olkowsky
11.12.08, 00:43
Chciałbym się z wami podzielić moimi doświadczeniami z wycieczki
organizowanej przez BP „Triada”. Robię to, żeby ostrzec
potencjalnych klientów „Triady” w tym również osoby nurkujące. Sam
nurkuję i nasz wyjazd w pierwszym tygodniu był wyjazdem nurkowym,
a w drugiej połowie miał polegać na zwiedzaniu, jednak były to
wakacje surviwalowe. Dodam tylko, że jeśli „Triada ” nie rozpatrzy
pozytywnie naszych roszczeń i trzech reklamacji złożonych podczas
pobytu, sprawa na pewno zakończy się w sądzie.
A więc do rzeczy:
Nasza podróż z „Triadą” do Jordanii, Syrii i Libanu odbywała się od
26 listopada do 10 grudnia 2008 r. Miały to być nasze upragnione
wakacje, które zaplanowaliśmy z dużym wyprzedzeniem, rezygnując z
dłuższego urlopu latem.
W planie był objazd po Jordanii, Syrii i Libanie w pierwszym
tygodniu, a w drugim nurkowanie w Aqabie.
Jest 26 listopada rano 6:30 – no to lecimy…
Przewoźnikiem jest Centralwings, tu bez zastrzeżeń. Normalny
standard tanich linii, wszystko ok.
Przed lądowaniem w Ammanie mamy okazję podziwiać stolicę Jordanii z
lotu ptaka przez ok. 40 minut. W końcu pilot przez interkom
informuje pasażerów, że na lotnisku Marka nie dostał zgody na
lądowanie, a że paliwo już się kończy, to podjął decyzję o lądowaniu
na Queen Alia, które jest głównym lotniskiem międzynarodowym Ammanu.
Po wylądowaniu siedzimy ok. 1,5 godziny w samolocie. Można było
przewidzieć że w takiej sytuacji jest duże zamieszanie, a poza tym
nikt na nas nie czeka, bo rezydenci są na tym drugim lotnisku.
Jak do tej pory niby bez winy „Triady”, ale chyba coś jest na
rzeczy, bo nasze rodziny dzwoniąc do „Triady” w dniu przed naszym
powrotem zostały poinformowane, że samolotów z Polski nie chcą już
wpuszczać na lotniska w Ammanie. Może ktoś czegoś nie zapłacił… nie
wiem.
Tak więc po jakimś czasie wypuszczają nas na lotnisku Queen Alia, po
kolejnej godzinie odnajdują się rezydenci i zaczynają się
nami „opiekować”. Ujawnia się pan Krzysztof D., który przez cały
czas siedział w samolocie cichutko jak myszka nie chcąc wkurzać
gawiedzi.
Na początku dowiadujemy się, że zamieniono nam kolejność , czyli w
pierwszym tygodniu mamy część pobytową, a w drugim objazd ze
zwiedzaniem, więc dokładnie odwrotnie niż chcieliśmy.
Tu też nie mam zastrzeżeń, bo wiedziałem z podpisanej umowy, że
organizator może dokonać zamiany kolejności, no ale trochę żal bo
plany mieliśmy inne i tak dalej… Wiec zaczynamy to sobie jakoś
racjonalizować, czekając na rezydentów wypijamy piwko, humory
wracają.
Panie rezydentki informują nas, że kolejność zmieniono, bo w
następnym tygodniu w hotelu , który sobie wybraliśmy nie ma miejsc.
I to też zasadniczo jest prawda. Z tym że jak mówił ks. Tischner,
jest cała prawda, tys prawda i gówno prawda. No i w tym przypadku
jest to ten trzeci rodzaj prawdy…
Po pierwsze sprawdziliśmy, po drugie w Aqabie jest niski sezon, więc
w hotelu jest tak pusto, że przeciągi łeb urywają.
Ale jeszcze nie jesteśmy w hotelu…
Po wyjściu z lotniska zostajemy poinformowani, że niestety do
autokaru, który ma nas przewieźć do Aqaby nasza czwórka się nie
zmieści, ale nie mamy się o co martwić, bo organizator zadbał o nasz
transfer samochodem osobowym.
Tak więc zabieramy nasze walizy w stronę „czarnej szczały”, która z
prędkością światła ma nas powieźć w stronę naszej upragnionej Aqaby…
Tu kolejny zgrzyt, albowiem pan kierowca zwraca się do pani Anny W. –
naszej rezydentki opiekunki tymi mniej więcej słowami:
„Dys lagycz for dys kar noł gut”… no jasne bagaż z nami nie jedzie!
Na szczęście w autokarze znalazło się jedno miejsce, więc jedna z
dziewczyn z naszej czwórki zaoferowała się pojechać autokarem i
dopilnować by bagaż dotarł na miejsce.
Szczęście mieli również pasażerowie autokaru, bo jak się okazało
polskojęzyczny pilot z wycieczką nie jechał, więc dziewczyna pełniła
w drodze do Aqaby rolę tłumaczki.
Używając określenia „czarna szczała” na zdezelowaną Mazdę, którą
pomknęliśmy na urlop, nie zrobiłem tego przypadkowo. To pani
rezydentka poinformowała nas, że w Aqabie będziemy za 2,5 godziny.
Pomyślałem sobie: no nieźle, to w końcu prawie 300 km. Ale po 4,5
godzinach podróży z mojego określenia aktualne pozostaje
tylko”czarna”.
Na miejsce naszego rozpasanego lenistwa
wybraliśmy „InterContinental”.
Fajne miejsce z prywatną plażą, hotel luksusowy, więc można wybaczyć
naszej kochanej „Triadzie” takie drobne potknięcia na początku
pobytu. Nurkujemy w sprawdzonej bazie, jedna z pań kończy robić OWD.
Dzień po dniu idylla przeplata się z sielanką, a przed nami wciąż
jeszcze cudowny tydzień zwiedzania.
Słońce zachodzi nad Jordanią 2 grudnia, nadciągają czarne chmury.
Wracamy do hotelu, gdzie znajdujemy informację o godzinie transferu
do Ammanu. Lekki niepokój budzi tylko informacja, która przeznaczona
była dla osób wyjeżdżających do Polski, że wylot odbędzie się z…
Sharm El Sheik.
Pytając o to następnego dnia panią Annę W. - naszą rezydentkę,
dostajemy odpowiedź, że pani Anna nic nie wie o naszym powrocie do
Polski. Jednak już pierwszego dnia objazdu wiemy, że prawdopodobnie
wylot odbędzie się z Sharm El Sheiku, z Egiptu, ale informacje
dostarczone zostaną później (bilety mamy wystawione na wylot z
Ammanu). Od tej pory formułka: „proszę państwa nie wiem, ale takie
mam informacje z Triady” będzie nam towarzyszyć kilka razy dziennie.
Zostajemy jednocześnie zapewnieni , że termin wylotu nie ulegnie
zmianie, co było kłamstwem. Na boku rezydentka Triady skomentowała,
że uczestnicy powinni się cieszyć, że to dodatkowa atrakcja, bo
zwiedzimy jeszcze jeden kraj!
Do ostatniej chwili brak informacji w jakich hotelach będziemy
zakwaterowani w poszczególnym miastach podczas przejazdu, mimo, że
pytania o zakwaterowanie kierowaliśmy wielokrotnie już przed
wyjazdem na wycieczkę jak i w trakcie. O miejscu noclegu
dowiadywaliśmy się dopiero podjeżdżając pod hotel.
Hotele:
Warunki sanitarne w hotelu Arena w Ammanie – pierwszym na trasie
objazdu w którym spędziliśmy dwie pierwsze noce – są
powiedzmy ”nieodpowiednie” (smród tanich perfum roznosił się w
pokojach, pewnie miał zamaskować inny smród, który uniemożliwiał
oddychanie na klatce schodowej!), no i od 3 rano zaczynała się
hotelowa dyskoteka uniemożliwiająca wypoczynek. Tłumaczenie
pilota: „Jordańczycy mają święto”.
Jeszcze pierwszego dnia po kolacji mamy opłacić pakiet, na który
składają się: opłaty związane z przekraczaniem granic, pakiet za
wstępy do zwiedzanych obiektów, oraz napiwki. Razem 175 $ wg
katalogu „Triady”, który, jak wielokrotnie w ciągu objazdu podkreśla
pan Krzyś D., jest obowiązującym załącznikiem do umowy.
Jednak kwota która ma być pobrana od każdego z uczestników to 216$
na osobę. Na pytanie z czego wynika różnica, pan Krzysiu
odpowiada… „Proszę państwa nie wiem, ale takie mam informacje z
Triady”
Nazajutrz ruszamy dalej, w Damaszku spędzimy 3 noce.
Grupa w autokarze dostaje od pilota informację, że będzie
zakwaterowana w dwóch hotelach: „Petrze” i drugim bez wymienionej
nazwy. Na miejscu okazuje się, że 39 osób zostało zakwaterowanych w
hotelu „Afamia” o standardzie dwóch gwiazdek (informacja na szyldzie
hotelu i w przewodniku Lonely Planet) a 7 osób - w tym nasza
czwórka - w hotelu „Candels” o standardzie „hotel typu hotel”.
Na pytanie dlaczego do ostatniej chwili nie znamy nazwy hotelu pada,
a jakże odpowiedź… „proszę państwa nie wiem, ale takie mam
informacje z Triady”.
Warunki w hotelu „Candels” były poniżej dopuszczalnych norm
sanitarnych (mamy f