jankolodziej
25.06.10, 15:16
Banka
Może trudno w to niektórym uwierzyć, ale grubo ponad sto lat
temu postanowiono połączyć linią tramwajową Chorzów z Bytomiem linią okrężną,
przez uprzemysłowione i gęsto już zaludnione tereny dzisiejszej Rudy Śląskiej.
Linia ta, służąc naprawdę mieszkańcom przetrwała dwie wojny, zmianę
państwowych granic, a nawet okres „błędów i wypaczeń”. Motornicze (głównie
Panie) jeżdżących po niej tramwajów (budowanych w oparciu o dokumentację
wojennego typu „N”) ostrzegawczo używały charakterystycznego dzwonka.
Pamiętam że ten dźwięk, w połączeniu z dobrze znanym numerem linii był nawet
wśród dzieci używany żartobliwie na określenie braku rozumu. Chcąc kogoś
określić niemądrym, wystarczyło zakręcić ręką obok skroni, mówiąc przy tym
słowa „blym – blym, dziewiontka”. A 9-tka od zawsze była czymś ważnym,
przydatnym, spełniającym oczekiwania. Marzeniem mieszkańców Kochłowic czy
Halemby było rozszerzenie jej torowisk również na te właśnie dzielnice.
Jak wspomniałem, linia wiele przetrwała. Korzystający z niej mieszkańcy zawsze
też mieli świadomość, że jest czymś trwałym i niezmiennym, solidnym elementem
egzystencji kilku miast. Że zmieniające się stosunki własnościowe są przez to
tylko mało istotnym dodatkiem. Nie przewidzieli jedynie, ze stery weźmie w
swoje ręce Roman Urbańczyk, wspierany przez sowicie opłacanych „doradców”,
desygnowanych przez władze miast.
Od stulecia zadaniem linii był transport ludzi. Za przejazdy płacili
pieniędzmi, ale od początku część kosztów ponosiły gminy. Teraz ktoś sobie
uroił, że linia powinna generować zysk. Normalni ludzie wiedzą, że drogą do
zwiększenia zysku jest zwiększenie sprzedaży. W tym przypadku można to
osiągnąć jedynie poprzez zachęcenie do skorzystania z dobrodziejstw tramwaju.
Modernizacja torowiska, nowszy tabor, sprawniejsza obsługa. Jednak typowo
polskim zwyczajem ostatnich czasów, stało się coś innego. Podniesienie ceny o
sto procent! Bo taki jest dla wielu pasażerów ostateczny efekt operacji, jaką
przeprowadziły KZK GOP i Tramwaje Śląskie na żywym organizmie linii numer 9,
dzieląc ją na dwie.
Znalazłem w prasie wytłumaczenie tej decyzji, które jest równie kuriozalne,
jak i pozostałe działania tych instytucji. „Linia była zbyt długa, dochodziło
na niej do wypadków”. Czeka nas zatem najprawdopodobniej stworzenie
wiekopomnego dzieła, jakim może stać się przyszła praca doktorska Romana
Urbańczyka, zatytułowana „Wpływ przesiadki w Chebziu na zmniejszenie liczby
wypadków na torach tramwajowych”.
Innym wytłumaczeniem było podobno lepsze wykorzystanie taboru. Chodzi chyba o
to, że w systemie „sztafetowym” jeden tramwaj dojeżdża do Chebzia, po czym
przekazuje pasażerów drugiemu. Ale zauważmy, że w tym przypadku konieczność
obsługi dwóch tramwajów to usprawiedliwienie utworzenia kilku nowych miejsc
pracy w tramwajowej administracji. A może też, wzorem katowickiego ronda, na
tym chebziańskim zostanie urządzona jakaś galeria sztuki dla czekających
pasażerów? To byłaby wielka szansa dla tej dzielnicy, ale też dla zwykłych
ludzi. Gdzieś przecież muszą się schronić przed deszczem i mrozem.
Przynajmniej mogliby odpocząć po podróży powyginanym i wyboistym torem,
obcując z kulturą. Przy okazji artystyczne doznania pozwalałyby im zapomnieć o
tablicy, którą widzieli przejeżdżając przez Nowy Bytom. Na niej napisano, że
„Za stan torowiska odpowiada spółka Tramwaje Śląskie S.A.”
W swojej dziecinnej naiwności sądziłem, że przedstawiciele poszczególnych gmin
w KZK GOP są po to, by organizacja przewozów była dostosowana do autentycznych
potrzeb mieszkańców. Że tego typu decyzje konsultują, biorąc za to niemałe
wynagrodzenia. Utwierdzał mnie w tym przekonaniu fakt, że z ramienia Rudy
Śląskiej do tego „zadania” wydelegowano radnego, Zbigniewa Domżalskiego,
przynajmniej z założenia sięgającego opinii mieszkańców. Dla organizatora
komunikacji to swoista „blacha na dupę”, jednak tym razem z rad naszego
radnego najprawdopodobniej nie skorzystał – zapewne pamiętając, że ten
propaguje postawę „wybieram rower”.
Tyle żartów, pora na podsumowania. Panu Urbańczykowi i jego świcie zalecam
wizytę np. w rudzkim Urzędzie Pracy, celem uważnego przestudiowania ofert.
Będzie miał okazję przekonać się, że miejsca pracy na rudzian z dzielnic
południowych czekają w dzielnicach północnych, na rudzian w ogóle czekają też
w miastach ościennych. Nie mają tam jak dojechać, zwłaszcza że podróże
komplikują przesiadki. Ludzie „zwykli” muszą dojeżdżać na godzinę szóstą, a
pierwsze okazje dojazdu zaczynają się dopiero po piątej. Urzędnicy radzą sobie
późniejszym rozpoczynaniem pracy, dodatkowo transportując najbliższych
służbowymi limuzynami. To rozwiązanie takich właśnie problemów jest zadaniem
koordynatora komunikacji zbiorowej, a nie psucie funkcjonujących i
sprawdzonych rozwiązań. Jeżeli przerasta to jego możliwości, pora chyba udać
się na zasłużony odpoczynek.
A wszystkim, którzy się do podziału linii „9” przyczynili przypomnę tak po
naszymu, cytowane na wstępie słowa: blym-blym, dziewiontka ! Sens niech sobie
dopasują według własnego uznania.
Jan Kołodziej