Dodaj do ulubionych

nie radze sobie z czarnym labkiem

06.05.06, 15:32
mój szczeniak ma 3 m-ce ,jest bardzo niegrzeczny ,gryzie wszystko i
wszystkich,szczególnie po rękach, nogach.przy tym jeszcze załatwia swoje
potrzeby w domu ,wyjdzie na spacer (dosłownie pospaceruje)a co trzeba zrobi w
domu, jest tez bardzo chałasliwy szczeka najczęściej 6 rano lub 22 wieczór
tak jakby pyskował ,na każdy zakaz odszczekuje.proszę o rady czy on poprostu
z tego wyrośnie czy taki ma wredny charakterek?
Obserwuj wątek
    • paenka Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 06.05.06, 17:08
      powinien wyrosnąć, jeśli dobrze się nim zajmiesz wink
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12268&w=41021282
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=12268&w=41181653
      nie tylko ty msz problemik tego typuwink Wiec sama nie jestes, a w grupie
      raźniej. POdstawa to konsekwencja. No i nie ukrywam że się troszke namęczysz
      zeby z uparciuchem dac sobie radę wink
    • kawuel Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 06.05.06, 19:00
      Wygląda na to że te czarne labradory to diabły wcielone, a przynajmniej
      większość z nich. Mój w poniedziałek skończy swój pierwszy rok życia i wciąż
      jest niesamowitym szatanem. Żadne metody wychowawcze nie są w stosunku do niego
      skuteczne. Chodziłem z nim do szkoły posłuszeństwa gdzie tylko wstydu mi
      narobił, bo nic do niego nie trafiało, a tylko zaczepiał inne psiaki, wariował,
      szalał, rozrabiał i na domiar złego trzeba było za nim latać ze ścierką bo
      szczał gdzie popadnie i rozdeptywał to co narobił.
      Poza tym "treserzy" prowadzący tę szkołę, to były jakieś kocmouchy i wywłoki
      spod ciemnej gwiazdy i nie mieli zielonego pojęcia o tresurze psów.
      Zostałem więc sam z tym problemem któremu nie jestem w stanie sprostać.
      Jedyne plusy w stosunku do Twojego szczeniaka są takie, że mój nie załatwia już
      on ponad pół roku żadnych swoich potrzeb fizjologicznych w domu i na szczęście
      nie szczeka zbyt często za to czasami wyje, zwłaszcza gdy słyszy syrenę
      policyjną, strażacką lub karetki pogotowia. Czasami też zawyje w nocy przez sen
      gdy mu się coś przyśni. Za to gryzie wszystko, kopie doły w trawniku za domem i
      obgryza krzaki w żywopłocie, a dom totalnie demoluje tak że niedługo to pewnie
      nawet do generalnego remontu nie będzie się on nadawał tylko do rozbiórki i
      wybudowania nowego.
      Jeszcze trochę poczekam ale gdy nadal nic się w jego zachowaniu nie poprawi to
      chyba będę zmuszony do zastosowania drastycznych lecz radykalnych środków w
      postaci stalowej klatki i w razie głośnych protestów elektronicznej obroży
      wyciszającej psa nieprzyjemnymi dla niego, a zupełnie niesłyszalnymi dla ludzi
      ultradźwiękami.
      Tobie doradzam to samo bo od znawców tematu dowiedziałem się, że trzymanie psa
      w klatce wcale nie jest dla niego tak stresujące jak sie z pozoru wydaje, a
      nawet jest to przez niego odbierane pozytywnie jako jego własne i suwerenne
      terytoriom gdzie czuje się pewnie i bezpiecznie.
    • mikola3 Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 07.05.06, 14:19
      JESTEM WŁAŚCICIELKĄ CZARNEJ LABRADORKI. NIEDAWNO SKOŃCZYŁA ROK, NIGDY NIE
      MIAŁAM Z NIĄ WIĘKSZYCH PROBLEMÓW - JAKO SZCZENIAK BARDZO LUBIŁA GRYŻĆ NASZE
      KAPCIE. PEWNIE MAM SZCZĘŚCIE , ALE NIGDY NIE GRYZŁA NÓG OD STOŁÓW, ANI MEBLI.Z
      ZAŁATWIANIEM JEJ POTRZEB FIZJOLOGICZNYCH PORADZILIŚMY SOBIE DOŚĆ SZYBKO - PRZEZ
      PIERWSZE KILKA TYGODNI WYCHODZILIŚMY Z NIĄ CO DWIE GODZINY. TERAZ SAMA SKACZE
      NA KLAMKI I W TEN SPOSÓB INFORMUJE NAS, ŻE CHCE WYJŚĆ.NAJFAJNIEJSZE JEDNAK JEST
      NOCNE BUDZENIE - GDY W NOCY CHCE WYJŚĆ BUDZI NAS W BARDZO SKUTECZNY SPOSÓB-
      POPROSTU "BODZIE" MORDKĄ DO SKUTKU JAK BARAN. NOCĄ BUDZI TYLKO MĘŻA, JA MOGĘ
      SPOKOJNIE SPAĆ.MOGĘ SPOKOJNIE ZOSTAWIĆ JĄ NA KILKA GODZIN I WIEM, ŻE NIC ZŁEGO
      SIĘ NIE WYDARZY.MYŚLĘ ŻE NAJBARDZIEJ SKUTECZNA JEST KONSEKWENCJA I STANOWCZOŚĆ.
      NIGDY NIE KRZYCZYMY NA PSA, ANI NIE STOSUJEMY ŻADNYCH KAR CIELESNYCH.STANOWCZY
      TON GŁOSU W NASZYM PRZYPADKU W ZUPEŁNOŚCI WYSTARCZA.
      • kawuel Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 07.05.06, 23:20
        Widocznie suczki labradorki są spokojniejsze od psów bo nie pierwszy raz czytam
        podobne opinie ale dziwnym trafem wszystkie dotyczą suczek a nie piesków.
        Ciekawe tylko dlaczego mikola3 napisała swoją opinię krzycząc wielkimi literami
        ale mniejsza o to.
        Jeśli chodzi o gryzienie kapci, to mój czarny labek zniszczył ich przez ten rok
        kilka tuzinów dokąd nie wpadłem na pomysł żeby zawieszać je na żyrandolu pod
        samym sufitem, bo tylko tam on nie może doskoczyć. Muszę przy tym pamiętać żeby
        w pobliżu miejsca pod żyrandolem nie stało jakieś krzesło lub inny mebel który
        mógł by ułatwić mojemu psu osiągnięcie celu.
        Wszystkie inne przedmioty muszę chować po szafkach i szufladach które muszę
        obwiązywać łańcuchami i zamykać na kłódki żeby się do nich nie dostał.
        Moja konsekwencja i stanowczość w stosunku do mojego psa jest absolutna lecz
        jego konsekwencja w psoceniu i nieposłuszeństwie jest taka sama, kar cielesnych
        ani głośnego krzyczenia nie stosuję, a stanowczy ton mojego głosu jest przez
        psa totalnie ignorowany. Szkolenie jak już wspominałem było wielkim
        nieporozumieniem i porażką. Czy ktoś może mi w tej sytuacji powiedzieć jakie
        mam jeszcze opcje poza stalową klatką i ewentualnie elektroniczną obrożą?, bo
        mnie się wydaje że nie mam już innego wyjścia.
        Jutro będą pierwsze urodziny mojego lacia lecz nie mam złudzeń żeby nagle coś
        się poprawiło w jego zachowaniu.
        • montypyton Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 08.05.06, 07:57
          ja mam pieska, kończy 7 miesiąc i uwieżcie mi nie mam żadnych z nim problemów.
          Na siusiu wychodzimy od małego (wystarczyły chyba dwa tygodnie siusiania w
          przedpokoju), zostaje sam w domu nic nie gryzie, nie wiem co to pogryziony kapeć
          albo inna rzecz. A może to jakiś dziwny labrador?
          jedyne z czy sobie nie radzę to jazda samochodem, od małego próbujemy go nauczyć
          i......... nic boi się strasznie ale mam nadzieję że i to przejdzie
        • ddb2 Re: Do kawuela 08.05.06, 08:48
          Opowiedzialam mojemu mezowi o twoich problemach z psem. Bardzo sie zmartwil
          tymi klopotami, sam doskonale radzi sobie z psami i amatorsko swietnie je
          uklada ( ja niestety jestem od michy i rozpieszczania). Powiedzial, ze to
          typowy protest przed pozostaniem samemu w domu. Jest wiosna, dlugie dni, moze
          trzeba by wstac pol godz. wczesniej, przejsc sie z psem - to nie musi byc
          daleko, tylko wziac pileczke, czy ringo, talerz czy co tam pies bardzo lubi, i
          bawiac sie z nim, umeczyc go, zeby wrocil do domu z ozorem do ziemi.
          Dac mu lekkie sniadanko, wedzone ucho czy ogon, zabezpieczyc wszystko i isc do
          pracy.
          Tylko, ze samo wybieganie nie wystarczy, gdy pies juz odkryl, ze moze otworzyc
          szafki lub poszarpac kapcie. Powinienes przygotowac mu niespodzianke, tylko
          tak, zeby nie widzial, jak instalujesz. Wziac puste puszki, powiazac i zaczepic
          na raczce od szafki tak, zeby zwalilo sie to psu z hukiem na leb, gdy bedzie
          sie dobieral. Musi byc zaskoczony. My wykorzystalismy metalowe pokrywki, ktore
          z okropnym brzekiem runely na terakote, gdy pies sprawdzal, co jest na stole. U
          nas ten 1 raz wystarczyl, zeby Bora nigdy wiecej nie zagladala na stoly, szafki
          itp., nie wspina sie i nie siega po nic.
          U ciebie pies jest ciut starszy i bardziej doswiadczony w rozrabianiu, wiec
          moze to potrwac dluzej.
          Ale przede wszystkim trzeba go przed waszym wyjsciem umeczyc, a nie tylko
          wypuscic na siku.
          Ciekawa jestem, czy sprobujesz i zyczymy ci wytrwalosci i sily. Pisz, co dalej.
          Pozadrawiam.
          • nicole17 Re: Do kawuela 09.05.06, 12:57
            Specjalistką nie jestem, ale zgadzam się z tą wypowiedzią. Nasz Nukaa ma juz 10
            miesięcy i faktem jest, że w zimie zostawała przez większośc dnia sama i była
            nie od zniesienia. Ilości pogryzionych kapci nawet nie podam do tego kilka par
            butów, tapeta, podkradanie jedzenia ze stołu ... Co pomogło: zabawy na śniegu (
            w zimie), dłuższe spacery (min!!! pół godzinne) rozne zadania (ten pies kocha
            wykonywać polecenia! to dla niego świetna zabawa ale wymaga troche uwagi, w
            zimowe wieczory pomagało porozkładanie suchej karmy w różnych kątach w domu i
            wydanie polecenia "szukaj", miała zajęcie na 20-30 minut i zazwyczaj po tym się
            uspokajała). Ważne jest ustalenie hierarchii oraz żelazna konsekwencja! (wiem
            jak rozbrajający jest psi wzrok smile ), ustalenie pozycji lidera np.: pies
            powinien jeść ostatni, przechodzić przez drzwi również ostatni. dzięki
            konsekwencji mogę powiedzieć, że nie mamy już wielu problemów z nasz sunią,
            jednak przyznam, że w towarzystwie innych psiaków totalnie nas ignoruje i teraz
            wziełam sobie za cel nauczenie jej właściwego reagowania na komendy. ma ktoś
            jakiś pomysł? W tym przypadku czuję się bezradna, próbowałamnagradzać za
            każdym razem jak jej się uda przyjśc (nawet po długim ociąganiu) i ignorować
            fakt niesłuchania. W efekcie bardziej się slucha jak jest sama ze mną lub z
            mężem ale jak się tylko pojawi jakiś psiak, jest nie do poskromienia...
            Kuwelowi życzę wytrwałości i cierpliwości, naprawdę warto, to kochane psiaki smile
          • kawuel Re: Do kawuela 16.05.06, 04:50
            ddb2 napisała:
            > Opowiedzialam mojemu mezowi o twoich problemach z psem. Bardzo sie zmartwil
            > tymi klopotami, sam doskonale radzi sobie z psami i amatorsko swietnie je
            > uklada ( ja niestety jestem od michy i rozpieszczania). Powiedzial, ze to
            > typowy protest przed pozostaniem samemu w domu....

            Twój mąż niczego nowego nie odkrył bo ja sam doskonale wiem o tym że mój Onyx
            zachwuje się tak z nudów. Gdy jestem w domu i się nim zajmuję to jest idealny
            pies. Nie mogę sobie jednak pozwolić na rzucenie pracy dla psa bo po pierwsze
            nie jest mnie na to stać, a po drugie była by to jakaś paranoja.
            O wcześniejszym wstawaniu aby wyjść z psem na spacer nie ma mowy bo i tak
            wstaję o 4 nad ranem żeby zdążyć do pracy na siódmą. Później są już takie korki
            na autostradzie, że nie wiem czy dotarł bym na miejsce przed południem. W pracy
            jestem 9 godzin z przerwą na lunch więc z dojazdami poza domem jestem prawie 12
            godzin. W międzyczasie pies jest wyprowadzany na spacer przez sąsiada który
            pracuje na nocną zmianę i ma klucz do mojego domu ale to napewno zdecydowanie
            za mało dla mojego Onyxa.
            Wniosek jest więc taki, że labradory aczkolwiek są wspaniałymi psami, to ze
            względu na ich ogromny temperament i potencjał energetyczny niestety nie nadają
            się dla zapracowanych ludzi we współczesnym zwariowanym świecie.
    • 87monika Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 09.05.06, 14:15
      Witam
      Laradory ogolnie sa psami bardzo zywiolowymi i tak naprawde wyciszaja sie okolo
      2 roku zycia (najczesciej gdy skoncza 2 lata tongue_out ). Suczki Labradorow sa zacznie
      latwiejsze do prowadzenia ale z psem tez mozna sobie poradzic. A Twoj piesek
      jest jeszcze mlodziutki i to jest zrozumiale ze psoci.

      na poczatek sprobuj z nim wychodzic na dluzsze spacery gdzie bedzie mogl sie
      pobawic z innymi psami, wyszalec sie. Gdy bedzie naprawde zmeczony nie bedzie
      mial sily na brojenie.

      po drugie wydaje mi sie ze powinnas zaczac pracowac z Twoim psem, chodzi mi o
      nauke posluszenstwa. Na poczatek podstawowe komendy siad , waruj( pozycja
      lezaca) wstan, zostan. nagradzaj go smakolykami ( smakolyki musza byc male zeby
      nie zajmowaly psu duzo czasu i zeby sie nie dekoncentrowal). cwicz z nim
      przynajmniej raz dziennie ale nie za dlugo zeby sie nie znudzil na koniec
      najlepiej pobawic sie z psem. na poczatku cwicz z psem w miejscach gdzie nic
      nie bedzie go rozpraszalo
      • paenka Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 09.05.06, 17:54
        87monika napisała:

        > Witam
        > Laradory ogolnie sa psami bardzo zywiolowymi i tak naprawde wyciszaja sie
        okolo
        >
        > 2 roku zycia (najczesciej gdy skoncza 2 lata tongue_out ).

        A wcale ze nie big_grin moj w niedziele skonczy 3 lata i jest szalony nadal tzn nie
        niszczy ale jest bardzo zywiolowy wink te psy sa wiecznymi szczeniakami.
        • teresa50 Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 14.05.06, 15:16
          Dopisuję się do wątku smile Dzisiaj po czterdziestominutowym spacerze wszedł do
          domu i z ulgą oddał mocz na podłogę. Ręce opadają smile Ale nie poddajemy się,
          wychodzimy często i mamy nadzieję, że się w końcu nauczy.
          • ddb2 Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 15.05.06, 09:57
            Oj, no troszke mu sie pomieszalo! Wiedzial, ze gdzies przeciez ma zrobic!
            • ewa.c3 Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 15.05.06, 19:31
              Z sikaniem u mojego czarnuszka też na początku były problemy. Nie chciał sikać
              ani kupsiać na gazety. Upatrzył sobie miejsce pod drzwiami mojej córki. Nie było
              miłe nocą wpakować się w psią kolugę smileTeraz wspominam to z rozrzewnieniem . Gdy
              psu skończyła się kwarantanna i zaczął wychodzic na dwór, minęło kilka tygodni
              nim zrozumiał gdzie się sika. Nie pomagały kropelki zachęcające do sikania w
              danym miejscu. W zasadzie krople działały , ale na inne psy w okolicy smile Kiedyś
              w końcu się zawzięłam . Pilnowałam , jak tylko zaczynał się kręcić i wiuu na
              dwór. Wtedy ladaco zapominał co mu się chce i robił wszystko ,tylko nie to co
              trzeba. Zmęczona wracałam do domu a on siup... i siku na podłogę. Aż do czasu ,
              gdy spędziłam samotnie noc na ławce w parku. Podejrzewam ,że trochę pomogło mi
              to ,że była jesień. Tego dnia służby porządkowe zgarniały liście na kupki. I
              taką to kupkę liści wybrał mój Gonzo na zrobienie siku. Całuskom nie było
              końca. Potem jeszcze kilka razy się spompował ,ale juz zapaliła mu sie w łebku
              żaróweczka. Być może onieśmielała go do tej pory ilość obcych zapachów na
              zewnątrz ?. Zauważyłam też ,że nieraz popuszczał jak się cieszył i gdy spotykał
              kogoś przed kim czuł respekt. Fakt ,że te psy to wariatuńcie , ale jakie kochane
              smile Myślę , że potrzeba młodym labrado-właścicielom cierpliwości i
              zrozumienia.Trzeba wynajdywać mu różne zadania. Chociażby w domu ukrywanie
              różnych rzeczy , smakołyków . One lubią czuć się potrzebne. Nie raz zmęczą
              właściciela bardziej niż siebie. Odpłacą nam swymi migdałowymi ślipiami i
              bezinteresowną miłością . Ja do dziś mam po moim psie pogryzione do cna
              Vademecum Pediatrii i zniszczoną sofę. A mimo wszystko strasznie za nim tęsknię .
          • kawuel Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 16.05.06, 04:26
            teresa50 napisała:
            > ...Dzisiaj po czterdziestominutowym spacerze wszedł do domu i z ulgą oddał
            > mocz na podłogę. Ręce opadają smile Ale nie poddajemy się, wychodzimy często i
            > mamy nadzieję, że się w końcu nauczy.

            Gratuluję optymizmu i wytrwałości które będą wam niezbędne aby nie zwariować,
            bo takie problemy jak te powyższe z sikaniem to drobiazg.
            Nie chce nikogo straszyć ale jeśli trafiliście na takiego szatana jak mój Onyx,
            to dopiero czeka was prawdziwa gehenna.
            Chyba że możecie sobie pozwolić na taki luksus aby nie pracować tylko przez
            cały czas 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu i 365 dni w roku zajmować się
            psem żeby ani przez moment się nie nudził.
            Ta bowiem rasa psów ma tak ogromny temperament i tyle energii, że nawet przez
            pół sekundy nie może usiedzieć w jednym miejscu i niczym się nie zajmować, a
            jeśli człowiek mu nie zapewni przez cały czas jakiegoś zajęcia lub rozrywki, to
            w ramach ekwiwalentu niszczy i demoluje wszystko w swoim otoczeniu.
            Są ludzie którzy cenią tę właśnie cechę charakteru labradora ale są chyba
            jakieś granice poza którymi to co normalnie jest przyjemnością staje się udręką.
            W przypadku mojego Onyxa te granice są dalece przekroczone.
            Pozostaje mieć tylko nadzieję, że wasz szczeniaczek nie wyrośnie na takiego
            nygusa jak mój.
    • aserath Re: nie radze sobie z czarnym labkiem 17.05.06, 09:09

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka