kmsanczia
26.05.06, 13:01
Wieloletnie prace nad nowym studium zagospodarowania przestrzennego Łomianek
zakończyły się porażką. Przedstawianą niedawno jako wielki sukces władz
uchwałę rady miasta unieważnił wojewoda mazowiecki.
- Rozstrzygnięcie wojewody jest miażdżące - przyznaje Wiesława Niegodzisz,
rzeczniczka łomiankowskiego urzędu. To największa od lat porażka władz gminy.
Na nowe studium mieszkańcy czekali od dawna.
Pytają zatem, kim są ludzie zatrudnieni przez burmistrza, skoro narobili tyle
błędów. Kierownik pracowni planowania przestrzennego jest architektem,
skończył studium podyplomowe architektury i planowania wsi, ma uprawnienia
budowlane. Główny projektant, który po złożeniu podpisu pod studium,
zrezygnował z pracy, także jest architektem z uprawnieniami do planowania
przestrzennego, w tym do sporządzania planów zagospodarowania, jest
rzeczoznawcą Towarzystwa Urba-nistów Polskich w zakresie kształtowania
struktur przestrzennych.
Oponenci burmistrza mówią, że studium było przygotowywane nieprofesjo-nalnie,
bez uwzględniania wniosków mieszkańców, za to uwzględniało utopijne wizje
burmistrza i dlatego zostało unieważnione. Naciski burmistrza wskazują jako
powód rezygnacji z pracy głównego projektanta.
Brzmi to jednak dziwnie, ponieważ osoba, która nie zgadzałaby się z takimi
naciskami, raczej zrezygnowałaby przed podpisaniem opracowywanego doku-mentu.
Tymczasem projektant podpisał studium i zrezygnował, a to świadczy raczej o
tym, że chciał doprowadzić rozpoczętą pracę do końca. - Nie wytrzymał ciągłej
presji mieszkańców, powiedział mi to na odchodne - mówi burmistrz Łucjan
Sokołowski.
Po rezygnacji głównego projektanta dwukrotnie ukazywało się ogłoszenie o
naborze na to stanowisko, jednak na razie nie ma chętnych do pracy w
Łomiankach. Praca nad studium jest ciężkim kawałkiem chleba. W Łomiankach
niemal każdy właściciel działki zgłosił swoje uwagi. Pogodzenie wszystkich nie
było możliwe. Tak zapewne będzie i tym razem, bo przecież opracowanie trzeba
jak najszybciej poprawić i uchwalić ponownie. - Jeżeli mieszkańcy dojdą do
poro-zumienia, to za rok poprawimy studium. Jeżeli nie, to może się to ciągnąć
latami - mówi Łucjan Sokołowski.
Burmistrz zapytany przez dziennikarza "Echa" dlaczego Łomianki same zatrudniły
architektów do prac nad studium, a nie jak to robi zdecydowana większość
samorządów, wynajęły w przetargu zewnętrzną pracownię, powiedział, że takie
rozwiązanie uznał za znacznie korzystniejsze dla gminy. - Przy opraco-wywaniu
poprzedniego studium była przez moich poprzedników wynajęta pra-cownia z
Gdańska - wyjaśnia burmistrz. - Ja miałem z nią utrudniony kontakt, a co
dopiero mieszkańcy, którzy powinni kontaktować się z planistami już w
począt-kowej fazie projektowania, zwłaszcza w takiej gminie jak Łomianki,
gdzie splatają się dziesiątki sprzecznych interesów.
Burmistrz dodaje, że unieważnienie opracowywanej od 2002 roku zmiany studium
jest wynikiem zmiany przepisów, która nastąpiła w roku 2004. - Teraz plany
miejscowe muszą być literalnie zgodne ze studium - mówi Łucjan Sokołowski. -
Te części, których nie poprawialiśmy, nie spełniają obecnych przepisów. To
absurd, ale w związku z tym pozostaje jeszcze gorsze opracowanie, niż to
odrzu-cone przez wojewodę. Wniosłem odwołanie do Wojewódzkiego Sądu
Administra-cyjnego.
Mimo porażki, burmistrz uważa, że wynajęcie zewnętrznej firmy byłoby błę-dem,
bo Łomianki potrzebują permanentnego planowania z uwagi na wzrastającą
lawinowo liczbę mieszkańców i nowych inwestycji. - Zewnętrzna firma zrobi
pro-jekt, weźmie pieniądze i zabierze know-how - podsumowuje Sokołowski.
oko (Echo ŁiB nr 10)