jane_
08.01.10, 14:47
ano właśnie.
stos podsumowań zalewa nas z każdej strony - telewizja, portale internetowe, prasa.
wspominamy sobie ta dziesiątkę lat, która nam obecnie mija.
i to była pierwsza dekada, którą przeżyłam świadomie muzycznie, chociaż w jakiejśtam części.
i czytam, patrze, pochałaniam, analizuje. i dochodze do wniosku,
że to był świetny muzycznie okres.
najbardziej różnorodny, wszechstronny, może każdy zżynał ze starych zespołów, nikt nic nowego nie stworzył - i ktoś tak może powiedzieć.
ja, gdy myślę o tych 10 muzycznych latach, mam ciarki. bo to było nieprawdopodobne.
nie jestem w stanie ogarnąć tego wszystkiego, pogrupować.
wiem jedno - to był jeden z najlepszych okresów.
po co to mówię?
bo co chwilę widzę tylko, że obecna muzyka ssie, a że starocie to jest to, coś wartościowego.
i owszem - to jest coś wartościowego, ale w dzisiejszych czasach mamy tyle dobrego. może w naszym kraju tego nie widać, bo tutaj to nas nie znajdzie, chyba, że w nocnym paśmie mtv, machinie czy jakimkolwiek innym laifie. bo dzisiejsza muzyka to nie nagie panienki z obrazków vivy. posunę się równiez do podważenia autorytetu takich muse czy paramore, czy all time low chociażby, którymi wymiotuję przez mtv2 nie wiem, czy nie bardziej niż wspomnianymi dziewczynakmi.
to jest moja muzyka, i nie wstydzę się, że słucham czegoś aktualnego. to nic złego. gdyby nie było muzyki stworzonej na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat, nie byłabym sobą.
i, mówiąc szczerze, strasznie żałuję, że tak na aktualne czasy w muzyce psioczycie. aktualne... przecież lata dziewięćdziesiąte to już zło.
nie chcę zmieniać waszych gustów, broń boże, żeby nie było, że się czepiam.
ostatnia dekada.
ktoś podzieli się o niej wrażeniami?