Dziś robiłam z dorsza. Smaczny, ale
miał ości!
Dlaczego filety z ryb mają ości??? Czy to niedbalstwo producentów czy tak musi być?
Wiem, że ryby słodkowodne mają więcej ości niż morskie. Oczywiście - wolę halibuta niż szczupaka czy leszcza, ale - filet to filet - powinno być samo mięsko.
Przez 45 lat omijałam ryby i nie jadłam. Odstręczał mnie zapach i ości. Mijając sklep rybny, przechodziłam na drugą stronę ulicy i zatykałam nos

. Na studiach w piątki głodowałam, bo na stołówce w akademiku podawano śmierdzące śledzie z ziemniakami i musiałam zadowolić się bułką, choć obiady opłaciłam (lata '70).
Potem przekonałam się, a nawet polubiłam (poza śledziami, bo te zawsze 'specyficznie pachną') , bo dzięki sokowi z cytryny, przyprawom i warzywom, można pozbyć się przykrego zapachu, a mięso jest smaczne i zdrowe.
Kupuję tylko filety - świeże lub mrożone.
W życiu nie wypatroszyłabym świeżej ryby czy całego kurczaka, a ości w rybie to dla mnie przykrość i dłubanina w jamie ustnej. Więcej pracy i uważania niż smaku i jedzenia, dlatego kupuję tylko filety.
Ze świeżego łososia wydłubuję pęsetą ości, ale mrożone filety na to raczej nie pozwalają.
Dlaczego w filetach ryb są ości, choć nie powinno ich być?
I pytanie - jak pozbyć się ości, gdy jest się w gościach lub przyjmuje się ich?
Jadłam kiedyś u znajomych w Bieszczadach zupę rybną ze świeżo złowionych pstrągów - same ości! Znaczy - w moim talerzu, bo oni nie znaleźli (gryźli je czy trafiły im się lepsze kawałki?).
Wyciągać z buzi palcami na brzeg talerza? Ja przy tej zupie rybnej nie miałam już miejsca na ości na całym talerzu ;-(
Gryźć i udawać, że ich nie ma?
Chyba kucharz powinien sprawdzić, ale nie tylko w domu tak się zdarza, ale i w restauracjach.