postanowiłam założyć ten wątek, bo może nie tylko ja na to cierpię

ostatnio nasiliły mi się ataki paniki jak wychodzę z domu. Pisałam o
tym w moim wątku ale moze nie kazdy miał okazje przeczytac. Rosteda
mi podrzuciła parę linków z niemeickiego forum, które na jakis czas
wytłumaczyły mi to i było lepiej...
Dzis po 2 tygodniowym urlopie i cudownym wypoczynku optymistycznie
wyszłam z domu i co? atak juz na przystanku! potem droga pzrez mękę
w tramwaju, 10 min wieczności.
z powrotem z powodu totalnego przygnębienia zamówiłam taxi bo daję
słowo bym padła w tramwaju.
weszłam do domu z rykiem. Nie daję rady, zapisałm sie do
psychoterapeuty.... Potem mój mąż jechał ze mną do pdrugiej pracy bo
nie byłam w stanie.
moze pomoze mi walczyc z tym.
czy ktos ma na to sposoby?
pomózcie.