zosiad
05.11.05, 02:05
Tak się zastanawiam. Czy można przesadzić z tym leczeniem kandydozy i
grzybicy ? Czy jesli to leczenie przeprowadza się zbyt długo, zbyt
intensywnie i jednocześnie stosuje się zbyt rygorystyczną dietę - to czy może
to mieć jakieś nieporządane skutki ? Podobno pierwszy etap leczenia to 6
tygodni a potem to już tylko pilnowanie diety i witaminy + mnerały. Jednak
jak wynika z lektury tego forum (i innych też) oraz z mojego doświdczenie
niestety również - większość piszących stosuje to leczenie o wiele dłużej,
niektórzy latami. Pierwszy etap to najczęściej bieganie po lekarzach i
leczenie chemiczne (już samo to najczęściej trwa dłużej niż 6 tygodni),
następny to najczęściej homeopatia a potem (lub razem z homeo) dłuugi czas
metod róznych - zioła, nalewki, citrosept, probiotyki, srebro, anry, walka z
pasożytami, glinki i cała masa innych metod.
Co się dzieje w tym czasie z naszym organizmem ? Czy nie jesteśmy narażeni
na jakieś inne niebezpieczeństwa, których wcale się nie spodziewamy ?
Czy przez długotrwałe stosowanie tych specyfików i bardzo jednostronnej diety
organizm nie staje się zbyt jałowy ? Zbyt wydelikacony ? Czy nie prowokujemy
w ten sposób innych procesów o których nic nie wiemy (np. skutków ubocznych
jak przy zbyt długo prowadzonej diecie "ketogenicznej" (nie jestem pewna czy
tak sie to pisze). Podobno tej diety nie powinno się stosować zbyt długo,
jest sporo kontrowersji na ten temat choć z pewnością ma działanie lecznicze.
Czy nie grożą nam inne poważne choroby spowodowane niedoborami jakiś
składników ? Anemia ? Białaczka? Uszkodzenie wąrtoby przez ciągłe zasypywanie
jej toksynami z padłych grzybów lub pasożytów ?
I jeszcze jedna sprawa, która ostatnio nie daje mi spokoju.
Czy jesli tak totalnie oczyszcamy organizm, nie otwieramy przypadkiem drzwi
dla nowych "zatruć" ? Podobno nasz organizm przez lata (wieki) przystosowuje
się do nowych warunków (może nie tak sprawnie jak u szczurów ale tez całkiem
niezle). Podono, gdyby nasi dalecy przodkowie wypili wodę, która my pijemy -
po prostu ulegliby zatruciu. Tymczasem my mamy się niezle.
Czy na przykład, jesli już tak całkiem "wyczyścimy" organizm to o zatrucie
przyprawi nas zjedzenie chemicznej "zupki z paczki" ?
Ja nie kpię, pisze to bardzo poważnie.
Nie mam tu na mysli leczenia, jakie proponuje dr. Janus ale to, co większosć
z nas robi i robiła przed znalezieniem recept doktora.
6 tygodni ostrej diety i leceznia + knsekwentne przestrzeganie reguł nie
łączenia pokarmów - to na pewno wychodzi na zdrowie.
Ale my (większosc z nas) "torturujemy" nasze organizmy o wiele dłużej,
niektórzy latami.
Doktorze, czy mógłby Pan mnie uspokoić ?