misiakasia37
18.04.10, 18:47
witam wszystkich mam do Was pytanie, czy wszyscy z Was ze zdiagnozowanym DDA to dzieci alkoholikow lub pochodzace z rodzin dysfunkcyjnych? Widze u siebie wiele cech DDA, nie wiem od czego zaczac ale najgorsze jest chyba to, ze bedac w zwiazku 2 lata ciagle na przemian odpycham i przyciagam partnera. raz jestem w nim zupelnie zakochana, jestem wtedy taka szczesliwa, a za pare dni chce byc sama, jestem smutna, rozdrazniona itp... tak jakby taka bliskosc przerazala mnie wiec uciekam w swoj swiat. to w duzym skrocie bo nie chce pisac tu elaboratow, mam nadzieje ze wiadomo o co chodzi. to moj pierwszy powazny zwiazek chociaz blizej mi do 30-tki niz 20-tki ale zawsze uciekalam przed facetami, balam sie ich. jak ktos mi sie podobal to juz w ogole tragedia, zupelnie sie zamykalam. mysl o byciu z kims w zwiazku wydawala mi sie zupelnie nie do pomyslenia chociaz z drugiej strony bardzo tego chcialam. stad tez zawsze wybieralam sobie obiekty nieosiagalne, do ktorych wzdychalam i ktore idealizowalam, marzac o idealnym zwiazku a odrzucajac te, ktore byly osiagalne. z obecnym partnerem zaryzykowalam, ujal mnie cieplem, zrozumieniem. mimo to czasem zupelnie nie potrafie sie odnalezc w okazywaniu czulosci i takich rzeczach. kiedy on, zreszta nie tylko on robi dla mnie cos naprawde milego, czulego, uroczego, czuje sie zazenowana, jestem w niekomfortowej sytuacji.
wiem ze jestem ladna, inteligentna, mimo tego czuje sie gorsza i inna od reszty. sama nie wiem czego chce w zyciu, zmienia sie to jak w kalejdoskopie. nie potrafie sie tak po prostu cieszyc. jesli ktos obok zachowuje sie bardzo spontanicznie, radosnie i chce mnie w to wciagnac, czuje sie strasznie nieswojo. to wszystko tkwi we mnie bo na zewnatrz tego tak nie widac - uchodze za osobe raczej usmiechnieta, nikt nie postrzega mnie jako osoby nie potrafiacej sie cieszyc. tylko ze ja nie potrafie okazywac takiej prawdziwej RADOŚCI.
wszystko jest dla mnie czarne albo biale - jesli partner powiedzial cos co nie pasuje do mojego swiatopogladu to wg mnie jest zly i na odwrot. zameczam sie analizowaniem takich detali...
kazda rade postrzegam jako probe przejecia nade mna kontroli, zaczynam sie wtedy miotac, jestem przerazona, stwarzam milion scenariuszy w ktory ktos powie mi co mam robic a ja nie bede potrafila grzecznie odmowic i bede musiala to cos zrobic, przy czym najczesciej chodzi tu o detale!
mam obsesje na punkcia zdania innych ludzi na moj temat, dawniej bywalo tak ze potrafilam przejsc mini depresje przejmujac sie tym co ktos o mnie mysli. i co ciekawe, im mniej istotna ta osoba byla w moim zyciu, tym bardziej sie przejmowalam... zdanie malo znaczacej osoby potrafilo wplynac na moje zycie w bardzo duzym stopniu.
mam problemy z podejmowaniem decyzji, wchodzeniem w zobowiazania, wszystko postrzegam jako ograniczenie swojej wolnosci. z drugiej strony, mimo ze nie mieszkam z rodzicami, negatywnie reaguje na wszystko co mogloby mnie od nich oddalic - w sensie fizycznym i przenosnym. stad tez chyba moje hustawki w zwiazku, w koncu zwiazek to odejscie od rodzicow...
w mojej rodzinie nikt nie pil, nie uwazam tez aby byla dysfunkcyjna. moi rodzice zawsze dbali abym miala wszystko czego tylko zapragne - i w sensie materialnym i kazdym innym. czulosci byc moze nie dostawalam, moja mama jest dobra, ciepla kobieta ale nigdy nie mowila mi ze mnie kocha, po prostu to okazywala. ale nie bylo miedzy nami kupelskiej relacji jak to bywa w ukladzie matka-corka. nigdy nie opowiadalam mamie o chlopakach, o tym kto mi sie podoba. bylo dla mnie wiele tematow tabu, tematow na ktore nie rozmawiamy do tej pory. z drugiej strony zawsze byli i sa bardzo opiekunczy. moi rodzice nigdy tez nie okazywali sobie uczuc, czulosci chociaz wiem ze kochaja sie.
probuje znalezc jakies przyczyny tego ze jestem taka jaka jestem, nie moge zwalic tego na nieszczesliwe dziecinstwo bo takie ono nie bylo ale moze sa rzeczy, ktore wplynely na mnie chociaz nie zdaje sobie z tego nawet sprawy... jestem strasznie wrazliwa, moim zdaniem za bardzo, moze rzeczy, ktore po innych by splynely, na mnie zostawily slad.
nie prosze was o diagnozy, wiem ze to rola lekarza ale o Wasze zdanie. dla mnie juz samo to ze napisalam to wszystko jest pewna ulga, a jesli jeszcze komus uda sie przeczytac caly ten wywod i wyrazic swoje zdanie to bede wdzieczna.