszego postępu.
                    W ten oto przediwny sposób powróciliśmy do poglądu wielkich twórców filozofii
                    greckiej, wg. której cała przyroda od najmniejszej cząsteczka do największego
                    ciała, od ziarenek piasku do słońc, od pierwotniaków do człowieka - egzystuje w
                    wiecznym powstawaniu i przemijaniu, w nieustającym przepływie, w nieprzerwanym
                    ruchu i zmianach.

                    A w jakim miejscu jest katolicyzm XXI w.?
                • edico Re: Matematyczna teoria nieba 14.07.06, 01:22
                  O ile Rutilio Benincasa już w roku 1556 pisał w racjonaliście, to wszystko jest
                  możliwe smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka