kapilarka
26.09.06, 12:29
Przez większość mojego życia raz na jakiś czas łapały mnie doły. Nie takie
dołki, jakie zdarzają się przeciętnemu człowiekowi, ale doły, wąwozy wręcz
smutku i przygnębienia. W ciągu kilku dni moje poczucie wartości, zadowolenie
z życia pryska bez wyraźnego powodu. Zaczynam zamykać się w domu, tyć, nie
odbieram telefonów. Rezygnuję ze spotkań towarzyskich, bo ludzie mnie
odrażają, czuję wstręt do siebie, innych, boga. Plany, które przedsięwzięłam
wydają się mi głupie i potrafiłam np. w ciągu kilku dni zmienić radykalnie
podejście do jakiejś sprawy i odmówić współpracy.
Dodatkowo gnębiło mnie straszne poczucie winy za to, że tak funkcjonuję. Nigdy
nie potrafiłam i na dobrą sprawę nie potrafię sobie nadal z tym poradzić.
Ludzie, z którymi przebywam, zaczynają mnie drażnić po pół roku, czasem wydaje
mi się, że nigdzie długo nie zagrzeję miejsca. Praca, która początkowo
wydawała mi się ciekawa, mierzi mnie, zaczynam brać zwolnienia.
Paranoja...
W tym roku też mnie to spotkało... Miałam fajnego klienta w pracy, który był
bardzo wymagający, spotkania bardzo mnie stresowały, chociaż był przy tym
serdeczny. Kiedy wpadłam w mojego doła, doszłam do wniosku, że ta współpraca
nie ma sensu, że ja jestem zbyt słaba, zbyt głupia, żeby z nim pracować...
Zrezygnowałam z niego, zanim on zrezygnowałby ze mnie. Wydawało mi się, że
beznadziejnie ocenia naszą współpracę...
Tymczasem dowiedziałam się, że było odwrotnie. Ten klient kilkakrotnie dzwonił
do szefostwa, chwalił mnie, podziwiał zaangażowanie, pracę...
Nie podjęłam się tej współpracy...
Z wielu wartościowych rzeczy zrezygnowałam pod wpływem tych dołów, które
trwają od kilku tygodni... do kilku miesięcy. Które sprawiają, że wydaje mi
się, że nie mam siły podnieść się z łóżka.
W porównaniu do okresu młodzieńczego zrobiłam i tak dość dużo. Pogodziłam się
z tym, że mam depresyjny charakter, że nie będę nigdy towarzysko atrakcyjną
osobą. Zobaczyłam, że mam przyjaciół, którzy kochają mnie mimo, a może właśnie
za te słabości...
Mimo to nadal depresyjność pozostaje kwestią, której obawiam się w
przyszłości. Chcę być samodzielna, a boję się, że kiedy będąc z dala od
rodziny, przyjaciół - a planuję wyjazd za granicę do pracy - to utonę w tym,
stracę pracę.
Ten rok będzie kolejnym rokiem terapii, tym razem pogłębionej, bardzo bym
chciała przepracować właśnie tę sprawę...