Forum Zdrowie DDA
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    to jest jakis koszmar

    08.08.08, 14:48
    wiecie co jest najgorsze? powiedzialam mu ze ma problem ze soba i to jaki a on tak obrucil rozmowe ze to ja wyszlam na ta zla i to ja znowu sie ponizylam.. to jest jakas masakra.. wciskal mi jakis kit i mysli ze ja uwierze.. znowu wybielil siebie a mnie oczarnil..super.. i mi znowu jest zle.. a on ponoc cierpi po tym rozstaniu...eh.. czemu to tak boli..
    Obserwuj wątek
      • ladynemeyeth Re: to jest jakis koszmar 08.08.08, 15:14
        zasłużenie cierpi!!!
        A nie możesz urwać tych kontaktów? Po co z nim rozmawiać, skoro
        wynik takiej rozmowy jest znany z góry - tzn. że to wszystko Twoja
        wina, że to Ty jesteś zła, niedobra, be i w ogóle wszystko przez
        Ciebie? I pewnie on jest agresywny i wredny, bo Ty go sprowokowałaś?
        siska, jest na gazecie.pl forum "przemoc w rodzinie" - poczytaj
        sobie, co potrafią takie gagatki, jak Twój ex.
        • siska_0 Re: to jest jakis koszmar 08.08.08, 15:35
          ale on jest przecież taki mądry i dobry i w ogóle... Hehe... wiesz to nawet nie chodzi o przemoc... ja sie staram wyciągnąć do niego rękę a ten mi w ogóle same najgorsze rzeczy... i ze nie tylko on tak myśli ale inni też... jeszcze mówi ze kochał swoją byla i nic złego z jego strony jej nie spotkało tylko ona byla taka i taka,a przecież wiem ze prawda jest inna... bynajmniej poznana z tamtej strony... ja tego po prostu nie rozumiem... staram sie-moze to i bardzo głupie ale jednak sie staram... a jak mu pisze ze gdyby mnie kochał to by sie tak nie zachowywał to on mówi ze prawdę powiedział i ze mnie kocha i ze teraz mu zle ale wrócić do mnie i tak nie bedzie chciał... ile sprzeczności w jego wypowiedziach jest... to jest charakterystycze? on w końcu powiedział ze popracuje nad sobą jeśli faktycznie zobaczy ze ma problem ale to nie znaczy ze jak ja wyciągam do niego pomocna rękę to trzeba mnie znowu poniżyć... on chyba nie wie co znaczy poniżenie,bo jemu sie wydaj ze wszystko robi ok... jak pokazałam nasza dzisiejsza rozmowę koleżance to powiedziała ze ten koles nie ma szacunku i jest jakimś tyranem... a on tego nie widzi tylko rani innych... a ze ja go ciągle kocham to jak taka idiotka dałam sobie... chociaż i tak nie wytrzymałam i mu wygarnelam... ale to tylko pogorszyło bo on znów poczuł sie atakowany a ja znów zostałam nazwana jakąśtam jedynaczka.... eh... to jest dziwne... a ja i tak mam poczucie winy taka mi sieczke w mózgu zrobił.... a ja nie umiem sie uwolnić...
          • ladynemeyeth Re: to jest jakis koszmar 08.08.08, 15:40
            Oj siska, siska ...
            Urwij kontakt raz na zawsze, choćbyś numer telefonu miała zmienić i
            zajmij sie swoja sieczką w głowie. Nie pomagaj, bo to i tak Ty
            będziesz najgorsza. On w tej chwili nawet nie jest w stanie tej
            pomocy przyjąć, bo ślepy jest i głupi, a tylko Cię opluje. Tego
            chcesz?
          • siska_0 Re: to jest jakis koszmar 08.08.08, 15:48
            jeszcze mówi ze mu brakuje kobiety(ale nie mnie) ale nie szuka... i ze zawiódł się -na mnie- i teraz musi zaczynać od 0... i nie zdziwie sie jak bedzie to czytal co teraz piszemu bo jak mu powiedziałam o problemie to z tego co go znam prześledzi wszystkie strony jakie sie na googlach pojawia... i pewnie za to oberwe jak znam życie jakąś niemiła wiadomością... powiedział mi dzis-spójrz na swoje dawne związki jaką Ty jestes... a on był pierwszy poważny... co mam wyciągać z przelotnych relacji...? pozatym nawet z tamtymi czegoś takiego nie przeżyłam...chociaż ktoś mnie tam zdradzał.... to jednak szacunek był większy.... A ON TEGO NIE ROZUMIE... PRZYKRE
            • ladynemeyeth Re: to jest jakis koszmar 08.08.08, 15:57
              siska ... nie obraź się ...
              ale czy Ty mu nie pomagasz po to, żeby odwrócić uwagę od swoich
              własnych problemów? Ty też masz poważne problemy z sobą i z
              samooceną. To słychać w każdym Twoim poście i trzeba nad tym
              popracować, zamiast się bawić w Matkę Teresę.
              • siska_0 Re: to jest jakis koszmar 08.08.08, 16:05
                nie obrazam sie... wiem o tym... ale wydaje mi sie ze dopóki sie nie odkocham to te problemy będą bo sa spowodowane nim.... w głównej mierze... nie czuje sie juz tak jak zanim go poznałam... i boję sie ze juz nigdy nie poczuje... chociaż jak widzę sie ze starymi znajomymi to zaczynam żyć....
                • ladynemeyeth Re: to jest jakis koszmar 08.08.08, 16:10
                  paradoks polega na tym, ze to praca nad tymi problemami załatwi Ci
                  odkochanie się. Tak z autopsji opowiadam.
      • moniczka72 Re: to jest jakis koszmar 08.08.08, 16:41
        Siska, dopiero przeczytalam Twoje ostatnie posty. I cholera ciezko mi si
        zrobilo, normalnie ciezko. Nie tylko z powodu tego co napisalas, ale to jakby
        ciag dalszy tematu terapii na ktorej bylam wczoraj i o ktorym kilka slow w swoim
        watku napisze pozniej

        Siska Ty robisz to co ja robilam, dokladnie to samo. Mi dopiero pytania mojej
        terapeutki pokazaly po co ja to sobie sama robie. I zle mi z tym jak cholera. Co
        Ci to daje ze z nim rozmawiasz? Poprawia Ci to humor czy wrecz przeciwnie? Jesli
        Cie to doluje, a tak wynika z Twojego postu, to zastanow sie czemu sie
        krzywdzisz, co w tym takiego fajnego. Bo robisz sobie krzywde, pozwalajac
        przemocowcowi po sobie jezdzic. To Ci obniza samoocene, nawet jesli na poczatku
        jest to smieszne, to pozniej sama o tym myslisz i sie nakrecasz ta sytaucja.
        Czemu Ty masz wyciagac do niego reke? Co Ty mu jest winna, albo co on jest Tobie
        winien.
        I zla jestem, czuje zlosc ze pozwalasz mu na to obrazanie Ciebie. Jesli ja
        jestem zla z tego powodu a Ty nie, to zastanow sie czemu?

        Moja terapeutka jako forme odreagowania na ta "milosc" (do ktorej nawiaze za
        chwile) powiedziala zebym napisala list pozegnalny. Jeszcze go nie napisalam,
        ale sama mysl i nazwanie tego wszystkiego, podsumowanie listem pozegnalnym
        bardzo mnie uspokoilo. Co do tej milosci o ktorej napisalam. Powiedzialam ze
        tesknie za moim eksem terapeutce i ona zadala mi pytanie bardzo dla mnie wazne.
        Czy ja tesknie za nim czy za swoim wyidealizowanym obrazem eksa. I ja wiem ze ja
        tesknie za tym wyidealizowanym przeze mnie obrazem, czyli za osoba, ktora.....
        nie istnieje po prostu. Jak to wszystko przetrawilam w glowie, to powiem Ci ze
        cos we mnie sie zmienilo. Dalej sie martwie o niego, ale nie chce miec z nim
        zadnego kontaktu, nawet najbardziej banalnego i o dziwo w tej sytuacji nawet
        bylabym gotowa z nim porozmawiac (bo przez ten caly czas nie chcialam go ani
        widziec na oczy ani z nim rozmawiac). Cos sie w koncu zmienilo i ugruntowalo we
        mnie. Na tyle ze autentyczna radosc sprawilo mi spotkanie z innym facetem i ani
        razu nie uciekalam myslami do porownywania go z eksem. Juz wiem ze to koniec
        naszej znajomosci z eksem, ze tego wlasnie pragne, dlatego juz sie nie boje
        rozmowy z nim czy spotkania, bo cokolwiek by nie zrobil czy powiedzial nie wroce
        do niego.
        • siska_0 Re: to jest jakis koszmar 08.08.08, 17:48
          to jest bardzo mądre... Bo ja też tesknię za wyobrażeniem.... nie
          tesknie za nim... tylko za tym jakby mogło byc.... i za jego
          bliskościa... bo niestety nie charakterem... może po prostu on ma
          racje z jednym mowiac ze jestem jedynaczka.... cale zycie sama -
          boje sie ze zostalo mi odebrane cos co kochalam... przeczytałam to
          co napisałas w swoim poscie i na jego wiadomosc ktora niedawno
          dostałam zareagowalam pożegnaniem się... uważam ze to dużo.... jest
          to bardzo cięzkie, ale wiem ze nie mozna inaczej, nie mozna sie
          ludzic... wiele razy sama siebie pytałam co mnie do niego ciagnie i
          bez sensu jest sie dołować i skazywać na cierpienie skoro koles ma
          mnie centralnie w dupie - co tu duzo ukrywac.... on wie wszytsko
          najlepiej i na pewno moje zdanie go w niczym nie przekona... nie
          wiem czemu jestem taka glupia i dalej na sile cos probuje.... to
          chyba ta rozpacz i desperacja...

          jakbym znała lekarstwo na odkochanie się to bym to dawno zrobiła...
          niestety wszelkie znane mi metody nie działaja.. jedynie czas...
          probowalam leczyc nowa 'miłoscia' ale to jest jeszcze gorsze bo
          jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu ze nikt inny nie
          bedzie nim - nie wazne czy lepszym czy gorszym... sam fakt ze moge
          byc w ramionach innego mnie zwala z nog, wiec dalam sobie spokoj...
          nie bede sie juz nikim umawiala... musze zaczekac az mi przejdzie a
          pozniej milosc sama przyjdzie... i moze to wlasnie ta jedna jedyna
          najwspanialsza....

          problem ktwi w tym, ze moj ex.. tak zamieszał mi w głowie, ze ja
          teraz nie wiem czy to wszystko to moja wina czy jego... ja jednak
          mysle ze oboje dolozylismy troche swojego zlego charakteru w rozpad
          a nie tylko jedno z nas.. tylko pytanie czy moje negatywne
          zachowanie bylo wynikiem jego dziwnych stanow czy na odwrot... on
          wiekszosc czasu wzbudzal we mnie poczucie winy.. a dzis powiedzial
          mi ze oboje popsulismy (chociaz i tak ja dolozylam wiecej;p)
          zupelnie czuje sie wyprana z pozytywnych uczuc i pozytywnej
          samooceny... znaczy wydaje mi sie ze ja mam, a jak dochodzi do
          konfrontacji czuje sie taka malenka i bezradna.... jakbym sie czegos
          bala... nigdy taka nie bylam... ma pcozatku naszego zwiazku tez
          stalam sie niepewna i bojazliwa... czy to jego zasluga? chociaz nie
          przypominam sobie zebym dostawala od niego jakies sygnaly ze kiedys
          moze byc zle.. raczej przeciwnie.. zawsze powtarzal ze mnie kocha i
          ze nigdy mnie nie zostawi - a ja brnelam w strach przez koncem... i
          to samo mi dzis wypomnial - ze mam za duzo lekow... ale nigdy taka
          nie bylam wiec nie wiem skad to sie w ogole wzielo? nie wydaje mi
          sie ze ludzie sie zmieniaja na zle tak szybko.. zawsze myslalam ze
          to jest dlugoterminowe...

          moj byly poprosil mnie zebym dala mu spokoj...ok, zrobie to.. wiecej
          nie wyciagne reki.. ale okropne jest to ze to on wyszedl z honorem z
          tego.. a ja nie... i on wie ze ma mnie w garsci... a powinno byc na
          odwrot... on powinien wiedziec ze ma problem i on przyczynil sie w
          wiekszej mierze do rozpadu a nie ja....coz.... widac psychologa
          pokonal jego wlasny 'uczen'.... hehe przykre co....

          jak mi powiedzial moj byly dzis: nie nadajesz sie na psychologa
          tylko psychola....
          Tym optymistycznym akcentem zakoncze ten jakze zalosny watek...

          ps. podobno 1 etapem walki jest przyznanie sie do wlasnych slabosci
          i ich zrozumienie.... pozniej jest juz z gorki.. zoabczymy
          • log222 Re: to jest jakis koszmar 09.08.08, 17:14
            Do wychodzenia z honorem to jeszcze mu daleko. Ty wyjdziesz z honorem jeżeli dasz mu spokój. Nie musisz wyciągać do niego ręki, zwłaszcza, że tego nie chce.
            On wie, że ma Cię w garści? Oj nie, to Ty się tak czujesz.
            Powinien wiedzieć, że ma problem? Że przyczynił się do rozpadu? A dlaczego? Co Ci po tym? Najważniejsze, że Ty to wiesz, możesz wyciągnąć wnioski/naukę, unikać podobnych błędów w przyszłości
          • moniczka72 Re: to jest jakis koszmar 09.08.08, 19:19
            No i widzisz Siska po co nam tesknic za kims... kto nie istnieje? Ludzic sie ze
            cos sie zmieni? Dokladnie to co napisalas, tym co mogloby byc. Tylko ze ja na
            tym co mogloby byc stracilam 1,5 roku, bo ciagle moglo byc cos fajnego. Tylko ze
            NIE BYLO. Zawsze bylo zle lub gorzej. Widzisz Tobie zasadniczo mogloby byc
            latwiej, bo moj eks nie mial wszystkiego w dupie, niby mu zalezalo, niby
            walczyl, pisze niby bo to mysle ze byl strach, lek przed byciem samemu, a
            dodatkowo obnazenie go jako alkoholika, wiec duzo wiecej innych mechanizmow.
            Siska gdybys wiedziala ile razy ja go opuszczalam (2 takie porzadne
            odejscia-wyprowadzki) i kilkanascie takich ze po prostu gdy widzialam ze jest
            zle to pakowalam rzeczy na kilka dni i szlam do matki, do swojego wynajetego
            mieszkania. I on tez moglby powiedziec ze to moja wina ze nasz zwiazek zle
            funkcjonowal. Tak zreszta mowil, ze powinnam byc z nim na dobre i na zle, a gdy
            zaczyna sie zle to ja odchodze. To jedna wielka manipulacja byla. Zeby mnie
            zatrzymac, wymyslil sobie ze bedzie mial ze mna dziecko. Dopiero jak mu kilka
            razy powtorzylam ze nie wazne czy w ciazy czy z dzieckiem jesli bede musiala
            odejsc to odejde.
            I podobnie jak Ty myslalam ze nie znajde lepszego (kurcze a kto moze byc lepszy
            od alkoholika i przemocowca?), ze z nikim nie bedzie mi tak dobrze. I nie
            rozumiem swojego myslenia. Do tej pory. Nie rozumiem czemu wazniejsze dla mnie
            nie bylo to ze krzywdze siebie, ze trace radosc zycia, ze nie moge robic zadnych
            planow na przyszlosc, ze wracam zlekniona do domu. Czy mi tak dobrze bylo? Czy
            moze te chwile hustawki emocjonalnej to bylo jak bycie na haju? Pomimo ze moj
            eks zrobil tez dla mnie duzo dobrego, widze to i doceniam, to jednak
            funkcjonowanie z takim czlowiekiem nie jest mozliwe.

            Problem jest taki ze obie pozwolilysmy sie omamic manipulacjom. Ja swoim, a Ty z
            kolei takim ktore obnizyly Twoja samoocene. A takim czlowiekiem z niska
            samoocena bardzo latwo maniupulowac. I to robi Twoj eks.
            NIe rozpatruj juz czyja to wina ze Wasz zwiazek sie rozpadl, tym bardziej nie
            doszukuj sie swojej winy, bo to nie ma sensu. To jakbys pytala siebie czemu Ci
            nie wyszedl zwiazek z oslem (przepraszam jesli obrazilam kogos tym porownaniem).
            Nie wyzedl bo z oslem nie mozesz stworzyc normalnego zwiazku. Gdy nie wyjdzie
            zwiazek z osoba normalnie i zdrowo funkcjonujaco mozesz siebie pytac czemu, i
            wtedy mozna rozlozyc odpowiedzialnosc na obie osoby. Ale w zdrowym zwiazku.
            Siska ja jestem bardziej ciekawa tego czemu ty sie w taki zwiazek wpakowalas. Bo
            z tego co pisalas to nie wynika ze w Twojej rodzinie jakas dysfunkcja wystepuje.
            Ale moze po prostu o tym nie pisalas, bo nie mialas ochoty. Przyjrzyj sie swoim
            rodzicom i sobie. Moze i dla Ciebie bylaby przydatna terapia DDA? Za latwo sie
            dalas wpedzic w poczucie winy, to nie jest zdrowe....
            Serdecznie Cie pozdrawiam i mysle ze rok, dwa bedziesz sie cieszyc ze sie z nim
            nie zwiazalas. A pomaga niech on sam sobie, TY tez pomoz sobie :))
            • siska_0 Re: to jest jakis koszmar 10.08.08, 09:54
              heh.. czytałam to co napsiałas i na zmiane śmiałam sie i płakałam...
              jeśli chodzi o moja rodzinę to nie czuję by była jakaś dysfunkyjna aczkolwiek taty czesto w domu nie było... poza tym ze jestem jedynym dzieckiem i zawsze dla rodzicow bylam oczkiem w glowie to nic zlego nie odczuwałam (nadmierna opieke ewentualnie) moze stad została mi chęc pomocy.. nie wiem...
              wiem ze na poczatku weszłam w ten związek bo on mi sie podobal charakterem, podejsciem do zycia tym co mowil jak mowil, jakie miał plany wartosci... ale wiem ze to tylko słowa były.. bo mimo ze ładne mało z nich miałam w zyciu.... a brnęłam w ten związek bo jestem osobą ktora sie nie poddaje jak cos nie wychodzi, wiec czemu miałabym sie poddac jak z nim byłam... walczylam do ostatniego dnia jak i jakis czas po rozstaniu.. Juz zaprzestałam... teraz pojawiły sie racjonalne emocje, ktore przekrzykuja uczucie i to co mowi serce... i dobrze ze sa na tyle silne... ale nie dobrze ze wszytsko sie u mnie kloci bo to powoduje ze mam takie wahania nastroju ze sobie juz nie daje rady... albo ciesze sie jak dziecko z nowej zabawki, albo placze i nie wiem co mam z soba zrobic... boje sie samotnosci, boje sie ze teraz jak jego nie ma nie bede miała co robić z wolnym czasem.. caly ten czas mimo złych chwil czułam sie kochana a teraz nie zostało mi nic.. po prostu brakuje mi tego chlopaka bo przezylam z nim troche i sie przyzwyczailam... Co nie znaczy ze podobalo mi sie to jaki on byl... Ty masz racje, podobało mi sie wyobrazenie jakie on stworzył z mojej głowie, ale ono kłociło sie z rzeczywistościa i to w tym wyobrazeniu sie zakochałam i z tym wyobrazeniem zyłam... bo zly nastroj był wywoływany tym jaki on naprawde był... mimo ze na poczatku byl o niebo lepszy... wiem ze to nie tylko jego wina bo ja sobie na to pozwolilam i moje chore myslenie spowodowalo to ze pozniej w to brnelam i pewnie sama wymyslalm sobie wiecej klopotow... ale teraz moge tylko wyciagnac wnioski bo nic juz z tym nie zrobie.. tyle ze ciale i ciagle boli... jestem juz zmeczona tym wszystkim, ta zmiennoscia nastroju.. mam juz dosc... a wiem ze tak szybko mi nie przejdzie... czasem w tej 'rozpaczy' robie glupie rzeczy... czasem mam motywacje by przeniesc gory a czasem zamknelabym sie w pokoju i olala wszystko.... to jest takie meczace... tak mnie rozwala psychicznie.... staram sie sobie jakos radzic zeby zypelnie nie zwariowac i nie popadac w depresje. ale tez starcza mi sil na walke grzies w 60%... pozostale jest po prostu zle...
              i wiem ze i Wy i ja mamy racje - ALE TO NIC NIE DAJE:(

              eh.... ide leczyc dola:)
              • moniczka72 Re: to jest jakis koszmar 10.08.08, 15:29
                Siska, nadmierna opieka Twoich rodzicow to tez dysfunkcja. Nie wiem jak mocna. Z
                tego co piszesz wynika ze studiujesz psychologie, wiec masz troszke latwiej
                mozesz sobie jakies testy zrobic i dojsc pomalutku do zrodla tej NADMIERNEJ
                checi pomocy innym. Bo jako psycholog bedziesz pomagac swoim pacjentom, ale nie
                bedziesz sie raczej angazowac emocjonalnie.

                > Ty masz racje, podobało mi sie wyobrazenie jakie on stworzył z mojej głowie,
                ale ono kłociło sie...
                Siska wez za siebie odpowiedzialnosc, to nie on stworzyl takie wyobrazenie, ale
                Ty sama je stworzylas i dalas sie omamic.

                Strach przed samotnoscia, wiekszosc ludzi go ma :)
                Te emocje, ta tesknota, wszystko minie kiedys. Mnie tez boli i tez tesknie, ale
                przyjdzie dzien ze przestane :)
                Pozdrawiam Cie
      • siska_0 Re: to jest jakis koszmar 15.08.08, 17:27
      • siska_0 Re: to jest jakis koszmar 15.08.08, 17:28
        to chyba nie jego wina tylko moja...
      • siska_0 Re: to jest jakis koszmar 15.08.08, 17:29
        to chyba nie jego wina tylko moja...
        • moniczka72 Re: to jest jakis koszmar 16.08.08, 10:51
          A dlaczego tak myslisz?
        • ladynemeyeth Re: to jest jakis koszmar 16.08.08, 22:37
          siska_0 napisała:

          > to chyba nie jego wina tylko moja...


          OK, załóżmy na chwilę, że rzeczywiście zawiniłaś.
          W jaki sposób?
          Chciałabym tylko ustalić, czy stopień Twojej winy zasługuje na aż
          takie samobiczowanie, bo coś mi mówi, że nie.
          • siska_0 Re: to jest jakis koszmar 19.08.08, 22:20
            ja juz tez nie wiem;p bylam chyba pijana jak to pisałam... ale
            pewnie ubzduralam sobie ze moja rodzina mi to zniszczyla i troche w
            tym racji, bo moje zachowanie casem bylo glupie, ale nie az tak jak
            jego wiec uspokoilam sumienie;p

            a w ogole po ponad miesiacu walki o brak klotni z nim udalo mi sie
            wywalczyc normalna zdrowa znajomosc bez pretensji i klotni:D ciesze
            si ze wreszcie mam spokoj, a jak juz gadamy to jest to przyjemne:)

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


    Nakarm Pajacyka