sebalda
17.11.13, 16:16
Ostatnio uznałam, że ich chyba nie mam. Skoro nic z rzeczy obrażających uczucia religijne wielu katolików nie obraża żadnych moich uczuć, to chyba po prostu jestem ich pozbawiona.
Moich uczuć religijnych (w sumie żadnych) nie obraża tęcza na pl. Zbawiciela. A wielu obraża. Pokaz mody Zienia mnie co najwyżej zniesmacza (bo był obliczony na rozgłos, bo narażał nieszczęsnego proboszcza, bo to nie jest odpowiednie miejsce przede wszystkim), ale żeby coś we mnie obraził? Jakoś nie. Żeby odprawiać msze przebłagalne??? Hmmmm....
Nawet demoniczny Nergal drący biblię na koncercie mnie nie obraża. No jakoś może bym chciała coś poczuć, ale nie mogę z siebie nic wykrzesać. I nie przekonują mnie argumenty, że jakby ktoś podarł Torę tudzież jakiś symbol islamski, to dopiero by się działo! Może tak, ale dlaczego to ma wywołać we mnie jakieś uczucia? Bo inni są wrażliwi albo może lepiej powiedzieć przewrażliwieni?
Czy to mnie jakoś dyskredytuje jako katoliczkę? Czy są tu osoby, których uczucia religijne obraża jedna z tych rzeczy lub jakieś inne działania? Jeśli tak, dlaczego? Jakie to jest uczucie? Co na tym cierpi?
Zaręczam, że nie pytam złośliwie, próbuję zrozumieć zjawisko i tyle.