Moja historia problemów spowodowanych niedoczynnością tarczycy.
Tą niedoczynność musiałęm mieć długo za dużo opowiadać napiszę tylko
skutki, na początku w klasie maturalnej zacząłem mieć problemy z mową miałem
takie dni, że mówiłem niewyrażnie, drętwiała mi warga robiła się sztywna i
nie
mogłęm wyrażnie mówić to było z różną siłą i częstotliwością czasem trwało 2
dni non stop i przestawało na jakiś czas czasem trzy dni i przestawało,
czasem
w południe i na wieczór przestawało, taka mieszanka. Normalnie horror nie
mogłem normalnie funkcjonować, bo nie wiedziałem czy jak pójdę akurat teraz
między towarzystwo to czy za chwilę nie będę miał kłopotów z mówieniem i nie
będą rozumieć co mówię. Normalnie sajgon. Teraz myślę, że na to wpłynął długi
niedobór hormonów. Po zaaplikowaniu hormonów po jakimś czasie minęło to bez
powrotnie a wcześniej męczyłem się z tym jakieś cztery lata, normalnie przez
to
nie mogłem funkcjonować jak człowiek. Teraz już nie mam tych problemów,
czasem
tylko w zimie jak zmarzłem to wybiórczo czółem że mam ten problem że mi warga
sztywnieje i prze to mówiłem w tym momęcie trochę niewyrażnie. Ale jak się
ogrzałem to wszystko się normowało, ale w przeciągu ostatnich trzech lat
zdażyło się to coś cztery razy. Po tym incydencie zostało mi, że jak mówię to
górna warga jest przekrzywiona i widać taki jakby niedowłąd jednej strony,
ale
to jest widoczne tylko jak mówię. Poza tym wcześniej notowałem takie
incydenty
z pamięcią szedłem coś załatwić i na miejscu zapominałem czego, kiedyś
zostawiłem rower i zapomniałem gdzie, miałem takie wybiórcze incydenty, ale
dobrze się komunikowałem w społeczeństwie. Dopiero na początku 2003r. nagle
przestałem normalnie funkcjonować, od razu nie mogłem trzymać dyskusji bo nie
mogłem zbudować żadnego zdania, kiwałem tylko głową a od siebie nie mogłem
nic
powiedzieć, żadnej myśli zbudować tylko się uśmiechałem, a jak ktoś coś mówił
to zaraz to zabominałem, wtedy to byłem jak roślina jeżdziłem od lekarza do
lekarza ale stałem jak ciele bo nie byłem w stanie powiedzieć o co mi chodzi,
mówiłem myśl i zapominałem następnej i tak siedziałem i szukałe słowa ale w
żaden sposób nie mogłem się dogadać, dopiero w domu zacząłem siedzieć w
skupieniu i pisać kartki co chcę powiedzieć i tak zacząłem się dogadywać
zerwałem wszystkie kontakty i przez trzy kolejne lata siedziałem sam nie
chcąc
się z nikim widywać, jak raz na ulicy spotkałem kolegę ze szkoły to stałem i
patrzyłęm na niego i nie mogłem zbudować żadnej myśli powiedziałem wybiurcze
dwa słowa i stałem szukając następnej myśli ale żadnej nie mogłem znaleźć i
nic
nie mówiłem, mówiłem słowo a następne mi uciekało. Ciekawe co pomyślał sobie
o
mnie. Tak ze mną było, jeżdziłem od lekarza do lekarza po całej Polsce i nikt
mi nie umiałe nic powiedzieć robiłem rezonanse magnetyczne, spectroskopie
głowy
i wszystko wychodziło czysto, bez zastrzeżeń, po roku poszukiwań trafiłęm na
prof. Baranowską, gdzie ta wykryła mi niedoczynność tarczycy itp. i zacząłem
przyjmować tyroksynę i testosteron. Przyjmowałem kilka miesięcy i nie było
żadnej poprawy, więc zacząłem dalej szukać dowiedziałem się że należy zrobić
badania neuropsychologiczne, więc po pół roku od przyjmowania tyroksyny
pojechałem do Warszawy znalazłem neuropsychologa i zrobiłem takowe, wyszła mi
pamięć jak za przeproszeniem u alzhaimeryka, cały obszerny opis badania i
wyników min. umiarkowana sztywność myślenia, znaczące problemy z pamięcią
odroczoną, miernego stopnia problemy z pamięcią krótkotrwałą, koncentracją,
podzielnością uwagi itp. w opisie napisali że spowodowane jest to
uszkodzeniem
CUN, potem zrobiłem jeszcze jedno takie badanie w którym to potwierdzili i
napisali że konieczna jest u mnie superwizja przy podejmowaniu ważnych
decyzji.
Międzyczasie zacząłem już próbować jakoś tam żyć, powchodziłem w różne
programy
i musiałem pójść na studia podyplomowe aby uzupełnić wykształcenie.
Pochwaliłem
się tym podczas badania u neuropsycholog, ta powiedziała, żebym tego nie
robił
bo z moją pamięcią jest nie dobrze i nie jestem w stanie się niczego nauczyć
i
że tego nerwowo nie wytrzymam i to będzie nie dobre dla mojego zdrowia.
Międzyczasie poszedłęm na te studia z nikim za bardzo rozmawiać nie mogłem bo
nie byłem w stanie kiwałem tylko głową i się uśmiechałem, na wykładach
modliłem
się żeby nikt mnie nie zapytał o nic bo nie załapię o co chodzi, chciałęm
robić
notatki ale jak próbowałem zapisać jedno słowo co wykładowaca powiedział to
potym zapominałem cały ciąg kolejny więc ich nie robiłem, z wykładu
rozumiałem
co drógie słowo albo jak się bardzo skoncentrowałem po czym zapominałem
wszystko i za skarby nie mogłem sobie przypomnieć co było mówione. Dziesięć
razy szedłem do dziekanatu wybierać papiery bo jak sobie pomyślałem o
egzaminach a jak jeszcze o ustnych to mnie aż telepało, ale brat mnie
powstrzymywał (że jak zrezygnuję ze studiów to dostanę kary finansowe i jakoś
zostawałem).
Z wynikami zacząłęm dalej jeżdzić po lekarzach neurologach po całej Polsce
żeby
mnie zdiagnozowali, ci zaś mi mówili, że w tej chwili to zdiagnozować mnie
się
nie da, że muszę czekać kilka lat może pięć możę osiem, aż mi się choroba
rozwinie i będzie widoczne to na zdjęciach, bo na dzisiaj to nic nie widać i
żadnej choroby nie mam. Jedni mówili że nie mam choroby, inni profesorowie
mówili że mi współczują stanu a jak są takie wyniki badań
neuropsychologicznych
to znaczy że jestem chory poważnie bo to na nich wychodzi najdokładniej, ale
oni nie mogą ustalić na co i że muszę czekać. Przyszło do egzaminów i aż mną
telepało robiłem po pięć kompletów tych samych ściąg. Jeden egzaminujący
wyczół
że ściągam czepił się mnie i coś chciał ze mną rozmawiać tylko że ja nie
mogłem
zbudować myśli podtrzymującej rozmowy więc się tylko uśmiechałęm, pewnie
pomyślał sobie że jestem jakiś pomylony ale nic nie powiedział zabrał mi
ściągę
postał chwilę i poszedł, ja wyciągnołem następną trochę napisałem, poczym
znów
mnie dostrzegł, znowu zabrał, potem zabrał jeszcze trzeci raz i myślał, że
już
więcej nie mam i poszedł na tył a ja miałem jeszcze dwa w komplecie

). I
jakoś zdałem egzaminy, ale nerwówkę miałem okropną. Zaliczyłem pierwsze
półrocze przeszły wakacje, a w pażdzierniku stał się cud zaczołem pojmować co
kto mówi, mogłem normalnie rozmawiać, zacząłem mieć w miarę normalną pamięć.
Zacząłem drugi ostatni semestr studiów podyplomowych, bez problemu mogłem
robić
notatki, zdać egzaminy, pójść na obronę pracy i zaliczyć ją. Nagle mój stan
po
roku od przyjmoewania hormonu poprawił się. Nie wiedziałem co się stało ale
byłem zadowolony. Co prawda nie funkcjonuję wzorowo mam jeszcze duże problemy
tej sfery, czasami mam nasilenia zauważyłem, że pod wpływem złej diety,
tłustej
i słodkiej zaczynam mieć duże problemy tej sfery, a po alkocholu odlatuję nic
nie kumam uciekają mi muśli mam to samo albo gożej co na początku, co mija po
dniu, ale już nie używam alkocholu, po kawie też odpływam. Mam jeszcze bardzo
wiele do życzenia, ale to już nie to samo co było, jest jak niebo a ziemia.
Ale
nadal jest źle.
Napisałem tą historię bo wcześniej nie kojażyłem tej poprawy z przyjmowaniem
tyroksyny myślałem że ona samoistnie się zrobiła, dopiero nie dawno doszło do
mnie że to pod wpływem eutyroksu który przyjmóję w dawce 50 mg od
października
2004r.
Zapomniałem napisać, że po tym zaostrzeniu problemów poznawczych w 2003r, w
krótkim czasie przytyłem 25 kg.