anonim_ka
14.03.09, 15:57
O WPŁYWIE DZIECIŃSTWA NA ŻYCIE DOROSŁE
www.wspoluzaleznieni.eu/
Cierpienie dotyka nas wcześnie, zbyt wcześnie. Często już wtedy, gdy nasze
wczesno-dziecięce potrzeby nie są zaspokojone, gdy nie jesteśmy otoczeni czułą
opieką, nakarmieni, otuleni i przewinięci. Również wtedy, gdy nie otrzymujemy
ciepła, pieszczot, dotyku, uwagi, szacunku dla naszej własnej dziecięcej woli,
gdy nie możemy się rozwijać według własnego rytmu lub, gdy nasze dziecięce
pytania pozostają bez odpowiedzi i otacza nas mur chłodu emocjonalnego.
Dzieciństwo zawsze będzie zawierało elementy cierpienia i frustracji; nawet
najlepsza matka nie zaspokoi w sposób doskonały wszystkich oczekiwań i potrzeb
swego dziecka.
Jednakże to nie przeżywanie frustracji i bólu jest przyczyną zaburzeń
psychicznych, lecz zakaz przeżywania uczuć, zakaz wyrażania swej
indywidualności, bólu i cierpienia. Upadając, dwulatek boleśnie uderza się w
kolano. Płynie strumyczek krwi. I łzy po policzku. Komunikat rodzicielski to
najczęściej słowa: „no, przecież nic się nie stało, to nie boli, bądź dużym
chłopcem, chłopcy nie płaczą”. W gorszych przypadkach jest tak: „przestań się
mazgaić, nie bądź babą, co z ciebie za mężczyzna…” a nierzadko rodzic wymierza
ze złością karę za „nieuwagę” lub za brudne ręce czy kolana. Otrzymujemy
przekaz, że nasze uczucia są nie ważne, mamy ich nie odczuwać, i do tego
jeszcze słyszymy w głosie i tonie dużo pogardy, a czasem jesteśmy karani za
to, że czujemy.
Przekaz rodziców, docierający do dziecka i zakazujący mu odczuwania jest
najczęściej przekazem nieświadomym, mającym na celu uniknięcie przez rodziców
odczuwania własnego, stłumionego w dzieciństwie bólu.
Nie dostrzeganie cierpienia swojego dziecka jest dla rodziców jedynym i
najlepszym sposobem by nie widzieć, w jakim stopniu oni sami cierpieli w
zbliżonych sytuacjach. Bezwiednie powtarzają oni to, czego sami zaznali.
Dla dziecka niemożność, a w szczególności zakaz wyrażania tego, co odczuwa
sprawia, że pojawia się kolejne cierpienie: niemożność bycia sobą. Od tego
momentu dziecko zaczyna czuć brak akceptacji dla siebie takiego, jakim jest.
Matka ma być zwierciadłem, w którym widzimy siebie. Jeśli ona nas akceptuje to
i my zaakceptujemy samych siebie. Jeśli w jej oczach odnajdujemy
zniecierpliwienie, złość, wstyd i brak akceptacji to sami siebie zaczynamy
odrzucać. Pozostajemy z bolesnym uczuciem pustki na całą resztę życia, choć
rodzimy się przecież z wewnętrznym uczuciem spójności.
Częstokroć, jako dzieci, musimy odciąć się od rzeczywistości i porzucić samych
siebie gdyż cierpienie spowodowane brakiem miłości i akceptacji jest zbyt
wielkie. Jest to mechanizm obronny, którego celem jest przetrwanie i
przeżycie. Nie robimy tego świadomie, to się w nas dzieje.
W jaki sposób maleńki człowiek mógłby przeżyć poczucie bycia porzuconym nie
odczuwając rozpaczy i braku nadziei, nie mogąc sam zaspokoić swoich potrzeb?
Jest on w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Mechanizm obronny polegający na
odcięciu się od rzeczywistości pozwala mu przetrwać i nie odczuwać tego
piekielnego bólu emocjonalnego. To cięcie jest aktem nieświadomym gdyż dziecko
nie potrafi samo zdecydować o tym by zapomnieć owo cierpienie. Ta zdolność czy
też raczej umiejętność przeżycia, która rozwijała się przez miliony lat
ewolucji jest czymś naturalnym i normalnym u stworzeń ludzkich i nazywana jest
wyparciem.
Lecz gdy dziecko wypiera swoje cierpienie blokuje jednocześnie swoje naturalne
potrzeby i przez to zaprzecza istnieniu części siebie samego. To nieświadome
wyparcie i unieważnienie siebie oraz swoich rzeczywistych potrzeb ma miejsce,
gdy intensywność cierpienia przekracza próg tolerancji. Dziecko staje się
ofiarą dokonanego wyparcia i nieświadomie nadal zaprzecza tej części siebie
przez resztę życia. Najboleśniejsze jest zaś to, że stając się rodzicem
przekazuje swoje własne zranienia swoim dzieciom. Nie jest w stanie rozpoznać
u swoich dzieci potrzeb, które sam, będąc dzieckiem, wyparł.
Potrzeba miłości i akceptacji jest tak wielka, że dziecko zrobi wszystko by na
tę miłość i akceptację zasłużyć. Wyrzekając się siebie prawdziwego wpatruje
się, często z lękiem i niepewnością, w oczy opiekunów, starając się wyczytać z
nich oczekiwania, jakie są mu stawiane w niejasny sposób. Rozwija też
niezwykłą zdolność wychwytywania sygnałów pozawerbalnych czy też domyślania
się oczekiwań rodziców.
Wyparte w dzieciństwie uczucia i emocje nie znikają. Uwięzione w dorastającym
a następnie Dorosłym Dziecku, zaczynają tworzyć coś w rodzaju ciągłego stanu
napięcia, tak na poziomie psychicznym jak i psychologicznym. Napięcie to
tworzy przymus prowadzenia ciągłej walki mającej na celu symboliczne
zaspokojenie potrzeby miłości, która nie została zaspokojona w dzieciństwie.
To, co dla dziecka jest sposobem przetrwania u dorosłego staje się mechanizmem
destrukcyjnym. Częstokroć prowadzi do depresji lub lęku.
Wszystkie sfery życia cierpią z powodu stłumienia wczesnodziecięcych uczuć:
zdrowie psychiczne, fizyczne, związki miłosne, relacje rodzinne, przyjaźnie,
sfera zawodowa. W żaden możliwy sposób osoba dorosła nie jest w stanie
zaspokoić potrzeb niezaspokojonych w dzieciństwie. Rozwiązaniem tej walki może
być jedynie ponowne przeżycie, stłumionych niegdyś uczuć, zablokowanego, od
dawna, cierpienia.
Biorąc pod uwagę fakt, że zachowania dysfunkcyjne wynikają z emocjonalnego
wyparcia, odnalezienie i ponowne odczucie emocji i uczuć są kluczem do
rozwiązania konfliktu.
By uchronić się przed stłumionymi uczuciami bólu, rozpaczy, porzucenia czy
odrzucenia uciekamy w różnego rodzaju zachowania jak alkohol, leki, obsesje
miłosne i seks, hazard, pracoholizm, papierosy, nadmierne objadanie się czy
inne zachowania. Większość z nich pozwala unikać kontaktu z pustką wewnętrzną
i radzić sobie z poczuciem niskiej wartości, izolacji wewnętrznej,
nieadekwatności, wycofania.
Parę słów o procesie zdrowienia…
Stłumione uczucia dopuszczone do świadomości powoli przestają stanowić
przyczynę bólu, ponieważ zostają zintegrowane, tj. włączone do świadomości.
Postawy i zachowania zaczynają ulegać zmianom, gdyż przestają w sposób
nieświadomy służyć tłumieniu. Uwalniamy się od wyczerpującego i ciągłego
przymusu zaspokajania wczesno-dziecięcych potrzeb. Teraz można zadbać o
zaspokojenie swoich aktualnych, dorosłych potrzeb. Stopniowo zaczynamy
przejmować kontrolę nad własnym życiem.
Energia w postaci wewnętrznego napięcia, wymagana do utrzymania w ryzach
bolesnych emocji uwalnia się i przestaje zaburzać funkcjonowanie organizmu,
zarówno w obszarze psychiki jak i w sensie fizycznym.
Napięcie w ciele zmniejsza się, co ma wpływ na ustępowanie symptomów
psychosomatycznych. Zaczynamy coraz lepiej odczuwać swoje ciało, zaczynamy
czuć, że żyjemy.
Zdrowienie to połączenie bólu z jego rzeczywistą przyczyną, czyli wydarzeniem
zaistniałym w dzieciństwie i pełne odczucie bólu związanego z tym wydarzeniem.
Proces ten może być przeżywany wielokrotnie, tyle razy i tak długo jak jest to
konieczne dla danej osoby. Wypłakiwanie żalu z powodu porzucenia, gwałtu,
maltretowania i innych nadużyć trwa czasami lata.
Odwagą jest znalezienie w sobie siły by podjąć ten trudny proces.
Gdy przestajemy postrzegać rzeczywistość poprzez pryzmat, zniekształcających
ją, niezaspokojonych w dzieciństwie potrzeb, przeszłość staje się po prostu
naszą historią osobistą i nie jest dłużej projektowana na wydarzenia aktualne.
Stajemy się coraz bardziej świadomi tego, co jest realne
Zdrowienie to również danie sobie prawa do tego by być prawdziwym i cieszyć
się życiem.
Zdrowienie trwa długo, czasem dziesiątki lat. Pierwszym jego etapem jest
odstawienie szkodliwych zachowań, nałogów, kompulsji. Dopiero wtedy, gdy nie
ma już mechanizmów służących tłumieniu wracają powoli poblokowane w
dzieciństwie u