Dodaj do ulubionych

(nie)rozerwalność

23.01.14, 12:58
Beznickova napisała:
> Po drugie, w jaki sposób uzasadniają swoją doktrynę te odłamy chrześcijaństwa,
> które nie uznają nierozerwalności małżeństwa (jak słusznie zauważyłaś, w prakty
> ce podważanej również przez Kk) - Galene napisała, że to m.in. kwestia nieuzna
> wania sakramentalności związku małżeńskiego, jestem jednak ciekawa, na jakiej i
> nterpretacji tych fragmentów Ewangelii jest oparte takie stanowisko.

i tym samym poruszyła interesujący i obszerny temat, wart chyba osobnego wątku.

Co do uzasadnienia teologicznego nie czuję się kompetentna - p[iszcie, jeśli coś wiecie.

Ciekawe wydaje mi się jednak już samo to, jak skrajnie odmiennie interpretowany jest (przynajmniej w teorii) ten sam fragment tekstu ewangelicznego.

Na razie zrobiłam krótki risercz, jak wygląda dopuszczalność rozwodu w trzech spośród polskich kościołów chrześcijańskich. Warto zwrócić uwagę, że kościołach protestanckich małżeństwo nie ma rangi sakramentu.

LUTERANIE:
Kwestia rozwodu

Kościoły ewangelickie uznają rozwody, które są przeprowadzane przed sądami państwowymi – mówi ksiądz Chwastek. Przykładowo, prawo Kościoła luterańskiego w naszym kraju jest zharmonizowane z aktualnym stanem prawa polskiego. Osoby rozwiedzione, które chcą ponownie zawrzeć związek małżeński, są traktowane jak osoby stanu wolnego.Jednak rozwód nie jest pochwalany, bo zawsze wiąże się z cierpieniem. – Jeśli jednak nastąpił rozkład więzi małżeńskich, nie ma pożycia małżeńskiego, ludzie się nienawidzą, tak, iż ich bycie razem powoduje, że godzą w swoją godność, to nikt w Kościele ewangelickim nie upiera się przy tym, że tacy ludzie mają być razem. Jeśli chcą, stwarza się takim ludziom możliwość zawarcia ponownego związku małżeńskiego – wyjaśnia ksiądz Chwastek. Osoby, które się rozwiodły lub wstąpiły w nowy związek małżeński nie tracą żadnych praw członkowskich w Kościele ewangelickim. Nadal mogą korzystać z dobrodziejstwa komunii świętej. Rozwód jest możliwy w Kościele luterańskim, dlatego, że małżeństwo nie jest sakramentem. Gdyby było sakramentem, to miałoby charakter nierozerwalny. – Znam osoby, które są po rozwodach i żyją w nowych związkach małżeńskich, a są ordynowane [wyświęcane na duchownego - przyp. autora] i nie jest to przeszkodą, żeby dobrze realizowały swoje powołanie – wspomina ksiądz Chwastek.

luteranie.wordpress.com/tag/rozwod/
REFORMOWANI:
Związek małżeński jest nierozerwalny z orzeczenia Bożego - co Bóg złączył, człowiek niechaj nie rozłącza (Mat. 19:6). Trzeba jednak pamiętać, że jest to zasada, a nie norma prawna i że dotyczy ona jedności między małżonkami, a nie kontraktu między nimi. Jeżeli z jakichś powodów dojdzie do rozpadu jedności małżeńskiej, podtrzymywanie kontraktu może stać się czystą fikcją, czasem bardzo szkodliwą; albowiem nie on stanowi czynnik istotny dla małżeństwa. Kościół nie aprobuje rozpadu związku, ale w niektórych przypadkach dopuszcza rozwiązanie kontraktu jako formy prawnej, czyli rozwód, jeżeli nadrzędna zasada miłości tego właśnie wymaga. Zawsze jest to jednak sytuacja wyjątkowa, podobna do katastrofy.

(Wszelakoż osoby rozwiedzione mogą zawierać małżeństwa w parafiach ewangelicko-reformowanych - mary_ann):
"Do ślubu kościelnego z prawami cywilnymi potrzebne jest zaświadczenie o braku przeszkód do zawarcia małżeństwa. Jeśli ma się odbyć tylko ślub kościelny, należy złożyć zaświadczenie o zawarciu małżeństwa z USC."
www.zelandia.pl/index.php?option=com_content&view=category&id=211&Itemid=435&lang=pl&limitstart=8

W PRAWOSŁAWIU dopuszczalne są 3 związki (2 rozwody):

Powołując się na autorytet tekstu Ewangelii Mateusza 19,9, gdzie Pan nasz stwierdza: „Każdy, kto rozwodzi się z żoną z wyjątkiem przypadku rozpusty, a żeni się z inną, cudzołoży”, Kościół prawosławny dopuszcza możliwość rozwodu i powtórnego małżeństwa. Skoro Chrystus, zgodnie z relacją Mateusza, dopuścił wyjątek od Swego ogólnego orzeczenia o nierozerwalności małżeństwa, Kościół prawosławny również gotów jest dopuszczać odstępstwa od tej zasady. Związek małżeński prawosławie uważa oczywiście za dozgonny i nierozerwalny. Jego zerwanie postrzega jako tragedię spowodowaną przez ludzką słabość i grzech. Potępiając ten grzech, Kościół ciągle jednak pragnie okazać pomoc cierpiącym z jego powodu ludziom i umożliwić im powtórną szansę. Tak więc w przypadku, gdy małżeństwo całkowicie przestało być rzeczywistością, Kościół prawosławny nie nalega na zachowanie formalnej fikcji. Rozwód postrzegany jest jako wyjątkowe, ale nieuniknione ustępstwo wobec naszej ludzkiej słabości spowodowanej życiem w upadłym świecie. Jednakże pomagając mężczyznom i kobietom podnieść się z upadku, Kościół prawosławny zdaje sobie sprawę z tego, że powtórne małżeństwo nie może już mieć takiego samego charakteru jak pierwsze. Z tego też względu w nabożeństwie powtórnych zaślubin niektóre radosne ceremonie są całkowicie pomijane i zastępowane modlitwami pokutnymi. W praktyce jednak ten obrzęd powtórnego związku małżeńskiego prawie nigdy nie jest stosowany. [Dzieje się tak dlatego, że sprawowany jest jedynie w przypadku, gdy dochodzi do powtórnego małżeństwa obojga narzeczonych. Gdy dla jednej ze stron jest to pierwszy związek małżeński, przez wzgląd na nią właśnie całe nabożeństwo sprawowane jest bez żadnych zmian (przyp. tłum.).]Dopuszczając możliwość zawarcia drugiego, a nawet trzeciego związku małżeńskiego, prawosławne prawo kanoniczne zdecydowanie przeciwstawia się czwartemu. W teorii kanony dopuszczają rozwód jedynie w przypadku cudzołóstwa, ale w praktyce dopuszczalne są również inne przyczyny.
liturgia.wiara.pl/doc/420767.Malzenstwo-w-Kosciele-Prawoslawnym
Obserwuj wątek
    • maadzik3 Re: (nie)rozerwalność 23.01.14, 13:13
      Do zapisu dotyczącego luteran dodam, że można odmówić (i pewnie się to robi) ponownego ślubu ościelnego osobie, która zostałą obarczona winą za rozpad poprzedniego związku, więc różnicuje się tu pozycje, pokrzywdzonego lub rozwiedzionego bez orzekania o winie z pozycją rozwiedzionego co do którego orzeczono winę
    • galene_ra Re: (nie)rozerwalność 29.01.14, 14:47
      Dziękuję za przedstawienie stanowisk różnych kościołów.
      To są sensowne rozwiązania.
      Na pytanie, dlaczego nie ma czegoś zbliżonego w kościele katolickim, tak na pierwszy rzut okiem powiedziałabym, że z powodu celibatu kapłanów.
      • mary_ann Re: (nie)rozerwalność 29.01.14, 15:00
        galene_ra napisała:

        > Na pytanie, dlaczego nie ma czegoś zbliżonego w kościele katolickim, tak na pie
        > rwszy rzut okiem powiedziałabym, że z powodu celibatu kapłanów.

        A mogłabyś rozwinąć?
        • iwoniaw Re: (nie)rozerwalność 29.01.14, 15:04
          Podejrzewam, że poprzedniczce chodzi o to, że łatwo jest "wiązać i nakładać brzemiona" w kwestiach, które nas samych nie dotyczą.
          • galene_ra Re: (nie)rozerwalność 29.01.14, 15:56
            Dokładnie o to mi chodziło.
    • zawszekacperek Re:Ciekawostka 29.01.14, 19:51
      W Imperium Rosyjskim mężczyzna mógł tylko trzykrotnie zawrzeć związek małżeński (oczywiście po uprzednim rozwiedzeniu się). Po raz czwarty było to niemożliwe. Uważam ten przepis za mądry.
      Przysłowie mówi: Mądrej głowie dość dwie słowie. Głupiego chłopa dobry car batiuszka brał pod ochronę. :)

      Kacperek
      • mary_ann Re:Ciekawostka 29.01.14, 20:09
        zawszekacperek napisał:

        > W Imperium Rosyjskim mężczyzna mógł tylko trzykrotnie zawrzeć związek małżeński
        > (oczywiście po uprzednim rozwiedzeniu się). Po raz czwarty było to niemożliwe
        > . Uważam ten przepis za mądry.
        > Przysłowie mówi: Mądrej głowie dość dwie słowie. Głupiego chłopa dobry car bati
        > uszka brał pod ochronę. :)
        >
        A kobieta nie?
        Zacytuję to, co napisałam powyżej (nie wiem czy czytałeś):
        Dopuszczając możliwość zawarcia drugiego, a nawet trzeciego związku małżeńskiego, prawosławne prawo kanoniczne zdecydowanie przeciwstawia się czwartemu.
        Czyżby historycznie funkcjonowało rozróżnienie tego prawa ze względu na płeć??
        • zawszekacperek Re:Ciekawostka 29.01.14, 20:43
          Czytałem. Twoje przypuszczenie jest słuszne. Prawosławie w Imperium było religią państwową (czytaj także: uprzywilejowaną) Zbór Praw (kodeks prawa imperialnego) szczegółowo opisywał warunki zawarcia związku małżeńskiego.

          Prawo zezwalało na zawarcie małżeństwa przez kobietę z chwilą ukończenia 21 roku życia i przez mężczyznę z chwilą ukończenia 25 roku życia pod warunkiem uzyskania zgody rodziców (opiekunów). Oficerowie, urzędnicy wojskowi, podoficerowie i żołnierze musieli uzyskać zgodę przełożonego na zawarcie małżeństwa .

          Jako ciekawostkę można odnotować jeden z artykułów. tego prawa, który enumeratywnie wymienia przeszkody do zawarcia małżeństwa. Zgodnie z tym artykułem nie mogli wchodzić w związki małżeńskie szaleńcy i wariaci, osoby, które już trzykrotnie zawierały związek małżeński, osoby, które ukończyły 80. rok życia, tudzież absolutnie nie można było zawrzeć małżeństwa z osobami nienależącymi do żadnego z wyznań chrześcijańskich.

          Kacperek
          mary_ann napisała:

          > A kobieta nie?
          > Zacytuję to, co napisałam powyżej (nie wiem czy czytałeś):
          > [i]Dopuszczając możliwość zawarcia drugiego, a nawet trzeciego związku małżeńsk
          > iego, prawosławne prawo kanoniczne zdecydowanie przeciwstawia się czwartemu. [/
          > i]
          > Czyżby historycznie funkcjonowało rozróżnienie tego prawa ze względu na płeć??
          • verdana Re:Ciekawostka 29.01.14, 21:08
            Ale tylko pierwszy ślub był uroczysty.
            To nie było takie dobre prawo, jak nam sie dziś wydaje. Bo dziś, słysząc "trzy sluby" mamy na myśli kogoś, kto sie dwa razy rozwodził. Zwracam uwagę, zę nie chodziło tu o rozwodników, a o wdowców i wdowy. A śmiertelność była wysoka. Kobieta, której zmarł trzeci mąż , nie mogła wyjść za mąż, choćby została z kilkorgiem małych dzieci. Podobnie wdowiec - zostawał na gospodarstwie bez gospodyni, a na wsi to była klęska.
            • mary_ann Re:Ciekawostka 29.01.14, 22:34
              Zaraz, czegoś nie rozumiem. Wdowy i wdowcy chyba z automatu mogą zawierać kolejne związki małżeńskie w każdym wyznaniu chrześcijańskim - mylę się?

              Co do rozwodu, to zaczęłam grzebać w odmętach pamięci, jak to było w "Annie Kareninie", a że nie byłam pewna, to zaczęłąm googlać. I znalazłam np. taką recenzję, która - o ile jest faktograficznie ścisła - potwierdza asymetrię dot. ówczesnych praw płci:

              Podobno praca nad Anną Kareniną zaczęła się od wizyty Lwa Tołstoja w jego domowej bibliotece. Któregoś dnia Tołstoj wziął do ręki opowiadania Puszkina, otworzył je i zaczął czytać nowelę Goście zajechali.... Po czym zainspirowany sam zasiadł do pisania. Temat zaczął mu się powoli krystalizować, a kolejnym czynnikiem, który miał wpływ na jego sformułowanie była pewna notatka prasowa z 1872 roku, w której podano dokładną liczbę rozwodów w Rosji w przeciągu ostatniego roku.

              Było to dokładnie 770 rozwodów, z czego tylko jeden procent z nich (czyli około ośmiu rocznie) stanowiły rozwody podjęte z woli dwojga małżonków. Pozostałe rozwody były konsekwencją zaginięcia lub śmierci jednego z małżonków. Nie jest to liczba oszałamiająca jak na ogromną, mocarstwową Rosję. W sprawach małżeńskich Tołstoj miał wprawdzie tradycyjne poglądy – uważał, że co Bóg złączył, człowiek nie powinien rozłączać, ale już w sprawach jurysdykcji państwowej i kościelnej Tołstoj miał poglądy wywrotowe (nie przypadkiem został w kilka lat później wykluczony z rosyjskiej cerkwi, a i car najchętniej pozbyłby się go ze swojego kraju). Tołstoj wiedział, że osiem rozwodów rocznie to nie efekt szczęśliwego małżeńskiego pożycia, które rozpleniło się w Rosji, tylko raczej dowód na bezkompromisowy system prawny i kościelny, który bez względu na wszystko trzymał damsko-męskie pary w kleszczach małżeńskiej przysięgi. Warto wspomnieć o jeszcze jednej okoliczności, która poprzedziła pisanie Anny Kareniny: niedaleko majątku Tołstoja rzuciła się pod pociąg pewna zrozpaczona dama, pisarz zaintrygowany tym faktem postanowił wykorzystać go w swojej powieści. Pozostało mu jeszcze tylko wymyślić powód tajemniczego samobójstwa.
              (...)
              I w ten sposób dochodzimy do powodu, dla którego ilość rozwodów w Rosji w owych czasach była tak znikoma. Nie przypadkiem panna na wydaniu Kitty Szczerbacka mówi w powieści, że w męskim towarzystwie czuje się jak ktoś, z kogo bierze się miarę. I nie przypadkiem Dolly broni Kitty przed Lewinem, którego oświadczyny Kitty odrzuciła licząc na oświadczyny Wrońskiego. Dolly broni Kitty, bo kobiety nie mają w tych sprawach prawa głosu. Kobiety przyjmują u siebie w domu mężczyzn, ale same nie mogą wykonać żadnego ruchu, mogą tylko powiedzieć „tak” albo „nie”, ale nie mogą nawet powiedzieć „nie wiem, nie jestem gotowa, proszę przyjść później”. Dodatkowo kobiety wychodzą za mąż bardzo wcześnie, jeszcze jako nastolatki, nierzadko za znacznie starszych od siebie mężczyzn i do tego jeszcze wybór jest często „podpowiadany” przez „życzliwych” rodziców. Po czym biorą ślub i część z nich odkrywa, że wszystkie mosty zostały za nimi spalone. Bo nie jakość związku decyduje o jego długowieczności, tylko prawo kościelne i państwowe. A żeby nie było zbyt łatwo to rozwód w takiej sytuacji może dać kobiecie tylko i wyłącznie mąż. Podobnie jak dziecko – w przypadku rozstania zostaje przy ojcu, chyba, że ojciec wyrazi inną wolę. I dlatego właśnie Anna Karenina wie, że jest w pułapce.


              Dalej jednak interesuje mnie, czy była to asymetria prawna, czy jedynie obyczajowa.
              • zawszekacperek Re:Ciekawostka 29.01.14, 23:48
                Obstawiam asymetrię prawną. Jednym z filarów monarchii absolutnych był oficjalny rygoryzm moralny wynikający z faktu, że religia odgrywała w utrzymaniu porządku prawnego dominującą rolę. Denominacje chrześcijańskie zaś nie rozpieszczały kobiet.

                Kacperek
              • katriel Re:Ciekawostka 30.01.14, 02:43
                > Zaraz, czegoś nie rozumiem. Wdowy i wdowcy chyba z automatu mogą zawierać kolej
                > ne związki małżeńskie w każdym wyznaniu chrześcijańskim - mylę się?

                No wydaje mi się, że właśnie się mylisz.
                Przeczytaj sobie choćby i w Wikipedii: Małżeństwo w prawosławiu.
                Piszą, że prawosławie wierzy, że śmierć nie kończy automatycznie małżeństwa.
                Więc żeby wdowa/wdowiec mogli zawrzeć powtórny związek, to muszą skorzystać
                z tej samej furtki, którą otwiera się rozwodnikom.
                To nawet w tym twoim cytacie stoi:
                Pozostałe rozwody były konsekwencją zaginięcia lub śmierci jednego z małżonków.
                Czyli śmierć małżonka może (ale nie musi!) skutkować rozwodem, niespecjalnie
                różniącym się od rozwodu z woli obojga...
                • mary_ann Re:Ciekawostka 30.01.14, 08:04
                  katriel napisała:
                  To nawet w tym twoim cytacie stoi:
                  > Pozostałe rozwody były konsekwencją zaginięcia lub śmierci jednego z małżonk
                  > ów.

                  > Czyli śmierć małżonka może (ale nie musi!) skutkować rozwodem, niespecjalnie
                  > różniącym się od rozwodu z woli obojga...

                  Ja to przeczytałam, ale wzięłam zupełnie odruchowo za skrót myślowy. Tzn. że autor recenzji po prostu wrzuca do jednego worka rozwód i ustanie małżeństwa.
                  Dzięki za sprostowanie.
                  • verdana Re:Ciekawostka 30.01.14, 10:48
                    W prawosławiu uznawano, że liczy się pierwsze małżeństwo. Ono praktycznie było "na zawsze" , niezaleznie od śmierci, ale znając naturę ludzką dopuszczano kolejne małżeństwa dla tych, którzy nie są w stanie wytrzymać w celibacie. Ale kolejne małżeństwa zawierano już bardzo skromnie, nie mogło być takiej uroczystej ceremonii, jak przy pierwszym.
              • zawszekacperek Re:Ciekawostka nr 2 30.01.14, 12:41
                Mądrzy ludzie powiadają, że dwóch rzeczy nie da się ukryć: ciąży i głupoty. :-)

                Z tą drugą jednak nie do końca jest prawda. Świadczy o tym funkcjonująca od soboru trydenckiego w kościele katolickim instytucja tzw. "tajnego małżeństwa." :-)

                www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAI/pr_malzenskie_08.html
                Mnie interesuje jak wygląda hipotetycznie unieważnienie "tajnego małżeństwa" w świetle procedur prawa kanonicznego, skoro jest ono z mocy tego prawa tajne.

                Kacperek
                • mary_ann Re:Ciekawostka nr 2 30.01.14, 13:05
                  zawszekacperek napisał:

                  > Mądrzy ludzie powiadają, że dwóch rzeczy nie da się ukryć: ciąży i głupoty. :-)
                  >
                  > Z tą drugą jednak nie do końca jest prawda. Świadczy o tym funkcjonująca od sob
                  > oru trydenckiego w kościele katolickim instytucja tzw. "tajnego małżeństwa." :-
                  > )
                  >
                  > www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TA/TAI/pr_malzenskie_08.html
                  > Mnie interesuje jak wygląda hipotetycznie unieważnienie "tajnego małżeństwa" w
                  > świetle procedur prawa kanonicznego, skoro jest ono z mocy tego prawa tajne.
                  >
                  > Kacperek

                  Ale, jak wynika z zalinkowanego artykułu, dokumentacja takiego związku istnieje, tylko jest zdeponowana w kurii. Poza tym w międzyczasie może dojść do zniesienia tajności.

                  Ciekawa jest wzmianka:
                  Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy nic nie mówi o małżeństwach zawieranych tajnie.


                  • zawszekacperek Re:Ciekawostka nr 2 30.01.14, 14:54
                    Słusznie prawisz, mary-ann. Jednak jest małe ale...

                    Małżeństwo tzw. konkordatowe jest wiążące z mocy prawa cywilnego. Rozwiązanie takowego małżeństwa jest możliwe na mocy prawa cywilnego i na skutek unieważnienia na mocy prawa kanonicznego. Rozwiązanie małżeństwa na skutek unieważnienia tylko w oparciu o przepisy prawa kanonicznego nie skutkuje automatycznie rozwodem cywilnym.

                    Jakie są procedury rozwiązania małżeństwa w przypadku tzw. małżeństwa tajnego, skoro nie jest ono ujawniane w księgach stanu cywilnego. W Konkordacie (piszę skrótowo) nie ma ani literki o tzw. małżeństwach tajnych. Powstaje pytanie natury prawnej. Czy zawieranie (udzielanie) małżeństw tajnych nie jest rażącą obrazą przepisów prawa cywilnego w tej materii?

                    Kacperek
                    • mary_ann Re:Ciekawostka nr 2 30.01.14, 16:37
                      Ja niestety teraz muszę pędzić, więc tylko wrzucam w locie, bez zgłębiania (mogę spróbować wrócić do tematu wieczorem). Ślub kościelny nie jest tożsamy, jak mi się zdaje, ze ślubem konkordatowym (nie zawsze jest). O, np. tu:
                      e-prawnik.pl/forum/domowy/prawo-rodzinne/lub-kocielny-1.html
                    • magdalaena1977 Re:Ciekawostka nr 2 30.01.14, 18:16
                      zawszekacperek napisał:

                      > Czy zawieranie (udzielanie) małżeństw tajnych nie jest rażącą obrazą
                      > przepisów prawa cywilnego w tej materii?

                      Ale to chyba o to chodzi. Wydawało mi się, że tajne małżeństwo to np. udzielane osobom, które mogłyby być prześladowane ze względu na informację o nim.
                      • luna15 Re:Ciekawostka nr 2 01.02.14, 11:04
                        Logika prawosławna do mnie przemawia.
                        Zastanawia mnie brak elastyczności w tej kwestii kościoła katolickiego skoro sam Jezus dopuszczał wyjątek.
                        Z drugiej strony jest opcja unieważnienia małżeństwa w KK a przypadki które znam i gdzie udało się to uzyskać są dla mnie mocno.....elastyczne..........;)
                        Czyli niby jest konserwatywny a nie jest.
                    • katriel Re:Ciekawostka nr 2 16.02.14, 17:13
                      > Jakie są procedury rozwiązania małżeństwa w przypadku tzw. małżeństwa tajnego,
                      > skoro nie jest ono ujawniane w księgach stanu cywilnego.

                      No ja rozumiem, że ewentualne małżeństwo tajne jest małżeństwem czysto kościelnym,
                      tzn. bez skutków cywilnych. Rozwiązywać więc się go nie rozwiązuje, bo z punktu widzenia
                      prawa państwowego małżeństwa po prostu nie ma.

                      Małżeństwo kościelne bez skutków cywilnych zawrzeć można, to wiem: moja własna
                      stryjenka, owdowiawszy w 70-tym roku życia, takie zawarła (z tym że ona jawnie).
    • beznickova Re: (nie)rozerwalność 15.02.14, 13:11
      Jestem właśnie po lekturze "Dziewic konsystorskich" Boya-Żeleńskiego - bardzo w temacie podejścia do nierozerwalności małżeństwa w Kk; gdyby ktoś był zainteresowany, jest za darmo w serwisie Wolne Lektury.

      A z trochę innej beczki - zastanawia mnie, jaka wizja małżeństwa stoi de facto za tym dogmatem.

      Przyznam, że długo myślałam, chyba dosyć naiwnie, że chodzi o coś na podobieństwo antycznego mitu o dwóch połączonych na powrót połówkach - że Boską wolą i przeznaczeniem było, żeby spotkało się i poślubiło tych dwoje konkretnych ludzi, rozwód jest więc sprzeniewierzeniem się Boskiemu planowi.

      Przeczytałam jednak kiedyś wypowiedź bardzo wierzącej katoliczki, z której wynikało, że ten szczególny związek między nią a mężem miałby nastawać dopiero od chwili zawarcia sakramentu; tzn. mógłby być ktoś, kto "obiektywnie" byłby lepszym mężem dla niej, ale sam fakt decyzji, jaką podjęli, nawet gdyby stały za nią motywacje inne niż miłość, sprawiają, że odtąd są zobowiązani prowadzić się nawzajem do świętości, a sakrament niejako zapewnia im do tego Boskie zaplecze.

      Interesujące wydało mi się szczególnie podkreślenie wagi samej decyzji - paradoksalnie to bardzo "przyziemne" spojrzenie na związki międzyludzkie, w tym sensie, że emocje stoją niżej niż świadoma wola, żeby budować coś razem.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: (nie)rozerwalność 15.02.14, 13:33

        Odniosę się tylko do tego zdania:

        > Interesujące wydało mi się szczególnie podkreślenie wagi samej decyzji - parado
        > ksalnie to bardzo "przyziemne" spojrzenie na związki międzyludzkie, w tym sensi
        > e, że emocje stoją niżej niż świadoma wola, żeby budować coś razem.

        To akurat jest moim zdaniem sensowne. Emocje są, owszem, potrzebne, żeby "odpalić" związek. Taki "trigger", mechanizm zapłonu. Ale żeby związek utrzymać przez wiele lat, to trzeba rzeczywiście więcej decyzji niż emocji. W kulturze zachodniej, która w coraz większym stopniu przenika do naszej, coraz bardziej dominuje przeświadczenie, że związek opierać się powinien na emocjach. Jeśli ktoś bardziej ceni ekscytację niż stabilizację, to jest to jak najbardziej OK, tylko oznacza, że związek nie będzie długoletni. Jeśli ktoś woli stabilizację i liczy na długoletniość, to jednak musi budować na decyzjach i świadomej pracy.

        Przy czym co do Kościoła i sakramentu małżeństwa - nigdy nie rozumiałam, w jaki niby sposób sakrament ma automagicznie coś ułatwić w podejmowaniu tych decyzji i wykonywaniu tej pracy.
        • beznickova Re: (nie)rozerwalność 15.02.14, 13:59

          > To akurat jest moim zdaniem sensowne. Emocje są, owszem, potrzebne, żeby "odpal
          > ić" związek. Taki "trigger", mechanizm zapłonu. Ale żeby związek utrzymać przez
          > wiele lat, to trzeba rzeczywiście więcej decyzji niż emocji.

          Nie no, ja się z tym jak najbardziej zgadzam :) Wydaje mi się zresztą, że ta świadoma praca, o której piszesz, jest konieczna we wszystkich relacjach międzyludzkich, nie tylko w małżeństwie.


          > Przy czym co do Kościoła i sakramentu małżeństwa - nigdy nie rozumiałam, w jaki
          > niby sposób sakrament ma automagicznie coś ułatwić w podejmowaniu tych decyzji
          > i wykonywaniu tej pracy.

          Ja to zrozumiałam tak, że sam udział w sakramencie jest wyrazem takiej decyzji i zobowiązaniem do wspólnej pracy. Jedynym czynnikiem "magicznym" jest Boże błogosławieństwo (co tłumaczę sobie tak, że "Bogu jest miłe", żeby ludzie odpowiedzialnie traktowali podjęte zobowiązania, zwłaszcza w tak kluczowych sprawach).

          Dwa wątki, które mnie szczególnie zainteresowały, to że w zasadzie emocje w ogóle nie są żadnym warunkiem wstępnym - wypowiedź sugerowała moim zdaniem, że małżeństwo z rozsądku, o ile zawarte dobrowolnie i świadomie, nie jest mniej wartościowe niż małżeństwo z miłości (a może po prostu chodzi o inne rozumienie miłości, mniej emocjonalne, a bardziej wolicjonalne właśnie). Dwa, to że - o ile dobrze zrozumiałam - (aprioryczna) niedoskonałość związku i konieczność ciągłego docierania się jest okazją do umacniania się w cnotach (= droga do świętości).

          Można to oczywiście przełożyć na zupełnie świecki język i też będzie miało sens - chodzi mi właśnie o to, że z tego wyłania się obrzydliwie zdroworozsądkowa koncepcja małżeństwa, podczas gdy katolicyzmowi zarzuca się pod tym względem oderwanie od rzeczywistości :)
          • verdana Re: (nie)rozerwalność 15.02.14, 14:20
            Nierozerwalność małżeństwa, moim zdaniem, miała kiedyś sens. Bo aby prowadzić dom, gospodarstwo itd potrzebne były dwie osoby. Poza tym, brutalnie mówiąc, dla kobiety było czasem lepiej mieć męża-brutala, czy męża, który miał kochanki, niż nie mieć z czego zyć. To jest prawo chroniące w dużym stopniu i kobiety i dzieci. Wystarczy poczytać sobie, w jakiej sytuacji pozostawały często wdowy z dziećmi.
            W momencie, gdy tak naprawdę do życia mąż czy żona nie są potrzebni, nierozerwalność małżeństwa nie jest do niczego potrzebna. Kolejny anachronizm.
            • mary_ann Re: (nie)rozerwalność 15.02.14, 16:50
              Mnie się bardzo podoba idea małżeństwa na dobre i na złe, uważam że to fajny model, do którego warto dążyć i nie zabierać się do innej piaskownicy z jakichkolwiek powodów.
              Jednak każdy model, jeśli staje się wartością samą w sobie (t.j. zostaje postawiony wyżej niż wartości, którym miał służyć) i jest realizowany według zasady "do krwi ostatniej", staje się przyczyną cierpień i staje wrogiem wartości, którym miał służyć.
              Na pewno, jak słusznie zauważasz, zmieniły się realia społeczne, w których małżeństwo dziś funkcjonuje, a obrońcy jego absolutnej nierozerwalności zdają się nie brać tego od uwagę.
              Nie tylko małżeństwo dziś niekoniecznie dobrze służy obronie kobiet i dzieci, ale np."do śmierci" znaczy zupełnie co innego, niż znaczyło statystycznie jeszcze kilkadziesiąt lat temu.
              • maadzik3 Re: (nie)rozerwalność 15.02.14, 17:41
                i tu pełna zgoda :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka