mahabharata
25.01.05, 08:23
Ostatnio zdecydowalem sie, co tak naprawde chce w zyciu robic. Cudowne
odkrycie: okazalo sie, ze wszystko, co mnie dotychczas pociagalo, sklada sie
na "ta" wlasnie prace.
Z pozoru niezlaczone ze soba elementy. Przyznaje, ze mnostwo znajomych, z
rodzina wlacznie, wysmiewalo (ewent. zartowalo sobie ze) mnie, kiedy
probowalem i uczylem sie nowych rzeczy.
Pozostaje ich rowno olac i robic swoje.
Wierze, ze DDA maja sile i chceci, by wykorzystac swoj wdziek i wrazliwosc. To
skarb, ktory moze miec calkiem praktyczne zastosowanie.
Zreszta, sadze, ze to jeden ze sposobow na bezrobocie - jesli bedziemy robic
to, co powinnismy, dla kazdego bedzie zajecie (to mocno przemyslany argument).
Na pewno nie nalezy sie kierowac moda, czy popularnymi kierunkami studiow ;o)
Dzisiejszy wniosek: nalezy popracowac nad samoocena, zeby siebie w ogole
zobaczyc w roli "szczesliwego" pracownika.
Pisze to, bo po wstepnym entuzjazmie, wpadlem w rozczarowanie. Tymczasem,
dopoki argumentuje moj wybor zawodu dobrem innych, kraju, swiata, gospodarki,
religii itp., a nie wlasnym zadowoleniem, dopoty nic z tego.
N'est-ce pas?