Dodaj do ulubionych

Od kuchni...

02.05.18, 09:30
Właśnie rozmawiałam (po kolei) z dwiema koleżankami - pokłóciły się, a właściwie obie poczuły się urażone. A poszło o kwestie kulinarne. Otóż jedna (powiedzmy Ania) zaprosiła drugą (powiedzmy Basię) na imprezę "ogrodową" z okazji majowego długiego weekendu.
Wersja Ani:
"Ależ jestem wściekła! Natyrałam się jak osioł, pomyślałam, ze zrobię coś ekstra, Baśki sto lat nie widziałam! Uszykowałam sushi, sałatkę z liści wasabi, zupę Pho Ga, przegrzebki... No, narobiłam się, żeby było fajnie i elegancko, a ta pogmerała widelcem w talerzu i prawie nie tknęła!!!"
Wersja Basi:
"A idź... Byłam u Anki, tak się cieszyłam, bo sto lat się nie widziałyśmy! Zaprosiła mnie na obiad. No i ok, przyszłam, a tam na stole porcje jak dla Barbie, w dodatku jakieś mdłe to wszystko, bez smaku... surowa ryba, a ja po surowiźnie mam wątrobę, uważasz, i Anka o tym wie! Poza tym owoce morza, których nie znoszę! Ta, wiadomo, dorobili się, to już musi pokazać, że normalna kuchnia nie dla niej, ona jest "exclusive" a nie jak ja tandeciara co by rosół i schabowego zjadła!"
Próbowałam sprawę załagodzić, mam nadzieję, że im przejdzie, ale zaczęłam myśleć niejako "szerzej". Która z nich popełniła nietakt? Czy są potrawy, których podawać nie wypada? Do jakiego stopnia jako gospodarz i jako gość powinniśmy się dostosować do warunków? Czy Basia słusznie poczuła się "zagniewana" na Anię? W końcu Ania zaprosiła na obiad a gość de facto wyszedł głodny... Czy Ania ma słuszne pretensje? W końcu narobiła się i wykosztowała (a WIEM, że wcale się aż tak nie dorobili) żeby Baśkę ugościć a ta nie doceniła...
Obserwuj wątek
      • panna.ze.dworku Re: Od kuchni... 02.05.18, 10:23
        Ale pomijając tutaj już Anię i Basię, patrząc szerzej: czy organizując przyjęcie powinniśmy się liczyć z gustem gości? Czy np. organizując rocznice ślubu w eleganckiej restauracji serwującej kuchnię fusion, albo też jakąś egzotykę - powinnam liczyć się z tym, że np osoby starsze, przywykłe do potraw tradycyjnych będą niezadowolone z menu? Czy lepiej zrezygnować z ulubionego lokalu i wybrać coś bardziej "typowego"? Bo wszak nie każdy lubi kulinarne eksperymenty...
        • majaa Re: Od kuchni... 03.05.18, 20:58
          Jeśli o mnie chodzi, to zapraszając gości, do siebie czy do restauracji, staram się jednak w miarę możliwości podpasować menu bardziej pod nich niż pod siebie i zadbać, żeby każdy znalazł tam coś, co lubi. Jakiego rodzaju jest to menu, to oczywiście zależy od tego, kogo zapraszam. Jeśli nie do końca znam preferencje gości, to stawiam raczej właśnie na coś bardziej "typowego", jak to określiłaś. Wydaje mi się to po prostu bezpieczniejszą opcją.
          • jolanta4447 Re: Od kuchni... 03.05.18, 21:38
            Przyjmuję niewielu gości, ale zdarza się.
            Zwykle jedzenie to klasyka, ale dla ciekawych nowych potraw, dodatkowo upichcę jeszcze coś innego. Próbują z ciekawością, choć nie są to szokujące smaki. Nawet może dla Was - normalne i codzienne.
            Przykłady -
            - warzywa, pieczarki, ryba i kurczak (w kawałkach) w
            tempurze,
            - kiszona czerwona kapusta i kiszone różyczki kalafiora,
            - buraczki z papryką, czosnkiem i chilli,
            - grilowane krewetki (mam domowy elektryczny grill)
            - grilowane plastry bakłażana z szynką i żółtym serem
            - plastry cukinii w cieście
            - krążki cebulowe w cieście
            - ryba z warzywami, imbirem i chilli - na ostro itp.

            Nie są to główne dania, tylko dodatkowe dla ciekawych, ale większość próbuje, zwykle chwali i prosi o przepis.
            Ci, którzy nie mają odwagi lub nie lubią - mają pieczeń, kotlety czy rybę.
            Na śledzie nie porywam się, bo sama niezbyt lubię; sushi też nie zrobię; małży nie podaję - czasem sama zjem.

            Wydaje mi się, że jedzenie na proszonym obiedzie czy przyjęciu powinno być różnorodne, by każdy znalazł coś dla siebie i najadł się.

            Pewnie gdybym robiła tematyczne przyjęcie (tylko ryby, owoce morza, kuchnia chińska, indyjska itd.), to wcześniej zapytałabym się gości czy jadają i lubią takie.
    • positronium Re: Od kuchni... 02.05.18, 10:17
      Ja mam dwa pytania:
      1. Gdzież ta kobieta dostała świeży korzeń wasabi? Zapłacę (prawie) każde pieniądze, bo to rarytas wielki, proszę o namiar na priv, jeśli dasz radę skołować! Serio.
      2. Czy bardzo Ci zależy, aby być między młotem a kowadłem?

      Gość, który daje na głos wyraz temu, że jest niezadowolony z poczęstunku jest niekulturalny. W tej formie, którą przedstawiłaś wręcz chamski.
      Gospodarz, jeśli zna preferencje kulinarne gościa może dostosować pod niego menu. Chociaż tutaj często można napotkać na problem - gość jeszcze nie wie, że coś lubi, bo nie miał okazji zjeść. wink

      Obiad brzmi na bardzo sycący, szczerze mówiąc. Rosół z makaronem, ryba z ryżem, sałatka, przystawka z owoców morza. Ja tam bym się najadła nawet omijając morskie elementy. No i - czy obiad jako spotkanie jest po to żeby się najeść, czy właśnie spotkać?
      • panna.ze.dworku Re: Od kuchni... 02.05.18, 10:32
        1. Nie mam pojęcia gdzie dostała wasabi.
        2. Kompletnie mi nie zależy. big_grin
        3. Gość dał głośno wyraz nie do gospodarzy tylko do mnie - a mnie tam w ogóle nie było.
        4. Wiesz, jeśli ktoś elementów morskich nie lubi - to już poza rosołem de facto nie zje nic. Sushi nie (no, owszem, można każdy kęs rozbabrać, i odłożyć rybę, a zjeść sam ryż, ale eleganckie to to na pewno nie będzie), przegrzebki odpadają, a wasabi jest ostre (ostry?) i też nie każdemu pasuje. Ja osobiście - nie lubię.
        5. Zasadniczo spotkanie, ale... Jeśli prosisz kogoś na obiad - to chyba naturalne jest, że ów gość oczekuje, iż na stole pojawią się nie tylko krakersy i słone paluszki? Czyli że OPRÓCZ spotkania podasz też coś sycącego...
        6. Poza tym chodziło mi o bardziej "ogólne" ujęcie. Czy zapraszając gości powinniśmy się liczyć z ich gustami? Czy np organizując rocznicę ślubu w eleganckiej, egzotycznej restauracji - powinniśmy się liczyć, że "menu - fusion" może nie zasmakować babci, czy cioci z Pcimia, nawykłym do smaków tradycyjnych? Czy lepiej zrezygnować z "nowomodnych fanaberii" i zorganizować coś w bardziej "swojskim" guście?
        • positronium Re: Od kuchni... 02.05.18, 10:45
          Mnie babcia uczyła, że wybrzydzanie jest nieeleganckie i tego się trzymam.
          Takie ograniczanie menu tylko do tego co stereotypowo uznane jest za tradycyjne wygląda mi na protekcjonalne podejście do gości. "Basi to zrobię schabowego, bo sushi to i tak nie doceni." No, jak to wygląda? Przecież nie każdy prowadzi zeszyt z informacjami o gościach, kiedy byli ostatnio, jakie było menu przyjęcia, czego nie tknęli więc lepiej nie powtarzać...
          Naszła mnie taka refleksja - z jednej strony jest ostry sprzeciw wobec formalizmy i trzymania się starych zasad, ale z drugiej mamy dziwne roszczenia honorowania fanaberii, za cenę własnego komfortu bardzo często.
          • panna.ze.dworku Re: Od kuchni... 02.05.18, 11:19
            "Mnie babcia uczyła, że wybrzydzanie jest nieeleganckie i tego się trzymam" - jak się to ma do "Ja tam bym się najadła nawet omijając morskie elementy"? Czyli wybrzydzanie jest nieeleganckie, ale omijanie niektórych elementów już ok? wink

            Właśnie o ten "problem" mi chodzi. Z jednej strony: Basia poczuła się źle, bo wyszła z obiadu głodna. Z drugiej strony - nie wykluczone, iż gdyby Ania podała rosół i schabowego - a w następnym tygodni na spotkaniu ze mną - sushi i wasabi - to Basia mogłaby poczuć się właśnie potraktowana "z góry", że dla niej to nie warto, perły przed wieprze, masz schaboszczaka, bo na bardziej eleganckie jadło dla ciebie szkoda fatygi...
            Z drugiej strony - jako gospodarze zapewne chcielibyśmy, by nasi goście byli zadowoleni i by im w naszej gościnie było dobrze. Więc czy nie lepiej jest już nie zamiast ale oprócz sushi zaserwować jednak kotlet de volaille i frytki? Mam na myśli głównie większe imprezy, abstrahując od Ani i Basi. Czy wypada, np organizując przyjęcie rocznicowe/weselne/komunijne - ograniczyć menu do dań egzotycznych, nietypowych, wymyślnych? Czy nie byłoby bardziej elegancko, z punktu widzenia gospodarza, zaserwować dania zróżnicowane, tak, by goście mogli wybrać? Ci bardziej "odważni" - sushi i wasabi, ci bardziej "zachowawczy" - rosół i kotlet? I nie wartościując, bo chęć eksperymentowania w kuchni ma się nijak do elegancji czy kultury. smile
            • positronium Re: Od kuchni... 02.05.18, 11:49
              panna.ze.dworku napisała:

              > "Mnie babcia uczyła, że wybrzydzanie jest nieeleganckie i tego się trzymam" - j
              > ak się to ma do "Ja tam bym się najadła nawet omijając morskie elementy"? Czyli
              > wybrzydzanie jest nieeleganckie, ale omijanie niektórych elementów już ok? wink
              >
              No jeśli miałabym straszny opór przed zjedzeniem surowej ryby, to uśmiecham się miło do Ani i mówię "Droga Aniu, pięknie to wszystko wygląda, ale niestety nie mogę jeść owoców morza, więc bardzo przepraszam, że nie będę w stanie skosztować." Nic Ani do tego, z jakiego powodu tych ryb i innych nie mogę jeść, prawda? A sushi nie tylko rybą stoi, w warunkach polskich zazwyczaj jest sporo bezrybnych wersji dostępnych i często są wykorzystywane na domówkach, bo są po prostu - tańsze. Weź tu dostań dobrą świeżą rybę...
              Poza sushi tam było sporo do zjedzenia.


              > Z drugiej strony - jako gospodarze zapewne chcielibyśmy, by nasi goście byli za
              > dowoleni i by im w naszej gościnie było dobrze. Więc czy nie lepiej jest już ni
              > e zamiast ale oprócz sushi zaserwować jednak kotlet de volaille i frytki? Mam n
              > a myśli głównie większe imprezy, abstrahując od Ani i Basi.

              Cateringi na przyjęcia są robione przez ludzi, którzy znają gusta klientów i bardzo trudno dostać menu całe złożone z "egzotycznych i niespotykanych" rzeczy. Już prędzej się okaże, że problemem są małe porcje, a nie to czy gdzieś była trawa cytrynowa, czy garam masala.
              Zresztą, kuchnie innych zakątków świata tez mają dania bliskie temu, co my znamy, więc no bez przesady, da się skomponować meny jednocześnie trzymające się spójnie jednego tematu i zjadliwe dla większości. Ja bym tylko dostosowała poziom pikantności.

              > C
              > i bardziej "odważni" - sushi i wasabi, ci bardziej "zachowawczy" - rosół i kotl
              > et? I nie wartościując, bo chęć eksperymentowania w kuchni ma się nijak do eleg
              > ancji czy kultury. smile
              >
              Ok, ale tak serio - czy dla dorosłych ludzi w Polsce sushi to nadal egzotyczny rarytas? Biedronka sprzedaje sushi i homary u mojego brata na wsi.
              • panna.ze.dworku Re: Od kuchni... 02.05.18, 12:18
                "Poza sushi tam było sporo do zjedzenia" - tylko poza rosołem - wszystko było "morskie" i, ujmijmy to, specyficzne. A nie każdy lubi. No, wyobraź sobie, że ryba ci szkodzi, owoców morza się brzydzisz, a wasabi po prostu ci nie smakuje. Co (oprócz rosołu) byś zjadła?

                "Cateringi na przyjęcia są robione przez ludzi, którzy znają gusta klientów i bardzo trudno dostać menu całe złożone z "egzotycznych i niespotykanych" rzeczy" - nie do końca. Jeśli zamawiam np salę w restauracji to zwykle restauracja ma konkretne menu i z tegoż można wybierać. I tak, jeśli moją ulubioną knajpą będzie "Wege-bar" to nie mam co liczyć na schabowego. Bo knajpa wege z założenia takowego nie poda. Jeśli zaś będzie to "Tokio - exclusive" - to sushi i owszem, dostanę, ale też na de volaille w menu bym nie liczyła.

                "kuchnie innych zakątków świata tez mają dania bliskie temu, co my znamy" - czasem mają, czasem nie. Czasem skomponowanie menu "zjadliwego" dla każdego a spójnego tematycznie może wymagać niewąskiej ekwilibrystyki.

                "Ja bym tylko dostosowała poziom pikantności" - a do czego byś dostosowała? Do swojego gustu? Czy do gustu dzieci zaproszonych na okazję? Zabawa polega na tym, że np mój tata lubi smaki ostre, pikantne. Ja zaś preferuję delikatne i łagodne. I co? Ano to, że coś, co dla niego jest "ok, smaczne" dla mnie będzie niejadalne bo za ostre. smile

                "Biedronka sprzedaje sushi" - i co z tego wynika? Nie twierdzę wszak, że sushi to rarytas (na marginesie - marketowe sushi ma z sushi głównie nazwę!), ale po prostu, że są osoby, które sushi nie lubią. Bo nie jadają surowej ryby, bo im to nie smakuje, bo mają pełne prawo nie lubić "nowinek kulinarnych". Tak samo jak mogą nie aprobować curry, albo casu marzu czy surströmming.

                A na marginesie - urządzając w miarę eleganckie spotkanie - nie podaję "gotowców" marketowych. smile
                • positronium Re: Od kuchni... 02.05.18, 12:49
                  panna.ze.dworku napisała:

                  > "Poza sushi tam było sporo do zjedzenia" - tylko poza rosołem - wszystko było "
                  > morskie" i, ujmijmy to, specyficzne.
                  No to mamy 50-50, bo liście wasabi ani nie są morskie, ani w oczywisty sposób egzotyczne. Ot, zieleninka. więc sałatka się liczy za nie-rybne danie i mamy pół kolacji zjadliwe. Nawet moim zdaniem, ta połówka jest bardziej sycąca, niż druga.
                  BTW - połączenie dań bardzo eklektyczne. big_grin

                  > Jeśli zamawiam np salę w restauracji to zwykle restauracja ma
                  > konkretne menu i z tegoż można wybierać. I tak, jeśli moją ulubioną knajpą będz
                  > ie "Wege-bar" to nie mam co liczyć na schabowego. Bo knajpa wege z założenia ta
                  > kowego nie poda. Jeśli zaś będzie to "Tokio - exclusive" - to sushi i owszem, d
                  > ostanę, ale też na de volaille w menu bym nie liczyła.
                  Ale ci ludzie na co dzień przyjmują różnych ludzi, w tym takich którzy po raz pierwszy kosztują danej kuchni. Zdają sobie sprawę, które dania są "bezpieczne" i co są w stanie zrobić. Można też poprosić kucharza o skomponowanie czegoś pod dyktando "bez ryb, bez ostrych przypraw, bez mięsa" - da się bez problemu, jeśli zamawiasz z odpowiednim wyprzedzeniem.
                  Zresztą, wejdź na pierwszą lepsza stronę "suszarni" zobacz sobie jak okropnie rozbudowane ma menu. Można sushi nie jeść i kilka razy iść na obiad w takie miejsce, bez problemu.

                  > cza
                  > sem mają, czasem nie. Czasem skomponowanie menu "zjadliwego" dla każdego a spój
                  > nego tematycznie może wymagać niewąskiej ekwilibrystyki.

                  E tam. Pierogi są prawie wszędzie. Makarony też, podobnie placki a la podpłomyki, grillowane mięsa, zupy, sałatki, szaszłyki, gulasze...

                  > "Ja bym tylko dostosowała poziom pikantności" - a do czego byś dostosowała?
                  Do średniej preferencji kraju, w którym przyjęcie będzie, a nie z kraju skąd pierwotnie są dania. smile Da się, da się bez problemu, nawet koreańska kuchnia nie ma samych ostrych dań. Można też ostre przyprawy podawać osobno (tak jak się to robi w przypadku pho).

                  > "Biedronka sprzedaje sushi" - i co z tego wynika? Nie twierdzę wszak, że sushi
                  > to rarytas (na marginesie - marketowe sushi ma z sushi głównie nazwę!)
                  Troszkę jakby zachowujesz się, jakby sushi teraz nadal szokowało ludzi swoją egzotyką.

                  > A na marginesie - urządzając w miarę eleganckie spotkanie - nie podaję "gotowcó
                  > w" marketowych. smile
                  A ja czasem tak. wink Tylko nikomu się nie przyznaję, bo to moja sprawa, ile czasu spędzam w kuchni. big_grin Jak smakuje to wszystko jedno, czy ugotowałam sama czy tylko ładnie wyłożyłam na talerz.
                  • panna.ze.dworku Re: Od kuchni... 02.05.18, 13:17
                    "mamy 50-50, bo liście wasabi ani nie są morskie, ani w oczywisty sposób egzotyczne. Ot, zieleninka" - Fałsz. Rosół - jadalny. Sushi - rybne, więc nie. Przegrzebki - owoce morza więc nie. Dla ciebie wasabi to "ot, zieleninka". A dla mnie ma specyficzny posmak. Można go lubić lub nie, ale on jest. I nie każdemu pasuje. więc nie 50/50, a 25/75.

                    "da się bez problemu, jeśli zamawiasz z odpowiednim wyprzedzeniem" - nie da się. Jeśli moją ulubioną knajpa jest wege-bar - to niezależnie od wyprzedzenia schabowego mi nie zrobią i już. Jeśli moją ulubioną knajpą jest "Azja-bar" - to także nie podadzą schabowego, niezależnie od wyprzedzenia. Bo są to specyficzne, profilowane lokale, adresowane do mających konkretne preferencje odbiorców.

                    "Pierogi są prawie wszędzie. Makarony też, podobnie placki a la podpłomyki, grillowane mięsa, zupy, sałatki, szaszłyki, gulasze" - owszem. Ale w opisanym przypadku Ania nie zrobiła "pierogów, makaronów, placków, szaszłyków czy gulaszu", a potrawy dość specyficzne.

                    "Troszkę jakby zachowujesz się, jakby sushi teraz nadal szokowało ludzi swoją egzotyką" - troszeczkę tak się zachowujesz jakby ci brakowało argumentów na poparcie swojej tezy więc "podjazdy ad personam... tongue_out

                    "Jak smakuje to wszystko jedno, czy ugotowałam sama czy tylko ładnie wyłożyłam na talerz" - możliwe. Kilka razy jadłam różne marketowe gotowce i nie trafiłam na żadne danie porównywalne z tym, co potrafię zrobić sama. więc JA nie podaję. I ja bez problemu wyczuję czy danie jest "hurtowe" czy zrobione osobiście. Czy to znaczy, że wytknę to gospodyni? Oczywiście - nie. Ale po prostu zapraszając kogoś - wolę mieć pewność tego co podaję - a tego "marketowe gotowce" mi nie dają.
                    • positronium Re: Od kuchni... 02.05.18, 13:41
                      panna.ze.dworku napisała:

                      > Dla ciebie wasabi to "ot, zieleninka". A dla mnie
                      > ma specyficzny posmak. Można go lubić lub nie, ale on jest. I nie każdemu pasu
                      > je. więc nie 50/50, a 25/75.
                      Ale liście, a nie korzeń. Korzeń jak każdy chrzan jest ostry, ale liście? Ja np. nie lubię rukoli, a jakoś daje rade jak mi rzucają ją do każdej sałatki i na pizzę.

                      > "da się bez problemu, jeśli zamawiasz z odpowiednim wyprzedzeniem" - nie da się
                      > . Jeśli moją ulubioną knajpa jest wege-bar - to niezależnie od wyprzedzenia sch
                      > abowego mi nie zrobią i już. Jeśli moją ulubioną knajpą jest "Azja-bar" - to ta
                      > kże nie podadzą schabowego, niezależnie od wyprzedzenia. Bo są to specyficzne,
                      > profilowane lokale, adresowane do mających konkretne preferencje odbiorców.
                      >
                      W japońskiej restauracji schabowego podadzą, w wietnamskiej podobny kotlet z kurczaka, podobnie w chińskich i tajskich. Zamiast ziemniaczków ryż, całkiem swojski. Sałatka też się jakaś znajdzie, pewnie z kapusty.
                      Co do bezpieczeństwa "tradycyjnej" kuchni - przejdź się do nowoczesnych polskich restauracji. Polecam bardzo. Same znane polskie rzeczy zjesz, ale w takiej formie, że pewnie wyjdzie na "egzotykę."
                      No i ostatecznie - jeżeli chcesz podać schabowego, to podaj schabowego. Są na prawdę bardzo popularne nie tylko w Polskiej kuchni, więc można je sparować z czymś "egzotycznym" bardzo łatwo.

                      > Ale w opisanym przy
                      > padku Ania nie zrobiła "pierogów, makaronów, placków, szaszłyków czy gulaszu",
                      > a potrawy dość specyficzne.
                      Mogła wybrać bardziej 'bezpieczne" ale tego nie zrobiła, jedna wpadka nie czyni z niej złej gospodyni przecież. Nie znaczy też, że jej wybór menu jest niczym ten wzorzec z Sevres, idealną formą obiadu egzotycznego przygotowanego dla koleżanki.

                      Moja znajoma robiła obiad japoński dla przyjaciółek które opiekowały się jej zwierzakiem podczas urlopu. Nie podała sushi. Nie wszystko gościom smakowało. Ale nikt nie wyszedł głodny, a wszyscy byli zadowoleni. Gospodyni - bo pokazała inną, domową stronę tego, co jest postrzegane jako "dziwne" i "elegancie". Koleżanki - bo smażony kurczak jest zawsze pyszny, szczególnie z sałatką ziemniaczaną i domowymi piklami smile Więc niesmaczna reszta dań została tylko symbolicznie skosztowana i nie było problemu.

                      > troszeczkę tak się zachowujesz jakby ci brakowało argumentów na popa
                      > rcie swojej tezy więc "podjazdy ad personam... tongue_out
                      Ad personam jest zauważenie, że dla mnie sushi to nie jest egzotyka (i dla mojej rodziny, i znajomych, i znajomych królika), a dla Ciebie wydaje się, ze jest? No to przepraszam.

                      > Kilka razy jadłam różne marketowe gotowce i nie trafiłam
                      > na żadne danie porównywalne z tym, co potrafię zrobić sama. więc JA nie podaję.
                      Polecam gyozy dostepne właśnie w biedronce (i w Lidlu, i w Netto, i w Carrefourze też są), są w takim charakterystycznym żółtym opakowaniu. Lepsze niż w niejednej restauracji.
      • bene_gesserit Re: Od kuchni... 05.05.18, 19:41
        positronium napisała:

        > Ja mam dwa pytania:
        > 1. Gdzież ta kobieta dostała świeży korzeń wasabi? Zapłacę (prawie) każde pieni
        > ądze, bo to rarytas wielki, proszę o namiar na priv, jeśli dasz radę skołować!
        > Serio.

        Serio, to czemu tak ci zależy na świeżym?
        Na internetach świeże wasabi jest, w skromnej cenie ponad 200zł/kg

        > 2. Czy bardzo Ci zależy, aby być między młotem a kowadłem?

        Podjęłą rolę negocjatorki, to szlachetne.
        Ale istotnie może się dla niej źle skończyć. Powinna spotkać panie na neutralnym gruncie, na kolacji w restauracji np, żeby każda mogła omówić swoje upodobania żywieniowe oraz plotki z czasów niewidzenia się.
    • ola5488 Re: Od kuchni... 02.05.18, 12:11
      panna.ze.dworku napisała:

      Która z nich popełniła nietakt? Czy są potrawy, których po
      > dawać nie wypada? Do jakiego stopnia jako gospodarz i jako gość powinniśmy się
      > dostosować do warunków? Czy Basia słusznie poczuła się "zagniewana" na Anię? W
      > końcu Ania zaprosiła na obiad a gość de facto wyszedł głodny... Czy Ania ma słu
      > szne pretensje? W końcu narobiła się i wykosztowała (a WIEM, że wcale się aż ta
      > k nie dorobili) żeby Baśkę ugościć a ta nie doceniła...

      Myślę, że Basia nie powinna gniewać się na Anię i nie dać tego po sobie poznać (może nie dała, nie wiem). Gospodarz ma prawo ugościć swoich gości tak, jak mu rozum i empatia dyktuje. Jednak mam wrażenie, że gospodarz, któremu zależy na zadowoleniu gości i przyjemnym spotkaniu, bierze pod uwagę preferencje żywieniowe, a tym bardziej nie podaje jednego rodzaju kuchni (nie chodzi o to aby się napracować, ale by poza egzotyczną kuchnią było coś tradycyjnego). Według mnie obie panie wykazały się brakiem empatii i przewidywania: gość, bo przyszedł głodny na obiad i spodziewał się najeść do syta, gospodarz, bo przygotował posiłek jedynie pod swój gust i upodobania kulinarne.

      p.s. Ja też nie najadłabym się na takim poczęstunku, bo nie przepadam za takim jedzeniem wink
      • panna.ze.dworku Re: Od kuchni... 02.05.18, 13:02
        "Zagniewanie" Basi świadomie ujęłam w cudzysłów. Z tego co zrozumiałam - Basia nie obraziła Ani, ani jej nie krytykowała. Po prostu podane jej potrawy uznała za "mało jadalne" więc mniemam, iż skosztowała po kęsku i po prostu "robiła dobrą minę do złej gry". A Ania zauważyła, że gość nie je.

        "nie podaje jednego rodzaju kuchni (nie chodzi o to aby się napracować, ale by poza egzotyczną kuchnią było coś tradycyjnego)" - no i o to mi właśnie chodzi. Że Ania mogła podać np gyoza - pierożki japońskie. Pracochłonne, ale pyszne. A do tego - łatwiejsze do "przyjęcia" osobie nie rozmiłowanej w egzotycznej kuchni.

        "p.s. Ja też nie najadłabym się na takim poczęstunku, bo nie przepadam za takim jedzeniem" - więc właśnie - nie każdy lubi owoce morza, nie każdy rozsmakuje się w sushi, nie każdy przedkłada "elegancką ekskluzywność" nad obszerniejsze porcje...
        • verdana Re: Od kuchni... 02.05.18, 14:17
          Jeżeli zapraszam kogoś, kogo dobrze znam i znam jego gusta kulinarne, to staram się, aby miał co jeść. Mam znajomą, która nie lubi grzybów - nie zrobię na przyjęcie grzybowej i zapiekanych pieczarek, bo inni lubią, a ona powinna nie wybrzydzać. Dla mnie to jest jednoznaczny przekaz - wprawdzie cię zapraszam, ale nie jesteś na tyle dla mnie istotna, abym chciała pamiętać, co ty tam lubisz. Masz jeść co daję i nie wybrzydzać, bo nie mam ochoty sprawić ci przyjemności, tylko zademonstrować swój kunszt kulinarny.
          Dla mnie jest to lekceważenie przyjaciółki. Lekceważenie podwójne, bo najpierw przyrządzamy coś, czego nie lubi, nie licząc sie z nią, a potem wymagamy, aby ona liczyła się z nami i to zjadła.
          • positronium Re: Od kuchni... 02.05.18, 14:25
            verdana napisała:

            > Dla mnie jest to lekceważenie przyjaciółki. Lekceważenie podwójne, bo najpierw
            > przyrządzamy coś, czego nie lubi, nie licząc sie z nią, a potem wymagamy, aby o
            > na liczyła się z nami i to zjadła.

            Nie, ze się nie zgadzam z duchem tego co piszesz Verdano, ale jednak doświadczenie podpowiada mi, że czasem ta informacja co jest "be" nie jest dostatecznie jasno przekazana. Więc nie oceniałabym gospodyni zbyt surowo, bo w sumie nie wiemy jak i kiedy Ania powiedziała Basi o swojej preferencji nie jedzenia owoców morza.
              • positronium Re: Od kuchni... 02.05.18, 16:04
                Ależ ja nie twierdzę, że informacji o preferencjach nie było wcale, tylko się zastanawiam jaka ona była.
                Jeśli gospodyni złośliwie podała same ryby, to zupełnie inna para kaloszy, niż jeśli podała ryby bo ie pamiętała że pół roku temu na kolacji koleżanka bąknęła coś że nie lubi łososia.
          • asia.sthm Re: Od kuchni... 02.05.18, 20:56
            verdana napisała:

            > Dla mnie jest to lekceważenie przyjaciółki. Lekceważenie podwójne, bo najpierw
            > przyrządzamy coś, czego nie lubi, nie licząc sie z nią, a potem wymagamy, aby o
            > na liczyła się z nami i to zjadła.

            I zeby nie zadzwonila do trzeciej kolezanki obrobic nam tylek, dlatego dzwonimy tam pierwsi obrabic tylek niewdziecznemu gosciowi. Koncert obgadywania.

            Jak dla mnie to jest zenujacy pokaz satyry pt: Do czego potrzebna nam przyjacioleczka.
    • gryczana Re: Od kuchni... 02.05.18, 21:10
      Szczerze, dla mnie sytuacja dziwna z obu stron. Jakiś czas temu odwiedziłam bardzo dawno niewidzianą koleżankę. Koleżanka na obiad zrobiła jakieś mięso z ryżem, którego, jako niemięsożerna, nie jadłam. Do tego na przegryzkę podała marchewki plus sos jogurtowy do maczania i ciasto (mleko i jajka, u mnie nie do przejścia). I ani ja się nie obraziłam, że ona po dwóch latach nie pamiętała o moich problemach żywieniowych, przez go przez kilka godzin chrupałam surowe marchewki jak królik, ani ona, że nie zjadłam rzeczy, których nie jadam. Gadałyśmy przez 6 godzin, wyszłam od niej głodna, ale przecież nie na wyżerkę tam poszłam. A z mojego chrupania marchewek nabijałyśmy się obie. Zdarza się, dorosły człowiek powinien być w stanie przetrzymać kilka godzin bez jedzenia chyba... No i nie zakładałam złej woli koleżanki, która faktycznie słyszała o przejściowych zmianach w mojej diecie kilka lat wcześniej, ale założyła, że były one tymczasowe i po takim czasie nie obowiązują. Zastanawia mnie, po co Ania i Basia się w ogóle spotkały.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka