Dodaj do ulubionych

Kultura a narodowość.

11.11.04, 13:16
Tak się zdarzyło, że w ciagu ostatnich kilku lat zetknełam się z Ukraińcami.
Nie była to duza grupa ludzi - w sumie około 10 osób poznalam bliżej, reszta
z obserwacji.

Tam "kutura" zachodu (poza Kijowem - bardzo bogate i nowoczesne miasto)
dotarła tyle o ile, ale mniej niż do Polski. Dla mnie to było niesamowite,
zwlaszcza w relacjach damsko-męskich. Kiedy wchodzilam do gabinetu
profesora/doktora z Ukrainy - zawsze wstawał (szok!). Gdzie by polski
wykladowca wstał gdy wchodzi zwykła studentka!? Kumpel z roku (oczywiście
Ukrainiec) rwał się do pomocy zdjęcia kurtki gdy siadałam koło niego na
wykładzie (szok!?) - gdzie by polskiemu studentowi to do głowy przyszło!? Gdy
wchodził prowadzący na zajęcia, Ukraińcy wstali zdziwieni, że Polacy tego nie
zrobili. I jeszcze cała masa szczegółow i szczególików, takich zwykłych
drobiazgów.

W koncu kolezanka umówila się z jednym z przyjezdnych studentów z Ukrainy na
randkę. Wróciła w takim stanie, jakby zaraz miala się rozlać. Mówi, że facet
był tak szarmancki, tak "gentelmenski", że jej mowe odbierało i nie wiedziała
jak się zachować by nie wyjść przy nim na jakąś niewychowaną. Była zachwycona.

Ludzie, których opisuję są absolutnie na czasie, bardzo inteligentni i
wybitni, a jednocześnie, dla nas, Polaków jak nie z tej epoki.

I wiecie, co? Rozumiem, że postęp, że równouprawnienie, że rozwój, że szybko.
Ale kultura jaką znali nasi dziadkowie, pradziadkowie juz nie wróci, a byla
naprawdę piękna...
Obserwuj wątek
    • kochanica.francuza Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 13:45
      W czasach naszych pradziadów nie chodziłabyś na żadne studia...
      A Ukraińcy harmonijnie łączą kulturę dawną z dzisiejszą.
      • grzecznagrzeszna Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 13:49
        > W czasach naszych pradziadów nie chodziłabyś na żadne studia...
        Wiesz dobrze, ze nie o to mi chodziło.

        > A Ukraińcy harmonijnie łączą kulturę dawną z dzisiejszą.
        Myśle, że za jakiś czas i to ulegnie zmianie. Tam po prstu nie ma az tak
        wielkiego wpływu zachodu.

        Szkoda, że we wpółczesnym świecie praktycznie nie ma juz miejsca na damy i
        gentelmenów...
        • kochanica.francuza Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 14:15

          > > A Ukraińcy harmonijnie łączą kulturę dawną z dzisiejszą.
          > Myśle, że za jakiś czas i to ulegnie zmianie. Tam po prstu nie ma az tak
          > wielkiego wpływu zachodu.
          >
          > Szkoda, że we wpółczesnym świecie praktycznie nie ma juz miejsca na damy i
          > gentelmenów...
          hm...myslę,że to kwestia:
          -tempa życia
          -kultury egalitarnej,a nie elitarnej (skąd damy i gentlemani w świecie
          bigbrotherowskich wzorców? - oczywiście nie twierdzę,że to Twoje wzorce)
          -kultury nastawionej otwarcie na nieustającą "rozrywkę",w której słowo "nudny"
          jest największą obrazą
          • grzecznagrzeszna Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 14:34
            Wiesz, ja prawie nie oglądam TV, więc o programach typu Bar, BB, Kuba
            Wojewódzki itd wiem jedynie z opinii innych i migawek w telewizorze gdy znajdę
            się w poblizu włączonego odbiornika.

            Zastanawia mnie, skąd u ludzi taki pęd do tandety? Bedąc w szkole średnije,
            jeździłam na obozy językowe (w Polsce) prowadzone przez Amerykanów. Zawsze były
            organizowane wycieczki w ramach tych obozów. Kiedyś znaleźlismy się w Zakopcu i
            akurat trafiliśmy na jakiś przegląd sztuki ludowej, czy coś takiego. Rzeczy
            były obłędne, ręczna robota, chciałam kupić coś do domu na pamiatkę, ale ceny
            były też obłędne jak na moją kieszeń. Myślałam, że Amerykanie kupią coś z tych
            rzeczy dla siebie. I kupili: tandetne plastikowe emblemaciki z imionami,
            świszczące świstaki (maskotki) i temu podobne badziewia odpustowe. Kurde! Oni
            naprawdę kochają ten plastik! Na obiad zaciągneli nas do McDonalda, bo nie
            chcieli iść na obiad do gospody.

            Też lubie na imprezie studenckiej pić piwo z puszki, siedzieć na podłodze po
            turecku i gadać o głupotach niewyszukanym jezykiem zajadając chipsy. Jednak gdy
            znajdę się w teatrze, chciałabym poczuć trochę "kultury", a tu co druga osoba w
            jeansach, zwykłej koszuli, codziennych ciuchach... i nie ma tego klimatu.

            Żałuję też, że kobiety nie chodza w kapeluszach (mlode kobiety). Mnie, przyznam
            się nieskromnie, jest w nich ładnie, wygląda się przy tym bardzo elegancko. No
            ale mając dwadzieścia parę lat, nie włożę kapelusza, bo wyjdę na wariatkę.
            • kochanica.francuza Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 14:42
              grzecznagrzeszna napisała:

              > Wiesz, ja prawie nie oglądam TV, więc o programach typu Bar, BB, Kuba
              > Wojewódzki itd wiem jedynie z opinii innych i migawek w telewizorze gdy znajdę
              > się w poblizu włączonego odbiornika.

              hehe,to pomęcz się i obejrzyj odcinek dla orientacji
              >
              > Zastanawia mnie, skąd u ludzi taki pęd do tandety? Bedąc w szkole średnije,
              > jeździłam na obozy językowe (w Polsce) prowadzone przez Amerykanów. Zawsze były
              >
              > organizowane wycieczki w ramach tych obozów. Kiedyś znaleźlismy się w Zakopcu i
              >
              > akurat trafiliśmy na jakiś przegląd sztuki ludowej, czy coś takiego. Rzeczy
              > były obłędne, ręczna robota, chciałam kupić coś do domu na pamiatkę, ale ceny
              > były też obłędne jak na moją kieszeń. Myślałam, że Amerykanie kupią coś z tych
              > rzeczy dla siebie. I kupili: tandetne plastikowe emblemaciki z imionami,
              > świszczące świstaki (maskotki) i temu podobne badziewia odpustowe. Kurde! Oni
              > naprawdę kochają ten plastik! Na obiad zaciągneli nas do McDonalda, bo nie
              > chcieli iść na obiad do gospody.

              Prawda?Jakie to ciekawe.I w kulturze egalitarnej ludzie się takich rzeczy
              wstydzili i przynajmniej udawali wyrafinowanych,jeśli nie byli tacy z natury.
              Zaś w obecnej jest na odwrót - wzmacnia się przeciętność,tandetność,a "kulturę
              wyższą" dezawuuje.
              >

              >
              >
              > się nieskromnie, jest w nich ładnie, wygląda się przy tym bardzo elegancko. No
              > ale mając dwadzieścia parę lat, nie włożę kapelusza, bo wyjdę na wariatkę.
              >
              Miałam kolezankę,kjtóra nosiła kapelusze...ale ona ubierała się
              swoiście,stylizując na XIX w.
              Może to kwestia doboru stroju?
              • grzecznagrzeszna Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 14:51
                > hehe,to pomęcz się i obejrzyj odcinek dla orientacji

                A dorzucisz się do kupna dla mnie telewizora? :))) Rodzice nie chcą mi
                zafundować, a mnie szkoda kasy.

                > Miałam kolezankę,kjtóra nosiła kapelusze...ale ona ubierała się
                > swoiście,stylizując na XIX w.
                > Może to kwestia doboru stroju?

                No, hmm, aż taka oryginalna nie jestem :) To ja już się lepiej "zuniformizuję".
      • szeki Re: Kultura a narodowość. 12.11.04, 13:10
        O !przepraszam ,w czasach moich pradziadow moja prababcia owszem studiowala
        sztuki plastyczne
        • magic00 Re: Kultura a narodowość. 13.11.04, 23:04
          Miała więcej szczęścia nż moja babcia, która pasła gęsi w dzieciństwie, przez
          to w sezonie letnim opuszczała szkołe. Wolała szkołę od gęsi, ale cóż było
          robić, skoro ojciec kazali.
          Najwidoczniej twoja prababcia pochodziła z wyższych sfer i miała postępowych
          rodziców. W czasach cesarsko-królewskich, Michał Bobrzyński, historyk i polityk
          konserwatysta, zabronił swojej córce studiować. Nie wzbraniał jej wiedzy jako
          takiej, lecz uważał, że uniwersytet (sam wykładał na UJ) to nie miejsce dla
          przyzwoitej panny.
    • Gość: Piter Re: Kultura a narodowość. IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 11.11.04, 13:51
      Powiem ci jedno: jeżeli kobiety same głośno wrzeszcząc (poprze
      swoje "przedstawicielki" oczywiście) domagają się traktowania takiego samego
      jak mężczyźni, to w tych ostatnich zanika chęć traktowania kobiet z szacunkiem,
      na szczególnych prawach, przynależnych "płci pięknej".
      A wynika to z prostego myślenia: chcecie równych praw? No to je macie! Tak oto
      feministki paskudzą stosunki męsko-damskie.
      Każda rewolucja, każde przewracanie porządku-zastanego stanu rzeczy prowadzi do
      niszczenia dorobku kultury. A zajadłe feministki-rewolucjonistki są tymi
      barbarzyńcami, którzy/które kulturę zastaną niszczą. W imię obłąkanczej idei.
      P.
      • piccolo_diavolo Piterek na bakier? 11.11.04, 14:29
        Gość portalu: Piter napisał(a):

        jeżeli kobiety same głośno wrzeszcząc (poprze
        > swoje "przedstawicielki" oczywiście) domagają się traktowania takiego samego
        > jak mężczyźni, to w tych ostatnich zanika chęć traktowania kobiet z szacunkiem,


        Czy wynika z tego, że kobieta w Twoich [białych, heteroseksualnych,
        nieskażonych socjalizmem] oczach traci bo domaga się równych praw?

        Czy też w świecie mężczyzn [białych, heteroseksualnych, nieskażonych
        socjalizmem], do którego należysz jest normą zachowanie barbarzyńskie,
        i w związku z równouprawnieniem traktujecie kobiety jak siebie wzajem?

        A może Piterku jesteś na bakier z logiką i gramatyką?

        Ahoj!

        :-)





    • julla Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 14:53
      Niczego nie ujmując twoim znajomym Ukraińcom, myślę, że te gentelmeńskie gesty
      o których piszesz, są, owszem bardzo miłe ale jednocześnie dość powierzchowne.
      Dla mnie miernikiem kultury mężczyzny nie jest fakt czy uwija się aby ucałować
      mi dłoń czy podać płaszcz (notabene nie cierpię tego i chciałabym aby ten
      zwyczaj wymarł!!) ale czy szanuje moje zdanie na jakiś temat, czy traktuje
      poważnie na codzień i tym podobne banały. Z tym na ogół bywają problemy,
      inaczej niż z przepuszczaniem w drzwiach...
    • warshawiak Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 15:57
      Polak, gdy wyjedzie "na zachód", też robi wrażenie bardzo szarmanckiego. Potem
      wraca do domu i bije żonę. Prowincjonalność, syndrom faceta w delegacji, różnie
      to można tłumaczyć...
    • Gość: er_el Re: Kultura a narodowość. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.11.04, 20:03
      Grzeczna, zastanów się może, po co Ci właściwie te gentelmeńskie zachowania, bo
      wiesz, mam wrażenie, że jak większość kobiet, przyjmujesz BEZ ZASTANOWIENIA
      istniejące w obecnym świecie "reguły gry". Dlaczego właściwie ktoś, ktokolwiek
      miałby Cię przepuszczać w drzwiach. Z jakiej racji? Jesteś kaleką, czy jesteś
      tak słaba, że potrzebujesz osłony? Bo może należałoby zwyczajnie zadać sobie
      pytanie: dlaczego mężczyzna ma być wobec mnie szarmancki? Z jakiego powodu? A
      następnie wysilić się na bardziej sensowną odpowiedź niż : "bo jestem kobietą".
      Pomyśl też, z jakiej racji większość kobiet na okoliczność ślubu przejmuje
      nazwisko po mężu, dlaczego w zdecydowanej większości grają rolę pasażerek w
      samochodzie prowadzonym przez męża, czy chłopaka. A ten "szacunek", którym to
      mężczyźni obdarzają kobiety z samej racji płci przepuszczjąc je w drzwiach, to
      tak naprawdę nic innego niż "kredyt" dawany im jako kobietom cnotliwym, a
      odbierany, gdy tego schematu nie wypełnią. No bo "dziewczyna powinna się
      szanować", nieprawdaż? Bo jeśli będzie sobie kręciła często, gęsto z różnymi
      mężczyznami, to kim będzie? Ni mniej ni więcej, tylko KURWĄ. A mnie się,
      naiwnie, zdaje, że ku.., to ktoś, kto robi "to" dla pieniędzy i bez
      przyjemności, a nie dlatego, że ma na to zwyczajnie ochotę.
      Grzeczna, nie bądź "niewolnicą z własnej woli", rób w życiu, to, na co masz
      ochotę, nie zwracając uwagi na opinie innych, jak również, nie oglądaj się na
      innych, żeby Ci podawali płaszcze, tylko radź sobie sama. Bo jeśli ktoś prosi
      sąsiada z naprzeciwka o pomoc w rozpracowaniu obsługi nowego miksera, bo "to
      nie zajęcie dla kobiety", ten niech potem nie spodziewa się prawdziwego (a nie
      tego pseudo przy przepuszczaniu w drzwiach) szacunku np. w rozmowie o technice,
      gdzie zazwyczaj z samej racji płci jest się ignorowaną. Nie twierdzę, że musisz
      się na tym znać, bo i też przecież nie każdego mężczyzny jest to domena, ale,
      żeby generalnie przy takich okazjach kobiety nie były traktowane pobłażliwym
      komentarzem.
      Zdecydowanie precz z takimi facetami jak Piter, bo to nie feministki są
      barbarzyńcami dla innych kobiet, ale odwrotnie. Rzygać mi się chcę słysząc rady
      dawane kobietom, ba, nawet przez moją własną babcią np.: "daj mu zadecydować,
      musi poczuć się mężczyzną" - HAHAHA! Jeśli kobieta wyznaje takie zasady, to
      jest idiotką, ot co! Na marginesie, kobiety też mają dumę i to bardzo wrażliwą,
      ja np. nie trawię sytuacji, w których mój brat zagnie mnie w sprawach komputera
      (co nie zdarza się często;)) i wcale nie myślę w takich momentach, że to
      normalne, że to przecież męska działka.
      Właśnie takie stereotypy jakie wyznaje np. Piter są zawalidrogą w dążeniach
      kobiet do robienia karier. Bo wiadomo wszem i wobec, że np. na politechnikach
      jest zdecydowanie mniej kobiet (sama tam studiuję), a dlaczego? Tylko i
      wyłącznie dlatego, że kobiety, tak jak wypadku przejmowania nazwiska po mężu,
      nie zastanawiając się, zaciekle hołdują stereotypom i nie kształcą się np. na
      elektronice, bo to "nie dla nich". A wielka szkoda, bo marnuje się tyle
      talentów... Na marginesie, nikt mi nie udowodni, że to nie tylko sprawa braku
      odwagi u kobiet, ale też różnych predyspozycji naukowych u kobiet i mężczyzn.
      Jest to nieprawda, bo każdy uczciwy student politechniki przyzna, że dziewczyny
      na jego wydziale są równie dobre. I ciekawostka: na moim rozpoczęciu studiów
      wręczano różnego rodzaju wyróżnienia za najlepsze prace magisterskie, najwyższe
      lokaty w procesie studiowania, oraz stypendia, w tym Primus inter pares. Ha...
      80% zdobyły właśnie kobiety - na studiach technicznych i ze zdecydowanej
      mniejszości spośród braci studenckiej.
      Chodzi mi o to, żeby tępo nie wypełniać stereotypów, tylko MYŚLEĆ, bo myślenie
      ma przyszłość! Natomiast miarą kobiecości nie jest pokora, bezradność
      i "umiejętność owinięcia sobie mężczyzny wokół palca jako broń bezsilnej
      kobiety".
      • kocia_noga Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 20:14
        Nie cierpię jak mi facet podaje płaszcz albo całuje w rękę .Znoszę to, bo
        widzę,że chce być uprzejmy , ale nie lubię.Według mnie świadczy to raczej o
        parafiańszczyźnie, a nie o kulturze .
        • grzecznagrzeszna Re: Kultura a narodowość. 11.11.04, 21:40
          A dla mnie to miłe i bardzo to lubię (oprócz całowania w rękę). Jakiej
          parafiańszczyźnie? Co Ty bredzisz?

          Ja tam się czuję dowartościowana, wiem na co mnie stać i w czym jestem dobra i
          doceniana. Mam ambicje. Dochodzę do tego własną pracą i żaden facet NIGDY nie
          sprawił mi jeszcze przykrości, która by mi ugrzezła w pamięci. Owszem, nie znam
          się za bardzo na technice i faceci czasem się ze mnie nabijają (sama się z tego
          śmieję) - zrobię slodką minkę i mam zrobione - oni czują się dowartościowani,
          czasem można nawet poflirtowac, a ja nie muszę się babrać w czymś, czego nie
          lubię. W czym problem??? Prowadzić samochodu nie potrafię i się boję, mimo, że
          mam prawo jazdy, dlatego zawsze jestem pasażerką. Wiem natomiast, że dobra ze
          mnie negocjatorka, tłumaczka i organizatorka. Rozwijam się w tym kierunku, w
          którym czuję się dobrze i pewnie. Nikt mi w tym nie przeszkadza, a kultura i
          gesty jak najbardziej miło przyjmuję. Lubię je i tak naprawdę wiele kobiet je
          lubi. Nie czuję się niewolnicą.

          Z resztą, każdy jest przez cale życie niewolnikiem. Zmienia sobie tylko
          klatki. "Wyzwolone kobiety" tez siedzą w klatkach, tylko innych. Czuja sie tam
          dobrze, bo same sobie te klatki wybrały. I wszystko w porządku. Tylko czemu
          niektóre (np. er_el) pragną do nich zagonic te kobiety, które tego wcale nie
          chcą?

          "Dlaczego właściwie ktoś, ktokolwiek
          miałby Cię przepuszczać w drzwiach. Z jakiej racji? Jesteś kaleką, czy jesteś
          tak słaba, że potrzebujesz osłony?"

          Nie, nie potrzebuję. To jest zwyczajnie miłe, uprzejme, jak uśmiech w pochmurny
          dzień, albo przepuszczenie kogoś w kolejce w hipermarkecie, bo ma malo zakupów,
          czy podniesienie komuś rozsypujacych się kartek. Tego nie trzeba robic.
          Poradziliby sobie na pewno sami. To po rpostu wynika z kultury i tradycji.
          Mogłoby zostać jako relikwie przeszlości, pamiątka.

          Ktoś zarzucił, że to jest taka szarmanckość na pokaz, potem panowie wracają do
          domów i tłuką swoje żony. Jak ktoś nieznajomy się do Was usmiechnie miło na
          ulicy, albo powie dzień dobry, to zapewne myslicie, że się śmieje z Was, albo
          na codzień jest ponurakiem, albo się pomylił???
          • Gość: er_el NA CO JEJ TE KWIATY, PYTAM??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.04, 01:18
            grzecznagrzeszna napisała:
            Rozwijam się w tym kierunku, w
            > którym czuję się dobrze i pewnie. Nikt mi w tym nie przeszkadza, a kultura i
            > gesty jak najbardziej miło przyjmuję. Lubię je i tak naprawdę wiele kobiet je
            > lubi. Nie czuję się niewolnicą.

            Z tego, co piszesz, wnioskuję, że mnie nie zrozumiałaś. Chodzi mi o to, żeby
            zastanowić się DLACZEGO kobietom miałoby się ustępować w drzwiach. Czy istnieje
            jakikolwiek racjonalny powód, dla którego kobieta miałaby wymagać tej
            szczególnej atencji. Ja takiego zwyczajnie nie widzę. Jestem zdrową, silną
            osobą i do niczego nie jest mi to potrzebne. Przy okazji, nawet to, że
            mężczyźni są silniejsi od kobiet, nie jest prawdą, bo co z tego, że facet
            jednorazowo podniesie ileś kilo, skoro kobieta jest od niego znacznie bardziej
            wytrzymała fizycznie, ma okres, bywa w ciąży, rodzi w ogromnych bólach dzieci,
            no i średnio żyje aż o 10 lat dłużej.

            To jest zwyczajnie miłe, uprzejme, jak uśmiech w pochmurny
            >
            > dzień, albo przepuszczenie kogoś w kolejce w hipermarkecie, bo ma malo
            zakupów,
            >
            > czy podniesienie komuś rozsypujacych się kartek. Tego nie trzeba robic.

            Jasne, ale mylisz dwie różne rzeczy. Wiadomo, że każdemu jest miło w takich
            sytuacjach, ale chodzi o to, że jeśli byłabyś skłonna do tej pomocy, to
            przepuściłabyś zarówno dziewczynkę, staruszka, jak i rosłego osiłka. Twój
            filter osób przepuszczanych skierowany byłby jedynie na fakt posiadania małej
            ilości zakupów. I to jest jak najbardziej fair.
            A takiej cechy jak "mała ilość zakupów" nie widzę u kobiety jako takiej.
            Widzę ją u kogoś (kobieta, mężczyzna), kto upuścił kartki, kogoś kto z racji
            wieku, czy jakiegokolwiek rodzaju niemocy potrzebuje, żeby mu ustąpić miejsca w
            autobusie.
            A co do szarmanckości na pokaz - naturalnie, przecież co komu po niej, gdy w
            zdecydowanej większości domów kobiety tyrają na dwa etaty - domowy i zawodowy,
            a mąż, ten sam, co godzinę wcześniej przepuścił kobietę w windzie, rozsiada się
            w fotelu z żądaniem obiadu. Gdzie tu szacunek? Jaki szacunek? Może pomówmy o
            szacunku do ludzi w ogóle, a nie o "szacunku do kobiet", bo z jakiej racji
            kobietom miałby się należeć szacunek za samo jestestwo? Szanować należy ludzi
            za ich czyny, za to kim są, a nie za to, że są kobietami na litość boską!
            Taka sytuacja - babka ma doktorat, dobrą pracę, z której wraca codziennie ok.
            19 i z której utrzymuje dom, a dodatkowo pierze, czasem gotuje, robi zakupy,
            prasuje. A co robi jej mąż? Pracuje. No i jeszcze ona domaga się od czasu do
            czasu od niego kwiatów, no bo jest kobietą.
            Przecież on nią w duchu gardzi, taka prawda, myśli: ale z tych kobiet frajerki!
            Obsługują nas i jeszcze gładzą nas po policzku: "oj, jak ty byś sobie beze mnie
            poradził?" Najśmieszniejsze, że taka kobieta nie ma na myśli ilości pracy, z
            której odciąża faceta, tylko jej rodzaj. Bo przecież mężczyzna nie umiałby sam
            sobie ugotować obiadu, czy właściwie uprać ubrań. Skąd to idiotyczne
            przekonanie? Czy ktokolwiek potrafi prać jeśli się tego najpierw nie nauczy? I
            ta kobieta jeszcze czasem głowi się jak by tu dowartościować swojego mężczyznę
            w sytuacji, gdy to ona (rany, KOBIETA!) jest główną żywicielką rodziny.
            I gdzie tu logika? Przecież to ona ma władzę! Jest wykształcona i utrzymuje
            dom! I jeszcze pociesza męża? Przecież to jest poniżej ludzkiej godności! Gdzie
            mąż, który miałby żonkę modnisię na utrzymaniu, zastanawiałby się jak by tu
            podbudować jej ego?! Podchodziłby do niej protekcjonalnie i tyle. Trochę
            szacunku do samych siebie. Umizgiwanie się do mężczyzn, robienie do nich
            słodkich minek powinno być poniżej kobiecej godności, bo mężczyźni się do nas
            umizgiwać nie potrzebują!
            • grzecznagrzeszna Re: NA CO JEJ TE KWIATY, PYTAM??? 12.11.04, 10:07
              Co ma przepuszczanie w drzwiach wspolnego z pracami domowymi. I skąd założenie,
              że facet, który w drzwiach przepuszcza, bije żonę jak ludzie nie widzą, albo
              nie robi nic by jej ulzyc w robocie? Ten, który nie ma wswym słowniku
              słowa "szarmancki", automatycznie jest świetnym partnerem Twoim zdaniem?


              DLACZEGO kobietom miałoby się ustępować w drzwiach. Czy istnieje
              >
              > jakikolwiek racjonalny powód, dla którego kobieta miałaby wymagać tej
              > szczególnej atencji.

              Czy wszystko musi mieć racjonalne wytłumaczenie? Strasznie smutny świat, w
              którym zawsze trzeba wszystko wywazyc - nawet przyjęte powszechnie gesty
              świadczace o dobrym wychowaniu. Nie ma ppowodu, wzmaga jednak kobiecość w
              kobiecie i męskość w mężczyźnie. Popatrz na taką Kingę Dunin... Może i fajna
              babka, inteligentna i daleko doszla, ale ile w niej kobiecości? Zero. Ta babka
              jest jak obojniak. Chcesz, by wszystkie kobiety i męzczyźni tak wyglądali? Bo
              to, co robią niektóre feministki to przegięcie. Też jestem za
              równouprawnieniem, też nie widzę jeszcze w niektórych sferach równości, ale nie
              popadajmy w skrajności, bo wiedzie to wprost do paranoji! Chcecie zabić
              kulturę, tradycję, bo jest dla Was niewygodna? Od kiedy dobre wychowanie było
              wygodne? Z resztą, udaje się to pieknie...

              Męzczyźni nie tylko nie przepuszczają kobiet w drzwiach, mało kto pamieta o
              zasadzie "najpierw się wychodzi, a potem wchodzi"...

              P.S. Nie ważne, czy jest się kobietą, czy męzczyzną, ma się doktorat, czy się
              nie ma. Jak jest się obojniakiem i maszyną bez uczuć nastawioną na zimną
              kalkulację i robienie kariery, to nigdy takiego człowieka nie uszanuję. Wyobraź
              sobie, że nie tytuly naukowe się w życiu najbardziej liczą.
              • nkosikazi Re: NA CO JEJ TE KWIATY, PYTAM??? 12.11.04, 10:33
                Chyba trochę dramatyzujecie.Są kobiety lubiące szarmanckich mężczyzn i są
                nielubiące. Tak jak są kobiety lubiące misiowatych blondynów i lubiące
                ognistych brunetów:-) Odnoszę wrażenie że obie chciałybyście koniecznie
                wtłoczyć nas wszystkie w jeden schemat a tego się zrobić nie da. Dlaczego ty,
                Grzeczna koniecznie wymagasz od innych kobiet by lubiły to samo co ty lubisz?
                Myślisz że daje się zmusić kobietę do polubienia np całowania w rękę mówiąc jej
                że skoro ty sama to lubisz to inne też powinny? Dlaczego ty, Er_el chcesz by
                inne kobiety zastanawiały się nad celowością miłych gestów, skoro one po prostu
                takie gesty lubią i chcą być nimi obdarzane?Wolno im, nie?
                W sumie w tym całym galimatiasie i tak najtrudniej mają mężczyźni, bo oni nigdy
                nie wiedzą z jaką kobietą mają do czynienia i czy ich szarmanckość nie zostanie
                czasem odebrana jako niegrzeczność. Mnie to raczej ich jest żal..
                Mam jeszcze parę uwag o kobiecości w wydaniu Kingi Dunin. Znowu odnoszę
                wrażenie, że to raczej ty, Grzeczna a nie Dunin chciałabyś wtłoczyć wszystkie
                kobiety w jeden schemat - który ty nazywasz kobiecością a tak naprawdę to jest
                on tylko twoim subiektywnym odczuciem kobiecości. Dunin jest po prostu sobą i
                ty też powinnaś być sobą. Ona lubi włosy na jeża, dżinsowe kurteczki i
                tenisówki - ty być może spódniczkę, obcasiki i długie włosy. Mężczyznom z
                pewnością to ty będziesz się bardziej podobać, ciesz się z tego i korzystaj do
                woli :-) Myślisz że kobiety takie jak Dunin o tym nie wiedzą? Wiedzą, wiedzą..
                One po prostu nie definiują swojej wartości jako funkcji akceptacji którą ich
                wygląd wzbudza u mężczyzn. Nie sądzisz, że skoro tobie wolno być sobą, to im
                też?
                pzdr
                • grzecznagrzeszna Re: NA CO JEJ TE KWIATY, PYTAM??? 12.11.04, 10:55
                  Niczego nie chce wtłaczać. Żal cmi jednak, że kultura umiera. Tamci Ukraińcy
                  nas oczarowali zwyczajnie, bo nigdy takich mezczyzn nie znalam (a przynajmniej
                  nie młodych).

                  Dunin jest po prostu sobą i
                  > ty też powinnaś być sobą. Ona lubi włosy na jeża, dżinsowe kurteczki i
                  > tenisówki - ty być może spódniczkę, obcasiki i długie włosy.

                  No i dobrze, fajnie, skoro tak lubi, nie ma sprawy. Tyle, że o niej głośno, ona
                  występuje niejako "w imieniu innych kobiet", zeby nie powiedzieć wszystkich.
                  Siebie uwazam za feministkę, ale nie zgadzam się z wieloma założeniami innych
                  feministek i nie znalazłam jeszcze organizacji, z której programem bym się
                  mogła zgodzić. Kiedy rozmawiam z facetami i mówię im, że uważam się za
                  feministkę, słyszę "O boże"!, "Nie!", "a nie wygladasz"... A potem sami mi
                  przyznają, że się ze mną zgadzają :)) Mój mężczyzna nazywa
                  siebie "feministkiem". Ma nawet dużo bardziej liberalne poglady niż ja.

                  Szkoda, że pokutuje stereotyp, że feministka musi być niekobieca, twarda,
                  krzykliwa, być za aborcją, homoseksualizmem, nienawidzić facetów (nie wchodzić
                  w trwałe związki z facetami)itp. A kto to nakręca? przecież Kinga Dunin,
                  Jaruga, Środa sa ta trójcą świetą kojarzoną jako przedstwicielki wszystkich
                  feministek.
                  • nkosikazi Re: NA CO JEJ TE KWIATY, PYTAM??? 12.11.04, 11:47
                    > Niczego nie chce wtłaczać. Żal cmi jednak, że kultura umiera. Tamci Ukraińcy
                    > nas oczarowali zwyczajnie, bo nigdy takich mezczyzn nie znalam (a
                    przynajmniej
                    > nie młodych).

                    Moim zdaniem ona nie umiera, tylko się zmienia, kształtuje w inną jakość. Ja
                    znam mężczyzn bardzo kulturalnych a zarazem nowoczesnych. Oni rozumieją kulturę
                    (osobistą) inaczej niż ty, bo dostosowali się do tego skomplikowanego świata w
                    którym jedne chcą być traktowane szarmancko a inne czują się tym zdegustowane.
                    Taki mężczyzna zawsze ustąpi miejsca potrzebującemu, pomoże osobie dźwigającej
                    ciężar czy nie radzącej sobie z targaniem walizy na półkę w pociągu. Przepuści
                    w drzwiach, ale tylko gdy będzie ku temu uzasadniona potrzeba. Powie
                    komplement, ale tylko w stosownej sytuacji. Będzie uprzejmy, troskliwy,
                    nienachalny..Ja takich mężczyzn cenię sobie dużo wyżej niż tradycyjnych
                    galantów. Tym drugim zbyt często zdarza się traktować usmiech i przyzwolenie na
                    kurtuazję jako przyzwolenie na dużo bardziej intymne gesty a tego u mężczyzn
                    nie znoszę. Granica między galanterią a flirtem bywa dość płynna i trzeba sporo
                    taktu i wyczucia aby jej nie przekraczać. A nie ma nic gorszego niż
                    przekraczanie tej subtelnej granicy przez mężczyznę dla mnie nieatrakcyjnego..


                    >> No i dobrze, fajnie, skoro tak lubi, nie ma sprawy. Tyle, że o niej głośno,
                    ona
                    >
                    > występuje niejako "w imieniu innych kobiet", zeby nie powiedzieć wszystkich.


                    Tylko że to nie jest wina Dunin, że tak ją postrzegają - niczym wzorzec
                    feminizmu nadający się do "Sevres pod Paryżem". Ani też wina feministek.


                    > Siebie uwazam za feministkę, ale nie zgadzam się z wieloma założeniami innych
                    > feministek i nie znalazłam jeszcze organizacji, z której programem bym się
                    > mogła zgodzić. Kiedy rozmawiam z facetami i mówię im, że uważam się za
                    > feministkę, słyszę "O boże"!, "Nie!", "a nie wygladasz"... A potem sami mi
                    > przyznają, że się ze mną zgadzają :)) Mój mężczyzna nazywa
                    > siebie "feministkiem". Ma nawet dużo bardziej liberalne poglady niż ja.

                    Wygląda na to, że mamy bardzo podobne doświadczenia w tej sprawie :-)
                    Tyle że ja nie jestem jeszcze pewna czy powinnam uważać się za feministkę,
                    nadal się nad tym zastanawiam. W ogóle wydaje mi się, że takie poglądy ma
                    mnóstwo kobiet, także wiele kobiet "publicznych" - dziennikarek, naukowców itd.
                    One często mówią rzeczy nie mniej feministyczne niż Dunin, ale ze do tego są
                    ładne, sexy i sympatyczne to nikt nie nazywa tego feminizmem..

                    >
                    > Szkoda, że pokutuje stereotyp, że feministka musi być niekobieca, twarda,
                    > krzykliwa, być za aborcją, homoseksualizmem, nienawidzić facetów (nie
                    wchodzić
                    > w trwałe związki z facetami)itp. A kto to nakręca? przecież Kinga Dunin,
                    > Jaruga, Środa sa ta trójcą świetą kojarzoną jako przedstwicielki wszystkich
                    > feministek.

                    Nie, to nakręcają media - w dużej mierze antyfeministyczne. Przecież w mediach
                    nie ma w ogóle dyskusjii o feminizmie z udziałem przeciętnych kobiet! jeśli już
                    robią taki program to zawsze z jednej strony posadzą jakąś sztandarową
                    feministkę w typie Dunin a z drugiej natchnioną działaczkę LPR. Takie kobiety
                    to może 1% nas wszystkich, a gdzie jest reszta?
                    pzdr
                    • grzecznagrzeszna Re: NA CO JEJ TE KWIATY, PYTAM??? 12.11.04, 12:31
                      Granica między galanterią a flirtem bywa dość płynna i trzeba sporo
                      >
                      > taktu i wyczucia aby jej nie przekraczać. A nie ma nic gorszego niż
                      > przekraczanie tej subtelnej granicy przez mężczyznę dla mnie nieatrakcyjnego..

                      Oczywiście.Prawdziwy gentelmen zawsze wyczuje sytuację i bedzie wiedzial jak
                      się zachować stosownie.

                      > Tylko że to nie jest wina Dunin, że tak ją postrzegają - niczym wzorzec
                      > feminizmu nadający się do "Sevres pod Paryżem". Ani też wina feministek.

                      Owszem, jest to wina tych na piedestale, bo przesadzają, ich wypowiedzi są
                      niemal komiczne czasami.

                      > Nie, to nakręcają media - w dużej mierze antyfeministyczne. Przecież w
                      mediach
                      > nie ma w ogóle dyskusjii o feminizmie z udziałem przeciętnych kobiet! jeśli
                      już
                      >
                      > robią taki program to zawsze z jednej strony posadzą jakąś sztandarową
                      > feministkę w typie Dunin a z drugiej natchnioną działaczkę LPR. Takie kobiety
                      > to może 1% nas wszystkich, a gdzie jest reszta?

                      Bo media szukają sensacji, a nie prawdy, a walczące działaczki im to tylko
                      ulatwiają.
                    • Gość: bezdenny Re: NA CO JEJ TE KWIATY, PYTAM??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.04, 23:51
                      nkosikazi napisała:
                      > Nie, to nakręcają media - w dużej mierze antyfeministyczne. Przecież w
                      mediach
                      > nie ma w ogóle dyskusjii o feminizmie z udziałem przeciętnych kobiet! jeśli
                      już
                      >
                      > robią taki program to zawsze z jednej strony posadzą jakąś sztandarową
                      > feministkę w typie Dunin a z drugiej natchnioną działaczkę LPR. Takie kobiety
                      > to może 1% nas wszystkich, a gdzie jest reszta?
                      > pzdr

                      Reszta ogląda i się z nich śmieje.
                      • nkosikazi Re: NA CO JEJ TE KWIATY, PYTAM??? 13.11.04, 10:03
                        Gość portalu: bezdenny napisał(a):

                        > nkosikazi napisała:
                        > > Nie, to nakręcają media - w dużej mierze antyfeministyczne. Przecież w
                        > mediach
                        > > nie ma w ogóle dyskusjii o feminizmie z udziałem przeciętnych kobiet! jeś
                        > li
                        > już
                        > >
                        > > robią taki program to zawsze z jednej strony posadzą jakąś sztandarową
                        > > feministkę w typie Dunin a z drugiej natchnioną działaczkę LPR. Takie kob
                        > iety
                        > > to może 1% nas wszystkich, a gdzie jest reszta?
                        > > pzdr
                        >
                        > Reszta ogląda i się z nich śmieje.

                        Nie, reszta się wkurza dlaczego o sprawach kobiet nie rozmawiają takie
                        feministki jak Grzeczna. Bo ona też jest feministką, wyobraź sobie. Podobnie
                        zresztą jak zdecydowana większość moich znajomych mających takie same poglądy.
                        Zawężenie zjawiska feminizmu do kobiet podobnych do Dunin jest bardzo wygodne,
                        ale to czysty chwyt propagandowy. Jeśli chcesz dalej sam siebie okłamywać, to
                        możesz wierzyć nadal w tę antyfeministyczną bajeczkę. Powodzenia życzę - to
                        forum zresztą świetnie się do takiego celu nadaje.
                        pzdr

              • Gość: krytyk2 Re: NA CO JEJ TE KWIATY, PYTAM??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.04, 11:49
                Tez mi sie ,podobnie jak tobie ,wydaje,ze nie wszystko ,co niosa zmiany
                kulturowe/w naszym przypadku niejako z przyszlosci,z Zachodu ,ktory wyprzedzil
                nas kulturowo o kilka dziesiatek lat/jest dobre.Unisex -czy jak to okreslasz
                obojniactwo -nalezy chyba do najgorszych skutkow ,ktore dotknely kobiete w jej
                kobiecosci i facetow w ich meskosci.I nie polega to(jak chcieliby niektorzy )
                tylko na zmianie zewnetrznych dystynkcji wizerunku plciowosci( np w
                ubiorze/).Niestety,siegaja znacznie glebiej.Pozdrawiam
            • itsnotme Re: Jak to, po co? 12.11.04, 11:33
              Bo kobieta z kwiatami pięknie wygląda.
              • Gość: er_el Re: Jak to, po co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.04, 19:53
                itsnotme napisał:

                > Bo kobieta z kwiatami pięknie wygląda.

                Ojej, naprawdę? Chyba nie zauważyłaś/-eś, że kwiaty są tutaj symbolem. Chodzi o
                to, że przeciętna kobieta wraca z pracy i jeszcze poświęca mnóstwo czasu
                domowi, w tym obsłudze męża. Tak, obsłudze! Jest jego służącą, który to model
                jest jeszcze wzmacniany przez media np. w każdej reklamie to kobieta pierze
                umorusane koszulki dziecka, które właśnie wróciło z zabawy, a tatuś jest
                niedorozwinięty i w supermarkacie trzyma niemowlaka w górze z gołą pupą
                niemalże zastanawiając się, czy przypadkiem dziecku nie należałoby nałożyć na
                tę pupę marchewki.
                W ten sposób przeciętna pani X od dzieciństwa ma wpajane, że mężczyzna nie
                umie, nie radzi sobie, trzeba mu zrobić, podać - takie jest oblicze kobiecości.
                Natomiast w zamian powinna otrzymywać "należny_jej_jako_kobiecie_szacunek" w
                formie tytułowych kwiatów, czy podawanego płaszcza. Bilans jest taki, że facet
                wraca sobie z pracy, dostaje obiad, rozwala się w fotelu i czasem odpali żonce
                kwiaty - w formie zapłaty za godziny bycia gospodynią domową i i ona jest
                zadowolona, bo mąż traktuje ją jak kobietę! Ha! I on jest zadowolony, bo żonie
                przyjemność sprawił.
                I niech mi tu nikt nie mówi, że to sprawa umówienia się co do podziału
                obowiązków, bo tak jak powyżej jest w większości polskich domów.
                Przecież to jest model stworzony przez mężczyzn i dla mężczyzn. Ustalone są
                pewne ogólne zasady, że np. kobieta powinna się szanować, być zadbana, kobieca,
                nie powinna przeklinać, czy być rozwrzeszczana. Z kolei mężczyzna nieistotne
                jak wygląda, bo kobiety przecież zwracają uwagę na inne rzeczy. Tak jakby
                przeciętnej kobiecie podobał się (o ile nie jest w nim zakochana) pryszczaty,
                obleśny kurdupel. Do tego kobieta jest tą słabą i delikatną, więc przepuszczamy
                ją w drzwiach, obronimy ją (w 70% amerykańskich filmów facet to silny heros,
                który wybawia z opresji kompletnie bezwolną, praktycznie niemą (poza: "kocham
                cię") bohaterkę), bo chcemy czuć się zdobywcami, chcemy być męscy. A kobieta z
                lubością podporządkowuje się temu męskiemu modelowi - obgada koleżankę, która
                przespała się z nowopoznanym kolesiem - co za dzi..., mimo że ona zrobiła to
                dla własnej przyjemności; i nie pójdzie np. na studia techniczne, bo to
                niekobiece. No i nie poczuje nigdy takiej solidarności jak ta męska, bo zawsze
                będzie się oglądać z zazdrością na inne kobiety i walczyć o atencje mężczyzn, a
                oni w tym czasie wyluzowani, spokojni, w szerokim męskim gronie pójdą sobie na
                browar...
                • grzecznagrzeszna Wiesz co, er_el... 12.11.04, 20:19
                  Masz jakąś traumę wyniesioną z domu rodzinnego, czy po nieudanym małżeństwie, w
                  którym nie bylas spuszczana z łańcucha? Bo tak się przejmujesz losem tych
                  biednych kobiet - niewolnic kuchenno - dzieciowo - pioraco - sprzatająco -
                  zakupowych cieszących się z kwiatów i tyrajacyh jak woły z uśmiechem na ustach
                  dla swych męzów tyranów, jakbyś miała z nimi wiele wspólnego...

                  Lubię sprzątać, uwielbiam robić zakupy, dzieci nie mam, więc problem mnie nie
                  dotyczy, a mój męzczyna wspaniale gotuje, choć nie codziennie. Fakt, nie wie,
                  co to żelazko i spada ten obowiązek na mnie, nie odróznia bieli od czerni w
                  praniu, wiec też ja wrzucam rzeczy do pralki i nie wie, że w kątach też się
                  zbiera kurz, a ciuchy do szafy się wkłada złożone, a nie wrzuca jak do
                  śmietnika. Na bakier jest takze z pastą do butów.

                  Kwiaty lubię dostawać i dostaję, czuję się szczęśliwa, doceniana i kochana.
                  Pasuje mi układ jaki stworzylismy. Oboje cos w domu robimy i doceniamy własną
                  pracę. Nie rozumiem o co Ci chodzi. Jesli jakiejś babce się nie podoba, to
                  niech nie wchodzi w taki układ. Mnie pasuje, tyle że na przegięcia sobie nie
                  pozwolę.
                  • Gość: er_el Re: Wiesz co, er_el... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.11.04, 22:35
                    Nie mam żadnej traumy pomałżeńskiej, jestem młodą dziewczyną, studentką. A
                    opisywne przeze mnie sytuacje, to po prostu obserwowane na codzień modele
                    rodzin moich znajomych, czy starszych pokoleń mojej własnej. Jestem szczęśliwą
                    osobą, nie jestem lesbijką, ani tym bardziej babochłopem. A w opisywanych
                    przykładach wcale nie przedstawiam mężczyzn jako tyranów bijących żony (to nie
                    mój post), tylko jako gości, którzy się wygodnie urządzili. I którzy mogą sobie
                    na to pozwolić, bo nikt ich nie wyśmieje. Nie jestem żadną fanatyczką. Problem
                    tkwi w tym, że w praktyce normalni mężczyźni podchodzą do ciebie jak do
                    jednostki, lubią cię, bądź nie, widzą w tobie takie wady, a takie zalety i
                    jeśli jesteś w czymś lepsza, to nie mają z tym żadnego problemu, pytają, proszą
                    o radę, przecież zazwyczaj to dziewczyny są prymuskami w szkole. W niektórych
                    domach pary dzielą się obowiązkami, no a generalnie ludzie doceniają w sobie
                    nawzajem różne cechy, takie jak łatwość nawiązywania kontaktów, inteligencja,
                    chęć niesienia pomocy, mądrość itd. itp. - odpowiednie dla poszczególnych
                    jednostek. Jasne. Tyle praktyka. Ale w teorii są stereotypy, nie zaprzeczysz
                    temu, które hamują kobiety, bo one z własnej woli (tak jakby ktoś im
                    powiedział, że wszyscy Murzyni są głupi, a one by to potem głosiły wszem i
                    wobec, nie sprawdziwszy nawet) i bez zastanowienia je przyjmują. Powiedz mi
                    dlaczego na elektronice prawie nie ma kobiet? Nie uważasz, że taki przykład
                    jest dowodem na to, że kobiety robią pewne rzeczy, które z gruntu nie mają
                    żadnego uzasadnienia? Nie idą na takie studia, bo uważa się, że to męska
                    działka. Nawet przez myśl im nie przejdzie rozważenie wyboru takiego kierunku.
                    Albo wchodzą niby w partnerski układ, a przejmują nazwisko męża. Dlaczego? Bo
                    taki zwyczaj? No i co z tego?
                    • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 12.11.04, 23:14
                      Nie idą na takie studia, bo uważa się, że to męska
                      > działka

                      Zastanów się. Czy ja nie poszłam na elektronikę, bo hamują mnie stereotypy? Czy
                      moje koleżanki nie poszły tam z tego samego powodu? Nie. One zwyczajnie się tym
                      nie interesują i nie czują się dobrze w naukach ścisłych. Ot, cały powód.
                      Panna, która lubi takie zabawki, pójdzie na studia techniczne jeśli tylko chce.

                      Inna sprawa, dlaczego kobiety nie lubią tego typu rzeczy. Nie wynika to z ich
                      natury, ba, nawet nie wynika ze stereotypów. Wynika po prostu z wychowania i
                      zabaw jakie się im podsuwało w dzieciństwie. W dzieciństwie rozwijały się w
                      innym kierunku niż chłopcy. Podczas gdy one bawiły się lalkami, chłopcy psuli,
                      składali, rozkładali, kombinowali, rozbierali różne zabawki na cześci, ukladali
                      klocki. Oczywiście to tylko hipoteza, ale Aronson pisze o tym dość
                      przekonywująco. Jeśli więc chcesz, by Twoja córka nie bała się techniki, oprócz
                      lalek kupuj jej małego chemika, klocki, pozwlaj eksperymentować i nie hamuj "bo
                      się pobrudzi", albo zedrze kolana.
                    • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 12.11.04, 23:24
                      Nawet przez myśl im nie przejdzie rozważenie wyboru takiego kierunku.
                      Albo wchodzą niby w partnerski układ, a przejmują nazwisko męża. Dlaczego? Bo
                      taki zwyczaj? No i co z tego?

                      Bo taka tradycja. Czemu Ci się nie podoba? No, chyba że Twoj wybranek brzydko
                      się nazywa :)))

                      Ale w teorii są stereotypy, nie zaprzeczysz
                      > temu, które hamują kobiety, bo one z własnej woli (tak jakby ktoś im
                      > powiedział, że wszyscy Murzyni są głupi, a one by to potem głosiły wszem i
                      > wobec, nie sprawdziwszy nawet) i bez zastanowienia je przyjmują.

                      Szczerze? Stereotypy to są w dowcipach i tak do nich podchodzę. Nie czuję ich,
                      a jesli nawet w jakimś stopniu rzadzą moim zyciem, to mi absolutnie nie
                      przeszkadzają. Dlatego nie rozumiem o co ta burzawka?

                      Warto walczyć o równe zarobki, o urlopy macierzyńskie, tacierzyńskie, zwalczyć
                      przemoc w rodzinie (w obie strony - żony tez biją czasem męzów, ale ci jeszcze
                      rzadziej się przyznają niż bite kobiety), solidną edukację seksualną i tanią,
                      bezpieczną, nowoczesną antykoncepcję. Ale takie bzdury jak kwiaty na dzień
                      kobiet, przepuszczanie w drzwiach? To przecież miłe! Albo rysunki
                      (stereotypowe) w ksiązkach dla dzieci. Zaraz zaczą walczyć z Królewną Śnieżką i
                      Kopciuszkiem. To wszystko uregulje się z czasem, nic na siłę, bo robi się
                      tragikomedia.
                      • Gość: mmm Re: Wiesz co, er_el... IP: *.klaudyny.waw.pl / *.waw.pl 13.11.04, 16:12
                        grzeczna - w poscie nr 1 piszesz ze zainteresowania i predyspozycje dzieci
                        ksztaltuja sie w dzicinstwie (przyklad corki z "malym chemikiem") a w poscie nr
                        2 mowisz ze smieszne jest oburzanie sie na stereotypowe rysunki w ksiazkach dla
                        dzieci. zatem jak uwazasz powinno sie wychowywac dzieci? - czy stereotypowo
                        (dla dziewczynek lalki, dla chlopcow - samochodziki i "maly chemik", ksiazeczki
                        dla dzieci z podkresleniem specyficznych rol meskich i kobiecych) czy inaczej
                        (np. takie same zabawki dla dzieci roznej plci - ale w tej wersji rowniez
                        ksiazki z bajkami powinny byc mniej tradycyjne)? zauwaz ze jesli odpowiesz ze
                        rodzice powinni o tym decydowac to jest zadna odpowiedz bo istotne jest 1. jak
                        powinna zachowywac sie szkola/przedszkole 2. do czego nalezy namawiac rodzicow
                        (bo nie zaprzeczysz ze rodzice nie decyduja calkiem niezaleznie - sugeruja sie
                        ogolnie panujacycmi mtylami wychowania zawartymi w poradnikach, sugerowanymi
                        przez lekarzy itp)
                        • Gość: er_el Re: Wiesz co, er_el... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.04, 16:55
                          Ależ naturalnie, że się sugerują. Bo skoro ja przedstawiłam, już wydawałoby
                          się, niepodważalny fakt, że przykładowo na elektronice jest ze 2% kobiet. A z
                          drugiej strony jako studentka wydziału politechniki, na którym tych kobiet jest
                          już ze 30%, podałam ciekawostkę, że owe kobiety z mojego wydziału zdobywają aż
                          80%! wszystkich nagród i wyróżnień, mimo że stanowią niezaprzeczalną
                          mniejszość. Napisałam też, że jest to dowód na to, że istnieją bardzo silne
                          stereotypy, które hamują dziewczyny przed ROZWAŻENIEM WYBORU przykładowej
                          elektroniki, a nie przed jej wybraniem, w sytuacji, gdy dziewczyna się tym
                          interesuje (jak opacznie zrozumiała moją wypowiedź Grzeczna). Grzeczna
                          odpowiedziała mi na to, że nikogo nikt nie hamuje, a dziewczyna nie idzie, bo
                          widocznie nie ma do tego predyspozycji. A właśnie, że mają, o czym świadczy
                          podany wyżej przykład zdobywania przez nie tak znaczącej liczby wyróżnień na
                          studiach technicznych! A skoro mają, to dlaczego na elektronice jest ich 2%???
                          Na marginesie, stereotypy nie istnieją tylko i wyłącznie "w kawałach" jak
                          sugeruje Grzeczna. Obejrzyj sobie ostatni polski film "Wesele". W nim
                          facet "sprzedaje" swoją córkę za furę za 150000zł ojcu nienarodzonego jeszcze
                          dziecka swojej córki, żeby się z nią ożenił, żeby nie było, że dziecko jest
                          nieślubne...
                          • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 13.11.04, 19:13
                            Pisałam o tym, by dziewczynki zachecać do zabawy klockami i majsterkowania. Nie
                            oznacza to, że nalezy ubierac je w spodnie i zabrać lalki, pokazywacna na
                            obrazkach babochłopy zamiast zadowolonej kobiety w sukience i schować wszystkie
                            bajki o królewnach do piwnicy!

                            Kto powiedział, że pani technik elektronik nie może być kobieca, chodzić na
                            szpilkach i upinać długie loki?

                            Obejrzyj sobie ostatni polski film "Wesele". W nim
                            > facet "sprzedaje" swoją córkę za furę za 150000zł ojcu nienarodzonego jeszcze
                            > dziecka swojej córki, żeby się z nią ożenił, żeby nie było, że dziecko jest
                            > nieślubne...

                            A przepraszam, ten film to rzeczywistość, czy fikcja? Bo jak już w filmy
                            wierzycie...

                            A właśnie, że mają, o czym świadczy
                            > podany wyżej przykład zdobywania przez nie tak znaczącej liczby wyróżnień na
                            > studiach technicznych! A skoro mają, to dlaczego na elektronice jest ich 2%???

                            No i te 2% się spełnia. O co chodzi? Dalej nie pojmuję. Zaraz napiszesz, że
                            kobietom na trzeba dawać 10 punktów dodatkowych na egzaminach wstępnych, by
                            miały większą motywację iść na takie studia? Albo uchwalić ustawę przewidującą,
                            że minimum 20% studentów na elektronice maja stanowić studentki? Do czego
                            własciwie zmierzasz? Do wprowadzenia propagandy jak za PRLu, - wsiadajcie babki
                            na traktory? To wszystko ureguluje się samo, na to trzeba czasu. Przemiany
                            społeczne nie zachodzą w ciągu roku, nawet dziesięciu lat.

                            Zanim złapiemy za nozyce i powycinamy obrazki w ksiązkach dla dzieci, dajmy
                            przykład, dobry przyklad, że można zyć inaczej. K.D. pokazuje, że można
                            spokojnie być babochlopem. Kuba Wojewódzki ten sam trend wprowadza wśród
                            męzczyzn. Kobiety i męzczyźni, którym to imponuje, bedą ich naśladować. Nie
                            trzeba do tego idiotycznych ustaw i postulatow. Sprawą drugorzędną jest, czy to
                            dobre, czy złe, faktem zaś, że postawy ludzi łamią stereotypy, a nie na siłę
                            wprowadzane idee do których niektórzy staraja się za wszelką cenę, nie patrząc
                            na koszty przekonać innych.
                      • Gość: gość Re: Wiesz co, er_el... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.04, 19:06
                        Bo taka tradycja. Czemu Ci się nie podoba? No, chyba że Twoj wybranek brzydko
                        > się nazywa :)))


                        jakiś czas temu kupiłam sobie psa. Pies został zarejestrowany, dostał
                        ksiązeczke, gdzie były jego dane, czyli imie jakie mu nadałam. Oraz moje
                        nazwisko jako właścicielki tego psa. Oprócz tego pies dostał błyszczący
                        numerek. Nie widzisz analogi?

                        Ja uważam sie za równorzędnego partnera mojego męża, a wiec mam swoje nazwisko.
                        Nie widze powodu brac jego. Bo niby dlaczego?
                        • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 13.11.04, 19:23
                          Jesli Ty widzisz analogię, to masz niskie poczucie własnej wartości. Ja
                          potrafię przejąć nazwisko ukochanej osoby bez poczucia utraty osobowości,
                          tożsamości, godności. Ale co tam. Jak dla mnie mozesz się wstydzić nawet
                          swojego imienia (bo nadali Ci je rodzice nie pytając Cię o zdanie).

                          Powodzenia w życiu

                          P.S. Wychodząc za mąż według polskiego prawa wcale nie musisz przyjmować
                          nazwiska swego partnera (partnera - bo pewnie słowo "mąż" urąga Twojej godności
                          jako partnerki, nie "żony".

                          P.S.2 Akurat jestem w wieku, w którym zazwyczaj wstepuje sie w związki
                          małżeńskie. Moje kolezanki, dodawaly sobie nazwiska męzów do swoich albo
                          zostawiały swoje, a teraz prawie wszystkie żalują. Albo za długie, albo są
                          problemy w urzędach, bo każde z małżonków inaczej się nazywa. Mnie doradzają
                          bym przejęła nazwisko męża, albo mąż moje i nie sugerowała się głupią modą.
                          • Gość: gośc Re: Wiesz co, er_el... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.04, 20:19
                            Jesli Ty widzisz analogię, to masz niskie poczucie własnej wartości. Ja
                            > potrafię przejąć nazwisko ukochanej osoby bez poczucia utraty osobowości,
                            > tożsamości, godności"

                            To zapytaj sie jakiegokolwiek mężczyzne czy przyjąłby nazwisko swojej zony?
                            Zdecydowana większośc odpowie, ze nie. No bo jak to :ON bedzie zmieniał swoje
                            nazwisko? Pezrciez to jego tożsamość"/
                            No to jak to wytłumaczysz, ze meżczyzna nie chce przyjąć nazwiska kobiety? bo z
                            tego co napisałaś wynika, ze tylo kobiety kochają.

                            P.S. Wychodząc za mąż według polskiego prawa wcale nie musisz przyjmować
                            > nazwiska swego partnera (partnera - bo pewnie słowo "mąż" urąga Twojej
                            godności
                            >
                            > jako partnerki, nie "żony".
                            Wiem jakie jest polskie prawo. A meża to mam od ładnych kilku lat. i zupełnie
                            nie wiem o co Ci w tej wypowiedzi chodzi? Skąd wiesz, czy mam meża czy nie? i
                            skąd wiesz co mi urąga? Bo jak na razie to nie wiem dlaczego tak bardzo drazni
                            Cie, ze ja jako kobieta nie przyjełam nazwiska mężczyzny, bo uważam nas za
                            rówych sobie?

                            P.S.2 Akurat jestem w wieku, w którym zazwyczaj wstepuje sie w związki
                            > małżeńskie. Moje kolezanki, dodawaly sobie nazwiska męzów do swoich albo
                            > zostawiały swoje, a teraz prawie wszystkie żalują. Albo za długie, albo są
                            > problemy w urzędach, bo każde z małżonków inaczej się nazywa. Mnie doradzają
                            > bym przejęła nazwisko męża, albo mąż moje i nie sugerowała się głupią modą.

                            No i co, ze jestes w tym wieku? ja jestem w wieku, w którym dzieci ma sie w
                            szkole. I co z tego?
                            Mam swoje nazwisko i nigdy tego nie żałwałam.I nigdy żadnych problemów nie
                            miałam. Bo niby skąd? I niby dlaczego miałabym żałować? I czego? W końcu jestem
                            takim samym człowiekiem jak mój mąż. A więc mam swoją tożsamość. To dlaczego
                            mam ją zmieniać skoro jesteśmy równi?
                            • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 13.11.04, 20:42
                              > To zapytaj sie jakiegokolwiek mężczyzne czy przyjąłby nazwisko swojej zony?

                              Mój facet:))) Ja mam ładniejsze nazwisko od Jego i rozwazamy taką mozliwość.
                              Ale ja i tak wolałabym jego.

                              No bo jak to :ON bedzie zmieniał swoje
                              > nazwisko? Pezrciez to jego tożsamość"/

                              Żadna tożsamość. To zwykła tradycja i w niczym nie przeszkadza. Jesli komuś się
                              nie podoba, to niech nie przestrzega, nie musi, ale niech nie nawołuje do tego
                              innych. To tak jakby nawoływać do nieobchodzenia świat Bożego Narodzenia, gdyż
                              to uwłacza kobietom, bo Maria rodziła w żłobie i nie narzekała, a babki się
                              znieczulenia i cesarek domagają, zaś przyklad Maryi rodzącej naturalnie na
                              sianie neguje te wygody i wzmaga stereotypy.

                              Bo jak na razie to nie wiem dlaczego tak bardzo drazni
                              > Cie, ze ja jako kobieta nie przyjełam nazwiska mężczyzny, bo uważam nas za
                              > rówych sobie?

                              Maożesz miec nazwisko jakie chcesz. A uragąsz mi i wielu kobietom porównując
                              przyjęcie nazwiska męża do nadania numerku psu.
                              • Gość: gość Re: Wiesz co, er_el... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.04, 21:09
                                Mój facet:))) Ja mam ładniejsze nazwisko od Jego i rozwazamy taką mozliwość.

                                No to gratuluje faceta:) Ale naprawde nie często sie to zdarza. Nie wielu
                                mężczyzn chciałoby zmienić nazwisko. Wielu nie przyjmuje do waidomości, że
                                mogłaby zaistniec taka sytuacja.

                                > Maożesz miec nazwisko jakie chcesz. A uragąsz mi i wielu kobietom porównując
                                > przyjęcie nazwiska męża do nadania numerku psu.


                                Zgadza sie. Każdy może miec nazwisko jakie chce. Niemniej jednak nadal budzi
                                zdziwnienie jeżeli kobieta zostanie przy swoim nazwisku. I to wierz mi jest
                                bardzo nieprzyjemne jesli sie słyszy "jak to nie zmieniłas swojego nazwiska na
                                nazwiska męża?". A ja nie widziałam powodu aby zmieniac nazwisko. Chodzi tylko
                                o to. Bo jesli ktoś chce zmieniac nazwisko to niech zmienia. W końcu nie jest
                                istotne jakie nazwisko nosisz. Mnie tylko denerwuje uważanie, ze zmiana
                                nazwiska przez kobiete w momoncie zamążpójścia jest czyms naturalnym. Bo dla
                                mnie nie jest.
                                I wcale nie chcialam Ciebie obrazić. Ani Ciebie ani, żadnej kobiety która
                                przyjęła nazwisko męża,. Bo nie porównuje przyjęcie nazwiska meża do przyjęcia
                                numerka przez psa. Tylko chodziło mi o to, ze wiele osób ma takie nastawienie,
                                ze jak kobieta wychodzi za mąz to jest to oczywiste, ze przyjmuje nazwisko
                                meża. A dla mnie nie jest to oczywiste. Gdyż uwazam, że to zalezy tylko od niej
                                co ona zrobi tzn co chce zrobic. A niestety często przyjecie nazwiska meża jest
                                czymś oczywistym. A przeciez kobieta chyba sama moze zadecydowac jak chce sie
                                nazywać?
                                jesli odebrałaś to w obraźliwy sposób, to naprawde nie o to mi chodziło.
                                • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 13.11.04, 21:43
                                  No więc nie zmieniłaś swego nazwiska. Ma ktoś o to do Ciebie pretensje?
                                  Zrobiłaś jak chcialaś, więc problemu nie ma.


                                  Mnie tylko denerwuje uważanie, ze zmiana
                                  > nazwiska przez kobiete w momoncie zamążpójścia jest czyms naturalnym.

                                  Bo jest czymś naturalnym, powszechnie przyjętym. Nie znaczy to, ze od razu Ci
                                  glowę urwą jak tego nie zrobisz. Tobie chyba niekt nie urwał?

                                  To tak, jakby inteligentna osoba z rodziny inteligenckiej nie poszla na studia,
                                  albo nie chciala zdawac matury. Dla ludzi żyjących w tym środowisku jest to
                                  nienormalne zeby z wlasnej, nieprzymuszonej woli nie iść na studia mimo
                                  zdolności, inteligencji i zaplecza finansowego. Kiedy coś nie jest powszechnie
                                  przyjęte, zawsze będzie budzić zdziwienie i to jest normalne, nie znaczy to
                                  wcale, że inni tego nie zaakceptują. Nie odbieraj im jednak prawa do dziwienia
                                  się. Żeby się nie dziwili, musiałoby to stać się powszechne.
                                  • Gość: gość Re: Wiesz co, er_el... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.11.04, 22:18
                                    Bo jest czymś naturalnym, powszechnie przyjętym. Nie znaczy to, ze od razu Ci
                                    > glowę urwą jak tego nie zrobisz. Tobie chyba niekt nie urwał?

                                    Nie nikt mi głowy nie urwal. Tylko nie podoba mi sie ( ale to moje odczucie),
                                    że wiele osób dziwi sie mojej decyzji. Tak jakby byłoby to normalne, ze ja jako
                                    kobieta mam zmieniac nazwisko na nazwisko meża. W końcu jesteśmy takimi samymi
                                    ludzmi. A więc nie wiem dlaczego ta zmiana nazwiska przez kobiete jest czymś
                                    oczywistym?
                                    I jak napisałam nikt mi głowy nie urwał. Ale dla mnie jest bardzo nie miłe jak
                                    ludzie sie dziwią dlaczego tego nie zrobiłam. Bo jesli chodzi o mnie to
                                    kobieta i mężczyzna wchodząc w związek małzeński maja takie same prawo do
                                    zatrzymania czy zmienienia swojego nazwiska. Niemniej jednak nikt nie dziwi sie
                                    dlaczego mężczyzna nie zmienia nawziska. A nazwisko kobiety jakies gorsze jest?
                                    • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 13.11.04, 22:46
                                      Tak jakby byłoby to normalne, ze ja jako
                                      >
                                      > kobieta mam zmieniac nazwisko na nazwisko meża.

                                      Bo to jest normalne. Do tej pory zazwyczaj tak było. Zmiana, wylamanie się,
                                      oryginalnośc, inność zawsze dziwi. Poamietam jakie było zamieszanie wokół
                                      rybaczek parę lat temu i komentarze "jakie to beznajdziene", a potem prawie
                                      kazda dziewczyna miała je w szafie.

                                      Niemniej jednak nikt nie dziwi sie
                                      >
                                      > dlaczego mężczyzna nie zmienia nawziska.

                                      Bo nigdy nie zmieniał. Więc co tu ma dziwić?

                                      "A nazwisko kobiety jakies gorsze jest?"


                                      Zadne nazwisko nie jest gorsze, ani lepsze. Każde powinno być noszone z dumą.
                                      To, że kobieta przyjmuje nazwisko męża wynika z tradycji, obyczajów. Teraz jest
                                      już pamiątką z przeszłości (przejęcie przez żonę, a nie na odwrót) oraz
                                      ujednoliceniem dla rodziny, by matka, ojciec, dzieci nazywały się tak samo,
                                      taki swoisty "herb" dla każdego domu.
                                      • Gość: gośc Re: Wiesz co, er_el... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.04, 00:36
                                        Zadne nazwisko nie jest gorsze, ani lepsze. Każde powinno być noszone z dumą.
                                        > To, że kobieta przyjmuje nazwisko męża wynika z tradycji, obyczajów. Teraz
                                        jest
                                        >
                                        > już pamiątką z przeszłości

                                        Dla ciebie jest to pamiatka przeszłosci. Dla wielu jest to teraźniejszość.
                                        Wiele osób , zwłaszcza meżczyzn uważa, ze kobieta powinna przyjąć ich nazwisko,
                                        poniewaz jest tylko kobietą. Tradycja w tym przypadku, nie jest przeszłoscią,
                                        jest teraźniejszością. Kobieta poślubiając mezczyzne przyjmuje jego nazwisko. I
                                        jest to naturalne. Bo w imie tej tradycji staje sie "własnoscią" meżczyny-
                                        przyjmuje jego nazwisko. Męzczyna raczej tego nie robi. A jęsli już to bardzo
                                        rzadko. A więc jak dla mnie nie jet to dobra tradycja.
                                        • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 14.11.04, 00:51
                                          Bo w imie tej tradycji staje sie "własnoscią" meżczyny-
                                          > przyjmuje jego nazwisko.

                                          W ten sposób można sobie wszystko wmówić. Jeśli facet będzie chcial mieć
                                          darmowa kuchtę i prostytutkę, to i bez przejmowania przez nią jego nazwiska ją
                                          znajdzie jeśli trafi na poddatny grunt.
                                          • Gość: gość Re: Wiesz co, er_el... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.04, 11:09
                                            W ten sposób można sobie wszystko wmówić. Jeśli facet będzie chcial mieć
                                            > darmowa kuchtę i prostytutkę, to i bez przejmowania przez nią jego nazwiska

                                            > znajdzie jeśli trafi na poddatny grunt.



                                            Prawde mówiąc nie rozumiem tej wypowiedzi. czyżbys uwazała, ze dla niektórych
                                            meżczyzn zona jest darmową kuchtą i prostytutką? Bo nie wiem o co chodzi?
                                            • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 14.11.04, 12:14
                                              Oczywiście, że są tacy mężczyźni i zapewniam Cię, że nie potrzebują narzucać
                                              nazwiska żonie, by zrobić z niej niewolnicę, tak jak są ludzie i prapety, a
                                              także klamki. Bywają też kobiety, które mimo przejęcia nazwiska męża
                                              i "oficjalnego oddania mu władzy w domu" trzymają go pod pantoflem tak mocno,
                                              że biedak nie jest w stanie nawet pisnąć.
                                              • Gość: gość Re: Wiesz co, er_el... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.04, 19:34
                                                Ale nie chodzi mi o relacje miedzy małzonkami. Zupełnie nie o to chodzi. Bo to
                                                nie chodzi jak meżczyzna traktuje kobiete. Tylko o to, ze tradycja polegająca
                                                na tym, ze kobieta przyjmuje nazisko mężczyzny stawia ja w gorszej sytuacji w
                                                stosunku do meżczyzny. mezczyzna jest jak czlowiek, a kobieta jak rzecz, która
                                                on kupuje i nazywa ja. Bo w końcu on jej nadaje nazwisko.


                                                A kobieta i meżczyzna w związku sa sobie równi. A wiec nie widze powodu aby to
                                                kobieta była stawiana w gorszej sytuacji, czyli uwaza sie, ze jest to normalne,
                                                ze nmieni swoją tożsamość. jakoś od meżczyzny sie tego nie wymaga. I dla
                                                większości jest to nie do przyjęcia aby to oni zmieniali nazwisko. No bo jak
                                                to, to "baba zmienia nazwisko". A "baba" to nie rzecz, którą można nazwać,
                                                tylko człowiek, który już sie jakos nazywa.

                                                • grzecznagrzeszna Re: Wiesz co, er_el... 15.11.04, 10:17
                                                  Takie dziecko to już w ogóle rzecz. Jemu nie tylko nazwisko się daje, ale i
                                                  imię - na całe życie, praktycznie nieodwołalnie (no, chyba, że nazwano Cię Jan
                                                  Maria Rokita:))) i w dodatku bez jego zgody. Straszne... Jeśli dziecko jest
                                                  płci żeńskiej, to pół biedy, bo ma szansę zmienić sobie nazwisko, a mężczyzna
                                                  biedactwo - musi nosić swoje całe życie.
                                                  • Gość: gość Re: Wiesz co, er_el... IP: *.devs.futuro.pl 15.11.04, 12:59
                                                    Jak widac nie rozumiesz o co mi chodzi. Trudno.
                • itsnotme Re: Jak to, po co? 14.11.04, 11:47
                  >
                  > Ojej, naprawdę? Chyba nie zauważyłaś/-eś, że kwiaty są tutaj symbolem.

                  Nie zauważyłem. Ale kobieta i tak pięknie z kwiatami wygląda...:)))

                  Chodzi o
                  >
                  > to, że przeciętna kobieta wraca z pracy i jeszcze poświęca mnóstwo czasu

                  i tak dalej.. i tak dalej... Ale masz wzorce, lepiej uważaj, bo jeszcze
                  podświadomie znajdziesz takiego faceta.

                  (w 70% amerykańskich filmów..

                  A czy na pewno badałaś próbę reprezentatywną?:)

                  która
                  > przespała się z nowopoznanym kolesiem - co za dzi...
                  co fakt, to fakt:)

                  a
                  >
                  > oni w tym czasie wyluzowani, spokojni, w szerokim męskim gronie pójdą sobie na
                  > browar...
                  albo na ryby, albo pograć w halówkę;)

                  • Gość: er_el Re: Jak to, po co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.04, 14:06
                    To po co wchodzisz na to forum? To forum "Feminizm", więc jeśli ktoś chce się
                    ponabijać, to wchodzi sobie raz, czy dwa, a Ty, jak zauważyłam, dzielnie się tu
                    udzielasz.

                    > (w 70% amerykańskich filmów..
                    >
                    > A czy na pewno badałaś próbę reprezentatywną?:)
                    >

                    Może zwróć mi uwagę, że napisałam gdzieś :pszedł, zamiast poszedł, bo to
                    podobnej rangi spostrzeżenie.

                    > i tak dalej.. i tak dalej... Ale masz wzorce, lepiej uważaj, bo jeszcze
                    > podświadomie znajdziesz takiego faceta.
                    >

                    Dziękuję za radę, będę uważać. A na pewno w domu Twoich rodziców, czy Twojej
                    cioci Jadzi i wujka Mietka, to mężczyźni zamiatają, gotują, piorą i podają
                    obiad. A mama i ciotki siedzą przy stole i komentują: "mogłeś trochę więcej
                    soli dać, Mieciu". Tak jest? No wiedziałam, że mam rację.

                    bo jeszcze
                    > podświadomie znajdziesz takiego faceta.

                    Ja takiego faceta? No co Ty? Z moimi poglądami? Pewnie będzie miał trochę czasu
                    przed ślubem, żeby je poznać i nie będzie mu się opłacało wchodzić w taki układ.


                    • itsnotme Re: Jak to, po co? 15.11.04, 08:32
                      Gość portalu: er_el napisał(a):

                      > To po co wchodzisz na to forum? To forum "Feminizm", więc jeśli ktoś chce się
                      > ponabijać, to wchodzi sobie raz, czy dwa, a Ty, jak zauważyłam, dzielnie się
                      tu
                      >
                      > udzielasz.
                      Możesz głębiej uzasadnić, swoje sfrustrowanie moim bytowaniem tutaj?:)


                      > > (w 70% amerykańskich filmów..
                      > >
                      > > A czy na pewno badałaś próbę reprezentatywną?:)
                      > >
                      >
                      > Może zwróć mi uwagę, że napisałam gdzieś :pszedł, zamiast poszedł, bo to
                      > podobnej rangi spostrzeżenie.
                      No nie, to zupełnie innej rangi spostrzeżenie:> Ale nie przejmuj się, nie
                      musisz odpowiadać, to było pytanie retoryczne:)

                      >
                      > > i tak dalej.. i tak dalej... Ale masz wzorce, lepiej uważaj, bo jeszcze
                      > > podświadomie znajdziesz takiego faceta.
                      > >
                      >
                      > Dziękuję za radę, będę uważać. A na pewno w domu Twoich rodziców, czy Twojej
                      > cioci Jadzi i wujka Mietka, to mężczyźni zamiatają, gotują, piorą i podają
                      > obiad. A mama i ciotki siedzą przy stole i komentują: "mogłeś trochę więcej
                      > soli dać, Mieciu". Tak jest? No wiedziałam, że mam rację.
                      Nie mam cioci Jadzi:))) Wujka Mietka też nie:)) Reszta też się nie zgadza:) Ale
                      jak u Ciebie w rodzinie mężczyźni rzucają takie komentarze, to już rozumiem
                      Twój jad:)

                      >
                      > bo jeszcze
                      > > podświadomie znajdziesz takiego faceta.
                      >
                      > Ja takiego faceta? No co Ty? Z moimi poglądami? Pewnie będzie miał trochę
                      czasu
                      >
                      > przed ślubem, żeby je poznać i nie będzie mu się opłacało wchodzić w taki
                      układ
                      Chyba nie będziesz żałowała:) Ale jeśli, to zawsze możesz znaleźć sobie
                      jakiegoś "pantofelka", albo wyrwać kogoś na ciążę;)


                      "Oj, to o ile nie masz żony, czy dziewczyny, to uważaj bardzo, bo każda poza
                      tymi dwoma (o rany, albo i one przed układem z Tobą!) to murowana wenera, albo
                      co gorsza HIV."
                      No nie mam, ale dobrze prawisz, będę je codziennie na badania wysyłał jakby
                      co;))
                      • Gość: er_el Re: Jak to, po co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.04, 22:55
                        Jejej, lisek-chytrusek z Ciebie! Jestem szaleńczo sfrustrowana, aż mi palce
                        ssiniały ze złości i nie mogę pisać. Stąd ten lakoniczny mail do kolegi BD.

                        Lalalalala, nie wiem, co Ci odpowiedziec, rudzielcze-kawalarzu, lalalala...
                        • itsnotme Re: Jak to, po co? 16.11.04, 07:59
                          No widzisz, doszlismy do porozumienia:))) Szkoda tylko Twoich palców, zadbaj o
                          nie porządnie;)
                          • Gość: er_el What do you think about this? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 23:05
                            Szanowny sowhoareyou?, naturalnie nie omieszkałam zastosować się do Twojej rady
                            i wnet zadbałam troskliwie o me palce. Wymasowałam jeden po drugim i już są
                            lux! Ale gdybyś wczoraj mnie widział... - ma piękna twarz skręcona w grymasie
                            zgryzoty! Wysunę zza pazuchy taki koncept - sowhoareyou? feminista-
                            antyfeminista piszę opowiadanie nt.: "Jakie cechy powinna mieć ma wymarzona
                            kobieta. Proszę nie ograniczać się do przymiotów zewnętrznych."
                            Aaa, antyfeminista, antyfeminista, odpowiedział mi na swój temat, a nie na
                            mój...
                            • itsnotme Re: What do you think about this? 17.11.04, 08:25
                              Jakoś nie poczułem potrzeby wywlekania się na lewą stronę
                              • Gość: er_el Re: What do you think about this? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.04, 18:06
                                To, jak rozumiem, odnosi się do nicku, ale co z Twoim stanowiskiem
                                antyfeministyczno-feministycznym?
                                • itsnotme Re: What do you think about this? 17.11.04, 18:19
                                  Gość portalu: er_el napisał(a):

                                  > To, jak rozumiem, odnosi się do nicku, ale co z Twoim stanowiskiem
                                  > antyfeministyczno-feministycznym?

                                  Popracuj nad syntaktyką wypowiedzi, weź głęboki oddech i ponów pytanie:) A o
                                  moim subiektywiźmie nie zamierzam dyskutować, bo jest mój.
                                  • Gość: er_el Re: What do you think about this? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.04, 20:13
                                    Oto Twój komentarz do mojego posta:

                                    Chodzi o
                                    >
                                    > to, że przeciętna kobieta wraca z pracy i jeszcze poświęca mnóstwo czasu

                                    i tak dalej.. i tak dalej... Ale masz wzorce, lepiej uważaj, bo jeszcze
                                    podświadomie znajdziesz takiego faceta.

                                    Z jednej strony potępiasz taką postawę, a z drugiej ośmieszasz moją wypowiedź.
                                    Nie deklarujesz się ani jako antyfeminista (wtedy napisałbyś np. że "chcę
                                    burzyć tradycyjny porządek świata", albo "tak jest i tak powinno być", albo coś
                                    w tym stylu), ani jako feminista, skoro uważasz, że to, co napisałam jest
                                    przerysowane, nieprawdziwe, czy bezsensowne.
                                    Stąd moja konsternacja (twarz skrzywiona, brwi w połowie czoła) i pytanie o
                                    Twoje stanowisko. A odnośnie dyskusji, to nie ma nawet zaczepienia do niej,
                                    bo... nie wiem co uważasz - bo skąd mogę to wiedzieć - i dlatego o to pytam.
                                    Zamiar powierzam w Twoje ręce...
                                    • itsnotme Re: What do you think about this? 17.11.04, 22:01
                                      Gość portalu: er_el napisał(a):

                                      > Oto Twój komentarz do mojego posta:
                                      >
                                      > Chodzi o
                                      > >
                                      > > to, że przeciętna kobieta wraca z pracy i jeszcze poświęca mnóstwo czasu
                                      >
                                      > i tak dalej.. i tak dalej... Ale masz wzorce, lepiej uważaj, bo jeszcze
                                      > podświadomie znajdziesz takiego faceta.
                                      >
                                      > Z jednej strony potępiasz taką postawę, a z drugiej ośmieszasz moją wypowiedź.
                                      > Nie deklarujesz się ani jako antyfeminista (wtedy napisałbyś np. że "chcę
                                      > burzyć tradycyjny porządek świata", albo "tak jest i tak powinno być", albo coś
                                      >
                                      > w tym stylu), ani jako feminista, skoro uważasz, że to, co napisałam jest
                                      > przerysowane, nieprawdziwe, czy bezsensowne.
                                      Nawet nie wiem czym jest feminizm, same nie potraficie się określić. Jedna
                                      kobieta deklarująca się jako feministka powie, że walczy o równość, ale na
                                      związki gejów i propozycje przywilejów prawnych patrzy jak na coś co nie ma w
                                      ogóle zwiazku z jej ideałami. Druga te warunki wykrzyczy w twarz i powie mało,
                                      chcę radykalniejszych rozwiązań. Teraz o adopcji dzieci przez pary homoseksualne
                                      nie ma mowy, ale małymi kroczkami i takie żądania będą na porządku dziennym. W
                                      związku z czym do grupy feministów niegdy nie przystąpię.
                                      Ale kobiety szanuje bardziej, niż mężczyzn. Nie mam zamiaru dyskutować z tym, że
                                      _kiedyś_kobiety_coś_ musiały, a czegoś nie mogły. To, że uważam, że o kobietę,
                                      trzeba dbać, adorować, że ma prawo sobie popłakać, że wygląda kobieco z bukietem
                                      kwiatów to jest mój prywatny pogląd i nie powinna mieć nic do tego żadna kobieta
                                      "w spodniach". Kobiety są skomplikowane, mężczyźni prości, kobiety dążą do
                                      stabilizacji, faceci poligamii. Sporo uogólnień i jeszcze więcej prawdy. Każdy
                                      ma prawo mieć inny pogląd.


                                      > Stąd moja konsternacja (twarz skrzywiona, brwi w połowie czoła) i pytanie o
                                      > Twoje stanowisko. A odnośnie dyskusji, to nie ma nawet zaczepienia do niej,
                                      > bo... nie wiem co uważasz - bo skąd mogę to wiedzieć - i dlatego o to pytam.
                                      > Zamiar powierzam w Twoje ręce...
                                      Jak gdzies napisałaś, jesteś jeszcze "młoda wolna i w ogóle", więc dopiero
                                      będziesz się starać "żeby przyjąć czyjeś nazwisko":) Podejmiesz decyzję, czy
                                      tyrać w pracy i w domu. Będziesz przekonywała pracodawcę, że w trakcie urlopu
                                      macierzyńskiego podniesiesz swoje kwalifikacje, odpoczniesz i firma będzie miała
                                      większe korzyści i zanurzysz się w górę perfumowanych pieluch. Ale przecież nikt
                                      Ci nie karze, możesz urodzić i posłać męża na urlop, zachować nazwisko i wykosić
                                      konkurencję w pracy, albo zostać na zawsze samą, niezależną kobietą nowej ery,
                                      bawić się kiedy chcesz i trenować tai-chi.
                                      Ale uważaj, Twoje wredne ciocie zawsze będą Ci truć w święta, one zawsze będą
                                      trzymać z nami, tłustymi piwoszami sztamę:))

                                      Pozostałe aktywistki uprasza się o nie rozpoczynanie radosnej dyskusji na
                                      podstawie mojej wypowiedzi. Ratujcie swe dusze u złotowłosych szwedów;)
                                      • Gość: er_el Re: What do you think about this? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.04, 00:42
                                        Obejrzyj sobie film GI Jane z Demi Moore. To idealna lektura na okoliczność tej
                                        dyskusji.
                                        Nie będę już kopiować, skoro i tak nie chcemy komentarzy postronnych
                                        aktywistek. Nie mam zamiaru trenować tai-chi:), a co do mnie jako "kobiety w
                                        spodniach", to byłbyś zaskoczony... :D Nie broń tak zaciekle swojego prawa do
                                        autonomii poglądów. Open your mind;) Też z reguły jestem niereformowalna, ale
                                        reguła, jak to reguła posiada wyjątki i czasem zdarza się nagiąć twardziela!
                                        Prośba, żebyś z łaski swojej nie utożsamiał mnie z ogółem szaleńczych-kobiet-
                                        feministek. Tak jak Ty, tak i ja, mogę poszczycić się osobistą strefą poglądów
                                        i nie widzę celowości w porównywaniu malucha do merola, bo oba to samochody.
                                        Niektóre osobniczki, mieniące się feministkami, uważają np., że kobiety są
                                        lepsze od mężczyzn, a inne z kolei chcą, żeby im podawać płaszcz. Każdy
                                        człowiek jest inny. A odnośnie zapatrywań na kwestię homoseksualistów, no to
                                        itsnotme... przecież to nie należy do obszaru zainteresowań feminizmu. Poza tym
                                        zdajesz sobie przecież sprawę, że część feministek, to zwyczajnie głupi ludzie,
                                        niezależnie od deklarowanego przez nie feminizmu, czy postawy wobec bezdomnych
                                        zwierząt.
                                        Rozumiem, o co chodzi Ci w zdaniu o feminizmie i związkach gejów - niby
                                        postulat równości, ale... Zauważ jednak, że opiewana kwestia związków, to nie
                                        tyle sprawa niekonsekwencji w poglądach o tolerancji, ile rzecz religii, bo
                                        rozważane jest zawieranie MAŁŻEŃSTW. A co do adopcji dzieci, to już naprawdę
                                        inna bajka...
                                        Istotą ruchu feministycznego jest równouprawnienie kobiet i mężczyzn, czyli
                                        zrównanie płac za tę samą pracę, niedyskryminowanie mężczyzn w obliczu rozwodu
                                        i problemu związanego ze wspólnie posiadanymi dziećmi, a także często walka z
                                        naprawdę okrutnymi praktykami stosowanymi na kobietach np. w krajach arabskich.
                                        Przecież gdyby nie emancypantki, kobiety nie miałyby nawet prawa wyborczego,
                                        nie mogłyby się uczyć. Jeszcze w latach 50-tych XX-ego wieku na Harwardzie
                                        kobiety nie mogły studiować. Nie sądzę, żebyś uważał TAKIE oblicze ruchu za
                                        fanatyzm.
                                        Powyższe stanowi jądro-sedno feminizmu, a cała otoczka związana z kwiatami i
                                        ciotkami Jadwigami, to rozszerzenie podstawowego założenia ruchu o modyfikacje
                                        na indywidualny użytek każdej z szalonych-aktywistek.
                                        Nie sądzę więc, żebyś nie był feministą, itsnotme.
                                        Nie lubię piwa, wolę wino, czasem wódkę, nie mam wrednych ciotek, mogłabym
                                        spokojnie oświadczyć, że wychodzę za Murzyna, albo za koleżankę z grupy, po
                                        długim milczeniu nastąpiłaby akceptacja.
                                        A odnośnie Twojej szczodrości w okazywaniu szacunku wobec płci żeńskiej - nie
                                        wiesz, co jest po "lewej stronie". Rozumiem, widzę to identycznie - patrzysz na
                                        kobietę i widzisz delikatną buzię i mniej umięśnione ciało i masz wrażenie, tak
                                        patrząc z zewnątrz - jak ona mogłaby pracować w kopalni, czy iść do wojska, ale
                                        wiesz co, nawet nie wiesz jaka siła jest w tych mięśniach i do czego zdolna
                                        jest taka niepozornie wyglądająca istota. Po prostu nie wiesz, bo skąd możesz
                                        wiedzieć... Ty stoisz po drugiej stronie i obserwujesz i... ustalasz sobie
                                        własne poglądy na podstawie tych subiektywnych obserwacji... Podobnie jak
                                        pogląd o dążeniu kobiet do stabilizacji. Znowu Twa "prawa strona"... Tak
                                        wierutny, a jakże stanowczo wyartykułowany!, andrut i skąd?, zza węgła "prawej
                                        strony". Nigdy nie byłam zakochana i nie myślałam o związku. Samo przyjdzie,
                                        jeśli przyjdzie;) Chodzę sobie po ulicach różnych miast, uczelniach, parkach,
                                        sklepach, klubach, muzeach, kawiarniach i podobają mi się od czasu do czasu
                                        różni mężczyźni. Myślisz, że mam w głowie wizję związku, czy ślubu? Absolutnie
                                        nie! Czuję tylko chemię i urok chwili. Tyle.

                                        i nie powinna mieć nic do tego żadna kobiet
                                        > a
                                        > "w spodniach".

                                        Wyraziłam Ci tu mój kobiecy punkt widzenia i teraz "zamiar" wykonania kroku w
                                        kierunku "lewo" is up to you...
                                        • itsnotme Re: What do you think about this? 18.11.04, 09:55
                                          Gość portalu: er_el napisał(a):

                                          Ogólnie to nie mam z czym polemizować, bo w całokształcie napisałaś ludzką
                                          opinię z którą się zgadzam:)

                                          > Nie sądzę więc, żebyś nie był feministą, itsnotme.
                                          Nie uważam się;)

                                          > Nie lubię piwa, wolę wino, czasem wódkę,
                                          Ale tu nie mogę się oprzeć przyznaniu, że mam to samo:)


                                          nawet nie wiesz jaka siła jest w tych mięśniach i do czego zdolna
                                          > jest taka niepozornie wyglądająca istota.
                                          Jeśli widzę taką drobną i niepozorną, może faktycznie, ale uwierz, że wiem jak
                                          mocna fizycznie i psychicznie potrafi być kobieta.


                                          Znowu Twa "prawa strona"... Tak
                                          > wierutny, a jakże stanowczo wyartykułowany!, andrut i skąd?, zza
                                          węgła "prawej
                                          > strony".
                                          Ten mój akapit, był już bardziej na luzie, takie dywagacje cynika:) Osobiście
                                          też dobrze czuję się sam ze sobą, tylko do teatrów nie chodzę systematycznie:)


                                          > Wyraziłam Ci tu mój kobiecy punkt widzenia i teraz "zamiar" wykonania kroku w
                                          > kierunku "lewo" is up to you...
                                          Osobiście uważam, że jak na faceta jestem już dość "na lewo":)

                                          pzdr
                                          • Gość: er_el do itsnotme IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.04, 17:33
                                            Świetnie, dzięki.
                                            pozdro
                                        • kocia_noga Re: What do you think about this? 18.11.04, 15:16
                                          Gość portalu: er_el napisał(a):

                                          >
                                          > zdajesz sobie przecież sprawę, że część feministek, to zwyczajnie głupi
                                          ludzie,
                                          >
                                          > niezależnie od deklarowanego przez nie feminizmu, czy postawy wobec
                                          bezdomnych
                                          > zwierząt.
                                          >
                                          Hmmm....
                                          • Gość: er_el Re: What do you think about this? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.04, 17:28
                                            To nie było do Ciebie:) Przykład z zamierzenia był kompletnie od czapy.
                                            • kocia_noga Re: What do you think about this? 18.11.04, 18:47
                                              Nawet gdyby było, to uważam ,że coraz to bardziej głupieję na starośc.
                                              • Gość: er_el Re: What do you think about this? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.04, 17:17
                                                Nie przesadzaj, nie jest źle;)
                                                Pozdrawiam
                  • Gość: er_el Re: Jak to, po co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.04, 14:13
                    która
                    przespała się z nowopoznanym kolesiem - co za dzi...
                    > co fakt, to fakt:)

                    Oj, to o ile nie masz żony, czy dziewczyny, to uważaj bardzo, bo każda poza
                    tymi dwoma (o rany, albo i one przed układem z Tobą!) to murowana wenera, albo
                    co gorsza HIV.
                  • Gość: er_el Re: Jak to, po co? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.11.04, 14:15
                    A, no i kilka innych chorób!
                • Gość: BD Re: Jak to, po co? IP: 195.164.48.* 15.11.04, 10:11
                  Witam,

                  Gość portalu: er_el napisał(a):

                  > I niech mi tu nikt nie mówi, że to sprawa umówienia się co do podziału
                  > obowiązków, bo tak jak powyżej jest w większości polskich domów.
                  > Przecież to jest model stworzony przez mężczyzn i dla mężczyzn.

                  Cóż, o obowiązującej instytucji małżeństwa można powiedzieć, że to model
                  stworzony przez kobiety dla kobiet (sam fakt monogamii jest tu najlepszym
                  przykładem) - dodatkowo kobiety są faworyzowane w sądach rodzinnych itd.
                  Nawet jeśli podział prac w małżeństwie jest na niekorzyść kobiet, to można to
                  odczytać jako kompensacje instytucjonalnych rozwiązń na niekorzyść mężczyzn.

                  Twoja analiza zawiera jeden zasadniczy błąd - usiłujesz wprowadzić jakieś
                  sztywne obiektywne normy "wkładu do związku". Ekonomia już od dawna mówi, że
                  dużo lepszym pojęciem od "wartości obiektywnej" jest tzw. użyteczność, czyli
                  odczytywane z wyborów subiektywne indywidualne preferencje.

                  By mówić o nieuczciwym układzie, musiałabyś porównać całościowe użyteczność obu
                  stron wypłaywające z istnienia układu, a wynik mógłby Cię zaskoczyć. Drobna
                  wskazówka - dlaczego skoro faceci mają tak fajnie w małżeństwie, to jednak
                  kobiety są stroną która (oczywiście statystycznie) bardziej naciska na
                  formalizację związku?

                  pozdrawiam,

                  BD
                  • Gość: er_el Dear BD! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.04, 22:48
                    Eee, nie czaisz bazy. Przecież ja właśnie opłakuje los tych, co chcą
                    formalizacji związków, przejmowania męskich nazwisk, żeby im ustępować miejsca
                    i takie tam. Ja jestem młoda, wolna i w ogóle.
                    Pozdro
                  • e_wok Re: Jak to, po co? 15.11.04, 23:35
                    Gość portalu: BD napisał(a):

                    > Drobna
                    > wskazówka - dlaczego skoro faceci mają tak fajnie w małżeństwie, to jednak
                    > kobiety są stroną która (oczywiście statystycznie) bardziej naciska na
                    > formalizację związku?
                    >
                    > pozdrawiam,
                    >
                    > BD


                    Poniewaz wieksza presje sie na nie wywiera. Zegar biologiczny, a kiedy sie
                    wreszcie ustatkujesz, a kiedy w koncu przyprowadzisz jakiegos milego
                    narzeczonego... A potem - a o co ci wlasciwie chodzi, nie bije cie, nie
                    przepija calej pensji, ideal nie maz, trzymaj sie go itd. Do kogo odnosza sie
                    pogadanki cioci Kazi "no tak, chodzicie, chodzicie, wpedza cie w lata". Mamy za
                    plecami caly sztab kobiet spokrewnionych, spowinowaconych i calkiem obcych,
                    ktore uwazaja za stosowne wlazic z butami w najprywatniejsze sprawy i udzielac
                    rad. A wychowane jestesmy tak, ze mamy byc grzeczne i uprzejme, dostosowywac
                    sie do konwenansow. Facet jest w stanie powiedziec matce czy ciotce "a co
                    ciebie to wlasciwie obchodzi", dla kobiety to niemal niewyobrazalne.
                    • grzecznagrzeszna Re: Jak to, po co? 16.11.04, 00:09
                      Bzdura nad bzdurami. To nie jest żadem powód do zawierania małżeństwa! Jeśli są
                      kobiety, które tylko z powodu cioci Kazi wychodzą za mąż, to są totalnymi
                      idiotkami i takim już nic nie pomoże.

                      Kobiety, czy się komuś podoba, czy nie, są ograniczone przez fizjologię (ciąża,
                      poród, połóg, karmienie) i w tym okresie z wielu rzeczy MUSZĄ lub CHCĄ
                      zrezygnować. Czasem bywa, że dla dziecka chcą być dyspozycyjne non stop kosztem
                      np. pracy zawodowej. A jeść trzeba. Potrzebują więc kogoś, kto im w tym czasie
                      zapewni opiekę i zatroszczy się o ten chleb powszedni. Tym kimś jest mężczyzna.
                      Stąd wynika, że kobiety potrzebują STABILIZACJI, pewności jutra i poczucia, że
                      w chwili ciąży, połogu i okresu wczesnego dzieciństwa swego dziecka mają na
                      kogo liczyć. Dlatego to one bardziej naciskają na małżeństwo zamiast wolnego
                      związku (małżeństwo wiąże się z przysiegą złożoną oficjalnie oraz prawnymi
                      obwarowaniami i zabezpieczeniami). I nie ma się co dziwić. Uwikłana jest w to
                      bezpośrednio natura, a nie ciocia Kazia z ciocią Zosią.
                      • milka30 Re: Jak to, po co? 17.11.04, 07:37
                        grzecznagrzeszna napisała:

                        > Bzdura nad bzdurami. To nie jest żadem powód do zawierania małżeństwa! Jeśli

                        >
                        > kobiety, które tylko z powodu cioci Kazi wychodzą za mąż, to są totalnymi
                        > idiotkami i takim już nic nie pomoże.

                        No, taka jesteś niezależna i odważna! Moje gratulacje. Ale nie każdy jak ty
                        potrafi żyć na księżycu. Jeszcze piędździesiąt lat temu młode kobiety były
                        bardzo naciskane na zamążpójście, które to zajęcie uważano dla nich za jedynie
                        sensowne. Ba! W lepszych rodzinach po to właśnie wysyłano córki na studia, nie
                        żyby zdobyły wiedzę, ale by złapały dobrego męża. I dziś tak bywa.


                        > Kobiety, czy się komuś podoba, czy nie, są ograniczone przez fizjologię
                        (ciąża,
                        >
                        > poród, połóg, karmienie) i w tym okresie z wielu rzeczy MUSZĄ lub CHCĄ
                        > zrezygnować. Czasem bywa, że dla dziecka chcą być dyspozycyjne non stop
                        kosztem
                        >
                        > np. pracy zawodowej. A jeść trzeba. Potrzebują więc kogoś, kto im w tym
                        czasie
                        > zapewni opiekę i zatroszczy się o ten chleb powszedni. Tym kimś jest
                        mężczyzna.
                        >
                        > Stąd wynika, że kobiety potrzebują STABILIZACJI, pewności jutra i poczucia,
                        że
                        > w chwili ciąży, połogu i okresu wczesnego dzieciństwa swego dziecka mają na
                        > kogo liczyć. Dlatego to one bardziej naciskają na małżeństwo zamiast wolnego
                        > związku (małżeństwo wiąże się z przysiegą złożoną oficjalnie oraz prawnymi
                        > obwarowaniami i zabezpieczeniami). I nie ma się co dziwić.

                        Prawda, ale to można inaczej rozwiązać. Wcale nie jest konieczny mąż i całe to
                        patrialchalne badziewie. A o tym dla kogo lepsze jest małżeństwo, to była już
                        na forum dyskusja kilka miesięcy temu. Ktoś to dobrze wyjaśnił. Mąłżeństwo
                        niezależnie od tego do się samym panom wydaje, ich właśnie interesom służy.
                        Pozdrowienia.

                        • Gość: słodki kwiatuszek Re: Jak to, po co? IP: *.net / *.nowadeba.net 17.11.04, 14:00
                          Oj, tak, Moje doświadczenia sa takie,że to mnie się wielokrotnie oświadczali
                          mężczyźni , na mnie naciska obecny narzeczony ,żeby wyjść za niego .
                        • grzecznagrzeszna Re: Jak to, po co? 17.11.04, 20:54
                          No, taka jesteś niezależna i odważna! Moje gratulacje.

                          Nie ma czego gratulować. Zwyczajnie znam swa wartość. Kazdy powinien ją znac.
                          Jeśli nie ma za grosz asertywnosci, jest naiwny i zrobi wszystko, by
                          przypodować się innym, to wybacz. Zawsze znajdzie się ktoś, kto takiej kobiecie
                          coś wmówi, wykorzysta, przekona, zmanipuluje.

                          nie każdy jak ty
                          > potrafi żyć na księżycu.

                          Nie żyję na księżycu. Żyję wsród ludzi - bardzo róznych, tych niezmiernie
                          konserwatywnych, o przedwojennych pogladach też. Odrobina taktu, opanowania i
                          asertywności, a wszystko można zdziałać.


                          > Prawda, ale to można inaczej rozwiązać. Wcale nie jest konieczny mąż i całe
                          to
                          > patrialchalne badziewie.

                          No jak? Owszem, mozna - zlikwidować instytucję małżeństwa, wprowadzić totalny
                          chaos, niepokój i rozbicie rodziny, a w konsekwencji czego - osłabienie całego
                          społeczeństwa. Już widać skutki - rozwody, nastolatki - narkomani, samobójstwa
                          nastolatków, wychowanie pozostawiające wiele do życzenia, pustka emocjonalna,
                          wzrost tempa życia, zaburzenia na tle nerwowym, stres, w koncu zawały itd, itp.

                          Nie jestem absolutnie zwolenniczką patriarchatu, nie zgodziłabym się na taki
                          związek, ale nie mozna odstawiać małżeństwa do lamusa.
                          • milka30 Re: Jak to, po co? 18.11.04, 12:56
                            grzecznagrzeszna napisała:

                            > Nie żyję na księżycu. Żyję wsród ludzi - bardzo róznych, tych niezmiernie
                            > konserwatywnych, o przedwojennych pogladach też. Odrobina taktu, opanowania i
                            > asertywności, a wszystko można zdziałać.

                            To sympatyczne, że przemawia przez ciebie młodzieńczy optymizm. Niestety, ja
                            już mam trochę życia za sobą i powiem ci, że nie nastraja mnie to
                            optymistycznie. Moja wiedza i doswiadczenie mówią mi coś zupełnie innego.

                            > > Prawda, ale to można inaczej rozwiązać. Wcale nie jest konieczny mąż i ca
                            > łe
                            > to
                            > > patrialchalne badziewie.
                            >
                            > No jak?

                            Cóż, choćby tak jak rozwiązało te sprawy plemię Musuo.

                            Owszem, mozna - zlikwidować instytucję małżeństwa, wprowadzić totalny
                            > chaos, niepokój i rozbicie rodziny, a w konsekwencji czego - osłabienie
                            całego
                            >
                            > społeczeństwa. Już widać skutki - rozwody, nastolatki - narkomani,
                            samobójstwa
                            > nastolatków, wychowanie pozostawiające wiele do życzenia, pustka emocjonalna,
                            > wzrost tempa życia, zaburzenia na tle nerwowym, stres, w koncu zawały itd,
                            itp.

                            Ja też potrafię snuć czarne wizje, ale to nie znaczy, że mają one szanse się
                            zrealizować.

                            > Nie jestem absolutnie zwolenniczką patriarchatu, nie zgodziłabym się na taki
                            > związek, ale nie można odstawiać małżeństwa do lamusa.

                            Cieszę się przynajmniej z tego pierwszego. Co do małżeńswta to mam inne zdanie.
                            Pozdrowienia.
                    • Gość: er_el Temat zastąpiono nowym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.11.04, 00:47
                      E_wok, i Ty się mienisz feministką? Eee...

                      Facet jest w stanie powiedziec matce czy ciotce "a co
                      > ciebie to wlasciwie obchodzi", dla kobiety to niemal niewyobrazalne

                      Aaa, nieprawda, nieprawda. Przecież to zwyczajnie szpetna odzywka do
                      rodzicielki. Nie widzę korelacji z płcią przemawiającego.

                      Zegar biologiczny, a kiedy sie
                      > wreszcie ustatkujesz, a kiedy w koncu przyprowadzisz jakiegos milego
                      > narzeczonego... A potem - a o co ci wlasciwie chodzi, nie bije cie, nie
                      > przepija calej pensji, ideal nie maz, trzymaj sie go itd.

                      Nie no, bądźmy poważni (chociaż nieznacznie) jeśli chcemy unicestwić wroga -
                      szkaradnych antyfeministów... Kto tak mówi? Jakieś prymitywne ciocie Andżeliki?
                      Nie w tym tkwi szkopuł, oj nie... Twa argumentacja, nie pozbawiona słuszności,
                      mija się nieznacznie z jądrem - jądrem-sednem naturalnie.
                      Bo nie o docinki ciotek-troglodytek się rozchodzi, lecz o to, co niewiasta
                      przyjmuje za własny system wartości, którym zamierza się w swym życiu kierować,
                      a ściślej - czy stosując na codzień, każdą z debilnych, tradycyjnych, po zębce
                      zakorzenionych zasad, choć chwilę duma nad kwestią, czy po prostu se wychodzi
                      za mąż i przejmuje nazwisko, bo tak się robi ot co.

                      A reagować na kwestie ciotek-z-kromanią (nie wiem jak należy poprawnie stawiać
                      to słowo niestety, więc fonetycznie zapisałam), to już sprawa nikłej na nie
                      odporności reagującego (czy -cej - of course!).
      • Gość: aka Re: Kultura a narodowość. IP: *.sip.asm.bellsouth.net 12.11.04, 06:09
        Pieknie to napisalas. Jestem z Toba.
    • athalia Re: Kultura a narodowość. 12.11.04, 10:33
      Ja rowniez sie w Toba zgadzam, grzeczna. Lubie kiedy traktuje sie mnie
      uprzejmie i z kultura. Nie widze nic zdroznego w byciu milym i kulturalnym, w
      noszeniu eleganckich ciuchow do teatru i traktowaniu innych po gentelmensku.
      Dziwie sie, ze to wzbudza taka niechec.

      I niestety zgodze sie co do Amerykanow i telewizji. Obserwuje program BarVip.
      Pewnie moje zdanie na temat "mlodziezy" wynika juz z przepasci kulturowej, jaka
      mnie z nimi dzieli, ale musze przyznac, ze mnie to wszystko przeraza.

      I nie widze powodu, by bycie feministka mialo przeszkadzac w kobiecosci i
      potrzebie traktowania w sposob kulturalny. Ale widzocznie na tym forum jestem
      dziwolagiem.
    • e_wok Mam dwa spostrzezenia 13.11.04, 22:13
      1. Zastanawiam sie, dlaczego tak wiele Ukrainek woli byle jakiego faceta z
      kraju na zachod od ich kraju niz swoich cudnych, szarmanckich rodakow? Byl tu
      nawet taki watek niedawno. Pytalam o to dwie Ukrainki - jedna mieszka juz w
      Polsce, druga przyjezdza zarabiac, maja zaskakujaco podobna opinie - bo
      Ukrainiec po trzydziestce jest juz przewaznie alkoholikiem, "robic" mu sie nie
      chce,za to w domu (utrzymywanym przez zone) zgrywa pana i wladce. Jak komus
      odpowiada pielegnowanie ego kolosa na glinianych nogach to jego sprawa, ja sie
      tylko moge dziwic, no to sie dziwie.
      2. o jakiej "tradycji" mowa w przypadku rozmow o zmianie nazwiska na mezowskie?
      Do lat piecdziesiatych w ogole nie bylo innej opcji. To jaka to tradycja?
      Oparta na braku innej mozliwosci? Rownie dobrze moglabym powiedziec -moi
      rodzice zawsze kupowali telewizory polskiej albo radzieckiej produkcji, taka
      tradycja. Tylko,ze... jaki inny telewizor mogli kupic?
      • grzecznagrzeszna Re: Mam dwa spostrzezenia 13.11.04, 23:20
        e_wok, czy Ty kiedykolwiek bylaś na ukrainie? jesli chcesz, prześlę Ci zdjęcia
        np. z toalety publicznej, albo pryszniców w dość dobrym jak na ukraińskie
        warunki domu wypoczynkowym...

        Dziwisz się, że tam panuje marazm, zniechęcenie, pijaństwo? Co przecietny
        Ukrainiec ma do roboty? Zarabia 20 dolarów na miesiąc, albo i mniej, produkty
        zywnościowe kosztują tyle co u nas, higieniczne, ubrania itd - ceny się nie
        różnią. W sklepach wszystko jest tak jak i u nas, ale i ceny są identyczne jak
        u nas. Tańsze są jedynie czynsz, woda, komunikacja miejska (i alkohol,
        oczywiście) itp. I co z tego? Od maja do października niemal w całej Ukrainie
        nie ma ciepłej wody, bo nie mają czym za nią płacić, drogi są w tak fatalnym
        stanie, ze u nas - dziurze europejskiej jeździ się super w porównaniu z
        ukrainskimi. A na wsiach? szok - zderzenie cywilizacyjne, jakbyś się cofnęła w
        czasie o 150 lat. Sklepowe liczą na liczydłach, przed domem koło cerkwii siedzi
        babulinka i sprzedaje słonecznik oraz kozaki (takie papierosy bez filtra) za 80
        kopiejek. Jedziesz do Kijowa i kolejny szok - nowoczesne miasto z drogimi
        eleganckimi sklepami, tętniące życiem, międzynarodowe, zewsząd możesz usłyszeć
        niemal każdy język. Ale to tylko elita Ukrainy tam mieszka. Pozostali marzą o
        ucieczce, a dziewczyny o obojetnie jeakim męzu z zachodu, bo jedynie ambitnych
        chłopaków marazm i bieda nie zaciągną do samogona.
        • e_wok Re: Mam dwa spostrzezenia 14.11.04, 20:43
          Nie dziwie sie poziomowi cywilizacyjnego Ukrainy, ale dziwie sie latwosci, z
          jaka usprawiedliwiasz pijanstwo Ukraincow. Ich zony funkcjonuja w tej samej
          rzeczywistosci, a jakos nie zagladaja do butelki, staraja sie w miare godnie
          zyc w tych trudych warunkach. Wyobraz sobie sytuacje - polska zona sfrustrowana
          calodniowa niskoplatna harowa w supermarkecie wraca sobie do domu, bierze
          butelke wodki i saczy ja sobie przezd tv, a jesli jest naprawde wkurzona to
          przywali mezowi i/albo dzieciom. Ją tez usprawiedliwisz?
          • itsnotme Re: Mam dwa spostrzezenia 15.11.04, 08:41
            e_wok napisała:

            a jakos nie zagladaja do butelki,

            Za to mężczyźni z Ukrainy nie zaglądają na autostrady. Poza tym chyba nie wiesz
            ile studentka z Ukrainy na wymianie potrafi wypić...:)
          • grzecznagrzeszna Re: Mam dwa spostrzezenia 15.11.04, 10:10
            A Ty naiwnie wierzysz, że Ukrainki nie piją? Nie wiem jak w miastach - pewnie
            zależy od rodziny i poziomu, ale na wsiach piją wszyscy codziennie. Kobiety też.

            P.S. Coraz częsciej mówi się w Polsce o alkoholiźmie kobiet.
      • magic00 Re: Mam dwa spostrzezenia 13.11.04, 23:54
        Szarmanckie maniery przy pierwszym poznaniu rzeczywiście mogą być zwodnicze.
        Byłabym sceptyczna wobec ochów i achów nad nimi. Lecz nie w głowie mi ich
        zwalczenie - niech sobie pozostaną w kulturze wraz z innymi pamiątkowymi
        zwyczajami, coś na wzór topienia Marzanny, ale niech nie stanowią przykrywki
        dla braku poważnego traktowania kobiet.
        Przez długie wieki nie było innej opcji niż przyjęcie nazwiska męża. Gdy
        warstwy niższe nie posiadały urzędowych nazwisk, żonę Macieja zwano Maciejową.
        Taka tradycja. Czy chciałyście, aby na was wołano Robertowa, Darkowa, Adamowa??
        Nie wzywam tu wszystkich do buntu przeciw tradycji, zalecam refleksje nad
        rzeczami oczywistymi i tym z czego ta ich "oczywistośc" wypływa.
        Przyjęłam nazwisko męża, ale zanim to zrobiłam, zastanawiałam się, co tak sama
        z siebie poza tradycją bym wolała. Nazwisko męża jest nieco ładniejsze niż moje
        dawne, więc wziełam. Gdyby było brzydkie czy ośmieszające, żadna tradycja nie
        zmusiła by mnie do przyjęcia go.
        • e_wok Warstw wyzszych tez to dotyczylo 14.11.04, 20:34
          I to calkiem niedawno. Nina Andrycz wspominala, ze na jej urzedowych
          wizytowkach bylo napisane "Madame Joseph Cyrankiewicz". To, z jaka latwoscia
          koministyczni notable przejeli styl wyzszych sfer "zgnilozachodnich" to sprawa
          na inna rozmowe...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka