Dodaj do ulubionych

Życzliwa krytyka feminizmu, czyli ....

IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 15:00
.... sromota dla nieżyczliwych krytyków feminizmu.

Barbinator - jak sądzę - przeżyła chwilę zaskoczenia widząc ten tytuł u tego
autora. Może jednak spokojnie zamknąć rozdziawione zdziwieniem usta. Spieszę
ją uspokoić - nic mi się nie stało. To nie ja przeprowadzał tu będę życzliwą
krytykę feminizmu (moja krytyka feminizmu bytuje zresztą poza kategoriami
życzliwości i nieżyczliwości). Ten post jest wezwaniem skierowanym do naszych
pań. Wezwaniem do dyskusji. Dyskusji "wewnątrzkobiecej". Kieruję je głównie
do Ewok, Barbinator i Sagan, choć oczywiście każda inna uczestniczka i
uczestnik będzie równie mile widziany. Wymieniam akurat te trzy, ponieważ
przy różnych okazjach wspominały, że mają do feminizmu takie czy inne
zastrzeżenia. Najpewniej wyartykułowała to Barbinator w wątku "Nieśmiała
próba taksonomi". Tam też (jesli pamięć mnie nie zawodzi, a mam ją zawodną w
stopniu co najmniej takim, jak osoby wmieszane w "sprawę Rywina") posłużyła
się terminem "życzliwa krytyka feminizmu", przeciwstawiając ją
krytyce "nieżyczliwej". Nie naciskam, by używać terminu "życzliwa krytyka".
Można uzywać jakiegokolwiek określenia, choćby "krytyka obiektywna". Chodzi
po prostu o to, by zobaczyć jak krytykują feminizm osoby feminizmowi - smiem
twierdzić - życzliwe. Proszę nie traktować mojego wezwania jako
próby "szczucia" na feminizm. Chodzi po prostu o to, byście - że tak
malowniczo powiem - wyartykułowały w oddzielnym wątku, w sposób w miarę
systematyczny swoje krytyczne w odniesieniu do feminizmu uwagi. Niech będzie
to też wzór i nauka dla krytyków niezyczliwych. Krytyków nieżyczliwych proszę
o trzymanie się z dala - przynajmniej przez tydzień i jeden dzień, licząc od
godziny wpuszczenia tego wątku na forum. Kto jest krytykiem nieżyczliwym?
Trudno mi to określić. Mogę powiedzieć tylko, że - jeśli chodzi o stałych
bywalców - to Sagan uważa Macieja za chama, Ewok ma BD za bufonowatego dupka,
zaś Barbinator sugeruje, że ja jestem złośliwy. Jeśli te spostrzeżenia sa
prawdziwe, wypada uznać, że taki zestaw krytyków może wyprodukować jedynie
krytykę chamską, nadętą i złośliwą, stąd osoby te proszone są o omijanie tego
wątku. Sebastian i Buzz także - w końcu przy różnych okazjach też się im
dostało, choć nie pamiętam już konkretnych określeń. Agrafek złożył śluby, ze
na tym forum za dużo pisał nie będzie - czego żałuję - więc nie poświęcam mu
tutaj uwagi. Soso za to jest mile widziany. To wszyscy (w miarę) stali
bywalcy. O przelotnych nic do powiedzenia -siłą rzeczy -nie mam.
Uwaga do pań:
Ponieważ wykluczyłem się z dyskusji, proszę nie komentować tego postu w
sposób, który wymagałby mojej odpowiedzi. Nie pojawię się w tym wątku, co
najmniej przez tydzień i jeden dzień.
Zyczę powodzenia (w wysoki poziom dyskusji nie wątpię)
Obserwuj wątek
    • Gość: maly.k W kwestii formalnej IP: *.BrockU.CA 10.02.03, 16:11
      A ja? Jestem staly czy przelotny? Zyczliwy - czy niezyczliwy? Bo nie wiem...

      Pozdrawiam,

      mk.
      • Gość: EWOK do mk. IP: 213.241.18.* 10.02.03, 16:13
        Jesteś przelotnym w uczuciach życzliwości oraz nieżyczliwości stałym bywalcem
        tego forum. To chyba pełna charakterystyka...?
      • Gość: barbinator Re: W kwestii formalnej IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 18:47
        Gość portalu: maly.k napisał(a):

        > A ja? Jestem staly czy przelotny? Zyczliwy - czy niezyczliwy? Bo nie wiem...
        >
        > Pozdrawiam,
        >
        > mk.

        W mojej ocenie (i mam nadzieję, że nikt nie uzna tego za "amatorską
        psychoanalizę")jesteś najbardziej obiektywnym wsród nieżyczliwych krytyków
        feminizmu (na przeciwległym biegunie jest Maciej)
        Pozdr. B.
        • maly.ksiaze Re: W kwestii formalnej 10.02.03, 20:07
          Gość portalu: barbinator napisał(a):

          > [...] jesteś najbardziej obiektywnym wsród nieżyczliwych krytyków feminizmu

          Moze: 'najbardziej zyczliwym wsrod obiektywnych'? ;-)

          Pozdrawiam,

          mk.

    • Gość: EWOK Re: Życzliwa krytyka feminizmu, czyli .... IP: 213.241.18.* 10.02.03, 16:11
      Na początek ostrożnie, bo trudno orzec szanse powodzenia tego przedsięwzięcia :
      - słabość, jaką feministki odczuwają wobec idei interwencjonizmu państwowego,
      a ja uważam, że nie ma sensu dążyć do mnożenia przepisów prawnych, wystarczy
      zacząć konsekwentnie egzekwować te już istniejące. Resztę dookreśli rynek.
      • Gość: barbinator Re: Życzliwa krytyka feminizmu, czyli .... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 18:47
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > Na początek ostrożnie, bo trudno orzec szanse powodzenia tego
        przedsięwzięcia :
        > - słabość, jaką feministki odczuwają wobec idei interwencjonizmu
        państwowego,
        > a ja uważam, że nie ma sensu dążyć do mnożenia przepisów prawnych, wystarczy
        > zacząć konsekwentnie egzekwować te już istniejące. Resztę dookreśli rynek.


        Zgadzam się najzupełniej. Nadmierna skłonność feministek do poprawiania prawa w
        sumie obraca się na ich niekorzyść, gdyż utrwala niekorzystny ogląd feminizmu
        przez większość ludzi. Powinny zatrudnić dobrą firmę PR (taką jak w GB
        zatrudniono do zmiany niekorzystnego wizerunku Kamili, tej od Karola) i więcej
        mówić w sposób zrozumiały dla wszystkich o prawdziwych problemach, zamiast
        tracić mnóstwo energii na forsowanie ustaw, których przydatność dla kobiet jest
        wątpliwa lub niewielka.
        Dla jasności - nie mówię o ustawie o molestowaniu którą popieram w całości i w
        pełni zgadzam się z feministkami.
        Pozdr. B.
    • sagan2 pierwsze skojarzenia... 10.02.03, 17:37
      o parytetach pisalam - nie podoba mi sie ten pomysl.

      bardzo mi sie nie podoba retoryka dotyczaca aborcji.
      uwazam, ze nacisk powinien zostac polozony na
      odpowiedzialnosc obojga partnerow, a nie na wrzask "wara
      od mojego brzucha".

      nie mam pojecia, o co chodzi w feministycznej krytyce
      rozumu, ale zakladam, ze moze mi sie nie podobac, o ile
      laczy sie z propagowaniem jakis pseudo-nauk

      sztuke, ktorej *glownym* przeslaniem i *srodkiem
      przekazu* jest "zniewolenie kobiety", cenie tak samo jak
      pornografie.
      czyli nie cenie w ogole.

      histeria nagich cial. mnie nadmierna golizna w reklamach
      wscieka, ale deprecjonuje ona tak samo kobiete-przedmiot
      reklamy, jak i mezczyzne-odbiorce, podazajacego wylacznie
      za wlasnymi chuciami... to jest w ogole, wg mnie, problem
      wspolczesnej kultury konsumpcyjnej, a nie dyskryminacji
      kobiet...

      na razie tyle.

      PS. dostalam w pracy "propozycje nie_do_odrzucenia" (z
      ktorej zreszta bardzo sie ciesze), wiec bede bywac tutaj
      mniej. pewnie malo kto zauwazy ;)
      • Gość: barbinator Re: pierwsze skojarzenia... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 10.02.03, 18:46
        sagan2 napisała:

        > o parytetach pisalam - nie podoba mi sie ten pomysl.


        No właśnie - parytety nikomu się nie podobają, więc forumowi krytycy feminizmu
        cierpią, bo nie mają z kim o nich dyskutować. Tyle nieziemsko mądrych
        argumentów się marnuje a nasi koledzy nie mają przed kim brylować...
        Może tzw "feministki" z forum powinny wylosować jedną, która się poświęci i
        będzie udawała, że jest "za"? :)))


        >
        > bardzo mi sie nie podoba retoryka dotyczaca aborcji.
        > uwazam, ze nacisk powinien zostac polozony na
        > odpowiedzialnosc obojga partnerow, a nie na wrzask "wara
        > od mojego brzucha".

        Pełna zgoda. Stosując taką argumentację feministki działają wbrew interesom
        kobiet, gdyż strasznie antagonizują swoich oponentów. Co prawda oponenci często
        nie są wcale od nich lepsi, no ale miała być krytyka feminizmu więc na tym
        kończę.

        >
        > nie mam pojecia, o co chodzi w feministycznej krytyce
        > rozumu, ale zakladam, ze moze mi sie nie podobac, o ile
        > laczy sie z propagowaniem jakis pseudo-nauk


        Czytałam niektóre z tekstów do których linki podawał np BD i wugląda mi na to,
        że w nauce feministki faktycznie próbują mieszać. Jeden z autorów (o ile
        pamiętam był to prezes amerykańskiego towarzystwa socjologicznego, czy czegoś w
        tym rodzaju) napisał, że feministki zamiast pomnażać dorobek nauki w różnych
        dziedzinach tworzą nową, feministyczną terminologię po czym udają, że w ten
        sposób powstała nowa, feministyczna nauka (czyli treść zastępują formą)
        Jednak byłabym ostrożna z absolutnym potępianiem wszelkiej feministycznej
        nauki, znam parę przykładów gdy "feministyczna metodyka" prowadziła do
        ciekawych odkryć dając bardziej obiektywny obraz świata niż nauka tradycyjna.
        Brak obiektywizmu forumowych krytyków feminizmu polega imo na tym, że nie
        dostrzegają tej drugiej strony medalu (a jeśli ktoś czytuje wydawnictwa
        feministyczne, to po prostu MUSI czasami trafić na coś, co wygląda rozsądnie -
        skoro nawet ja trafiłam...)


        >
        > sztuke, ktorej *glownym* przeslaniem i *srodkiem
        > przekazu* jest "zniewolenie kobiety", cenie tak samo jak
        > pornografie.
        > czyli nie cenie w ogole.
        >
        > histeria nagich cial. mnie nadmierna golizna w reklamach
        > wscieka, ale deprecjonuje ona tak samo kobiete-przedmiot
        > reklamy, jak i mezczyzne-odbiorce, podazajacego wylacznie
        > za wlasnymi chuciami... to jest w ogole, wg mnie, problem
        > wspolczesnej kultury konsumpcyjnej, a nie dyskryminacji
        > kobiet...

        Bez komentarza, po prostu mam takie samo zdanie.
        >
        > na razie tyle.
        >
        > PS. dostalam w pracy "propozycje nie_do_odrzucenia" (z
        > ktorej zreszta bardzo sie ciesze), wiec bede bywac tutaj
        > mniej. pewnie malo kto zauwazy ;)


        No, ja na pewno zauważę, chociaż u mnie zbliża się wiosenne ożywienie i pewno
        za parę tygodni zniknę zupełnie z forum. Ale czytać będę nadal - wrócę
        jesienią, więc postaram się być na bieżąco...
        Pozdr. B.
        • sagan2 Re: pierwsze skojarzenia... 11.02.03, 10:28
          Gość portalu: barbinator napisał(a):


          > Może tzw "feministki" z forum powinny wylosować jedną,
          > która się poświęci i będzie udawała, że jest "za"? :)))

          na mnie nie licz, Rybenko... ;) nie uznaje
          odpowiedzialnosci zbiorowej (patrz "nizsze pensje k, bo
          niektore sa w ciazy"...), wiec nawet przy robieniu
          losowania sie nie zgodze :)


          > Pełna zgoda. Stosując taką argumentację feministki
          > działają wbrew interesom kobiet, gdyż strasznie
          > antagonizują swoich oponentów.

          tez mi sie tak wydaje. nie mozna klasc nacisku na rozlam
          kobieta-mezczyzna, skoro do poczecia potrzeba jest
          dwojga. i, pomijajac przypadki galtu, potrzeba jest
          dwojga *chetnych*. nacisk powinno sie postawic na
          odpowiedzialnosc.
          niektore z propagowanych postulatow dotyczacych aborcji
          wydaja sie rowniez miec rece i nogi. chocby pozostawienie
          decyzji (jednak) tylko kobiecie, w przypadku ciazy, ktora
          zagraza zyciu matki.
          ale retoryka dzialan anty_antyaborcyjnych jest brzydka.

          i jeszcze jedno. w koncu mamy ustawe, ktora zezwala na
          przerywanie ciazy w duzej liczbie "krytycznych"
          przypadkow (gwalt, zagrozenie zycia, uszkodzenie plodu).
          ale ustawa jedno, a prawktyka - cos zupelnie innego. nie
          wiem, czy feministki dzialaja na tym polu, ale mysle, ze
          powinny walczyc o poszanowanie prawa kobiet do legalnej
          aborcji i do latwosci tej legalnej aborcji.


          > Jednak byłabym ostrożna z absolutnym potępianiem
          > wszelkiej feministycznej nauki, znam parę przykładów
          > gdy "feministyczna metodyka" prowadziła do
          > ciekawych odkryć dając bardziej obiektywny obraz świata
          > niż nauka tradycyjna.

          tak jak pisalam - nie potepiam, bo nie znam. i na razie
          nie mam czasu poznac. wlos mi sie jezy na glowie na widok
          poczwarek pseudo-naukowych, ale nie przypisuje ich
          bynajmniej jedynie, czy glownie, feminizmowi.

          > Brak obiektywizmu forumowych krytyków feminizmu polega
          > imo na tym, że nie dostrzegają tej drugiej strony
          > medalu (a jeśli ktoś czytuje wydawnictwa
          > feministyczne, to po prostu MUSI czasami trafić na coś,
          > co wygląda rozsądnie - skoro nawet ja trafiłam...)

          HA! nic dodac, nic ujac.
          wiadomo, ze w sporach ideolo obiektywizm jest trudny, ale
          znowu bez jego wymagania (choc troszke...) nigdzie nie
          zajdziemy...

          > u mnie zbliża się wiosenne ożywienie i pewno za parę
          > tygodni zniknę zupełnie z forum. Ale czytać będę nadal
          > - wrócę jesienią, więc postaram się być na bieżąco...

          no to powodzenia w interesach :)
          i wracaj!!!
      • losiu4 Re: pierwsze skojarzenia... 11.02.03, 08:50
        sagan2 napisała:

        > ...

        Nie bede cytowal calego postu, gdyz chce go tylko krotko podsumowac: o ludzie!! w koncu jakas normalna kobieta!!!
        Szkoda ze znika z forum :(((
        Jesli sagan podpisuje sie pod feminizmem, nazwalbym moze ten prad feminizmem oswieconym (chyba ze jest to
        termin juz zarezerwowany). Albo inaczej, niefeministycznie: normalnym podejsciem do zycia :)))

        Pozdrawiam Losiu

        PS. Jesli sa tu jeszcze jakies inne kobiety / feministki o podobnych pogladach, to za pominiecie ich w wyrazach
        podziwu przepraszam.
        • sagan2 :) 11.02.03, 10:42
          to pewnie nie "feminizm oswiecony", ale emancypacja ;)
          i jest nas wiecej ;)
    • Gość: EWOK Re: Życzliwa krytyka feminizmu, czyli .... IP: *.acn.waw.pl 10.02.03, 18:11
      Kiedy słyszę panią, która na przykład kieruje jakimś dużym przedsiębiorstwem i
      zarabia kupę kasy, jak się deklaruje "nie jestem feministką" - wszystko mi się
      przewraca w żołądku. A jeszcze bardziej mi się przewraca, jak dama w dalszej
      części wypowiedzi (wywiadu, home story itd) opowiada jakie stosuje niezawodne
      metody ululania dziecka albo jak przyrządza gołąbki. Czy to te gołąbki pomogły
      jej w zrobieniu kariery? Kobieto, jeśli jesteś prezesem banku to nie opowiadaj
      o gołąbkach, bo taka czytelniczka jak ja pomyśli sobie, że widać nie jesteś
      odpowiednią osobą na tym stanowisku, skoro w czasie ważnych spotkań masz w
      głowie wyłącznie te gołąbki.
      Feminizm afirmacyjny czyli "nowej kobiecośći" za dużą wagę przykłada do
      macierzyństwa. Nie wystarczy krzyczeć "my rodzimy dzieci, więc jesteśmy
      ważne". Nie ma "więc".Rozmnażać się każdy głupi potrafi, dlaczego mają z tego
      wypływać jakieś przywileje czy wartościowanie dodatnie. Macierzyństwo jest
      jednym z aspektów życia kobiety, nie widzę sensu, żeby czynić z tego jedyny
      sens życia, również dlatego, że mało które dziecko jest w stanie to znieść.
      Feminizm katolicki - no to już jest curiosum! Spełniaj wszystko to, co ci
      przypisano w Biblii i do tego jeszcze spełniaj się zawodowo. Stasia Bozowska
      owszem siłaczką była, ale nie polecałabym jej jako przykład do naśladowania
      głównie dlatego, że umarła biedaczka na galopujące suchoty.
      • Gość: Sebastian Re: Życzliwa krytyka feminizmu, czyli .... IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 10.02.03, 21:03
        Gość portalu: EWOK napisał(a):

        > Kiedy słyszę panią, która na przykład kieruje jakimś dużym przedsiębiorstwem
        i
        > zarabia kupę kasy, jak się deklaruje "nie jestem feministką" - wszystko mi
        się
        > przewraca w żołądku.
        CIACH
        Wiesz.
        Znam wiele kobiet, które zrobiły karierę.
        Większośc z nich nie wspominała nigdy o feminizmie.
        A swoją drogą. Współczuję trochę kobietom.
        Mój równieśnik mówi mi o radości z posiadania dzieci, stabilizacji, rodzinie
        itd. to ja go słucham i po prostu dowiaduję sie czegoś nt. jego poglądów
        życiowych.
        Kiedy jakas kobieta pisze o swoich poglądach życiowych to często okazuje sie,
        że czy chce czy nie chce musi stanąc albo po jednej albo po drugiej stronie
        barykady.
        Przechlapane.
        • Gość: EWOK do Sebastiana IP: *.acn.waw.pl 10.02.03, 21:48
          W czasach świetnośći Elektrimu urządzono wielkie party dla pracowników. Jedną
          z atrakcji wieczoru była licytacja (na cele dobroczynne) kawałków ciasta
          upieczonego osobiście (akurat!) przez ówczesną prezeskę Barbarę Lundberg. Od
          znajomej "pijarki" dowiedziałam się, że chodziło o złagodzenie i ukobiecenie
          pani prezeski. Bo właściwie wszyscy byli jedną wielką rodziną, a pani prezes
          taką dobrotliwą ciocią. Kiedy na moje pytanie, co mianowicie upiekł jej
          zastępca, dowiedziałam się, że nie dano mu szansy popisać się swoim talentem
          kulinarnym, miałam nadzieję, że może odda pod licytację swoją kolekcję
          resoraków albo własnoręcznie wykonany model latawca, ale nie - było tylko
          ciasto :(
          • Gość: Sebastian Re: do Sebastiana IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 10.02.03, 21:54
            > W czasach świetnośći Elektrimu urządzono wielkie party dla pracowników. Jedną
            > z atrakcji wieczoru była licytacja (na cele dobroczynne) kawałków ciasta
            > upieczonego osobiście (akurat!) przez ówczesną prezeskę Barbarę Lundberg. Od
            > znajomej "pijarki" dowiedziałam się, że chodziło o złagodzenie i ukobiecenie
            > pani prezeski. Bo właściwie wszyscy byli jedną wielką rodziną, a pani prezes
            > taką dobrotliwą ciocią. Kiedy na moje pytanie, co mianowicie upiekł jej
            > zastępca, dowiedziałam się, że nie dano mu szansy popisać się swoim talentem
            > kulinarnym, miałam nadzieję, że może odda pod licytację swoją kolekcję
            > resoraków albo własnoręcznie wykonany model latawca, ale nie - było tylko
            > ciasto :(
            Hmm, ale co chciałas w ten sposób powiedzieć?
            PS.
            Resoraków by pewnie nie oddał.
            Są wartości, których nie da się przeliczyć na pieniądze.
            Np. Al Bundy miał roczniki Playboya :-))
            • Gość: EWOK Re: do Sebastiana IP: *.acn.waw.pl 10.02.03, 22:17
              Chciałam zwrócić Twoją uwagę na sposób przybliżania ludziom osób skrytych na
              codzień w czeluściach swoich gabinetów. Pan Balcerowicz przedstawia
              czytelnikom "Wprost" zawiłości makroekonomii, pani Gronkiewicz Walz opowiada o
              córce, pan Belka udziela wywiadu , w którym opowiada o swojej karierze, nauce,
              stypedniach, na których przebywał za młodych lat, pani Jaruga Nowacka opowiada
              o córkach, pan Nowina Konopka przedstawia swoje zdanie na tematy polityczne,
              również na łamach "Wprost", pani Lundberg piecze ciasto. Dlaczego kobiety,
              które zrobiły karierę tak starannie udowadniają, że mimo tego pozostały
              kobietami? W przypadku wspomnianej pani prezeski, ciasto byłoby na miejscu
              gdyby zamierzała zostać mistrzem piekarskim, ale ona była specjalistką od
              funduszy wysokiego ryzyka. Pracownik jest pracownikiem, a szef szefem i płeć
              nie ma tu nic do rzeczy, przynajmniej dla mnie. Owszem, kiedy idę do
              koleżanki, która akurat robi zawrotną karierę, interesują mnie wyłącznie jej
              talenty kulinarne, ale nie łączą mnie z nią żadne zależności służbowe.
              • Gość: Sebastian Re: do Sebastiana IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 10.02.03, 22:40
                > Chciałam zwrócić Twoją uwagę na sposób przybliżania ludziom osób skrytych na
                > codzień w czeluściach swoich gabinetów. Pan Balcerowicz przedstawia
                > czytelnikom "Wprost" zawiłości makroekonomii, pani Gronkiewicz Walz opowiada
                o
                > córce, pan Belka udziela wywiadu , w którym opowiada o swojej karierze,
                nauce,
                > stypedniach, na których przebywał za młodych lat, pani Jaruga Nowacka
                opowiada
                > o córkach, pan Nowina Konopka przedstawia swoje zdanie na tematy polityczne,
                > również na łamach "Wprost", pani Lundberg piecze ciasto. Dlaczego kobiety,
                > które zrobiły karierę tak starannie udowadniają, że mimo tego pozostały
                > kobietami?
                Pomijając najbardziej trywialna odpowiedz: "Bo mają ochotę"
                można podac inną: bo uważają to za korzystne z punktu widzenia np.
                identyfikacji personelu z kierownictwem a co za tym idzie z firmą.
                > W przypadku wspomnianej pani prezeski, ciasto byłoby na miejscu
                > gdyby zamierzała zostać mistrzem piekarskim, ale ona była specjalistką od
                > funduszy wysokiego ryzyka.
                Tia.
                Od ryzyka tak wysokiego, że w celu skutecznego zarządzania firmą należało
                podnieść morale i identyfikacje personelu z firmą do czego pieczenie ciasta
                było jedną z dróg.

                • Gość: barbinator Re: do Sebastiana IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 11.02.03, 20:10
                  To ciekawe - myślałam, że jesteś wielkim przeciwnikiem tłumaczenia zjawisk na
                  zasadzie "tak musi być, bo takie jest prawo" A tutaj proszę co my mamy - sam
                  robisz dokładnio to czego tak nie lubisz.
                  Pani prezes tworzy w określony sposób swój wizerunek a ty wyjaśniasz to tak:
                  tworzy taki wizerunek, bo to jest korzystne dla jej wizerunku.
                  A dlaczego jest korzystne? Bo to poprawia jej wizerunek...
                  A dlaczego powszechnie uważa się, że wizerunek specjalistki od zarządzania może
                  poprawić upieczenie ciasta lub bajdurzenie o dzieciach, natomiast dla wizerunku
                  specjalisty od zarządzania najlepsze są fachowe wypowiedzi w mediach?
              • pwrzes Re: do Sebastiana 10.02.03, 22:53
                Gość portalu: EWOK napisał(a):

                > o córkach, pan Nowina Konopka przedstawia swoje zdanie na tematy polityczne,
                > również na łamach "Wprost", pani Lundberg piecze ciasto. Dlaczego kobiety,
                > które zrobiły karierę tak starannie udowadniają, że mimo tego pozostały
                > kobietami? W przypadku wspomnianej pani prezeski, ciasto byłoby na miejscu
                > gdyby zamierzała zostać mistrzem piekarskim, ale ona była specjalistką od
                > funduszy wysokiego ryzyka.

                Czy specjalista to nie wiem ale postawila Elektrim w bardzo ryzykownej
                sytuacji. a dlaczego tak zrobila (z tym ciastem) nie wiem - glupie. tylko co w
                takim razie ze mna ? Realizuje sie w kuchni (miedzy innymi) pichcax to i owo
                (jestem kobieta?;-) i w zasadzie nie dopuszczam lepszej i piekniejszej polowy
                do kuchni (dyskryminuje ?;-)

                Mors
                • Gość: EWOK Re: do Sebastiana IP: *.acn.waw.pl 10.02.03, 23:12
                  pwrzes napisał:

                  > Gość portalu: EWOK napisał(a):
                  >
                  > > o córkach, pan Nowina Konopka przedstawia swoje zdanie na tematy polityczn
                  > e,
                  > > również na łamach "Wprost", pani Lundberg piecze ciasto. Dlaczego kobiety,
                  >
                  > > które zrobiły karierę tak starannie udowadniają, że mimo tego pozostały
                  > > kobietami? W przypadku wspomnianej pani prezeski, ciasto byłoby na miejsc
                  > u
                  > > gdyby zamierzała zostać mistrzem piekarskim, ale ona była specjalistką od
                  > > funduszy wysokiego ryzyka.
                  >
                  > Czy specjalista to nie wiem ale postawila Elektrim w bardzo ryzykownej
                  > sytuacji. a dlaczego tak zrobila (z tym ciastem) nie wiem - glupie. tylko co
                  w
                  > takim razie ze mna ? Realizuje sie w kuchni (miedzy innymi) pichcax to i owo
                  > (jestem kobieta?;-) i w zasadzie nie dopuszczam lepszej i piekniejszej
                  polowy
                  > do kuchni (dyskryminuje ?;-)
                  >
                  Nie rozważam tego na płaszczyźnie prywatnej. A na płaszczyżnie życia
                  publicznego takie postępowanie jest, jako rzekłeś, głupie. I powolutku
                  dochodzimy do wniosku, który sformuowałam zbyt ogólnikowo na początku -
                  kobiety, które zrobiły karierę- dzięki swoim zdolnościom, fartowi czy jeszcze
                  z innego powodu, nie muszą udowadniać, że uwielbiają prace domowe, ponieważ
                  jest to ich prywatna sprawa nie mająca związku z ich kompetencjami zawodowymi.
                  Gdyby marszałek Borowski przyniósł na posiedzenie sejmu własnoręcznie
                  upieczone ciastto i poczęstował nimi posłów pewnie zostałoby to obśmiane przez
                  prasę. A w przypadku kobiety jest to działanie mające na celu lepszą
                  integrację z personelem? Litości!
                  • Gość: Sebastian Re: do Sebastiana IP: *.bienczyce.sdi.tpnet.pl 11.02.03, 08:05
                    > Gdyby marszałek Borowski przyniósł na posiedzenie sejmu własnoręcznie
                    > upieczone ciastto i poczęstował nimi posłów pewnie zostałoby to obśmiane
                    przez
                    > prasę.
                    Gdyby został obśmiany przez prasę to uznałabyś, że jest to dowód, że pieczenie
                    ciasta wiąże się ze stereotypem, utrwala tradycyjny obraz kobiety jako
                    gospodyni w przeciwieństwie do obrazu mężczyzny aktywnego zawodowo.
                    Gdyby natomiast marszałek Borowski wywołał zachwyt, że taki zdolny,
                    wszechstronny, potrafi wykonywac kobiece prace itd. to tez uznałabyś to za
                    przejaw jakiejś dyskryminacji bo jak kobieta piecze ciasto to nikt się nie
                    zachwyca.
                    Sorry , ale masz jakąś obsesję.
                    Właściwie cokolwiek by sie nie działo to i tak uznasz to za podstawe do krytyki
                    polskiej rzeczywistości.
                    Widziałem wiele programów w których politycy i biznesmeni i w ogóle osoby
                    publiczne (mężczyzni) mówiły o źyciu prywatnym w tym czasem o kwestiach
                    kulinarnych.
                    I nikogo to nie dziwiło. Ty też pewnie takie widziałaś ale dysonans poznawczy
                    każe Ci tłumić pamięc o tych przypadkach.
                    • Gość: EWOK Re: do Sebastiana IP: 213.241.18.* 11.02.03, 09:08
                      Akurat żadna z tych możliwości. Gdyby marszałek Borowski upiekł ciasto,
                      uznałabym, że źle się dzieje w jego karierze politycznej, skoro ucieka się do
                      takich metod. Dokładnie to samo myślę o kobietach w podobnej sytuacji.
                    • sagan2 Re: do Sebastiana 11.02.03, 10:20
                      Gość portalu: Sebastian napisał(a):

                      > Ty też pewnie takie widziałaś ale dysonans poznawczy
                      > każe Ci tłumić pamięc o tych przypadkach.

                      Sebastian, czy Ty zartujesz, czy naprawde nie widzisz, o
                      czym Ewok mowi???

                      w zyciu publicznym, malo ktory mezczyzna, ktory zrobil
                      kariere zawodowa czy naukowa, czuje sie w obowiazku
                      informowac wszem i wobec, ze spelnia sie rowniez jako maz
                      i ojciec, ze nie zaniedbuje dzieci i zony, ze zmywa,
                      pierze i w ogole realizuje sie w domu.
                      natomiast *prawie* kazda kobieta, ktora do czegos doszla,
                      musi zapewnic wszystkich publicznie, ze kariera w zaden
                      sposob nie wplynela na jej role matki i zony.

                      wg mnie bierze sie to z ciage obowiazujacych
                      stereotypowych rol kobiecych i meskich. mezczyzna -
                      zarabia na dom/robi kariere/realizuje sie. kobieta -
                      matka polka.
                      oraz z tego, ze w oczach spoleczenstwa jestesmy oceniani
                      i rozliczani z wypelniania tychze wlanie, stereotypowych
                      rol. jesli nie jestes super matka czy zona, to ponosisz
                      kleske zyciowa. jesli nie umiesz zrobic kariery (jako
                      mezczyzna) - to samo.
                      takie wpychanie ludzi w stereotypowe role jest dla nich
                      bardzo krzywdzace i proby zmiany metalnosci, ktore by
                      sobie jakos z tym poradzily uwazam za chwalebne
                      • maciej.k1 do Sebastiana i Sagan 11.02.03, 10:33
                        sagan2 napisała:

                        > Sebastian, czy Ty zartujesz, czy naprawde nie widzisz, o
                        > czym Ewok mowi???

                        Nie wciągaj Sebastiana do rozmowy na tym wątku. Niech przez tydzień pozostanie
                        wyłącznie do dyspozycji życzyliwych krytyczek feminizmu. Ja też jestem bardzo
                        ciekaw, co z tego wyniknie.

                        Pozdrawiam -
                        • sagan2 Re: do Sebastiana i Sagan 11.02.03, 10:38
                          Sebastian sam sie do rozmowy wlaczyl (co zreszta
                          absolutnie mi nie przeszkadza). tak wiec "dziecko juz
                          jest wylane z kapiela" i nagle zatrzymanie rozmowy nie ma
                          sensu.
                          poza tym, o ile sobie przypominam, to jest forum
                          publiczne i kazdy ma prawo sie wypowiadac, bez wzgledu na
                          "prosby Tada".
                          sam Tad nie "szanuje" prosb innych - patrz watek o
                          araki...

                      • Gość: Sebastian Re: do Sebastiana IP: *.tele2.pl 11.02.03, 10:47
                        > Sebastian, czy Ty zartujesz, czy naprawde nie widzisz, o
                        > czym Ewok mowi???
                        >
                        > w zyciu publicznym, malo ktory mezczyzna, ktory zrobil
                        > kariere zawodowa czy naukowa, czuje sie w obowiazku
                        > informowac wszem i wobec, ze spelnia sie rowniez jako maz
                        > i ojciec, ze nie zaniedbuje dzieci i zony, ze zmywa,
                        > pierze i w ogole realizuje sie w domu.
                        > natomiast *prawie* kazda kobieta, ktora do czegos doszla,
                        > musi
                        Nic nie MUSI.
                        Nie przypominam sobie żeby ktoś kogos zmuszał.
                        Poza tym powtarzam, że to zależy od optyki.
                        Ja widze często polityków, biznesmanów-mężczyzn, którzy skłdaja w ten czy inny
                        sposób podobne zapewnienia.
                        Z drugiej strony widze liczne kobiety które na kazdym kroku podkreślają, że
                        kariera jest dla nich najważniejsza.
                        • sagan2 Re: do Sebastiana 11.02.03, 11:09
                          ok, nie *musi*, ale bardzo czesto to robi.
                          moze i mezczyni to robia, ale mam wrazenie, ze duzo
                          rzadziej. nie mam przynajmniej przykladow na podoredziu,
                          a jesli o kobiety chodzi - na kopy.

                          ale moze to sie zmienia.

                          tylko nie mow, ze takie zjawisko nie istnieje. moze nie
                          na tak przerysowana skale, jak pokazala Ewok (nie wiem),
                          ale na pewno jest. i to widac.

                          zgodzisz sie ze mna?
                          • Gość: EWOK Słuchajcie! IP: 213.241.18.* 11.02.03, 11:31
                            Nie odbiegajmy od tematu. On nam się teraz rozmienia na drobne. Fakt, mi
                            przeszkadza to, że kobiety robiące karierę uważają za tak bardzo istotne
                            opowiadać jak to dom i rodzina nie ucierpiały na ich karierze, ale to był tylko
                            fragment mojej wypowiedzi, nie meritum. Nie sądziłam, że wywoła aż takie
                            kontrowersje.
          • Gość: KR$ Re: do Sebastiana IP: *.riz.pl 11.02.03, 19:24
            Gość portalu: EWOK napisał(a):

            > W czasach świetnośći Elektrimu urządzono wielkie party dla pracowników. Jedną
            > z atrakcji wieczoru była licytacja (na cele dobroczynne) kawałków ciasta
            > upieczonego osobiście (akurat!) przez ówczesną prezeskę Barbarę Lundberg. Od
            > znajomej "pijarki" dowiedziałam się, że chodziło o złagodzenie i ukobiecenie
            > pani prezeski. Bo właściwie wszyscy byli jedną wielką rodziną, a pani prezes
            > taką dobrotliwą ciocią. Kiedy na moje pytanie, co mianowicie upiekł jej
            > zastępca, dowiedziałam się, że nie dano mu szansy popisać się swoim talentem
            > kulinarnym, miałam nadzieję, że może odda pod licytację swoją kolekcję
            > resoraków albo własnoręcznie wykonany model latawca, ale nie - było tylko
            > ciasto :(


            Barbi Lundberg - to ta kobieta sukcesu, która doprowadziła do upadku jedną z
            najlepiej stojących polskich firm? Taaaak - więcej kobiet na stanowiska
            proszę...
            • Gość: EWOK do KR$ IP: *.acn.waw.pl 11.02.03, 19:33
              Gość portalu: KR$ napisał(a):

              >
              > >>
              > Barbi Lundberg - to ta kobieta sukcesu, która doprowadziła do upadku jedną z
              > najlepiej stojących polskich firm? Taaaak - więcej kobiet na stanowiska
              > proszę...

              Jeśli uważasz, że tak to właśnie wyglądało to niewiele wiesz, ale to temat na
              inną rozmowę.
      • sagan2 wracajac do meritum ;) 11.02.03, 11:40
        z tym maciezynstwem, to masz racje...
        wlasnie ostatnio zostalam zepchnieta na margines
        spoleczenstwa (magines w wymowie pejoratywnej, nie
        ilosciowej), poniewaz smialam czekac na "wlasciwego
        partnera" dlugo, zamiast lapac co popadnie i oddac sie
        powolaniu kobiety - matki polki...
        osoba wyglaszajaca taka opinie nie wiedziala, ze opisuje
        akurat mnie (nie zna mnie), ale uczynila z tego przyklad
        "stawiania sprawa na glowie"...
    • d.ark Tada tendencje do klasyfikacji. 10.02.03, 22:08
      To już nie pierwszy wątek zakładany przez Tada, w którym proponuje coś
      związanego z feminizmem poklasyfikować, zdefiniować, dookreślić. Bardzo ładnie,
      tylko ja nigdzie nie doszukałam się definicji i klasyfikacji dokonanych przez
      Tada. Jako iż na forum nie udzielam się nazbyt intensywnie, mogłam nie napotkać
      na takowe, choć Tad się już dookreślił i pokategoryzował. Jeśli tak - proszę o
      wskazówkę, gdzie szukać.
      Poza tym przedsięwzięcie zaproponowane w tym wątku chwali się, jak najbardziej,
      szkoda tylko, że nie mogę się opędzić od myśli, że za ów "tydzień i jeden
      dzień" zacznie się zacieranie rąk, wskazywanie na niekonsekwencje w
      stwierdzeniach kobiet, cytowanie, ostrzenie zębów itd. Mam nadzieję, że się
      mylę, ale z dotychczasowych wypowiedzi Tada nie wynika, by miało być inaczej.

      Pozdrawiam
      D.ark
      • Gość: EWOK Re: Tada tendencje do klasyfikacji. IP: *.acn.waw.pl 10.02.03, 22:20
        Olej to, Dark. Ja jestem zadoowolona, że taki temat się pojawił, bo chętnie
        porozmawiam o feminizmie z kobietami. Szczególnie, że mam spore zaległości w
        tym temacie. Gdzie u diabła, jest Zula???
    • Gość: barbinator wyjaśnienie w kwestii nieżyczliwości (długie...) IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 12.02.03, 10:52
      Ponieważ podejrzewam, że pomysł Tada na wątek "życzliwej krytyki feminizmu"
      wykrystalizował się w rozmowie ze mną, więc chciałabym parę spraw wyjaśnić.
      Napisałam, że feminizm można krytykować z pozycji życzliwych i nieżyczliwych
      przy czym na obu tych pozycjach można zachować obiektywizm lub nie. Tad jest
      imho przykładem krytyka bardzo nieżyczliwego i bardzo nieobiektywnego, z kolei
      mały książe jest nieżyczliwy ale obiektywny.
      Na forum są też osoby życzliwe i obiektywne (to ja... ale nie tylko ja
      oczywiście...) oraz życzliwe i nieobiektywne (bez przykładów tym razem.)
      Ponieważ określenie "nieżyczliwy krytyk" wzbudziło pewne kontrowersje, więc
      wyjaśniam:
      Fakty są takie, że w Polsce nigdy nie mieliśmy prawdziwego ruchu
      feministycznego, takiego jak na Zachodzie. Ustrój komunistyczny był feminizmowi
      zdecydowanie wrogi i zamiast obiektywnych faktów serwował nam na jego temat
      ideologicznie przetworzoną papkę. Oczywiście można powiedzieć, że propaganda
      komunistyczna w ogóle nie dawała nam obiektytwnych informacji na temat prądów
      myślowych płynących z Zachodu, a mimo tego doskonale sobie radziliśmy i
      przynajmniej część z nas tej propagandzie nie uległa.
      Jednak w przypadku feminizmu oprócz propagandy oficjalnej był jeszcze aspekt
      niechętnego stosunku Kościoła do ideologii feministycznej, która w tym czasie
      kojarzyła feminizm wyłącznie z kultem wolnej miłości, wolnej aborcji i
      nienawiści do Kościoła, zwłaszcza katolickiego. W tej chwili znacznie się to
      zmieniło, zapewne dzięki osobowości obecnego papieża, którego życzliwe dla
      feminizmu opinie przytaczała niedawno Breskva w rozmowie z Tadem (niestety
      przeszły bez najmniejszego komentarza...)
      Chyba wszyscy wiemy jak ogromny (nieporównywalnie większy niż dzisiaj!) był
      wpływ kościoła na postrzeganie świata przez Polaków w czasie komunizmu - w
      wielu sprawach ten wpływ skutecznie równoważył wpływy komunistycznej propagandy.
      Jednak właśnie w sprawie feminizmu te dwa wpływy szły w tym samym kierunku -
      budowania niechęci i ośmieszania.
      Efekt tego jest dla mnie oczywisty - zdecydowana większość z nas jest w punkcie
      wyjścia feminizmowi nieżyczliwa.
      Jeżeli komuś wydaje się, że jego charakter jest tak silny, że ani komunistyczna
      propaganda ani wpływy kościoła nie miały wpływu na jego ukształtowanie, to jest
      nie tylko zarozumiały ale i naiwny.
      Agnieszka Graff w swojej najważniejszej książce pisze, że gdy ktoś po raz
      pierwszy nazwał ją feministką poczuła się urażona i upokorzona gdyż feminizm
      kojarzył jej się z czymś groteskowym, z pretensjami do całego świata zwłaszcza
      do mężczyzn. Jej podejście było więc zdecydowanie nieżyczliwe, do tego
      irracjonalne gdyż nie oparte na żadnej wiedzy.
      Dopiero w miarę poznawania feminizmu (czyli zdobywania wiedzy na jego temat)
      stosunek Graff to feminizmu się zmieniał i z czasem została jedną z czołowych
      polskich feministek.

      Swoją drogą Tad w wielu postach wyśmiewał Graff twierdząc, że
      doznała "objawienia feministycznego" - inaczej mówiąc sugeruje, że jej
      wcześniejsza nieżyczliwość dla feminizmu (wynikająca jak dowiodłam z absolutnie
      irracjonalnych przesłanek głównie z propagandy) była postawą prawidłową i
      obiektywną, natomiast proces poznawania feminizmu oparty na zdobywaniu wiedzy
      poprzez lekturę i dyskusje był irracjonalnym "objawieniem".
      Pozostawiam to bez komentarza - niech każdy sam oceni jak wiele mówi to o tym
      jak Tad rozumie obiektywizm i jakie w związku z tym można mieć zaufanie do
      przedstawianych przez niego faktów (np doboru tekstów).

      Wracając do życzlwości i nieżyczliwości - prawie wszyscy jesteśmy w punkcie
      wyjścia nieżyczliwi i doprawdy nie warto się o takie sformułowanie obrażać.
      Należałoby chyba jeszcze dodać, że życzliwość jest czymś innym niż brak
      krytycyzmu, co chyba udowodniłam choćby na tym wątku pisząc wyraźnie jak wiele
      rzeczy w feminizmie mi się nie podoba.
      Ponieważ domyślam się jakiego rodzaju gębę parę osób będzie mi chciało
      przyprawić, więc dodam od razu, że wcale nie uważam, by każdy kto wystarczająco
      pozna feminizm musi stać się jego sympatykiem.
      Doskonale mogę sobie wyobrazić sytuację gdy mimo obiektywnego poznania
      feminizmu (mówię o prawdziwym poznaniu, nie o wmawianiu sobie, że feminizm
      polega na żądaniu ustawy zrównującej ;)) ktoś pozostaje wobec niego nieżyczliwy.
      To tyle wyjaśnień, pozdrawiam B.



      • maly.ksiaze Barbinator, uracze Cie blyskotliwym porownianiem.. 12.02.03, 22:36
        "Feminizm jest jak zwiazki zawodowe." - przynajmniej dla mnie. Co Ty na takie
        stwierdzenie?

        Pozdrawiam,

        mk.

        PS. Czy mozna byc jednoczesnie zyczliwym i nie-zyczliwym?
        • Gość: barbinator Re: Barbinator, uracze Cie blyskotliwym porownian IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 13.02.03, 10:24
          Raczej nie...
          (chociaż życzliwość i nieżyczliwość mogą mieć różne natężenie... w obu
          przypadkach wartości skrajne uniemożliwiają obiektywizm...)
          Życzliwy stosunek do feminizmu polega np na tym, że siadam do czytania
          felietonu Dunin z mając nad głową dymek z napisem "Ciekawe co Dunin dzisiaj
          napisała i czy będę mogła się z tym zgodzić". Nieżyczliwy posiada
          napis "ciekawe jaką bzdurę znowu ta wariatka Dunin wysmażyła i czy będzie warto
          obśmiać ją na forum".
          Nie chciałabym być posądzona o amatorską psychoanalizę,więc może niech forumowi
          antyf. sami sobie w głębi duszy odpowiedzą na pytanie jak to z nimi jest.
          Przy tej drugiej postawie obiektywna ocena jest co prawda nadal możliwa, ale
          bardzo, baaaaardzo utrudniona.
          Co do porównania feminizmu do związków zawodowych, to może jewstem w złej
          formie ale nie bardzo rozumiem o co w nim chodzi. Jeśli o postawy
          roszczeniowe, to oczywiście jest to prawda ale pamiętajmy o proporcjach -
          polskie związki zawodowe są skrajnie roszczeniowe i bardzo nieodpowiedzialne.
          Niezależnie od tego czy jest się krytykiem feminizmu życzliwym czy
          nieżyczliwym, taka opinia odnośnie feminizmu jako całości jest strasznie
          przesadzona.
          Pozdr. B.
          • maly.ksiaze Feminizm jak Zwiazki Zawodowe 13.02.03, 14:27
            Ośmielam się twierdzić, że gdyby nie rola odegrana przez
            związki zawodowe, Zachód byłyby znacznie mniej przyjemnym
            miejscem. Podobnie z sufrażystkami.
            Moje uznanie dla dawnej (a czeasem i teraźniejszej) roli
            ZZ nie oznacza jednak entuzjazmu dla ich konkretnych
            poczynań i żądań. Żaden z nich nie reprezentuje moich
            interesów i nie proponuje nic, co pomogłoby mi osobiście.
            Wręcz przeciwnie - niektóre propozycje wręcz podważyłyby
            moje prawa i bądź uderzyłyby mnie osobiście po kieszeni.
            Na dodatek, niezależnie od poglądów (bądź ich braku)
            członków, polityczne reprezentacje związków zwykle koniec
            końców skręcają w lewo.

            Czyż nie dostrzegasz tu analogii?

            W dziale krytyka życzliwa: czy feminizm mógłby przestać
            być tak ideowo-lewicowy? W Polsce lewica to SLD, oni
            ograją każdego; z takiego sojuszu niewiele wyniknie.

            Pozdrawiam,

            mk.
            • Gość: barbinator Re: Feminizm jak Zwiazki Zawodowe IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 15.02.03, 11:25
              maly.ksiaze napisał:

              >
              > Czyż nie dostrzegasz tu analogii?

              Teraz dostrzegam i zgadzam się na takie porównanie, chociaż....
              Mnie osobiście w feminizmie najmniej kręci jego strona... jakby to określic...
              ideologiczno-prawno-roszczeniowa. Na szczęscie o ile związki zawodowe,
              zwłaszcza polskie ograniczają się wyłącznie do tej ciemnej strony, to feminizm
              nie jest tylko, a nawet nie jest przede wszystkim, żądaniami parytetów itp.
              Mam nadzieję, że dostrzegasz tę różnicę?

              >
              > W dziale krytyka życzliwa: czy feminizm mógłby przestać
              > być tak ideowo-lewicowy? W Polsce lewica to SLD, oni
              > ograją każdego; z takiego sojuszu niewiele wyniknie.


              Masz na myśli to, by feministki przytuliły się do innej partii, czy żeby w
              ogóle odcięły się od polityki?
              Jeśli to pierwsze, to ciężko byłoby znaleźć kogooś chętnego do przytulania.
              może gdyby w Polsce istniała partia liberalna z prawdziwego zdarzenia, to byłby
              to jakiś pomysł (tak było choćby w USA), ale te nasze pożal się boże "partie
              liberalne"....:((
              Pozdr. B.



              • maly.ksiaze Lewicowa klątwa 16.02.03, 17:06
                Mam wrażenie, że polskie feministki przyklejają się tak
                chętnie do lewicy nie dlatego, że nikt inny by ich nie
                chciał, a dlatego, że tak po prostu chcą. Że im to odpowiada.

                Lewicowość kojarzy się często ze 'zinstytucjonalizowanym
                współczuciem', z dbaniem o prawa tych, którzy znajdują
                się w gorszej sytuacji. Nic w tym dziwnego, bowiem idee
                socjalizmu (czy teraz: socjaldemokracji) powstały właśnie
                z takiego szlachetnego odruchu serca. Że innym, słabszym,
                można i trzeba pomagać, tu i teraz, że trzeba ich
                przygarnąć i im pomóc. To piekna baśń - "Kto za młodu nie
                był socjalistą, ten na starość będzie świnią" - pamiętasz?

                Nic w tym zatem dziwnego, że Ci, którzy czują się słabsi,
                dyskryminowani, wyłączeni - będą szukali pomocy i
                zrozumienia właśnie u tych, którzy głośno wołają, że
                rozumieją - i że chcą pomóc.

                Niestety, jak w wielu pięknych baśniach, tak i w tej, nad
                tym, co miało byc piękne, ciąży klątwa, rzucona przez
                złośliwą czarownicę. Tu klątwą jest stały podział na
                pomagających i tych, którym się pomaga.
                Ruchowi feministycznemu będziemy oczywiście pomagać, ale
                żeby kobieta faktycznie tworzyła politykę? No bez
                przesady, jeszcze nie teraz... Weźmy Demokratów w USA.
                Czarnoskórzy wyborcy głosują na Demokratów od zawsze,
                Demokraci są rzecznikami ich praw, tymi 'wrażliwymi
                społecznie'. Ale jeśli chodzi o rzeczywiste uznanie
                czyichś kwalifikacji, bez względu na kolor skóry - owa
                wrażliwość zdaje się przeszkadzać. Wśród Republikanów
                jest być może więcej rasistów, niż wśród Demokratów - ale
                to wcale nie przeszkadza temu, aby wśród 'top 4' Busha
                było dwoje Czarnych. Oni naprawdę tworzą politykę
                supermocarstwa - u Clintona Afroamerykanie pełnili rolę
                paprotki (ministerstwa transportu i zdrowia).

                Obecnie lewicowość ruchu kobiecego to pułapka. To
                najlepszy sposób na ustawienie się w roli gabinetowej
                paprotki. Uznania rzeczywistej równości praw prędzej
                można oczekiwać od tych, którzy biorą świat takim, jakim
                on jest, niż od tych, co traktują go jako materiał do
                stworzenia 'nowej, lepszej ludzkości'.

                Pozdrawiam,

                mk.
                • Gość: tad wchodzę do wątku. IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 19.02.03, 20:22
                  Mam pytanie:
                  Czemu, skoro panie zgadzają się tak doskonale we wszystkim, jedne z Was
                  określają się jako feministki (Ewok), a inne twierdzą, że feministkami nie są
                  (Sagan, Barbinator). Jaki czynnik decyduje o tej różnicy?
                  (tego, że Ewok zrobiła grubą aluzję do Barbinator, mówiąc, że gdy widzi panie,
                  które kierują przedsiębiorstwami, i jednoczesnie twierdzą, że "feministkami nie
                  są", to "wszystko przewraca się jej w żołądku", nie komentuję, bo nie chcę
                  wchodzić w animozje między naszymi koleżankami. Bo i po co mi to?)
                  kilka spraw porządkowych:
                  MK - przepraszam, ze zapomniałem o Tobie w pierwszym poscie. Jedynym moim
                  wytłumaczeniem, jest nagły atak pomroczności jasnej.
                  Sagan - twierdzi, że "nie szanuję cudzych próśb", bo wszedłem do wątku Sosy.
                  Sosa NIE napisała wyraźnie, że nie chce tam widzieć mężczyzn. Fakt - mocno to
                  zasugerowała, ale zostawiła szczelinę, którą zinterpretowałem na swoją korzyść,
                  i wcisnąłem się do środka.
                  Barbinator (1) - twierdzi, że nie skomentowałem tego, co Breskva pisała o
                  poparciu papieża dla feminizmu. W tamtym wątku zrobił to BD. Nie widziałem
                  potrzeby, by powtarzać to samo po raz drugi. Krótko: feminizm który popiera
                  papież, to feminizm, który feministka Ewok określiła tu jako "curiosum", a po
                  drugie - nie jestem papieżem! (wyjasniam to ostatecznie).
                  Barbinator (2) - pisze o Agnieszcze Graff i o moim opisie jej "oświecenia
                  feministycznego". Myli się nieco. Nie chodziło mi, że Graff "zmieniła stosunek
                  do feminizmu", ale o to, że zmieniła sposób postrzegania rzezcywistości: po 20
                  latach życia, nagle spostrzegła, że jest "dyskryminowana".
                  Barbinator (3) - twierdzi, że jest "obiektywna", po czym podaje przykłady
                  krytyków feminizmowi niezyczliwych i -wg niej -nieobiektywnych, ale za to nie
                  podaje przykladów krytyków życzliwych i nieobiektywnych, choć mówi, że są tu i
                  tacy. Ot - taki to już "obiektywizm" Barbinator.
                  Barbinator (4) - twierdzi, że właściwą postawą wobec Kingi Dunin, powinno, być
                  zaciekawienie: "co też ona dziś napisze?". Cóż, w moim mieście grasował niegdyś
                  ekshibicjonista. Czatował w bramach i pokazywał, co miał do pokazania. Otóż, po
                  kolejnym takim pokazie, nikt nie zadawał sobie pytania: "co też pokaże
                  następnym razem?", bo wiadomo było z góry, co to będzie. Podobnie jest z KD.
                  To tyle na początek.
                  • Gość: EWOK o tym, co mnie dotyczy IP: *.acn.waw.pl 19.02.03, 21:52
                    Gruba aluzja wobec Barbinator - Tad najwidoczniej był prymusem w dyskusjach na
                    lekcjach polskiego pt. "co autor miał na myśli". Pamiętam pewną wypowiedź
                    Miłosza- twierdził, że był mocno zaskoczony dowiedziawszy się, jak można
                    interpretować jego twórczość. Tak więc interpretacja nie zawsze musi się
                    zgadzać z intencjami autora.
                    Feminizm katolicki, który określiłam jako curiosum - faktem jest, że obecny
                    Papież jako pierwszy spośród zwierzchników Kościoła wypowiedział się na temat
                    równości obu płci w życiu doczesnym oraz uznał, że kobiety mają prawo dążyć do
                    realizowania się na polu zawodowym. Ale niestety nie ujął im przy tym
                    obowiązków. I skutek jest taki, że w publikacjach katolickich można przeczytać
                    charakterystykę przeciętnej kobiety, wskazującą na to, że mężczyzna żeniąc
                    się, sprowadza sobie do domu coś na podobieństwo chomika - milutkie to, ale
                    jakieś takie zupełnie bezmyślne. Acha, i nie toleruje bezczynności. Jak nie ma
                    nic do roboty to się staje osowiałe i smutne.
                    Co do mojego feminizmu - już kiedyś precyzowałam dlaczego określam siebie jako
                    feministkę - dlatego, że nietaktowne byłoby określać się inaczej, skoro mam
                    świadomośc różnicy - dramatycznie określając - przepaści pomiędzy jakością
                    mojego życia i jakością życia mojej mamy. I nie mówię tu o zmywarce.
                  • sagan2 a teraz o tym, co mnie dotyczy ;) 20.02.03, 09:43
                    Tad, czyzbys nie znalazl nic wiecej u mnie, do czego
                    warto sie przyczepic? ;)
                    przeciez glownym powodem, dla ktorego nie mialam nic
                    przeciwko obecnosci Sebastiana na "zakazanym" watku nie
                    bylo Twoje wcisniecie sie do watku Sosy... troszke mniej
                    megalomani... ;) po prostu uwazam forum za publiczne i
                    nie widze sensu w "zakazywaniu" komus brania udzialu w
                    watku.

                    a co do mojego "feminizmu". przeciez napisalam to
                    wyraznie (pewnie nawet nie jeden raz), w dyskusji z Toba
                    - nie nazywam sie feministka, bo uwazam, ze do tego
                    trzeba by znac jakis pisma i stare i nowe, no i jakos
                    dzialac. a tego nie robie. ale z rozkosza nazywam siebie
                    emancypantka, a wg Twojej terminologii, jestem chyba
                    feministka intuicyjna, prawda?
                    tak wiec nie ma nigdzie sprzecznosci...
                    ... i chyba nas nie poklocisz ze soba o takie glupstwo ;)
                  • Gość: barbinator Re: wchodzę do wątku. IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 20.02.03, 14:36
                    Gość portalu: tad napisał(a):

                    > Mam pytanie:
                    > Czemu, skoro panie zgadzają się tak doskonale we wszystkim, jedne z Was
                    > określają się jako feministki (Ewok), a inne twierdzą, że feministkami nie są
                    > (Sagan, Barbinator). Jaki czynnik decyduje o tej różnicy?


                    Jako wyjaśnienie (które to już w tej sprawie...?)podam fragment z Graff (bo
                    wiem jak bardzo ją lubisz :)))

                    "I tak jak ich matki w latach 60-siątych zwykły mówić "nie jestem feministką,
                    ale...", tak moje koleżanki ze studiów często mawiały "jestem feministką,
                    ale...", po czym następował katalog uściśleń, rozróżnień i wątpliwości"

                    Wychodzi na to, że ja chociaż jestem prawie w wieku Graff, to w kwestii
                    asymilacji feminizmu przypominam raczej tzw "normalne Amerykanki" w latach 60-
                    siątych. I chociaż wiem, że oprotestujesz to co teraz napiszę, to podobne jak
                    ja podejście ma większość "normalnych Polek" anno 2003.


                    > (tego, że Ewok zrobiła grubą aluzję do Barbinator, mówiąc, że gdy widzi
                    panie,
                    > które kierują przedsiębiorstwami, i jednoczesnie twierdzą, że "feministkami
                    nie
                    >
                    > są", to "wszystko przewraca się jej w żołądku", nie komentuję, bo nie chcę
                    > wchodzić w animozje między naszymi koleżankami. Bo i po co mi to?)


                    Są dwa możliwe wyjaśnienia dlaczego ani przez moment nie pomyślałam, ze pisząc
                    w ten sposób Ewok myśli o mnie:
                    a/ brakuje mi umiejętności wychwytywania ukrytych znaczeń tekstu, który to dar
                    ty posiadasz.
                    b/ mam zbyt wysokie zdanie o inteligencji Ewok, by posądzać ją tego
                    typu "aluzyjność"
                    Proponuję by sama zainteresowana czyli Ewok rozsądziła, który wariant jest
                    prawdziwy...


                    > Barbinator (1) - twierdzi, że nie skomentowałem tego, co Breskva pisała o
                    > poparciu papieża dla feminizmu. W tamtym wątku zrobił to BD. Nie widziałem
                    > potrzeby, by powtarzać to samo po raz drugi. Krótko: feminizm który popiera
                    > papież, to feminizm, który feministka Ewok określiła tu jako "curiosum", a po
                    > drugie - nie jestem papieżem! (wyjasniam to ostatecznie).


                    O ile dobrze pamiętam, to chodziło mi raczej o zaznaczenie, że aż do końca lat
                    70-siątych kosciół bardzo niechętnie patrzył na WSZELKIE ruchy feministyczne,
                    niezależnie od nurtu - za obecnego papieża to podejście się zmieniło, a więc
                    nie można dokonywać projekcji obecnego sposobu myślenia i mówienia o feminizmie
                    na lata wcześniejsze.


                    > Barbinator (2) - pisze o Agnieszcze Graff i o moim opisie jej "oświecenia
                    > feministycznego". Myli się nieco. Nie chodziło mi, że Graff "zmieniła
                    stosunek
                    > do feminizmu", ale o to, że zmieniła sposób postrzegania rzezcywistości: po
                    20
                    > latach życia, nagle spostrzegła, że jest "dyskryminowana".


                    Nie uważam, żeby z tekstu do którego oboje się odnosimy wynikało,
                    że "objawienie" Graff miało tak prymitywny charakter jak piszesz tzn polegało
                    na tym, że raptem zaczęła zauważać że jest dyskryminowana. Zresztą w całym tym
                    rozdziale słowo "dyskryminacja" pada tylko raz i to raczej w innym kontekście.
                    Graff pisze o zupełnie innych sprawach niż dyskryminacja, radzę przeczytać
                    uważniej.


                    > Barbinator (3) - twierdzi, że jest "obiektywna", po czym podaje przykłady
                    > krytyków feminizmowi niezyczliwych i -wg niej -nieobiektywnych, ale za to
                    nie
                    > podaje przykladów krytyków życzliwych i nieobiektywnych, choć mówi, że są tu
                    i
                    > tacy. Ot - taki to już "obiektywizm" Barbinator.


                    Bład oceny, Tad. Powyższy lapsus może świadczyć co najwyżej o moim
                    konformizmie, a w wersji nieżyczliwej o lizusostwie - nie świadczy natomiast o
                    braku obiektywizmu.
                    Masz jednak rację, że skoro nie dałam przykądów "życzliwych i nieobiektywnych"
                    to trzeba było sobie darować jechanie po nickach drugiej strony.
                    Mea culpa.


                    > Barbinator (4) - twierdzi, że właściwą postawą wobec Kingi Dunin, powinno,
                    być
                    > zaciekawienie: "co też ona dziś napisze?". Cóż, w moim mieście grasował
                    niegdyś
                    >
                    > ekshibicjonista. Czatował w bramach i pokazywał, co miał do pokazania. Otóż,
                    po
                    >
                    > kolejnym takim pokazie, nikt nie zadawał sobie pytania: "co też pokaże
                    > następnym razem?", bo wiadomo było z góry, co to będzie. Podobnie jest z KD.


                    No i co ja mam ci na to odpisać....?
                    (głebokie westchnienie)

                    Pozdr. B.
                • maciej.k1 Słusznie - do MK 20.02.03, 15:22
                  Dodam jeszcze, że nieprzypadkowo pierwszą premierką Wlk. Brytanii była
                  konserwatywna M. Thatcher, a najwięcej kobiet w polskim Sejmie jest w klubie
                  LPR.

                  Pozdrawiam -
                • Gość: barbinator Re: Lewicowa klątwa IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.03, 12:08
                  maly.ksiaze napisał:

                  > Mam wrażenie, że polskie feministki przyklejają się tak
                  > chętnie do lewicy nie dlatego, że nikt inny by ich nie
                  > chciał, a dlatego, że tak po prostu chcą. Że im to odpowiada.
                  >
                  > Lewicowość kojarzy się często ze 'zinstytucjonalizowanym
                  > współczuciem', z dbaniem o prawa tych, którzy znajdują
                  > się w gorszej sytuacji. Nic w tym dziwnego, bowiem idee
                  > socjalizmu (czy teraz: socjaldemokracji) powstały właśnie
                  > z takiego szlachetnego odruchu serca. Że innym, słabszym,
                  > można i trzeba pomagać, tu i teraz, że trzeba ich
                  > przygarnąć i im pomóc. To piekna baśń - "Kto za młodu nie
                  > był socjalistą, ten na starość będzie świnią" - pamiętasz?
                  >
                  > Nic w tym zatem dziwnego, że Ci, którzy czują się słabsi,
                  > dyskryminowani, wyłączeni - będą szukali pomocy i
                  > zrozumienia właśnie u tych, którzy głośno wołają, że
                  > rozumieją - i że chcą pomóc.
                  >
                  > Niestety, jak w wielu pięknych baśniach, tak i w tej, nad
                  > tym, co miało byc piękne, ciąży klątwa, rzucona przez
                  > złośliwą czarownicę. Tu klątwą jest stały podział na
                  > pomagających i tych, którym się pomaga.
                  > Ruchowi feministycznemu będziemy oczywiście pomagać, ale
                  > żeby kobieta faktycznie tworzyła politykę? No bez
                  > przesady, jeszcze nie teraz... Weźmy Demokratów w USA.
                  > Czarnoskórzy wyborcy głosują na Demokratów od zawsze,
                  > Demokraci są rzecznikami ich praw, tymi 'wrażliwymi
                  > społecznie'. Ale jeśli chodzi o rzeczywiste uznanie
                  > czyichś kwalifikacji, bez względu na kolor skóry - owa
                  > wrażliwość zdaje się przeszkadzać. Wśród Republikanów
                  > jest być może więcej rasistów, niż wśród Demokratów - ale
                  > to wcale nie przeszkadza temu, aby wśród 'top 4' Busha
                  > było dwoje Czarnych. Oni naprawdę tworzą politykę
                  > supermocarstwa - u Clintona Afroamerykanie pełnili rolę
                  > paprotki (ministerstwa transportu i zdrowia).
                  >
                  > Obecnie lewicowość ruchu kobiecego to pułapka. To
                  > najlepszy sposób na ustawienie się w roli gabinetowej
                  > paprotki. Uznania rzeczywistej równości praw prędzej
                  > można oczekiwać od tych, którzy biorą świat takim, jakim
                  > on jest, niż od tych, co traktują go jako materiał do
                  > stworzenia 'nowej, lepszej ludzkości'.
                  >
                  > Pozdrawiam,
                  >
                  > mk.

                  Drogi książe, twoja odpowiedź gdzieś mi umknęła - myślałam, że to ty nie
                  odpisujesz, a to byłam ja...
                  Spróbuję więc odpisać teraz, może jeszcze śledzisz ten wątek?
                  Są dwa powody dla których femininstki przykleiły się do lewicy:

                  Pierwszy ma charakterr wybitnie pragmatyczny - jeżeli feministki chcą
                  przepchnąć swoje propozycje ustawowe przez parlament, to muszą znaleźć sobie
                  sprzymierzeńca, który będzie CHCIAŁ I UMIAŁ im w tym pomóc.
                  O "chceniu" już pisałam, co do "umienia" - no cóż, czy się to nam podoba czy
                  nie SLD jest obecnie najsilniejszą partią w Polsce i co gorsza wcale nie
                  wygląda na to, by miało się to prędko zmienić.

                  Powód drugi: czy nie uważasz, że kobiety w ogóle mają inne podejście do życia i
                  do polityki niż mężczyźni? Mam wrażenie, jakby kobiety te dwie sprawy w
                  mniejszym niż mężczyźni stopniu rozdzielały - tam gdzie mężczyźni skupiają się
                  na wskaźnikach i liczbach, tam kobiety dokonują projekcji konkretnej ustawy na
                  swoje codzienne życie. Może opiszę to na przykładach: mężczyzna-polityk
                  rozpatrując pomysł zniesienia pomocy socjalnej dla biednych rodzin widzi to
                  przez pryzmat oszczędności dla budżetu oraz swojego przekonania (zazwyczaj
                  słusznego) że ten rodzaj pomocy jest często marnotrawiony. Kobieta-polityk
                  myśli tak: no dobrze, ale czy dzieci tych ludzi są winne temu, że ich rodzice
                  są nieudolni, leniwi i przepijają zasiłek? NIe należy więc likwidowć pomocy,
                  lecz inaczej ją dzielić - tak by trafiała bezpośrednio do dzieci z pominięciem
                  rodziców. A przy narastającej biedzie taka pomoc powinna raczej rosnąć niż
                  maleć...
                  Albo inny przykład: rozpatrując bardzo radykalne ultraliberalne pomysły na
                  ożywienie gospodarki, kobieta zawsze bardziej niż mężczyzna będzie się obawiała
                  wybuchu niekontrolowanego niezadowolenia społecznego, rosnących różnic
                  społecznych prowadzących do wzrostu przestępczości itd - gdyż widzi ten
                  problem w bardzo praktycznym aspekcie swojego leku o bezpieczeństwo swoje i
                  swoich bliskich.
                  Ten nieco inny sposób patrzenia sprawia, że kobiety często bardziej lgną do
                  lewicy (lub do konserwy, np duża aktywność kobiet w LPR) niż do liberałów. No a
                  ponieważ w naszym pięknym kraju nad Wisłą każdy kto wykazuje choć cień tzw
                  wrażliwości społecznej (pojęcie zresztą ostatnio obśmiewane) jest uważany za
                  komucha...
                  A jeśli wydaje ci się, że pisałam nie na temat, bo miało być o feminizmie a nie
                  o kobietach, to nieśmiało napomknę, że feministki to zazwyczaj też kobiety...

                  W kwestii paprotki: jednak mimo wszystko najwięcej kobiet w polityce (tej na
                  najwyższych szczeblach) jest w skandynawskich partiach socjaldemokratycznych -
                  i na pewno nie występują one tam w charakterze paprotki...
                  Nie jestem też pewna, czy twoja teoria ma odbicie w polskiej rzeczywistości -
                  jednak większość kobiet mających coś do powiedzenia w polityce jest bliższa
                  lewicy niż prawicy, natomiast klasycznym przykładem paprotki są dla mnie
                  posłanki LPR...
                  Pozdr. B.

                  PS
                  I błagam wszystkich, którzy czytają ten post (o ile czyta go ktoś poza mk,
                  którego jak sądzę błagać nie muszę) żeby czytali uważnie co piszę, i żebym
                  znowu nie musiała się tłumaczyć z rzeczy których nie napisałam (np nie
                  napisałam, że wszystkie kobiety to socjalistki, ze mną na czele...)
                  • Gość: tad Re: Lewicowa klątwa IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 22.02.03, 15:23
                    Gość portalu: barbinator napisał(a):


                    > PS
                    > I błagam wszystkich, którzy czytają ten post (o ile czyta go ktoś poza mk,
                    > którego jak sądzę błagać nie muszę) żeby czytali uważnie co piszę, i żebym
                    > znowu nie musiała się tłumaczyć z rzeczy których nie napisałam (np nie
                    > napisałam, że wszystkie kobiety to socjalistki, ze mną na czele...)

                    A czy uważasz feminizm jest "ideologią kobiet" w stopniu większym niż inne?
                  • maly.ksiaze Re: Lewicowa klątwa 24.02.03, 05:23
                    Barbinator,

                    To, co napisałem, to próba syntezy, zrobiona ad-hoc -
                    zatem bez pretensji do kompletności. Z całą pewnością
                    ten, kto będzie dobrze szukał, znajdzie kontrprzykład bez
                    kłopotu. Myślę jednak, że generalnie trafiłem dość dobrze.

                    Gość portalu: barbinator napisał(a):
                    > Pierwszy ma charakterr wybitnie pragmatyczny - jeżeli
                    feministki chcą
                    > przepchnąć swoje propozycje ustawowe przez parlament,
                    to muszą znaleźć sobie
                    > sprzymierzeńca, który będzie CHCIAŁ I UMIAŁ im w tym pomóc.

                    Aha. I jak idzie?
                    Przy okazji: czy nie uważasz, że 'przepychanie ustaw'
                    przy pomocy SLD jest jednocześnie przepychaniem ich przez
                    polityczny filtr? Że to, co otrzymamy na wyjściu, jako
                    'ustrojowe osiągnięcia polskich kobiet' będzie tak
                    naprawdę wyrazem jakiegoś tam lewicowego światopoglądu?

                    > Powód drugi: czy nie uważasz, że kobiety w ogóle mają
                    inne podejście do życia i
                    > do polityki niż mężczyźni?

                    Tak. Nie. Być może. Do życia - tak. Do polityki - nie
                    sądzę. To znaczy - podejście mają być może inne, ale gdy
                    już się 'tam' znajdą, ich działania, moim zdaniem, są
                    nierozróżnialne od działań mężczyzn - przynajmniej jeśli
                    chodzi o politykę na najwyższym szczeblu (rzecz może mieć
                    się inaczej w samorządach, ale nie o tym mowa). Zarówno
                    jeśli chodzi o skuteczność, jak i o efekt finalny.
                    Zamiast garnituru będzie oczywiście żakiet, być może też
                    obowiązkowe wspomnienie o godzeniu obowiązków słuzbowych
                    i domowych - ale esencja pozostaje bez zmian.

                    Wydaje mi się, że wpadasz w szablony starte do kości.
                    Kobietom przypisujesz opiekuńczość (wobec wszystkich
                    wkoło), mężczyznom pragmatyzm i bezwzględność.
                    Jeśli ktoś dostał się 'na szczyt' i rządzi krajem, to
                    *oznacza* że nauczył się trzymać swoją 'opiekuńczość' na
                    smyczy, a pragmatyzm i stanowczość jest tej osoby naturą
                    (pierwszą czy drugą - wszystko jedno). To, czy ta osoba
                    realizuje ideały socjalistyczne, czy liberalne - zależy
                    od jej poglądów, od tego, kogo reprezentuje, nie od płci.

                    To, co napisałem, nie wyklucza tego, że Zofia
                    Statystczna, zapytana na ulicy, który resort chciałaby
                    objąć, najpewniej przełożyłaby Ministerstwo Pracy nad
                    MON. (Ergo: jeśli akurat to miałaś na myśli, to pewnie
                    masz rację i niepotrzebnie tyle się napisałem).

                    > W kwestii paprotki: jednak mimo wszystko najwięcej
                    kobiet w polityce (tej na
                    > najwyższych szczeblach) jest w skandynawskich partiach
                    socjaldemokratycznych -
                    > i na pewno nie występują one tam w charakterze paprotki...
                    Gdy obsadzenie stanowisk *musi* się odbyć wg, parytetu,
                    trudno jest znaleźć odpowiednią ilość podstawek pod
                    kwiecie. Zresztą, jak zastrzegłem na początku - oto jest
                    kontrprzykład. Na swoją obronę napiszę tylko, że z
                    perspektywy świata cała skandynawska polityka jest paprotką.

                    > Nie jestem też pewna, czy twoja teoria ma odbicie w
                    polskiej rzeczywistości -
                    > jednak większość kobiet mających coś do powiedzenia w
                    polityce jest bliższa
                    > lewicy niż prawicy, natomiast klasycznym przykładem
                    paprotki są dla mnie
                    > posłanki LPR...
                    Prawdę powiedziawszy, jedyne panie które pamiętam, a
                    które *zdecydowanie* miały dużo do powiedzenia, to pp.
                    Suchocka i Gronkiewicz-Waltz. Jak to sie ma teraz? Które
                    to są te 'u władzy' (Jaruga-Nowacka się nie liczy).

                    Gdy chodzi zaś o LPR - nie jestem aż tak wnikliwy w
                    śledzeniu poczynań polskiej partii
                    narodowo-socjalistycznej. Aby móc porównać, musielbyśmy
                    ujrzeć rząd zformowany przez LPR - od czego ustrzeż nas,
                    Panie... Zauważyłem jednak, że całkiem regularnie na
                    internecie wybuchają dyskusje, których zaczątkiem jest
                    telewizyjny występ pań z Ligi. Ktoś ich jednak słucha!

                    Pozdrawiam,

                    mk.

                    PS. Gdy usiłowałem sprawdzić, kto rządzi w Norwegii,
                    znalazłem tabelkę porównującą udział kobiet w rządzie i w
                    radach miejskich. Wynikało z niej, że o ile ów udział
                    wzrósł (od roku 1980 do 1994) z 12% do 42%, o tyle w
                    radach miejskich wzrósł stosunkowo nieznacznie: od 22.8%
                    do 28.5%.
                    Hipoteza: udział kobiet tam, gdzie polityka nie przynosi
                    wielkich fruktów pozostał mniej więcej stały. Oddaje on
                    relatywne zainteresowanie pań życiem publicznym jako
                    takim. Udział w rządzie i w parlamencie rósł znacznie
                    szybciej. Zamiast szklanego sufitu - szklana podłoga?
                    • Gość: barbinator Re: Lewicowa klątwa IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 24.02.03, 13:15
                      maly.ksiaze napisał:

                      >
                      > Aha. I jak idzie?

                      Bez porównania lepiej niż za prawicowych rządów AWS.
                      Najprawdopodobniej do końca kadencji tego Sejmu przejdzie ustawa o molestowaniu
                      i o równym statusie, są też korzystne zmiany w aktach prawnych niższego rzędu a
                      także w praktyce takich spraw jak np stosunek do antykoncepcji czy do
                      zatwierdzania podręczników szkolnych.


                      > Przy okazji: czy nie uważasz, że 'przepychanie ustaw'
                      > przy pomocy SLD jest jednocześnie przepychaniem ich przez
                      > polityczny filtr? Że to, co otrzymamy na wyjściu, jako
                      > 'ustrojowe osiągnięcia polskich kobiet' będzie tak
                      > naprawdę wyrazem jakiegoś tam lewicowego światopoglądu?


                      Nie. Tak. Być może. Nie wiem...
                      Powiedz szczerze Ksiąze, czy uwazasz, że ustawa o molestowaniu ma charakter
                      lewicowy? Albo zmiana obrazków w elementarzach?....


                      > To, co napisałem, nie wyklucza tego, że Zofia
                      > Statystczna, zapytana na ulicy, który resort chciałaby
                      > objąć, najpewniej przełożyłaby Ministerstwo Pracy nad
                      > MON. (Ergo: jeśli akurat to miałaś na myśli, to pewnie
                      > masz rację i niepotrzebnie tyle się napisałem).


                      Mniej więcej tak. Oczywiście zgadzam się z tym, że jeśli kobieta jest
                      politykiem partii liberalnej, to jest to efekt jej poglądów a nie jej płci.
                      Nie ma obaw, że Zyta Gilewska nagle okaże się być zwolenniczką państwa
                      opiekuńczego...
                      Natomiast jest imho faktem, że kobiety (nie wszystkie!!!) mają pewną naturalną
                      predylekcję do lewicowości lub konserwatyzmu - liberalizm często akceptują jako
                      piękną ideę, natomiast pod bliższym zapoznaniu się z doktryną liberalna
                      zauważają jej braki lepiej od mężczyzn.
                      Pewno dlatego, że kobiety są praktyczne...


                      > Gdy obsadzenie stanowisk *musi* się odbyć wg, parytetu,
                      > trudno jest znaleźć odpowiednią ilość podstawek pod
                      > kwiecie.


                      Nie bardzo wiem co napisać, bo zdajesz się sugerować, że w państwach
                      skandynawskich istnieją parytety w najwyzszych organach władzy czyli w
                      parlamencie i rządzie. Ta sugestia jest błędna, przynajmniej jeśli chodzi o
                      Norwegię, Finlandię (..?) i Islandię. Czy wiesz coś konkretnego o Szwecji i
                      Danii?


                      Na swoją obronę napiszę tylko, że z
                      > perspektywy świata cała skandynawska polityka jest paprotką.


                      To baaardzo subiektywna opinia (a w dodatku nieprawdziwa...)
                      Swoją drogą to ja i tak wolałabym mieć na parapecie paprotkę niż odbezpieczony
                      granat...


                      > Prawdę powiedziawszy, jedyne panie które pamiętam, a
                      > które *zdecydowanie* miały dużo do powiedzenia, to pp.
                      > Suchocka i Gronkiewicz-Waltz. Jak to sie ma teraz? Które
                      > to są te 'u władzy' (Jaruga-Nowacka się nie liczy).


                      W Polsce nie ma obecnie kobiet naprawdę liczących się w polityce i imho to
                      bardzo niedobrze.
                      Są natomiast kobiety-politycy i kobiety-urzędniczki państwowe wyskoiego
                      szczebla, które bywają słuchane z uwagą i w jakiś sposób wpływają na kształt
                      naszego życia politycznego. Ta grupa kobiet zazwyczaj jest związana z jakąś
                      szeroko pojmowaną opcją lewicową lub liberalno-lewicową, natomiast opcja
                      konserwatywno-prawicowa kojarzy mi się nieodmiennie z posłanką Bobą czy
                      posłanką Nowiną-Konopczyną, których "wpływy polityczne" polegały na tym, że ich
                      właśni koledzy klubowi podśmiewali się z nich za ich plecami...


                      Zauważyłem jednak, że całkiem regularnie na
                      > internecie wybuchają dyskusje, których zaczątkiem jest
                      > telewizyjny występ pań z Ligi. Ktoś ich jednak słucha!


                      Bo mówią bzdury od których niektórym włos jeży się na głowie...

                      .
                      > PS. Gdy usiłowałem sprawdzić, kto rządzi w Norwegii,
                      > znalazłem tabelkę porównującą udział kobiet w rządzie i w
                      > radach miejskich. Wynikało z niej, że o ile ów udział
                      > wzrósł (od roku 1980 do 1994) z 12% do 42%, o tyle w
                      > radach miejskich wzrósł stosunkowo nieznacznie: od 22.8%
                      > do 28.5%.
                      > Hipoteza: udział kobiet tam, gdzie polityka nie przynosi
                      > wielkich fruktów pozostał mniej więcej stały. Oddaje on
                      > relatywne zainteresowanie pań życiem publicznym jako
                      > takim. Udział w rządzie i w parlamencie rósł znacznie
                      > szybciej. Zamiast szklanego sufitu - szklana podłoga?


                      Po ostatnich wyborach czyli w kadencji 1999-2003 ten udział (rady gminne)wynosi
                      już 34,3%, tendencja wzrostowa jest więc bardzo wyraźna. W ciągu 14 lat które
                      ty podałes (1980-1994) zanotowano wzrost średnio o 0,4% w skali roku, zaś w
                      okresie 1994-1999 ten wzrost wynosi już średnio 1,16% - czyli, ze dynamika
                      wzrostu była prawie trzykrotnie większa...
                      Natomiast udział kobiet a rządzie i innych najwyższych organach wybieralnych od
                      lat jest stały i wynosi 42%.
                      Zwraca natomiast uwagę bardzo niski odsetek kobiet na stanowiskach burmistrzów:
                      14,9% w obecnej kadencji.
                      Hipoteza:
                      Udział kobiet w rządzie nie rosnie, gdyż osiągnął już pozim będący odbiciem
                      rzeczywistego zainteresowania kobiet "wielką polityką", które jest nieco
                      mniejsze niż u mężczyzn. (42% k. - 58% m.)
                      W Norwegii NIE MA PARYTETU RZĄDOWEGO!!!
                      Natomiast bardzo szybko rośnie zainteresowanie kobiet polityką lokalną, która w
                      przyszłości może stać się ich domeną. Zwraca przy tym uwagę fakt, że kobiety
                      znacznie rzadziej pełnią funkcje reprezentacyjne, znaczące prestiżowo a także
                      dochodowo (burmistrz), koncentrując sie raczej na konkretnej choć mniej
                      efektownej pracy (rady gminne), przynoszącej bardziej wymierne korzyści dla
                      społeczności w której żyją.

                      Pozdr. B.

                      • maly.ksiaze Paprotki i granaty 24.02.03, 16:34
                        Gosc portalu: barbinator napisal(a):

                        > Powiedz szczerze Ksiaze, czy uwazasz, ze ustawa o molestowaniu ma charakter
                        > lewicowy? Albo zmiana obrazków w elementarzach?....
                        Sama idea prawa o 'molestowaniu' nie. Zobaczymy, co dalej. Co z ustawa o równym
                        statusie? Czy ta jest 'liberalna'? Co w niej jest? (nie wiem, bo pisze z
                        daleka).
                        Zmiany w 'stosunku do antykoncepcji' - na czym te zmiany polegaja?

                        > Natomiast jest imho faktem, ze kobiety (nie wszystkie!!!) maja pewna
                        naturalna
                        > predylekcje do lewicowosci lub konserwatyzmu - liberalizm czesto akceptuja
                        jako
                        > piekna idee, natomiast pod blizszym zapoznaniu sie z doktryna liberalna
                        > zauwazaja jej braki lepiej od mezczyzn.
                        > Pewno dlatego, ze kobiety sa praktyczne...
                        Aha. Czyli wedlug Ciebie liberalizm jest niepraktyczny i ludziom trzeba
                        powiedziec, jak maja zyc? Mysle, ze dokonujesz projekcji tego, co sama myslisz,
                        na 'caly swiat'. Ja uwazam, ze w Polsce wogóle *wiekszosc* kobiet i mezczyzn ma
                        poglady lewicowe - stad i Twoje zdanie, o 'naturalnej sklonnosci kobiet' (bo
                        istotnie *wiekszosc* kobiet tak mysli). Tylko ze przyczyna tego jest (IMHO)
                        generalnie niskie wyksztalcenie Polaków i slynnych odruch 'mnie sie nalezy', a
                        nie jakas naturalna predyspozycja kobiet do przyjmowania lewicowego
                        swiatopogladu.
                        Jesli nawet przyjmiemy (najpewniej sluszny) stereotyp o wiekszej opiekunczosci
                        kobiet, to jego proste przelozenie na poglady polityczne jest bledem. W koncu
                        opiekunczosc swa mozna przejawic albo deklarujac ze 'panstwo powinno zajac sie
                        sierotami' albo samemu komus pomoc.

                        > Nie bardzo wiem co napisac, bo zdajesz sie sugerowac, ze w panstwach
                        > skandynawskich istnieja parytety w najwyzszych organach wladzy czyli w
                        > parlamencie i rzadzie. Ta sugestia jest bledna, przynajmniej jesli chodzi o
                        > Norwegie, Finlandie (..?) i Islandie. Czy wiesz cos konkretnego o Szwecji i
                        Danii?
                        Nie wiem - ale kiedys sprawdze. Z tym równouprawnieniem w krajach
                        skandynawskich moze byc równiez tak, jak opowiedziala (na innym forum)
                        mieszkajaca w Norwegii siedemnastolatka. 'Jak mieszkalismy w Bawarii, pracowala
                        przewaznie jedna osoba, domy byly spore, a przed nimi dwa samochody. W Norwegii
                        natomiast dwie osoby musza pracowac na maly domek i stary samochód. Ale za to
                        mówia nam, ze mamy wspaniale równouprawnienie.'
                        To spostrzezenie przywrócilo mi troche proporcje. Tak naprawde celem polityki
                        nie jest zaprowadzenie równosci (nie mam tu na mysli wylacznie spraw plci). Ono
                        jest tylko srodkiem - ale dla wielu stanowi juz cel sam w sobie. To
                        niebezpieczne.

                        >
                        > To baaardzo subiektywna opinia (a w dodatku nieprawdziwa...)
                        > Swoja droga to ja i tak wolalabym miec na parapecie paprotke niz
                        odbezpieczony
                        > granat...
                        Oczywiscie, ze subiektywna. Nie ma innych. Co do granatu i paprotek - tez
                        mieszkam w kraju-paprotce, i bardzo to sobie chwale. Nie ma nic lepszego!

                        > W Polsce nie ma obecnie kobiet naprawde liczacych sie w polityce i imho to
                        > bardzo niedobrze.
                        Moja teza z samego poczatku! Do czegos dochodzimy! (Tylko prosze nie pisz,
                        ze 'za AWS' bylo jeszcze gorzej!). Nie wiem tylko, czemu dokonujesz hokus-
                        pokus, przeciwstawiajac 'lewicowo-liberalne' i 'prawicowo-konserwatywne'. W ten
                        sposób, gdy argumentuje przeciwko socjaldemokracji (szczególnie takiej w stylu
                        SLD), sila rzeczy znajduje sie po stronie LPR i podobnych. Protestuje! Poza
                        tym, taki gruby podzial absolutnie nic Ci nie da. No i gdzie wtedy wstawisz
                        slynna poslanke Hojarska.

                        > Hipoteza:
                        > Udzial kobiet w rzadzie nie rosnie, gdyz osiagnal juz pozim bedacy odbiciem
                        > rzeczywistego zainteresowania kobiet "wielka polityka", które jest nieco
                        > mniejsze niz u mezczyzn. (42% k. - 58% m.)

                        Mozna i tak. Do liczb naprawde trzeba miec dystans :-). Zastanawia mnie jeszcze
                        jedno - nie przypominam sobie zadnej pani, która objelaby bardzo eksponowane
                        stanowisko w drodze wyborów powszechnych. Ciekawe, czemu...

                        Pozdrawiam,

                        mk.
                        • Gość: soso do malego k. IP: 195.41.66.* 25.02.03, 06:45


                          Takie panie to by sie znalazly (co to wygrywaly wybory i to nie na jakies
                          reprezentacyjne, prezydenckie stolki ale o rzeczywista wladze - np. Margaret
                          Thatcher czy Butto)

                          Z tymi skandynawskimi malymi domkami i starymi samochodami to jest oczywiscie
                          cos na rzeczy. Powod jednak jest dosc prozaiczny. W tutejszych spoleczenstwach
                          skromnosc jest prawdopodobnie wyrozniajaca sie 'oczekiwana cecha'. Stad w
                          najgorszym tonie jest pokazywanie czegos na zewnatrz, chwalenie sie, wydawanie
                          pieniedzy na reprezentacje, itd. Kazdy Polak w Sakandynawii bedzie zaskoczony
                          skromnym ubiorem pan na ulicy, brakiem makijazu i starymi rowerami, ktore sa
                          najmodnijesze :-), budynkami firm z cegly i skromnymi wnetrzami bankow. Nie
                          zmienia to jednak faktu, ze np. Dania czy Norwegia maja wyzszy dochod narodowy
                          na glowe niz np. Niemcy i ze tych pieniedzy nie wrzucaja do morza.
                          Przypatrujac sie nieco dokladniej szczegolom szybko okaze sie, ze wielu
                          Skandynawow jednak potrafi korzystac z pieniedzy choc skrzetnie to ukrywa.
                          Czasami domek nie jest w stanie przyslonic 20 metrowego jachtu zimujacego na
                          zapleczu, w rozmowach czasami uda sie wylowic, ze ktos musi juz isc bo chce
                          sobie polatac wlasnym samolocikiem, pojechac na wies by pojezdzic konno na
                          przechowywanych tam wlasnych konikach itp. Specyfika tych krajow sa takze domy
                          letniskowe w standardzie rownym domom glownym itd.
                          To jednak tylko czesc zagadnienia. Z tych 50% podatkow, ktore sie tu placi,
                          budowana jest uprzyjemniajaca zycie infrastruktura - drogi, hale sportowe i
                          boiska, sale koncertowe, centra handlowe czy kulturalne, itd. W sumie to co
                          ktos wypracuje w tych krajach to jednak do niego tak czy inaczej wraca a male
                          domki i stare samochody to sentyment do starego stylu zycia, ktory jest tu
                          kultywowany jednak z coraz mniejszym skutkiem. Wielkich domow i cudownych
                          samochodow jednak przybywa :-(

                          pzdrw

                          soso
                          • maly.ksiaze Re: do malego k. 25.02.03, 14:25
                            Gość portalu: soso napisał(a):

                            >
                            >
                            > Takie panie to by sie znalazly (co to wygrywaly wybory
                            i to nie na jakies
                            > reprezentacyjne, prezydenckie stolki ale o rzeczywista
                            wladze - np. Margaret
                            > Thatcher czy Butto)
                            Chyba się nie zrozumieliśmy. Być może wyraziłem się nie
                            dość jasno, powinienem był napisać oczywiście:
                            'bezpośrednie', a nie tylko 'powszechne'. Rzecz w tym,
                            że, jak z pewnością wiesz, zarówno Thatcher, jak i
                            Benazir Bhutto (Indira Ghandi też) objęły stanowiska jako
                            szefowe partii, które zdobyły większość parlamentarną.
                            Przykład Pakistanu jest zresztą średnio dobry, bo tam
                            prawdziwa władza jest akurat przy prezydencie. Zwłaszcza
                            obecnym.

                            Pytanie jest całkiem zasadne: dlaczego jak dotąd kobiety
                            nie wygrywają wyborów - konkursów politycznej piękności?

                            Nie wiem dlaczego tak często uznajesz za stosowne
                            założyć, że Twój rozmówca jest głupcem i nie posiada
                            zupełnie elementarnych wiadomości z zakresu historii
                            najnowszej?

                            Co do skromności Skandynawów - skąd ona zatem wynika? To,
                            że *bywają* ludzie bogaci, którzy 'ukrywają' swą
                            zamożność nie musi świadczyć o tym, że duża część np.
                            Szwedów ma swój jacht, tylko o tym nie chce mówić. Może
                            znaczyć, że zamożnych jest na tyle mało, że uznają za
                            stosowne zachować powściągliwość i nie razić swym
                            bogactwem tych, którym wiedzie się gorzej. Bardzo to
                            rozsądne, uprzejme i szlachetne - ale tego, co napisałem
                            w żaden sposób nie podważa.

                            Pozdrawiam,

                            mk.

                            PS. Podstawy zamożności Norwegii są problemem same w
                            sobie. Ale to już temat na zupełnie inną rozmowę.
                            • Gość: soso Re: do malego k. IP: 195.41.66.* 25.02.03, 14:45
                              Teoretyzujesz. W Danii pewnie nie ma wielu ludzi bardzo bogatych ale przecietna
                              jest wyzsza niz w wielu krajach klujacych w oczy bogactwem jednostek. Mysle, ze
                              sredniaczek w Anglii czy Niemczech ma sie gorzej niz sredniaczek w kraju
                              skandynawskim. O to mi mniej wiecej chodzilo.

                              Pani Margaret byla tak sztandarowa postacia swej partii, ze kazdy glosujacy na
                              jej przedstawiciela wiedzial dokladnie, jakiego premiera wybiera. Listy
                              partyjne to nie wymysl komunizmu, przeciez :-)

                              pzdrw

                              soso
                        • Gość: barbinator Re: Paprotki i granaty IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 19:55
                          maly.ksiaze napisał:

                          > Sama idea prawa o 'molestowaniu' nie. Zobaczymy, co dalej.


                          Czy skutki ustawy mogą być "lewicowe"?....
                          NIe stosujesz czasem takiej definicji lewicowości jak niektórzy feminizmu, tj
                          że wszystko co złe i wszeteczne to musi być lewicowe (feministyczne? :))

                          Co z ustawa o równym
                          >
                          > statusie? Czy ta jest 'liberalna'? Co w niej jest? (nie wiem, bo pisze z
                          > daleka).


                          W przeważającej częsci jest. Oczywiście z wyjątkiem jej najbardziej
                          kontrowersyjnych punktów na czele z niesławnymi parytetami.
                          Mam pełny tekst projektu ustawy, niestety nie pamiętam skąd ją ściągnęłam -
                          zapewne ze strony Centrum Praw Kobiet lub jakiejś podobnej.


                          > Zmiany w 'stosunku do antykoncepcji' - na czym te zmiany polegaja?


                          Chodzi o wpisanie "zdrowszych" środkw antykonc. na listę leków refundowanych,
                          koniec z naciskami na propagowanie wyłącznie naturalnych metod ant. itd.


                          > Aha. Czyli wedlug Ciebie liberalizm jest niepraktyczny i ludziom trzeba
                          > powiedziec, jak maja zyc? Mysle, ze dokonujesz projekcji tego, co sama
                          myslisz,
                          > na 'caly swiat'.

                          W żaden sposób nie dałam do zrozumienia, że chciałabym mówić ludziom jak maja
                          żyć. W tym momencie to TY dokonujesz pewnej projekcji. Pojęcia nie mam na
                          jakiej podstawie wmawiasz mi poglady jakich nie mam i nigdy nie miałam.
                          Co do "praktyczności liberalizmu" - rzecz nie w tym, że ja tak uważam, tylko że
                          tak po prostu jest: doktrynalnie rozumiany liberalizm jest utopią, mitem i
                          mrzonką. Oczywiście ja świetnie rozumiem, że powiedzenie czegoś takiego w
                          Polsce brzmi jak bzdura i herezja - jest jasne, że żyjemy w gospodarce
                          trafionej i prawie zatopionej bakcylem socjalizmu i dla nas cała nadzieja w
                          liberalizacji gospodarki.
                          Ale to nie znaczy, że mamy mieć klapki na oczach i nie widzieć, że nie ma na
                          świecie kraju rządzonego ściśle według zasad liberalnych, podobnie jak nigdy
                          nie było kraju ściśle komunistycznego...
                          Swoja drogą to liberałowie jak juz gdzies dokumentnie coś spieprzą (ostatnio w
                          Argentynie...), to mówią zawsze tak: nasza idea jest dobra, tylko ludzie nie
                          dorośli i nie dali nam przeprowadzić jej do końca....
                          Czy tobie to czasem czegoś nie przypomina? :))))




                          Ja uwazam, ze w Polsce wogóle *wiekszosc* kobiet i mezczyzn ma
                          >
                          > poglady lewicowe


                          W Polsce większość ludzi ma poglądy deklaratywnie antykomunistyczne i
                          podświadomie socjalistyczne. To strasznie niestrawna mieszanka...
                          Ja bym bardzo chciała, żeby Polacy byli lewicowi w taki sposób jak większość
                          Skandynawów, ale na to się nie zanosi - już prędzej wpadniemy w konserwę.



                          > Jesli nawet przyjmiemy (najpewniej sluszny) stereotyp o wiekszej
                          opiekunczosci
                          > kobiet, to jego proste przelozenie na poglady polityczne jest bledem. W koncu
                          > opiekunczosc swa mozna przejawic albo deklarujac ze 'panstwo powinno zajac
                          sie
                          > sierotami' albo samemu komus pomoc.


                          Mówiłam o nieco innym rozłożeniu akcentów w sposobie myślenia, więc na pewno
                          nie można tego nazwać "prostym przełożeniem".
                          Przekonanie o specyfice polityki w wykonaniu kobiecym jest bardzo powszechne w
                          krajach skandynawskich, gdzie zresztą coraz więcej osób uważa ten styl za
                          lepszy i godny naśladowania. Mam wrażenie, że skoro tak myślą tam, gdzie
                          kobiety autentycznie są aktywne w polityce, to warto brać ich opinie pod uwagę,
                          zwłaszcza jeśli się żyje w kraju w którym hasło "kobiety w polityce" to dla
                          jednych pobożne życzenie a dla drugich powód do kpin i rozmyslań nad końcem
                          cywilizacjii...

                          >
                          Z tym równouprawnieniem w krajach
                          > skandynawskich moze byc równiez tak, jak opowiedziala (na innym forum)
                          > mieszkajaca w Norwegii siedemnastolatka. 'Jak mieszkalismy w Bawarii,
                          pracowala
                          > przewaznie jedna osoba, domy byly spore, a przed nimi dwa samochody. W
                          Norwegii
                          > natomiast dwie osoby musza pracowac na maly domek i stary samochód. Ale za to
                          > mówia nam, ze mamy wspaniale równouprawnienie.'
                          > To spostrzezenie przywrócilo mi troche proporcje.


                          No tak, tak to jest jak dorosły facet wierzy w to co mówi 17-latka...:))))
                          Trochę mnie zdziwiło to jak łatwo mało sensowne uwagi nastoletniej
                          panienki "przywróciły ci proporcje"...
                          Więcej nie piszę, bo wcześniej Soso już napisał to samo co i ja wiem (z
                          własnego doświadczenia i ze statystyki).
                          Dodam jeszcze o samochodach: Norwegowie lubią samochody mocne, duże i
                          bezpieczne (i ja ich rozumiem...)
                          Nastoletnia panienka zazwyczaj nie ma świadomości tego, że np kilkuletni Saab
                          kosztuje więcej niż dwie nowiutkie Fiesty czy Astry...




                          Tak naprawde celem polityki
                          > nie jest zaprowadzenie równosci (nie mam tu na mysli wylacznie spraw plci).
                          Ono
                          > jest tylko srodkiem - ale dla wielu stanowi juz cel sam w sobie. To
                          > niebezpieczne.


                          Nie widzę żadnego niebezpieczeństwa. Celem polityki równości jest osiągnięcie
                          równości i tyle. Można się zastanawiać, co robić gdy polityka równości źle
                          służy społeczeństwu, ale imho jest to problem akademicki - dobrze prowadzona
                          polityka równości jest korzystna dla wszystkich (źle prowadzona to np parytety -
                          np w Norwegii nigdy nie zdecydowno się na parytety, gdyż uznano je za
                          szkodliwe dla demokracji)


                          No i gdzie wtedy wstawisz
                          > slynna poslanke Hojarska.


                          Posłanka Hojarska nie mieści się na żadnej skali, podobnie jak np poseł
                          Janowski. Z Samoobrona w ogóle jest kłopot. Oni zdaje się siedzą w środku sali
                          obrad Sejmu, na miejscu przeznaczonym dla partii centrowych. Gdyby to ode mnie
                          zależało to wsadziłabym ich do klatki razem z LPR i powiesiła u sufitu.
                          Mogliby się tam kolebać od lewicy do prawicy i dylemat ich lewicowo-prawicowej
                          orientacji mielibyśmy z głowy :)))


                          Zastanawia mnie jeszcze
                          > jedno - nie przypominam sobie zadnej pani, która objelaby bardzo eksponowane
                          > stanowisko w drodze wyborów powszechnych. Ciekawe, czemu...


                          No bo kraje skandynawskie to zazwyczaj monarchie konstytucyjne i nie ma w nich
                          wyborów prezydenta - wyjątkiem jest Islandia i właśnie tam była parę lat temu
                          kobieta-prezydent.
                          A w innych krajach? To chyba jasne - najpierw kobiety muszą pojawić się na
                          niższych szczeblach władzy (i to bez parytrtów!) a potem można myśleć o
                          kandydowqaniu na najwyższy urząd.
                          Pozdr. B.

                          • maly.ksiaze Re: Paprotki i granaty 25.02.03, 21:32
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):

                            > maly.ksiaze napisał:
                            >
                            > > Sama idea prawa o 'molestowaniu' nie. Zobaczymy, co dalej.
                            >
                            > Czy skutki ustawy mogą być "lewicowe"?....
                            Szczerze mowiac, uwazam ze sie czepiasz. Ustawa moze byc napisana dobrze albo
                            zle, przepisy wykonawcze moga byc dobre albo zle - i efekt bedzie dobry, albo
                            zly. Albo go wogole nie bedzie. To ostatnie wydaje mi sie najbardziej
                            prawdopodobe. Ja widzisz, w przeciwienstwie do Ciebie, mam inne zdanie na
                            temat 'skutecznosci' SLD. Skutecznosc w utrzymywaniu sie u wladzy nie oznacza
                            skutecznego prowadzenia kraju *w jakims kierunku*. Jesli ustawa o molestowaniu
                            ma byc kolejnym prawem, ktore bedzie martwe, chyba, ze kogos bedzie mozna przy
                            jego pomocy u..dolic, to chyba lepiej, zeby go nie bylo.
                            Jak ma byc to 'molestowanie' zdefiniowane, jak karane?

                            > NIe stosujesz czasem takiej definicji lewicowości jak niektórzy feminizmu, tj
                            > że wszystko co złe i wszeteczne to musi być lewicowe (feministyczne? :))
                            Nie. Ja osobiscie jestem tak lewicowy, ze wszystko na lewo ode mnie to juz
                            lewactwo :-). Wpadamy troszke w pulapke schematu 'lewica - prawica', ktory w
                            Polsce niewiele znaczy.

                            > W przeważającej częsci jest. Oczywiście z wyjątkiem jej najbardziej
                            > kontrowersyjnych punktów na czele z niesławnymi parytetami.
                            To tak jak z ordynacja podatkowa. W zasadzie sluszna, ale...

                            > Chodzi o wpisanie "zdrowszych" środkw antykonc. na listę leków refundowanych,
                            > koniec z naciskami na propagowanie wyłącznie naturalnych metod ant. itd.
                            To jest przyklad na 'lewicowy' i 'liberalny'. 'Lewicowa' (umownie) metoda
                            bedzie polegac na wydluzaniu listy lekow refundowanych w tajemniczy sposob
                            przez panstwo (tzn. ze skladek, ale przez instytucje znajdujace sie pod
                            bezposrednia kontrola panstwa). Ksztalt listy bedzie podlegal oczywiscie
                            zmianom towarzyskim i politycznym (przeciez nastepny rzad, nacjonalistyczny,
                            dajmy na to) wyrzuci antykoncepcje z zestawienia - i po 'sukcesie feminizmu'.

                            To, aby kwestie refundacji wylaczyc spod bezposredniej kontroli ministerstwa -
                            nie przychodzi nikomu do glowy. Poniekad jednak zgadzam sie z Toba - jesli
                            system ma byc kulawy, to pewnie lepiej, aby na nim te srodki byly, niz aby ich
                            nie bylo. Ale to nie zmienia faktu, ze tak naprawde to system jest do luftu, a
                            nie lista.

                            > W żaden sposób nie dałam do zrozumienia, że chciałabym mówić ludziom jak maja
                            > żyć. W tym momencie to TY dokonujesz pewnej projekcji. Pojęcia nie mam na
                            > jakiej podstawie wmawiasz mi poglady jakich nie mam i nigdy nie miałam.
                            Chcialem uprzedzic Twoje zarzuty z nastepnego akapitu. Atak jest najlepsza
                            obrona. Zwlaszcza atak zza wegla ;-).

                            > Oczywiście ja świetnie rozumiem, że powiedzenie czegoś takiego w
                            > Polsce brzmi jak bzdura i herezja - jest jasne, że żyjemy w gospodarce
                            > trafionej i prawie zatopionej bakcylem socjalizmu i dla nas cała nadzieja w
                            > liberalizacji gospodarki.
                            [...]
                            > Czy tobie to czasem czegoś nie przypomina? :))))

                            Ditto. W angielskim jest takie powiedzenie 'preaching to a convert' - tutaj
                            pasuje. Chwale sobie zycie w kraju, ktory niektorzy Amerykanie uwazaja za
                            ostoje komuny u ich granic ;-).

                            > Ja bym bardzo chciała, żeby Polacy byli lewicowi w taki sposób jak większość
                            > Skandynawów, ale na to się nie zanosi - już prędzej wpadniemy w konserwę.
                            [...]
                            > Dodam jeszcze o samochodach: Norwegowie lubią samochody mocne, duże i
                            > bezpieczne (i ja ich rozumiem...)
                            > Nastoletnia panienka zazwyczaj nie ma świadomości tego, że np kilkuletni Saab
                            > kosztuje więcej niż dwie nowiutkie Fiesty czy Astry...
                            [...]
                            > Nie widzę żadnego niebezpieczeństwa. Celem polityki równości jest osiągnięcie
                            > równości i tyle. Można się zastanawiać, co robić gdy polityka równości źle
                            > służy społeczeństwu, ale imho jest to problem akademicki - dobrze prowadzona
                            > polityka równości jest korzystna dla wszystkich (źle prowadzona to np
                            parytety
                            > -
                            > np w Norwegii nigdy nie zdecydowno się na parytety, gdyż uznano je za
                            > szkodliwe dla demokracji)

                            Nie wiem czemu zarowno Soso, jak i Ty odebraliscie to, co napisalem, jako atak
                            na Wasza ulubiona Skandynawie. Nie bylo moim zamiarem wykazywanie wyzszosci
                            systemu spolecznego A nas systemem B - to jak porownywanie jablek i pomaranczy.
                            Sytemy np. Szwedzki i Amerykanski sa rozne dlatego, ze rozni sa ludzie w obu
                            krajach, innych rzeczy oczekuja od zycia. Jedni oczekuja bezpieczenstwa,
                            inni 'szansy' - i wypracowali sobie systemy, ktore (w granicach rozsadku) im to
                            zapewniaja.
                            Dlatego nie sadze, zebys kiedys doczekala sie w Polsce skandynawskiego 'welfare
                            state', bo w Polsce nie ma chyba zadnej 'umowy spolecznej', systemu, na ktory
                            wszyscy generalnie sie zgadzaja. Dlatego tak potrzebna jest UE - bez tego moim
                            zdaniem jednym wspolnym mianownikiem 'dla wszystkich' jest lagodna dykatura
                            (abyscie mi nic nie dopisali: nienawidze dykatur, nawet lagodnych).

                            Wracajac do tematu - wypowiedz owej (skadinad bystrej) dziewczyny uswiadomila
                            mi, ze polityka w demokracji jest na tyle dobra, na ile odpowiada oczekiwaniom
                            ludzi, a nie zrodlem wiedzy na temat zycia w Norwegii (o to spytalbym jej mamy;
                            zreszta, 'anecdotal evidence' jest diabla warta).

                            Ci, ktorzy chca dwoch samochodow (albo czegos innego) nie dadza przekonac sie,
                            ze 'rownosc' (nie mylic z rownouprawnieniem!) im to zastapi. Bo nie zastapi,
                            nie ma kol i podobnych rzeczy. To jest to, czego zrozumienia feminstkom chyba
                            brakuje: nie wszyscy (nwi wszystkie) chca zadekretowanej rownosci (z
                            rownouprawnieniem poszloby chyba latwiej). Niektorzy woleliby domek pod
                            miastem. Albo zeby im nie kradziono juz wiecej samochodu.

                            Ja po prostu nie sadze, aby w Polska byla krajem, w ktorym da sie ow norweski
                            raj zaprowadzic.
                            1. Nie ma ropy.
                            2. Nie ma na to ogolnej zgody.
                            3. Nie ma sensu.

                            Pozdrawiam,

                            mk.

                            PS. Co zrobia Norwedzy, jak skonczy sie ropa?
                            • maly.ksiaze Korekta 25.02.03, 22:47
                              Usuwajac zbedny fragmencik niechcacy wykasowalem caly sens ze zdanie ponizej.

                              maly.ksiaze napisał:

                              > Wracajac do tematu - wypowiedz owej (skadinad bystrej) dziewczyny uswiadomila
                              > mi, ze polityka w demokracji jest na tyle dobra, na ile odpowiada
                              oczekiwaniom
                              > ludzi, a nie zrodlem wiedzy na temat zycia w Norwegii (o to spytalbym jej
                              mamy;
                              > zreszta, 'anecdotal evidence' jest diabla warta).
                              Powinno byc jakos tak:
                              ...
                              Oczywiscie, wypowiedzi owej, skadinad bystrej, nastolatki nie traktowalem jako
                              zrodla wiedzy na temat zycia w Norwegii (o to spytalbym jej mamy;
                              zreszta, 'anecdotal evidence' jest diabla warta). Uswiadomila mi ona za to, ze
                              polityka w demokracji jest na tyle dobra, na ile odpowiada oczekiwaniom ludzi.

                              ...

                              mk.
                          • Gość: tad Re: Paprotki i granaty IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 22:24
                            Gość portalu: barbinator napisał(a):


                            > NIe stosujesz czasem takiej definicji lewicowości jak niektórzy feminizmu, tj
                            > że wszystko co złe i wszeteczne to musi być lewicowe (feministyczne? :))


                            Feminizm jest lewicowy ze swej istoty. Lewacki wręcz.


                            > Chodzi o wpisanie "zdrowszych" środkw antykonc. na listę leków refundowanych,
                            > koniec z naciskami na propagowanie wyłącznie naturalnych metod ant. itd.

                            Środki antykoncepcyjne są lekiem - jeśli ciąża jest chorobą.
                            Rzecz wygląda tak: wobec ograniczonej ilości środków jakie mogą być
                            przeznaczone na refundowanie PRAWDZIWYCH leków, bez których ludzie NIE MOGĄ się
                            obejść, sprawa dopłat do środków antykoncepcyjnych jest zupełnie drugorzędna.
                            Nie dałbym ani grosza na refundację środków antykoncepcyjnych, gdyby miało to
                            oznaczać zmniejszenie ilości środków refundujących np. leki dla chorych na
                            nowotwory, czy cukrzycę.
    • Gość: EWOK Mało nas do pieczenia chleba ( do Pań) IP: *.acn.waw.pl 20.02.03, 19:24
      Przygotowałam sobie obie ręcę, żeby policzyć, martwiąc się, że zabraknie, a tu
      proszę - Sagan, Barbinator, Spinelli coraz rzadziej (dlaczego???),
      okazjonalnie Breskva no i ja. Tylko jedna ręka (gdybym była kosmitą -
      wypadłoby nieco lepiej). Tylko tyle nas do obrony feminizmu? Myślałam już,
      żeby zmienić sobie nick na Bob Budowniczy ("damy radę, damy radę!"), ale na
      szczęscie pojawili się jeźdzcy Rohanu w osobach pani mgr i naszego
      nieocenionego Doku. Atmosfera się nieco ożywiła, panowie anty ruszyli do ataku
      i ja myślę, że to jest sposób do wykorzystania w przyszłości w makroskali. Jak
      już nieraz bywało w przeszłości, panowie ustalą między sobą czy feminizm
      zwycięży czy zejdzie do podziemia, a nam wystarczy się dostosować do
      zaistniałej sytuacji. No i bardzo dobrze, ja w tym czasie pomaluję sobie
      paznokcie.
      • Gość: soso wracajac do tematu IP: 195.41.66.* 21.02.03, 07:26





        Nie podoba mi sie w feminizmie jego stosunek do pornografii :-)

        Kiedys na ulicy przeogromnego miasta rozstawily straganik 2 feministki. Na
        straganiku byla 'pseudopornografia'. Co to jest pseudtopornografia?
        Pseudopornografia to nagie kobiety w kontekstach niepornograficznych. Byl to
        rodzaj manifestu, ktory mial zwrocic uwage, ze handlowanie cialem jest
        upokorzeniem kobiety.
        Bylo zimno a te dwie panie staly na posterunku. Otoz wydaje mi sie, ze takie
        obszary nie powinny byc zupelnie dotykne przez feminizm poniewaz lepiej jest
        uzywac wlasny czas i energie na duzo bardziej podstawowe dzialania, zwiazane
        np. z rownouprawnieniem. I wlasnie tego nie lubie w feminizmie, ze czasami
        uzewnetrznia jakies indywidualne poglady, moze powodowane komleksami, ktore
        dotycza raczej obyczajowosci i niejako same sie ukladaja lub uloza w oczekiwany
        sposob kiedy juz inne, bardziej bazowe problemy beda rozwiazane.

        pzdrw

        soso
        • Gość: barbinator Re: wracajac do tematu IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.02.03, 09:24
          Ja traktuję takie happeningi jak swoisty feministyczny folklor - czyli z
          przymrużeniem oka.
          Feministki mają bardzo zróżnicowane poglądy na pornografię, czegoś takiego jak
          wspólny "feministyczny front do walki z ..." z pewnością nigdy nie będzie.
          Mogę sobie natomiast wyobrazić, że kobieta posiadająca ten rodzaj temperamentu
          który każe jej być aktywną feministką "walczącą za sprawę" (a którego ja nie
          posiadam...) i posiadająca swój określony pogląd na pornografię (ja taki pogląd
          posiadam, zdecydowane liberalny), będzie dążyła do uzewnętrzniania tego poglądu
          (w sposób mało dla mnie strawny, chociaż czasami zabawny)
          Mówiąc inaczej - ani nie pochwalam, ani nie potępiam... także nie wyśmiewam,
          proszę nie zrozumieć źle słowa "zabawny"...
          Pozdr. B.
          • Gość: tad Barbinator/egoizm feministyczny IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 17:02
            1. BARBINATOR
            Mam do Ciebie pytanie. Piszesz oto, ze kobiety - gdy wchodzą na grunt polityki -
            zwracają uwagę na inne nieco rzeczy, niż mężczyźni. Powiedzmy, że są
            bardziej "wrażliwe społecznie". Czy jednak nie da się odnieść tego do innych
            sfer życia. Np - do zycia rodzinnego? I czy wtedy nie otrzymalibyśmy starego,
            poczciwego stereotypu, o "uczuciowej" kobiecie i "zasadniczym" mężczyźnie"?
            2. EGOIZM
            W czasie "życzliwej krytyki feminizmu" udało się dyskutantkom świetnie
            rozpoznać pewnien rys feminizmu - nazwę go "feministycznym egoizmem" - tyle, że
            odniosły go jedynie do przypadku kampanii aborcyjnej. Stwierdziły mianowicie,
            że feministki zbyt mocno eksponują hasło "mój brzuch - moja sprawa", zamiast
            kłaść nacisk na współodpowiedzialność. Feministyczny egoizm nie ogranicza się
            do tej sprawy. Wszedłem na stronę podaną w wątku zapraszającym na manifestację
            8 marca, i - po przeczytaniu tekstu A. Graff - dozwiedziałem się, że jednym z
            haseł lansowanych przez polskie feministki jest "moje zycie - moja sprawa".
            Hasło najzupełniej słuszne, ale z dwoma zastrzeżeniami. Po pierwsze - jest to
            świetne hasło, gdy jest się młodym i zdrowym (a gdyby tak do tego jeszce
            bogatym...), po drugie, tak naprawdę to hasło brzmi: "moje zycie to moja
            sprawa - chyba, że JA chciałabym, żebyście się nim zainteresowali w sposób w
            jaki JA bym sobie tego zyczyła - za to wasze życie to też moja sprawa, i będę
            się nim interesowała, czy tego chcecie, czy nie". W tej wersji hasło jest
            trochę nieporęczne, ale za to lepiej oddaje to, co feministki mają na myśli.
            Otóż, z jednej strony feministki są zwolenniczkami daleko idącej przebudowy
            świadomości i struktury społecznej (wasze życie to moja sprawa), traktując
            państwo jako maszynę do stworzenia Nowego Człowieka wyzwolonego od "przesądów
            patriarchalnych", a z drugiej krzyczą: "Odczepcie się od nas! Możemy robić co
            chcemy!" (moje życie to moja sprawa). Zakładają przy tym, że - kiedyś, gdy już
            nie będą młodymi bojowniczkami, i gdy, być może, dojdą do wniosku, ze dobrze
            byłoby, gdyby społeczeństwo nie opierało się do końca na zasadzie tak
            egoistycznej - nie usłyszą od kogoś: "twoje życie to twoja sprawa, a nie mój
            problem". Jeśli ktoś oczekuje, że da się wzbudzać na skalę społeczną
            dobry "egoizm wybiórczy" -to znaczy, kiedy mi to odpowiada chcę, by nikt się
            do mnie nie wtrącał, a kiedy chcę by ktoś się do mnie wtrącał, to niech się
            wtrąca - jest naiwny.
            • Gość: EWOK Re: Barbinator/egoizm feministyczny IP: *.acn.waw.pl 25.02.03, 20:49
              Znowu nie rozumiem, dlaczego tak pojęty egoizm odnosisz wyłącznie do
              feministek. W taki sposób rozumują wszyscy ludzie tylko na różnych etapach
              życia - nastolatek myśli "niech się starzy ode mnie odczepią, moje życie to
              moja sprawa, a oni niech tylko dają kasę", prywatny przedsiębiorca
              myśli "niech się ode mnie odczepią z tymi księżycowymi pomysłami likwidacji
              ulg i przywilejów, ale jednocześnie niech mi zmienią Kodeks Pracy, bo teraz
              jest do bani", rozwodzący się facet myśli "mówiłem żonie, żeby się ode mnie
              odczepiła z pomysłami zajęcia się dzieckiem, przecież ja pracuję, ale teraz
              chcę, żeby sąd mnie przyznał prawo opieki nad dzieckiem", emeryt myśli "niech
              się ode mnie odczepią, nie będę się na stare lata po domach dzieci tułał,
              niech sobie tak zorganizują czas, żebym ja miał opieke mieszkając w swoim
              mieszkaniu". W przypadku feministek - jaki przejaw egoizmu dostrzegasz w tym,
              że domagają się tego, aby przestrzegać ustanowionego prawa? Przypominaam sobie
              dyskusję nad nową konstytucją - wiele było kontrowersji wokół invocatio Dei i
              prawa do życia od chwili poczęcia, ale nie przypominam sobie aby ktokolwiek
              zgłaszał zastrzeżenia do Art. 32 i 33, gwarantujących brak dyskryminacji i
              równe traktowanie " w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym"
              dla obu płci. Czy mam zatem przyjąć, że owe zapisy były wyrazem li tylko
              kurtuazji, a zachęcanie do egzekwowania ich - przejawem złego wychowania?
              • Gość: taf Re: Barbinator/egoizm feministyczny IP: *.krosno.cvx.ppp.tpnet.pl 25.02.03, 22:14
                Gość portalu: EWOK napisał(a):

                > Znowu nie rozumiem, dlaczego tak pojęty egoizm odnosisz wyłącznie do
                > feministek. (.......)

                Wiele w tej sprawie powiedzieć może tytuł forum na którym jesteśmy.

                Czy mam zatem przyjąć, że owe zapisy były wyrazem li tylko
                > kurtuazji, a zachęcanie do egzekwowania ich - przejawem złego wychowania?

                Mniej więcej. Można było tam jeszcze dopisać prawo do dobrej pogody w czasie
                urlopu.
                • Gość: EWOK Re: Barbinator/egoizm feministyczny IP: 213.241.18.* 26.02.03, 09:09
                  Gość portalu: taf napisał(a):

                  > Gość portalu: EWOK napisał(a):
                  >
                  > > Znowu nie rozumiem, dlaczego tak pojęty egoizm odnosisz wyłącznie do
                  > > feministek. (.......)
                  >
                  > Wiele w tej sprawie powiedzieć może tytuł forum na którym jesteśmy.
                  >
                  > Czy mam zatem przyjąć, że owe zapisy były wyrazem li tylko
                  > > kurtuazji, a zachęcanie do egzekwowania ich - przejawem złego wychowania?
                  >
                  > Mniej więcej. Można było tam jeszcze dopisać prawo do dobrej pogody w czasie
                  > urlopu.

                  Może trzeba było protestować w 97? Teraz to już trochę musztarda po obiedzie.
                  Wziąwszy pod uwagę konwencje międzynarodowe, które Polska ratyfikowała po II
                  wojnie światowej, a które musiały znaleźć odzwierciedlenie w ustawie
                  zasadniczej to właściwie trzeba było zacząć od bojkotu Karty Narodów
                  Zjednoczonych w 44. Ale nic się nie przejmuj, w konstytucji mamy też zapis o
                  ochronie przyrody. Mamuty można pod niego podciągnąć.
              • Gość: Sebastian Re: Barbinator/egoizm feministyczny IP: *.tele2.pl 26.02.03, 10:45
                > Znowu nie rozumiem, dlaczego tak pojęty egoizm odnosisz wyłącznie do
                > feministek. W taki sposób rozumują wszyscy ludzie tylko na różnych etapach
                > życia - nastolatek myśli "niech się starzy ode mnie odczepią, moje życie to
                > moja sprawa, a oni niech tylko dają kasę", prywatny przedsiębiorca
                > myśli "niech się ode mnie odczepią z tymi księżycowymi pomysłami likwidacji
                > ulg i przywilejów, ale jednocześnie niech mi zmienią Kodeks Pracy, bo teraz
                > jest do bani",
                Jesteśmy na forum FEMINIZM więc zrozumiałe, że krytyce podlega egoizm
                feministyczny.
                PS.
                Co do kodeksu pracy to uprzywilejowuje on pracowników kosztem pracodawców więc
                oczekiwania zliberalizowania go sa naturalne i oznaczają dążenie do zrównania a
                przynajmniej do zmniejszenia dysproporcji pomiędzy pracownikiem a pracodawcą.
                Żądanie "zmienić kodeks pracy" odczytuj jako "niech sie państwo nie wtrąca w to
                jak ustalam relacje ze swoimi pracownikami dopóki te relacje sa dobrowolne"
            • Gość: barbinator Re: Barbinator/egoizm feministyczny IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 26.02.03, 12:48
              Gość portalu: tad napisał(a):

              > 1. BARBINATOR
              > Mam do Ciebie pytanie. Piszesz oto, ze kobiety - gdy wchodzą na grunt
              polityki
              > zwracają uwagę na inne nieco rzeczy, niż mężczyźni. Powiedzmy, że są
              > bardziej "wrażliwe społecznie". Czy jednak nie da się odnieść tego do innych
              > sfer życia. Np - do zycia rodzinnego? I czy wtedy nie otrzymalibyśmy starego,
              > poczciwego stereotypu, o "uczuciowej" kobiecie i "zasadniczym" mężczyźnie"?


              Akurat JA nigdy nie twierdziłam, że różnice między k. i m. ograniczają się do
              anatomii i fizjologii zaś cała reszta to wyłącznie nalot kulturowy.
              Wrecz przeciwnie: pewne różnice w psychice istnieją i są niezmienne.
              Ma to odbicie w życiu, więc jest dla mnie jasne, że ma też odbicie w polityce.
              Zauważ tylko, że ja nie twierdzę, że skoro kobiety mają nieco większą niż m.
              skłonność do lewicowości, to znaczy, że na każdą kobiete-liberałkę i każdego
              mężczyznę-socjaldemokratę należy patrzeć podejrzliwie jak na jakąś niezgodną z
              naturą mutację...
              Walka ze stereotypami nie oznacza walki z ludzką naturą lecz walkę ze
              szkodliwymi i niesprawiedliwymi uogólnieniami.
              Zwłaszcza, że te stereotypy często prowadzą do oczywistych niesprawiedliwości
              jak choćby ta, że zawody do których wykonywania wymagane są "typowo kobiece"
              cechy psychiczne, jak np zawód pielęgniarki należą do najgorzej opłacanych.
              (...bo wolny rynek tak sobie zażyczył, hi hi hi)


              > 2. EGOIZM
              > W czasie "życzliwej krytyki feminizmu" udało się dyskutantkom świetnie
              > rozpoznać pewnien rys feminizmu - nazwę go "feministycznym egoizmem" - tyle,
              że
              > odniosły go jedynie do przypadku kampanii aborcyjnej.


              Żadna z nas nie wspomniała nic, nawet w formie aluzyjnej, o feministycznym
              egoizmie. Mówie teraz tylko za siebie: hasło "mój brzuch to moja sprawa" jest
              głupie na równi z okrzykami typu "morderczynie niewinnych dzieci" gdyż taki
              typ "argumentacji" bardzo polaryzuje stanowiska i uniemożliwia rzeczową
              dyskusję. Nie dostrzegam tutaj żadnego egoizmu.
              Głupie jest hasło, nie jego treść - kobiety POWINNY mieć prawo do podjęcia
              odpowiedzialnej, dobrze przemyślanej decyzji o urodzeniu (nie o nieurodzeniu)
              dziecka. Na tę decyzję powinien mieć wpływ ojciec dziecka, jednak NIE POSŁOWIE
              UCHWALAJĄCY USTAWĘ ANTYABORCYJNĄ, bo to nie ich sprawa i nie ich
              odpowiedzialność.


              Stwierdziły mianowicie,
              > że feministki zbyt mocno eksponują hasło "mój brzuch - moja sprawa", zamiast
              > kłaść nacisk na współodpowiedzialność.


              Feministki KŁADA nacisk na współodpowiedzialmość. Chyba niedokładnie
              przeczytałeś manifestę, polecam ten fragment:

              "Wszystkie uczciwe związki między ludźmi oparte na odpowiedzialności i
              szacunku powinny być szanowane i wspierane. Każdy ma prawo do życia w
              związku, jaki sobie wybrał i stworzył.
              Wychowanie i codzienna opieka nad dziećmi to w równym stopniu
              odpowiedzialność ojca i matki. Wiemy, że mężczyźni są stworzeni do opieki
              nad dziećmi – nie wolno ich tego pozbawiać. "

              NIestety, tak to bywa gdy ktoś zamiast próbować zrozumieć, próbuje dokopać za
              wszelką cenę - wtedy taki ktoś rozumie powyższy fragment tak: "wprowadźmy
              małżeństwa homoseksualne" i nic innego do niego nie dociera...


              Po pierwsze - jest to
              > świetne hasło, gdy jest się młodym i zdrowym (a gdyby tak do tego jeszce
              > bogatym...), po drugie, tak naprawdę to hasło brzmi: "moje zycie to moja
              > sprawa - chyba, że JA chciałabym, żebyście się nim zainteresowali w sposób w
              > jaki JA bym sobie tego zyczyła - za to wasze życie to też moja sprawa, i będę
              > się nim interesowała, czy tego chcecie, czy nie".


              Trudno mi dyskutować z twoja interpretacją, gdyż jest kompletnie subiektywna -
              coś tak jak moje stwierdzenie z innego wątku "nie lubię szpinaku, bo jest
              ohydny".
              Masz prawo do swojej interpretacji (choć imo jest ona kuriozalna) a ja do
              swojej. Ja rozumiem hasło "moje życie - moja sprawa" tak, że kobieta ma takie
              samo prawo jak mężczyzna do decydowania o swoim życiu. Nie uważam, żeby
              konieczne było dopisanie drobnym druczkiem "....oczywiście w ramach ograniczeń
              jakim podlegają wszyscy ludzie bez względu na płeć"
              Dla ludzi obiektywnnie oceniających feminizm takie zastrzeżenie nie jest
              potrzebne (a wręcz obrażałoby ich inteligencję!) natomiast pozostali i tak
              znajdą sobie jakąs furtkę w którą można wcisnąc nogę uzbrojoną w glana i zdrowo
              feministkom przykopać...



              W tej wersji hasło jest
              > trochę nieporęczne, ale za to lepiej oddaje to, co feministki mają na myśli.
              > Otóż, z jednej strony feministki są zwolenniczkami daleko idącej przebudowy
              > świadomości i struktury społecznej (wasze życie to moja sprawa), traktując
              > państwo jako maszynę do stworzenia Nowego Człowieka wyzwolonego od "przesądów
              > patriarchalnych", a z drugiej krzyczą: "Odczepcie się od nas! Możemy robić co
              > chcemy!" (moje życie to moja sprawa). Zakładają przy tym, że - kiedyś, gdy
              już
              >
              > nie będą młodymi bojowniczkami, i gdy, być może, dojdą do wniosku, ze dobrze
              > byłoby, gdyby społeczeństwo nie opierało się do końca na zasadzie tak
              > egoistycznej - nie usłyszą od kogoś: "twoje życie to twoja sprawa, a nie mój
              > problem". Jeśli ktoś oczekuje, że da się wzbudzać na skalę społeczną
              > dobry "egoizm wybiórczy" -to znaczy, kiedy mi to odpowiada chcę, by nikt się
              > do mnie nie wtrącał, a kiedy chcę by ktoś się do mnie wtrącał, to niech się
              > wtrąca - jest naiwny.


              No tak. Ileż to mozna wywnioskowac z jednej błędnej przesłanki, prawda?
              Mnie osobiście zabrakło w tym popisie elokwencji tylko kropki na "i" w postaci
              stwierdzenia: "feminizm to zguba cywilizacji - jak nazizm i komunizm"
              Pozdr. B.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka