lobo435
21.01.05, 12:40
Niniejszy topik dotyczy Lecznic Weterynaryjnych:
"Pupil", ul. Dembego 17A, Warszawa - Kabaty
oraz:
Przemysław B. Marcin T. spółka cywilna, ul. Hawajska 16,
Warszawa-Imielin
przed którymi chciałbym ostrzec opiekunów.
Do dnia 18 stycznia 2005 r. byłem właścicielem uroczej kotki.
Ze względu na rozpoznanie u kotki FIB - wirusowego zapalenia
otrzewnej oraz bardzo zaawansowany stan choroby - lekarz weterynarii
stwierdził, że przy braku możliwości leczenia należy rozważyć
podjęcie decyzji o zakończeniu cierpień naszej ulubienicy.
Z ciężkim sercem zdecydowaliśmy się na taki krok, pragnąc ulżyć
cierpieniu kotki...
"Kocia" eutanazja została przeprowadzona w naprawdę humanitarny
sposób, a lekarze wykazali się bardzo fachowym podejściem i dużym
szacunkiem dla naszej kotki - po prostu rozumieli nasz ból...
Czytając powyższe, zastanawiasz się zapewne, gdzie jest w tym
wszystkim miejsce na mój poważny zarzut?
Otóż, zanim doszło do rozpoznania FIB u kotki (standardowo - na
podstawie pobranego płynu z brzucha), dwa tygodnie wcześniej
zaobserwowaliśmy dziwne objawy u naszej ulubienicy: duszności,
przyśpieszone oddychanie, szybkie męczenie się kotki, dziwną
opuchliznę w okolicy brzucha.
Pierwszy wet ('Pupil') do którego się zgłosiliśmy, przede wszystkim
sugerował, że problemy te mogą być powodowane przez serce - i bez
dokonywania żadnych badań - podjął leczenie w tym kierunku. Nie
stwierdził nawet wodobrzusza, które w tym okresie było już
rozpoznawalne (jak wspomniałem, sami stwierdziliśmy obrzmiały brzuch
u kotki, nie wiedząc, czym jest to spowodowane).
Mając poważne wątpliwości, co do "fachowości" podejścia tego
lekarza, udaliśmy się do kolejnego.
Ten (Hawajska 16), po oględzinach od razu stwierdził wodobrzusze.
Tym niemniej, gdy usłyszał od nas o diagnozie 1 wet'a, iż może to
być od serca - sam postanowił badać kotkę w tym kierunku.
Raz tylko wspomniał o możliwości występowania FIB u kotki, ale
szybko zmienił zdanie, zlecając serię kosztownych badań.
Jednocześnie "szprycował" kotkę lekami, aby wzmocnić jej ogranizm -
musiała w końcu przeżyć zlecone badania - a stan jej zdrowia
pogarszał się bardzo szybko.
Właśnie pod adresem tego lekarza z Hawajskiej kieruję swoje główne
zarzuty, bowiem przez kolejne dwa tygodnie zwodził nas, twierdząc,
że kotka ma szansę przeżyć, wystarczy wykonać tylko kolejne zlecone
badania, które pomogą ustalić ścieżkę leczenia.
Zapomniał tylko dodać, że nawet jeśli kot miał wadę serca, to ona
też jest nieuleczalna i prowadzi do szybkiego zgonu (3- 5 miesięcy).
Natomiast, gdyby tylko na samym początku pobrał płyn z brzucha kotki
nie musiałaby tak cierpieć.
W międzyczasie wykonaliśmy badanie USG - wynik jednoznacznie
wskazywał na dużą zawartość płynu w opłucnej oraz worku
osierdziowym, jak również jamie brzusznej.
Lekarz, po obejrzeniu wyników uznał to za potwierdzenie swojej
teorii (serce) i zlecił kolejne badanie - krwi, z którego wyników
wysnuł wniosek, iż kotka ma zdrowe nerki i wątrobę, więc duszności i
wysięk jest wynikiem problemów z krążeniem.
Po mimo wysokiego kosztu tego badania, nie wykonał podstawowej
analizy - morfologii, która na pewno wykazałaby duże stężenie
białych krwinek, sugerujące FIB. Wet twierdził, że pobrano za mało
krwi, która szybko krzepła, a więcej pobrać się nie udało.
Podczas tego badania kotka bardzo się męczyła, wyrywała, nakłuwano
ją w kilku miejscach na łapach, traciła niepotrzebnie krew.
Kolejne zasugerowane przez tego lekarza badania to Rentgen klatki
piersiowej i EKG.
Tym niemniej, po mimo podawanych przez lekarza leków (również
sterydy na wzmocnienie serca) stan kotki ulegał szybkiemu pogorszeniu.
Zdesperowani, postanowiliśmy przed wykonaniem zleconych badań
zasięgnąć opinii telefonicznej u trzeciego specjalisty, który po
przedstawieniu objawów zasugerował przeprowadzenie badania płynu
znajdującego się w brzuchu.
Powyższe badanie wykonaliśmy 18 stycznia br. u trzeciego specjalisty
(tego od telefonicznej konsultacji) - wynik jednoznaczny - FIB -
ostatnie chwile kotki, płuca prawdopodobnie w 70% wypełnione płynem.
Brak możliwości leczenia...
Zdecydowaliśmy się na rozstanie z kotką...
Właśnie ze względu na diagnozę trzeciego lekarza mam taki zarzut do
wet'a nr 2 (Hawajska)- przez dwa tygodnie zwodził nas, próbując
podtrzymać życie kotki, wyłącznie w celu osiągnięcia korzyści
majątkowych. Nie ważne, że kotka się męczyła, cierpiała, celem była
"wartość dodana".
W moim przekonaniu - biorąc pod uwagę poczynania weterynarza nr 3,
rozpoznanie FIB nie sprawiło mu trudności. Wnioskuję więc, że
również wet nr 2 prawdopodobnie był w stanie to potwierdzić -
badając płyn z brzucha (a on tylko lekko to zasugerował i wrócił do
serca do badania serca)
W moim odczuciu, takie postępowanie jest niehumanitarne. Lekarz,
wyczuł, że zrobimy wszystko, aby ratować naszą pupilkę, więc
próbował ją jako - tako podleczyć i dalej snuć teorie nt. tego, że
można ją wyleczyć...
19 stycznia, już po przeprowadzeniu eutanazji, zadzwoniliśmy do
wet'a nr 2 zapytać go, czym się kierował, pozwalając na takie
cierpienia naszej kotki?
Odpowiedział wprost, że od początku podejrzewał FIB - tylko bał się
nam o tym powiedzieć, żeby NIE STRACIĆ PACJĘTA, bo zawsze jak mówi o
eutanazji opiekunom, to od niego odchodzą (to jego własne słowa).
Dlatego właśnie "podleczył" naszą kotkę, aby dłużej się męczyła a on
w tym czasie mógł sobie spokojnie pobierać honorarium za wizyty i
zwodzić nas, twierdząc, że wszystko będzie dobrze.
Podsumowując powyższe - odradzam te lecznice:
1. 'Pupil' - bo lekarz ma bardzo dziwne podejście do pacjenta,
sugerujące, że gubi się w tym co robi i nie potrafi ocenić stanu
jego zdrowia (nie wykrył wodobrzusza, od razu sugerował serce i po
tej diagnozie aplikował leki - nie wspominając o śmiertelności tej
choroby).
2. Hawajską 16 - bo weterynarz godzi się na cierpienie zwierząt, w
celu zapewnienia sobie przychodów.