melba.3
05.02.16, 02:34
Pewnie nie pamiętacie Frytki, dawno nie pisałam. Jest z nami przeszło 9 lat. Wiele przeszliśmy i zawsze wylizywała się. Pod koniec ubiegłego lata wykryto u niej mięsaka. Straszne, źle przeprowadzona pierwsza operacja, a może faktycznie w paskudnym miejscu się usadowił ale nic chyba nie da się zrobić. Trafiliśmy w końcu do jednej z lepszych klinik w Polsce na Białobrzeskiej w Warszawie. No cóż powoli tracę nadzieję, paskudztwo nie da się usunąć i może pomóc tylko radioterapia, której oczywiście u nas w kraju nie ma, a za granicą zabieg kosztuje tyle, że przeciętnego posiadacza pupila po prostu nie stać (seria zabiegów ponoć ok. 12000zł). Piszę ku przestrodze. Sprawdzajcie odczyny poszczepienne u swoich kotów, nie słuchajcie niedouczonych weterynarzy, że to przejdzie, że tak jest. Są jak się okazuje zalecenia dla szczepień u zwierząt i oprócz ciągłego wycinania guzów inne metody leczenia, które skutkują czasem po pierwszym zabiegu. Jestem trochę zdruzgotana i rozżalona, że w moim mieście, które jest sporym ośrodkiem akademickim z Uniwersytetem Przyrodniczym nikt nie zaproponował mi jakiegoś dodatkowego leczenia niż wycięcie co i tak zrobiono nieumiejętnie- za mały margines. Jedyne co mi zostaje to spędzić ten czas, który nam został jak najpełniej i przekazać wam link do strony, którą polecajcie swoim weterynarzom, ten w moim mieście nie zadał sobie tyle trudu. www.felinologia.org.pl/miesaki-poszczepienne-u-kotow/