Bardzo prosze mi wytlumaczyc o co chodzi - jak dotad nigdy nie ukradziono mi
samochodu (odpukac!!!!), ani mnie, ani nikomu z rodziny lub znajomych mimo,
ze przez lata cale zostawialam zawsze samochod otwarty a i teraz mi sie to
czasem zdarzy. No ale z rowerem to jest nieustajacy bol przeciagly! Wlasnie
sie kolega poskarzyl, ze Mu znowu ktos podwedzil siodelko. Tez mi sie tak
kiedys zdarzylo, ktos mi tez kiedys ukradl kierownice zeby nie wspomniec o
dzwonku, pompce, starej butelce na wode itp. Studenci ciagle narzekaja na
zlodziejstwo nie tylko na campus'ie, ale w ogole w miescie. Uffff....
wyzalilam sie

A teraz pytanko - czy to tylko Toronto jest takie beznadziejne, czy w innych
miastach tez tak jast? Mnie sie takie przygody niegdzie indziej nie trafialy
ale moze to ja mam wybitnie "torontonskiego" pecha albo co?