Dodaj do ulubionych

bardzo powazny temat

23.10.05, 19:05
www.wrozka.com.pl/?i=art3
Poprostu o tym przeczytalam i mysle, ze najczesciej nie wiemy jak sobie z tym
poradzic. Chcialam dopisac do smutnego watku o stracie meza ("boli...") ale
jakos nie mialam tam odwagi. U nas w okolicy oglasza sie biuro pogrzebowe,
ktore dla osob po smierci osoby bliskiej organizuje spotkania, pomaga
zorganizowac codzienne sprawy zyciowe, mozna przyjsc na sniadanie w grupie i
duzo roznych takich pomocnych akcentow w ciezkim czasie.
Obserwuj wątek
    • ziuta49 Re: bardzo powazny temat 23.10.05, 20:40
      A ja myślę, że nie jest to dobry sposób na to, żeby odnaleźć się w nowej
      sytuacji. Myślę, że najważniejszą rzeczą jest wypełnienie sobie czasu -
      najlepiej pracą, taką, która zaprzątnie całkowicie umysł i nie pozwoli na
      analizowanie bólu, na wspomnienia a jednocześnie tak męczącej,że wystarczy
      przyłożyć głowę do poduszki i zasnąć. A jeżeli spotkania to w grupie np.
      organizującej wycieczki piesze czy rowerowe, na basenie itp. Ważne, żeby umysł
      był zajęty i mięśnie zmęczone.
    • framberg Re: bardzo powazny temat 23.10.05, 20:41
      Myślałem już kiedyś o tym. Mój ojciec nie wstwał po wylewie z łóżka przez
      ostatnie trzy lata życia. Gdy mu się pogorszyło, wezwany młody lekarz kazał go
      natychmiast zawiźć do szpitala. Sądzę, że nic się nie dało zrobić i lekarz o
      tym wiedział (lub powinien wiedzieć). Zaufaliśmy mu, mimo że byliśmy przekonani
      o ostatnich chwilach ojca. Zmarł w szpitalu, na czteroosobowej sali, na której
      wszyscy umierali. Nie chciałbym tak umrzeć. Chciałbym w domu. Ale skąd
      wiedzieć, że to koniec a nie choroba, którą da się uleczyć czy choćby zaleczyć.
      Lekarze, niestety, też nie mówią prawdy.
      • jowitta17 Re: do framberg 23.10.05, 20:52
        jedyni lekarze którzy są szczsrzy ażdo bólu to onkolodzy
        i czasem muślałamże żle ,a czasem podziwialam ich za tą szczerość .
        Mój mąż wiedział od początku prawdę i bardzo prosil abym pozwoliła Jemu
        umrzeć w domu przygotował się na śmierć i mnie też długo na to przygotowywał.
        Inna sprawa że pomimo tych Jego przygotowań nie mogłam się z tym pogodzić i
        tylko mojej determinacji w szukaniu zajęć funkcjonuję,ale najgorzej mi
        jest na rodzinnych spotkaniach-mąż był zawsze duszą towarzystwa,a teraz tylko
        możemy powspominać jak nas bawił
      • ziuta49 Re: bardzo powazny temat 23.10.05, 21:03
        No właśnie. U nas ciągle jest przyjęte, że nie nalezy mówić choremu o jego
        poważnym stanie. Myślę, że to nieuczciwe. Moim zdaniem chory powinien wiedzieć,
        że już niewiele można mu pomóc. Napewno nie jest to łatwe, ale ja chciałabym,
        aby mnie traktowano poważnie, bez fałszywego optymizmu i pocieszania. Takie
        postawienie sprawy może pozwoli oswoić się z myśla o śmierci, można jeszcze
        powiedzieć coś najbliższej osobie,/na co przez całe życie nie starczyło odwagi
        albo czasu/ wyjaśnić, przeprosić. Dlaczego ciągle śmierc to temat tabu?
        • dama-kanaliowa Re: bardzo powazny temat 23.10.05, 21:59
          Bo tak nas wychowano i nic nowego do tego nie wnoszono. Strach, paralizujacy
          strach. Ale juz sie o tym pisze, znane sa ksiazki na ten temat i tutaj mozemy
          sobie o tym porozmawiac i jak ktos napisal onkolodzy potrafia na takie
          okolicznosci odpowiednio i kulturalnie reagowac. Tez nie chce byc oszukiwana i
          karmiona falszywa nadzieja, chcialabym miec czas i mozliwosc zalatwienia swoich
          spraw do konca i spokoju kiedy trzeba bedzie odejsc. Moze nawet wiedzac, ze
          choroba jest nieuleczalna niektorym udaje sie uruchomic nadzwyczjne sily do
          samoleczenia? Prawda, lagodnie i z uczuciem podana prawda. Tylko tak.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka