odkad sie przeprowadzilismy z psem do wawy, mokotow, nie chce mi sie wychodzic
z psem w dzien, wszystko ze wzlgedu na zerkajacych i syczących ludzi czy pies
juz sra czy tylko sika, ostatnio zostalem opieprzony bo pies sikal na chodnik.
w zwiazku z tym wychodze sobie z psem po zmroku, czyli od 15

ostatni spacer jest ok polnocy czy nawet 2 czy 3 w nocy.
wtedy wychodzimy najczesciej do parku, spuszczam psa, szaleje, nawet sie kapie
w morskim oku

w taka pogode, postanowilem go zahartowac, a jak! i czesto
plywa przynajmniej raz w tygodniu od jakiegos pol roku. myslicie ze to jest
ok? ze wychodze z psem w nocy, Ja zauważylem ze wtedy mozna naprawde w miescie
z psem sie pobawic i go wybiegac, a nie chodzic w kolko bloku na smyczy.