tapter 10.10.08, 13:51 witam. Kochani powiedzcie mi co robic, gdy w środku wszystko boli? Gdy kolejmy raz przekonuje sie , że nie potrafie sobie pomóc? Jestem DDA i mam męza który nadużywa alkocholu. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
7monly Re: gdy w środku boli 10.10.08, 14:16 Witaj Tapter! Znam ten ból(tak myślę),bo sama przez niego przechodzę. Kilka osób na tym forum poradziło mi terapię.Zaczynam ją już trzeci raz ale tym razem jestem już zdesperowana i zamierzam dotrwać do końca. Wcześniej myślałam że z "koszmarami" przeszłości i beznadziejną terazniejszością poradzę sobie sama.Ale jak bardzo się myliłam. Jestem po pierwszym spotkaniu z terapeutą,jego słowa bardzo podniosły mnie na duchu.Nie chcę Cię do niczego namawiać,bo i tak zrobisz to co będziesz chciała,ale to jest chyba jedyna i słuszna forma "ratunku". Pozdrawiam. Odpowiedz Link
moniczka72 Re: gdy w środku boli 10.10.08, 15:13 co do męża alkoholika, jemu nie pomozesz, skup sie na sobie. Także polecam Ci terapie i kontakt z terapeuta. Ja sie ciesze bo przstalam czuc ten bol zwiazany ze strachem, co kazdego dnia zastane w domu po powrocie. Pozdrawiam Odpowiedz Link
ladynemeyeth Re: gdy w środku boli 10.10.08, 15:55 Rozwiązanie długoterminowe - z pewnością terapia. Rozwiązań doraźnych jest kilka w zależności, co Cię odstresowuje. Odpowiedz Link
asaofetida Re: gdy w środku boli 10.10.08, 19:36 czytajac to forum odnosze wrazenie, ze wiekszosc mezow dda to alkoholicy...dlaczego tak jest? Odpowiedz Link
asaofetida Re: gdy w środku boli 10.10.08, 22:28 ale dlaczego wybieramy alkoholikow na mezow....tzn ja miallam chlopaka, ktory byl agresywny po alkoholu ale wyleczylam sie z niego na szczescie...ale dlaczega przyciagamy takie typy? Odpowiedz Link
rew-er Re: gdy w środku boli 10.10.08, 22:36 Nieświadomie wybieramy to co miałyśmy w domu.Podobne emocje przeżywamy. Odpowiedz Link
7monly Re: gdy w środku boli 11.10.08, 12:12 Witam! Czytając wypowiedzi do tego tematu nasuwa mi się pewna myśl. >Mam nadzieję,że uda mi się jasno opisać swoje myśli bo ostatnio nie najlepiej mi to wychodzi.Ale może zacznę od początku... Mężatką jestem już 10 lat.Z moim mężem znaliśmy się przed ślubem 3 lata.Wtedy miałam takie wyobrażenie o nim,że obędzie cudownym i dobrym mężem.Przy nim będę w końcu bezpieczna i spokojna i osobiście sama dopilnuję aby nasze małżeństwo było udane.Chociaż, tak naprawdę jeszcze wtedy mój chłopak nie chciał brać ślubu.Twierdził że chce z tym poczekać,a ja się niecierpliwiłam.Chciałam pokazać sobie i rodzinie że potrafię stworzyć normalny dom(teraz uważam,że ja tak naprawdę przecież nie wiedziałam jak ma wyglądać ten "normalny" dom,zresztą jak większość z nas).Dorastałam przecież w patologii. Przed ślubem mąż dokładnie wiedział że pochodzę zrodziny z problemem alkoholowym i pamiętam że kiedyś,po kłótni z moim pijanym ojcem,której on był swiadkiem,powiedziałam że nigdy nie pozwolę aby żaden facet podniósł na mnie i moje dzieci ręke.Od ojca doświadczyłam przemocy fizycznej. Stało się inaczej,mąż uderzył mnie pierwszy raz 3 lata po ślubie. Powód...? Płacząca w nocy córka,której nie potrafiłam uspokoić a mąż miał na rano do pracy.Potem dostałam jeszcze parę razy i zawsze to niby ja go do tego prowokowałam jak twierdził.Te wszystkie wydarzenia strasznie mną wstrząsnęły i roztroiły nerwowo.Przypomniał mi się koszmar z dzieciństwa,kiedy to mój ojciec bił mnie i moją matkę.Tzn.ja obrywałam przy okazji bo stawałam w obronie matki.Pamiętam ten swój okropny przy tym krzyk,wtedy nikt nie mógł mnie uspokoić.To był krzyk dziecka które buntowało się przeciwko złu jakie je spotykało.Chciałam coś zmienić ale byłam bezsilna.Chciałam wtedy nie żyć lub stać się niewidzialna,nic nie czuć. Mąż od około trzech lat nie podnosi już na mnie ręki ale mam wrażenie że to tylko pozorny spokój.Ze gdybym go tylko mocno sprowokowała zrobił by to ponownie.Nie mam siły od niego odejść wciąż mam tę nadzieje że będzie dobrze.Tak jak to sobie kiedyś zaplanowałam.Ja chcę nad sobą pracować,chodzić na terapię ,wiem że jemu to też jest potrzebne.Rozmawiałam z nim kiedyś o terapii,stwierdził że to jest dla wariatów i nie potrzebuje żadnych psychologów do szczęścia. Wychodzi na to że ja w jego oczach też zaliczam się do wariatów. Niby mam to gdzieś co on na ten temat uważa ale mam obawy aby mu powiedzieć że znowu zaczynam terapię.Boję się że będzie mnie krytykował.Czemu tak bardzo liczy się u mnie jego zdanie na ten temat?Wszystko to jest beznadziejne.Ja jestem beznadziejna. Mogę chyba stwierdzić tak naprawdę że boję się swojego męża. Ale czemu DO JASNEJ CHOLERY wszystko jest u mnie "chyba"?Czemu nie mogę być wszystkiego najnormalniej w świecie pewna!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Odpowiedz Link
ladynemeyeth Re: gdy w środku boli 11.10.08, 18:35 7monly, polecam forum "Przemoc w rodzinie" na gazecie.pl. To, co robił Twój beznadziejny mąż, jest karalne, wiesz? Jest prawnie karalne! I moim zdaniem nie zależy Ci na jego zdaniu, tylko się go zwyczajnie boisz. I wcale Cisię nie dziwię, bo to przemocowiec. Terapia jest Ci bardzo potrzebna i bardzosię cieszę, że się na nią zdecydowałaś. Bardzo dzielna z Ciebie dziewczyna! Pozdrawiam Cię gorąco! Odpowiedz Link
7monly Re: gdy w środku boli 11.10.08, 18:48 Dobrze wiem że jest to karalne bo już dwa razy zgłaszałam pobicie na policję.Ale śledztwo zostało umarzane z powodu braku dowodów.Uważam,że policja może kiwnęłaby palcem w tej sprawie gdyby sama była naocznym świadkiem tych pobić.Nie pomogła nawet obdukcja lekarska. Odpowiedz Link
asaofetida Re: gdy w środku boli 11.10.08, 19:59 faceci sa silniejsi fizycznie i jezeli facet ma w sobie agresje to zawsze bedzie to zagrozenie...odejrz od niego...powoli uniezaleznij sie od niego i odejdz bo bedziesz zyc w leku Odpowiedz Link