Dodaj do ulubionych

Szczecin w mokrych galotkach:)

07.09.05, 13:38
Co może psuć miejski krajobraz? Kominy fabryczne, brudne ulice, bazgroły na
murach? Niekoniecznie, bo równie dobrze może to być susząca się na balkonach
bielizna. Do takiego wniosku doszły władze Szczecina, które chcą zakazać
szpecącego procederu
Całość:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,2903994.html
Alfredko, Wędrowcze co Wy na to??
Mnie osobiście nie przeszkadzają żadne szmatki na balkonach,
bo najnormalniej w świecie nie zaglądam nikomu do chałupy i to przez balkon,
ale rozumię też tych zdegustowanych smile
A moje się akurat susza na balkoniewink
Czekam, ze Kaczor przejmie inicjatywe i tez wydali zakazsmile
Obserwuj wątek
    • wedrowiec2 Re: Szczecin w mokrych galotkach:) 07.09.05, 17:02
      Temat skomplikowany i nie do określenia jednoznacznego - dobre/złe,
      brzydkie/piękne. Szczecin rzeczywiście jest wielką wsią, gdzie w oknach i na
      balkonach suszy sie wszystko co się zmieści: gacie przeogromnych rozmiarów,
      majtki z powyciąganymi nogawkami i niedoprane dziecięce śpiochy i pieluchy.
      Poza okna i ścianki balkonów wysuwane są jakieś przedziwne "urządzenia" z
      których nierzadko kapie.Tak się dzieje i w blokach i w starych, pięknych
      kamieniczkach i secesyjnych kamienicach.To nie jest napewno sympatyczne dla
      oka, nie przeszkadzałoby mi gdyby na balkonie powiewała jakaś barwna lekka
      sukienka albo koszulka /czy teraz nosi się koszulki?/ A jeszcze do tego
      balkoniki i balkony, loggie i małe wnęki balkonowe zastawione są starymi
      gratami, pamietającymi chyba swoich poprzednich właścicielisad(. Będąc przed
      laty w Wilnie widziałam w nowych dzielnicach rozciągane parawaniki-ekrany,
      mocno ażurowe ale zasłaniające cały balkonowy b....l A w ogóle to Szczecin
      jest wyjatkowo buraczany ale to wątek na inny temat, prawie historyczny, to
      niestety nie Wrocław Gdańsk czy Słupsk lub 0pole.
      • popaye Re: kartoflanka & buraki (cwiklowe) 07.09.05, 19:39
        Mily Wedrowcze,-

        absolutnie nie wypowiadam sie w meritum sprawy.
        Mam swoje zdanie na ten temat i... zachowam je dla siebie smile.

        Czego nie bardzo rozumiem to... czesto spotykanych na forach "zachwytow" nad
        wygladem, swiatowoscia i wszelkimi rozwiazaniami we Wroclawiu
        ktorego "przyklad" i Ty przytoczylas.

        Przypadkiem i z okazji rodzinnych zobowiazan, mialem okazje w ostatnim roku
        kilka razy przebywac w tym miescie (ca 24 godz) i kilkakrotnie przez je
        przejezdzac.
        Nie znam Szczecina, Opola i Slupska - fakt ale hmmmm.... we Wroclawiu nie
        widzialem NIC takiego czym bym sie specjalnie zachwycil!.

        -Beznadziejne oznakowanie miasta - dla nie-bywalcow przejazd od strony Warszawy
        w kierunku Granicy Panstwa bez samochodowej nawigacji z dobra i aktualna
        software jest praktycznie niemozliwy bez kluczenia i "zasiegania jezyka".

        - nalezienie (dla turysty!) automatu bankowego w niedzielne przedpoludnie, poza
        absolutnym Centrum, jest zadaniem podobnie latwym jak dla dzisiejszego
        licealisty obliczenie logarytmu dowolnej licznby calkowitej bez pomocy
        kalkulatora! smile)

        - kilka nowopolozonych chodnikow z klinkieru (po slynnej powodzi) w Centrum czy
        pare knajp na poziomie "la, la" na wroclawskiej Starowce jeszcze nie czyni
        z tego miasta swiatowej a nawet europejskiej Metropolii - nie przesadzajmy -sad

        pozdrawiam,-
        pE

        • wedrowiec2 Re: kartoflanka & buraki (cwiklowe) 07.09.05, 19:55
          Popayu drogismile
          Gdybyś zobaczył Szczecin, to popowodziowy klinkier rynku wrocławskiego na
          kolanach całowałbyśwink Przez Wrocław nie jeżdżę od lat kilkunastu. Ostatnia
          próba przejazdu samochodem skończyła się jazdą za własnym ogonem po moście
          akademickim. Kilka razy nim przejechałamsad
          We Wrocławiu byłam dwa lata temu i wrażenia wyniosłam pozytywne. Pewnie
          dlatego, że Szczecin nie miał powodzi...
    • omeri Re: Szczecin w mokrych galotkach:) 07.09.05, 22:43
      Niemczech wolno tylko od podwórka, a w segmentach to nawet nie wolno wywiesić
      prania w niedzielę, bo jest to zaklocenie optyczne (optische Stórung - dotyczy
      tecz koszenia trawnika i mycia samochodu ).
      Jestem za pomysłem szczecińskim
      • maryna04 Re: Szczecin w mokrych galotkach:) 08.09.05, 13:34
        Przyznam sie ze wstydem, ze sama w Polsce mialam takie ustrojstwo poza balkon,
        natomiast sasiadka nade mna miala z sasiadka obok sznur na rolkach. Od czasu
        do czasu lopotaly mi po szybie przescieradla. Absolutnie jest to obskurne, ale
        tak nawiasem mowiac, gdzie nalezalo suszyc? Pomieszczenia gospodarcze,
        suszarnie w blokach od poczatku byly na cos zagospodarowane. Faktycznie bylo to
        siermieznie, ale w Polsce przynajmniej ludzie maja kwiatki na balkonach, coraz
        wymyslniejsze. Pamietam to pytanie co roku, co w tym roku sadzisz ( do dwoch
        skrzynek), i zawsze konczylo sie na petuniach.
        • maryna04 Re: Szczecin w mokrych galotkach:) 08.09.05, 13:37
          Gatki i majtki wieszlam na balkonie za ekranikiem.
    • mantra1 Re: Szczecin w mokrych galotkach:) 08.09.05, 14:06
      gaja_1 napisała:

      Czekam, ze Kaczor przejmie inicjatywe i tez wydali zakazsmile
      ****
      Mimo, ze Kaczor jeszcze zadnego oficjalnego rozporzadzenia nie wydalil (i pewnie
      sie nie znizy), w wielu wspolnotach i spoldzielniach mieszkaniowych juz taki
      zakaz obowiazuje. Zwlaszcza po remontach elewacji (ocieplanie, tynkowanie,
      naprawa balkonow itp.) takie zakazy sa automatycznie wprowadzane. Nie wiem, moze
      sa to jakies wytyczne gmin, zeby nie oszpecac swiezo odnowionych budynkow.
      Przyznam, ze gacie czy inne dessousy suszace sie na sznurku w miejscach ogolnie
      dostepnych dla oczu publiki wg mnie wygladaja malowniczo i dodaja lokalnego
      kolorytu wylacznie w waskich uliczkach zabytkowych wloskich miasteczek, albo na
      Trastevere w Rzymie. Na balkonach polskich blokasow raczej srednio, chociaz nie
      ukrywam, ze sama suszylam, mieszkajac na XVII, a potem na III pietrze. Teraz, na
      parterze jest to raczej niemozliwe smile
      Wszystko, wlacznie z posciela susze w lazience, ktora na szczescie ma okno, wiec
      szybko schnie.
      • gaja_1 Re: Szczecin w mokrych galotkach:) 08.09.05, 14:36
        Niestety u mnie w łazience okna niet sad
        i w okresie międzygrzewczym wilgoć jak sto pięćdziesiąt smile
        dlatego susze na balkonie i żadne rozporządzenie tego nie zmieni smile
        Gatki i skarpetki wyschna, bo tam wieszam z czystego lenistwa smile
        Nie lubię drobnicy wieszać na balkoniesmile
    • popaye Re: Szczecin w mokrych galotkach:) 08.09.05, 20:53
      mialem sie nie wypowiadac .... eeh sad

      Mialem, ale troche mnie ciska ta mieszczanska swietojebliwoscia (moralna)
      przesycona argumentacja tych ZA i PRZECIW.

      Te krawaty "z gumka" czy - jak zone: bic to... po cichu! - dostarczy sie Jej
      "dowodu milosci" a otoczenie bedzie uwazac takie malzenstwo za wyjatkowo udana
      pare sad

      To silenie sie na "jelegancje" nie taka zakorzeniona od pokolen w Narodzie -
      przez to NATURALNA a nie pozerska, sztuczna i smieszna.

      Mantra podala przyklad Italii gdzie na autentycznych "Starowkach" (nie jak w
      Warszawie pochodzacych z lat 46-50) uliczki 3 metrowej szerokosci (auto sie
      zwykle nie miesci) na wysokosci od 1-szego pietra czesto sie spotyka
      rozwieszona w poprzek (ulicy) suszaca sie bielizne.
      Czy akurat sa wsrod tych rzeczy majtki i kalesony - nie zwracalem uwagi ale
      nikomu z tego powodu nie spadla korona z glowy i "wartosc historyczna"
      autentycznych kilkusetletnich domow nie stracila NIC ze swego znaczenia.

      Przyklad Niemiec podany przez Omeri - sluszny! ALE - hola, hola! - takie proste
      to to nie jest!.
      Dom wybudowany na wynajem (kilka mieszkan) czy nawet miejska kamiennica gdzie
      mieszkaja lokatorzy nie moze byc wybudowana bez pomieszczenia pralni i SUSZARNI.
      Tak jak NIGDZIE w Niemczech nie zobaczysz domu (postawionego po II-giej Wojnie)
      z lazienka bez OKNA!.
      Tego zabraniaja obowiazujace przepisy budowlane!.
      Na wlasnym, prywatnym gruncie (dzialce przydomowej) mozna wywieszac bielizne
      kiedy chce - rowniez w niedziele!
      Domy "szeregowe" czy blizniaki - troche inna para kaloszy bo.... prawnie to
      jest "wspolnotowa wspolwlasnosc" i nie tylko prania ale rowniez np. anteny TV
      bez zgody innych "wspolwlascicieli" na dachu budynku nie mozna zamontowac!.
      Mycie samochodow - obojetnie czy na ulicach, podworkach, lub wlasnych
      prywatnych dzialkach jest prawnie ZABRNIONE - tu wchodza w gre przepisy ochrony
      srodowiska (scieki) i nie ma znaczenia czyja dzialka bo wody podskorne naleza
      do Panstwa i sa pod jego administracja.
      Chcesz myc auto - jedz na myjnie!. Tam gospodarka sciekami jest stalym nadzorem
      odpowiednich instytucji.

      Co do miejskiego "krajobrazu".
      Malo jest w Europie BRZYDSZYCH miast i osiedli jak w Polsce! (generalnie).
      O jakielkolwiek koncepcji "urbanistycznej" wogole nie moze byc mowy - smiech na
      sali!.
      Architektura wiekszosci "starych" osiedli czy blokowisk - wola o pomste nieba
      - do tego BRUDNE elewacje albo pomazane tania, zlazaca po 2-3 latach farba,
      "Trawniki" = zielsko + chwasty (nieraz podkoszone - fakt!) poprzecinane
      chodnikami na ktorych mozna sobie zeby powybijac - takie rowne! sad
      Ta mizere ma "poprawic" zakas wywieszania kalesonow za oknem? - he, he.

      Zmienia sie - wiem!.
      Nowe budynki-perelki jak gdzie indziej w Europie ze standartem rowniez
      europejskim i tam nie trzeba formalnych zakazow - nikt nie wywiesza tam
      skarpetek i majtek na balkonie jak za 1m kw. powierzchni uzytkowej zaplacil
      1.500 $ (lub rownowartosc) albo wiecej! smile)

      Tylko, ze (jak na razie) generalny obraz polskich miast - ma wiele wspolnego z
      europejskoscia ale raczej "wschodnia".
      Do Kijowa i Bukaresztu atmosfera i wystrojem blizej niz do Italii, Zürich-u czy
      Monte Carlo smile.

      Mnie (na cudzym) balkonie i w Polsce - nie przeszkadzaja ani majtki ani
      skarpetki (nie MOJE!) smile)
      Wszystkim innym "estetom" - zadam pytanie:
      -widzial ktos z Was, we wspomnianej Italii, kogokolwiek z Tubylcow jedzacego
      spaghetti za pomoca widelca i lyzki?
      Taki sposob "konsumpcji" - bardzo ELEGANCKI zalecano mnie (jako dziecku)
      i ... wszystkim na polnoc od Alp! smile))
      Ze to jest "jeb-legancja" przekonalem sie, jako juz dorosly, we Wloszech smile)
      Podobnie jak krawaty z "gumka" - czy "muszki" do wieczorowych smokingow albo
      .... majtki na (obskurnym) balkonie! smile

      Obysmy tylko takie "problemy" (zawsze) mieli!° smile)

      pozdrawiam,-
      pE

      ps. B-ci Kaczynskich (razem i osobno) stac na "wszystko" - czym wiecej glupoty,
      pozerstwa i populizmu (politycznego) tym lepiej! smile)
      Jakiekolwiek zakazy/nakazy podpisane przez Prezydenta Warszawy - Kaczynskiego
      sa ukute w/g sprawdzonego wzorca: g.... mnie obchodzi gdzie kto bedzie suszyl
      majtki! byle nie na balkonie bo ma byc "praworzadnie i... sprawiedliwe"!.
      Niech wciagaja na d.... - MOKRE! smile)
      • jan.kran Re: W sprawie spaghetti. 08.09.05, 21:09
        Jem spaghetti niesłusznie łyżką i widelcem. Nauczyłam się tak w DE. A chcę
        wiedzieć jak we Włoszech ?
        Naprawdę mnie to interesuje
        Kransmile)))
        • popaye Re: W sprawie spaghetti. 08.09.05, 21:38
          Janie-Kranie mily(a),-
          Kluchy, a napewno typu spaghetti to nie jest zadne "eleganckie" jedzenie smile
          "Elegancki" (i ekskluzywny) to jest .. homar oraz (duze) langusty i... konia z
          rzedem wiekszosci (polskich) jeblegantow ktorzy dadza sobie rade z naprawde
          fachowym (przez to eleganckim!) rozbiorem homara, uzyciem szczypiec do pancerza
          i .... wyssaniem zawartosci z hitynowych zakamarkow!.
          Wlosi maja to we krwi bo.... nawet w najbiedniejszych rodzinach je sie tam
          Artischocken (nadziewane, gotowane, z sosem serowym itd) ktorych technika
          jedzenia przypomina spozywanie homara smile.

          Spaghetti - jak od dziecka sie nauczysz - bierzesz (zawijasz) rel.niewiele na
          widelec i ... jak za "dlugie" - po prostu ODGRYZASZ to co sie nie zmiescilo w
          ustach.
          Tak robia to Wlosi! i nikogo tam taki sposob jedzenia nie razi - nawet w
          restauracjach.
          Pojecie "restauracja" w Polsce i we Wloszech to tez inna para kaloszy smile)
          pozdrawiam,-
          pE
          • mantra1 Re: W sprawie spaghetti. 08.09.05, 22:16
            Nie wiem, kto wymyslil pseudoelegancka torture jedzenia spaghetti lyzka i
            widelcem, ale, jak slusznie prawi Popaye - z pewnoscia nie Wlosi. Moze ten sam,
            ktory wymyslil polewanie pizzy ketchupem? wink)
            Toz to czysta przyjemnosc takie niespieszne krecenie kluch na widelcu,
            obcinanie, badz obgryzanie "nadwyzek" i zapijanie winkiem (niektorzy zagryzaja
            to jeszcze watowatym "panino", czyli bula, ale to juz nie na moje slowianskie
            podniebienie) smile
            Podobnie glupim wynalazkiem bylo dla mnie zalecane ongis jedzenie ryby dwoma
            widelcami i cale szczescie, ze zarowno w tym prawdziwie eleganckim, jak i w tym
            "jebleganckim" (wybacz pE, ze na chwile sobie przywlaszczylam kopyrajty,
            tantiemy w drodze wink) juz sie od tego odchodzi.
            • jan.kran Re: W sprawie spaghetti. 09.09.05, 09:03
              Do ryby używam sztućców do tego przeznaczonych choć wychowałm się na dwóch
              widelcach smile))))
              Spróbuję to spaghetti bez łyżki choć wcale nie wyobrażam sobie tego za wygodne...

              Bardzo bym chciała nauczyć się jeść pałeczkami bo jestem zwolenniczką sushi ale
              przekracza to moje zdolnosci manualne.

              A co do spaghetti...
              Owszem mogą to byc rozgotowane kluchy z sosem bolognese z puszki.

              Ale ja gotuję włoski makaron al dente.
              Farfalle , rigatoni , caneloni ,tagliatelle...
              Do tego pesto , parmezan utarty z kawałka a nie gotowe wióry z torebki.
              Sos z koprem włoskim i pomarańczami , najróżniejsze sosy na bazie swieżych
              warzyw , sosy z gorgonzolą , wiele rodzajów oliwek , orzeszki pinii...
              Zgłodniałam smile)))
              Kran.

              • jan.kran Re: W sprawie spaghetti. 09.09.05, 09:12
                P.S.
                Artischocken to karczochy ,można dodać do spaghetti smile , jesć gotowane z sosem
                vinaigrette albo marynowane nadziewane feta.
                A ja smętnie pogryzam sucharek...

                Koniec z tymi kulinarnymi tematami !
                Kran.
                • maryna04 Re: W sprawie spaghetti. 09.09.05, 16:39
                  Ja tez uwielbiam wszelkie kluchy (moga sie nazywac spagetti) z sosami i
                  dodatkami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka