zalamana_zona
17.12.08, 11:16
sprawa dotyczy mojego meza
zaczne od poczatku i wszystko opisze moze komus starczy samozaparcia
zeby to przeczytac i cos madrego doradzic
moj maz mial ojca i brata alkoholika, sam lubi tez wypic i widze ze
ma problem, na szczescie nie tak rozlegly jak pozostali mescy
czlonkowie jego rodziny
ja jestem po prostu glupia ze dalej z nim jestem i chce mu pomoc, bo
juz tyle razy mnie zawiodl
bardzo czesto zmienia prace, najczesciej jest tak ze po wyplacie juz
sie tam nie pojawia i przychodzi swiadectwo pracy z paragrafem a on
szuka nowej pracy
jak pieniadze z pracy wplywaja na konto to wtedy dochodza one do
mnie, jak ma je odbierac osobiscie to zawsze albo sie suma nie
zgadza (jest mniej niz mialo byc) badz tez go okradna albo zgubi
(sciemy sciemy sciemy- po prostu przegrywa je na automatach bo chce
przyniesc do domu wiecej a to co zostanie przepija bo sie boi wrocic
do domu)- z tego co wiem od zony brata mojego meza- ktory zakonczyl
swoje zycie wieszajac sie- tak samo bylo z ojcem i jej mezem
moja tesciowa zawsze synka przyjmuje jak on nie wraca do naszego
mieszkania jak cos odpierdzieli to idzie spac do niej, nakarmi, da
sie wyspac i nie widzi w tym nic zlego "bo to jest i zawsze bedzie
jego dom"
w tym momencie sytuacja wyglada nastepujaco:
meza nie bylo przez kilka dni po tym jak powinien przyniesc
pieniadze do domu, pojawil sie, poinformowalam go ze skladam pozew o
separacje i o alimenty dla siebie i dzieci- mamy malego synka a ja
na dniach urodze drugie dziecko- w dniu porodu konczy mi sie umowa
tak wiec zostaje bez srodkow do zycia, mieszkanie ktore wynajmujemy
powinnismy 10go grudnia oplacic, dzis 17sty, jeszcze nie zaplacone,
ja nie mam z czego, on ma mi dzis przyniesc pieniadze, ale nie
wierze w to ze to zrobi, codziennie przychodzi do syna, usypia go,
pozwolilam mu spac na materacu zeby nie musial jechac na 2 koniec
miasta do matki a pozniej rano do pracy, ale wiecej juz sie na cos
takiego nie zgodze za cholere, ukradl mi 300zl z pieniedzy ktore ja
dostaje ze zwolnienia ciazowego, obudzilam sie na szczescie pare
minut po tym jak mu dzwonil budzik i zobaczylam ze go nie ma,
ubralam sie szybko i wyszlam z domu, myslalam ze go zlapie na
przystanku, niestety autobus juz odjechal, wpadlo mi jakos do glowy
ze pewnie gra za te pieniadze i pojechalam nastepnym autobusem,
udalo mi sie uratowac 100zl, 200 juz przegral :(
kupil sobie oczywiscie papierosy i 100ml wodki
jego metoda na radzenie sobie z problemami jest uciekanie i picie,
to samo robil oczywiscie jego ojciec i jego brat, z reszta jak ten
ostatni majac 16 lat wyszedl smieci wywalic to wrocil po tygodniu bo
kolegow spotkal i sobie pod namiot z nimi pojechal, a mamusia nawet
na policje tego nie zglosila, ona w ogole caly czas mowi "musisz byc
silna, musisz to przeczekac, wroci"
dla moich rodzicow on juz nie stnieje po prostu, moge liczyc na ich
pomoc, juz dawno mi mowili zebym go zostawila, ale ja swoje- bo
przeciez go kocham, bo to ojciec moich dzieci- no ale co z tej mojej
milosci skoro dla niego to najwyrazniej to nic nie znaczy, tylko
klamstwa caly czas, to od niego dostaje
w tej chwili jestem w sytuacji ze mam 100zl, musze zaplacic 1350zl
za mieszkanie i za cos zyc
powiedzcie co ja mam zrobic bo za chwile wyladuje w psychiatryku
caly czas sie denerwuje, mam zagrozona ciaze i na mojego starszego
syna tez to dobrze nie wplywa, co slychac jakies trzasniecie
drzwiami na klatce to wola "tata tata", wiem ze kocha go jak
szalony, ale dla mojego meza najwyrazniej inne rzeczy sa wazniejsze
od zony i dzieci