inna_nowa_ja
30.10.11, 22:59
telefon. Pierwsze to terapia, gdzie głownie mówilśmy a terapeuta słuchał i co jakiś czas zadawał pytania, trudne dla nas obojga, i cholera myślałam ze będzie przyjemniej a mam taki ogrom emocji że szok, rozdrapujemy bolące, trudne dla nas tematy i ciężko to przełknąć. No i telefon.. zadzwoniła tesciowa z pretensja i ze zlościa wysyczała,że po co ciągam jej syna po jakiś terapiach, że on juz podjął decyzje i że wogóle to ja powinnam pójść na terapię bo jestem zneriwcowana i nienorlmalna, że on i tak ze mną nie będzie bo ona mnie nie akceptuje i nienawidzi, że dzieci nie będzie odbierać z przedszkola bo to mój problem i wogóle to te moje dzieci to dla niej tylko kłopot (sic!) ( i weź tu po rozwodzie próbuj zrobić wszystko aby stosunki z rodziną męża były poprawne. Zamurowało mnie i jedyne co zdołałam odpowiedzieć to, proszę żeby teściowa do mnie nie dzwoniła i rozłączyłam się. Zadzwoniłam do męża i opowiedziałam mu całą tę sytuacje i chyba go zamurowało, bo nie umiał nic powiedzieć. Reakcja: uhmm, yyy, porozmawiam z mamą.
Normalnie masakra(: