Dodaj do ulubionych

2002 i 2003, czyli nie ma lekko

IP: *.dialup.optusnet.com.au 16.08.02, 00:56
W Polsce finansowanie wydatkow budzetowych na rynku pienieznym
musi przestac konkurowac z sektorem prywatnym. Pozwoli to
zredukowac stope procentowa. Strona wydatkowa budzetu musi byc
radykalnie odchudzona o wydatki na sektor panstwowy. Czyli
dalsza prywatyzacja i restrukturyzacja tego co sie jeszcze da.
To zwiekszy pole manewru gospodarczego i moze, w jakiejs dalszej
perspektywie, umozliwi zmniejszenie podatkow. Oby.
Jakie sa sily polityczne, ktore wymusilyby taki lub podobny bieg
wydarzen?

Obserwuj wątek
    • tomalka2 Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko 16.08.02, 12:12
      Gość portalu: A napisał(a):

      > W Polsce finansowanie wydatkow budzetowych na rynku pienieznym
      > musi przestac konkurowac z sektorem prywatnym. Pozwoli to
      > zredukowac stope procentowa. Strona wydatkowa budzetu musi byc
      > radykalnie odchudzona o wydatki na sektor panstwowy. Czyli
      > dalsza prywatyzacja i restrukturyzacja tego co sie jeszcze da.
      > To zwiekszy pole manewru gospodarczego i moze, w jakiejs dalszej
      > perspektywie, umozliwi zmniejszenie podatkow. Oby.
      > Jakie sa sily polityczne, ktore wymusilyby taki lub podobny bieg
      > wydarzen?
      >

      Niestety wygląda na to, że takich sił nie ma w parlamencie. A poza parlamentem?
      Jeżeli nawet są poza parlamentem, to fakt ten najlepiej świadczy o ich sile. To
      wróży źle. Możliwe scenariusze to: utrzymywanie półśrodków i dociągnięcie do
      akcesji w UE a potem jakoś to będzie lub kryzysik: państwo przestaje regulować
      swoje zobowiązania bo nie ma możliwości ich sfinansowania - budżet będzie
      wówczas zrównoważony. Jeżeli czytasz uważnie to forum to możesz się zorientować
      jak łatwo jest zbudować koalicję antyNBP-owską i jak trudno jest zbudować
      koalicję antybudżetową. Pewne zaostrzenie budżetu może wymóc również fakt, że
      niedługo dług przekroczy relację 50% PKB a zgodnie z konstytucją wówczas zapala
      się czerwone światło i dalsze możliwość powiększania długu jest ograniczona
      (konstytucja mówi również, że nieprzekraczalną granicą jest 60%).
      • Gość: dorota Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.man.bialystok.pl 20.08.02, 12:05
        W jednej kwestii tylko nie ustąpie, reszta do omówienia, nie ma finansowania,
        bo tego bym nie zniosła.
    • feezyk Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko 16.08.02, 12:19
      Gość portalu: A napisał(a):

      > W Polsce finansowanie wydatkow budzetowych na rynku
      pienieznym
      > musi przestac konkurowac z sektorem prywatnym.

      Swietnie: tniemy emerytury?

      Weryfikujemy renty?

      Prywatyzujemy - co jeszcze zostalo?

      A jak juz wszystko sprywatyzujemy, to jak
      bedziemy latac dziure budzetowa?

      A moze, likwidujemy koplanie? Tylko, ze likwidacja
      kopalni, to jest dopiero droga operacja!
      No i trzeba wyplacic odprawy, zasilki...


      > Pozwoli to zredukowac stope procentowa.

      Stopa od dawna jest za wysoka, co widac
      po wszystkich istotnych wskaznikach: inflacji,
      podazy pieniadza, kursie zlotowki.


      > Strona wydatkowa budzetu musi byc
      > radykalnie odchudzona o wydatki na sektor panstwowy.

      Wiesz, ile wynosza wydatki budzetu, z pominieciem
      wydatkow sztywnych (obsluga dlugu, ZUS, KRUS)?
      Wiesz jak to sie ma do rozmiarow budzetowej dziury?
      Sprawdz, zobaczysz, ze musialbys obnizyc o 10-20%
      wydatki na sadownictow, edukacje, administracje, sluzbe
      zdrowia, wojsko (a F16?), drogi, zeby deficyt budzetowy
      poczul. Zmniejszac emerytury? No, gratuluje pomyslu,
      ale...

      Takie "proste recepty" jak przedstawiles, maja niestety
      wartosc bajtow na serwerze GW.


      > Czyli dalsza prywatyzacja i restrukturyzacja tego co
      sie
      > jeszcze da.

      He, he. Juz pytalem. Co jeszcze zostalo?


      > To zwiekszy pole manewru gospodarczego i moze, w
      jakiejs dalszej
      > perspektywie, umozliwi zmniejszenie podatkow.

      Masz spore wymagania: zmniejszenie dziury i zmniejszenie
      podatkow (nb srednie obciazenie podatkiem osobistym nie
      przekracza w Polsce 15%, do tego wiekszosc bonusow
      jest wolna od podatku). Metoda: sprzedac na gwalt co sie
      da,
      a potem moze jakos bedzie. Niezly plan.


      > Oby.
      > Jakie sa sily polityczne, ktore wymusilyby taki lub
      podobny bieg
      > wydarzen?
      >

      Mam nadzieje, ze nie, bo Twoj plan jest zly.
      Nie ujmuje istoty rzeczy - panstwo polskie potrzebuje
      przede wszystkim poprawy jakosci dzialania, a to przez
      zadbanie o jakosc: administracji, wymiaru
      sprawiedliwosci,
      edukacji. Zdjecie czesci koncesji, bardziej zdecydowane
      i skuteczne sciaganie korupcji, zmiana stosunku
      administracji do przedsiebiorcow, zmiany kodeksu
      pracy powinny stworzyc lepsze warunki do dzialalnosci
      gospodarczej. To ma szanse przyciagnac powazne
      inwestycje oraz zwiekszyc aktywnosc i optymizm
      przedsiebiorcow. Bon edukacyjny i doplaty do sluzby
      zdrowia
      powinny pociagnac do gory jakosc tych uslug.

      Bardziej agresywna polityka monetarna powinna
      zostac zastosowana, zeby dac impuls rozwojowy.
      Ciecia stop powinny obnizyc wartosc zlotowki i
      ozywic eksport, ktory ma szanse dac impuls wzrostowy.
      W tych warunkach, wplywy do budzetu moga wzrosnac
      wskutek wzrostu gospodarczego, bez nonsensownych
      ciec wydatkow na wyraznie niedofinansowana
      sfere uslug panstwa.

      Twoj plan zas, to kopia tego co juz bylo:
      przejadanie majatku i brak dbalosci o jakosc panstwa.
      Haslo "obnizania podatkow" jest tylez nosne, co
      populistyczne, niestety.

      Pozdrawiam
      F.
      • Gość: A Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.dialup.optusnet.com.au 16.08.02, 17:40
        feezyk napisał:

        > Gość portalu: A napisał(a):
        >
        > > W Polsce finansowanie wydatkow budzetowych na rynku
        > pienieznym
        > > musi przestac konkurowac z sektorem prywatnym.
        >
        > Swietnie: tniemy emerytury?
        >
        > Weryfikujemy renty?
        >
        > Prywatyzujemy - co jeszcze zostalo?
        >
        > A jak juz wszystko sprywatyzujemy, to jak
        > bedziemy latac dziure budzetowa?

        Jaka dziura budzetowa? Czy deficicyt budzetowy bedzie trwac wiecznie? Dobry
        program. Tylko kto za to bedzie placil? Moze bedzie ogloszona nowa upadlosc?

        > A moze, likwidujemy koplanie? Tylko, ze likwidacja
        > kopalni, to jest dopiero droga operacja!
        > No i trzeba wyplacic odprawy, zasilki...


        Czy ktos kiedys policzyl i zasugerowal jak lepiej postapic ? W Unii nie ma
        doplat do produkcji nierentownych przedsiebiorstw! Mozna sfinansowac tylko
        likwidacje upadajacych. Moze to jest znow liczenie, ze likwidacje przeprowadzi
        Unia? Pewnie przeprowadzi ale za polskie pieniedze i w miedzyczasie bedzie to
        kosztowac dodatkowo pare miliardow zlotych.

        > > Pozwoli to zredukowac stope procentowa.
        >
        > Stopa od dawna jest za wysoka, co widac
        > po wszystkich istotnych wskaznikach: inflacji,
        > podazy pieniadza, kursie zlotowki.
        >
        >
        > > Strona wydatkowa budzetu musi byc
        > > radykalnie odchudzona o wydatki na sektor panstwowy.
        >
        > Wiesz, ile wynosza wydatki budzetu, z pominieciem
        > wydatkow sztywnych (obsluga dlugu, ZUS, KRUS)?
        > Wiesz jak to sie ma do rozmiarow budzetowej dziury?
        > Sprawdz, zobaczysz, ze musialbys obnizyc o 10-20%
        > wydatki na sadownictow, edukacje, administracje, sluzbe
        > zdrowia, wojsko (a F16?), drogi, zeby deficyt budzetowy
        > poczul. Zmniejszac emerytury? No, gratuluje pomyslu,
        > ale...
        >
        > Takie "proste recepty" jak przedstawiles, maja niestety
        > wartosc bajtow na serwerze GW.

        Co wiec nalezy zrobic, zeby zlikwidowac problem w rozsadnym czasie?
        Recepta nie jest wcale prosta. Jest stosowana w moim kraju w sytuacji bardzo
        podobnej do polskiej. Nie wiem, czy warto w ogole cos pisac, skoro wszyscy
        wszystko doskonale wiedza.

        >
        > > Czyli dalsza prywatyzacja i restrukturyzacja tego co
        > sie
        > > jeszcze da.
        >
        > He, he. Juz pytalem. Co jeszcze zostalo?
        >
        >
        > > To zwiekszy pole manewru gospodarczego i moze, w
        > jakiejs dalszej
        > > perspektywie, umozliwi zmniejszenie podatkow.
        >
        > Masz spore wymagania: zmniejszenie dziury i zmniejszenie
        > podatkow (nb srednie obciazenie podatkiem osobistym nie
        > przekracza w Polsce 15%, do tego wiekszosc bonusow
        > jest wolna od podatku). Metoda: sprzedac na gwalt co sie
        > da,
        > a potem moze jakos bedzie. Niezly plan.
        >
        >
        > > Oby.
        > > Jakie sa sily polityczne, ktore wymusilyby taki lub
        > podobny bieg
        > > wydarzen?
        > >
        >
        > Mam nadzieje, ze nie, bo Twoj plan jest zly.
        > Nie ujmuje istoty rzeczy - panstwo polskie potrzebuje
        > przede wszystkim poprawy jakosci dzialania, a to przez
        > zadbanie o jakosc: administracji, wymiaru
        > sprawiedliwosci,
        > edukacji. Zdjecie czesci koncesji, bardziej zdecydowane
        > i skuteczne sciaganie korupcji, zmiana stosunku
        > administracji do przedsiebiorcow, zmiany kodeksu
        > pracy powinny stworzyc lepsze warunki do dzialalnosci
        > gospodarczej. To ma szanse przyciagnac powazne
        > inwestycje oraz zwiekszyc aktywnosc i optymizm
        > przedsiebiorcow. Bon edukacyjny i doplaty do sluzby
        > zdrowia
        > powinny pociagnac do gory jakosc tych uslug.
        >
        > Bardziej agresywna polityka monetarna powinna
        > zostac zastosowana, zeby dac impuls rozwojowy.
        > Ciecia stop powinny obnizyc wartosc zlotowki i
        > ozywic eksport, ktory ma szanse dac impuls wzrostowy.
        > W tych warunkach, wplywy do budzetu moga wzrosnac
        > wskutek wzrostu gospodarczego, bez nonsensownych
        > ciec wydatkow na wyraznie niedofinansowana
        > sfere uslug panstwa.
        >
        > Twoj plan zas, to kopia tego co juz bylo:
        > przejadanie majatku i brak dbalosci o jakosc panstwa.
        > Haslo "obnizania podatkow" jest tylez nosne, co
        > populistyczne, niestety.
        >
        > Pozdrawiam
        > F.

        Przykro mi. Sadzilem, ze przyczyna zaniedban podstawowych funkcji panstwa sa
        wlasnie braki srodkow w budzecie. Skoro stopa podatkowa jest tak niska to
        poprostu nalezy ja podniesc, zniknie nieslawna dziura budzetowa i "od jutra"
        wszystko powinno byc jak nalezy.

        Pozdrowienia
        A
      • ania114 Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko 16.08.02, 20:48
        feezyk napisał:

        > Gość portalu: A napisał(a):
        >
        > > W Polsce finansowanie wydatkow budzetowych na rynku
        > pienieznym
        > > musi przestac konkurowac z sektorem prywatnym.
        >
        > Swietnie: tniemy emerytury?
        >

        Nie, ale zrezygnujmy z indeksacji - niech podwyżki emerytur będą w jakiś sposób
        uzależnione od sytuacji budżetu. Sprawdź w GUS-ie jak wzrastają realne
        emerytury a jak realne płace.
        Tak, tak ja rozumiem, że emerytury są niskie - tylko, że my jesteśmy biednym
        państwem, płace lekarzy, nauczycieli i policji są również niskie, płace
        robotników w sektorze prywatnym są również niskie (poza tym często pracują
        nielegalnie).


        > Weryfikujemy renty?
        >

        Tak, weryfikujmy renty - sądząc po ilości rencistów jesteśmy naprawdę chorym
        społeczeństwem. Znam paru rencistów - chłopy jak dęby zasuwają na budowach, co
        nie przeszkadza brać im renty np z powodu uszkodzenia kręgosłupa.


        > Prywatyzujemy - co jeszcze zostalo?
        >


        Prywatyzujmy jak najszybciej. Czy rzeczywiście jesteś szczęśliwy, że państwo
        jest właścicielem wciąż tak dużej ilości przedsiębiorstw? Co zyskujesz? Czy
        chodzi o to, żeby każdy kolejny rząd miał tyle posad do obsadzenia?
        Prywatyzacje mogą być lepsze lub gorsze, ale tak naprawdę najgorsze jest
        utrzymywanie majątku produkcyjnego w rękach państwa. Jeżeli już powołujesz się
        na Friedmanna to przypomnij sobie co pisał o tym jak to w ZSRR 1% ziemi
        uprawnej posiadanej przez kołchoźników na własność dawał 30% produkcji żywności.


        > A jak juz wszystko sprywatyzujemy, to jak
        > bedziemy latac dziure budzetowa?
        >

        Na razie to przestaliśmy prywatyzować.

        .
        .

        >
        > Wiesz, ile wynosza wydatki budzetu, z pominieciem
        > wydatkow sztywnych (obsluga dlugu, ZUS, KRUS)?

        Nie są tak sztywne jak myślisz. O niektórych mówi się tylko, że są sztywne żeby
        nic z nimi nie robić.


        > Mam nadzieje, ze nie, bo Twoj plan jest zly.
        > Nie ujmuje istoty rzeczy - panstwo polskie potrzebuje
        > przede wszystkim poprawy jakosci dzialania, a to przez
        > zadbanie o jakosc: administracji, wymiaru
        > sprawiedliwosci,
        > edukacji.

        I niech się tym zajmie i niczym więcej, niech premier myśli o tych rzeczach, a
        nie o tym kto ma być prezesem państwowej ubezpieczalni, państowego banku
        kopalni czy huty.
        Niech usuwa koncesje i poprawia prawo jak piszesz niżej, żeby łatwo było
        założyć firmę, łatwo odzyskać dług.

        Zdjecie czesci koncesji, bardziej zdecydowane
        > i skuteczne sciaganie korupcji,
        Jak chcesz walczyć z korupcją i jednocześnie utrzymywać sektor państwowy?
        Naprawdę jesteś taki naiwny?


        >zmiana stosunku
        > administracji do przedsiebiorcow, zmiany kodeksu
        > pracy powinny stworzyc lepsze warunki do dzialalnosci
        > gospodarczej. To ma szanse przyciagnac powazne
        > inwestycje oraz zwiekszyc aktywnosc i optymizm
        > przedsiebiorcow. Bon edukacyjny i doplaty do sluzby
        > zdrowia
        > powinny pociagnac do gory jakosc tych uslug.


    • Gość: deLUC Re: Glupota jest nosna IP: *.braniewo.sdi.tpnet.pl 16.08.02, 14:09
      Eh ze 10 postow na temat takich medialnych "planow" napisalem (pieja je
      Lewandowski, Jankowiak, Rybinski ....) - zastanawiam sie czy oni maja swiadomosc
      polskich realiow gospodarczych? bo z tego wynika ze nie?
      • feezyk Punkty siedzenia 16.08.02, 14:48
        Czesc deLuc,

        Jest zupelnie jasne, ze interesy drobnych polskich
        przedsiebiorcow na ktorych powinien opierac
        sie prawdziwy kapitalizm i wielkich, miedzynarodowych
        koncernow lub instytucji miedzynarodowych bywaja
        sprzeczne.

        W/w panowie bronia po prostu interesow
        swoich pracodawcow. Ja jednak wciaz mam
        watpliwosci, czy te interesy sa na tyle powiazane
        z interesami polskiego spoleczenstwa, zeby
        tych panow sluchac.

        F.
        • Gość: A Re: Punkty siedzenia IP: *.dialup.optusnet.com.au 16.08.02, 16:59
          feezyk napisał:

          > Czesc deLuc,
          >
          > Jest zupelnie jasne, ze interesy drobnych polskich
          > przedsiebiorcow na ktorych powinien opierac
          > sie prawdziwy kapitalizm i wielkich, miedzynarodowych
          > koncernow lub instytucji miedzynarodowych bywaja
          > sprzeczne.
          >
          > W/w panowie bronia po prostu interesow
          > swoich pracodawcow. Ja jednak wciaz mam
          > watpliwosci, czy te interesy sa na tyle powiazane
          > z interesami polskiego spoleczenstwa, zeby
          > tych panow sluchac.
          >
          > F.

          Wszystko to jest OK. Rozumiem powody tego podniecenia. Od dluzszego juz czasu
          nie moge importowac polskich towarow bo wartosc zlotowki wzrasta, cena
          eksportowanych towarow rosnie i nikt z tego nie jest zadowolony. Ja nie moge
          byc filantropem, inni tez nie sa.

          W moim kraju istnial podobny problem konkurencji na rynku finansowym pomiedzy
          rzadem a prywatna przedsiebiorczoscia. Jest obecnie rozwiazywany poprzez
          redukcje wydatkow budzetu, ktora zmniejsza konkurencje na rynku kredytowym.

          Jesli w ogole nic nie mozna zrobic bo jest tysiac waznych powodow - to polski
          przypadek wymaga rzeczywiscie "trzecich drog". Watpie czy jest jakies
          sprawdzone rozwiazanie.

          Pozdrowienia
          A
          • kyle_broflovski Re: Punkty siedzenia 16.08.02, 20:58
            Zacznij importowac z Wietnamu , blizej i pewnie taniej
            • Gość: A Re: Punkty siedzenia IP: *.dialup.optusnet.com.au 17.08.02, 01:32
              kyle_broflovski napisał:

              > Zacznij importowac z Wietnamu , blizej i pewnie taniej

              Myslalem, ze to jest dyskusja, ktora zmierza do ponownego spojrzenia na te
              sprawy moze z nieco innego punktu widzenia. Ten komentarz jest niepotrzebnie
              sarkastyczny. Polscy handlowcy i przedsiebiorcy, ktorzy odwiedzaja kraj w
              ktorym mieszkam robia realne wysilki i ponosza koszty aby sprzedac polskie
              towary zagranica. W ciagu ostatnich 2-3 lat rosnace koszty placowe i inne
              rzeczywiscie ograniczaja polski eksport.

              Chodzi o to, zeby znalezc rozsadne rozwiazanie tej sytuacji. Oczywiscie,
              konkurenci nie czekaja (chocby Vietnam) a odzyskiwanie utraconych rynkow jest
              kosztowne, gdy sytuacja sie zmieni. A zmienic sie musi na lepsze.

              Pozdrowienia,
              A
              • kyle_broflovski Re: Punkty siedzenia 17.08.02, 03:00
                Gość portalu: A napisał(a):

                > kyle_broflovski napisał:
                >
                > > Zacznij importowac z Wietnamu , blizej i pewnie taniej
                >
                > Myslalem, ze to jest dyskusja, ktora zmierza do ponownego spojrzenia na te
                > sprawy moze z nieco innego punktu widzenia. Ten komentarz jest niepotrzebnie
                > sarkastyczny. Polscy handlowcy i przedsiebiorcy, ktorzy odwiedzaja kraj w
                > ktorym mieszkam robia realne wysilki i ponosza koszty aby sprzedac polskie
                > towary zagranica. W ciagu ostatnich 2-3 lat rosnace koszty placowe i inne
                > rzeczywiscie ograniczaja polski eksport.
                >
                > Chodzi o to, zeby znalezc rozsadne rozwiazanie tej sytuacji. Oczywiscie,
                > konkurenci nie czekaja (chocby Vietnam) a odzyskiwanie utraconych rynkow jest
                > kosztowne, gdy sytuacja sie zmieni. A zmienic sie musi na lepsze.
                >
                > Pozdrowienia,
                > A

                Koszty ktore ponosza polscy handlowcy sa czescia kosztow funkcjonowania biznesu i nic w tym nienormalnego.

                Wartoby przypomniec sobie jak doszlo do utracenia rynkow zbytu.
      • Gość: A Re: Glupota jest nosna IP: *.dialup.optusnet.com.au 16.08.02, 18:09
        Gość portalu: deLUC napisał(a):

        > Eh ze 10 postow na temat takich medialnych "planow" napisalem (pieja je
        > Lewandowski, Jankowiak, Rybinski ....) - zastanawiam sie czy oni maja
        swiadomos
        > c
        > polskich realiow gospodarczych? bo z tego wynika ze nie?

        Jesli przyjac taka postawe, to zadne uogolnione wnioski i doswiadczenia innych
        ludzi (krajow) nie moga miec zastosowania do polskich warunkow. Albosmy to jacy
        tacy....

        Caly wspolczesny swiat kapitalistyczny kopiuje od siebie nawzajem wszelkie
        wzory, czemu wiec nic "nie przystaje" do sytuacji Polski? Jest nawet
        organizacja miedzynarodowa, do ktorej Polska nalezy (OECD) a jej glownym celem
        jest wlasnie zaoszczedzenie czlonkom poszukiwania rozwiazan juz gdzies
        sprawdzonych.

        Ten post nie jest zadna recepta tylko glosem w dyskusji. Ciesze sie, ze jestem
        w tak dobrym towarzystwie, jak wyzej.

        Pozdrowienia
        A
        • Gość: deLUC Re: Eksperci IP: *.braniewo.sdi.tpnet.pl 16.08.02, 19:06
          Te ich rady to o kant d...
          (Uwaga - powtarzam sie ponizej)
          Prywatyzacja:
          W ciagu ost. 10-lat wyprzedano wiekszosc polskich firm o znacznej wartosci
          rynkowej - po to by zdobyc rynek dla swoich produktow z zagranicy - obecnie owe
          firmy albo montuja te zagraniczne produkty, albo dystrybuuja, albo nie istnieja
          - w wyniku tak przeprowadzonej prywatyzacji wzrasta bezrobocie - bo firmy
          likwiduja stanowiska - i obniza sie konkurencyjnosc gospodarki - bo zagranica
          nie inwestuje w produkcje (know-how, produkt eksportowy itd) - natomiast
          budzet po jednorazowym zastrzyku mamony zmuszony jest ponosic koszty
          zwiekszonego bezrobocia (bezposrednie i posrednie) - w wyniku prywatyzacji
          padal lancuch firm kooperujacych z prywatyzowana - bo oni maja wlasnych
          dostawcow - rosna koszty produkcji podzepolow dla branzy - padaja kooperanci.
          I dochodzi do sytuacji gdzie nawet gwozdzie sie importuje z zagranicy... Zachod
          inwestuje tez w sieci supermarketow ktore blokuja dostep polskich produktow
          (przedluzone terminy platnosci, wpisowe). W banki kredytujace sprzedaz
          zagranicznych produktow (LG, GE, VB). Do tego zloty jest (mimo ostatnich
          obnizek) znacznie przewartosciowany (drogi). I to jest demontaz gospodarki.
          Zawsze jednak ktos na takiej prywatyzacji zarobi (firmy konsultingowe,
          management, politycy) :))) A o cieciu wydatkow budzetu to juz Fizyk napisal ...
          Tam gdzie mozna by - to nie mozna bo to sa polityczne synekury politykow-
          kolesiow.

          • Gość: A Re: Eksperci IP: *.dialup.optusnet.com.au 18.08.02, 11:35
            Gość portalu: deLUC napisał(a):

            > Te ich rady to o kant d...
            > (Uwaga - powtarzam sie ponizej)
            > Prywatyzacja:
            > W ciagu ost. 10-lat wyprzedano wiekszosc polskich firm o znacznej wartosci
            > rynkowej - po to by zdobyc rynek dla swoich produktow z zagranicy - obecnie
            owe
            > firmy albo montuja te zagraniczne produkty, albo dystrybuuja, albo nie
            istnieja
            > - w wyniku tak przeprowadzonej prywatyzacji wzrasta bezrobocie - bo firmy
            > likwiduja stanowiska - i obniza sie konkurencyjnosc gospodarki - bo zagranica
            > nie inwestuje w produkcje (know-how, produkt eksportowy itd) - natomiast
            > budzet po jednorazowym zastrzyku mamony zmuszony jest ponosic koszty
            > zwiekszonego bezrobocia (bezposrednie i posrednie) - w wyniku prywatyzacji
            > padal lancuch firm kooperujacych z prywatyzowana - bo oni maja wlasnych
            > dostawcow - rosna koszty produkcji podzepolow dla branzy - padaja kooperanci.
            > I dochodzi do sytuacji gdzie nawet gwozdzie sie importuje z zagranicy...
            Zachod
            >
            > inwestuje tez w sieci supermarketow ktore blokuja dostep polskich produktow
            > (przedluzone terminy platnosci, wpisowe). W banki kredytujace sprzedaz
            > zagranicznych produktow (LG, GE, VB). Do tego zloty jest (mimo ostatnich
            > obnizek) znacznie przewartosciowany (drogi). I to jest demontaz gospodarki.
            > Zawsze jednak ktos na takiej prywatyzacji zarobi (firmy konsultingowe,
            > management, politycy) :)))

            Tak dziala kapital w realnym swiecie. To co stalo sie z polskim przemyslem
            dzieje sie z wielooma branzami przemyslu w tzw. krajach rynkowych. Tzn. w
            pierwszej kolejnosci przejmuje on wszystkie "latwe" dziedziny gdzie jest staly
            przeplyw gotowki, tj. handel detaliczny, bankowosc, ubezpieczenia itp.

            Unika natomiast dziedzin, gdzie sa wydatki na inwestycje, zabezpieczenia
            spoleczne (konieczne zwolnienia). Nastepnym punktem strategii jest przerzucenie
            jaknajwiekszych kosztow wlasnej dzialalnosci na miejscowy rzad (budzet). To
            wszystko ma nawet ladne angielskie terminy. Wynikla sytuacja jest wynikiem
            slabej (czasem zadnej) konkurencyjnosci polskiego przemyslu.

            To wlasnie, z aktywna pomoca rzadow, stalo sie w Polsce w ubieglej
            dekadzie. "Krem" zostal zjedzony przez innych a koszty ponosi rzad (podatnik).
            To zjawisko wcale nie jest na swiecie odosobnione. Budzet tzw kraju
            przyjmujacego, tj. Polski, musi zadluzac sie wewnetrznie i zagranica aby
            sprostac wydatkom, "ktorych nie da sie juz ciac". Uciekac mozna jednak
            tylko "do przodu".

            >A o cieciu wydatkow budzetu to juz Fizyk napisal ...

            Na poczatku lat 90. przecietna wieku polskiego emeryta byla okolo 57 lat. To
            jest piekny styl zycia! Ja tez bym tak chcial w przyszlosci, ale w moim troche
            bogatszym kraju nie mam na to zadnych szans.

            > Tam gdzie mozna by - to nie mozna bo to sa polityczne synekury politykow-
            > kolesiow.

            Wlasnie. To jest istota sprawy. Gdyby przedsiebiorstwa panstwowe i rozne twory
            hybrydowe zostaly sprywatyzowane - jak regulowac "dlugi wdziecznosci"
            politycznej? Przeciez to by oznaczalo natychmiastowe odciecie od szerokiego
            strumienia pieniedzy, ktore plyna z budzetu niezaleznie od kondycji
            ekonomicznej przedsiebiorstwa (przewaznie sa to zupelne ruiny gospodarcze, albo
            te, ktorych nie da sie sprywatyzowac z jakichs "bardzo waznych przyczyn").

            Czy mozna temu zaradzic? Tak, ale wlasnie przez odciecie wydatkow budzetu na
            podtrzymywanie tych przedsiebiorstw. Koszty zwolnien tak, czy inaczej beda.
            Czesc uda sie sprzedac za symboliczna zlotowke, wzamian za rozsadny program
            socjalny dla pracownikow.

            Zmniejszenie wydatkow budzetu pozwoli odzyskac pole manewru finansowego i
            zmniejszyc konkurencje do kredytu na rynku. W efekcie stopa procentowa spadnie,
            co umozliwi dalsza ekspansje gospodarcza.

            To tez jest doswiadczenie w mojego kraju. Nie ma w tej dziedzinie
            rozwiazan "narodowych" ani "regionalnych", starych ani nowych. Ekonomia jest
            jedna i dziala wszedzie tak samo.

            Potrzebna jest do tego znajomosc rzeczy i wola polityczna. O to pytalem
            niesmialo w moim pierwszym postingu.

            Pozdrowienia
            A
            • Gość: Biolog Do A IP: *.mtnet.com.pl 19.08.02, 01:43
              cieszę się, że postrzegasz ekonomię jako sztukę wojny, gdzie słaby naród jest
              zjadany przez silniejszą nację (niekoniecznie lepszą. Twój opis ostatnich 13
              lat polskiej gospodarki w relacji Polska - kapitał zagraniczny powinno sobie
              nad łóżkiem powiesić kilka osób. W jednym z podręczników amerykańskich
              znalazłem zbiór zasad inwestowania w Afryce, który pozwalał utrzymać własność
              bądź odzyskać kapitał niezależnie od prawie pewnej rewolucji i żądania
              nacjonalizacji. Podstawowa dla Afryki metoda to zadłużyć kopalnię.
              Zafascynowało mnie, że Amerykanin od małego uczy się jak być Panem świata.

              Natomiast źle oceniasz bieżącą sytuację Polski. W jednym z listów napisałeś że
              głównym źródłem Twoich informacji są tygodniki. To bardzo złe źródło. Tam
              siedzą ludzie, którzy dokonali kalkulacji:

              A bezrobotni wiedzą, że kodeks pracy nie ma nic wspólnego z sytuacją na rynku
              pracy (kodeks wszyscy inteligentni pracodawcy umieją obchodzić)
              B bezrobotni nas nie czytają
              C czytają nas przedsiębiorcy, którzy chcą wierzyć, że przyczyną kłopotu ich
              firm nie jest bycie złym przedsiębiorcą a kodeks pracy
              D piszemy o kodeskie pracy jako głównym wrogu RP

              Obraz Polski, który masz to kraj państwowego przemysłu otrzymującego dotację
              oraz kraju za wysokich świadczeń społecznych, które finansowane z obligacji
              wypychają z banków pieniądze przeznaczone na kredyt dla firm. Nie ma już
              państwowego przemysłu - te kilka tysięcy państwowych firm, które pozostały
              otoczone są zazwyczaj siatką spółek zależnych, które wyciągają od spółek matek
              kapitał. Ale to nie jest kapitał z jakichś dotacji od Państwa tylko majątek,
              kontrakty, zaplecze techniczne spółek matek. Państwowe firmy nie płacą ZUS i
              podatków i tygodniki, które czytasz doliczają to do sumy rzekomych dotacji. To
              tak jakby chłopu pańszczyźnianemu nałożyć podatek od powietrza i twierdzić, że
              chłop otrzymuje od ciebie dotacje, bo go zwalniasz z niego. To nie państwowe
              firmy wyciągają dziś (wyłączywszy górnictwo i hutnictwo) pieniądze od Polaków.
              Aby stworzyć taka listę firm wystarczy przejrzeć ustawy od 1995 r i poszukać
              sektorów, które mają ustawowe przywileje i zarabiają dzięki nim (nie są to
              koncesje) niezależnie od bieżącej koniunktury. To są niby rynkowe, nowoczesne
              sektory gospodarki o których żaden z tygodników nie napisze że hamują
              gospodarkę - to są zbyt silni gracze aby wchodzić im na odcisk. Lepiej
              pisać ,że "państwowe firmy biorą dotacje i naciągają podatników",bo
              znokautowany i tak nie odda.

              Zjawisko wypychania - to znów sztandarowe hasło tygodników. Tyle, że niechęć
              banków do udzielania kredytu firmom to nie tylko kwestia relacji MF - banki.
              Jest jeszcze NBP - banki i oprocentowanie, które otrzymują w formie nowoczesnej
              dotacji w obligacjach.

              Wydatki socjalne - renty, emerytury. Ich wysokość uderza w kraj nie dlatego, że
              jest tu jakieś rozpasanie (z wyjątkiem rent). Po prostu nastąpiło zwinięcie
              gospodarki poniżej jej potencjalnego poziomu. Zcięto w sposób w jaki 5 lat temu
              nie uwierzyłbym, że ktoś się odważy (i że uda się bezkarnie) stronę dochodową
              Polski i teraz chce się dostosować stronę wydatkową. Postulaty takiego ruchu są
              OKEY, ale są nierealne, bo brakuje w uzasadnieniu tych planów połówki zdania -
              "robimy to dlatego, że popełniliśmy błędy i mając do wyboru poświęcenie swoich
              głów albo Waszych oczywiście wybraliśmy Wasze"

              Biolog
              • Gość: MACEJ Stagnacja IP: *.ny325.east.verizon.net 19.08.02, 06:04
                Nie bede ukrywal ze sie zgadzam z Biologiem.
                Bardzo trafnie opisana sytuacja w Polsce,tylko gdzie jesy lekarstwo?

                Wyglada na to ze jestesmy w stagnacji,chcialoby sie wieksze dochody
                budzetowe,ale do tego potrzebny jest rozwoj gospodarczy.

                No wiec zacznijmy od rzeczy podstawowych.
                Jak ruszyc gospodarke z miejsca nie ogladajac sie na rozwiazania polskiej
                szkoly ekonomii,ktora kaze czekac na USA i Niemcy by wyciagnely Polske z
                kryzysu.

                Pierwsza czesc genialnego planu Balcerowicza powiodla sie.
                Inflacja jest 1,6% r/r ,ale juz w maju i czerwcu byla deflacja m/m.
                Genialnosc tego planu polegala na tym by wzmocnic konkurencyjnosc gospodarki
                polskiej na arenie miedzynarodowej poprzez obnizke kosztow placowych i
                pozaplacowych-co mialo spowodowac obnizke cen.

                Obnizke cen osiagnieto poprzez zmniejszenie ilosci pieniadza w obiegu,co
                oczywiscie spowodowalo obecny kryzys kospodarczy w Polsce.
                NBP dumnie oswiadczyl ze podaz pieniadza od poczatku tego roku do konca lipca
                spadla o 1,3%.
                Trzeba to uznac za wyjatkowe debilstwo prezesa NBP,bo w kazdym normalnym kraju
                podaz pieniadza rosnie rocznie o okolo 6%,bez ryzyka inflacji.

                Byly tu juz matoly typu Robert i inni pomniejsi ,ktorzy wlasnie propagowali
                balcerowiczowska metode pomocy polskiej gospodarce poprzez obnizke kosztow
                placowych i pozaplacowych(zmniejszenie podazy pieniadza) spowoduje obnizenie
                cen i zwiekszenie konkurencyjnosci gospodarki polskiej.

                Balcerowiczowski experyment na 40 mln zywym organizmie spowodowal zwiekszenie
                bezrobocia i zmniejszenie sie konkurencyjnosci gospodarki.
                Nic dziwnego ze sie tak w Sejmie jakal.

                Przecietnej klasy ekonomista wie,ze zmniejszenie podazy pieniadza prowadzi w
                prostej linii do kryzysu.

                • Gość: A Re: Stagnacja IP: *.dialup.optusnet.com.au 19.08.02, 16:43
                  Gość portalu: MACEJ napisał(a):

                  > Nie bede ukrywal ze sie zgadzam z Biologiem.
                  > Bardzo trafnie opisana sytuacja w Polsce,tylko gdzie jesy lekarstwo?
                  >
                  > Wyglada na to ze jestesmy w stagnacji,chcialoby sie wieksze dochody
                  > budzetowe,ale do tego potrzebny jest rozwoj gospodarczy.
                  >
                  > No wiec zacznijmy od rzeczy podstawowych.
                  > Jak ruszyc gospodarke z miejsca nie ogladajac sie na rozwiazania polskiej
                  > szkoly ekonomii,ktora kaze czekac na USA i Niemcy by wyciagnely Polske z
                  > kryzysu.
                  >
                  > Pierwsza czesc genialnego planu Balcerowicza powiodla sie.
                  > Inflacja jest 1,6% r/r ,ale juz w maju i czerwcu byla deflacja m/m.
                  > Genialnosc tego planu polegala na tym by wzmocnic konkurencyjnosc gospodarki
                  > polskiej na arenie miedzynarodowej poprzez obnizke kosztow placowych i
                  > pozaplacowych-co mialo spowodowac obnizke cen.
                  >
                  > Obnizke cen osiagnieto poprzez zmniejszenie ilosci pieniadza w obiegu,co
                  > oczywiscie spowodowalo obecny kryzys kospodarczy w Polsce.
                  > NBP dumnie oswiadczyl ze podaz pieniadza od poczatku tego roku do konca lipca
                  > spadla o 1,3%.
                  > Trzeba to uznac za wyjatkowe debilstwo prezesa NBP,bo w kazdym normalnym
                  kraju
                  > podaz pieniadza rosnie rocznie o okolo 6%,bez ryzyka inflacji.
                  >
                  > Byly tu juz matoly typu Robert i inni pomniejsi ,ktorzy wlasnie propagowali
                  > balcerowiczowska metode pomocy polskiej gospodarce poprzez obnizke kosztow
                  > placowych i pozaplacowych(zmniejszenie podazy pieniadza) spowoduje obnizenie
                  > cen i zwiekszenie konkurencyjnosci gospodarki polskiej.
                  >
                  > Balcerowiczowski experyment na 40 mln zywym organizmie spowodowal zwiekszenie
                  > bezrobocia i zmniejszenie sie konkurencyjnosci gospodarki.
                  > Nic dziwnego ze sie tak w Sejmie jakal.
                  >
                  > Przecietnej klasy ekonomista wie,ze zmniejszenie podazy pieniadza prowadzi w
                  > prostej linii do kryzysu.
                  >
                  Nie ukrywam, ze nie rozumiem celow takiego "zatlamszenia" gospodarki przez
                  deflacje. Trudno sie zgodzic z teza, ze to tylko glupota. Rozsadek podpowiada,
                  ze znow chodzi o pieniadze. Tylko czyje?

                  Obecna polityka sprzyja inwestycjom, ale nie w produkcje. Jest korzystna dla
                  importerow. Nominalnie zmniejsza obciazenia zagraniczne. Ale uporczywe
                  trzymanie tego kursu zatrzymalo wzrost i szkodzi eksportowi. Nawet chyba wiem
                  dokad ten eksport szedl i wiadomo skad przychodzi import, w wiekszosci.

                  Jesli niezupelnie spiskowa teoria dziejow ma sens, to obym sie mylil.

                  Oczywiscie trzeba odwrocic ten nonsens, tylko jak to spowodowac? Opozycji
                  praktycznie nie ma. Prasa - to groch o sciane.

                  Pozdrowienia,
                  A
                  • Gość: tomalka Re: Stagnacja IP: *.pkobp.pl 19.08.02, 20:37
                    Moim skromnym zdaniem prawda zazwyczaj leży po środku - obaj panowie A i Maciej
                    częściowo macie rację i częściowo jej nie macie, choć znacznie bliżej jest mi
                    do A niż do Macieja.
                    NBP niewątpliwie przesadził ze stopami i spadek podaży pieniądza jest tego
                    niewątpliwym dowodem. Ocena RPP, cokolwiek mówicie powinna być jednak bardziej
                    złożona. Motywacje NBP są bardziej złożone to w końcu 10 osobowe ciało, a jego
                    członkowie wywodzą się z różnych opcji politycznych. Przypisywanie całej winy
                    Balcerowiczowi lub też dopatrywanie się złej woli w postępowaniu RPP to grube
                    nieporozumienie.
                    Niekorzystne konsekwencje zbyt wysokich stóp procentowych nie przejawiają się
                    jak obaj twierdzicie w pogorszeniu bilansu handlowego. Niekorzystne
                    konsekwencje stóp to przede wszystkim spadek popytu wewnętrznego, szczególnie
                    zaś inwestycji. Jednym ze skutków jest mniejszy import i mniejsza absorbcja na
                    rynku wewnętrznym części produkcji, którą można sprzedać zagranicą.
                    Cokolwiek piszą inni dyskutanci uważam, że A ma rację jeżeli chodzi o
                    wypychanie inwestycji prywatnych przez dziurę budżetową. Przy luźnej polityce
                    fiskalnej polityka pieniężna musi być ostrzejsza. W Polsce niewątpliwie
                    mieliśmy do czynienia ze zbyt luźną polityką fiskalną i ostrą (zgoda co do
                    tego, że ze zbyt ostrą) polityką pieniężną. Deficyt budżetowy w kolejnych
                    latach kształtował się następująco: 1999 - mld PLN, 2000 - 15,5 mld PLN, 2001 -
                    ponad 32 mld PLN w bieżącym roku ustawa fiksuje go na pozimie 40 mld PLN.
                    Jeżeli już NBP jest winny to w takiej części w jakiej podaż pieniądza była niż
                    od jakiegoś bezpiecznego poziomu równoważącego rynek pieniądza - reszta spadku
                    kredytu dla sektora prywatnego to efekt przesunięcia między sektorem publicznym
                    i prywatnym. Nikt mi nie powie, że konieczność sfinansowania extra 25 mld PLN
                    nie odbiła się na stopach a konieczność korzystania z oszczędności
                    zagranicznych wywarła również wpływ na kurs.
                    Poza tym trzeba wziąć pod uwagę, że NBP nie do końca ma wpływ na zachowanie
                    banków. Obecnie między stopami kredytowymi i depozytowymi panuje przepaść, w
                    każdym bądź razie to nie jest normalny spread. Przyczyną tego stanu jest m. in.
                    wprowadzenie podatku od oszczędności, bo budżet rozpaczliwie poszukiwał
                    dodatkowych dochodów.
                    • Gość: Zbigniew Re: Stagnacja IP: *.magic-net.pl 22.08.02, 10:36
                      Gość portalu: tomalka napisał(a):

                      > Przy luźnej polityce
                      > fiskalnej polityka pieniężna musi być ostrzejsza. W Polsce niewątpliwie
                      > mieliśmy do czynienia ze zbyt luźną polityką fiskalną i ostrą (zgoda co do
                      > tego, że ze zbyt ostrą) polityką pieniężną. Deficyt budżetowy w kolejnych
                      > latach kształtował się następująco: 1999 - mld PLN, 2000 - 15,5 mld PLN,
                      2001 -
                      >
                      > ponad 32 mld PLN w bieżącym roku ustawa fiksuje go na pozimie 40 mld PLN.
                      >
                      Może być jeszcze gorzej.
                      Podczas kryzysu w Niemczech w roku 1932 dochody państwa wyniosły 6,5 mld marek
                      z tego wydatki na zasiłki dla bezrobotnych 4 mld marek.
                      Po zlikwidowaniu bezrobocia problem deficytu budżetowego sam z siebie znikł.
                      Wzrosły dochody , a spadły wydatki.
                      Może trzeba trochę odwagi.Od inflacji nikt jeszcze nie umarł , a bezrobocie i
                      brak perspektyw prowadzą w najlepszym razie do emigracji.

                      > Nikt mi nie powie, że konieczność sfinansowania extra 25 mld PLN
                      > nie odbiła się na stopach a konieczność korzystania z oszczędności
                      > zagranicznych wywarła również wpływ na kurs.

                      Chyba więc także przyznajesz , że system się chyba nie sprawdził.
                      Może dewaluacja i stałe powiązanie kursu nie są takie złe ?
                      • tomalka2 Re: Stagnacja 22.08.02, 12:12
                        Gość portalu: Zbigniew napisał(a):

                        > > Może trzeba trochę odwagi.Od inflacji nikt jeszcze nie umarł , a bezrobocie
                        i
                        > brak perspektyw prowadzą w najlepszym razie do emigracji.
                        >

                        Nie jestem pewien czy od inflacji nikt nie umarł, nie byłbym tego taki pewien.
                        Jeżeli już przywołujesz przykład Niemiec to właśnie w tym kraju dwa razy
                        wystąpiła hiperinflacja (po obydwu wojnach) i to właśnie te wydarzenia, a nie
                        Wielki Kryzys (co ma miejsce w USA) są traktowane jako najbardziej traumatyczne
                        okresy w historii gospodarczej Niemiec. Miało to wpływ na całą powojenną
                        politykę gospodarczą tego kraju. BundesBank, czyli BuBa był jednym z
                        najbardziej niezależnych i najbardziej szanowanych banków na świecie - żaden
                        niemiecki rząd mu nie podskoczył a jeżeli już próbował to kończyło się to tak,
                        że notowania rządu spadały a BuBy rosły. To są również przyczyny tego, że
                        mówimy o amerykańskim (nastawionym na wzrost) i niemieckim (nastawionym na
                        inflację) stylu prowadzenia polityki pieniężnej,
                        Pozdrowienia
                  • Gość: tomalka Re: Stagnacja IP: *.pkobp.pl 19.08.02, 20:43
                    PS.
                    w 1999r dziura wyniosła 12,3 mld PLN i przepraszam za błędy stylistyczne
                    • Gość: Biolog Inni dyskutanci IP: *.mtnet.com.pl 19.08.02, 22:53
                      ci inni dyskutanci to m.in ja. Nikt nie twierdzi, że nie ma korelacji między
                      deficytem, obligacjami MF a wysoką stopą %. Natomiast tacy ekonomiści jak Prof.
                      Gomułka zwracają uwagę na relację banki:NBP. Jest dla mnie symptomatyczne, że
                      po którymś z wywiadów Gomułki w Rzeczpospolitej, gdzie Gomułka poprosił aby
                      wreszcie i ten czynnik brać pod uwagę Grabowskiego złapałem jak pośpiesznie
                      zaczął dodawać w wywiadach takie zdanie:

                      Dziennikarz "Rząd sprzedaje obligacje, czy nie przypadkiem nie jest to
                      przyczyna wysokich stóp bankowych, które są niezależne od decyzji RPP

                      Grabowski: Owszem (i teraz echo tekstu Gomułki), ale my też sprzedajemy bankowm

                      Przy problemie nadpłynnosci sektora bankowego (interesuje mnie Twoja opinia na
                      ten temat)zarówno zjawisko wypychania jak i podatku od odsetek jest dla mnie
                      trochę bardziej skomplikowanye niż kilka podstawowych modeli z książek.

                      W dyskusji na ten temat osobom, które unikają omawianego argumentu chodzi chyba
                      raczej o kwestie propagandy prowadzonej przez ludzi, któzy nie tyle oceniają o
                      próbują zrozumieć motywy RPP co w nią wierzą.

                      Biolog


                      • tomalka2 Do BIOLOGA 22.08.02, 09:41

                        O ile zrozumiałem sens Twojego pytania, to chodzi Ci o to czy interwencje NBP
                        na rynku pieniężnym nie konkurują z emisjami papierów skarbowych. Otóż z całą
                        pewnością emisje bonów pieniężnych, czy też sprzedaż obligacji skonwertowanych
                        mają na celu zmniejszenie podaży pieniądza i w pewnym sensie są konkurencyjne
                        dla emisji skarbowych. Tylko jednak w pewnym sensie, musisz pamiętać o tym, że
                        pieniądze które NBP ściąga w ten sposób z rynku trafiły na ten rynek również w
                        wyniku interwencji NBP. Te dodatkowe "nadpłynne" złotówki NBP wpompował na
                        rynek w połowie lat 90, kiedy to mieliśmy nadwyżki w obrotach bieżących i
                        pełzającą dewaluację. NBP był wówczas zmuszony do interwencji na rynku
                        walutowym aby zapobiec nadmiernemu umacnianiu się złotego (ponad dopuszczalne
                        pasmo).
                        Jeżeli już NBP zrobił jakiś błąd to był to błąd ze stopami - źle skalkulowali
                        popyt na kredyt i przytrzymali za wysokie stopy. Nie słyszałem żeby MF lub rząd
                        czepiali się NBP o interwencje (z jednym wyjątkiem) jeżeli już, to czepiają się
                        o stopy. Interwencje NBP służa temu żeby stopy rynkowe nie spadły poniżej stopy
                        interwencyjnej. Gdyby zaniechali interwencji to pozbyliby się wpływu na
                        krótkoterminowe stopy. Z drugiej strony nawet przy niższych stopach i większym
                        popycie na kredyt interwencje byłyby najprawdopodobniej konieczne.
                        Poza tym skala nadpłynności zmniejsza się i to pomimo spadku stóp (pamiętaj
                        również o dość karkołomnej redukcji rezerwy w 1999 r.). Jednym z czynników jest
                        pewnie sprzedaż tzw. obligacji skonwertowanych, ale również tutaj NBP nie
                        chciał konkurować z emisjami skarbowymi, chodziło raczej o to aby strukturalną
                        nadpłynność likwidować poprzez dłuższe papiery.
                        Wyjątek o którym wspomniałem to zamiana części obligacji NBP(chodzi o obligacje
                        inflacyjne wyemitowane w związku z redukcją rezerw w 1999) na inne obligacje
                        NBP oprocentowane tak jak roczne bony. O tę zamianę czepiał się Belka
                        twierdząc, że zwiększy to koszty NBP i zmniejszy wypłaty z zysku NBP do budżetu
                        i jednocześnie zwiększy przychody banków. Ale Belka w ogóle miał na pieńku z
                        sektorem bankowym po tym jak banki w "harcerski" sposób oferowały klientom
                        produkty umożliwiające uniknięcie podatku. Jeżeli już NBP zrobił jakiś błąd z
                        tą emisją to ten, że jest ona duża i że jest to jedna seria. Lepiej było
                        podzielić emisję na kilka serii o różnych terminach zmiany kuponu. Obecnie
                        istnieje pewne ryzyko, że banki nie będą kupować bonów na tych przetargach,
                        które będą decydować o wysokości kuponu, co może prowadzić do wzrostu
                        rentowności bonów,
                        Pozdrowienia
                        • Gość: Biolog NBP/banki IP: *.mtnet.com.pl 22.08.02, 15:13
                          Wszystko wiem z wyjątkiem cyfr, skali (mam swój własny deficyt - czasu i nie
                          pracuję w bankowości, chodź mam wykształcenie w tym kierunku)

                          Myślę, że tu chodzi właśnie o stopy. Istnieje podejrzenie, które wraca do mnie
                          coraz częściej z różnych stron w różnych wersjach, często od osób, które
                          podejrzewałbym wyłącznie o zainteresowanie czubkiem swojego nosa, iż polityka
                          stóp procentowych medialnie przedstawiana jako konstytucyjna walka z inflacją w
                          istocie zawierała element kalkulacji ochrony sektora bankowego w Polsce. RPP
                          jest analizowana pod kątem tego, że nie "przewidzieli". Tutaj się pojawia
                          problem "co jezeli wiedzieli i wybrali dobro w postaci stabilnego sektora
                          bankowego uznając, że pomogą garstce bezrobotnch niskimi stopami a zarżną banki
                          skazane na trudne kredyty odcinając je od pewnych procentów". Pojawia się tu
                          problem ukrytej DOTACJI. Wydaje mi sie, że należałoby obliczyć ile banki
                          otrzymywały w ostatnich latach od NBP z tytułów, o których rozmawiamy
                          uwzlędniając problem rezerw.


                          Belka czepiał sie z tym swoim uśmiechem konkretnego przetargu. On próbował
                          sprzedawac obligacje po 8% a NBP po 12 % (nie wem co Belka rozumiał pod
                          pojęciem stopa i jakie okresy wygaśniecia miały papiery, wiem ,że NBP przetarg
                          odwołał)
                          • tomalka2 Re: NBP/banki 22.08.02, 21:16
                            Gość portalu: Biolog napisał(a):

                            > Myślę, że tu chodzi właśnie o stopy. Istnieje podejrzenie, które wraca do
                            mnie
                            > coraz częściej z różnych stron w różnych wersjach, często od osób, które
                            > podejrzewałbym wyłącznie o zainteresowanie czubkiem swojego nosa, iż polityka
                            > stóp procentowych medialnie przedstawiana jako konstytucyjna walka z inflacją
                            w
                            >
                            > istocie zawierała element kalkulacji ochrony sektora bankowego w Polsce. RPP
                            > jest analizowana pod kątem tego, że nie "przewidzieli". Tutaj się pojawia
                            > problem "co jezeli wiedzieli i wybrali dobro w postaci stabilnego sektora
                            > bankowego uznając, że pomogą garstce bezrobotnch niskimi stopami a zarżną
                            banki
                            >
                            > skazane na trudne kredyty odcinając je od pewnych procentów". Pojawia się tu
                            > problem ukrytej DOTACJI. Wydaje mi sie, że należałoby obliczyć ile banki
                            > otrzymywały w ostatnich latach od NBP z tytułów, o których rozmawiamy
                            > uwzlędniając problem rezerw.


                            Sorry ale myślę, że prawda jest bardziej banalna niż sądzisz - NBP zrobił błąd
                            w 1998-99 bo za bardzo poluzował (lub zbyt późno zaczął podnosić) i niestety
                            zaczął ten błąd naprawiać drugim błędem - to wszystko.
                            Niepotrzebnie doszukujesz się jakichś ukrytych motywacji w postępowaniu NBP,
                            • Gość: Biolog Re: NBP/banki IP: *.mtnet.com.pl 22.08.02, 21:41
                              to nie są moje przypuszczenia - efekt prywatnych rozmów właśnie z bankowcami (z
                              adnotacją "nie opublikujemy tego"). W tej kwestii po prostu nie mam zdania -
                              będe je miał jak zobaczę cyfry. Bez cyfr odpowiedz TAK lub NIE nie jest moim
                              TAK lub NIE.

                              To jest idiotyczna teza. Po zobaczeniu ostatnio kilku kolejnych "numerow" nic
                              mnie nie zdziwi na zadnym szczeblu. Zyjemy przeciez w panstwie cechowo-
                              feudalnym, gdzie partykularne interesy rzadza od dolu do gory :-)
                              • tomalka2 Re: NBP/banki 23.08.02, 17:58
                                Gość portalu: Biolog napisał(a):

                                > to nie są moje przypuszczenia - efekt prywatnych rozmów właśnie z bankowcami
                                (z
                                >
                                > adnotacją "nie opublikujemy tego"). W tej kwestii po prostu nie mam zdania -
                                > będe je miał jak zobaczę cyfry. Bez cyfr odpowiedz TAK lub NIE nie jest moim
                                > TAK lub NIE.
                                >
                                > To jest idiotyczna teza. Po zobaczeniu ostatnio kilku kolejnych "numerow" nic
                                > mnie nie zdziwi na zadnym szczeblu. Zyjemy przeciez w panstwie cechowo-
                                > feudalnym, gdzie partykularne interesy rzadza od dolu do gory :-)

                                Jak zauważyłeś teza jest idiotyczna, w zasadzie nawet trudno tu dyskutować, ale
                                jeżeli już zacząłem to cóż:

                                Utrzymywanie wysokich stóp i emitowanie bonów pieniężnych mogło, jeżeli już tak
                                miało być, służyć tylko tym bankom, które są klientami NBP na bonach.
                                Nadpłynność nie jest równomiernie rozłożona w sektorze, bony kupują duże banki
                                oszczędnościowe (PKO, Pekao, może jescze PBK/BPH). A zatem DOTACJE
                                transferowane w ten sposób mogły trafiać tylko do nielicznych banków, a nie do
                                wszystkich - bardzo selektywny sposób dotowania branży, innne banki chociaż
                                miały dostęp do rynku bonów o dziwo nie chciały z dotacji skorzystać,
                                dlaczego???.

                                Oprócz tego w przypadku PKO państwo, jeżeli tylko zechce może dofinansować bank
                                w zupełnie inny sposób, przecież jest jego właścicielem. I tak zrobiło po
                                stracie w 1999 (strata wynikała z tworzenia rezerw na tzw. stary portfel
                                kredytów mieszkaniowych i była związana z regulacyjną działalnością państwa na
                                tym rynku a nie ze złymi kredytami). Państwo tak zrobiło również swego czasu z
                                BGŻ, tylko na dużo większą skalę.

                                W przypadku pozostałych banków dotowanie ich działaności w postaci utrzymywania
                                wysokich stóp dało rezultaty widoczne gołym okiem: notowania lecą ostro w dół,
                                agencje ratingowe obniżają ratingi, zwolnienia grupowe, programy
                                restrukturyzacyjne, bezrobocie - to rzeczywiście sukces w stabilizacji branży.
                                Całe szczęście, że większość tych banków ma solidne kapitały wniesione przez
                                zagranicznych udziałowców (czy prywatyzacja sektora była zła???).
                                Pewne wątpliwości może budzić fakt, że państwowy moloch PKO odnotowuje dobre
                                wyniki a cała reszta (w tym banki zagraniczne) odnotowują straty) i jak
                                rozumiem z tym nie mogą pogodzić się Twoi rozmówcy.

                                Rozwiązanie, które sugerujesz to odwracanie kota ogonem - PKO(a także Peako i
                                PBK/BP-H) nie dawały kredytów nie dlatego żeby kupować bony, tylko kupowało
                                bony ponieważ nie było w stanie wygenerować zaangażowań kredytowych przy
                                obowiązujących stopach. Jeżeli chcieli pożyczać taniej to przychodził NBP i
                                mówił bony sprzedaję, bony sprzedaję - niska cena. Obecne dobre wyniki PKO
                                wynikają ze strukturalnej słabości tego banku na rynku kredytowym. Tyle, że w
                                czasach recesji ta słabość okazuje się zaletą - rezerwy w mniejszym stopniu
                                obciążają rachunek wyników. Brak znacznych zaangażowań kredytowych oznacza
                                również, że w aktywach banku muszą siedzieć inne instrumenty. Oprócz bonów NBP
                                są to obligacje i bony skarbowe. Przy spadku stóp o 10,5pp aktywa
                                stałoprocentowe performują znakomicie, lepiej niż cokolwiek w gospodarce.
                                Jeżeli weźmiesz to pod uwagę, to musisz się zgodzić, że najpiękniejszym
                                prezentem jaki NBP może zrobić PKO są kolejne redukcje. Nie bez znaczenia są
                                też inne czynniki - np silna pozycja na rynku depozytowym, która umożliwiała
                                przerzucanie redukcji stóp NBP na klientów. Charakter bilansu jest
                                antycykliczny i nie ma tu żadnej ukrytej pomocy.
                                Jeżeli koniunktura powróci, coraz więcej jest takich sygnałów, to utrzymanie
                                dobrych wyników będzie wymagało znacznego zwiększenia zaangażowań kredytowych i
                                dalszych, zapewne bardziej energicznych cięć kosztów (inni to robią teraz bo
                                muszą, dla PKO będzie lepiej nie czekać do czasu, kiedy też będzie musiało).
                                • Gość: Biolog NBP/banki 3 IP: *.mtnet.com.pl 23.08.02, 20:57
                                  prywatyzacja banków - ale tu mogę się mylić - nie była związana z istotnym
                                  powiększaniem ich kapitałów. Nie traktuje konsolidacji (WBK czy BPH) jako
                                  wniesienie nowych pieniędzy do systemu.

                                  Wszystko o czym piszesz jest OKEY niemniej ja sobie sprawdzę dla własnej
                                  ciekawości ile długotermionowych papierów sygnowanych przez NBP leży w bankach
                                  np. od 1995 r. Jest tu też problem mało wyrafinowanej gry RPP pod media -
                                  jeżeli akurat bank detaliczny ma nadpłynność to podatek od odsetek ma się nijak
                                  do niskiej skłonnosci do oszczędzania (jako jej przyczyna).

                                  Argument o tym, że "dotacja" trafia głównie do PKO BP był użyty przez
                                  Bratkowskiego, który w Sejmie (wtedy kiedy Lepper zarzucił mu że jest na
                                  narkotykach)tłumaczył (No jest 400 mln w tym roku więcej dla banków, ale
                                  dostaje to "nasz" a nie "ich" bank).

                                  Ożywienie gospodarcze - ucieszę się jeżeli zdarzy się cud, a nie tylko
                                  statystyka - nie widzę go na razie. Interesujący jest czynnik walutowy w tym
                                  wyniku - na Onecie bardzo się o to kłócono
                                  • tomalka2 Re: NBP/banki 3 27.08.02, 12:40
                                    Gość portalu: Biolog napisał(a):

                                    > Wszystko o czym piszesz jest OKEY niemniej ja sobie sprawdzę dla własnej
                                    > ciekawości ile długotermionowych papierów sygnowanych przez NBP leży w
                                    bankach
                                    > np. od 1995 r. Jest tu też problem mało wyrafinowanej gry RPP pod media -
                                    > jeżeli akurat bank detaliczny ma nadpłynność to podatek od odsetek ma się
                                    nijak
                                    >
                                    > do niskiej skłonnosci do oszczędzania (jako jej przyczyna).
                                    >

                                    Jedyne długoterminowe papiery NBP jakie leżą w bankach to obligacje NBP
                                    wyemitowane w 1999 r. razem z obniżeniem rezerw obowiązkowych (część z nich,
                                    dokładnie 60% została zamieniona na obligacje 10-letnie o zmiennym
                                    oprocentowaniu w lutym br.). Operacja ta (emisja '99) była niekorzystna dla
                                    banków, które miały dużą ilość depozytów przed obniżeniem rezerw. Ich bilanse
                                    zostały zaśmiecone niskooprocentowanymi aktywami (wg CPI), co w znacznym
                                    stopniu pogarszało ich pozycję konkurencyjną - banki nowo powstające i
                                    gromadzące nowe depozyty nie były obciążone w ten sposób (konwersja obligacji z
                                    lutego na 10-latki, miała za zadanie nie tylko poprawić rentowność całego
                                    sektora, ale również wyrównać szanse).


                                    Podatek od odsetek znacznie pogorszył istniejącą sytuację i został wprowadzony
                                    w bardzo złym momencie. Przecież ostatnie miesiące to generalny odwrót banków
                                    od kredytów - obecnie konkurencja na rynku kredytowym jest niska, możemy wręcz
                                    mówić o zjawisku racjonowania kredytu - co jest naturalne przy rosnących złych
                                    długach i rozdmuchanych potrzebach budżetu. W ostatnich latach znacznie
                                    silniejsza jest konkurencja na rynku depozytowym (millenia, mbanki, hando-citi,
                                    lukas itd - każdy duży chce mieć swój detal). Wprowadznie podatku powoduje, że
                                    ludzie generalnie uciekają z banków (dynamika depozytów jest niziutka, niekiedy
                                    wręcz ujemna), przypomnij sobie również co się działo pod koniec listopada (to
                                    była ostatnia szansa żeby uciec przed podatkiem) - reakcja była naprawdę
                                    żywiołowa. Dzięki rosnącej konkurencji i spadającej nadpłynności skłonność do
                                    oszczędzania miała szanse rosnąć - wszak stopy na lokaty terminowe w
                                    najbardziej agresywnych bankach są tylko nieznacznie niższe (niekiedy nawet
                                    wyższe) od papierów skarbowych - podatek załatwił to, że efekt dla
                                    oszczędzających jest mniejszy i szukają innego miejsca dla swoich pieniędzy.
                                    • Gość: Biolog NBP/banki cd IP: *.mtnet.com.pl 29.08.02, 21:48
                                      zaskakujesz mnie z wiązaniem podatku z ucieczką $ z banków. Dla mnie jest to
                                      katalizator ucieczki a nie przyczyna główna:

                                      1) obligacje a depozyt to to samo dla oszczędzajacego - są tak samo opodatkowane

                                      2) ubożenie społeczeństwa i ratowanie się oszczędnosciami.

                                      3) złe kredyty - a kto ich udzielał?

                                      4) powszechna niechęć do sektora bankowego - coraz częściej ludzie wokół mnie
                                      postrzegają go jak OPEC. Jak traktować bank, któy wysyła klientom radosną
                                      informacje o promocyjnym, obniżonym znacznie oprocentowaniu 16,55%?

                                      Poza tym jak sie za kredyt bierze 13 %, ze skarbowych ma sie 8 % to dlaczego
                                      mam sie godzic na oszukiwanie mojej osoby przy depozycie góra chyba teraz 5%?

                                      Przykrą nauczką ostatnich lat dla mnie jest umiejetnosc nadawania negatywnych
                                      znaczeń pozytywnym hasłom. Np "Trzeba zmniejszyć deficyt" albo "Zwiększyć
                                      skłonność do oszczędzania". Kiedyś zabiłbym za tego typu hasła oponentów dziś
                                      jestem (chyba) madrzejszy. Kiedy jest negatywne znaczenie? M.in wtedy, gdy
                                      osoba/instytucja głosząca takie hasło prowadzi politykę akceptacji minusów dnia
                                      dzisiejszego, nie zamierza zrobić niczego, aby było lepiej. Reforma ma polegac
                                      na dostoswaniu sie ludzi do popelnionych przez tą indsytucję błędów. Logika
                                      jest tu taka "RPP zdusiła gospodarkę = pielęgniarka ma pracować za darmo", bo
                                      inaczej padna banki, na ktorych RPP bardzo zalezy.

                                      W haśle "Zmniejszyć deficyt" dziś wcale nie chodzi o rozwój kraju, tylko o
                                      uniknięcie konsekwencji własnych błędów. Biedacy mają przez najblizsze 10 lat
                                      klepać biedę (rzadko w tv), Warszawa, Kraków (ciagle w TV) żyć godnie.
                                      Uznajemy, że pewne grupy są jak dinozaury skazane na wymarcie i nie zajmujemy
                                      się nimi. To jest utrzymanie status quo, gdyz prawdziwe reformy naruszyłyby
                                      interesy np. bankow. Co dałoby poniesienie konsekwencji? Oczyszczajacy kryzys.

                                      Hasło "zwiększac oszczędnosci" samo w sobie nie przesądza czy to jest pozytywne
                                      czy negatywne dla kraju. Poztytywne tak - gdy do banku trafia proporcjonalny
                                      dochód WSZYSTKICH OBYWATELI. Patologia pojawia sie, gdy jest to dochód 30%, bo
                                      reszta dochodu nie ma. Jeżeli utrzymuje się stopy tak wysoko aby te 30%
                                      przyniosło do banków tyle co cala populacja wkracza model CAPM i kraj
                                      pada.

                                      Kiedyś napisałem, ze obserwując to co wydarzyło sie między 1998 a dzis wolę
                                      oczyszczające kryzysy. Polityka utrzymywania fikcji oszczędzania poprzez
                                      wysokie stopy procentowe na których korzysta ułamek Polaków przypomina mi
                                      malowanie zielonej trawy przed 1-majowa wizytą pierwszego sekretarza. Dla mnie
                                      jest to świat na glowie, gdyz postawienie banków kilka lat temu przed faktem
                                      niskich oszczednosci zmusiloby po kilku plajtach do takiej polityki, ktora
                                      oszczednosci szukalaby tam gdzie one powstaja w ..... dochodach.

                                      Mysle, ze aneksem do tego listu powinien byc list Zbigniewa w watku o polskich
                                      milionerach. To jest ugrzeczniony opis Polski, ktora widze od 1999 r. wokol
                                      mnie - zwlaszcza w zakresie omawianej tam zony.

              • Gość: A Re: Do A IP: *.dialup.optusnet.com.au 19.08.02, 15:44
                Gość portalu: Biolog napisał(a):

                > cieszę się, że postrzegasz ekonomię jako sztukę wojny, gdzie słaby naród jest
                > zjadany przez silniejszą nację (niekoniecznie lepszą. Twój opis ostatnich 13
                > lat polskiej gospodarki w relacji Polska - kapitał zagraniczny powinno sobie
                > nad łóżkiem powiesić kilka osób. W jednym z podręczników amerykańskich
                > znalazłem zbiór zasad inwestowania w Afryce, który pozwalał utrzymać własność
                > bądź odzyskać kapitał niezależnie od prawie pewnej rewolucji i żądania
                > nacjonalizacji. Podstawowa dla Afryki metoda to zadłużyć kopalnię.
                > Zafascynowało mnie, że Amerykanin od małego uczy się jak być Panem świata.

                To moze jest raczej praktyka gospodarcza, ktora czasem wyglada jak strategia i
                taktyka wojenna. Przy czym nie koniecznie to narody sie pozeraja. Akurat sprawy
                inwestycji kapitalowych w gornictwie i przetworstwie surowcow na swiecie znam z
                wlasnej praktyki zawodowej. Czasem rozwiazania praktyczne maja charakter prawny
                a czasem zwyczajnie "silowy". Nikt nie chce byc "znacjonalizowany"
                ani "zrewolucjonizowany". Czasem te rygle nie dzialaja w ogole, np. Kuba.
                Ale nie koniecznie to jest to objaw checi panowania nad swiatem. W moim kraju
                przyjmuje sie wiecej inwestycji kapitalowych z zagranicy, niz mamy wlasnych
                przedsiewziec zagranica. Trudno tez powiedziec, ze chcemy byc panem swiata.
                Poprostu taki jest charakter wspolczesnego dzialania na swiecie.
                Nokia "opanowala swiat", ale trudno uznac Finow za narod kolonizatorow. Pewnego
                dnia Polacy tez beda musieli wykorzystywac te mozliwosci. Oby szybko.

                > Natomiast źle oceniasz bieżącą sytuację Polski. W jednym z listów napisałeś
                że
                > głównym źródłem Twoich informacji są tygodniki. To bardzo złe źródło. Tam
                > siedzą ludzie, którzy dokonali kalkulacji:
                >
                > A bezrobotni wiedzą, że kodeks pracy nie ma nic wspólnego z sytuacją na rynku
                > pracy (kodeks wszyscy inteligentni pracodawcy umieją obchodzić)
                > B bezrobotni nas nie czytają
                > C czytają nas przedsiębiorcy, którzy chcą wierzyć, że przyczyną kłopotu ich
                > firm nie jest bycie złym przedsiębiorcą a kodeks pracy
                > D piszemy o kodeskie pracy jako głównym wrogu RP
                >

                Zgoda co do pierwszego. Nie sadze, ze przy bezrobociu rzedu 18% jest sens winic
                za to kodeks pracy. Trzeba po prostu zmniejszyc bezrobocie.

                Zawsze obserwator z zewnatrz jest mniej poinformowany, niz ktos z wewnatrz.
                Problemy Polski nie sa mi zupelnie obce bo przez szereg lat zajmowalem sie
                roznymi aspektami handlu, systemow i restrukturyzacji w sposob zawodowy, i
                przez dwa lata z Europy. Obecnie trudno mi np. czytac polskie materialy
                zrodlowe, ale sledze to co sie daje w rozsadnym czasie.

                > Obraz Polski, który masz to kraj państwowego przemysłu otrzymującego dotację
                > oraz kraju za wysokich świadczeń społecznych, które finansowane z obligacji
                > wypychają z banków pieniądze przeznaczone na kredyt dla firm. Nie ma już
                > państwowego przemysłu - te kilka tysięcy państwowych firm, które pozostały
                > otoczone są zazwyczaj siatką spółek zależnych, które wyciągają od spółek
                matek
                > kapitał. Ale to nie jest kapitał z jakichś dotacji od Państwa tylko majątek,
                > kontrakty, zaplecze techniczne spółek matek. Państwowe firmy nie płacą ZUS i
                > podatków i tygodniki, które czytasz doliczają to do sumy rzekomych dotacji.
                To
                > tak jakby chłopu pańszczyźnianemu nałożyć podatek od powietrza i twierdzić,
                że
                > chłop otrzymuje od ciebie dotacje, bo go zwalniasz z niego. To nie państwowe
                > firmy wyciągają dziś (wyłączywszy górnictwo i hutnictwo) pieniądze od
                Polaków.

                Piszesz, ze jest w Polsce tylko kilka tysiecy przedsiebiorstw panstwowych,
                ktore nie placa ani skladek ZUS-u ani podatkow. To jest stale ogromne
                obciazenie budzetu. To o czym napisalem w odniesieniu do kapitalu zagranicznego
                w Polsce na zastosowanie i tutaj. Po angielsku to sie nazywa: field your costs,
                internalize your profits. Czyli stale ktos inny (wszyscy podatnicy) placa czesc
                kosztow tego "gospodarowania". Moze skala tego zjawiska jest, tak jak mowisz,
                mniejsza, niz ja to widze. Ale jest. Problem bedzie mniejszy, gdy znow
                gospodarka zacznie sie szybciej rozwijac.

                > Aby stworzyć taka listę firm wystarczy przejrzeć ustawy od 1995 r i poszukać
                > sektorów, które mają ustawowe przywileje i zarabiają dzięki nim (nie są to
                > koncesje) niezależnie od bieżącej koniunktury. To są niby rynkowe, nowoczesne
                > sektory gospodarki o których żaden z tygodników nie napisze że hamują
                > gospodarkę - to są zbyt silni gracze aby wchodzić im na odcisk. Lepiej
                > pisać ,że "państwowe firmy biorą dotacje i naciągają podatników",bo
                > znokautowany i tak nie odda.
                >
                > Zjawisko wypychania - to znów sztandarowe hasło tygodników. Tyle, że niechęć
                > banków do udzielania kredytu firmom to nie tylko kwestia relacji MF - banki.
                > Jest jeszcze NBP - banki i oprocentowanie, które otrzymują w formie
                nowoczesnej
                >
                > dotacji w obligacjach.

                U nas 5-7 lat temu rzad emitowal obligacje, ktore absorbowaly ok 60%
                wewnetrznych oszczednosci. Wedlug roznych niezaleznych ekspertyz powodowalo to
                podwyzszenie realnej stopy procentowej o ok. 1.5%. Obecnie, po cieciach
                budzetowych jest to okolo 40% tego rynku a stopa procentowa relatywnie spadla.

                > Wydatki socjalne - renty, emerytury. Ich wysokość uderza w kraj nie dlatego,
                że
                >
                > jest tu jakieś rozpasanie (z wyjątkiem rent). Po prostu nastąpiło zwinięcie
                > gospodarki poniżej jej potencjalnego poziomu. Zcięto w sposób w jaki 5 lat
                temu
                >
                > nie uwierzyłbym, że ktoś się odważy (i że uda się bezkarnie) stronę dochodową
                > Polski i teraz chce się dostosować stronę wydatkową. Postulaty takiego ruchu

                >
                > OKEY, ale są nierealne, bo brakuje w uzasadnieniu tych planów połówki zdania -
                > "robimy to dlatego, że popełniliśmy błędy i mając do wyboru poświęcenie
                swoich
                > głów albo Waszych oczywiście wybraliśmy Wasze"
                >
                > Biolog

                Pozdrowienia,
                A
            • Gość: deLUC I co dalej IP: *.braniewo.sdi.tpnet.pl 19.08.02, 13:34
              Gość portalu: A napisał(a):

              > Tak dziala kapital w realnym swiecie. To co stalo sie z polskim przemyslem
              > dzieje sie z wielooma branzami przemyslu w tzw. krajach rynkowych. Tzn. w
              > pierwszej kolejnosci przejmuje on wszystkie "latwe" dziedziny gdzie jest
              staly
              > przeplyw gotowki, tj. handel detaliczny, bankowosc, ubezpieczenia itp.
              >
              > Unika natomiast dziedzin, gdzie sa wydatki na inwestycje, zabezpieczenia
              > spoleczne (konieczne zwolnienia). Nastepnym punktem strategii jest
              przerzucenie
              >
              > jaknajwiekszych kosztow wlasnej dzialalnosci na miejscowy rzad (budzet).

              Aha, a wiec jest to naturalna kolej rzeczy - wszedzie sie dazy do zniszczenia
              infrastruktury przemyslowej i uzaleznia od zagranicy (Afryka, Ameryka
              Poludniowa) - dlugow nigdy nie splaca? bo czym bananami (weglem)? I to ma byc
              nasz nieuchronny los?
              <ciach>
              >
              > To wlasnie, z aktywna pomoca rzadow, stalo sie w Polsce w ubieglej
              > dekadzie. "Krem" zostal zjedzony przez innych a koszty ponosi rzad
              (podatnik).
              > To zjawisko wcale nie jest na swiecie odosobnione. Budzet tzw kraju
              > przyjmujacego, tj. Polski, musi zadluzac sie wewnetrznie i zagranica aby
              > sprostac wydatkom, "ktorych nie da sie juz ciac". Uciekac mozna jednak
              > tylko "do przodu".
              ? tzn
              <ciach>
              > Wlasnie. To jest istota sprawy. Gdyby przedsiebiorstwa panstwowe i rozne
              twory
              > hybrydowe zostaly sprywatyzowane - jak regulowac "dlugi wdziecznosci"
              > politycznej? Przeciez to by oznaczalo natychmiastowe odciecie od szerokiego
              > strumienia pieniedzy, ktore plyna z budzetu niezaleznie od kondycji
              > ekonomicznej przedsiebiorstwa (przewaznie sa to zupelne ruiny gospodarcze,
              albo
              >
              > te, ktorych nie da sie sprywatyzowac z jakichs "bardzo waznych przyczyn").
              >
              > Czy mozna temu zaradzic? Tak, ale wlasnie przez odciecie wydatkow budzetu na
              > podtrzymywanie tych przedsiebiorstw.
              Niestety, ale sie nie rozumiemy wogole - ja doskonale wiem, ze panstwowe
              przedsiebiorstwa sa niewydolne, nieefektywne, generuja wysokie koszty - ale to
              one sa filarami pewnych branz - prywatyzacja prowadzi do ich (branz) zaniku
              - co w praktyce oznacza o wiele wieksze koszty i co najwazniejsze brak
              perespektyw na poprawe (spada konkurencyjnosc gospodarki - bo zamiast jakiegos
              produktu, nie produkuje sie zadnego) - wiecej to te panstwowe firmy utzrymuja
              lancuch prywatnych albo (panstwowo-prywatnych), ktore padna przy prywatyzacji.
              Ja jestem za odpowiednim doborem kadry menadzerskiej w tych firmach, kontraktami
              menadzerskimi, odpowiedzialnosci calym swoim majatkiem z tyt. wykonywanych
              funkcji, slowem rozliczaniem tych ludzi za wykonana rzeczywiscie prace, i w
              przypadku niedopelnienia za wiezieniem dla nich, jestem tez za zlikwidowaniem
              przywilejow zwiazkow zawodowych - kapitalny przyklad krtynizmu zwiazkow
              zawodowych to Ursus i pan Wrzodak. Kapitalizm panstwowy - dziala ale gdzies
              indziej. Ale jestem przede wszystkim za dewaluacja zlotowki - tak aby produkcja
              na eksport zaczela sie oplacac (a wiec i inwestycje w eksport zagranicy).
              Polityka kursowa uprawiana do tej pory w Polsce to czyste skur..stwo. JOrl na
              tym forum opisal kiedys jak to za pomoca wyskiego kursu wymiany marki NRD na
              marke RFN zniszczono caly przemysl NRD - i to sie dzieje w Polsce. Pytanie -
              czym splacimy ogromne zadluzenie (weglem)?, w takim przypadku pozostaje.
              • Gość: A Re: I co dalej IP: *.dialup.optusnet.com.au 20.08.02, 10:25
                Gość portalu: deLUC napisał(a):

                > > Wlasnie. To jest istota sprawy. Gdyby przedsiebiorstwa panstwowe i rozne
                > twory
                > > hybrydowe zostaly sprywatyzowane - jak regulowac "dlugi wdziecznosci"
                > > politycznej? Przeciez to by oznaczalo natychmiastowe odciecie od szerokieg
                > o
                > > strumienia pieniedzy, ktore plyna z budzetu niezaleznie od kondycji
                > > ekonomicznej przedsiebiorstwa (przewaznie sa to zupelne ruiny gospodarcze,
                >
                > albo
                > >
                > > te, ktorych nie da sie sprywatyzowac z jakichs "bardzo waznych przyczyn").
                > >
                > > Czy mozna temu zaradzic? Tak, ale wlasnie przez odciecie wydatkow budzetu
                > na
                > > podtrzymywanie tych przedsiebiorstw.


                > Niestety, ale sie nie rozumiemy wogole - ja doskonale wiem, ze panstwowe
                > przedsiebiorstwa sa niewydolne, nieefektywne, generuja wysokie koszty - ale
                to
                > one sa filarami pewnych branz - prywatyzacja prowadzi do ich (branz) zaniku
                > - co w praktyce oznacza o wiele wieksze koszty i co najwazniejsze brak
                > perespektyw na poprawe (spada konkurencyjnosc gospodarki - bo zamiast
                jakiegos
                > produktu, nie produkuje sie zadnego) - wiecej to te panstwowe firmy utzrymuja
                > lancuch prywatnych albo (panstwowo-prywatnych), ktore padna przy prywatyzacji.

                Wydaje mi sie, ze jaki filar taka branza. Ja nie namawiam nikogo do zamykania
                wszystkiego co jest jeszcze otwarte. W normalnie funkcjonujacym systemie
                rynkowym wszystkie ogniwa tego systemu musza byc finansowo zdrowe. Tu nikt nie
                dolozy pieniedzy jesli one gdzies "znikaja". W moim kraju nie ma deficytowych
                przedsiebiorstw, bo my - podatnicy, z tym sie nie godzimy.

                Jesli przedsiebiorstwo ma rynek, technologie i siec sprzedazy - to prywatyzacja
                nie oznacza jego likwidacji. W wielu krajach wolnorynkowych wlasciciel zamyka
                wydzialy przynoszace straty a wzmacnia te, ktore sa "zdrowe". Np.
                sprywatyzowane kopalnie brytyjskie nadal produkuja wegiel dla swych stalych
                odbiorcow.


                > Ja jestem za odpowiednim doborem kadry menadzerskiej w tych firmach,
                kontraktam
                > i
                > menadzerskimi, odpowiedzialnosci calym swoim majatkiem z tyt. wykonywanych
                > funkcji, slowem rozliczaniem tych ludzi za wykonana rzeczywiscie prace, i w
                > przypadku niedopelnienia za wiezieniem dla nich, jestem tez za zlikwidowaniem
                > przywilejow zwiazkow zawodowych - kapitalny przyklad krtynizmu zwiazkow
                > zawodowych to Ursus i pan Wrzodak. Kapitalizm panstwowy - dziala ale gdzies
                > indziej.

                Nie jestem pewien czy to wiele pomoze. To juz cwiczono niemal wszedzie. Nowa
                miotla dobrze miecie, ale nie na dlugo. Problem jest z wykonywaniem decyzji
                wlascicielskich. Biurokracja panstwowa wszedzie jest niewydolna i nie powinna
                sie zajmowac produkcja.

                Ale jestem przede wszystkim za dewaluacja zlotowki - tak aby produkcja
                > na eksport zaczela sie oplacac (a wiec i inwestycje w eksport zagranicy).
                > Polityka kursowa uprawiana do tej pory w Polsce to czyste skur..stwo. JOrl na
                > tym forum opisal kiedys jak to za pomoca wyskiego kursu wymiany marki NRD na
                > marke RFN zniszczono caly przemysl NRD - i to sie dzieje w Polsce.

                Nie ma jednej przyczyny sprawczej. Zmiana jednego elementu niewiele da.
                Programy "naprawcze" sa zwykle dosc zlozone i adresowane do wielu wykonawcow.

                Co do NRD, to nie wiem dlaczego tylko marka powalila tego giganta. Moze
                niewielu juz chcialo kupowac te DDRonowe bluzki, radia Stern, Ersatz czekolade
                i trabanty? Ja bym nie kupowal, mimo, ze niedrogie.


                Pytanie -
                > czym splacimy ogromne zadluzenie (weglem)?, w takim przypadku pozostaje.

                A czym to sie robi obecnie?
              • Gość: dorota Re: I co dalej IP: *.man.bialystok.pl 20.08.02, 12:14
                Na wypadek zwolnien lekarskich, trzeba spisać umowe z kasą chorych. Bo byc może
                wcle nie zaistnieje potrzeba korzystania ze zwolnienia.I problem sam sie
                rozwiąże.
                • kyle_broflovski Re: I co dalej 20.08.02, 19:16
                  www.themindweb.com/globalism/
                  • Gość: A Re: I co dalej Kyle IP: *.dialup.optusnet.com.au 21.08.02, 13:31
                    ???
    • Gość: JOrl Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.dip.t-dialin.net 21.08.02, 17:12
      Opisywalem juz jak jest zorganizowany, w sposob naturalny, przemysl niemiecki.
      Chodzi mi naturalnie o ta czesc przemyslu bedacy jego kregoslupem. Chodzi tu o
      przemysl konstruujacy i budujacy produkty inwestycyjne czyli maszyny i
      urzadzenia. Moze to jest zadziwiajace, ale to sa przedsiebiorstwa czesto
      liczace ponizej 100 ludzi. I cecha charakterystyczna jest ze ich szefami i
      najczesciej wlascicielami sa ludzie o wyksztalceniu technicznym, najczesciej
      tacy ktorzy wyszli z konstruowania. I sila rzeczy zadni ekonomisci. Wlasciciel
      firmy w ktorej pracuje mowi (a tu jest 230 ludzi), ze prowadzenie takiej firmy
      to prawie jak gospodarstwa domowego. Trzeby patrzec, aby miec dochody, kredyty
      w umiarkowanym zakresie, ale jeszcze lepiej zadne, no i inwestowac dochody w
      rozwoj. Ta filozofia jest tutaj w Niemczech popularna i to dotyczy mniejszych
      jak i wiekszych firm. Jeszcze raz podkreslam, ze szefami sa ludzie z techniki.
      Bo oni oceniaja najlepiej co nalezy robic. Sa oczywiscie tez miejsca pracy dla
      ekonomistow, ale w przemysle tak naprawde nie maja wiele do gadania. Tez nawet
      szefami BMW itd. sa ludzie ktorzy przeszli przez oddzialy kostrukcyjne. W
      takich firmach budujacych dzwigi, koparki tez szefami sa ludzie ktorzy przeszli
      cala droge od szeregowego konstruktora. Czy to budowy maszyn, czy elektroniki.
      I ja to uwazam za logiczne i sluszne. A w Polsce? Mnie zaskoczylo przed paru
      laty jak moje dziecko rok chodzilo w Polsce do szkoly, ze prawie wszyscy
      chcieli byc po maturze ekonomistami. Bo tam byla KASA! No i tak naprawde jakis
      to mialo sens w warunkach polskich. Na politechniki chcieli isc tylko niewielu.
      A jak juz to na informatyke. Aby jakies, nie powiem ze niepotrzebne, ale tez
      malo techniczne programy pisac.
      Nie wiem dokladnie jak nastepowala ta prywatyzacja "krajowa" w Polsce. Ale mi
      sie wydaje, ze szefami zostali tzw. ekonomisci. I oni oczywiscie zaczeli to
      robic na czym sie znaja. Kombinowac jak tu zarobic KASE. Zaciaganiem dlugow,
      handelkami z obligacjami, a nie produkcja, jej przyszloscia i rozwojem. Model
      inny jak ja znam z Niemiec.
      Ostatnio kupilem sobie taki polski miesiecznik "nTW". I tam przeczytalem (mam
      nadzieje ze prawidlowo opisana) historia bylej fabryki panstwowej WIFAMA-
      PREXER, ktora zostala sprywatyzowana w kwietniu 89 poprzez inzynierow i
      konstruktorow. I jako jedyna ze zbrojeniowki rozwija sie! Czyli mozna. A
      dlaczego? Jestem przekonany, ze dlatego, ze przyjeto model ktory sie od paruset
      lat np. w Niemczech sprawdzil. I oczywiscie tez w innych krajach
      wysokouprzemyslowionych. Ci ludzie po prostu wiedzieli co to znaczy produkowac,
      na tym sie znali i po prostu nie zawracali sobie glowy robienia KASY
      skaplikowanymi kombinacjami, ale sukali klientow, starali sie dla niech
      produkowac, rozwijac nowe produkty. Czyli normalnie.
      Ja kedys tez pracowalem w fabryce w komunie. I jestem przekonanny, jak bym w
      tym 89 mial mozliwosc przejac tam wladze, park maszynowy, know-how (bardzo
      wazne!) to tez bylbym jak ta WIFAMA. W koncu wyjechalem do Niemiec, poszedlem
      do fabryki i od pierwszego dnia kostruowalem urzadzenia sprzedawalne na rynku
      niemieckim. Mialem tez kolegow-konstruktorow elektroniki czy mechaniki w
      Polsce, o ktorych jestem przekonany, ze by sobie dokladnie tak samo dali rade.
      Ale zostali w Polsce, zajeli sie handelkami, nawet niektorzy zrobili KASE
      (bardzo wazne przeciez!). No ale fabryki albo sprzedane, albo przez tych
      doskonalych specjalistow-ekonomistow prowadzone do przepasci z ogromnymi juz
      dlugami.
      Niestety do wladzy w Polsce dorwali sie ekonomisci, znajacy sie doskonale na
      stopach procentowych, brania pozyczek na zastaw fabryk i skladania ich w
      obligacje i efekty? Widoczne!
      A spowodowane to bylo latwoscia zrobienia KASY na wskutek naplywu pieniedzy z
      Zachodu. A to zalatwil tzw 1 Balcerowicz. Pozyczkami na stabilizacje zlotowki.
      Bo wtedy najwazniejsze bylo (i jeszcze jest) jak z tych zagranicznych pieniedzy
      sobie jak najwiecej wyrwac.
      Ktos tu pisal, jakie wskazowki sa dla amerykanskich menadzerow, aby kraje
      wposcic w kanal. Najpierw dac pieniadze. Po prostu zadluzyc. I tym zalatwic.
      Ja tego nie czytalem, ale uwazam ze tak sie robi. A jest to wazne dla tych
      wysokorozwinietych krajow, bo bedzie mniej konkurentow do ograniczonych zasobow
      surowcow. Taki Bangladesz zuzywa 150kg ropy naftowej na glowe i rok. A w USA?
      Chyba kilka ton. I dlatego jest to konieczne krajom sie nie dac rozwinac. To
      jest walka na zycie i smierc. I Polska, mimo ogromnych mozliwosci w porownaniu
      do takich krajow 3 Swiata, ktore nigdy nie mialy przemyslu i kadry technicznej,
      sama sie dala w cos takiego wpedzic.
      No ale coz. Najwazniejsza KASA dzisiaj. A co jutro? Jakos to bedzie. A
      nieprawda! Nie bedzie! Rachunki sa juz wypisane.
      A Lepper? Po znanym tu Lepperze10 tez nie ma nadzieji. A w Polace musialaby
      nastapic taka radykalna zmiana, ze nie uwazam, aby politycy obecni mieli na nia
      sily no i przekonania. Bo najpierw trzeba zrozumiec te prawdziwe przyczyny, aby
      podjac dzialania. Chociaz sytuacja zaszla juz bardzo daleko. W zlym kierunku.
      Najgorsze sa te ogromne pozyczki ludzi w walutach zachodnich. To jest jak
      trucizna. Bardzo chytrze zaaplikowana. I zabojcza.
      Jeszcze do tej fabryki WIFAMA z tego miesiecznika. Jednak teraz, w ostatnich
      latach nastepuje tam to co gdzies indziej w Polsce. Konstruuja jeszcze dla
      wojska, ale dla gospodarki cywilnej szukaja zlecen na wykonywanie jakis czesci
      czy podzespolow dla firm zachodnich. A dlaczego? Bo kurczy sie normalny
      przemyslowy rynek krajowy. I do takiego podwykonawstwa nie trzeba biura
      kostrukcyjnego. Tak, ze i oni kiedys beda typowym przedsiebiorstwem 3 Swiata. a
      tak dobrze szlo! Ale nawet kostruktorzy nic nie poradza na to bagno stworzone
      przez tych wspanialych ekonomistow. Ja tez bym nie pomogl jak bym zostal.
      Niestety ale dobrze ze nie zostalem.
      Pozdrowienia.
      • Gość: Zbigniew Rosja IP: *.magic-net.pl 22.08.02, 10:26
        Ostatnio czytałem , że rosyjskie firmy produkujące procesory eksportują swoje
        produkty do Singapuru , Tajwanu itp. Są tanie i choć toporne pod względem
        wymiarów znajdują duży zbyt.
        Dziś w telewizji pokazali , że moduł rakiety kosmicznej wystrzelonej z Florydy
        wykonali Rosjanie - czyli Amerykanie go kupują.
        Kasa przychodzi więc sama.
        A jeszcze niedawno śmiano się z "ruskich".
        A najlepszym polskim produktem eksportowym są ... obligacje skarbowe.
        Pzdr
      • Gość: Biolog Podbój przez zadłuzenie IP: *.mtnet.com.pl 22.08.02, 15:33
        nawet mam przed sobą taka książkę dla studentów albo raczej odpowiednika
        końcowych klas naszych liceów.

        Richard Brelaey, Stewart Myers "Podstawy finansów przedsiębiorstw" strona 1360
        w tomnie II
        • kyle_broflovski Re: Podbój przez zadłuzenie 22.08.02, 19:41
          Widzisz jakie to proste i co przeraza to to jak malo ludzi to pojmuje
          • Gość: Lechu Re: Podbój przez zadłuzenie IP: *.dip.t-dialin.net 22.08.02, 21:21
            Prawda jest taka:
            w systemie wolności ekonomicznej każdy ma prawo wyboru. Oczywiście z
            zastrzeżeniem pełnej odpowiedzialności za własne czyny. Także prawo do
            fałszywych wyborów. Głupi mają i w kapitaliźmie pod górkę.

            Mój szwagier przez całe życie hołdował poglądowi, że nadmierne oszczędzanie nie
            jest w jego typie. Gdy miał potrzeby, zaciągał pożyczki. Uformowany na empirii
            PRLu, której ekonomika konsekwentnie i przez dekady karała za oszczędzanie i
            cały czambuł innych zachowań i cnót tzw. mieszczańskich.

            W interesach dokładnie tak samo: na interes niegdy nie zbierał, ale szukał
            kredytu. Nie muszę chyba wyjaśniać, że dzisiaj wszystkie jego przedsięwzięcia
            leżą w gruzach.

            Wynika to logicznie z uniwersalnych na całym świecie założeń statystycznych:
            jeżeli tylko jedno na pięć założonych przedsiębiorstw osiąga po paru latach
            dobre wyniki ekonomiczne, to zakładając pięć przedsiębiorstw jednocześnie z
            kredytu, muszę pozostać bankrutem, bo zyski z tego jednego nie pokryją nawet
            odsetek od całego kredytu.

            Nie chcę i nie potrafię tego osądzać, bo jak łatwo zauważyć, jest to typowy
            obraz kariery polskiego przedsiębiorcy. Ogromna liczba Polaków weszła w
            kapitalizm nigdy nie zadając sobie trudu rewizji starych poglądów. Myśleli i
            myślą, że można osiągnąć w kapitaliźmie trwały sukces, posługując się aparatem
            pojęciowym i wzorcami zachowań z PRL, tylko pobieżnie "przemalowanymi" na
            rynkowe. Tymczasem z taką mentalnością można może dożyć emerytur w jakichś
            niszach, ale każda próba intensywnej interakcji z nowym otoczeniem i nowymi
            zasadami (a czymś takim jest prowadzenie interesu) kończy się klęską. Tym
            większą, im bardziej obiecujący był start. Bo prawa rynku można na jakiś czas i
            w ograniczonej przestrzeni pozbawić mocy poprzez łapówkarstwo, kumoterstwo,
            polityczny układzik i inne podobne anomalie. Pod tym wzgędem nasuwa mi się
            analogia z fizyką kwantową. Ale koniec jest taki, jaki być musi: zamki na
            piasku zmywa morze.

            Przypomina mi się tu wywiad z Lindahlem (?), założycielem firmy IKEA. Na końcu
            wywiadu poproszono go o radę dla wszystkich tych, którzy chcieliby założyć
            przedsiębiorstwo. POdał jedną: nie bierzcie nigdy kredytów.

            NIe warto tu chyba powoływać się na autorytety. To są prawdy znane od tysięcy
            lat, które można wyczytać w babilońskim piśmie klinowym na glinianych,
            niewypalanych tabliczkach: branie kredytu na założenie interesu to trochę tak,
            jak proszenie wojsk sąsiedniego państwa o wsparcie w tłumieniu rebelii. Może
            zrobią swoje, wezmą zapłatę i pójdą do domu, a może zostaną już na zawsze jako
            gospodarze.
            W każdym razie już Machiavelli gorąco odradzał posługiwanie się nawet wojskami
            zaciężnymi :).
            Jak na wstępie wspomniałem, jest wolność i każdy ma prawo do dowolnego używania
            zasobów osobistej głupoty. Całe gałęzie gospodarki żyją z głupców. Nie trzeba z
            tego robić spiskowych teorii. Po zjednoczeniu Niemiec wszystkie banki otwierały
            na chybcika w DDR półprowizoryczne kantory, w których można było brać kredyty
            praktycznie na dowód osobisty. Trzeba było szybko zająć te nowe obszary głupoty
            i naiwności, bo jak nie my, to ktoś inny...
            • Gość: MACIEJ Re: Podbój przez zadłuzenie IP: *.ny325.east.verizon.net 22.08.02, 22:25
              Ales sie wzenil.
              Wspolczuje ci koles.
              Przynajmniej z tesciem miales sporo ubawu.
              • Gość: Lechu Re: Podbój przez zadłuzenie IP: *.dip.t-dialin.net 23.08.02, 00:41
                Dobry czlowiek.
                Szkoda go, bo sie dobrze zapowiadal.
            • kyle_broflovski Re: Podbój przez zadłuzenie 23.08.02, 03:27
              Na placz jest juz zapozno. Racja, do glupoty kazdy ma prawo.
              Szkoda tylko ze tych prostych prawd nie uczono wczesniej. Lepiej pozno niz
              wcale. Moze uchroni to troche przed tym jak to ktos na forum napisal
              " Chcielismy tak dobrze a wyszlo jak zawsze"
          • Gość: A Re: Podbój przez zadłuzenie IP: *.dialup.optusnet.com.au 23.08.02, 08:58
            kyle_broflovski napisał:

            > Widzisz jakie to proste i co przeraza to to jak malo ludzi to pojmuje

            Akurat jesli chodzi o "przerazenia" to ja nie moge byc pod wplywem silnych
            stanow emocjonalnych. Te zagadnienia sa czescia mojej pracy zawodowej i to w
            aspektach zupelnie praktycznych. Przeczytalem na ten temat dosc sporo ale
            omijam roznych autorow, ktorzy mowia co im sie chce i to pod dowolnym modnym
            tytulem. To co mi przeslales nie ma wielkiego zwiazku z globalizacja ani
            oglupianiem ludzi dzis i w krajach demokratycznych czy gdziekolwiek indziej.

            Zjawiska opisane w tej publikacji mialy miejsce zawsze w historii chyba kazdego
            narodu. Postep istnieje pewnie i dlatego, ze ludzie sie nie daja latwo oglupic.

            Czy to jest czescia jakiegos zadania szkolnego ? Nie czytaj "brykow" -
            szukaj "oryginalow".

            Pozdrowienia,
            A
            • kyle_broflovski Re: Podbój przez zadłuzenie 23.08.02, 14:02
              Gość portalu: A napisał(a):

              > kyle_broflovski napisał:
              >
              > > Widzisz jakie to proste i co przeraza to to jak malo ludzi to pojmuje
              >
              > Akurat jesli chodzi o "przerazenia" to ja nie moge byc pod wplywem silnych
              > stanow emocjonalnych. Te zagadnienia sa czescia mojej pracy zawodowej i to w
              > aspektach zupelnie praktycznych. Przeczytalem na ten temat dosc sporo ale
              > omijam roznych autorow, ktorzy mowia co im sie chce i to pod dowolnym modnym
              > tytulem. To co mi przeslales nie ma wielkiego zwiazku z globalizacja ani
              > oglupianiem ludzi dzis i w krajach demokratycznych czy gdziekolwiek indziej.
              >
              > Zjawiska opisane w tej publikacji mialy miejsce zawsze w historii chyba
              kazdego
              >
              > narodu. Postep istnieje pewnie i dlatego, ze ludzie sie nie daja latwo
              oglupic.
              >
              > Czy to jest czescia jakiegos zadania szkolnego ? Nie czytaj "brykow" -
              > szukaj "oryginalow".
              >
              > Pozdrowienia,
              > A

            • kyle_broflovski Re: Podbój przez zadłuzenie 23.08.02, 14:21


              Jak slusznie zauwazyles zjawiska opisane mialy miejsce zawsze w historii .
              Globalizacja zwieksza tylko skale tych zjawisk.

              W przeszlosci w wyjasnienie tych zjawisk czesciej odwolywano sie do pana Boga,
              dzis do autorow (czesto noblistow) oryginlow nie brykow.
              I mozna sobie dlugo dyskutowac szczegoly tego mechanizmu i spekulowac co by
              bylo gdyby.

              Dla zwyklego zjadacza chleba ma to niewielkie znaczenie gdy pewnego dnia ktos
              zrobi prosta rzecz, zadluzy fabryke.
              • Gość: A Re: Podbój przez zadłuzenie IP: *.dialup.optusnet.com.au 23.08.02, 16:07
                kyle_broflovski napisał:

                >
                >
                > Jak slusznie zauwazyles zjawiska opisane mialy miejsce zawsze w historii .
                > Globalizacja zwieksza tylko skale tych zjawisk.
                >
                > W przeszlosci w wyjasnienie tych zjawisk czesciej odwolywano sie do pana
                Boga,
                > dzis do autorow (czesto noblistow) oryginlow nie brykow.
                > I mozna sobie dlugo dyskutowac szczegoly tego mechanizmu i spekulowac co by
                > bylo gdyby.
                >
                > Dla zwyklego zjadacza chleba ma to niewielkie znaczenie gdy pewnego dnia ktos
                > zrobi prosta rzecz, zadluzy fabryke.

                Na wielu watkach forum rozni autorzy ze zrozumiala trwoga odnosza sie do
                zadluzenia Polski, przedsiebiorstw, w ktorych pewnie pracuja czy tez zadluzenia
                ich wlasnego gospodarstwa domowego. Niektorzy uwazaja, ze kredyt jest
                szczegolnie "wrogim klasowo" instrumentem uzalezniania, czy zniewolenia.
                Nigdzie nie znalazlem ani jednej wypowiedzi negatywnej o pieniadzach, ktore
                przeciez sa zblizonym instrumentem finansowym i moga miec "dziabelski" wplyw na
                nasze zycie. Jednak jakos z pieniedzmi "pogodzilismy sie" a nawet -
                zaryzykowalbym - niektorzy lubia je miec. Pieniadze zostaly wiec
                bardziej "oblaskawione" niz kredyt, ktorego wszyscy (niemal) sie boja.

                Otoz korzystanie z kredytu wymaga sporej wyobrazni. Juz w momencie jego
                zaciagania wiadomo, ze trzeba go bedzie splacac. Nie dla wszystkich jest ten
                fakt oczywisty. Smiem twierdzic, ze wielu juz w chwili podpisywania umowy
                kredytowej (jest takie cos !) wiedza, ze nigdy, przenigdy nie zwroca ani
                zlamanego szelaga. I jak tu takich nazwac? A jest ich sporo. Sa nawet specjalne
                banki, ktore swiadomie udzielaja kredytow takim, od ktorych nigdy nie zobacza
                grosza splaty. A wiec obie strony dzialaja w zlej wierze! I prosze mi
                powiedziec - jaka to jest umowa ? Czy nazwalbys ja nadal kredytowa ? Jesli
                poczytasz inne watki - napewno znajdziesz nazwy tych szacownych instytucji
                finansowych. Zadna tajemnica - wszyscy wiedza ! Nikt nie kontroluje. Dlaczego?

                Przedsiebiorstwo moze zadluzyc wlasciciel. I tylko on. Jesli chce zeby jego
                firma upadla - jego sprawa, jego majatek. Podejrzewam, ze wiele firm
                panstwowych zaciaga kredyty bo tego chce ich wlasciciel, czyli panstwo. Bylo
                trzezwe, wiedzialo co robi.

                Gdybym chcial, moglbym zaraz pojsc do banku po ogromny kredyt. Tam na takich
                czekaja. Moze kilka razy pojechalbym sobie w dluga podroz dookola swiata, moze
                kupilbym sobie niewielki samolot i polatal nim dla wiekszej frajdy w zyciu. Kto
                bogatemu zabroni ? Moze...

                Ale ja tez mam odrobine wyobrazni i umiem liczyc. Po miesiacach "szmpanskiej
                zabawy" przyszlaby kolej na splate kredytu. Bank zabralby wszystko i wyrzucilby
                mnie z mojego wlasnego domu. Wtedy znalazlbym na smietniku duzy karton i
                znalazl cieple miejsce do spania. Za reszte drobnych znalezionych w kieszeniach
                kupilbym duza butelke podlego wina (ach te pieniadze, co sie z nimi stalo?) i
                oddalbym sie marzeniom o "sprawiedliwosci dziejowej", tzn. konkretnie o tym,
                ze "to" dotknelo wlasnie mnie. Coz za niegodziwosc losu!!!

                Pozdrowienia,
                A
    • Gość: JOrl Do Zbigniewa IP: *.dip.t-dialin.net 23.08.02, 17:07
      Witam Zbigniewie,
      o tym ze Rosjanie sprzedaja USA technike rakietowa, to wiem. Sa to wielkie i
      bardzo sprawne silniki rakietowe RD180. Czyli to serce rakiety. Najpierw 20
      potem do 100 sztuk.
      Co do cyfrowych ukladow scalonych. wiem, ze Rosjanie nie dali sobie tego
      przemyslu zniszczyc, i go dalej rozwijaja. Jak mowisz, toporne. Zapewne chodzi
      o to, ze ich technologie sa w zakresie powyzej 1um, a na Zachodzie sa juz np.
      0,2um. Te zachodnie umozliwiaja naturalnie na duzo mniejszej plytce krzemowej
      umiescic zadane funkcje. Widac tutaj, ze Rosjanie nie popelnili tego bledu, ze
      zakupili maszyny do produkcji ukladow scalonych tylko produkuja na swoich
      technologiach. Dzieki sprzedazy moga je dalej rozwijac i to jest najwazniejsze.
      Ale naturalnie, jak tu mawial nasz nieodzalowany komentator, klepia biede ze
      swoimi zarobkami 100$/miesiac. No coz, dzieki temu zato moga uprawiac przemysl
      z prawdziwego zdarzenia. Bo ich produkty sa na tyle tanie, ze maja na rynku
      swiatowym nabywcow.
      Poza tym, te wieksze struktury ich ukladow scalonych sa spowodowane tez innym
      aspektem. Militarnym. Chodzi tu o odpornosc na promieniowanie. Radioaktywne,
      kosmiczne a nawet normalne elektromagnetyczne, pochodzenia "ludzkiego". W
      wojsku, tez amerykanskim, sie takich malych struktur w ukladach scalonych tez
      nie stosuje. Dlatego technika dla wojska jest wszedzie toporniejsza jak dla
      cywilow.
      Jak juz jestem przy ukladach scalonych to chcialbym troch szerzej opowiedziec.
      Czytywalem juz na tym forum, chociaz nie reagowalem z braku czasu, jak to w
      takich Chinach, Poludn. Koreach i innych Tajwanach sa uklady scalone
      produkowane. Prawda, sa produkowane. Ale na maszynach importowanych z
      najczesciej USA, moze Japonii czy Europy Zach. A to sa ogromne, bardzo
      skaplikowane maszyny produkcyjne, czy tez pomiarowe. I to jest ta podstawa.
      Polska tez za Gierka zakupila taka linie technologiczna do produkcji ukladow
      scalonych jakies aktualnej wtedy technologii.. Wtedy mozna bylo na nich
      produkowac co sie chcialo i co sie zaprojektowalo. Wiem, bo dla Tewy, fabryki,
      gdzie je produkowano, konstruowalem testery do pomiaru tych ukladoww scalonych.
      I tez wiem, ze Rosjanie, z opoznieniem do Zachodu produkowali wlasne. Ale juz
      na wlasnych maszynach. Przez siebie skonstruowane.
      I jak widac robia to dalej. I napewno beda ta luke zmniejszac. Bo juz tez
      przestali po komunistycznemu obijac gruchy. A glowy maja, wszyscy wiedza,
      doskonale.
      Pozdrowienia
      • Gość: A Re: Do Zbigniewa IP: *.dialup.optusnet.com.au 24.08.02, 00:49
        Gość portalu: JOrl napisał(a):

        > Witam Zbigniewie,
        > o tym ze Rosjanie sprzedaja USA technike rakietowa, to wiem. Sa to wielkie i
        > bardzo sprawne silniki rakietowe RD180. Czyli to serce rakiety. Najpierw 20
        > potem do 100 sztuk.
        > Co do cyfrowych ukladow scalonych. wiem, ze Rosjanie nie dali sobie tego
        > przemyslu zniszczyc, i go dalej rozwijaja. Jak mowisz, toporne. Zapewne
        chodzi
        > o to, ze ich technologie sa w zakresie powyzej 1um, a na Zachodzie sa juz np.
        > 0,2um. Te zachodnie umozliwiaja naturalnie na duzo mniejszej plytce krzemowej
        > umiescic zadane funkcje. Widac tutaj, ze Rosjanie nie popelnili tego bledu,
        ze
        > zakupili maszyny do produkcji ukladow scalonych tylko produkuja na swoich
        > technologiach. Dzieki sprzedazy moga je dalej rozwijac i to jest
        najwazniejsze.
        >
        > Ale naturalnie, jak tu mawial nasz nieodzalowany komentator, klepia biede ze
        > swoimi zarobkami 100$/miesiac. No coz, dzieki temu zato moga uprawiac
        przemysl
        > z prawdziwego zdarzenia. Bo ich produkty sa na tyle tanie, ze maja na rynku
        > swiatowym nabywcow.
        > Poza tym, te wieksze struktury ich ukladow scalonych sa spowodowane tez innym
        > aspektem. Militarnym. Chodzi tu o odpornosc na promieniowanie. Radioaktywne,
        > kosmiczne a nawet normalne elektromagnetyczne, pochodzenia "ludzkiego". W
        > wojsku, tez amerykanskim, sie takich malych struktur w ukladach scalonych tez
        > nie stosuje. Dlatego technika dla wojska jest wszedzie toporniejsza jak dla
        > cywilow.
        > Jak juz jestem przy ukladach scalonych to chcialbym troch szerzej
        opowiedziec.
        > Czytywalem juz na tym forum, chociaz nie reagowalem z braku czasu, jak to w
        > takich Chinach, Poludn. Koreach i innych Tajwanach sa uklady scalone
        > produkowane. Prawda, sa produkowane. Ale na maszynach importowanych z
        > najczesciej USA, moze Japonii czy Europy Zach. A to sa ogromne, bardzo
        > skaplikowane maszyny produkcyjne, czy tez pomiarowe. I to jest ta podstawa.
        > Polska tez za Gierka zakupila taka linie technologiczna do produkcji ukladow
        > scalonych jakies aktualnej wtedy technologii.. Wtedy mozna bylo na nich
        > produkowac co sie chcialo i co sie zaprojektowalo. Wiem, bo dla Tewy,
        fabryki,
        > gdzie je produkowano, konstruowalem testery do pomiaru tych ukladoww
        scalonych.
        >
        > I tez wiem, ze Rosjanie, z opoznieniem do Zachodu produkowali wlasne. Ale juz
        > na wlasnych maszynach. Przez siebie skonstruowane.
        > I jak widac robia to dalej. I napewno beda ta luke zmniejszac. Bo juz tez
        > przestali po komunistycznemu obijac gruchy. A glowy maja, wszyscy wiedza,
        > doskonale.
        > Pozdrowienia
        >
        Ponad 20 lat temu poznalem Twojego kolege z TEWY. Nie moge podac nazwiska z
        wiadomych powodow. On zajmowal sie w TEWIE cieciem na mikronowej
        grubosci "plasterki" ukladow scalonych kupionych legalnie lub nielegalnie na
        Zachodzie (embargo). Ty to wszystko mierzyles a inni starali sie zrekonstruowac
        calosc. Jego opisy byly bardzo interesujace. Polska - dzieki roznym
        owczesnym "bohaterom" wywiadu - miala wowczas nieco lepszy dostep do
        technologii zachodniej, niz Radzianie. Wiekszosc tych prac TEWY trafiala do
        ZSRR, z wiadomych wzgledow. I oni teraz maja ten dobry, solidny, acz nieco
        biedny przemysl elektroniczny.

        TEWA robila to przez lata cale pod plaszczykiem produkcji telewizorow (Zakl.
        Kasprzaka), podzespolow i elementow (np. tranzystory). Po 1989 trzeba bylo cala
        sprawe, jako wstydliwa (pewnie nie dla wszystkich), zamknac i zlikwidowano TEWE.

        Pozdrowienia
        A
    • Gość: JOrl Jeszcze o podboju przez zadluzenie IP: *.dip.t-dialin.net 23.08.02, 17:08
      Jeszcze chcialby dodac do tego "podboju przez zadluzenie". To inwstowanie w
      Polske tych ogromnych pieniedzy nie jest metoda wolnego rynku. Bo ci inwestorzy
      te pieniadze w sporej czesci straca. A ze te pieniadze sa, bo pewne panstwa
      taka polityke prowadza. Bo one mysla bardziej dlugofalowo jak rynek. Zreszta te
      Banki Swiatowe itp. sa przeciaz panstwowe. I one daja pieniadze. Panstwo (np
      niemieckie) moze tez sterowac takimi inwestycjami w np. Polsce poprzez
      ustalenie jakis wyjatkowo nierynkowych systemow podatkowych. To moze dodatkowo
      skierowac dzialania prywatnych przedsiebiorstw w porzadanym kierunku.
      Oczywiscie trzeba po drugiej stronie miec chetnych na branie tych pieniedzy.
      Ale jak widac ich nie brakuje. Np. w Polsce.
      Pozdrowienia
      • Gość: Zbigniew Do JOrla IP: *.magic-net.pl 26.08.02, 13:48
        Ponieważ była mowa o aparatach pomiarowych to mogę opisać jak wykańczono polską
        fabrykę.W Krakowie była sobie taka fabryka KFAP produkująca cały szereg
        ciekawych produktów i w latach 90. po kilku chudych latach zaczęła sobie nieźle
        radzić na rynku i osiągać dość dobrą rentowność i to nie tylko z wynajmu
        pomieszczeń ale ze sprzedaży wyrobów.Miała to nieszczęście że została
        przydzielona do programu powszechnej prywatyzacji ( NFI ).
        Fundusz od razu zażądał jakiś chorych pieniędzy za "zarządzanie".Doszło do
        pewnej rozróby na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy gdyż załoga nie chciała
        się pogodzić z jawnym wyzyskiem i planowała wprowadzenie spółki na giełdę aby
        odczepić się od NFI , ministerstwa itd.
        Skończyło się odwołaniem prezesa , wymianą zarządu itd.
        W końcu ludzi odpowiedzialnych za kontrakty podkupił niemiecki Schlumberger
        wchodzący na polski rynek przez co KFAP został zupełnie zdołowany.
        W końcu obiekty KFAP-u przejęła nomenklaturowa spółka zarządzająca
        nieruchomościami i w halach odbywają się m.i. targi książki ( raz na rok ).
        Oczywiście ktoś się cieszy , że kapitał zachodni wchodzi do Polski tutaj
        inwestuje , ale Polska jest postrzegana głównie jako rynek zbytu.
        Tak to buduje się u nas markety a nie fabryki , a ludzie się cieszą jak głupi.
        Murzyni w Afryce też się cieszyli , że białe nababy przysyłają im żywność za
        darmo i chętnie ją przyjmowali dopóki zrozumieli , że zniszczono im całkowicie
        własne rolnictwo.Przez długi okres czasu ich właśni rolnicy nie mogli sprzedać
        produktów i zarzucali uprawy.W wielu krajach nie sposób już odbudować
        infrastruktury rolnej , a pomoc się skończyła.
        Przypomina to trochę naszą "politykę gospodarczą".
        A teraz coś optymistycznego choć nie z ekonomii ale z nauk scisłych.
        Prosiłeś mnie o ciekawe linki więc podam : www.ndw.v.pl.
        Chodzi o niejakiego Lucjana Łągiewkę , co wynalazł super-zderzak.
        Czytałem o nim już 2 lata temu , ale uważałem za kolejnego konstruktora
        perpetuum mobile.A tu proszę , jednak Polak potrafi !
        Przeczytałem kilkakrotnie jego pracę i uważam - gość zasługuje na Nobla.
    • Gość: Robert Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 24.08.02, 18:26
      Zasadniczo zgadzam się z Panem A, aczkolwiek sądzę, że rzeczywiście nie jest
      Pan na bieżąco z sytuacją w Polsce.
      Kilka tez które pjawiły się w tym wątku, a także innych, wymaga wyjaśnień. Po
      raz nie wiem który: nie ma bezpośredniego związku pomiędzy wysokością stóp% a
      kursem waluty. Lansowaną uparcie tezę, że wystarczy obniżyć stopy% a złotówka
      potanieje proponuję zweryfikować czekając na obniżkę stóp. Przekonamy się. Przy
      niezmiennym otoczeniu (co będzie dość trudne do weryfikacji) i obniżce stóp
      (stawiam 1 pkp w sierpniu i 0,5 do końca roku) złotówka ani drgnie. (Euro
      droższe pod koniec roku niż $, zl/$ 4,15-4,2). Kto się chce bawić ma
      instrumenty: opcje, kontrakty terminowe.
      Ci którzy obserwowali dolara po rozpuszczeniu przez MS plotek o obniżce stóp
      przez Fed zawuważyli, że dolar potaniał na wieść, że do obniżki nie doszło.
      Zgodnie z nieprawdziwą tezą lansowaną przez Pana Fizyka, pana Macieja powinno
      być dokładnie odwrotnie.
      Subwencje i dotacje do przedsiębiorstw w Polsce są ogromne. Ich poziom zabija
      rozwój kraju. część z nich jest wprost - zapisy w budżecie kraju, w budżetach
      samorządów - te idą z podatków. Dodatkowo są składki - na PFRON, FŚG itd.
      Ogromna część dotacji do nierentownych przeds. ukryta jest w sytemie socjalnym,
      przywilejach branżowych itd.
      Na czym to polega? W skrócie: jeśli jakąś grupę społeczną, zawodową itd.
      obdarzamy np. darmowym biletem, albo ulgowym na PKP to znaczy, że dotujemy PKP,
      bowiem darmowy bilet dla uprzywilejowanego oznacza, że PKP przedtswia ten bilet
      państwu do wykupienia. Państwo wykupuje ten bilet za nasze podatki. Dodatek
      mieszkaniowy oznacza, że dotujemy gminny ROM, albo wprowadzając np. przepis, że
      do członków OFE należy wysyłać listy polecone - w ten sposób z obowiązkowej
      składki na Otwarty Fundusz Emerytalny dotujemy przedsiębiorstwo Poczta Polska
      itd, przykładów można mnożyć. Pan A dość dobrze opisał problem. Nie tylko
      marnowane są pieniądze podatnika, ale pogarsza się także warunki dla
      konkurencyjności. Przez to, że dotuje się np. PKP gorzej mają się inni
      przewoźnicy - chociażby autobusowi.
      Kodeks pracy ma zasadniczy wpływ na wysokość bezrobocia, oprocentowanie
      kredytów - inwestycyjnych i konsumpcyjnych, a dalej wpływ na popyt wewnętrzny i
      na poziom inwestycji. Twierdzę, że kodeks pracy ma na to większy wpływ niż
      wysokość podst. stóp%.
      Teza, że kodeks pracy nie ma znaczenia bo wszyscy go obchodzą jest
      nieprawdziwa. Podawanie przykładów nie ma sensu. ja też moge podawać przykłady
      np. takich znajomych firm, które w sezonie nie przyjmują więlszej liczby
      zamówień, bo nie mają ich kim wykonać. Przyjęcie nowych pracowników oznacza
      kłopoty za 2-3 miesiące po spadku liczby zamówień. Wolą więc nie ryzkować.
      Ponadto nie ma gorszego stanu niż trwanie przy głupim prawie tylko dlatego, że
      można je obejść.
      Pan Fizyk (chyba) kiedyś pisał o liquidity trap. Wyjaśniałem krótko na czym to
      polega. W dzisiejszej rzeczpospolitej (24 sierpnia) jest art. Bradforda DeLong
      z Uniw. Berkeley. tam też jest krótkie wyjaśnienie na czym to polega. Ciekawe
      są jednak rozważania na temat polityki pieniężnej FED i perspektyw. Zasadnicze
      pytanie do rozstrzygnięcia jest takie: jak pobudzić gosp. skoro praktycznie nie
      można już obniżać stóp%. W tym sensie można powiedzieć że polityka RPP (mówię
      to ironicznie) okazała się lepsza. Polska jest w lepszej syt. niż USA. Dynamikę
      PKB mamy mniej więcej taką jak w USA (za 2001 była w Polsce nawet wyższa) i
      wciąż wysokie stopy. A więc RPP ma instrumenty do pobudzenia wzrostu gosp. a
      Fed już nie. Piszę to ironicznie bo smiać mi się chce z recept typu: obnizyć
      stopy, a będzie dobrze. Nie, nie będzie dobrze.
      Majstrowanie przy kursie: Posłuże się dziecinnym przykładem (kiedyś już go
      podawałem. Kupiłem (w Polsce) mleko o smaku waniliwoym. Było niemieckie.
      Kosztowało 6 zł - ok.1,5 euro. Ci którzy wciąż chcą majstrowania przy kursach
      mówią: Gdyby euro buło po 6 zł to to mleko kosztowałoby 8 zł. Nie kupiłbym go,
      tylko zmaiast tego coś polskiego za 6 zł. jakaś prawda pewnie w tym jest -
      spożycie tego mleka z importu byłoby mniejsze. Ale to bardzo prymitywna prawda.
      W zasadzie chodzi przecież o to, żeby takie samo mleko wyprodukował polski
      producent i sprzedawał je za 5,5 (bo nie musi go wozić z Niemiec). na tym w
      największym skrócie polega podejście od podażowej strony.
      Polska nie wyjdzie z obecnej sytuacji bez zasadniczych zmian strukturalnych.
      Nie wiem dlaczego wielu dyskutantów uważa że łątwiej jest naginać prawa
      ekonomiczne, iść wbrew zasadom zdrowego gospodarowania -np. najprostsza - nie
      wydawać więcej niż się zarabia, niż zmienić kilka ustaw np. o waloryzacji rent
      i emerytur, o zasiłkach soc. prawie pracy itd.
      Problem ze sferą socj. i np. wyskością płacy minimalnej nie polega na tym, że
      są one za wysokie - 700 zł dla pielegniarki to skandal. Chodzi o dystrybucję
      śiwadczeń i dochodów. jeśli nie ma różnicy pomiędzy wyskością zasiłku, a pensją
      to normalny człowiek przechodzi na zasiłek. jeśli państwo dopuszcza do takiej
      sytuacji, to funduje nam kłopot. Coraz większa część dochodów pochłaniana jest
      przez nieefektywny system dystrybucji (biurokracja zżera, jak choćby PFRON)
      zasiłki są dystrybuowane do coraz większej liczby ludzi. W związku z tym są
      coraz niższe i przestają pełnić swą funkcję pomocową. To proste: lepiej dać 2
      osobom po 500 zł, niż 50 osobom po 20 zł (mniejsze koszty dystrybucji i pożytek
      większy).
      Polska bez zmian strukturalnych nie wyjdzie z kłopotów ani w 2003, ani w 2004
      ani nawet 2005. Chyba, że jakoś doczołgamy się do UE. Myślę, że nie jesteśmy w
      żadnym kryzysie. Kryzys jest pewnym odstępstwem na niekorzyść od normy. Obawiam
      się, że normą jest niestety nasz obecny stan: wysokie bezrobocie, wysoki poziom
      zadłużenia publicznego, wysokie ryzyko kursowe (a za tym drogi kredyt), niska
      dynamika PKB.
      Do Pana Macieja: W obliczu całkowitego niesprawdzania się pańskich prognoz
      powinien Pan wykazać się pewną powściągliwością i przynajmniej nie obrzucać
      obelgami osób, z poglądami których się Pan nie zgadza. W ostatnich latach
      furorę na Wall Street robiła teoria inwestycyjna EMH. Do dziś ma bardzo wielu
      wyznawców. Efficient Market Hypothesis zakłada, że ceny akci, (za tym więc i
      poziom indeksów)obligacji całkowicie odwzwierciedlają stan przedsiębiorstwa,
      branży, gospodarki itd. wszelka dostępna informacja jest już "wliczona" w cenę.
      Gdyby Pan był zwolennikiem tej teorii jak opisałby Pan stan gospodarki
      amerykańskiej.
      • Gość: eMisiek Re: 2002 i 2003, czyli do Roberta IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 24.08.02, 19:40
        Gość portalu: Robert napisał(a):


        > Kilka tez które pojawiły się w tym wątku, a także innych, wymaga wyjaśnień.
        Po
        > raz nie wiem który: nie ma bezpośredniego związku pomiędzy wysokością stóp% a
        > kursem waluty.

        Dla uściślenia – tak twierdzi polska szkoła ekonomii, bo już np. studenci
        uczelni zachodnich uczą się że poziom st % ma zasadniczy wpływ na popyt oraz
        cenę waluty. FED w materiale popularyzatorskim dla młodzieży ujmuje to na
        przykładach, jak znajdę link to podrzucę.

        Mechanizm jest następujący: 3,6 stopy w EU powodują odpływ kapitału z US (stopy
        1,2%), wzrasta popyt na euro – i wzmocnienie euro (cena euro w USD idzie w
        górę)

        Polska szkoła ekonomii twierdzi, że taki mechanizm nie istnieje jednak nie
        potrafi wytłumaczyć że napływ kapitału z US do EU wzmacnia euro.

        Lansowaną uparcie tezę, że wystarczy obniżyć stopy% a złotówka
        > potanieje proponuję zweryfikować czekając na obniżkę stóp. Przekonamy się.
        Przy
        > niezmiennym otoczeniu (co będzie dość trudne do weryfikacji) i obniżce stóp
        > (stawiam 1 pkp w sierpniu i 0,5 do końca roku) złotówka ani drgnie. (Euro
        > droższe pod koniec roku niż $, zl/$ 4,15-4,2). Kto się chce bawić ma
        > instrumenty: opcje, kontrakty terminowe.



        > Ci którzy obserwowali dolara po rozpuszczeniu przez MS plotek o obniżce stóp
        > przez Fed zawuważyli, że dolar potaniał na wieść, że do obniżki nie doszło.
        > Zgodnie z nieprawdziwą tezą lansowaną przez Pana Fizyka, pana Macieja powinno
        > być dokładnie odwrotnie.

        Powód – jak wyżej (imho) ludzie wyzbywaja się dolarów i kupują euro, wiecej usd
        na rynku – „osłabienie”

        > Subwencje i dotacje do przedsiębiorstw w Polsce są ogromne. Ich poziom zabija
        > rozwój kraju. część z nich jest wprost - zapisy w budżecie kraju, w budżetach
        > samorządów - te idą z podatków. Dodatkowo są składki - na PFRON, FŚG itd.
        > Ogromna część dotacji do nierentownych przeds. ukryta jest w sytemie
        socjalnym,
        > przywilejach branżowych itd.

        Na to receptą jest tylko prywatyzacja.


        > Kodeks pracy ma zasadniczy wpływ na wysokość bezrobocia, oprocentowanie
        > kredytów - inwestycyjnych i konsumpcyjnych, a dalej wpływ na popyt wewnętrzny
        i
        > na poziom inwestycji. Twierdzę, że kodeks pracy ma na to większy wpływ niż
        > wysokość podst. stóp%.

        Twierdzenie bardzo ryzykowne, uzasadnione w polskiej szkole ekonomii, gdzie nie
        widać pośredniego związku stóp z siłą waluty. Błąd tutaj wynika z błędu
        powyżej.

        Ciekawe
        > są jednak rozważania na temat polityki pieniężnej FED i perspektyw.
        Zasadnicze
        > pytanie do rozstrzygnięcia jest takie: jak pobudzić gosp. skoro praktycznie
        nie
        > można już obniżać stóp%. W tym sensie można powiedzieć że polityka RPP (mówię
        > to ironicznie) okazała się lepsza. Polska jest w lepszej syt. niż USA.
        Dynamikę
        >
        > PKB mamy mniej więcej taką jak w USA (za 2001 była w Polsce nawet wyższa) i
        > wciąż wysokie stopy. A więc RPP ma instrumenty do pobudzenia wzrostu gosp. a
        > Fed już nie. Piszę to ironicznie bo smiać mi się chce z recept typu: obnizyć
        > stopy, a będzie dobrze. Nie, nie będzie dobrze.

        Jest to śmieszne ale tylko dla pewnej grupy ludzi – np. urzędników. Trzem
        milionom bezrobotnych już nie jest do śmiechu.

        Obniżenie st % to osłabienie złotego, zablokowanie importu i odblokowanie
        eksportu. Polska szkoła ekonomii tego nie rozumie. Ale tez np. nie potrafi
        wyjaśnić dlaczego zwiekszony popyt na złotówki ze strony inwestorów
        zagranicznych powoduje wzrost ich ceny. Popyt jest duży dlatego że inw
        zagraniczni kupua polskie obligacje skarbowe, wysoko oprocentowane ponieważ
        muszą być korzystniejsze niż lokaty (a te zależą od stóp redyskontowych RPP)

        > Majstrowanie przy kursie: Posłuże się dziecinnym przykładem (kiedyś już go
        > podawałem. Kupiłem (w Polsce) mleko o smaku waniliwoym. Było niemieckie.
        > Kosztowało 6 zł - ok.1,5 euro. Ci którzy wciąż chcą majstrowania przy kursach
        > mówią: Gdyby euro buło po 6 zł to to mleko kosztowałoby 8 zł. Nie kupiłbym
        go,
        > tylko zmaiast tego coś polskiego za 6 zł. jakaś prawda pewnie w tym jest -
        > spożycie tego mleka z importu byłoby mniejsze. Ale to bardzo prymitywna
        prawda.

        Cóż że określisz ja jako prymitywną, to właśnie tak działa, tak konsumenci
        wybierają na rynku i tylko polscy ekonomiści nie mogą zrozumieć że dziś mamy
        rynek klienta. To jasne – ekonomii uczyli się za czasów socjalizmu.

        > W zasadzie chodzi przecież o to, żeby takie samo mleko wyprodukował polski
        > producent i sprzedawał je za 5,5 (bo nie musi go wozić z Niemiec). na tym w
        > największym skrócie polega podejście od podażowej strony.

        I dlatego „potażowa strona” się nie sprawdza, klient nie będzie czekał np. trzy
        miesiące aż polski producent wyprodukuje podobne mleko, kupi niemieckie albo
        cos innego. A może czekać w nieskończoność – bo w Polsce nikt jakoś nie chce
        wpaść na pomysł produkcji mleka waniliowego. Gospodarka socjalistyczna miała na
        to receptę – partia kazała i mleko było. Nie ma partii i polska szkoła ekonomii
        ma zasadnicze kłopoty.


        > Polska nie wyjdzie z obecnej sytuacji bez zasadniczych zmian strukturalnych.

        Także bez odpowiedniej polityki monetarnej – sprzyjającej rozwojowi a nie
        hamującej go.

        > Nie wiem dlaczego wielu dyskutantów uważa że łątwiej jest naginać prawa
        > ekonomiczne, iść wbrew zasadom zdrowego gospodarowania -np. najprostsza - nie
        > wydawać więcej niż się zarabia, niż zmienić kilka ustaw np. o waloryzacji
        rent
        > i emerytur, o zasiłkach soc. prawie pracy itd.


        Naginamy tylko „prawa” polskiej szkoły ekonomii które nie funkcjonują nigdzie w
        świecie, także w Polsce.

        Pozdrawiam

        eMisiek
        • Gość: Robert Re: 2002 i 2003, czyli do Roberta IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 00:30
          Gość portalu: eMisiek napisał(a):

          ) Gość portalu: Robert napisał(a):
          )
          )
          ) ) Kilka tez które pojawiły się w tym wątku, a także innych, wymaga wyjaśnień
          ) .
          ) Po
          ) ) raz nie wiem który: nie ma bezpośredniego związku pomiędzy wysokością stóp
          ) % a
          ) ) kursem waluty.
          )
          ) Dla uściślenia – tak twierdzi polska szkoła ekonomii, bo już np. studenci
          )
          ) uczelni zachodnich uczą się że poziom st % ma zasadniczy wpływ na popyt oraz
          ) cenę waluty. FED w materiale popularyzatorskim dla młodzieży ujmuje to na
          ) przykładach, jak znajdę link to podrzucę.


          Proszę korzystać z tych broszurek
          )
          ) Mechanizm jest następujący: 3,6 stopy w EU powodują odpływ kapitału z US
          (stopy
          )
          ) 1,2%), wzrasta popyt na euro – i wzmocnienie euro (cena euro w USD idzie
          ) w
          ) górę)
          )
          ) Polska szkoła ekonomii twierdzi, że taki mechanizm nie istnieje jednak nie
          ) potrafi wytłumaczyć że napływ kapitału z US do EU wzmacnia euro.
          )
          ) Lansowaną uparcie tezę, że wystarczy obniżyć stopy% a złotówka
          ) ) potanieje proponuję zweryfikować czekając na obniżkę stóp. Przekonamy się.
          )
          ) Przy
          ) ) niezmiennym otoczeniu (co będzie dość trudne do weryfikacji) i obniżce st
          ) óp
          ) ) (stawiam 1 pkp w sierpniu i 0,5 do końca roku) złotówka ani drgnie. (Euro
          ) ) droższe pod koniec roku niż $, zl/$ 4,15-4,2). Kto się chce bawić ma
          ) ) instrumenty: opcje, kontrakty terminowe.



          ) ) Ci którzy obserwowali dolara po rozpuszczeniu przez MS plotek o obniżce st
          ) óp
          ) ) przez Fed zawuważyli, że dolar potaniał na wieść, że do obniżki nie doszło
          ) .
          ) ) Zgodnie z nieprawdziwą tezą lansowaną przez Pana Fizyka, pana Macieja powi
          ) nno
          ) ) być dokładnie odwrotnie.
          )
          ) Powód – jak wyżej (imho) ludzie wyzbywaja się dolarów i kupują euro, wiec
          ) ej usd
          ) na rynku – „osłabienie”


          Nie wytłumaczy pan tych "pułapek" w tak prosty sposób. Zgodnie z jak rozumiem
          pańską także tezą, dolar powinien się w tym momencie umocnić. Stało się
          odwrotnie.
          )
          ) ) Subwencje i dotacje do przedsiębiorstw w Polsce są ogromne. Ich poziom zab
          ) ija
          ) ) rozwój kraju. część z nich jest wprost - zapisy w budżecie kraju, w budżet
          ) ach
          ) ) samorządów - te idą z podatków. Dodatkowo są składki - na PFRON, FŚG itd.
          ) ) Ogromna część dotacji do nierentownych przeds. ukryta jest w sytemie
          ) socjalnym,
          ) ) przywilejach branżowych itd.
          )
          ) Na to receptą jest tylko prywatyzacja.

          Z tym akurat się zgadzam
          )
          )
          ) ) Kodeks pracy ma zasadniczy wpływ na wysokość bezrobocia, oprocentowanie
          ) ) kredytów - inwestycyjnych i konsumpcyjnych, a dalej wpływ na popyt wewnętr
          ) zny
          ) i
          ) ) na poziom inwestycji. Twierdzę, że kodeks pracy ma na to większy wpływ ni
          ) ż
          ) ) wysokość podst. stóp%.
          )
          ) Twierdzenie bardzo ryzykowne, uzasadnione w polskiej szkole ekonomii, gdzie
          nie
          )
          ) widać pośredniego związku stóp z siłą waluty. Błąd tutaj wynika z błędu
          ) powyżej.
          )
          ) Ciekawe
          ) ) są jednak rozważania na temat polityki pieniężnej FED i perspektyw.
          ) Zasadnicze
          ) ) pytanie do rozstrzygnięcia jest takie: jak pobudzić gosp. skoro praktyczni
          ) e
          ) nie
          ) ) można już obniżać stóp%. W tym sensie można powiedzieć że polityka RPP (mó
          ) wię
          ) ) to ironicznie) okazała się lepsza. Polska jest w lepszej syt. niż USA.
          ) Dynamikę
          ) )
          ) ) PKB mamy mniej więcej taką jak w USA (za 2001 była w Polsce nawet wyższa)
          ) i
          ) ) wciąż wysokie stopy. A więc RPP ma instrumenty do pobudzenia wzrostu gosp.
          ) a
          ) ) Fed już nie. Piszę to ironicznie bo smiać mi się chce z recept typu: obniz
          ) yć
          ) ) stopy, a będzie dobrze. Nie, nie będzie dobrze.
          )
          ) Jest to śmieszne ale tylko dla pewnej grupy ludzi – np. urzędników. Trzem
          )
          ) milionom bezrobotnych już nie jest do śmiechu.
          )
          ) Obniżenie st % to osłabienie złotego, zablokowanie importu i odblokowanie
          ) eksportu. Polska szkoła ekonomii tego nie rozumie. Ale tez np. nie potrafi
          ) wyjaśnić dlaczego zwiekszony popyt na złotówki ze strony inwestorów
          ) zagranicznych powoduje wzrost ich ceny. Popyt jest duży dlatego że inw
          ) zagraniczni kupua polskie obligacje skarbowe, wysoko oprocentowane ponieważ
          ) muszą być korzystniejsze niż lokaty (a te zależą od stóp redyskontowych RPP)
          )


          Ja owszem i mogę nawet być mianowany przedstawicielem polskiej szkoły (pies
          trącał określenia). nawet zgadzam się że osłabienie złotego oznacza lepsze
          warunki dla eksportu i gorsze dla importu. Problem polega na tym, że ja wcale
          nie chcę lepszych warunków dla importu i gorszych dla eksportu.


          ) ) Majstrowanie przy kursie: Posłuże się dziecinnym przykładem (kiedyś już go
          )
          ) ) podawałem. Kupiłem (w Polsce) mleko o smaku waniliwoym. Było niemieckie.
          ) ) Kosztowało 6 zł - ok.1,5 euro. Ci którzy wciąż chcą majstrowania przy kurs
          ) ach
          ) ) mówią: Gdyby euro buło po 6 zł to to mleko kosztowałoby 8 zł. Nie kupiłbym
          )
          ) go,
          ) ) tylko zmaiast tego coś polskiego za 6 zł. jakaś prawda pewnie w tym jest -
          )
          ) ) spożycie tego mleka z importu byłoby mniejsze. Ale to bardzo prymitywna
          ) prawda.
          )
          ) Cóż że określisz ja jako prymitywną, to właśnie tak działa, tak konsumenci
          ) wybierają na rynku i tylko polscy ekonomiści nie mogą zrozumieć że dziś mamy
          ) rynek klienta. To jasne – ekonomii uczyli się za czasów socjalizmu.

          Zgadzam się, że mamy "powiedzmy" rynek klienta. Dlatego nie widzę powodów by
          przepłacać za mleko dlatego, że ktoś chce manipulować kursami. A czego ja się
          uczyłem za socjalizmu? Ba... zależy gdzie
          )
          ) ) W zasadzie chodzi przecież o to, żeby takie samo mleko wyprodukował polski
          )
          ) ) producent i sprzedawał je za 5,5 (bo nie musi go wozić z Niemiec). na tym
          ) w
          ) ) największym skrócie polega podejście od podażowej strony.
          )
          ) I dlatego „potażowa strona” się nie sprawdza, klient nie będzie cze
          ) kał np. trzy
          ) miesiące aż polski producent wyprodukuje podobne mleko, kupi niemieckie albo
          ) cos innego. A może czekać w nieskończoność – bo w Polsce nikt jakoś nie c
          ) hce
          ) wpaść na pomysł produkcji mleka waniliowego. Gospodarka socjalistyczna miała
          na
          )
          ) to receptę – partia kazała i mleko było. Nie ma partii i polska szkoła ek
          ) onomii
          ) ma zasadnicze kłopoty.

          Podejście od strony podażowej sprawdza się. Nie sprawdza się podejście od
          strony popytowej. Pańskie argumenty wspierają moją tezę. Pan chce przy pomocy
          sztucznie ustalonych kursów pozbawić mnie przyjemności picia mleka waniliowego
          i zmusić mnie do zastąpienia go czymś innym. Obawiam się że to jest właśnie to
          czego Pan niestety nie rozumie. ja wyobrażam sobie model w którym będę chronił
          polskie towary, firmy itd. Od tego niestety nie poprawi się gospodarka kraju w
          którym żyję. Tak jest niestety z przykładem głupiego mleka. Pan stworzy bariery
          na jakiś czas w związku z tym nikt nigdy nie zacznie tego mleka produkować. Po
          co ma się wysilać skoro nie ma konkurencji.
          )
          ) ) Polska nie wyjdzie z obecnej sytuacji bez zasadniczych zmian strukturalnyc
          ) h.
          )
          ) Także bez odpowiedniej polityki monetarnej – sprzyjającej rozwojowi a nie
          )
          ) hamującej go.
          )
          ) ) Nie wiem dlaczego wielu dyskutantów uważa że łątwiej jest naginać prawa
          ) ) ekonomiczne, iść wbrew zasadom zdrowego gospodarowania -np. najprostsza -
          ) nie
          ) ) wydawać więcej niż się zarabia, niż zmienić kilka ustaw np. o waloryzacji
          ) rent
          ) ) i emerytur, o zasiłkach soc. prawie pracy itd.
          )
          )
          ) Naginamy tylko „prawa” polskiej szkoły ekonomii które nie funkcjonu
          ) ją nigdzie w
          ) świecie, także w Polsce.
          )
          ) Pozdrawiam
          )
          ) eMisiek
          To z polską szkołą - ba - nietrafione.
        • Gość: Robert Re: 2002 i 2003, czyli do Roberta IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 00:33
          Zapomniałem dodać, że oczywiście zgadzam się z tym że popyt na obligacje ma b.
          duży wpływ na kurs.
      • tomalka2 Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko 24.08.02, 21:34
        Gość portalu: Robert napisał(a):

        > Zasadniczo zgadzam się z Panem A, aczkolwiek sądzę, że rzeczywiście nie jest
        > Pan na bieżąco z sytuacją w Polsce.
        > Kilka tez które pjawiły się w tym wątku, a także innych, wymaga wyjaśnień. Po
        > raz nie wiem który: nie ma bezpośredniego związku pomiędzy wysokością stóp% a
        > kursem waluty. Lansowaną uparcie tezę, że wystarczy obniżyć stopy% a złotówka
        > potanieje proponuję zweryfikować czekając na obniżkę stóp. Przekonamy się.

        Robercie, ja również nie wiem ile razy pisałeś o tym, że nie ma bezpośredniego
        związku między stopami i kursem. Ile razy by to nie było, to za każdym razem
        byłeś w błędzie - i trwanie przy nim sprawia, że jesteś mniej wiarygodny nawet
        w tych kwestiach, w których sie z Tobą zgadzam. Możemy się różnić co do
        przyczyn utrzymywania wysokich stóp (choć tu prawdopodobnie prędzej zgodziłbym
        sie z Tobą niż z Fizykiem), w kwestii kurs/stopy wykazujesz jednak upór wart
        lepszej sprawy.
        Generalnie związek między stopami i kursem jest bardziej skomplikowany -
        wysokie stopy mogą powodowaź wzrost popytu na walutę krajową mogą również
        powodować spadek popytu (bądź być neutralne). Nie ulega wątpliwości, że w ciągu
        kilkkunastu ostatnich miesięcy w Polsce mieliśmy do czynienia z pierwszą
        sytuacją. Jeżeli twierdzisz, że jest inaczej to proszę odpowiedz na pytanie
        dlaczego złoty był tak mocny???
        Dla mnie jest oczywiste, że decydował o tym popyt na obligacje ze strony
        nierezydentów i zadłużanie się i wzrost długu walutowego rezydentów. Czyżby
        wzrost kredytów walutowych np mieszkaniowych nie zależał od stóp? Czy wzrost
        udziału zagranicy w finanswoaniu deficytu budżetowego wynikał z filantropii??
        Jesteś w tej kwestii bardziej uparty niż członkowie RPP,
        Pozdrowienia
        • feezyk Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko 24.08.02, 22:59
          tomalka2 napisał:

          >
          > Możemy się różnić co do przyczyn utrzymywania wysokich
          > stóp (choć tu prawdopodobnie prędzej zgodziłbym
          > sie z Tobą niż z Fizykiem),

          Nie bede zgadywal, co myslisz, ze ja na ten temat mysle.

          Po prostu napisze, co mysle.
          Sadze, ze utrzymywali (i utrzymuja) zbyt wysokie stopy
          zbyt dlugo, bo doznali traumatycznego urazu w
          1999 roku. Ponadto, starsi dziadkowie i jedna Pani,
          cale towarzystwo z politycznego klucza,
          uczyli sie ekonomii w PRL, potem uwierzyli we wlasna
          nieomylnosc, na koncu zauwazyli, ze najlepiej wyjda
          zyskujac opinie twardzieli w oczach bankow
          inwestycyjnych i ECB. Dlatego, majac marne pojecie
          o polityce monetarnej, wola ustalac stopy z ogromnym
          marginesem bezpieczenstwa, co, naturalnie, spotyka
          sie z wielkim uznaniem ludzi, na ktorych im zalezy.
          Niestety, ci ludzie pilnuja swoich interesow, a nie
          interesu Polski.

          Coz, takich mamy ekonomistow.
          Skad mielibysmy wziac lepszych?

          Pozdrawiam F.

          PS.
          • Gość: A Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.dialup.optusnet.com.au 25.08.02, 12:01
            feezyk napisał:

            > tomalka2 napisał:
            >
            > >
            > > Możemy się różnić co do przyczyn utrzymywania wysokich
            > > stóp (choć tu prawdopodobnie prędzej zgodziłbym
            > > sie z Tobą niż z Fizykiem),
            >
            > Nie bede zgadywal, co myslisz, ze ja na ten temat mysle.
            >
            > Po prostu napisze, co mysle.
            > Sadze, ze utrzymywali (i utrzymuja) zbyt wysokie stopy
            > zbyt dlugo, bo doznali traumatycznego urazu w
            > 1999 roku. Ponadto, starsi dziadkowie i jedna Pani,
            > cale towarzystwo z politycznego klucza,
            > uczyli sie ekonomii w PRL, potem uwierzyli we wlasna
            > nieomylnosc, na koncu zauwazyli, ze najlepiej wyjda
            > zyskujac opinie twardzieli w oczach bankow
            > inwestycyjnych i ECB. Dlatego, majac marne pojecie
            > o polityce monetarnej, wola ustalac stopy z ogromnym
            > marginesem bezpieczenstwa, co, naturalnie, spotyka
            > sie z wielkim uznaniem ludzi, na ktorych im zalezy.
            > Niestety, ci ludzie pilnuja swoich interesow, a nie
            > interesu Polski.
            >
            > Coz, takich mamy ekonomistow.
            > Skad mielibysmy wziac lepszych?

            No wiec jednak nie "blad w sztuce". Chodzi jak zwykle o pieniadze jakiejs
            grupki ludzi. Z tym nie mozna juz dyskutowac w kategoriach teoretycznych.
            Dziekuje za wyjasnienie.

            Pozdrowienia,
            A
            • feezyk Do A 25.08.02, 13:59
              Masz racje, moj osobisty poglad na
              temat przyczyn powinienem byl zachowac
              dla siebie, bo tego nie sposob dowiesc
              lub zaprzczyc.

              Dyskutowac teroretycznie mozna natomiast to
              czy polityka RPP byla i jest dobra, czy byly
              bledy. Jak to ocenic? Najlepiej po skutkach:
              realizacji celu inflacyjnego oraz wplywie
              na gospodarke. Co Pan powie o tym?

              Pozdrawiam
              F.
              • Gość: A Re: Do Feezyka IP: *.dialup.optusnet.com.au 26.08.02, 12:26
                feezyk napisał:

                > Masz racje, moj osobisty poglad na
                > temat przyczyn powinienem byl zachowac
                > dla siebie, bo tego nie sposob dowiesc
                > lub zaprzczyc.
                >
                > Dyskutowac teroretycznie mozna natomiast to
                > czy polityka RPP byla i jest dobra, czy byly
                > bledy. Jak to ocenic? Najlepiej po skutkach:
                > realizacji celu inflacyjnego oraz wplywie
                > na gospodarke. Co Pan powie o tym?

                Ciagle mysle, ze jest jakis racjonalny powod tego,ze RPP "zadusila" wzrost
                gospodarczy w Polsce z szeregiem fatalnych skutkow, jak bezrobocie w takich
                wymiarach, jak obecnie. Tym "racjonalnym" powodem np. spadku doplywu pieniadza
                moze nie byc priorytet wzrostu gospodarczego, lecz cos co jest konieczne, acz
                nie "na drodze" polityki wzrostowej. Takich pojedynczo slabych powodow moze byc
                kilka, choc wziete razem daja juz jakies uzasadnienie podjetych decyzji.

                Np. w wyniku polityki drogiego kredytu i wysokiego kursu zlotowki obecnie
                rzadowi latwiej jest "zamknac budzet", ktory ma nadmiernie rozdeta strone
                wydatkowa i spadajace wplywy podatkowe z powodu pogarszajacej sie aktywnosci
                gospodarczej.

                Ponadto, wysoki kurs hamuje eksport do krajow europejskich, ktore maja
                stosunkowo wysokie bezrobocie i chetnie widza "zmniejszenie nacisku" z kazdej
                strony. Dodatkowo takie dzialanie moze byc widziane jako proba "dopasowywania
                sie" do wymagan Unii. Cos podobnego do zamkniecia granicy na wschodzie mimo, ze
                Polska nie jest pelnoprawna strona porozumienia z Schengen.

                Wreszcie trzeci mozliwy argument to potanienie importu. Paru dyskutantow
                podnosilo te sprawe w aspekcie towarow konsumpcyjnych. Moim zdaniem potanienie
                importu, ktorego jestesmy swiadkami nie wplywa znaczaco na inwestycje
                kapitalowe, ktore w przyszlosci sluzylyby za podstawe ozywienia i spadku
                bezrobocia. Ale do tego jeszcze wroce.

                Te trzy "uzasadnienia" oczywiscie niczego nie uzasadniaja ale daja wynik, ktory
                cos tam zalatwia i znajduje jakies poparcie w kregach politykow i zalatwia
                czyjes sprawy.

                Jesli moja hipoteza ma cos z realnego zycia gospodarczego - to "wsrod
                serdecznych przyjaciol psy zajaca.........". Wszyscy chcieli dobrze, tylko tak
                wyszlo, jak widac. Typowy przejaw jakiegos "pata" politycznego w kregach
                rzadowych, ktorego natury nie znam.

                Mysle, ze wyjscie z tej sytuacji jest raczej skomplikowane. Napewno nie mozna
                poprzestac na zmianie tylko glownych parametrow makro bo warunkiem ich
                skutecznego zadzialania sa stosunkowo wysokie elastycznosci. A te w polskich
                warunkach sa zdecydowanie niskie z powodow strukturalnych. Wiele elementow i
                instytucji typowych dla gospodarki rynkowej w Polsce jest dopiero na
                etapie "wstepnego rozwoju". Np. ruch zalozycielski w oparciu o kapital akcyjny.
                Skad brac pieniadze na rozwoj przedsiebiorczosci skoro gielda w Warszawie ma
                rozmiary raczej karlowate. Sprawy wlasnosci, reprywatyzacji itp. sa
                rozwiazywane w tempie slimaczym, jesli w ogole. To sa sprawy, ktorych jest cala
                dluga lista, i ktore musza byc czescia "udrozniania" systemu, tak aby
                rzeczywiscie zmiana parametrow makroekonomicznych spotkala sie ze spodziewana
                reakcja w postaci wzrostu produkcji, zatrudnienia, eksportu itd. Tu chodzi o
                stworzenie podstaw do ponownego ozywienia i szybkiego wzrostu. Inaczej
                zaobserwujemy tylko chwilowe "drgnienie" i kosztowny impuls bedzie szybko
                zaabsorbowany/zneutralizowany.

                Obecnie, przy stopie realnej ok. 12%, polski przedsiebiorca ma prawie dwa razy
                wyzszy koszt kredytu, niz w moim kraju. Liczby sa troche nie porownywalne, ale
                tu realna stopa miedzybankowa to 5.75%. A mamy ten sam system rynkowy.

                Mysle, ze nie zlozymy tutaj praktycznego modelu wzrostu ale warto sprobowac
                wymienic prawidlowo wiekszosc elementow i moze opisac ich dzialanie.

                Pozdrowienia,
                A
                • Gość: Biolog Euro IP: *.mtnet.com.pl 26.08.02, 18:15
                  Bardzo nie lubię wróżyć z fusów. Ale kiedy bawię się w spekulacje o RPP (coraz
                  rzadziej spośród wielu czynników-motywów RPP dla mnie na pierwszym miejscu byla
                  kalkulacja w związku z wejściem do systemu pienieznego Unii. Założono sobie
                  prze RPP że kilka lat przed rezygnacją ze złotóki na rzecz euro musimy na 200 %
                  spełnić statystyczne warunki Unii co do wspólnej waluty.
                  To jest dla mnie jedyne wytłumacznenie, ze ruchy stóp dokoywane z opóźnieniem
                  gdy miano już 200% pewności, ze inflacja pikuje i jako dramat równy amputacji
                  traktowano podwyzszenie stop na wypadek bledu przy smielszej polityce obnizek -
                  naturalne np. dla FED "dzis podniose, ale kto wie moze jutro obnize" to byla w
                  oczach RPP w tej koncepcji w kontekscie zbawcy-euro zbrodnia stanu

                  Nadrestrykcyjna polityka nie mająca wiele wspólnego z walką z inflacją (bo ta
                  od kilku lat to głównie ceny urzedowe, podatki-akcyza, Vat, prezenty
                  spółdzielni mieszkaniowych i żywność/ropa, a nie fanaberie konsumentów i
                  producentów)miała też służyć restrukturyzacji trendów w sferze realnej:
                  A) Dostęp do kredytu spada dla osób fizycznych sięgających jeszcze kllka lat
                  najczęściej po złotowy kredyt konsumpcyjny (co może skorygować ewentualnie
                  Tomalka), walutowy to ewentualnie mieszkanie. Spadek konsumpcji ponad miarę
                  miał kształtować korzystną strukturę importu w relacj konsumpcja/inwestycje
                  B) firmy trudny okres przeczekają na kredycie walutowym, a jak narastająca
                  lawina walut stanie się niebezpieczna akurat nastąpi wymiana złotówki na euro

                  W tym schemacie myślenia w ogóle nie ma tzw. analizy gospodarczej. Ale polityka
                  obniżania stóp pól roku, rok po tym jak osoby bez wiedzy ekonomicznej widziały
                  że to jest za późno (a więc i RPP) świadczy, że nie chodziło o inflację czy PKB.

                  Intuicja od dawna podpowiada mi głupia tezę - klucz do wielu odpowiedzi
                  zwiazanych z RPP lezy w statystykach dotyczacych struktury importu.
                  Ja mam wrazenie, ze zawyzony zostal import zaopatrzeniowy. Pamietam szefa
                  firmy, ktora robila taki import sprowadzajac podzespolu, skrecajac je w komplet
                  np. mebli kuchennych. Przemnozyc to przez wszystkie firmy tego typu i mamy
                  troche inny obraz relacji Polska - Unia
                  • Gość: MACIEJ Re: Euro IP: *.ny325.east.verizon.net 27.08.02, 05:20
                    Gość portalu: Biolog napisał(a):

                    > Bardzo nie lubię wróżyć z fusów. Ale kiedy bawię się w spekulacje o RPP
                    (coraz
                    > rzadziej spośród wielu czynników-motywów RPP dla mnie na pierwszym miejscu
                    byla
                    > kalkulacja w związku z wejściem do systemu pienieznego Unii. Założono sobie
                    > prze RPP że kilka lat przed rezygnacją ze złotóki na rzecz euro musimy na 200
                    %
                    > spełnić statystyczne warunki Unii co do wspólnej waluty.

                    I zauwaz jak idealnie do tego pasuje teoria Roberta.
                    Moze nie teoria,a raczej oficjalna polityka rzadowa.
                    Zalozenie jest ,ze wstepujemy do EU i euro niezaleznie od kosztow gospodarczych.
                    A ze konkurencja w EU bedzie wieksza,wiec srube nalezy przykrecic juz teraz.
                    To tak jakby nawrzucac kamieni do plecaka idac po rownym-to wyrzucajac je idac
                    pod gorke czuje sie ulge.
                    To nie ma nic wspolnego z planem ekonomiczno-gospodarczym-to jest w 100% bledna
                    POLITYKA.

                    > To jest dla mnie jedyne wytłumacznenie, ze ruchy stóp dokoywane z opóźnieniem
                    > gdy miano już 200% pewności, ze inflacja pikuje i jako dramat równy amputacji
                    > traktowano podwyzszenie stop na wypadek bledu przy smielszej polityce
                    obnizek -
                    >
                    > naturalne np. dla FED "dzis podniose, ale kto wie moze jutro obnize" to byla
                    w
                    > oczach RPP w tej koncepcji w kontekscie zbawcy-euro zbrodnia stanu

                    Tak,bo obnizanie st% co miesiac lub co dwa tygodnie jest NORMALNE dla b.dobrych
                    ekonomistow jak Greenspan i powinno byc normalne dla naszych niemot RPPowskich
                    nie uczacych sie na bledach.


                    > Nadrestrykcyjna polityka nie mająca wiele wspólnego z walką z inflacją (bo ta
                    > od kilku lat to głównie ceny urzedowe, podatki-akcyza, Vat, prezenty
                    > spółdzielni mieszkaniowych i żywność/ropa, a nie fanaberie konsumentów i
                    > producentów)miała też służyć restrukturyzacji trendów w sferze realnej:
                    > A) Dostęp do kredytu spada dla osób fizycznych sięgających jeszcze kllka lat
                    > najczęściej po złotowy kredyt konsumpcyjny (co może skorygować ewentualnie
                    > Tomalka), walutowy to ewentualnie mieszkanie. Spadek konsumpcji ponad miarę
                    > miał kształtować korzystną strukturę importu w relacj konsumpcja/inwestycje


                    To wyraznie objasnia wiedenska szkola ekonomii,na ktorej wzoruje sie polska
                    szkola ekonomii i ktora jest niechetna udzielania kredytow osobom
                    fizycznym,poniewaz te lekkomyslnie wydaja je w czesci(ok 30%) na towary
                    importowane,zamiast w calosci na krajowe.


                    > B) firmy trudny okres przeczekają na kredycie walutowym, a jak narastająca
                    > lawina walut stanie się niebezpieczna akurat nastąpi wymiana złotówki na euro
                    > W tym schemacie myślenia w ogóle nie ma tzw. analizy gospodarczej. Ale
                    polityka
                    > obniżania stóp pól roku, rok po tym jak osoby bez wiedzy ekonomicznej
                    widziały
                    > że to jest za późno (a więc i RPP) świadczy, że nie chodziło o inflację czy
                    PKB


                    Tu moze rozwiazaniem jest fundusz stabilizacyjny waluty,ok 1 mld doll.
                    Jesli go sie juz bierze,to jest sie zobowiazanym do utrzymania stabilnej waluty.
                    I tu trzeba by przekalkulowac za i przeciw.
                    Jesli PKB Polski jest 180 mld doll -to 1% wzrostu gospodarczego to 1,8 mld doll.
                    UK ma wzrost gospodarczy 1,2% a Niemcy o,2% ,czyli jest to ten jeden % wzrostu
                    na korzysc UK przy niezaleznej polityce monetarnej.
                    Druga rzecza nie brana pod uwage przez naszych medrcow gospodarczych jest
                    bezrobocie.
                    Przy wzroscie gospodarczym zatrudnienie rosnie,przy stagnacji bezrobocie rosnie.

                    Podsumowujac.
                    Decyzja polityczna o wejsciu do euro jest z gruntu BLEDNA.
                    UK i Szwecja maja nie tylko wyzszy wzrost gospodarczy ale i nizsze bezrobocie
                    jak EU-12.

                    > Intuicja od dawna podpowiada mi głupia tezę - klucz do wielu odpowiedzi
                    > zwiazanych z RPP lezy w statystykach dotyczacych struktury importu.
                    > Ja mam wrazenie, ze zawyzony zostal import zaopatrzeniowy. Pamietam szefa
                    > firmy, ktora robila taki import sprowadzajac podzespolu, skrecajac je w
                    komplet
                    > np. mebli kuchennych. Przemnozyc to przez wszystkie firmy tego typu i mamy
                    > troche inny obraz relacji Polska - Unia

                    Nie powinienes miec zadnych wyrzutow sumienia.
                    Norwegia jest krajem stowarzyszonym z EU i jako taka ma bezclowy handel z EU
                    jak i kraje czlonkowskie.
                    Roznica polega na tym,ze nie ma prawa glosu.
                    EU chetnie by przyjela Norwegie do swego grona jako kolejna dojna krowe,ale
                    Norwegowie sa na to za madrzy.
                    Ciekawe ,ze dwa najbogatsze kraje w Europie:Norwegia i Szwajcaria nie daja sie
                    na ta Unijna glupote nabrac.
                    EU ,to moloch z przerosnieta socjalistyczna administracja,ktory nieudolnie
                    probuje wyczarowac krolika z pustego kapelusza.
                    A tubylcom w Europie Wschodniej slina leci i szczeki opadaja w oczekiwaniu na
                    w/w krolika.

        • Gość: Robert Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 01:07
          tomalka2 napisał:

          > Robercie, ja również nie wiem ile razy pisałeś o tym, że nie ma
          bezpośredniego
          > związku między stopami i kursem. Ile razy by to nie było, to za każdym razem
          > byłeś w błędzie - i trwanie przy nim sprawia, że jesteś mniej wiarygodny
          nawet
          > w tych kwestiach, w których sie z Tobą zgadzam. Możemy się różnić co do
          > przyczyn utrzymywania wysokich stóp (choć tu prawdopodobnie prędzej
          zgodziłbym
          > sie z Tobą niż z Fizykiem), w kwestii kurs/stopy wykazujesz jednak upór wart
          > lepszej sprawy.
          > Generalnie związek między stopami i kursem jest bardziej skomplikowany -
          > wysokie stopy mogą powodowaź wzrost popytu na walutę krajową mogą również
          > powodować spadek popytu (bądź być neutralne). Nie ulega wątpliwości, że w
          ciągu
          >
          > kilkkunastu ostatnich miesięcy w Polsce mieliśmy do czynienia z pierwszą
          > sytuacją.


          Pisanie skrótami oczywiście jest przyczyną wielu nieporozumień. Są związki
          pomiędzy stopami i kursem, ale nie bezpośrednie. tak naprawdę to piszesz o tym
          nawet Ty. Przeczytaj swoje zdania powyżej. To o co naprawdę chodzi mi to o to
          że równanie: wysokie stopy = wysoki (albo rosnący) kurs jest nieprawdziwe.
          Jeżeli twierdzisz, że jest inaczej to proszę odpowiedz na pytanie
          > dlaczego złoty był tak mocny???

          Powodów jest wiele. Chciałbym je wszystkie znać. Powiem o jednym. Czym innym
          jest poziom stóp %, a czym innym oczekiwanie na ich zmianę. W naszym przypadku,
          tak uważam, większy wpływ na kurs ma samo oczekiwanie na zmianę niż wysokość
          stóp.
          > Dla mnie jest oczywiste, że decydował o tym popyt na obligacje ze strony
          > nierezydentów i zadłużanie się i wzrost długu walutowego rezydentów.

          Powoli myślę dochodzimy do porozumienia. jasne, że wpływ ma hurt obligacji.
          każdy kto spodziewa się obniżek stóp próbuje się załapać na emisję wyżej
          oprocentowaną. I teraz: obniżamy stopy%, za tym idzie obniżka oprocentowania
          obligacji. Zgodnie z lansowaną tu przez wielu prostą tezą, temu towarzyszyć
          powinien spadek kursu złotówki. To ja zadaję pytanie: Gdzie jest zarobek? I
          drugie pytanie: Jeśli taki model jest prawdziwy to dlaczego w ogóle kupuje się
          obligacje i kto miałby być tak naiwny by kupować następne emisje.
          szczęśliwie są tacy, toteż świat jest pełen przegranych inwestorów. A tak na
          marginesie. Czy jest jakiś związek np. między dewaluacją reala, a rosnącą ceną
          obligacji brazylijskich? Kolejne pytanie: Dlaczego we Włoszech przy podstawowej
          stopie% na poziomie 7,4 rentowność dwuletnich obligacji wynosi tylko 3,6%

          Czyżby
          > wzrost kredytów walutowych np mieszkaniowych nie zależał od stóp? Czy wzrost
          > udziału zagranicy w finanswoaniu deficytu budżetowego wynikał z filantropii??
          > Jesteś w tej kwestii bardziej uparty niż członkowie RPP,
          > Pozdrowienia

          Może jestem uparty. Zgadzam się, że wzrost kredytów walutowych jest spowodowany
          poziomem stóp. Proszę jednak zauważyć, że gdyby te wszystkie zależności były
          takie jak tu niektórzy opisują to wynik byłby w uproszczeniu "zerowy". Ci co
          biorą kredyty walutowe powinni "grać" na nie obniżanie stóp, a nabywcy
          obligacji na obniżkę. Skoro tak, to dlaczego wymieniać ich razem
          jako "jednorodną przyczynę" wysokiego kursu?
          Pozdrawiam
          • tomalka2 Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko 26.08.02, 21:26
            W odpowiedzi na pytanie:

            dlaczego złoty był tak mocny???


            Gość portalu: Robert napisał(a):

            > Powodów jest wiele. Chciałbym je wszystkie znać. Powiem o jednym. Czym innym
            > jest poziom stóp %, a czym innym oczekiwanie na ich zmianę. W naszym
            przypadku, tak uważam, większy wpływ na kurs ma samo oczekiwanie na zmianę niż
            wysokość
            > stóp. > Powoli myślę dochodzimy do porozumienia. jasne, że wpływ ma hurt
            obligacji.
            > każdy kto spodziewa się obniżek stóp próbuje się załapać na emisję wyżej
            > oprocentowaną. I teraz: obniżamy stopy%, za tym idzie obniżka oprocentowania
            > obligacji. Zgodnie z lansowaną tu przez wielu prostą tezą, temu towarzyszyć
            > powinien spadek kursu złotówki. To ja zadaję pytanie: Gdzie jest zarobek? I
            > drugie pytanie: Jeśli taki model jest prawdziwy to dlaczego w ogóle kupuje
            się
            > obligacje i kto miałby być tak naiwny by kupować następne emisje.
            > szczęśliwie są tacy, toteż świat jest pełen przegranych inwestorów.

            Myślę Robercie, że jednak się nie rozumiemy. Nie chcę tu robić wykładu o
            inwestowaniu w fixed income, powiem tylko, że jeśli nawet świat pełen jest
            przegranych inwestorów to nie należą do nich ci, którzy w ciągu kilkunastu
            ostatnich miesięcy inwestowali w polski dług. Szczególnie zaś ci, którzy
            finansowali się w LIBOREM lub EURIBOREM i trzymali otwartą ekspozycję w PLN.

            Dalej piszesz:
            >A tak na marginesie. Czy jest jakiś związek np. między dewaluacją reala, a
            rosnącą ceną
            > obligacji brazylijskich?

            tak jest taki związek - wymagana stopa zwrotu z aktywów brazylijskich wzrasta w
            związku z dużym prawdopodobieństwem niewypłacalności - w związku z czym i real
            i obligacje muszą tanieć - w przeciwnym wypadku nie kupi ich nikt z zagranicy
            (real) ani inwestorzy brazylijscy (dług).

            Jeszcze dalej piszesz:
            >Kolejne pytanie: Dlaczego we Włoszech przy podstawowej
            > stopie% na poziomie 7,4 rentowność dwuletnich obligacji wynosi tylko 3,6%
            >

            Ooops, stopa podstawowa we Włoszech to 3,25% - podstawowa stopa ECB, nie wiem
            czy zauważyłeś, że lira zniknęła i Włosi przyjęli euro.

            I na koniec:

            Jest oczywiste, że polityka monetarna powinna być na tyle twarda, żeby wymuszać
            poprawę kosztów, prowadzić do wzrostu wydajności itd - no pain, no gain jak
            słusznie piszesz. Zauważ jednak, że przedtem mieliśmy wpisane w system jakieś
            mechanizmy chroniące eksport przed NADMIERNYM umacnianiem się złotego - była to
            pełzająca dewalucja. Np przy inflacji 12% mechanizm zapewniał, że centralny
            kurs parytetowy (CPR) będzie dewaluowany w tempie 8% (dane są przykładowe).
            Pomyślane to było tak żeby eksporterom nie rekompensować całości wzrostu
            kosztów ale ich część - aby nie popłynęli musieli poprawiać swoją efektywność.
            W związku z rozszerzaniem pasma wahań wokół CPR a następnie uwolnieniem
            złotego ten mechanizm przestał działać - pomimo wyższej skumulowanej inflacji w
            okresie od 1999 r do chwili obecnej kurs euro jest cały czas NOMINALNIE niższy
            niż w dniu debiutu na początku stycznia '99. Może więc dlatego, długo jeszcze
            będziesz musiał czekać na VANILA MILK, MADE IN POLAND, tym bardziej, że bauer
            korzysta z dobrodziejstw wspólnej polityki rolnej.
            Pozdrowienia.
            • Gość: Robert Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 23:17
              tomalka2 napisał:

              >
              > Myślę Robercie, że jednak się nie rozumiemy. Nie chcę tu robić wykładu o
              > inwestowaniu w fixed income, powiem tylko, że jeśli nawet świat pełen jest
              > przegranych inwestorów to nie należą do nich ci, którzy w ciągu kilkunastu
              > ostatnich miesięcy inwestowali w polski dług. Szczególnie zaś ci, którzy
              > finansowali się w LIBOREM lub EURIBOREM i trzymali otwartą ekspozycję w PLN.

              Zgadzam się. część nieporozumień wynika z przedstawiania tu przeze mnie teorii
              lansowowanych przez wielu uczestników forum. Zapewne są nieścicsłości z powodu
              koniecznych uproszczeń.
              >
              > Dalej piszesz:
              > >A tak na marginesie. Czy jest jakiś związek np. między dewaluacją reala, a
              >
              > rosnącą ceną
              > > obligacji brazylijskich?
              >
              > tak jest taki związek - wymagana stopa zwrotu z aktywów brazylijskich wzrasta
              w
              >
              > związku z dużym prawdopodobieństwem niewypłacalności - w związku z czym i
              real
              > i obligacje muszą tanieć - w przeciwnym wypadku nie kupi ich nikt z zagranicy
              > (real) ani inwestorzy brazylijscy (dług).

              jasne, że jest taki związek. I to jest przykład na przystawianie uproszczonych
              prawd: jak będzie zdewaluwoana złotówka, to automatycznie spadnie rentowność
              obligacji.
              >
              > Jeszcze dalej piszesz:
              > >Kolejne pytanie: Dlaczego we Włoszech przy podstawowej
              > > stopie% na poziomie 7,4 rentowność dwuletnich obligacji wynosi tylko 3,6%
              > >
              >
              > Ooops, stopa podstawowa we Włoszech to 3,25% - podstawowa stopa ECB, nie wiem
              > czy zauważyłeś, że lira zniknęła i Włosi przyjęli euro.

              Obawiam się, że nie ma żadnego ooops. Ty piszesz o stopie repo. Używa się
              różnych pojęć czasami. ja pisałem o prime lending (czasami używa się pojęcia
              st. podstawowa). W USA jest to średnia z 10 największych banków - teraz 4,75%.
              Tym przykładam akurat chciałem wskazać, że cena kredytu nie zależy tylko i
              wyłaćznie od stóp - żeby uniknąć nieporozumień napiszę - ustalanych przez ECR
              > I na koniec:
              >
              > Jest oczywiste, że polityka monetarna powinna być na tyle twarda, żeby
              wymuszać
              >
              > poprawę kosztów, prowadzić do wzrostu wydajności itd - no pain, no gain jak
              > słusznie piszesz. Zauważ jednak, że przedtem mieliśmy wpisane w system jakieś
              > mechanizmy chroniące eksport przed NADMIERNYM umacnianiem się złotego - była
              to
              >
              > pełzająca dewalucja. Np przy inflacji 12% mechanizm zapewniał, że centralny
              > kurs parytetowy (CPR) będzie dewaluowany w tempie 8% (dane są przykładowe).
              > Pomyślane to było tak żeby eksporterom nie rekompensować całości wzrostu
              > kosztów ale ich część - aby nie popłynęli musieli poprawiać swoją efektywność.


              Dlatego mi się nie podoba pomysł Kołodki

              > W związku z rozszerzaniem pasma wahań wokół CPR a następnie uwolnieniem
              > złotego ten mechanizm przestał działać - pomimo wyższej skumulowanej inflacji
              w
              >
              > okresie od 1999 r do chwili obecnej kurs euro jest cały czas NOMINALNIE
              niższy
              > niż w dniu debiutu na początku stycznia '99. Może więc dlatego, długo jeszcze
              > będziesz musiał czekać na VANILA MILK, MADE IN POLAND, tym bardziej, że bauer
              > korzysta z dobrodziejstw wspólnej polityki rolnej.

              Nie chcę czekać dłużej niż na lody. Skoro już przy tak miłych rzeczach jestem
              to wspomnę jak pojawiły się lody Magnum. Kosztowało to 4 zł - pewnie z 80
              centów. Nie wiem skąd się to wzięło - z Niemiec, albo skądkolwiek. Dzisiaj jest
              zatrzęsienie takich samych polskich lodów (nawet opakowania podrobione) po 1,5
              zł. I na tym ta zabawa polega. W końcu pojawi się i waniliwoe mleko po 2,5 zł.
              Im mniej majstrowania przy kursach tym szybciej.
              W tym akurat przypadku subwencje rolne nie odgrywają roli. Zresztą przykład
              mógłby być dowolny.
              Pozdrowienia.
              • tomalka2 Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko 26.08.02, 23:39

                W sprawie Włoch to oops pozostaje, prime lending dla euro to euribor lub libor
                i stopy te są przyklejone do do stopy repo ECB, natomiast nie chcę już z tobą
                polemizować w tych dość drugorzędnych sprawach, tym bardziej, że w pozostałych
                kwestiach, masz dużo racji
                Pozdrowienia.
                • Gość: Robert Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 29.08.02, 17:06
                  tomalka2 napisał:

                  >
                  > W sprawie Włoch to oops pozostaje, prime lending dla euro to euribor lub
                  libor
                  > i stopy te są przyklejone do do stopy repo ECB, natomiast nie chcę już z tobą
                  > polemizować w tych dość drugorzędnych sprawach, tym bardziej, że w
                  pozostałych
                  > kwestiach, masz dużo racji
                  > Pozdrowienia.
                  Pewnie ze to są sprawy drugorzędne, ale LIBOR - London Interbank Offered Rate
                  i EURIBOR to stopy międzybankowe. Ja się nie dziwię ze jest trochę zamieszania
                  z terminami skoro nawet w "profesjonalnym serwisie" www.bankier.pl (proszę
                  zajrzeć na dzisiejsze strony) LiBor myli im się z LIBID itd

                  Pozdrawiam
            • Gość: Robert Re: Ps IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 23:34
              I jeszcze w odpoiedzi na pytanie: dlaczego złoty był tak mocny?
              A czy istnieje jedna spójna teoria wyjasniająca kursy? Niestety nie (albo
              stety). Możemy podchodzić od strony ppp, albo portfolio, albo mieszać, ale i
              tak....
              I jeszcze jedno - repo w Wielkiej Bryt. i we Włoszech takie samo - 3,25%.
              Dlaczego podstawowa stopa we Włoszech to 7,4 a w Wiel. Brytanii tylko 4?
              Pozdrawiam
      • Gość: Biolog ........................ IP: *.mtnet.com.pl 24.08.02, 22:26
        Tezy, które Pan postawił są nieprawdziwe i wykorzystuje Pan to, że tej
        nieprawdziwości nie można udowodnić empirycznie. Za tą argumentacją kryje się
        dla mnie taki uśmiech „Zobaczymy”, bo nim Pan cokolwiek napisał zastanowił się
        czy najbliższe miesiące w to nie uderzą. Prawda czy nieprawda była kwestią
        drugorzędną.

        I ja i Pan wiemy, że nikt nie obniży stóp procentowych w Polsce o 300 punktów
        bazowych, więc teza o braku korelacji między stopami a kursem jest bezpieczna.
        Co więcej nawet taki eksperyment może nie obalić Pana tezy, która dotyczy
        specyficznej sytuacji Polski, a przedstawiał ją Pan jako prawdę ogólną, prawie
        twierdzenie Pitagorasa. „Wysokość stóp procentowych a kurs walutowy” to pewien
        skrót myślowy, w którym mieści się między innymi porównanie ich wysokości z
        krajami podobnymi do Polski. Jeżeli kraj X ma stopy na poziomie 100 % rocznie i
        obniży je do 80% też będę mógł jak Pan się zakładać, ze waluta tego kraju ani
        drgnie o ile sąsiadem kraju będzie Japonia i nie będzie to Argentyna.
        Czynnikiem w Polsce, który już zaczyna odgrywać dużą rolę działając na kurs
        niezależnie od stóp – choć nie piszą o tym gazety – jest parytet przy którym
        będziemy rezygnować ze złotówki. Dawniej też wystarczyła pogłoska o kolejnej
        prywatyzacji aby złotówka zmieniała się gwałtownie. Nikt na tym forum w
        dyskusji - a Pan to przypisuje dyskutantom - o stopach nie mówi „to jest dla
        kursu czynnik jedyny, podstawowy”. Na ile znam styl poszczególnych autorów oni
        mówią „jest to jedyny czynnik na który mamy wpływ i dlatego o nim dyskutujemy.”

        Posłużył się Pan nieuczciwym chwytem retorycznym rozszerzając pojęcie dotacji
        wspomagających nierentowne państwowe sektory o system socjalny naszego państwa.
        Wrzucił Pan wszystko do jednego worka i powiedział „Ciąć” W tym ujęciu
        chirurgia sprowadzałaby się do amputacji. Świadczenia, które Pan wymienił są
        elementami paktu społecznego, który został zawarty wiele lat temu. Część z tych
        świadczeń jak np. darmowe bilety dla kolejarzy była kiedyś elementem pensji i
        nie sądzę aby PKP stanęło na nogi likwidując je w 2003 r. Ludzie nie mający
        szczęścia mieszkać w Warszawie zgodzili się na bardzo niskie zarobki, ale w
        zamian za to otrzymywali szereg świadczeń w naturze. Alternatywą było
        pojawienie się Leppera 10 lat temu i politycy o tym wiedzieli niezależnie od
        opcji politycznej. W przypadku rolnictwa oznaczałoby to chyba konieczność
        zamknięcia polskich granic na pokolenie przed dotowaną żywnością, chyba żeby
        Pan zaakceptował pod swoim domem w Warszawie agresywny tłum kilku milionów nie
        mających za co zapłacić rachunków rodaków. Jest to bardziej element historii,
        polityki niż bieżącej ekonomii rozpatrywany na forum w kontekście małej
        możliwości dokonania realnych zmian. I dla mojej ciekawości proszę o
        sprecyzowanie co znaczy ogromne dotacje. Najlepiej w liczbach z ustawy
        budżetowej.


        Powołuje się Pan na przykład Poczty Polskiej w kontekście OFE –znów nieuczciwa
        retoryka. Bo Poczta to robaczek w porównaniu z innymi instytucjami, które
        ograbiają podatników dzięki zapisom w ustawach. Gigantami są tu klasyczne,
        prywatne instytucje. Nie wymienił ich Pan, bo psuło by to ładną tezę. Poczta
        jest państwowa więc przykład idealnie pasuje do całej konstrukcji.

        No i wreszcie kodeks pracy. Tezę, że to kodeks pracy powoduje spadek
        inwestycji i chęci zaciągania kredytów zapamiętam sobie jako anegdotę prosząc
        może o wskazanie, który to przepis ma taką moc sprawczą, że człowiek interesu
        zamyka fabrykę i kupuje obligacje. Podobnie jak nikt raczej nie twierdzi na tym
        forum, że stopa procentowa jest czynnikiem absolutnym w gospodarce, nikt też
        nie mówi, ze kodeks pracy nie ma wpływu na poziom bezrobocie w Polsce. Różnice
        poglądów dotyczą miejsca w szeregu przyczyn bezrobocia i kodeks pracy według
        mojej wiedzy i doświadczeń jest na dalekim miejscu po składkach
        ubezpieczeniowych, emerytalnych, systemie podatkowym, gdzie najpierw pobierany
        jest podatek a potem otrzymuje się dochód (co trochę Sejm zmienił ostatnio) i
        ubóstwie Polaków, które wyklucza wymianę w Polsce lodówek, pralek, telewizorów
        w rytmie znanym w USA. W mieście, w którym spędzam wakacje do tej listy w tym
        roku zostaną u sporej części ludzi tu mieszkających dopisane buty i odzież. I
        co szczególnie dla mnie jest smutne nie mam też żadnych wątpliwości, ze jak o
        butach opowiem w Warszawie i Krakowie to od przyjaciół usłyszę „Niemożliwe”


        To tyle mojej polemiki, bo tyle z Pana listu odnosi się do mnie. Czytając
        dalszą część listu podejrzewam, że nie zna Pan zasad funkcjonowania systemu
        pomocy społecznej albo zna Pan system ale nigdy nie zetknął się z ludźmi,
        którzy są jego klientami. 80% bezrobotnych nie ma prawa do zasiłku.
        Twierdzenie, że bezrobotni w Polsce mogą dokonywać kalkulacji „wziąć zasiłek”
        czy „zgodzić się na „wyzysk” za 700 zł” jest czymś przerażającym.


        Biolog
        • Gość: Biolog powyższy list jest do Roberta IP: *.mtnet.com.pl 24.08.02, 22:28
        • Gość: Robert Re: ........................ IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 02:21
          Gość portalu: Biolog napisał(a):


          >
          > Posłużył się Pan nieuczciwym chwytem retorycznym rozszerzając pojęcie dotacji
          > wspomagających nierentowne państwowe sektory o system socjalny naszego
          państwa.
          >
          > Wrzucił Pan wszystko do jednego worka i powiedział „Ciąć” W tym uję
          > ciu
          > chirurgia sprowadzałaby się do amputacji. Świadczenia, które Pan wymienił są
          > elementami paktu społecznego, który został zawarty wiele lat temu.

          Wiele z nich nie ma żadnego związku z żadnym paktem społecznym. A co do cięć,
          to oczywiście ciąłbym.

          Część z tych
          >
          > świadczeń jak np. darmowe bilety dla kolejarzy była kiedyś elementem pensji
          i
          > nie sądzę aby PKP stanęło na nogi likwidując je w 2003 r.

          Pewnie, że nie stanie po likwidacji darmowych biletów. Ale np. wożenie w tę i
          nazad wojskowych za darmo znacznie poprawiłoby sytuację. Bierzemy 100 ts.
          wojskowych, inwalidów itd i wozimy ich w tę i z powrotem. Przedstawiamy potem
          państwu bilety do wykupienia. Podatnicy zapłacą, a kolej może być rentowna. A
          że szlak trafi przewoźników autobusowych, to już oczywiście mało kogo obchodzi.
          Ulitujemy się nad nimi jak wylądują na bezrobociu. Wtedy będziemy chcieli dać
          im zasiłek.


          Ludzie nie mający
          > szczęścia mieszkać w Warszawie zgodzili się na bardzo niskie zarobki, ale w
          > zamian za to otrzymywali szereg świadczeń w naturze. Alternatywą było
          > pojawienie się Leppera 10 lat temu i politycy o tym wiedzieli niezależnie od
          > opcji politycznej. W przypadku rolnictwa oznaczałoby to chyba konieczność
          > zamknięcia polskich granic na pokolenie przed dotowaną żywnością, chyba żeby
          > Pan zaakceptował pod swoim domem w Warszawie agresywny tłum kilku milionów
          nie
          > mających za co zapłacić rachunków rodaków. Jest to bardziej element historii,
          > polityki niż bieżącej ekonomii rozpatrywany na forum w kontekście małej
          > możliwości dokonania realnych zmian. I dla mojej ciekawości proszę o
          > sprecyzowanie co znaczy ogromne dotacje. Najlepiej w liczbach z ustawy
          > budżetowej.

          Pofatyguję sie i przedstawię w liczbach.
          >
          >
          > Powołuje się Pan na przykład Poczty Polskiej w kontekście OFE –znów nieuc
          > zciwa
          > retoryka. Bo Poczta to robaczek w porównaniu z innymi instytucjami, które
          > ograbiają podatników dzięki zapisom w ustawach. Gigantami są tu klasyczne,
          > prywatne instytucje. Nie wymienił ich Pan, bo psuło by to ładną tezę. Poczta
          > jest państwowa więc przykład idealnie pasuje do całej konstrukcji.


          Przykład z pocztą jest tylko przykładem. Mogą być inne: np. TVP, albo PZPN. A
          jakie to prywatne instytucje okradają?
          > No i wreszcie kodeks pracy. Tezę, że to kodeks pracy powoduje spadek
          > inwestycji i chęci zaciągania kredytów zapamiętam sobie jako anegdotę prosząc
          > może o wskazanie, który to przepis ma taką moc sprawczą, że człowiek interesu
          > zamyka fabrykę i kupuje obligacje.

          Proszę dobrze zapamiętać. Kodeks pracy nie tylko "decyduje" o chęci zaciągania
          kredytu, ale także i mozliwości. Wie o tym każdy absolwent, który z powodu
          iditycznych przepisów nie znajdzie teraz pracy. Nie znajdzie pracy, to nie
          będzie miał dochodów. Nie będzie miał dochodów, to nie zaciagnie choćby kredytu
          na zakup pralki. Nie kupi pralki, to Amica, albo Wronki jej nie sprzedadzą. jak
          ich nie będą sprzedawać to nie będą inwestować, by produkować nowe. Jak nie
          będą inwestować, to nie będą zatrudniać absolwentów.



          > To tyle mojej polemiki, bo tyle z Pana listu odnosi się do mnie. Czytając
          > dalszą część listu podejrzewam, że nie zna Pan zasad funkcjonowania systemu
          > pomocy społecznej albo zna Pan system ale nigdy nie zetknął się z ludźmi,
          > którzy są jego klientami.


          Znam ten system i wiem, ze gdyby nie był tak idiotyczny, to nie miałby tylu
          klientów. Gdyby nie miał tylu klientów, to prawdopodobnie starczyłoby środków
          dla tych którzy, naprawdę potrzebują pomocy.



          80% bezrobotnych nie ma prawa do zasiłku.
          > Twierdzenie, że bezrobotni w Polsce mogą dokonywać kalkulacji „wziąć zasi
          > łek”
          > czy „zgodzić się na „wyzysk” za 700 zł” jest czymś prze
          > rażającym.

          Co innego prawda, a co innego życzenia. Przeraża to Pana, że są tacy, którzy
          wolą iść na bezrobocie niż pracować? Mnie przeraża to, że muszę za to płacić.
          Podobnie jak to, że funduję leki emrytom, którzy mają powyżej 5 tys sł.
          emerytury. Przeraża mnie to, że w środku miasta można mieszkać w 100-metrowym
          mieszkaniu i nie płacić za to, bo na czynsz zrzucają się podatnicy. Przeraża
          mnie to, że płacę abonament TVP m.in. na to by pracownicy tej instytucji mogli
          iść na roczny urlop. Przeraża mnie tysiące takich rzeczy, które razem składają
          się na duże ubóstwo tego kraju i także na to, że nie ma czym zapłacić choćby
          pielęgniarkom, albo policjantowi.

          • Gość: Biolog Re: ........................ IP: *.mtnet.com.pl 25.08.02, 14:46
            > jakie to prywatne instytucje okradają?
            nie ułatwię Panu zadania. Trzeba czytac ustawy a nie tygodniki, które nie
            opisują tej strony gospodarki, bo są to ich najwięksi reklamodawcy.


            > Kodeks pracy nie tylko "decyduje" o chęci zaciągania
            > kredytu, ale także i mozliwości. Wie o tym każdy absolwent, który z powodu
            > iditycznych przepisów nie znajdzie teraz pracy.

            Nie rozumiem związku kredyt / kodeks pracy - nie ma takiego związku
            Czyta Pan "Rzeczpospolitą" prosze zajrzeć do ostatniej Dobrej firmy ma tam Pan
            list męża, którego żona jest zmuszona do samozatrudnienia. Obok jest opis
            wykorzystania umowy o dzieło. Kilkanaście numerów wcześniej znajdzie Pan
            problem zatudniania menadżerów ponad ZUS-em. To są podstawowe zasady
            prowadzenia firm eliminujące problem kodeksu. Całość możliwości jakie daje
            prawo pozwala prowadzić firmę 20-50 osób bez problemu kodeksu. Przedsiębiorcy,
            którzy klną, że muszą kombinować nie przeskoczą jednak w żaden sposób problemu
            kosztu pracy i to jest zasadnicza przyczyna bezrobocia w Polsce nie pozwalajaca
            np. obniżyć ceny produktów.


            > 80% bezrobotnych nie ma prawa do zasiłku.
            > > Twierdzenie, że bezrobotni w Polsce mogą dokonywać kalkulacji „wziąć
            > zasiłek” czy „zgodzić się na „wyzysk” za 700 zł” jest czymś przerażającym.

            Ponieważ w tej chwili przebywam w tej części Polski, gdzie bezrobocie
            przekracza 20% (+20% osób, które by mieć np. ubezpieczenie nie muszą się
            rejestrować do PUP i nie mają szansy na pracę). Ja oceniam, że 10-20 osób udaje
            bezrobotnych, 90-80 szuka pracy. Przy czym za migających się od pracy nie
            uznaję absolwentów UJ, którzy znając dwa jezyki, z prawem jazdy, biegłym
            komputerem + praca w wakacje w czasie studiów nie chcą pracować za 600 zł "bo
            nie mają doświadczenia".
            Często słyszę skargi ze strony przedsiębiorców, którzy mówią "Nikt u mnie nie
            chce pracować". Potem pytam jakie wynagrodzenie, czas pracy, zakres obowiązków
            i się załamuję (np. 800 zł, pon.-piątek 6 do 16, sobota 8-14, niedziela 2
            godziny, nie ma urlopu). Przyglądam się firmie pracodawcy i widzę - za wysokie
            koszty magazynu,brak środków obrotowych bo dwa luksusowe samochody i dom w
            budowie, jeżeli jest to hurtownia zepsute towary zamówione bez wyczucia rynku.
            Wszystkie w/w czynniki są przerzucane na pracownika. Nie dziwię się
            absowlentowi UJ, że dokonując podobnej do mojej oceny po prostu szuka ciotki w
            USA i emigruje. po kilku latach osiagając satus półAmerykanina. Od ręki dostaje
            1500 - 2000 $ i bierze rozwód z Polską.

            Problemem absolwenta jest niemozność założenia konkurencyjnej firmy wobec
            opisanego "przedsiębiorcy", gdyż podstawą jego interesów nie jest jakość usług
            czy produktów. Jest to struktura "mini-karteli" powszechna na lokalnych rynkach
            oparta o zmowę i urzędników. Np. ja znam historię małej firmy, która chciała
            świadczyć usługi taniego dostęu do Internetu. Z uwagi na ceny TP SA to jest
            intratny rynek, gdzie można wystartować z poziomu garażu. Podstawowym elementem
            walki "konkurencyjnej" było przecinanie kabli, niszczenie skrzynek
            instalacyjnych. Zrobiło się na tyle niebezpiecznie, że młodzi informatycy
            skorzystali z wariantu "ciocia" i

            Biolog
            • Gość: Robert Re: ........................ IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 22:53
              >
              > Nie rozumiem związku kredyt / kodeks pracy - nie ma takiego związku
              > Czyta Pan "Rzeczpospolitą" prosze zajrzeć do ostatniej Dobrej firmy ma tam
              Pan
              > list męża, którego żona jest zmuszona do samozatrudnienia. Obok jest opis
              > wykorzystania umowy o dzieło. Kilkanaście numerów wcześniej znajdzie Pan
              > problem zatudniania menadżerów ponad ZUS-em. To są podstawowe zasady
              > prowadzenia firm eliminujące problem kodeksu. Całość możliwości jakie daje
              > prawo pozwala prowadzić firmę 20-50 osób bez problemu kodeksu.
              Przedsiębiorcy,
              > którzy klną, że muszą kombinować nie przeskoczą jednak w żaden sposób
              problemu
              > kosztu pracy i to jest zasadnicza przyczyna bezrobocia w Polsce nie
              pozwalajaca
              >
              > np. obniżyć ceny produktów.

              Wydawało mi się, że część związków pomiędzy kodeksem pracy, a popytem na
              kredyty wyłożyłem Panu w poprzednim poście. Nie czytałem tych wszystkich listów
              o których Pan wspomina, ale wydaje się, że własnie dotyczą osób, które nie mają
              zdolności kredytowej - właśnie z powodu braku zatrudnienia. Pan cały czas
              opisuje patologie mówiąc: nie szkodzi, że prawo jest głupie, bo można je obejść.
              Kodeks pracy ma bardzo duży wpływ na koszty pracy. Ten związek jest oczywisty.
              Nie wiem jak jest teraz po tej płytkiej nowelizacji, ale jeśli w kodeksie ma
              Pan zapisane, że pracownikowi, który sam się zwalnia należą się dwa dni urlopu
              na poszukiwanie pracy, to chyba oczywistością jest, że te dwa płatne dni są
              kosztem zatrudnienia i zwolnienia, a więc też pracy. Itd. Takich przykładów są
              dziesiątki. Np. utrzymywanie stanowiska pracy dla matki wychowującej dziecko -
              jest to koszt, czy nie? Konieczność utrzymania pracownika delegowanego do
              działalności związkowej + pokój, telefon, biurko i co tam jeszcze - jest to
              koszt, czy nie? Odpis na fundusz socjalny - koszt, czy nie? Tworzenie
              regulaminu pracy, regulaminu wynagrodzeń - koszt, czy nie? szkolenie BHP dla
              recepcjonistki, telefonistki, księgowego itp. - koszt, czy nie?
              >
              >
              > > 80% bezrobotnych nie ma prawa do zasiłku.
              > > > Twierdzenie, że bezrobotni w Polsce mogą dokonywać kalkulacji „
              > wziąć
              > > zasiłek” czy „zgodzić się na „wyzysk” za 700 zł&#
              > 8221; jest czymś przerażającym.
              >
              > Ponieważ w tej chwili przebywam w tej części Polski, gdzie bezrobocie
              > przekracza 20% (+20% osób, które by mieć np. ubezpieczenie nie muszą się
              > rejestrować do PUP i nie mają szansy na pracę). Ja oceniam, że 10-20 osób
              udaje
              >
              > bezrobotnych, 90-80 szuka pracy. Przy czym za migających się od pracy nie
              > uznaję absolwentów UJ, którzy znając dwa jezyki, z prawem jazdy, biegłym
              > komputerem + praca w wakacje w czasie studiów nie chcą pracować za 600 zł "bo
              > nie mają doświadczenia".
              > Często słyszę skargi ze strony przedsiębiorców, którzy mówią "Nikt u mnie nie
              > chce pracować". Potem pytam jakie wynagrodzenie, czas pracy, zakres
              obowiązków
              > i się załamuję (np. 800 zł, pon.-piątek 6 do 16, sobota 8-14, niedziela 2
              > godziny, nie ma urlopu). Przyglądam się firmie pracodawcy i widzę - za
              wysokie
              > koszty magazynu,brak środków obrotowych bo dwa luksusowe samochody i dom w
              > budowie, jeżeli jest to hurtownia zepsute towary zamówione bez wyczucia
              rynku.
              > Wszystkie w/w czynniki są przerzucane na pracownika. Nie dziwię się
              > absowlentowi UJ, że dokonując podobnej do mojej oceny po prostu szuka ciotki
              w
              > USA i emigruje. po kilku latach osiagając satus półAmerykanina. Od ręki
              dostaje
              >
              > 1500 - 2000 $ i bierze rozwód z Polską.
              >
              > Problemem absolwenta jest niemozność założenia konkurencyjnej firmy wobec
              > opisanego "przedsiębiorcy", gdyż podstawą jego interesów nie jest jakość
              usług
              > czy produktów. Jest to struktura "mini-karteli" powszechna na lokalnych
              rynkach
              >
              > oparta o zmowę i urzędników. Np. ja znam historię małej firmy, która chciała
              > świadczyć usługi taniego dostęu do Internetu. Z uwagi na ceny TP SA to jest
              > intratny rynek, gdzie można wystartować z poziomu garażu. Podstawowym
              elementem
              >
              > walki "konkurencyjnej" było przecinanie kabli, niszczenie skrzynek
              > instalacyjnych. Zrobiło się na tyle niebezpiecznie, że młodzi informatycy
              > skorzystali z wariantu "ciocia" i
              >
              > Biolog
              Właściwie to cieszę się, że Pan to wszystko napisał. Pana to przeraża! Mnie
              przeraża absolwent UJ, którego Pan opisał. Absolwent, który pójdzie na zasiłek,
              a nie pójdzie do pracy za 600 zł.
              • Gość: Biolog Re: ........................3 IP: *.mtnet.com.pl 26.08.02, 01:47
                w prywatnych firmach nie ma związków zawodowych. Relacja kosztów kodeksowych a
                kosztów "składkowych" w skali firmy jest jak 1 do 100. I dlatego ja je
                lekceważę. Rzeczywistym kosztem jest odpis na fundusz socjalny, ale to da się
                obejść. Pana znajomi zamiast kupować kolejny drogi samochód powinni zatrudnić
                dobrego prawnika.


                Nie przeraża mnie to. Po prostu sądzę, że na takie warunki zgodzi się słaby
                absolwent. Mądry wyemigruje i swoje pomysły będzie realizował gdzie indziej.
                Natomiast Pana poglądy np na słuszność zduszenie wzrostu PKB przez RPP, aby
                wyciąć słabeuszy powinny być wykładane w szkołach. I mówię to bez ironii i
                złośliwości. Cechą życia jest, że krótko trwa. Pana model gospodarki to na dziś
                pensja 500 zł dla wielu milionów ludzi przez najblizsze 5-8 lat. Proszę im to
                powiedzieć. Pana recepta brzmi - "Jak jest źle, będziemy dobijać najsłabszych a
                nie winnych". Może nawet nie recepta a obserwacja. Wbicie Polakom w głowę jakie
                reguły naprawdę tu rządzą sprawiłoby, ze nikt nie nabrałby się 10 lat temu na
                hasło, że efektem transformacji będzie poprawa po zaciskaniu pasa. I byłoby
                naprawdę bardzo ciekawie.

                Natomiast przeraża mnie kiedy widzę jak poza Warszawą i Krakowem młody człowiek
                pracuje właśnie za 500 - 600 zł i nie widzę w jego oczach buntu. On sobie nie
                zdaje nawet sprawy, że nie jest to normalna sytuacja.

                I na koniec: uzasadnienie takiej a nie innej korelacji kurs walutowy / stopa
                procentowa w Polsce za ostatnie 3,4 lata wydaje mi sie proste. Pisze Pan gdzieś
                obok o łańcuszku szczęścia. Przekładając to na język giełdy o trendzie. Dopóki
                nie następuje zmiana trendu nie następuje dewaluacja. Kupiłem obligacje za 100
                zł przy stałym kuponie po 24%, kwartał później stopy są 23% a obligacja jest
                warta 101 zł. Przy stopie 12 % obligacja jest warta 120 zł. Na rynek wciąż
                napływają pieniadze kolejnych inwestorów (takich jak CI, którzy ukończyli w
                Warszawie biurowce rok temu). Jest bezpiecznie, gdyż RPP odkryła karty jak
                będzie prowadzic politykę na kilka lat naprzód - łatwo określić punkt zwrotny
                na rynku oraz miejsca niebezpiecze. Obligację sprzedaję kiedy trend się
                odwraca, gdyż z dnia na dzień wracamy szybkimi krokami z punktu 120 zł do 100
                zł i lepiej nie ryzykować. Po sprzedaży czekam moment aby sprawdzić czy dobrze
                rozpoznałem trend czy też jeszcze coś uszczknę. PO 5 latach takiej polityki RPP
                wiem, że lepiej w tym kraju nie zostawać i raczej opuszczam Polskę. Proste
                pieniądze. Operacje może przeprowadzać praktykant na City.
      • feezyk Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko 24.08.02, 22:43
        Panie Robercie,

        Najpierw moje stary blady: rzeczywiscie, liquidity
        trap, to nie jest to, co Polsce zagraza. Polsce
        zagrazal raczej liqudity crisis, a teraz zagraza
        kryzys monetarny (100 mln dolarow zachwialo
        rynkiem pare dni temu - czy to byl moze test?).


        Teraz polemika:
        Nigdy nie lansowalem tezy, ze obnizka stop
        zawsze oslabia walute. Uwazam (i nie tylko ja,
        specjalisci IMF tez - prosze poczytac), ze
        juz w 2000 roku fachowcy od inwestowania zrozumieli,
        ze ryzyko kryzysu monetarnego jest tymczasowo
        zazegnane, inflacja nie zagraza, a polityka RPP,
        tlumiacej
        ostro wzrost, wywola spadek wzrostu PKB i potrzeb
        pozyczkowych rzadu. Drogi kredyt w zlotowkach,
        spowodowal masowe zadluzanie sie w euro, chf i usd.
        Zreszta, znacznie lepiej pisze o tym tomalka.

        A teraz zagadka dla Pana: jak to sie stalo, ze wraz ze
        spadkiem realnych stop, zlotowka spadla do USD o 5%,
        a do koszyka walut - o jeszcze wiecej?
        Jeszcze wiosna pisaliscie Panstwo, ze "zlotowka bedzie
        sie dalej umacniac" , "spadek stop wzmocni zlotowke".
        I co?

        Sytuacja w USA jest bardzo zlozona, bo kursem USD
        rzadza emocje na gieldzie. Kursem zlotowki rzadzi
        rentownosc i ilosc papierow skarbowych. Im nizsze
        stopy - tym mniejsza podaz papierow skarbowych i
        nizsza rentownosc w USD.

        Po raz setny, ja napisze: zgadzam sie, co do potrzeby
        dalszego reformowania panstwa polskiego.
        Oczywiscie - nie tylko stopy.

        Nie zmienia to mojej oceny - sadzac po owocach,
        polityka RPP okazala sie bledna. Stopy procentowe
        mialy bezprecedensowa wysokosc i bardzo silnie
        wplynely w latach 1999-2002 na gospodarke.
        RPP NIGDY nie trafila w cel inflacyjny.
        Ciekawe, czy trafia chociaz w swoj nowy cel.
        Jak Pan mysli?

        Mleko waniliowe to niestety esencja Pana (i nie tylko)
        myslenia o gospodarce. Otoz w polskiej gospodarce
        jest problem nadmiernej konsumpcji, zwlaszcza
        dobr zagranicznych, zwlaszcza tych zupelnie
        zbytecznych, a zbyt malych inwestycji.
        Polskie mleczarnie usiluja na razie zrobic mleko
        bez zarazkow, ktore wpuszczono by do UE,
        jakby Pan nie wiedzial.

        Dlaczego, ponadto, w Polsce nie robi sie mleka
        waniliowego? Bo tylko bardzo specyficzna, nieliczna
        grupa ludzi zaplaci tak idiotyczna cene za taki produkt.
        Niestety, wlasnie ta grupa ludzi rzadzi polska
        gospodarka. I chca miec to mleko (i inne rzeczy)
        taniej. Chca, zeby polski producent zaczal im
        je robic od reki, a jak nie to kupimy na Zachodzi.
        Nic to CA!

        Prosze zobaczyc. Od roku 1989 do 2002 srednie pensje
        w Polsce wzrosly od okolo 25 USD do okolo 400 USD.
        16 razy. Prosze teraz pomyslec, jaki morderczy wplyw
        to musi miec na polskich producentow: pozbawionych
        kapitalu (m.in. przez RPP), technologii, know-how,
        z szybko otwierajacym sie rynkiem.
        W tej sytuacji, narzekanie, ze polskie produkty nie
        zrobily
        sie konkurencyjne do zachodnich (ktore relatywnie
        potanialy 10 razy) wyglada jak prawienie kiepskich
        dowcipow albo gruba impertynencja.

        Szkoda gadac.
        Pozdrawiam
        F.
        • Gość: Robert Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 01:46
          feezyk napisał:

          > Panie Robercie,
          >
          > Najpierw moje stary blady: rzeczywiscie, liquidity
          > trap, to nie jest to, co Polsce zagraza. Polsce
          > zagrazal raczej liqudity crisis, a teraz zagraza
          > kryzys monetarny (100 mln dolarow zachwialo
          > rynkiem pare dni temu - czy to byl moze test?).
          >
          >
          > Teraz polemika:
          > Nigdy nie lansowalem tezy, ze obnizka stop
          > zawsze oslabia walute. Uwazam (i nie tylko ja,
          > specjalisci IMF tez - prosze poczytac), ze
          > juz w 2000 roku fachowcy od inwestowania zrozumieli,
          > ze ryzyko kryzysu monetarnego jest tymczasowo
          > zazegnane, inflacja nie zagraza, a polityka RPP,
          > tlumiacej
          > ostro wzrost, wywola spadek wzrostu PKB i potrzeb
          > pozyczkowych rzadu. Drogi kredyt w zlotowkach,
          > spowodowal masowe zadluzanie sie w euro, chf i usd.
          > Zreszta, znacznie lepiej pisze o tym tomalka.


          Niestety, ale nie zrozumiałem o co Panu w tym miejscu chodzi. Nie uważam że
          podstawową przyczyną spadku dynamiki PKB jest polityka RPP. Popełnił Pan jakąś
          nieścisłość pisząc, że spadek wzrostu PKB powoduje spadek potrzeb pożyczkowych
          rządu. Jest odwrotnie.
          > A teraz zagadka dla Pana: jak to sie stalo, ze wraz ze
          > spadkiem realnych stop, zlotowka spadla do USD o 5%,
          > a do koszyka walut - o jeszcze wiecej?
          > Jeszcze wiosna pisaliscie Panstwo, ze "zlotowka bedzie
          > sie dalej umacniac" , "spadek stop wzmocni zlotowke".
          > I co?

          Cieszę się, że Pan o tym wspomina i będę zobowiązany za nieuzywanie wobec mnie
          liczby mnogiej. Otóż ja pisałem dokładnie odwrotnie. Przedstawiłem w maju
          własną prognozę dotyczącą kształtownia się kursu złotówki. Przewidywałem
          osłabienie w ciągu 2-3 miesięcy. Sprawdziło się co do joty. Jeśli nie wieży Pan
          na słowo to gotów jestem odnaleźć. Faktem jest, że moja prognoza raczej nie
          cieszyła się "popularnością" Dzisiaj wysiliłem się na podanie drugiej.
          Spadek wartości kursu złotówki wobec $ w lipcu nie ma żadnego związku z obniżką
          stóp %. Dlaczego? Bo w lipcu nie było żadnej obniżki stóp%.
          > Sytuacja w USA jest bardzo zlozona, bo kursem USD
          > rzadza emocje na gieldzie. Kursem zlotowki rzadzi
          > rentownosc i ilosc papierow skarbowych. Im nizsze
          > stopy - tym mniejsza podaz papierow skarbowych i
          > nizsza rentownosc w USD.

          Podaż obligacji nie spadnie - zależy ona od potrzeb pożyczkowych, a te nie
          maleją
          >
          > Po raz setny, ja napisze: zgadzam sie, co do potrzeby
          > dalszego reformowania panstwa polskiego.
          > Oczywiscie - nie tylko stopy.
          >
          > Nie zmienia to mojej oceny - sadzac po owocach,
          > polityka RPP okazala sie bledna. Stopy procentowe
          > mialy bezprecedensowa wysokosc i bardzo silnie
          > wplynely w latach 1999-2002 na gospodarke.

          Cygan zawinił kozę powiesili. Włosi, Hiszpanie, Korea miały b. wysokie realne
          st% i towarzyszącą im bardzo wysoką dynamikę PKB. Proszę nie pisać więc o
          precedensach.
          > RPP NIGDY nie trafila w cel inflacyjny.
          > Ciekawe, czy trafia chociaz w swoj nowy cel.
          > Jak Pan mysli?

          Nie mam pojęcia czy trafią. Ich praca nie polega na celowaniu.
          >
          > Mleko waniliowe to niestety esencja Pana (i nie tylko)
          > myslenia o gospodarce. Otoz w polskiej gospodarce
          > jest problem nadmiernej konsumpcji, zwlaszcza
          > dobr zagranicznych, zwlaszcza tych zupelnie
          > zbytecznych, a zbyt malych inwestycji.
          > Polskie mleczarnie usiluja na razie zrobic mleko
          > bez zarazkow, ktore wpuszczono by do UE,
          > jakby Pan nie wiedzial.
          >
          > Dlaczego, ponadto, w Polsce nie robi sie mleka
          > waniliowego? Bo tylko bardzo specyficzna, nieliczna
          > grupa ludzi zaplaci tak idiotyczna cene za taki produkt.
          > Niestety, wlasnie ta grupa ludzi rzadzi polska
          > gospodarka. I chca miec to mleko (i inne rzeczy)
          > taniej. Chca, zeby polski producent zaczal im
          > je robic od reki, a jak nie to kupimy na Zachodzi.
          > Nic to CA!

          Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem kupując to mleko i pisząc o tym. No i
          oczywiście się z Panem nie zgadzam. Cena mleka waniliowego w Polsce jest
          idiotycznie wysoka, dlatego że się go w Polsce nie produkuje, a nie dlatego, że
          jest mała grupa konsumentów, którzy mogą na nie wydać 1,5 euro. Można robić
          lody waniliowe, to można i mleko.
          >
          > Prosze zobaczyc. Od roku 1989 do 2002 srednie pensje
          > w Polsce wzrosly od okolo 25 USD do okolo 400 USD.
          > 16 razy. Prosze teraz pomyslec, jaki morderczy wplyw
          > to musi miec na polskich producentow: pozbawionych
          > kapitalu (m.in. przez RPP), technologii, know-how,
          > z szybko otwierajacym sie rynkiem.
          > W tej sytuacji, narzekanie, ze polskie produkty nie
          > zrobily
          > sie konkurencyjne do zachodnich (ktore relatywnie
          > potanialy 10 razy) wyglada jak prawienie kiepskich
          > dowcipow albo gruba impertynencja.

          Nie narzekam na to, że polskie produkty są niekonkurencyjne. narzekam na tych,
          którzy manipulacjami kursem chcieliby je uczynić jeszcze mniej konkurencyjnymi.
          Bo widzi Pan, ja wcale nie uważam, że zadaniem państwa jest "ochrona" rodzimych
          firm. A co do tych morderczych cen: zależy jak patrzyć. Można też pwiedzieć, że
          polskie produkty relatywnie zdrożały 10 razy.
          > Szkoda gadac.
          > Pozdrawiam

          Również pozdrawiam.
          > F.
          • feezyk Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko 25.08.02, 02:55

            Gość portalu: Robert napisał(a):

            > > Teraz polemika:
            > > Nigdy nie lansowalem tezy, ze obnizka stop
            > > zawsze oslabia walute. Uwazam (i nie tylko ja,
            > > specjalisci IMF tez - prosze poczytac), ze
            > > juz w 2000 roku fachowcy od inwestowania zrozumieli,
            > > ze ryzyko kryzysu monetarnego jest tymczasowo
            > > zazegnane, inflacja nie zagraza, a polityka RPP,
            > > tlumiacej
            > > ostro wzrost, wywola spadek wzrostu PKB i potrzeb
            > > pozyczkowych rzadu. Drogi kredyt w zlotowkach,
            > > spowodowal masowe zadluzanie sie w euro, chf i usd.
            > > Zreszta, znacznie lepiej pisze o tym tomalka.
            >
            >
            > Niestety, ale nie zrozumiałem o co Panu w tym miejscu
            chodzi.
            > Nie uważam że podstawową przyczyną spadku dynamiki PKB
            > jest polityka RPP. Popełnił Pan jakąś
            > nieścisłość pisząc, że spadek wzrostu PKB powoduje
            spadek
            > potrzeb pożyczkowych rządu. Jest odwrotnie.

            Bardzo przepraszam za zle sformulowanie.
            Oczywiscie, chodzilo mi o wzrost potrzeb
            pozyczkowych (w konsekwencji aprecjacje zl),
            a "spadek wzrostu" to mial byc "spadek tempa wzrostu".

            Czy polityka RPP miala wplyw na spowolnienie
            gospodarcze? Twierdzi Pan, ze realne stopy na
            poziomie 12%, duze rezerwy obowiazkowe (tez
            elelment polityki monetarnej) oraz aprecjacja
            zlotowki do euro o jakies 20% mogly nie wplynac
            na tempo wzrostu PKB?

            > > A teraz zagadka dla Pana: jak to sie stalo, ze wraz
            ze
            > > spadkiem realnych stop, zlotowka spadla do USD o 5%,
            > > a do koszyka walut - o jeszcze wiecej?
            > > Jeszcze wiosna pisaliscie Panstwo, ze "zlotowka
            bedzie
            > > sie dalej umacniac" , "spadek stop wzmocni zlotowke".
            > > I co?
            >
            > Cieszę się, że Pan o tym wspomina i będę zobowiązany
            > za nieuzywanie wobec mnie liczby mnogiej.

            Przepraszam, zapewne pomieszalem z komentatorem.
            Inne poglady macie Panowie niemal identyczne.

            > Otóż ja pisałem dokładnie odwrotnie. Przedstawiłem w
            maju
            > własną prognozę dotyczącą kształtownia się kursu
            złotówki. >Przewidywałem osłabienie w ciągu 2-3
            miesięcy.
            > Sprawdziło się co do joty.

            Zgoda, pamietam, chyba to bylo w maju.


            > Dzisiaj wysiliłem się na podanie drugiej.

            Doceniam.

            > Spadek wartości kursu złotówki wobec $ w lipcu
            > nie ma żadnego związku z obniżką stóp %.
            > Dlaczego? Bo w lipcu nie było żadnej obniżki stóp%.

            Ale bedzie w sierpniu :).
            Prosze powiedziec, dlaczego zlotowka
            spadla?
            > > Sytuacja w USA jest bardzo zlozona, bo kursem USD
            > > rzadza emocje na gieldzie. Kursem zlotowki rzadzi
            > > rentownosc i ilosc papierow skarbowych. Im nizsze
            > > stopy - tym mniejsza podaz papierow skarbowych i
            > > nizsza rentownosc w USD.
            >
            > Podaż obligacji nie spadnie - zależy ona od potrzeb
            > pożyczkowych, a te nie maleją
            > >

            Podaz zmalalaby przy szybszym wzroscie, prawda?
            A co z rentownoscia? Jest zwiazek ze stopami?


            > > Nie zmienia to mojej oceny - sadzac po owocach,
            > > polityka RPP okazala sie bledna. Stopy procentowe
            > > mialy bezprecedensowa wysokosc i bardzo silnie
            > > wplynely w latach 1999-2002 na gospodarke.
            >
            > Cygan zawinił kozę powiesili. Włosi, Hiszpanie, Korea
            > miały b. wysokie realne st% i towarzyszącą im bardzo
            > wysoką dynamikę PKB.

            Na ile ich sytuacja wtedy odpowiadala sytuacji
            Polski dzis? Jakie (realnie) byly te stopy?
            Bylbym wdzieczny za rozwiniecie.

            >Proszę nie pisać więc o precedensach.

            No, zobaczymy.

            > > RPP NIGDY nie trafila w cel inflacyjny.
            > > Ciekawe, czy trafia chociaz w swoj nowy cel.
            > > Jak Pan mysli?
            >
            > Nie mam pojęcia czy trafią. Ich praca nie polega na
            celowaniu.

            Sadzilem, ze ich praca polega na realizacji
            celu inflacyjnego. A na czym polega?


            > Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem kupując to mleko
            > i pisząc o tym

            Nie urazil Pan. Pana wybor jest Panska sprawa.
            Gorzej, jesli zarzadzajacy polska ekonomia kieruja
            sie podobnymi motywami, przy tak duzym
            deficycie CA i prawie 20% bezrobociu.

            > No i oczywiście się z Panem nie zgadzam.
            > Cena mleka waniliowego w Polsce jest
            > idiotycznie wysoka, dlatego że się go w
            > Polsce nie produkuje, a nie dlatego, że
            > jest mała grupa konsumentów, którzy mogą
            > na nie wydać 1,5 euro. Można robić
            > lody waniliowe, to można i mleko.


            Dobrze. Pobil mnie Pan. Mleko waniliowe powinni
            zrobic. Ale - co bedzie, jesli nie zrobia?
            No, mleko pewnie zrobia. Zrobia tez Volkswageny
            Passaty? Mercedesy? BMW?
            Co bedzie, jesli nie zrobia?

            Ja odpowiem. Plajta zakladu. Potem - spadek PKB,
            wzrost bezrobocia. Spadek wplywow do budzetu i
            wzrost wydatkow. Wzrost zadluzenia. Aprecjacja
            waluty. Potem plajta nastepnego zakladu ....

            Ten scenariusz juz trwa. Nie wiem, skad Pan bierze
            taka wiare w polskiego producenta, ze im wiecej
            mu dolozyc, tym stanie sie lepszy. A jak po
            prostu padnie? To z czego Pan kupi to mleko
            waniliowe?

            >
            > Nie narzekam na to, że polskie produkty są
            niekonkurencyjne.

            Narzeka Pan na brak mleka.

            > narzekam na tych, którzy manipulacjami kursem chcieliby
            je
            > uczynić jeszcze mniej konkurencyjnymi.

            Pan pisze o tym, ze JESLI maja przetrwac to MUSZA
            byc bardziej konkurencyje. Ale - na razie - wskutek
            aprecjacji zlotowki sa MNIEJ konkurencyjne, bo
            relatywnie drozsze. A kursem, w moim odczuciu,
            manipulowala (jako skutek uboczny) RPP.

            > Bo widzi Pan, ja wcale nie uważam, że zadaniem państwa
            > jest "ochrona" rodzimych firm.

            Zadaniem panstwa jest prowadzenie polityki
            makroekonomicznej sprzyjajacej rozwojowi
            gospodarki i dobrobytowi obywateli, prawda?

            Jakos tej Pana recepty nie stosuje konsekwentnie
            zadne panstwo na swiecie.

            > A co do tych morderczych cen: zależy jak patrzyć.
            > Można też pwiedzieć, że
            >
            > polskie produkty relatywnie zdrożały 10 razy.

            Dobrze. Dlaczego zdrozaly?
            To wazne pytanie, prosze
            o odpowiedz.

            Pozdrawiam
            F.
            • Gość: Robert Re: 2002 i 2003, czyli nie ma lekko IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 25.08.02, 21:58
              feezyk napisał:

              ) Czy polityka RPP miala wplyw na spowolnienie
              ) gospodarcze? Twierdzi Pan, ze realne stopy na
              ) poziomie 12%, duze rezerwy obowiazkowe (tez
              ) elelment polityki monetarnej) oraz aprecjacja
              ) zlotowki do euro o jakies 20% mogly nie wplynac
              ) na tempo wzrostu PKB?
              ) ) Przepraszam, zapewne pomieszalem z komentatorem.
              ) Inne poglady macie Panowie niemal identyczne.
              )
              ) ) Otóż ja pisałem dokładnie odwrotnie. Przedstawiłem w
              ) maju
              ) ) własną prognozę dotyczącą kształtownia się kursu
              ) złotówki. )Przewidywałem osłabienie w ciągu 2-3
              ) miesięcy.
              ) ) Sprawdziło się co do joty.
              )
              ) Zgoda, pamietam, chyba to bylo w maju.
              )
              )
              ) ) Dzisiaj wysiliłem się na podanie drugiej.
              )
              ) Doceniam.
              )
              ) ) Spadek wartości kursu złotówki wobec $ w lipcu
              ) ) nie ma żadnego związku z obniżką stóp %.
              ) ) Dlaczego? Bo w lipcu nie było żadnej obniżki stóp%.
              )
              ) Ale bedzie w sierpniu :).
              ) Prosze powiedziec, dlaczego zlotowka
              ) spadla?
              ) ) ) Sytuacja w USA jest bardzo zlozona, bo kursem USD
              ) ) ) rzadza emocje na gieldzie. Kursem zlotowki rzadzi
              ) ) ) rentownosc i ilosc papierow skarbowych. Im nizsze
              ) ) ) stopy - tym mniejsza podaz papierow skarbowych i
              ) ) ) nizsza rentownosc w USD.
              ) )
              ) ) Podaż obligacji nie spadnie - zależy ona od potrzeb
              ) ) pożyczkowych, a te nie maleją
              ) ) )
              )
              ) Podaz zmalalaby przy szybszym wzroscie, prawda?
              ) A co z rentownoscia? Jest zwiazek ze stopami?
              )
              )
              ) Cygan zawinił kozę powiesili. Włosi, Hiszpanie, Korea
              ) ) miały b. wysokie realne st% i towarzyszącą im bardzo
              ) ) wysoką dynamikę PKB.
              )
              ) Na ile ich sytuacja wtedy odpowiadala sytuacji
              ) Polski dzis? Jakie (realnie) byly te stopy?
              ) Bylbym wdzieczny za rozwiniecie.
              )
              ) )Proszę nie pisać więc o precedensach.
              )
              ) No, zobaczymy.
              )
              ) ) ) RPP NIGDY nie trafila w cel inflacyjny.
              ) ) ) Ciekawe, czy trafia chociaz w swoj nowy cel.
              ) ) ) Jak Pan mysli?
              ) )
              ) ) Nie mam pojęcia czy trafią. Ich praca nie polega na
              ) celowaniu.
              )
              ) Sadzilem, ze ich praca polega na realizacji
              ) celu inflacyjnego. A na czym polega?
              )
              )
              ) ) Przepraszam, jeśli kogoś uraziłem kupując to mleko
              ) ) i pisząc o tym
              )
              ) Nie urazil Pan. Pana wybor jest Panska sprawa.
              ) Gorzej, jesli zarzadzajacy polska ekonomia kieruja
              ) sie podobnymi motywami, przy tak duzym
              ) deficycie CA i prawie 20% bezrobociu.
              )
              ) ) No i oczywiście się z Panem nie zgadzam.
              ) ) Cena mleka waniliowego w Polsce jest
              ) ) idiotycznie wysoka, dlatego że się go w
              ) ) Polsce nie produkuje, a nie dlatego, że
              ) ) jest mała grupa konsumentów, którzy mogą
              ) ) na nie wydać 1,5 euro. Można robić
              ) ) lody waniliowe, to można i mleko.
              )
              )
              ) Dobrze. Pobil mnie Pan. Mleko waniliowe powinni
              ) zrobic. Ale - co bedzie, jesli nie zrobia?
              ) No, mleko pewnie zrobia. Zrobia tez Volkswageny
              ) Passaty? Mercedesy? BMW?
              ) Co bedzie, jesli nie zrobia?
              )
              ) Ja odpowiem. Plajta zakladu. Potem - spadek PKB,
              ) wzrost bezrobocia. Spadek wplywow do budzetu i
              ) wzrost wydatkow. Wzrost zadluzenia. Aprecjacja
              ) waluty. Potem plajta nastepnego zakladu ....
              )
              ) Ten scenariusz juz trwa. Nie wiem, skad Pan bierze
              ) taka wiare w polskiego producenta, ze im wiecej
              ) mu dolozyc, tym stanie sie lepszy. A jak po
              ) prostu padnie? To z czego Pan kupi to mleko
              ) waniliowe?
              )
              ) )
              ) ) Nie narzekam na to, że polskie produkty są
              ) niekonkurencyjne.
              )
              ) Narzeka Pan na brak mleka.
              )
              ) ) narzekam na tych, którzy manipulacjami kursem chcieliby
              ) je
              ) ) uczynić jeszcze mniej konkurencyjnymi.
              )
              ) Pan pisze o tym, ze JESLI maja przetrwac to MUSZA
              ) byc bardziej konkurencyje. Ale - na razie - wskutek
              ) aprecjacji zlotowki sa MNIEJ konkurencyjne, bo
              ) relatywnie drozsze. A kursem, w moim odczuciu,
              ) manipulowala (jako skutek uboczny) RPP.
              )
              ) ) Bo widzi Pan, ja wcale nie uważam, że zadaniem państwa
              ) ) jest "ochrona" rodzimych firm.
              )
              ) Zadaniem panstwa jest prowadzenie polityki
              ) makroekonomicznej sprzyjajacej rozwojowi
              ) gospodarki i dobrobytowi obywateli, prawda?
              )
              ) Jakos tej Pana recepty nie stosuje konsekwentnie
              ) zadne panstwo na swiecie.
              )
              ) ) A co do tych morderczych cen: zależy jak patrzyć.
              ) ) Można też pwiedzieć, że
              ) )
              ) ) polskie produkty relatywnie zdrożały 10 razy.
              )
              ) Dobrze. Dlaczego zdrozaly?
              ) To wazne pytanie, prosze
              ) o odpowiedz.
              )
              ) Pozdrawiam
              ) F.


              Doceniam Pański post i cieszę się, że wreszcie jest ktoś (czyli Pan) kto się ze
              mną nie zgadza i jednoczesnie nie próbuje mnie obrazić wypisując jakieś bzdury
              na temat wykształcenia, inteligencji kompleksów itp.
              wykreśliłem mnóstwo cytatów, bo znów mielibyśmy piętrową strukturę, przy której
              gubią się wątki i argumenty.
              Polityka RPP - zgadzam się z Panem - miała wpływ na spadek dynamiki PKB. Musze
              poczynić jednak zastrzeżenia. Według mnie nie decydujący (znacznie mniejszy niż
              inne czynniki). ponadto uważam, że w tym zakresie w jakim RPP miała wpływ,
              spadek dynamiki PKB był i jest pożądany. oczywiście nie da się przeprowadzić
              ściśle podziału.
              Niektórzy mówili o "schładzaniu gospodarki". Zasadniczo wg mnie mieli rację,
              tyle, że ostatnie 5 lat to okres wyjątkowo nieudolnych rządów.
              Dlaczego uważam że spadek dynamiki PKB jest korzystny. Otóż mamy do czynienia z
              czymś co się określa jako output gap (luka podażowa). oznacza to, że gospodarka
              rozwija się poniżej potencjalnych możliwości jakie choćby wynikają z zasobów.
              Zgodzi się Pan z tym, że nie wykorzystujemy ich w pełni (pozamykane zakłady,
              działające na pół gwizdka itd). Taka sytuacja normalnie jest okresem
              dostosowawczym, czymś w rodzaju treningu przed prawdziwymi zawodami. zawody
              rozpoczną się w momencie wejścia do UE. po zniesieniu barier przedsiębiorstwa
              polskie będą wystawione na znacznie ostrzejszą konkurencję niż obecnie. Uważam
              więc, że im trudniej jest im teraz, tym większą szansę mają w przyszłości. No
              pain - no gain. W tym kontekście uważam, że polityka RPP jest dobra. Problem
              oczywiście jest taki: czy my wykorzystujemy ten czas na przeprowadzanie zmian?
              Otóż nie - wg mnie tracimy go. całość można porównać trochę do sytuacji firmy,
              która ekspansywnie zdobywa rynek. Przejmuje inne firmy, stosuje dumping,
              agresywną promocję itd. Udziały w rynku, obroty rosną bardzo szybko. Potem
              przychodzi czas rozwoju "intensywnego" - konsolidacji wewnątrz, cięcia kosztów,
              urealniania ich (nie da się ciągle funkcjonować stosując dumping) budowy nowej
              struktury itd. Jeśli to się uda firma (to wszystko oczywiście w wielkim skrócie
              i uproszczeniu) wygrywa. U nas za przykład może służyć chocby Elektrim - jako
              zły przykład.
              problemem jest oczywiście to, że my ten czas marnujemy nie przeprowadzając
              zmian. Restrykcyjna polityka RPP nakłada się więc na zaniechanie reform
              strukturalnych i stąd efekt bezrobocia, stagnacji, rosnącego zadłużenia. W tym
              kontekście powiedziałbym jednak, że im większe zaniechania po stronie polityki
              gospodarczej itp, tym bardziej restrykcyjna powinna być polityka monetarna.
              Proszę wybaczyć, ale nie będę się spieszył z opisywaniem Włoch lat 60-ych, czy
              Hiszpanii 20 lat później. Jak mi coś wpadnie, to dam znać, ale po prostu
              brakuje czasu, żeby wracać i badać tamte historie. Co do Hiszpanii to może
              tylko tyle, że bezrobocie doszło tam do 22% kiedy wreszcie zdecydowano się na
              głębokie zmiany choćby w sytemie socjalnym, czy prawie pracy.
              Co do RPP to należy wspomnieć, że te wszystkie działania mają swoje dwie
              strony - chodzi o znalezienie właściwej równowagi, co jest najtrudniejsze. B.
              niska inflacja ogranicza np. dochody budżetu, z drugiej strony działa b.
              korzystnie bo ogranicza też wydatki. Dlatego w budżecie na 2003 można zrobić
              znacznie niższą waloryzację niż początkowo zakładano. najgorsza (ale to zawsze
              jest chwilowe) jest to co może zdarzyć się jak w 2001. B. wysoka waloryzacja
              (bo inflacja w 2000 wysoka) i jednocześnie spadek dochodów, bo inflacja w 2001
              b. spada. W
              • Gość: Zbigniew Ależ mamy "ekonomistów" ! IP: *.magic-net.pl 26.08.02, 15:56
                Gość portalu: Robert napisał(a):

                > Polityka RPP - zgadzam się z Panem - miała wpływ na spadek dynamiki PKB.
                Musze
                > poczynić jednak zastrzeżenia. Według mnie nie decydujący (znacznie mniejszy
                niż
                > inne czynniki)

                ponadto uważam, że w tym zakresie w jakim RPP miała wpływ,
                > spadek dynamiki PKB był i jest pożądany. oczywiście nie da się przeprowadzić
                > ściśle podziału.

                Ludzie , trzymajcie mnie , bo nie wytrzymam !

                > Niektórzy mówili o "schładzaniu gospodarki". Zasadniczo wg mnie mieli rację,
                > tyle, że ostatnie 5 lat to okres wyjątkowo nieudolnych rządów.
                > Dlaczego uważam że spadek dynamiki PKB jest korzystny. Otóż mamy do czynienia
                z
                >
                > czymś co się określa jako output gap (luka podażowa). oznacza to, że
                gospodarka
                >
                > rozwija się poniżej potencjalnych możliwości jakie choćby wynikają z zasobów.
                > Zgodzi się Pan z tym, że nie wykorzystujemy ich w pełni (pozamykane zakłady,
                > działające na pół gwizdka itd). Taka sytuacja normalnie jest okresem
                > dostosowawczym, czymś w rodzaju treningu przed prawdziwymi zawodami.

                Człowieku Ty chyba nie wiesz co piszesz ! Polskie firmy ledwo zipią ,
                przejadają swój majątek , pracują w znacznej części na stratach , inwestycje
                spadają o kilkadziesiąt procent (skutki będą odczuwalne za kilka lat !)
                a Ty wypisujesz takie rzeczy !

                zawody
                > rozpoczną się w momencie wejścia do UE. po zniesieniu barier przedsiębiorstwa
                > polskie będą wystawione na znacznie ostrzejszą konkurencję niż obecnie.

                Prawdziwe zawody już się dawno zaczęły.Nic gorszego niż nasi rządzący nas
                spotkać nie może.Zwykle to rządy pomagają krajowym firmom np. załatwiając
                zlecenia zagraniczne ( weź ostatnią wizytę Kwacha u Busha i sprawę F-16).
                Polityka kursów walutowych mają zagwarantować stabilizację !!! kursu waluty ( z
                uwzględnieniem inflacji ) w stosunku do walut najważniejszych partnerów
                handlowych - tak jest i było w Europie ( wąż walutowy , powiązanie kursu
                szylinga z marką ), w Ameryce i w Azji i nawet w Afryce - franki CFA.
                Dopóki złotówka była słaba polska gospodarka kwitła - bo FIRMY MIAŁY ZYSKI !
                z eksportu na Wschód i Zachód.Teraz walczą o przeżycie.

                Uważam
                > więc, że im trudniej jest im teraz, tym większą szansę mają w przyszłości. No
                > pain - no gain. W tym kontekście uważam, że polityka RPP jest dobra. Problem
                > oczywiście jest taki: czy my wykorzystujemy ten czas na przeprowadzanie
                zmian?

                A z czego niby mają być przeprowadzone te zmiany jak firmy nie mają ZYSKÓW !
                Zobacz na co patrzą banki przy udzielaniu kredytów : 1) Zyski 2) Majątek 3)
                wszystko inne.

                > Otóż nie - wg mnie tracimy go. całość można porównać trochę do sytuacji
                firmy,
                > która ekspansywnie zdobywa rynek. Przejmuje inne firmy, stosuje dumping,
                > agresywną promocję itd. Udziały w rynku, obroty rosną bardzo szybko. Potem
                > przychodzi czas rozwoju "intensywnego" - konsolidacji wewnątrz, cięcia
                kosztów,
                > urealniania ich (nie da się ciągle funkcjonować stosując dumping) budowy
                nowej
                > struktury itd. Jeśli to się uda firma (to wszystko oczywiście w wielkim
                skrócie
                > i uproszczeniu) wygrywa.

                Cóż Ty Człowieku wypisujesz ! O miejscu firmy na rynku decyduje jej PRODUKT !
                Ma być dobry ( potrzebne inwestycje ) i KONKURENCYJNY CENOWO i mieć zbyt w
                kraju i za granicą.
                Wszystko inne to pic na wodę.Taki elektrim miotał się kupując firmy - hotele ,
                mleczarnie , a jaki ciągle udoskonalany dobry produkt kojarzysz z Elektrimem ?
                Bo ja żaden ! Tu kupił udziały , tu sprzedał , coś tam zachachmęcił -
                inżyniernia finansowa pseudomanagerów , bez produktu i wizji rozwoju.




                U nas za przykład może służyć chocby Elektrim - jako
                > zły przykład.
                > problemem jest oczywiście to, że my ten czas marnujemy nie przeprowadzając
                > zmian. Restrykcyjna polityka RPP nakłada się więc na zaniechanie reform
                > strukturalnych i stąd efekt bezrobocia, stagnacji, rosnącego zadłużenia. W
                tym
                > kontekście powiedziałbym jednak, że im większe zaniechania po stronie
                polityki
                > gospodarczej itp, tym bardziej restrykcyjna powinna być polityka monetarna.

                Dobra podnieśmy stopy % do 100% i zobaczymy co bedzie . Według Ciebie- dobry
                trening przed zawodami.
                Prawda o polskiej gospodarce jest taka , że firmy walczą o przeżycie , wiele
                utraciło płynność finansową , nie ma zysków i nie inwestuje.
                Lekarstwo zaaplikowane przez rządzących jest gorsze od choroby.
                Każdy nowy bezrobotny to spadek wpływów do budżetu i wzrost wydatków.Każda
                plajtująca firma wprowadza w kłopoty kilka następnych.
                Obecnie nawet chcąc wejść na rynek z nowym produktem bałbym się - nie wiadomo
                kiedy odbiorcy zapłacą.
                W eksporcie to VAT zwrócą za 60 dni ( wydaje mi się , że w tym opóźnionym
                zwrocie VAT tkwi przyczyna "lepszych wpływów" podatkowych ) więc rozwijanie
                eksportu może wprowadzić firmę w jeszcze większe kłopoty.
                Tak więc trening mamy dobry.Przypomina mi się rysunek jak pewien oficjel
                przyjechal na zbuntowaną wieś i pyta się sołtysa : macie tu na wsi szkołę ?
                Sołtys na to : nie !. No to my wam damy "szkołę" i wyciąga kij zza pazuchy.
                • Gość: deLUC Re: Przyszlosc IP: *.braniewo.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 16:42
                  E prawde mowiac niczego innego sie po Robercie nie spodziewalem ...

                  Cos mi sie przypomnialo - jakis czas temu widzialem w Telewizorni jakiegos
                  Redaktorka i jakiegs Eksperta (MacKinsey chyba czy inna cholera), i ten ekspert
                  sie wypowiadal sie a propos wejscia Polski do EU - stwierdzil m.in
                  cos takiego: "czesc branz w Polsce czeka restrukturyzacja"
                  (Ciekawe, pewnie jest gdzies jakis raport na ten temat..., tacy sobie a muzom
                  nie pleta) - przekladajac na jezyk polski - beda bankructwa i zwolnienia -
                  czyli co nie padlo teraz, padnie wtedy (o przyczynach Zbigniew pisze).

                  W trudnej sytuacji mozna zacisnac pasa majac nadzieje na poprawe - ale na
                  cholere to robic wiedzac, ze bedzie jeszcze gorzej?
                  • Gość: pawel-l Re: Przyszlosc IP: *.prochem.com.pl / 1.0.0.* 26.08.02, 17:05
                    Przeczytałem dziś ciekawe spostrzeżenie Hemingwaya, które doskonale pasuje do
                    naszych czasów:

                    "There are two panaceas for a mismanaged government,"
                    wrote Hemingway. "The first is war...the second is
                    inflation of the currency. Both bring temporary
                    prosperity. Both bring more permanent ruin."

                    "Są dwa panacea na marne rządy - jedno to wojna drugie to inflacja waluty. Obie
                    przynoszą krótkotrwałą poprawę. Obie przynoszą długotrałą ruinę."

                    Najdziwniejsze że sami ludzie (forumowicze) domagają się tego.
                    Niedawno oglądałem filmy dok. o I wojnie św. i o milionach ochotników którzy
                    szli dobrowolnie na rzeź. W Europie szybko wojny nie będzie, ale w Ameryce mają
                    takie wojenne nastawienie. Prowadzą wojny przeciwko narkotykom, rasizmowi,
                    terroryzmowi. Ostatnio nawet wojnę przeciwko otyłości. Przyjdzie czas i na
                    prawdziwą wojnę.
                • Gość: JOrl Do Zbigniewa o Robercie IP: *.dip.t-dialin.net 26.08.02, 19:04
                  Tak Zbigniew, ten Robert jest przerazajacy. Po prostu to jest polityka aby
                  Polakow przerobic na bardzo tanich robotnikow w jakis filiach firm
                  produkcyjnych z Zachodu, konkurujacych z Wietnamczykami. I zlosci sie, ze
                  Polacy sie nie daja. Bo on, siedzacy w tej grupce dobrze zyjacych z cudzej
                  pracy w Polsce, chce pic mleczko waniliowe i jezdzc samochodem zachodnim. Bo mu
                  sie to oczywiscie nalezy.
                  Dlatego trzeba zwietnamizowac/koreanizowac prawo pracy.
                  I to go martwi, ze sie to niedaje. Bo dalej chce zlopac to swoje waniliowe
                  mleczko, panisko wielkie. Im wiecej wiem, tym bardzjej jestem przekonany, ze
                  dobrze zrobilem wyjezdzajac. Bo sie dostac w lapy takich Robertow i musiec sie
                  dac przerobic na robotnika przy maszynie CNC za 800zl. Br...
                  Ale wyglada chyba, ze taki Lepper musi temu Robertowi to mleczko waniliowe spod
                  pyska zabrac.
                  Pozdrowienia
                  • Gość: JOrl Re: Do Zbigniewa o Robercie cd. IP: *.dip.t-dialin.net 26.08.02, 19:16
                    I jeszcze, bo sie zezloscilem. Widuje tu w Berlinie, jak i wiem co sie dzieje w
                    Zach. Polsce, jak to Polacy sie upodlaja aby zarobic naprawde pare groszy.
                    dziewczyny sie sprzedaja, co bedzie z mlodzieza, tragedia. Ale Pan Robert chce
                    miec swoje waniliowe mleczko.
                    Pozdrowienia
                    • Gość: Robert Re: Do Zbigniewa o Robercie cd. IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.08.02, 00:24
                      Gość portalu: JOrl napisał(a):

                      > I jeszcze, bo sie zezloscilem. Widuje tu w Berlinie, jak i wiem co sie dzieje
                      w
                      >
                      > Zach. Polsce, jak to Polacy sie upodlaja aby zarobic naprawde pare groszy.
                      > dziewczyny sie sprzedaja, co bedzie z mlodzieza, tragedia. Ale Pan Robert
                      chce
                      > miec swoje waniliowe mleczko.
                      > Pozdrowienia

                      No jednak urazilem tym mleczkiem. Pan oczywiscie zna wszystkie recepty.
                      Wystarczy obnizyc stopy i zdewaluwoac zlotowke. Wtedy polska mlodziez i polski
                      robotnik bedzie uratowany. A dziewczyny przestaną dawać dupy w Berlinie.
                      Pozwole sobie zauważyć, że jak zdewaluujemy złotówke, to dziewczynom będzie się
                      opłacało nawet taniej dawać dupy i załapią się ci, których teraz nie stać.
                      Myślę, że nawet wiem skąd się ta młodzież nieszczęsna bierze. Po prostu
                      słuchają takich jak Pan i dochodzą do wniosku, że to upokarzające pracować za
                      800 zł, więc lepiej się kurwić.
                      Tęskni Pan za czasami kiedy przyjeżdżał Pan do Polski z 2000 marek i był Pan
                      królem.
            • Gość: Robert Re: Zaginął fragment postu IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 26.08.02, 18:13
              Coś się pogubiło, może cenzura?
              Zadaniem państwa nie jest ochrona rodzimych przedsiębiorstw - to być może nie
              jest najzręczniejsze sformułowanie, ale zasadniczo tak uważam. Państwo może
              chronić rodzime przedsiębiorstwa o ile sprzyja to rozwojowi całej gospodarki i
              dizała dla dobra obywateli. Ochrona np. TPSA właśnie hamuje rozwój całej gosp.
              To właśnie dlatego, że tak chroniono takie przeds. mamy ubogą infrastrukturę
              telekom. i chyba najdroższe na świecie połączenia. Zgodzi się Pan, że np.
              ochrona takiego monopolisty ogranicza dostęp do internetu, a tym samym nawet
              liczbę uczestników tego forum, możliwości kształcenia się, inwestowania, itd
              itp. To klasyka. takie przykłady można mnożyć. Np. ochrona LOTu, BGŻ, PKO BP,
              BGK, dawnego CPN itd. Jeśli taką ochroną obejmie Pan duże przeds. albo całe
              branże to ma Pan gwarancje kółopotów. czasami jeśli jakieś państwo na to stać
              to robi to, ale nigdy ze względów ekonomicznych, a tylko i wyłącznie
              społecznych, lub politycznych.
              Nie pamiętam jaki fragment mojego postu jeszcze zginął, ale wspomnę jeszcze
              tylko o cenach. Dlaczego polskie wyroby podrożały realatywnie 10/20 razy?
              Urealniono ceny. Właściwie to nie do końca pojmuję sens pańskiego pytania. Bo o
              jakich cenach powinna być mowa? O oficjalnych, czy rynkowych? Co mam i na co
              przeliczyć. czy dolary mam liczyć po 20 zł, czy po 100. Po 8 latach oczekiwania
              126 fiata można było kupić pewnie za 80 tys. (gdzieś w 89). Na giełedzie 2-
              letni kosztował chyba ok. 150 tys. Co mam z czym porównać?
              • Gość: A Re: Zaginął fragment postu IP: *.dialup.optusnet.com.au 28.08.02, 12:19
                Gość portalu: Robert napisał(a):

                > Zadaniem państwa nie jest ochrona rodzimych przedsiębiorstw - to być może nie
                > jest najzręczniejsze sformułowanie, ale zasadniczo tak uważam. Państwo może
                > chronić rodzime przedsiębiorstwa o ile sprzyja to rozwojowi całej gospodarki
                i
                > dizała dla dobra obywateli. Ochrona np. TPSA właśnie hamuje rozwój całej
                gosp.
                > To właśnie dlatego, że tak chroniono takie przeds. mamy ubogą infrastrukturę
                > telekom. i chyba najdroższe na świecie połączenia. Zgodzi się Pan, że np.
                > ochrona takiego monopolisty ogranicza dostęp do internetu, a tym samym nawet
                > liczbę uczestników tego forum, możliwości kształcenia się, inwestowania, itd
                > itp. To klasyka. takie przykłady można mnożyć. Np. ochrona LOTu, BGŻ, PKO BP,
                > BGK, dawnego CPN itd. Jeśli taką ochroną obejmie Pan duże przeds. albo całe
                > branże to ma Pan gwarancje kółopotów. czasami jeśli jakieś państwo na to stać
                > to robi to, ale nigdy ze względów ekonomicznych, a tylko i wyłącznie
                > społecznych, lub politycznych.

                Panie Robercie,

                Kazde panstwo na swiecie chroni wlasne przedsiebiorstwa. I prawie nie ma od
                tego wyjatku. Fakt, ze w Polsce many popieprzona historie powoduje np., ze
                polski Prezydent jedzie do obcego kraju i w obrazliwych slowach wyraza sie o
                swoich rodakach jest tego dobrym przykladem. Przewaznie "zwykly czlowiek" tez
                nie wie zbyt dobrze komu jest winien lojalnosc.

                To o czym Pan pisze jest takim wlasnie pomieszaniem. Tylko panstwo polskie moze
                i powinno ochraniac polskie przedsiebiorstwa. Zapewniam Pana, ze nikt inny tego
                w interesie Polakow nie zrobi. System koncesyjno-lapowkowy, o ktorym Pan pisze
                nie ma nic wspolnego z taka ochrona, on wrecz dziala w interesie obcych.

                Pisze to nie po to aby Panu do reszty obrzydzic smak importowanego mleczka
                waniliowego, ale zeby moze bardziej uzmyslowic trudnosci w znalezieniu
                wspolnego, polskiego punktu widzenia na wiele podstawowych spraw gospodarczych,
                ktore wlasnie wymagaja wspolnej, "polskiej plaszczyzny" pogladow.

                Inni znow "zrobia nam ojczyzne", ale jak zwykle we wlasnym interesie i na
                wlasny sposob.

                Pozdrowienia,
                A
                • Gość: MACIEJ Re: Zaginął fragment postu IP: *.ny325.east.verizon.net 28.08.02, 17:14
                  Gość portalu: A napisał(a):


                  > Panie Robercie,
                  >
                  > Kazde panstwo na swiecie chroni wlasne przedsiebiorstwa. I prawie nie ma od
                  > tego wyjatku. Fakt, ze w Polsce many popieprzona historie powoduje np., ze
                  > polski Prezydent jedzie do obcego kraju i w obrazliwych slowach wyraza sie o
                  > swoich rodakach jest tego dobrym przykladem. Przewaznie "zwykly czlowiek" tez
                  > nie wie zbyt dobrze komu jest winien lojalnosc.
                  >
                  > To o czym Pan pisze jest takim wlasnie pomieszaniem. Tylko panstwo polskie
                  moze
                  >
                  > i powinno ochraniac polskie przedsiebiorstwa. Zapewniam Pana, ze nikt inny
                  tego
                  >
                  > w interesie Polakow nie zrobi. System koncesyjno-lapowkowy, o ktorym Pan
                  pisze
                  > nie ma nic wspolnego z taka ochrona, on wrecz dziala w interesie obcych.
                  >
                  > Pisze to nie po to aby Panu do reszty obrzydzic smak importowanego mleczka
                  > waniliowego, ale zeby moze bardziej uzmyslowic trudnosci w znalezieniu
                  > wspolnego, polskiego punktu widzenia na wiele podstawowych spraw
                  gospodarczych,
                  >
                  > ktore wlasnie wymagaja wspolnej, "polskiej plaszczyzny" pogladow.
                  >
                  > Inni znow "zrobia nam ojczyzne", ale jak zwykle we wlasnym interesie i na
                  > wlasny sposob.
                  >
                  > Pozdrowienia,
                  > A

                  Nic dodac ,nic ujac.
                  Jest to po prostu bledna polityka ludzi,ktorzy bardziej dbaja o swoje wlasne
                  interesy niz o swoj kraj.
                  I przy okazji nazywaja to polska szkola ekonomii,tak jakby nie mozna bylo sie
                  wzorowac na lepszych i juz sprawdzonych.
                  Ta polska ekoniomia polityczna kreuje Kulczykow,ktorzy chetniej placa podatki
                  poza Polska niz w Polsce.
                • Gość: Robert Re: Zaginął fragment postu IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.08.02, 23:19
                  Gość portalu: A napisał(a):

                  > Kazde panstwo na swiecie chroni wlasne przedsiebiorstwa. I prawie nie ma od
                  > tego wyjatku. Fakt, ze w Polsce many popieprzona historie powoduje np., ze
                  > polski Prezydent jedzie do obcego kraju i w obrazliwych slowach wyraza sie o
                  > swoich rodakach jest tego dobrym przykladem. Przewaznie "zwykly czlowiek" tez
                  > nie wie zbyt dobrze komu jest winien lojalnosc.
                  >
                  > To o czym Pan pisze jest takim wlasnie pomieszaniem. Tylko panstwo polskie
                  moze
                  >
                  > i powinno ochraniac polskie przedsiebiorstwa. Zapewniam Pana, ze nikt inny
                  tego
                  >
                  > w interesie Polakow nie zrobi. System koncesyjno-lapowkowy, o ktorym Pan
                  pisze
                  > nie ma nic wspolnego z taka ochrona, on wrecz dziala w interesie obcych.
                  >
                  > Pisze to nie po to aby Panu do reszty obrzydzic smak importowanego mleczka
                  > waniliowego, ale zeby moze bardziej uzmyslowic trudnosci w znalezieniu
                  > wspolnego, polskiego punktu widzenia na wiele podstawowych spraw
                  gospodarczych,
                  >
                  > ktore wlasnie wymagaja wspolnej, "polskiej plaszczyzny" pogladow.
                  >
                  > Inni znow "zrobia nam ojczyzne", ale jak zwykle we wlasnym interesie i na
                  > wlasny sposob.
                  >
                  > Pozdrowienia,
                  > A

                  Wszystko zależy od tego jak na to spojrzeć. Co to znaczy ochrona? Myślę, że
                  różnimy się co do rozumienia pojęcia "ochrona własnych przedsiębiorstw". Otóż
                  to jednak nie jest zadanie państwa. Państwo powinno stwarzać warunki, by
                  przedsiębiorstwa mogły się rozwijać i na równych zasadach ze sobą konkurować. W
                  tym sensie mogę się zgodzić z określeniem "ochrona". Ale już napewno nie będę
                  uważał za korzystne jakiekolwiek formy protekcjonizmu. Nie jest tak, że państwa
                  chronią własne przedsiębiorstwa. Czasami niektóre owszem np. w 90 w USA (przy
                  współpracy z FED, który utrzymał niskie stopy by ratować cały sysyem bankowy po
                  plajcie S&L - kas oszczędnościowo-pozyczkowych, albo w 98 (również przy
                  współpracy z FED) ratowano LTCM (Long Term Capital Management), ale to są raczj
                  wyjątki. Japonia przez długie lata "chroniła" swoje przedsiębiorstwa i
                  skończyło się już pona 10 lat trwającą stagnacją.
                  Polscy decydenci dokonują wyboru - moim zdaniem złego i angażują się od 12 lat
                  w ochronę pewnych branż, przedsiębiotstw, a nawet sektorów gospodarki. I kończy
                  się tak, że właśnie tam gdzie jest ochrona, tam jest najgorzej. Przykłądem może
                  być w Polsce choćby cały sektor rolnictwa, nieustannie chroniony przez państwo.
                  Cały ten sektor w rezultacie najmniej przystosował się do gosp. rynkowej i
                  wciąż żyje na garnuszku reszty podatników. To samo jest z branżami, które były
                  chronione. Ich sytuacja tylko się pogarsza. ja nawet rozumiem, że taką ochrona
                  może Pan objąć rolnictwo w USA, gdzie z tego utrzymuje się pewnie 3%
                  społeczeństwa, ale nie w Polsce, gdzie ma z tego żyć 28%. Jeśli pan doda
                  innych - górnicwo, huty, zbrojeniówkę, stocznie, kolej, przetwórstwo spożywcze
                  ((ostanio powołano Polski Cukier),itd to nagle się mogłoby okazać, że musi Pan
                  ochraniać ponad połowę gospodarki. A to oznacza koniec gosp. rynkowej, koniec z
                  wolną konkurencją itd. Jest więc różnica między sporadyczną ochroną niektórych
                  firm, czy gałęzi, a budowaniem gosp. protekcjonistycznie, a później według
                  centralnego planu.
                  Nie opisywałem żadnych sytuacji korupcyjnych. Wskazałem po prostu na przykłady
                  przeds., które świadomie (polityka gospodarcza) były chronione przez państwo.
                  Państwo i obywatele wyszli na tym źle. Źle też wyszła gospodarka. tam gdzie tak
                  naprawdę nie było ochrony, jeszcze się jakoś trzymamy.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: A Jeszcze o ochronie wlasnego przemyslu IP: *.dialup.optusnet.com.au 30.08.02, 11:28
                    Gość portalu: Robert napisał(a):

                    > Wszystko zależy od tego jak na to spojrzeć. Co to znaczy ochrona? Myślę, że
                    > różnimy się co do rozumienia pojęcia "ochrona własnych przedsiębiorstw". Otóż
                    > to jednak nie jest zadanie państwa. Państwo powinno stwarzać warunki, by
                    > przedsiębiorstwa mogły się rozwijać i na równych zasadach ze sobą konkurować.
                    W
                    >
                    > tym sensie mogę się zgodzić z określeniem "ochrona". Ale już napewno nie będę
                    > uważał za korzystne jakiekolwiek formy protekcjonizmu. Nie jest tak, że
                    państwa
                    >
                    > chronią własne przedsiębiorstwa.

                    Panstwo powinno stworzyc przede wszystkim korzystne warunki makroekonomiczne
                    dla wlasnego przemyslu a nie np. popierac przedsiewziecia zagraniczne oparte na
                    imporcie, bo to ogranicza zatrudnienie w kraju i niszczy wlasna
                    przedsiebiorczosc, ktora i tak rozwija sie (?) w niezwykle trudnych warunkach.

                    Natomiast wysokie bariery celne, doplaty, "oddluzenia", wielopoziomowosc cen
                    (np. zboza) nie sa ochrona lecz dzialaja na szkode wlasnej gospodarki, o czym
                    obaj dobrze wiemy.
                    • Gość: Zbigniew Re: Jeszcze o ochronie wlasnego przemyslu IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 30.08.02, 13:31
                      Jak np. zwiększyć konkurencyjność własnego eksportu pokazał przykład Niemiec
                      w latach powojennych.W przypadku kontraktów eksportowych do 10% odpis od obrotu
                      jako tzw. koszty ryczałtowe na pozyskanie kontraktu ( z reguły na łapówki).
                      I proszę - kto eksportował mógł w ogóle nie płacić żadnych podatków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka