Ciocia, 52 lata, po usunięciu płatów tarczycy ponad 20 lat temu z powodu
guzków zimnych, został jakiś kikut, z tego co powiedziano cioci kiedyś z 1/20
tarczycy. Od 15 lat na tej samej dawce - Euthyrox 100, przez 5 lat po operacji
zero kontroli i supelmentacji, raz na jakiś czas badano TSH.
Z powodu mojej akcji tarczycowej w rodzinie ciocia namówiła się na zrobienie
ft3 i ft4. Narzekała na przeogromne zmęczenie, suchą skórę i inne, tak znane
mi, objawy niedoczynności. Wyniki myślałam, że będą gorsze, ale rewelacyjne
nie są.
FT4 38.09% [wynik 12.68, norma (7.5 - 21.1)]
FT3 29.33% [wynik 4.38, norma (3.5 - 6.5)]
Ciocia ma iść do nowego endokrynologa i boję się, że usłyszy, że wyniki ok i
podniesienia dawki nie będzie. Czuję, że nie będzie na tyle "odważna". W sumie
sama nie wiem, o ile dawka powinna być wyższa. Zupełnie inaczej samemu o sobie
decydować, radzić komuś już ciężej. Nie wiem, czy jest różnica w leczeniu
niedoczynności po usunięciu tarczycy i np tej spowodowanej Hashimoto? Jakie
badania można by jeszcze zrobić? Też ferrytyna byłaby wskazana? Byłabym bardzo
wdzięczna za wszelkie rady, bo chodzi o naprawdę przewspaniałą cioteczkę