poisonivy85
03.05.07, 01:24
Hej!
Jestem prawdziwą skamieliną - lat 22, w życiu nie miałam chłopaka. Przyczyna?
DDA, cóż innego... Sama jestem sobie winna. Zawsze robiłam wszystko, żeby być
niewidzialna. Sama myśl o tym, że mogę być w cenrum uwagi doprowadzała mnie do
lekkiego popłochu. W grupie jestem, ale jakoby mnie nie było. Zawsze ten sam
schemat: siedzę, uśmiecham się, potakuję, coś tam wtrącę, żeby nie było, ale
tak szybko, żeby innym nie przeszkadzać, bo przecież oni mają zawsze
ważniejsze i ciekawsze rzeczy do opowiedzenia. Co u mnie? Boże, nic, moje
życie jest nudne do bólu, nic, ale to nic się u mnie nie dzieje. Do tego burak
na twarzy. Rozmowa skończona. Na wszelki wypadek nie przyjmuję zaproszeń na
większość wypadów "na miasto", no bo co mam ludzi zadręczać swoją nudną osobą.
Zresztą i tak najlepiej czuję się w książkach, z kawką w ręku i ciepłym
kocykiem. Taki mój mikrokosmos, gdzie od zawsze chowałam się - najpierw żeby
zapomnieć o tym, że piętro niżej jest chryja, bo ojciec wrócił po drinku z
pracy, a teraz sama nie wiem dlaczego (studiuję 300 km od domu). Tak o! to
jest chore, bo z jednej strony naprawdę nie lubię ludzi. Drażnią mnie. Czuję
prwaie fizyczny ból, kiedy muszę się przebijać przez tłumy. Ale z drugiej
strony, siedząc niedawno obok znajomego cały czas myślałam tylko o tym, żeby
się do niego przytulić.Nic więcej, tylko przytulić. Wiem, że to wszystko trąci
dziecinadą, że jestem dorosła, a moje wynurzenia są na lekko żenującym
poziomie. Widocznie w środku jestem mały, przestraszony dzieciak. Psychika nie
nadążyła za ciałem. Więc cierpię. Sama. W domu - supermenka, nadzieja rodziny.
We mnie - krajobraz księżycowy. Nic, pustka. Jestem wyprana z uczuć. Tylko
czasami mam ochotę do kogos się przytulić. Tak po prostu.
Chciałam się wyżalić, bo nie mam z kim o tym pogadać. Tryskająca optymizmem
koleżanka z cudownie idealną rodziną mnie nie zrozumie. Zresztą jej radość
sprawia mi ból. Zazdroszczę jej tego, że potrafi się byle czym cieszyć. Ja juz
niczego nie czuję - radości,smutku,entuzjazmu.Wegetacja, a nie życie.
Pozdrawiam