ssabaudia
01.05.14, 21:40
Witam wszystkie zebrane tutaj piękne Panie (Panów też !).
Mam pytanie: czy jest na sali ktoś, kto leczy się w UK?
Moja przygoda z tarczycą zaczęła się po urodzeniu syna (9 lat temu), w Polsce byłam leczona różnie, kwadratowo i podłużnie. Zdiagnozowano u mnie nadczynność, lekarz z Chorzowa albo brał jakieś substancje albo ... sama nie wiem co - pomylił nadczynność z niedoczynnością i dzięki Jego pomocy wylądowałam w szpitalu przełomem tarczycowym. Tam stwierdzono, że mam Graves-Basedowa, kolejny lekarz stwierdził, że mam wole guzkowe. Po kilku latach stwierdzono Hashimodo....
No ale do sedna. Półtora roku temu wyjechałam do UK i jest dziwnie.
Miałam zlecone usg tarczycy, na którym stwierdzono, że mam Hashi i koniec.
GP zleciła mi TSH (wynik coś ponad 3 - przy normie 3,6) i dopóki jest w normie - elegancko mają mnie gdzieś.
A ja czuję się coraz gorzej, począwszy od faktu, że mam chyba ze 100 kg (kolejne zderzenie ze ścianą - aż tak źle nie ma wcale taka gruba nie jesteś.... Niestety w UK chyba występują inne normy dotyczące nadwagi), czuję się jak stóg nawozu i podobnie wyglądam - to nic nie wskórałam.
Ostatnio zmieniłam przychodnię i cały cyrk abaroc od nowa, najpierw test TSH a potem będziemy myśleć a ja mam już dość.
Depresja zaraz mnie zeżre, mąż zostawi, a ja będę taka gruba, że nawet jak będę chciała się powiesić, to się hak z sufitu wyrwie ;D
Może ktoś coś sensownego mi podpowie? Leczenie w Polsce odpada.