Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    wyuczona bezradność

    08.08.08, 10:35
    A to ciekawe ...
    Już wiem, skąd się biorą moje problemy w pracy i nie tylko.

    pedagogikaspecjalna.tripod.com/notes/helplessness.html#1
    Obserwuj wątek
      • ladynemeyeth Re: wyuczona bezradność 08.08.08, 11:17
        To co ja przeżywałam w związku z tą moją niemocą, czy wyuczoną
        bezradnością przez lata, a co się nasiliło szczególnie ostatnio w
        pracy, kiedy mi zależy na świetnych wynikach, to był jakiś koszmar!
        Nie wiedziałam, skąd się to tak naprawdę wzięło! Potrafiłam siebie
        tylko krytykować i dodatkowo katować za to, że nie jestem w stanie
        podjąć ani skończyć żadnych działań, że nie widzę ich sensu ani
        pozytywnego zakończenia. Oczywiście słyszałam, że dda mają problem z
        przeprowadzeniem swoich działań od początku do końca, ale tak do
        dokładnie tego nie rozumiałam.
        No, to jak problem został już rozpoznany i nazwany, łatwiej mi
        będzie z nim coś zrobić. I przede wszystkim czuję ulgę, ze moje
        zachowania są normalne jak na traumę, którą przeżyłam. Chyba to
        usprawiedliwienie było mi najbardziej potrzebne. Jakoś tak mi lepiej
        z samą sobą ...
        • moniczka72 Re: wyuczona bezradność 08.08.08, 16:43
          Taka bezradnosc, czesto przejmujemy w spadku po rodzicach.
          Moja mama jest takim przypadkiem bezradnosci i czasem mnie szlag trafia jak
          slysze tego co mowi i jak sie na soba uzala
          • kwiaaatek1 Re: wyuczona bezradność 19.08.08, 22:47
            Ja cierpię na wyuczoną bezradność, to jest coś, co wychodzi mi po mistrzowsku.
            Nie robię nic, by zmienić swoje życie, boję się tego, nienawidzę siebie przez
            to. Ciągle ta sama praca, codziennie te same czynności, dzień podobny do dnia,
            nic się nie dzieje, nie mam nawet planu, jak mogłabym zmienić swoje życie.
            • kdda Re: wyuczona bezradność 23.08.08, 00:24
              Witam Smile
              Pisze prace mgr na temat DDA. Bardzo prosze o pomoc poprzez wypelnienie ankiety.
              Ankieta ta jest calkowicie anonimowa a jej wyniki beda wykorzystane wylacznie w
              celach naukowych. Wyniki ankiety beda ogolnie dostepne na stronie na ktorej sie
              ona znajduje. Oto link do ankiety:
              ankietka.pl/survey/show/id/15492/dorosle-dzieci-alkoholikow-dda.html
              Jeszcze raz bardzo porsze o pomoc.
              BArdzo DZiekuje
      • ladynemeyeth świadomość ofiary 20.08.08, 12:13
        To tez dosyć kłopotliwe cholerstwo, ale tak sie nauczyłam
        funkcjonować. Doświadczanie przemocy to jedna sprawa, a reagowanie
        na nią to druga.
        W moim domu nie było ustalonych jasnych reguł, jak członkowie
        rodziny mogą siebie nawzajem traktować, co jest dobym zachowaniem, a
        co niewłaściwym. W momencie, kiedy mój brat wydzierał na mnie ryja
        albo wkurwiał się samym faktem, że istnieję, chodzę po ziemi i
        działało mu na nerwy to, że oddycham, nikt mu nie zwracał uwagi.
        Moja matka kazała mi siedzieć cicho i to przeczekać, bo on jest
        przecież nerwowy. I to niby ma znaczyć, że może po mnie jeździć, ile
        mu się podoba!!!
        Coż, w taki sposób nauczyłam się ustępować w sytuacjach, kiedy
        powinnam się bronić, ulegać, uciekać, zastygać w bezruchu, czuć się
        jak ostatnia szmata, bo przeciez nie potrafię siebie obronić; nie
        szanować siebie, bo jestem taką pierdołą, nigdy się o swoje nie
        upominać, a na zewnątrz grać takiego twardziela, że ho ho!!
        W rzeczywistości zaś każdy może bardzo łatwo mnie zranić i być moim
        katem, ponieważ jestem na to bardzo wyczulona i tak potrafię
        odbierać jakieś docinki i inne tego typu ciekawostki.
        Ktoś ma jakieś konstruktywne doświadczenia? Jak pracować nad
        świadomością ofiary? Jak ją przetransformować?
        • anciax Re: świadomość ofiary 20.08.08, 13:45
          Lady, nie mam pewności, ale mnie to co opsałąs, trochę przypomina nisie poczucie
          włąsnej wartosci.
          • ladynemeyeth Re: świadomość ofiary 20.08.08, 13:53
            Bo to jest niskie poczucie własnej wartości, którego przyczyną jest
            świadomość, że człowiek jest ofiarą i nie ma większego wpływu na
            swój los - może tylko przyjmować ciosy - i nie zasługuje na nic
            dobrego ani nie jest w stanie sobie tego stworzyć.
            Tak, to jest bardzo niskie poczucie własnej wartości.
      • zawsze.milka Re: wyuczona bezradność 21.08.08, 09:25
        Dałam do przeczytania mojemu mężowi ten artykuł i skomentował go
        tak...." myślę, że szukasz dla siebie wytłumaczenia".... nie
        pozwoliłam mu juz na nic więcej, bardzo mi smutno.
        Dlaczego mnie nie rozumie??
        Pozdrawiam.
        • ladynemeyeth Re: wyuczona bezradność 21.08.08, 09:45
          Rzeczywiście bardzo przykra i bolesna reakcja ... Tak jakby w Ciebie
          nie wierzył i jakby uważał, że Ty chcesz tak odczuwać, bo Ci
          wygodnie.
          A co jest złego w znalezieniu wytłumaczenia swoich problemów? Czy to
          jest gorsze niż życie w nieświadomości i obwinianie siebie za cechy
          wzięte z sufitu: lenistwo, brak zaradności, bycie ciapą życiową?
          To wszystko ma jakąś przyczynę.
          Wiesz co? Nie dawaj swojemu mężowi żadnych takich rzeczy do
          czytania. Grunt, żebyś Ty sama siebie rozumiała i była dla siebie
          dobra, pracowała nad sobą, a ta bezradność minie. Odczuwanie
          bezradności nie jest czymś złym - uczucie jak uczucie - chodzi o to,
          by nie stała się ona nawykiem. Nie przejmuj się mężem, rób swoje.
          • log222 Re: wyuczona bezradność 21.08.08, 11:30
            > A co jest złego w znalezieniu wytłumaczenia swoich problemów? Czy to
            > jest gorsze niż życie w nieświadomości i obwinianie siebie za cechy
            > wzięte z sufitu: lenistwo, brak zaradności, bycie ciapą życiową?
            > To wszystko ma jakąś przyczynę.

            Właśnie ludzie nieświadomi swojej przeszłości, jej wpływu, wpływu rodziców, tak
            mówią. "Szukasz wytłumaczenia, wymówki", usprawiedliwiają, idealizują rodziców,
            wiedzą od nich, że wina leży po stronie dziecka. Obwiniają siebie, bo przecież
            nie mogą szukać winy w rodzicach...
            • zawsze.milka Re: wyuczona bezradność 21.08.08, 20:09
              Zarzut,... że może i wychowywałam sie w rodzinie, gdzie manipulowano nami, psychicznie wykorzystywano, ale nie patologicznej. Trudno mi go odeprzeć, a co dopiero dyskutować. Od razu pojawia sie u mnie zrozumienie,.... no tak ludzie sie maja przecież gorzej, a ja nie mogę być najważniejsza, bo na to nie zasługuję. Jednak cały czas coś we mnie krzyczy, broni się. Zasługuje na to, żeby zrozumiała mnie w pełni moja połowa. On wykazuje chęć zrozumienia, dyskutuje, wie, że to jest dla mnie ważne. Czasem mocno rani.
        • ladynemeyeth Re: wyuczona bezradność 21.08.08, 10:15
          Tak po chwli zastanowienia doszłam do wniosku, że ja przez bardzo
          długi czas szukałam wsparcia i usprawiedliwienia u innych ludzi dla
          mojej bezradności. Chciałam, żeby przestali mnie postrzegać jako
          ofiarę, niedorajdę. Chciałam bardzo i potrzebowałam tego, żeby mnie
          w końcu ktoś usprawiedliwił i już nie skreślał.
          Niestety takie myślenie i działanie powoduje zupełnie odwrotne
          skutki. Ludzie wokół mnie wymyślali coraz to nowe dowody mojej
          niezaradności, lenistwa, ale zrozumienia dostałam od nich zero!
          Szukałam pomocy i wsparcia. Szukałam kogoś, kto mi powie - "nie
          wszystko jeszcze stracone! To nie prawda, że do niczego się nie
          nadajesz, po prostu miałaś trudne doświadczenia i potrzeba czasu,
          żeby się z nich otrząsnąć i zacząć normalnie żyć."
          Nikogo takiego nie spotkałam niestety. Nikt mnie nie usprawiedliwił,
          więc chyba czas zmienić kierunek działań i zacząć szukać w sobie
          tego zrozumienia, a nie na zewnątrz.
          Właśnie sobie uświadomiłam moją niespełniona potrzebę - potrzebę
          zrozumienia, kiedy popełniam błędy, kiedy staję w obliczu zadania,
          wobec którego czuję się bezsilna czy za mało kompetentna, potrzebę
          miłości w momentach, kiedy jestem słaba. Ale wiecie co?
          Ja sama sobie tej miłości nie dawałam, więc czemu mam jej oczekiwać
          od innych ludzi?
          Ja sama nie okazywałam sobie chęci pomocy w ciężkich sytuacjach,
          więc czemu inni ludzie mieliby zaspokajać jakies tam moje potrzeby
          (w dodatku jeszcze nie wyrażone jasno i wyraźnie)?
          To ja sama nie akceptowałam tej cześć mojej osoby, która jest
          nawykowo bezradna. To ja sama nie chciałam się zając tą częścią
          mojej osoby, pokazać jej czegoś nowego i jej nauczyć nowych,
          lepszych nawyków. Ludzie z zewnątrz tego za mnie nie zrobią.
          To kolejne zadanie dla wewnętrznego rodzica.
        • clarice05 Re: wyuczona bezradność 21.08.08, 22:37
          No właśnie dlatego ja boję się pokazywać komukolwiek takie artykuły - jestem
          pewna, że mój zachowałby się tak samo. Z dobrego serca, chyba na zasadzie, że
          kubeł zimnej wody najlepiej mi zrobi.

          sądzę, że Twój mąż też może zareagował tak jak piszesz po to, żeby Cię
          zmobilizować. Pewnie nie bardzo wiedział, jak zareagować, sądził, że w ten
          sposób okaże Ci wsparcie, pokaże, że wierzy w Ciebie, że nie jesteś
          "uszkodzona". To mógł być właśnie najlepszy sposób w jego rozumieniu, na
          okazanie Ci miłości.

          (faceci w ogóle nic nie rozumieją ;), często reagują nieadekwatnie, w końcu są z
          Marsa ;)). Pozdr :)
          • zawsze.milka Re: wyuczona bezradność 21.08.08, 23:56
            Masz zupełną racje. On myśli,że tylko w ten sposób mnie zmotywuje. Mówiąc mi... weź się w garść, ..... powoduje u mnie "cofnięcie". Zamykam się i zastanawiam. Lecz z drugiej strony podzielenie się z nim moimi wątpliwościami, spostrzeżeniami,dało mi pewną lekkość. On ma natomiast pewność, że ja nad sobą pracuje, staram się i jestem świadoma. Czasami chyba trudno mu poprostu mnie zrozumieć. Może dlatego, że faceci w naszych oczach chcą uchodzić za takich.... twardzieli??!! A może nie radzą sobie......nie wiem.
            Ja generalnie uważam, że związku nie da się budować na tajemnicach, kłamstwach.
            Pozdrawiam :-)
            • kwiaaatek1 Re: wyuczona bezradność 22.08.08, 10:33
              Mnie chodziło o bezradność w pokonywaniu swoich problemów. Ludzie mówią o mnie
              pracoholiczka, ciągle znajduję sobie jakieś zajęcia, tylko nie robię tego co
              trzeba. Nie rozmawiam z nikim o swoich problemach, bo obawiam się, że nie wyszło
              by mi to na dobre, normalni ludzie nic nie kumają
          • log222 Re: wyuczona bezradność 22.08.08, 11:15
            Jeszcze niektórzy takie teksty uważają za "psychologiczne brednie" :)
            • kwiaaatek1 Re: wyuczona bezradność 22.08.08, 11:31
              Nieświadomym prostym ludziom żyje się lepiej
              • log222 Re: wyuczona bezradność 22.08.08, 18:12
                Skąd wiesz? :) po czym to poznajesz?
                • mamamisiasia Re: wyuczona bezradność 27.09.08, 15:37
                  taka postawe tez sie przejmuje od rodzica, tego niepijacego. Moja mama czula sie
                  nic nie warta, bo oprocz meza alkoholika miala psychiczna matke. Ciagle
                  slyszalam- nie bierz sie za to, nie umiesz, masz chlopskie geny!!!, wiec do
                  niczego nie dojdziesz itp. Az szlag mnie trafia jak sobie przypomne, co
                  slyszalam, bo takich rzeczy dziecku sie nie powinno robic!! I wtedy najlepiej
                  sie niczego nie dotykac, bo a nuz teoria sie potwierdzi.
        • desy Re: wyuczona bezradność 16.10.08, 12:12
          W moim przypadku to moja wlasna mama tak czasem uwaza. Dokladnie to
          samo mowi, ze szukam dla siebie wytlumaczenia zamiast nad soba
          pracowac. lol
          A przeciez przezyla to co ja i na dodatek sama miala okresy picia,
          ktorych nie da sie zapomniec.
      • ladynemeyeth wygórowane oczekiwania wobec życia 27.09.08, 20:55
        Tak mi dzisiaj przyszło do głowy, że kiedy spotykam ludzi, którzy
        mają to, na czym mi zależy i czego nigdy tego nie miałam, czuję się
        zdołowana. Od dzieciństwa tak było, a takich ludzi spotykałam na
        pęczki - dzieciaki, które miały normalne, dobre rodziny,
        wykształocnych rodziców, z których były dumne i nie musiały się ich
        wstydzić; piękne zabawki, o które ja musiałam się wykłócać, ponieważ
        moi rodzice uważali, że nie należy mi nic kupować tak po prostu,
        żebym się cieszyła; wyjazdy na wakacje - pierwszy raz pojechałam na
        prawdziwe wakacje, kiedy miałam 20 lat!!! I tylko dlatego, że byłam
        sobie w stanie sama za to zapłacić! Wcześniej jakoś nie mogłam
        starych uprosić o pieniądze! "Siedź na dupie w domu" - to był stały
        tekst.
        No i ponieważ otrzymywałam od samego początku tak mało od moich
        rodziców, rodziny i życia w ogóle, a ze względu na wiek dzieięcy nie
        byłam sobie w stanie wielu rzeczy zapewnić, wykształciłam takie
        przekonanie, że życie/los/Bóg są mi coś winne i że wszystko w moim
        życiu ma być zajebiste!!!! Bo tak!!! Bo ja tak chcę! Bo mi się
        należy!!! Postawa roszczeniowa!
        Jakie było moje rozczarowanie, kiedy musiałam i nadal muszę sobie na
        to wszystko zapracować!
        Czemu piszę o tym pod wątkiem o wyuczonej bezradności?
        Ponieważ uwikłanie w żal, roszczenia i pretensje może trzymać w
        stanie bezczynności. Pewnie bez tych pretensji wzięłabym się za
        realizowanie tego, czego tak bardzo chcę, a tak mogę jedynie tkwić w
        bezruchu i tylko mam do kogoś/czegoś żal (bo to łatwe), a życie
        zmianie nie ulega, co jest jeszcze bardziej frustrujące.
        Postawa pretensjonalno - roszczeniowa może stać się
        usprawiedliwieniem dla wyuczonej bezradności i w tę pułapkę niestety
        bardzo łatwo wpaść.
      • rrosemary Re: wyuczona bezradność 03.10.08, 02:15
        ja tę wyuczoną bezradność (jeśli dobrze to rozpoznałam u siebie) mam w takiej
        formie: NIE POTRAFIĘ PÓJŚĆ DO PRACY, mimo iż wiem, że tylko tak będę miała
        pieniądze na to, żeby się wyprowadzić. Panicznie boję się zadzwonić
        gdziekolwiek(nawet po pizzę), boję się tego uczucia, że nie dostaję
        pracy(odrzucenie), boję się że jeśli już dostałabym tę pracę to nie podołam,
        mało tego, boję się nowych ludzi, nowego miejsca,a jeśli każą mi gdzieś
        zadzwonić albo każą mi podjąć jakąś decyzję a ja popełnię błąd? Poraża mnie to
        tak, że siedzę na tyłku w domu i nic nie zmieniam (a jestem już dużą dziewczynką
        bo mam ćwiartkę)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka