Nie rozumiem swojego organizmu ani tej choroby i mam dość. Od kilku
lat wiem, że mam Hashi.Kiedyś tylko 500x ponad normę TPO teraz
oprócz tego 200 razy TG. (TPO nadal sobie rośnie z roku na rok)
Lekarze twierdza, że "się nie leczy dopóki tarczyca działa".Ano
działa. I to jak...Trzy miesiące mam: telepanie, kołatanie (tętno
potrafi dobić do 140)lęki paniczne i oczywiście idealną figurę.
Zawsze pod koniec jesieni i na początku zimy. Potem nadchodzi
wiosna. I tu zmiana. Powoli tyję, puchnę, nie kontaktuje, spowalniam
sie i wpadam w depkę.Nadchodzi lato. Jadę na 2 mies nad morze bo mam
TYLKO taką możliwość i tyle czasu do wypoczynku (padłabym bez
takiej możliwości). Czuję się nieźle psychicznie (zero stresu,
kocham morze choć wiem, że moze nie powinnam akurat tam...). Wagę
mam jak zapaśnik sumo ale nie wali mi serce, tylko nawet krzyżówka z
głupiej gazety stanowi problem. Ale...bolą stawy, robią sie takie
gulki jak groch żelkowaty, nie mam na nic siły, jakby mięśnie
zdechły...Libido spada do zera.Wracam do W-wy i...zaczynam się
dobrze czuć.Przez 3 miesiące.Waże normalnie, nic mnie nie boli
nadmiernie, nie puchne, nie koleboce sie sercowo, psychicznie jestem
ok.Az do późnej jesieni, gdzie wraca anorektyczna waga i polka
galopka od początku. Mam tak od 10-ciu lat...Oczywiście robiłam
badania i w czasie "zejścia" telepiaszczo-anorektyczno-schizowego
mam TSH ok. 0.02. W fazie słonia morskiego jakieś 2.4.max 3.2 (nigdy
wiecej) Wszelkie Ft3 i 4 ponoć "są w normie".( nie mam wyników przy
sobie żeby teraz podać)
Wynika z tego, że wpadam non stop z nadczynności w niedoczynność.I
na odwrót.Żaden lekarz nie chce się tym zająć. Standard to podanie
Propranololu na arytmię i galop tętna (przy okazji troszkę blokuje
tarczycę), w niedoczynności każą mi czekać...aż będzie
nadczynność. "Bo jak sie panią pobudzi, to serduszko znowu zacznie
fikołki, ciśnienie znowu będzie szaleć, tętno też". Jak
jestem "pobudzona" i mam wrażenie że trafię do wariatkowa z powodu
ataków paniki,skoków cisnienia i tętna, to nikt nie chce mi
zablokowac tarczycy bo "jak panią zablokujemu, to potem moze być już
niedoczynna dożywotnio".
Czy ktoś ma jakiś pomysł? Żrę selen, Linomag (teraz chyba zmienił
nazwę na Linocomplex) teraz zamierzam wziąc Essentiale.Nie żrę soi
ani jodu.Mleka nie pijam, warzyw może zjadam zbyt mało...Ale poza
tym, ściśle trzymam się wskazówek z forum

.
Mimo tego, nie nadaję sie do życia. Za duże wahania psychiczne, za
duże wahania wagi...Od napędzonej jak po amfie wariatki z
wybałuszonym okiem i pianą na ustach, po rozlazłą, niedorozwiniętą
maciorę, która nie ma siły d*pska ruszyć i wogóle najchętniej
lezałaby odłogiem...I tak, razem z porami roku zmieniam sie wraz z
moim porąbanym organizmem...Czy jest jeszcze ktoś, kto "reaguje"
tarczycą na zmiany pór roku?!
Złapałam kiedys moment super samopoczucia. TSH wynosiło wtedy 1 z
małym ogonkiem...Jak to utrzymać?!
Bardzo przepraszam, za mój styl...Muszę jakoś trzymać dystans do
hashi. Inaczej będe pisać z psychiatryka