Dodaj do ulubionych

hashi w twoim stylu

16.03.07, 09:50
witam, pojawiam sie tu pierwszy raz. hashi zatacza kregi w mojej rodzinie i
stad moje zainteresowanie forum. od czasu, gdy stwierdzono u mnie hashi
zaczelam przygladac sie kolezankom i znajomym, ktore skarza sie na typowe
objawy z niewiadomych przyczyn. sennosc, nadwaga,niechec do czegokolwiek,
bolace miesnie etc. mimo mojego namawiania na badania i deklarowanej checi
pomocy zadna z dziewczn nie potraktowala powaznie tego co proponowalam. ALE,
ostatni twoj styl dodal mi otuchy, znalazlam tam krotki, sensowny i
przejrzysty artukul o hashimoto (zycie na zwolnionych obrotach). bede go
xerowac, skanowac i podsylac kolezankom, bo to jest cos chyba bardziej
wiarygodnego niz moje 'gadanie'. mysle tez, ze jest to dobra'reklama' dla
choroby i moze pomysl na jedna z form dzialania stowarzyszenia. koncze i
przystepuje do propagowania wiedzy o naszej chorobie.
serdecznie pozdrawiam,
may
Obserwuj wątek
    • isabelchen Re: hashi w twoim stylu 16.03.07, 15:42
      co to znaczy z niewiadomych przyczyn?
      wyniki mogą być niejednoznaczne?
      • may.may Re: hashi w twoim stylu 16.03.07, 17:46
        z niewiadomych przyczyn, czyli traktuja swoja sytuacje - waga, samopoczucie jako
        cos co poprostu jest, fragment zycia. nic z tym nie robia. sama przed diagnoza
        myslalam, ze to co sie ze mna dzieje to nic szczegolnego, jakies chandry czy zle
        dni. po diagnozie i zebraniu razem wielu objawow zmienilam zdanie.
        pozdrawiam,
        may
        • estepka Re: hashi w twoim stylu 16.03.07, 18:35
          May.may zeskanuj i podeślij, chętnie przeczytam i może też dam koleżankom.
          Szukałam na stronach Twojego stylu w necie, ale nie mogę znaleźć.
          Pozdrawiam
    • madziulaw Re: hashi w twoim stylu 16.03.07, 18:43
      taak czytałam. oczywiscie. lekarzem autoryzującym artykuł jest moja ukochana dr
      Stefanowska. najmądrzejsza i najlepsza endokrynolog jaką znam.
    • owianka Re: hashi w twoim stylu 16.03.07, 19:45
      Artykuł ciekawy i potrzebny. Jednak jedna rzecz mi się nie spodobała: straszenie
      ciężarnych niedorozwojem umysłowym dziecka. Zupełnie niepotrzebne - kobiety w
      tej sytuacji (czyli nieświadome swojej choroby na początku ciąży) i tak się
      denerwują, po co jeszcze je dobijać? Wiem coś o tym, bo byłam jedną z nich. I w
      sumie aż do dyplomu (albo jeszcze lepiej habilitacji wink syna nią będę...

      Ten tekst z artykułu: "Strach pomyśleć, co by było, gdybym zaszła w ciążę, zanim
      dowiedziałam się o chorobie". Gdybym przeczytała go będąc jeszcze w ciąży,
      wpadłabym w histerię. Autorce artykułu w tym momencie trochę zabrakło wyobraźni.
      • rosteda Re: hashi w twoim stylu 16.03.07, 21:00
        Witaj Owianka
        Widzisz, ile ludzi tyle roznych zdan.
        Moim zdaniem o takich zagrozeniach tez powinno sie mowic otwarcie z chorym.
        Nawet jesli jest to straszne ale moze taka informacja ustrzec wielu ludzi przed
        najgorszym.
        Obecnie sa troche inne czasy niz jeszcze kilkanascie lat temu.
        Podam przyklad.
        Wczesniej (moda? nie umie tego wytlumaczyc) wszyscy w kolo wiedzieli ze ktos ma
        raka. Ale wlasnie osoba ktora to dotyczyla byla bardzo przed taka informacja
        chroniona przez cale otoczenie - lekarze, rodzina, sasiedzi.
        Ja odnosze wrazenie ze wlasnie to otoczenie bardziej sie balo tej informacji niz
        sam chory, nie wiedzialo jak ja przekazac co uwazam bylo bardzo duza krzywda dla
        chorego. Przeciez on tez jest czlowiekiem ktory czuje i nawet intuicyjnie
        odbieral to co sie wokol niego dzialo. On i tak wiedzial ze grozi mu
        niebezpieczenstwo.
        Sama przezylam taka sytuacje bedac kiedys (lata 80-te) w szpitalu w jednym
        pokoju z chora na raka.
        Artykul z gazety Twoj Styl uwazam za bardzo dobry. Zwiezly i zawierajacy istotne
        informacje dla chorych, zdrowych i sluzby zdrowia tez.
        Pozdrawiam Rosteda
        • owianka Re: hashi w twoim stylu 17.03.07, 12:38
          Rostedo, wszystko co piszesz to prawda. Jestem wielką przeciwniczką ukrywania
          prawdy przed chorym, na cokolwiek chory by nie był. Ale co innego faktyczny stan
          chorego, a co innego (jak w wypadku zagrażającego upośledzenia dziecka matki z
          niedoczynnością) epatowanie szansą lub mglistą możliwością w skrajnym przypadku,
          komunikowanie jej jako całkiem prawdopodobnej.

          Jak najbardziej jestem za tym, żeby o potencjalnym zagrożeniu dla płodu
          informować jak najszerzej! Sama popędziłam do endokrynologa zbadać się dopiero
          wtedy, jak w drugim miesiącu (planowanej) ciąży przeczytałam na forum "Ciąża i
          poród" o potencjalnym niebezpieczeństwie, jakim dla dziecka jest niedoczynność u
          matki (do tej pory programowo lekceważąc "takie tam gadanie" mojej Babci, która
          od miesięcy radziła mi, żebym poszła zbadać tarczycę, bo na jej oko to mam
          niedoczynność - tak jak zwykłam lekceważyć swoje zdrowie od zawsze).

          Uważam, że temat ciąży potraktowano w artykule bez wyczucia, i tylko tego się
          czepiam. Owszem, istnieje niebezpieczeństwo, ale bardzo niewielkie, i przy dużej
          niedoczynności. Tak uspakajała mnie przez całą ciążę moja endokrynolog (dzięki,
          jej za to!!). Należałoby to właśnie napisać. A już to zdanie na końcu: "Strach
          pomyśleć, co by było, gdybym zaszła w ciążę, zanim
          dowiedziałam się o chorobie". Toż to cios w samo serce dla ciężarnej, która
          dopiero będąc już w ciąży dowiedziała się o swojej chorobie! A jest takich osób
          wiele, jak wiemy z różnych forów, m.in. tego. Misją lekarza (i dziennikarza) nie
          jest straszenie, tylko rzetelna informacja. Na przykład odchodzące od zmysłów
          kobiety, które poddały się prześwietleniu nie wiedząc, że są we wczesnej ciąży,
          albo piły alkohol, brały leki - czy komunikujemy im: pani dziecku grozi
          niedorozwój kończyn, narządów, układu nerwowego, umysłowy, ...? Każdy rozsądny
          lekarz taką pacjentkę (lub dziennikarz czytelniczkę) uspakaja, a nie nakręca. I
          w 99,9% przypadków dziecko rodzi się zdrowe. Takie osoby jak ja wtedy
          wystarczająco odchodzą od zmysłów (wiem coś o tym), nie należy im tego stanu
          pogłębiać takimi niezbyt przemyślanymi tekstami...

          Podsumowując mój długaśny wywód: słowa te napisano w artykule z myślą o
          jeszcze-nie-ciężarnych, a zapomniano całkowicie o nerwach czytających je
          już-ciężarnych. I to już wszystko, co mam mu do zarzucenia smile Nawiasem mówiąc,
          powinnam była go przeczytać 2 lata temu...

          Pozdrawiam - owianka smile)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka