Dodaj do ulubionych

Do dawnej pani MIli!

06.01.15, 21:40
Jesienią adoptowałam z kociego azylu w Kielcach kotkę.
Mila została podrzucona na klatkę schodową pewnego bloku, znanego z tego że mieszkają tam ludzie wrażliwi na los zwierząt. Milka była w klatce, z jedzeniem, szczotką do czesania i z listem, w którym jej pani tłumaczyła że wyjeżdża na stałe za granicę i prosi o opiekę nad kotem. Tylko jeden dzien była w azylu. Zabrałam ją do domu na wsi.
Mila ma 6 lat i jest cudownym biało szarym kotem. Byla bardzo gruba, ale już schudła, bo ma do dyspozycji wielki dom ( dwa piętra i strych), ma dużo ruchu. W tym domu odkryła swoje powołanie - łowienie myszy! Jak to na wsi, jesienią myszy włażą wszystkimi dziurami, ale Mila robi z nimi porządek. Jest cudowna, domownicy pokochali ją bezwarunkowo. To odważny i ufny kot, bardzo szybko się zaaklimatyzowała w nowym domu. Mieszka w domu, w którym jest duży pies, owczarek niemiecki. Bardzo szybko oboje się zaprzyjaźnili, razem śpią na kocyku.
Piszę z nadzieją, że jej dawna pani czyta to forum. Wiem, że Milę ktoś kochał, bo nie byłaby taka ufna. A jeśli była kochana, to ktoś się o nia martwi.
Jesli więc czytasz forum dawna pani Milki, to bądź spokojna! Mila jest zaopiekowana, ma super warunki i jest kochana. Właśnie wyleguje się przed kominkiem. Śpi na grzbiecie, z brzuchem do góry - cudowny widok.
Jej imię i wiek były podane w liście od jej dawnej pani.

Miałam wiele kotów, ale Mila jest najcudowniejsza!
Obserwuj wątek
    • mitta Re: Do dawnej pani MIli! 08.01.15, 09:35
      Marynica, pięknie piszesz o swojej kotce. Cieszę się, że właśnie Ty trafiłaś na nią, a ona na Ciebie. Bo jej poprzednia właścicielka pozbyła się jej w sposób, co najmniej, kontrowersyjny. I wcale jej nie życzę, aby to przeczytała, niech ją pomęczą wyrzuty sumienia.
      Powodzenia!
      • aankaa Re: Do dawnej pani MIli! 08.01.15, 22:39
        a ja życzę
        pani czuła, że kita trafi na dobrego człeka, zaopatrzyła, opisała

        uważasz, Mitta, że nie wystarczy jej, że musiała kota zostawić ?

        obecnej opiekunce kitki kłaniam się w pas - właśnie za tą informację dla byłej opiekunki (bo kot raczej właściciela nie ma wink ) wysłanej w przestrzeń netu bez gwarancji, że kiedykolwiek odnajdzie to forum
        • mitta Re: Do dawnej pani MIli! 09.01.15, 09:23
          aankaa napisała:

          > uważasz, Mitta, że nie wystarczy jej, że musiała kota zostawić ?

          Uważam, że takie porzucenie (a właściwie wyrzucenie) kota po sześciu latach mieszkania pod wspólnym dachem nie świadczy o miłości do niego.

          Po pierwsze dlatego, że nikt nie emigruje z dnia na dzień i jest czas na uporządkowanie różnych spraw. Znam mnóstwo ludzi, którzy wyjechali ze swoimi zwierzakami, nawet za ocean, niekoniecznie Atlantycki. I wiem o kilku przypadkach porzucania zwierzaków pod takim pretekstem, mimo, że właściciele nigdzie się nie wybierali.

          Po drugie taki sposób pozbycia się kota nie gwarantował znalezienia domu - ktoś mógł klatkę otworzyć, kota przegonić. A przecież istniała w tej miejscowości fundacja.

          A po trzecie BARDZO nie podoba mi się obarczanie swoimi kłopotami i odpowiedzialnością za zwierzę obcych osób nie licząc się z ich możliwościami, sytuacją, siłami. To taki szantaż emocjonalny, bo z reguły nad bezpańskim zwierzęciem zlituje się ktoś, kto już ma jakieś w domu i prędzej sobie odejmie od ust, niż zostawi biedaka na pastwę losu.
          Sama w podobny sposób stałam się właścicielką piątego kota, który jest dla mnie sporym obciążeniem finansowym i ani mi się śni rozgłaszać o tym, czuję raczej złość do byłych właścicieli.

          A przecież bardziej prawdopodobny był taki scenariusz

          "Do dawnej pani MIli!
          Kilka miesięcy temu znalazłam pustą klatkę i list od pani. Rzeczywiście, na naszym osiedlu pojawiła się w tym czasie jakaś szara kotka, ale była tak spanikowana, że uciekała na nasz widok. Czasami widziałam ją na śmietniku, dokarmiałam, a nawet z sąsiadami próbowaliśmy ją złapać. Dzisiaj znalazłam ją wycieńczoną, chorą, słabą, niestety, nie udało się jej uratować"

          Czy po takim liście byłabyś do dawnej właścicielki równie litościwa?
          • mysie.uszko brawooooooo Mitta 09.01.15, 18:54
            Jestem tego samego zdania Co Ty.
            Sama szukam od dziś rozwiązania, bo będę musiała wyjechać w czerwcu na 4 miesiące.
            Ale czy to znaczy, że mam wystawić kocią biedę i czekać na cud?
            Nigdy w życiu.
            Już rozmyślam o zatrudnieniu na pół etatu osoby do kotości,
            bo ja nie szukam domu - przecież wrócę, ale jak ja to przeżyję?
            A moja futrzana miłość, sama nie wiem...
            Może ktoś ma pomysł?
            • jagodamalina Re: brawooooooo Mitta 11.01.15, 12:16
              Witam. Przypomniała mi się historia sprzed kilku lat, opisałam ją nawet na innym forum i znalazłam ten wątek
              forum.gazeta.pl/forum/w,49213,129670168,,Czy_przedstawiacie_sie_w_mailach_do_sklepow.html?v=2
              W skrócie - koleżanka z pracy chciała zaadoptować małego pieska, szukała wśród lokalnych ogłoszeń, z właścicielem kontaktowała się mailowo, a kiedy podała swoje dane ktoś podrzucił jej na wycieraczkę karton z dwoma szczeniakami (żaden nie był podobny do tego z ogłoszenia). Pamiętam, jaki był to dla niej duży problem, nie była jeszcze przygotowana na odbiór pieska, zwalniała się z pracy, szukała domu dla drugiego, biegała po weterynarzach. Kontaktowała się z różnymi organizacjami, ale nikt jej nie pomógł, jedyne co słyszała to, żeby oddać szczeniaki do schroniska. Jednego pieska zatrzymała, drugiego zgodzili się wziąć jej rodzice. Oba psy są dzisiaj dorosłe, kochane i rozpieszczane. Ale koleżanka wysłała maila do tego człowieka i napisała, że nie było jej w domu dwa dni i pieski zdechły w tym kartonie.
              • mysie.uszko Re: brawooooooo Mitta 11.01.15, 19:31
                Poczytaj co napisałaś:
                "koleżanka wysłała maila do tego człowieka i napisała, że nie było jej w domu dwa dni i pieski zdechły w tym kartonie".
                Przeczytaj jeszcze raz
                rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,49213,129670168,,Czy_przedstawiacie_sie_w_mailach_do_sklepow.html?v=2

                To jednak m i a ł a kontakt z tym człowiekiem, więc policja mogłaby się tym zainteresować i sprawę wyjaśnić, gdyby zgłosiła ? To wszystko trochę zagmatwane...
                • mysie.uszko wszystko dobre co się dobrze kończy 11.01.15, 19:34
                  Oby wszystkie kocie i psie sprawy miały szczęśliwe zakończeniesmile
                • jagodamalina Re: brawooooooo Mitta 11.01.15, 20:25
                  Mail to nie jest żaden wiarygodny kontakt - skrytke mailową można założyć w 10 sekund korzystając z publicznego wi fi. Napisać - napisała, ale czy ten ktoś to odebrał? Poza tym ja tylko przedstawiłam tę sprawę tak, jak relacjonowała to zdenerwowana koleżanka i w tamtym poście chodziło mi raczej o ochronę swoich danych. A przypomniało mi się o tym dlatego, że pieski też zostały podrzucone.
                  I jeśli myślisz, że policja zajmuje się takimi sprawami - to się grubo mylisz. Kilka tygodni temu została samochodem potrącona moja bratanica, a sprawczyni uciekła. policji nawet nie chciało się sprawdzić nagrań z monitoringu, bo dziewczynce nic się nie stało.
                  • mysie.uszko pozdrawiam serdecznie 11.01.15, 23:29
                    Pewnie masz rację, ale to wszystko nie tak powinno wyglądać.
                    • mitta Re: pozdrawiam serdecznie 12.01.15, 08:55
                      Oj, znam ten problem. Nie raz (kiedy mieszkałam z rodzicami) zdarzało nam się znaleźć w ogrodzie porzucone kociaki. Gdy okociła się podrzucona kotka to był moment, że mieliśmy 11 kotów. Utrzymanie takiej chmary to było prawdziwe wyzwanie. A raz podrzucono nam 3 szczeniaki - jednego zatrzymaliśmy, a dwom znaleźliśmy dom. Reksio (bo identyczny, jak ten z kreskówki) był z nami wiele lat, kochaliśmy go, jak członka rodziny, co nie zmienia faktu, że ktoś się go pozbył.

                      Mysie uszko, co do opieki nad zwierzętami to w dużych miastach działają agencje, które się tym zajmują. Ale trzeba czytać opinie, bo niedawno głośno było o tym, jak opiekunka zatrzasnęła drzwi pralki z dwoma kotami w środku, które się tam udusiły.
                      Jeśli nie masz nikogo z rodziny, kto mógłby się tym zająć, to chyba najlepiej szukać wśród osób, które same mają koty, znają ich zachowanie, potrzeby. Masz wtedy pewność, że nie będą się brzydziły sprzątać kuwety, będą umiały rozpoznać jakieś niepokojące objawy i odpowiednio zareagować, zajmą się całościowo kotem, a nie tylko sypaniem jedzenia i laniem wody. (znowu przypomniała mi się historia, kiedy kot poważnie rozchorował się, bo wakacyjni opiekunowie nie widzieli w jego zachowaniu niczego niepokojącego - chyba za dużo siedzę na kocich forach, bo na wszystko mam jakąś opowieść wink )
                      • mysie.uszko Re: pozdrawiam serdecznie 12.01.15, 18:51
                        Bardzo Ci dziękuję za sugestie, o to właśnie chodzi, Ty podkreślasz to, co jest najważniejsze.
                        Z tymi wsypywaczami karmy i dolewaczami wody, to nie jest problem, oni są do wynajęcia.
                        I to nie za jakieś małe pieniądze...Ale, okej, nie każdy ma ochotę oczyszczać kuwetę.
                        Problem jest w tym, że to jest tak, jakbym zostawiła worek z karmą , czy kuwetę 2mX2m i michę wody.
                        A tu potrzeba czułości do kotości, rozpoznania smutku, zajęcia się zwierzęciem.
                        Ech, przypomniałam sobie podróżnego z kotkiem w Intercity. Cichy kotek wtulony był w pana.
                        Mój darłby się wniebogłosy i rzucał jak oszalały, bo krótka jazda autem do lekarza z nim, to było przeżycie z wcześniejszą szarpaniną. Sukces, to załadowanie do pojemnika -domku przeznaczonego do transportu. Ech, nielekka to sprawa, bo mój, to staruszek, więc nie zabawi żadnego kotka i nie nadaje się do kociego towarzystwa. Przesypia większość czasu, od czasu do czasu sprawdza czy jestem, i dalej śpi...
    • aankaa Re: Do dawnej pani MIli! 19.01.15, 21:49
      tak psioczyłyście na panią porzuconego kotka
      a zdarzają się i takie posty dot. zaginionego futra
      Jeżeli kot zamieszkał u kogoś, kto go pokochał i nie chce się z nim rozstawać proszę tylko o informację, że żyje i że wszystko z nim w porządku.

      życie nie jest biało/czarne
      odcienie szarości potrafią mieć barwę tęczy
      • mitta Re: Do dawnej pani MIli! 20.01.15, 16:48
        Nie bardzo rozumiem, co ma jedno do drugiego. Przytoczony wątek dotyczy odwrotnej sytuacji i z opisaną powyżej nie ma nic wspólnego.
        forum.gazeta.pl/forum/w,10264,156304636,156304636,Zaginal_kot_w_Chotomowie_pod_Warszawa.html
        Zgadzam się, że są różne życiowe zakręty. Ale mnie osobiście nie przekonuje ten cały relatywizm i rozmywanie konturów - czasami trzeba nazwać po imieniu, że coś jest białe lub czarne.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka