kociak40
26.05.09, 17:01
Mam przed sobą tekst z jakiejś publikacji katolickiej. Dotyczy on
cudu w wykonaniu św. Urszuli Ledóchowskiej (wtedy zapewne jeszcze
nie świętej). Streszczę dla skrótu. W zakonie żeńskim jakiś młody
mężczyzna wykonywał prace porządkowe w ogrodzie - kosił trawę
kosiarką elektryczną. Na skutek przebicia, poraził go prąd, upadł,
znalazł się pod napieciem elektrycznym. Jak sam opisuje, nie mógł
krzyczeć, ciało jego uległo jakby ogólnemu skurczowi, nadchodziła
smierć. Nie było ratunku. Gasnącym ostatnim spojrzeniem zobaczył, że
jakaś siostra zakonna, złapała go oburącz za nogi i odciągneła od
przewodu elektrycznego. Och! mógł wykonać głeboki oddech, został
uratowany. Jak tylko doszedł do siebie, natychmiast wszedł do
budynku, zgłosił sie do siostry przełozonej zakonu, opisał dokładnie
tą siostrę, ktora go uratowała, i wyraził chęc osobistego
podziekowania jej za uratowane życie. Niestety, takiej siostry w
zakonie nie było. Opis pasował jak ulał do siosiostry Urszuli, ktora
już zmarła kilka lat temu, a ktora przebywała w tym zakonie.
Przełozona migiem zorientowała się, że to cud, zawołała jeszcze inne
dwie siostry jako świadków i kazała mlodzieńcowi dokładnie opisać to
wszystko co się wydarzyło w ich obecności. Tu nastąpiła dalsza część
cudu. Chłopak popełnił błąd ortograficzny i napisał nazwisko tej
Urszuli przez "u" otwarte. Wtedy to własnie rozległ się z góry
donośny żeński głos - "Ledóchowska przez "ó" z kreską!!!" (ja piszę
to nazwisko uważnie aby tego glosu nie usłyszeć). Siostry poznały
natychmiast glos swojej zmarlej siostry. Cud został uznany jako
100%, załaczono opis wypadku sporządzony przez młodego człowieka,
siostry poświadczyły swoim podpisem, że usłyszały ten glos,
przystawiono pieczątki, wszystko jak należy zrobiono, aby nie było
żadnej wątpliwości, udokumentowany cud. Zapewne (tu już moja uwaga)
zapakowano to w kopertę, zalakowano i wio! do Watykanu.
Co do tego głosu, to nie mam zastrzeżeń, jest to zrozumiałe, w
pisaniu nazwiska bardzo ważna jest ortografia, bo może dotyczyć kogo
innego, a przyszły świety musi dbać o swoje interesy.
Mam natomiast duże zastrzeżenie co do pierwszej części cudu. Święty,
jest dla nas żywych, przykładem do naśladowania w swoim
postępowaniu, a Urszula dała bardzo zły i niebezpiecny przykład. Nie
wolno nikogo porażonego prądem i będącego pod napięciem dotykać, bo
nie pomożemy, a tylko sami zginiemy. Urszula miała wielkie
szczęście, że już dawno nie żyła ale to nie upoważnia ją, aby
dobrego przykładu nie dać. Powinna ukazać się z gumowymi grubymi
rękawicami na rękach, z gumowymi (też grubymi) butami na nogach.
Wtedy tak, cud do nasladowania. Taki cud jaki zrobiła powinien być
nieuznany, a nawet więcej, powinien być powtórzony aby był do
naśladowania jak ktoś będzie też chciał ratować porazonego prądem.
Ostrzegam, w żadnym wypadku nie wolno tak postąpić jak Urszula, nic
to nie da, sami zginiemy. Nawet jak już po śmierci będziemy chcieli
coś takiego powtórzyć, nie zapominajmy o tych gumowych rękawicach i
gumowych butach, będzie to przykład do nasladowania. Najlepiej jak
nie będziemy ciągneli za nogi ale wyłączymy zasilanie prądu poprzez
bezpieczniki, odciągniemy przewód elektryczny od porażonego jakimś
izolatorem (np. drewnianym, suchym kijem lub drągiem). Problem jest
z tymi świętymi, fizyki nie znają, a za życia mieli czas aby się jej
uczyć.