08.10.10, 00:23
wydrą miliardy z kieszeni!

tytuł artykułu.

cholera, zawsze mi się zdawało że do lekarzy nie trzeba chiodzić prywatnie. Kto nie chce - czeka w kolejce a kto chce - to przy cenach obecnych wizyt znajdzie pieniądze, by nie czekac.

tak jak trzeba obecnie czekać u dealera samochodów na odbiór samochodu - mimo iż się ma pieniądze i płaci gotówką - to nie jest samochód dostepny od razu, tak też - na wizyty się czeka, nawet te opłacone z własnych środków.

zastanawiam sie w czym miał problem dzioennikarz?

równie dobrz emożna napisac - sprzedawcy agd wyrwą ileś miliardów z naszych kieszeni. W czym problem?!
Obserwuj wątek
    • off-sik Re: lekarze 08.10.10, 20:10
      loraphenus napisał:

      > wydrą miliardy z kieszeni!
      >
      > tytuł artykułu.
      >
      > cholera, zawsze mi się zdawało że do lekarzy nie trzeba chiodzić prywatnie. Kto
      > nie chce - czeka w kolejce a kto chce - to przy cenach obecnych wizyt znajdzie
      > pieniądze, by nie czekac.
      >
      > tak jak trzeba obecnie czekać u dealera samochodów na odbiór samochodu - mimo i
      > ż się ma pieniądze i płaci gotówką - to nie jest samochód dostepny od razu, tak
      > też - na wizyty się czeka, nawet te opłacone z własnych środków.
      >
      lekarz vel konowal ma byc powszechnie natychmiastowo dostepnym, darmowym dobrem

      > zastanawiam sie w czym miał problem dzioennikarz?
      >
      problemem pismaka jest zawsze za niski naklad/ogladalnosc
      budzenie strachu przeciwdziala bezrobociu tzw. dziennikarza

      > równie dobrz emożna napisac - sprzedawcy agd wyrwą ileś miliardów z naszych kie
      > szeni. W czym problem?!

      godna uwagi mysl!
      samochod np. Maybach, powinien byc tak samo jak konowal powszechnie dostepnym,
      i to na juz! darmowym dobrem
      Hugo Chavez sie klania
    • pct3 Re: lekarze 08.10.10, 21:47
      Od dawna postuluję - dla jasności zupełnie serio - pewne rozwiązanie.
      Ponieważ stopień nienawiści do zawodu lekarza i ogrom oskarżeń do nas o plamy na słońcu przybrał już rozmiary nie pozwalające normalnie funkcjonować (w nowym towarzystwie nie daj Boże przyznać się do profesji, we wzroku innych widać że plunięcie w twarz nowo poznanemu lekarzowi jest wstrzymywane tylko przez mechanizm "nie splunę temu konowałowi w twarz tylko dlatego że inni mogliby sobie coś pomyśleć"), i tak lekarz w życiu szczęścia nie zazna.
      Wobec tego: lekarzy należy skoszarować i wprowadzić przymus pracy. Należy karmić (w końcu lekarze mają mieć siłę leczyć), i na początku traktować w miarę łagodnie - to znaczy nie bić bez powodu. Przynajmniej na razie. Oczywiście za udowodniony błąd w sztuce skutkujący śmiercią pacjenta- kara śmierci dla lekarza, raczej - na razie- wykonana w humanitarny sposób (standard, pluton egzekucyjny, papieros przed egzekucją itp.). Za błędy mniejszych rozmiarów - tydzień lub miesiąc karceru, lub karna kompania (rano leczy, po południu kopie doły, śpi na gołej posadzce, czasami "sport" - np. 1000 przysiadów lub 100 pompek, osadzenie w celi razem z ostrą grypserką). Apele poranne - owszem, ale na razie bez bicia i nie za długie - chorzy czekają. Wyposażenie obozów pracy lekarskiej - baraki, prycze, no - koce powiedzmy. Pasiaki? Może niekoniecznie, dla sampoczucia chorych nie będzie korzystny wizerunek upodlonego lekarza-więźnia, choć to wymaga dalszych badań. W razie oporu lekarzy już skoszarowanych oczywiście dalsza eskalacja w wiadomym kierunku. Psy, pejczyk, redukcja racji żywnościowych, rozstrzelanie co trzydziestego, co dwudziestego, aż do skutku.
      Oczywiście co do merytoryki: zapewnienie sprzętu, szkoleń - wszystko dla dobra pacjenta.
      Obozy pracy lekarskiej muszą być zdecentralizowane, to trochę kosztów, ale na początek.
      Potem będzie to procentować. Strażników zrobi się z zaufanych więźniów - to optymalny, sprawdzony wielokrotnie, tani model. Baraki lekarze wybudują sami. To zresztą będzie pierwsza selekcja. Ktoś kto nie wytrzyma pracy fizycznej w listopadowej słocie nie powinien leczyć, to przecież jasne.
      Poziom życia lekarzy obniży się (co prawda, wbrew opinii ogółu, nieznacznie, zwłaszcza w sferze komfortu psychicznego dnia codziennego), ale zmniejszą się opinie o lekarskim dobrobycie i lekarskiej bucie. Nie będzie już "co masz w garażu" - nie będzie lekarskich garaży. Nie będzie willi, nie będzie wyjazdów na Ibizę w zamian za wypisanie dwóch tabletek paracetamolu o właściwej nazwie.

      Naprawdę, czasami tak byłoby łatwiej - dla wszystkich. I społeczeństwo szczęśliwe (seanse nienawiści z kamienowaniem konowałów - wchodzą w grę).

      Do przemyślenia dla władz.
    • aelithe Re: lekarze 08.10.10, 22:41
      moja koleżanka z pracy zaledwie SHO kupiła sobie nowego sportowego merca po 3 latach pracy - sprawdzała go na autostradzie 180 km w 7 sekund
      • claratrueba Re: lekarze 09.10.10, 07:09
        w nowym towarzystwie nie daj Boże przyznać się do profesji, we wzroku innych widać że plunięcie w twarz nowo poznanemu lekarzowi jest wstrzymywane tylko przez mechanizm "nie splunę temu konowałowi w twarz tylko dlatego że inni mogliby sobie coś pomyśleć"

        Jezu, pecet, z kim Ty się zadajesz? Albo może trochę koloryzujesz, bo bardziej boli jedna czy dwie nieprzyjemne uwagi pod adresem własnego środowiska niż kilkadziesiąt pod adresem innego. Nie przeczę, że środowisko lekarskie jest od pewnego czasu dyżurnym tematem sensacyjno-aferalnym ale nawet wśród prostych ludzi budzi to niechęć "ciągle tylko walą w lekarz, daliby spokój". A moi znajomi lekarze, niektórzy bardzo zamożni, nadal spotykają się z wyrazami dużego szacunku, czasem nawet pewnej służalczości. Lekarzy się nie lubi, fakt, ja ŧeż nie przepadam. Na tej samej zasadzie jak za księżmi- jak coś jest przyjemne to zaraz lekarz powie, że niezdrowe a ksiądz, że grzech.
        Oderint dum probent.
        "Moje środowisko" też często musi to sobie powtarzać (nie tylko by przypominać sobie dawno uczoną łacinę).
        • pct3 Re: lekarze 09.10.10, 08:26
          Lekarzy się nie lubi, fakt, ja ŧeż nie przepadam. Na tej samej zasadzie jak za księżmi- jak coś jest przyjemne to zaraz lekarz powie, że niezdrowe a ksiądz, że grzech.

          Nie za to nie lubi się lekarzy.
          Nie lubi się ich za wiele rzeczy, ale ja Ci powiem za co się ich nie lubi - wg mojej opinii- zwłaszcza.

          Żaden tam ze mnie psycholog, ale te parę lat życia i pracy i próby (jedynie próby) rozmyślań nad światem, poparte lekturą mądrzejszych ode mnie (to akurat nietrudne, znaleźć mądrzejszego ode mnie), pozwalają mi stworzyć taką koncepcję. Ogólnie, większość zachowań człowieka ma cel, intencję inną niż się oficjalnie (czy też świadomie) głosi. Nie chodzi mi tu o ortodoksyjny freudyzm, ale istota jest podobna. Tyle że nie chodzi zawsze o sprawy popędowe itp. W każdym razie- zachowania ludzkie "co innego znaczą" niż sami ludzie mówią (a także, niż sami to odczuwają).
          Po tej uwadze ogólnej przejdę do wyjaśnienia. I teraz, ludzie tak naprawdę uważają (w sensie podświadomym, intuicyjnym, pierwotnym) że praca lekarza jest ciężka i że powinna być godnie wynagradzana. Widać to w powszechnym przekonaniu że lekarze biorą łapówki. Skoro powszechnie biorą, to znaczy że inni - powszechnie dają (ani jedno, ani drugie nie jest prawdą ale chodzi tu o ludzkie odczucia i reakcje, czyli coś z definicji subiektywnie nieprawdziwego). Ponieważ ludzie widzą niską kondycję finansową lekarzy (przeciętną, wyjątki są, ale na poziomie średniej trudno o większą prawdę niż ta że lekarze nie zarabiają zbyt wiele) odczuwają podświadomie konflikt pomiędzy naturalnym odruchem wynagrodzenia kogoś kogo praca jest ciężka, odpowiedzialna i potrzebna, z istniejącym stanem rzeczy, z widokiem rzeszy lekarzy którzy za poradę dla jednego pacjenta dostają 3 czy 5 złotych (bo właśnie tak jest). Ta podświadoma niezgoda powoduje na poziomie świadomości to, że "to co być powinno" jest wyprojektowane (zdaje się że poprawniej byłoby napisać, że jest wyrzutowane, zdaje się że w psychopatologii "projektować" nie równa się "rzutować") na "tak jest, przecież widać". Czyli na poziomie popularnego przykładu:
          - mieszkania w bloku w których realnie mieszkają lekarze stają się nieistniejącymi, ale psychologicznie zupełnie zrozumiałymi "willami",
          - Fiaty Panda i 10 letnie Ople którymi realnie jeżdża lekarze stają się nieistniejącymi, ale psychologicznie zupełnie zrozumiałymi "luksusowymi samochodami",
          - realny widok lekarza który wybiera pomiędzy zakupem książki medycznej a drugiego dania na obiad na kolejny tydzień (powszechne u młodych lekarzy) staje się psychologicznie zrozumiałym odczuciem typu "widział kto biednego lekarza".

          Proust napisał: KAŻDE "MIMO" JEST ZAPOZNANYM "PONIEWAŻ".
          I dokładnie tak jest.
          • claratrueba Re: lekarze 09.10.10, 09:19
            (to akurat nietrudne, znaleźć mądrzejszego ode mnie)

            Jakoś szczególnie łatwe też nie :)
            Twoje dywagacje oceniam jako celne- tu dysonans poznaczy działa klasycznie. Ale nie tylko. Działa również zjawisko polaryzacji, bardzo w Polsce jaskrawe- pod względem przepaści między niskim, przeciętnym a wysokim wynagrodzeniem wyprzedza nas tylko jeden kraj Ameryki Łacińskiej (nie pamietam który). To rodzi zawsze złe czasem rewolucjyjne nastroje, zawsze zawiść i poczucie krzywdy. Bo biedny czuje sie wyzyskiwany, wiec wyzyskiwacz musi być. Jak nie ma kapitalisty, będzie to ten, którego stać (często teoretycznie- z przynalezności do jakiejś grupy jedynie) na trochę więcej. To poczucie krzywdy jest podchwytywane przez media jako "chodliwy temat" i tak podsycane. Jednoczesnie członka jakiejś grupy, który nie pasuje do stereotypu bogacza kwalifikuje sie jako nieudacznika, a tego, który pasuje- złodzieja i łapownika. Bo "bogaty nie może byc dobry" szczególnie tam, gdzie "błogosławieni ubodzy i cisi bo oni Pana oglądać będą". Szczególnie tam, gdzie wiedza jest wartością pogardzaną i kiepsko opłacaną.
            • pct3 Re: lekarze 09.10.10, 09:35
              bardzo miły post. Uzupełnia moje psychologiczne spostrzeżenia o ich przełożenie na mechanizmy socjologiczne. Tak naprawdę chodzi o to samo. Lekarze - z istotnym własnym udziałem, czego nigdy nie negowałem - stali się dyżurną grupą do seansów nienawiści. Pomieszanie prawdy i absurdów w oskarżeniach pod naszym adresem osiągnęło rozmiary apokaliptyczne i oddzielić prawdę od kłamstw będzie rzeczą niemożliwą przez kolejne 3 pokolenia - ja tego nie doczekam, stąd znaczna część moich narzekań (na zasadzie- co mi pozostało?).
              • claratrueba Re: lekarze 10.10.10, 19:47
                pececie, na problem plucia na jakieś własne środowisko jest tylko jeden lek, wypraktykowany przez mnie lat z 15. Olewanie- własnie to "oderint...". Czasem nie działa w przypadku ludzi bardzo żle wychowanych, którzy drążą temat nie bacząc, że jest to przykre lub popisuja sie jacy to oni odważni cisnąc obelgi dotykające reszte towarzystwa. Wtedy pytam grzecznie "o mnie mówisz?" zawsze taki osobnik albo milknie, albo zaprzecza jeśli zaprzecza "to po co gadasz, brak tematów?". Jesli nadal gada bzdury, wychodzę. Nie musze zadać się z byle kim. Natomiast najgorsze co można zrobic to próbować usprawiedliwiać, wyjasniać - niewinny sie nie tłumaczy, a to jest woda na młyn dyskutanta, nareszcie ktos mu odpowiada.
                Nie mam złudzeń, że za plecami nie gadają. Niech se gadają. Bo cos tak czuję, że niejeden z nich duzo by dał by samemu być jednym z tego "parszywego środowiska". A jak się nie może, pozostaje jad.
                • oby.watel Re: lekarze 10.10.10, 20:46
                  claratrueba napisała:

                  > Wtedy pytam grzecznie "o mnie mówisz?" zawsze taki osobnik albo milknie, albo zaprzecza
                  > jeśli zaprzecza "to po co gadasz, brak tematów ?". Jesli nadal gada bzdury, wychodzę.

                  "Zawsze milknie, ale gada bzdury, więc wychodzę". Tak. To jest ten wyższy poziom kultury. Tak zwana kultura żoliborska. Charakteryzuje się krótką listą, na którą wciąga się myślących inaczej i osobników, którym nie podaje się ręki. Wyjście, czyli zapodanie tyłów, zwane także rejteradą, to najlepsze wyjście w sytuacji, gdy rozmówca nie ma racji, bo racja jest po naszej stronie i my to wiemy, czujemy, ale nie potrafimy udowodnić. W szkole działało - wagary i po kłopocie, to i w dorosłym życiu zadziała.
                  • slav_ Re: lekarze 10.10.10, 23:04
                    > ie, czyli zapodanie tyłów, zwane także rejteradą, to najlepsze wyjście w sytuac
                    > ji, gdy rozmówca nie ma racji, bo racja jest po naszej stronie i my to wiemy, c
                    > zujemy, ale nie potrafimy udowodnić. W szkole działało - wagary i po kłopocie,
                    > to i w dorosłym życiu zadziała.

                    Żeby warto było komuś coś udowadniać ten "ktoś" musi coś sobą reprezentować.
                    Coś więcej niż opór tępego buca. Rzadkość w naszych czasach.

                    (...)Należy wreszcie dyskutować z ludźmi, którzy cenią prawdę, lubią słyszeć słuszne argumenty także z ust przeciwnika i są dość sprawiedliwi, aby móc znieść świadomość, że nie mają racji, jeżeli prawda jest po drugiej stronie. Wynika stąd, że wśród setki ludzi znajdzie się może jeden, z którym warto dyskutować. Reszta niech mówi co chce, bowiem desipere est iuris gentium (ludzie mają prawo być głupimi). (...) Artur Schopenhauer
                    • abush Re: lekarze 12.10.10, 17:04
                      znakomita retoryka - Schopenhauer miał głowę na karku - warto, aby i pacjenci zaczęli używać takiej retoryki w przypadku, gdy lekarz popełni błąd, ale za żadne skarby się do tego nie przyzna, tylko będzie kłamał i manipulował faktami.
                  • claratrueba Re: lekarze 11.10.10, 07:27
                    Bawisz mnie obywatelu, nie pierwszy raz zresztą. Otóż tak jak "wagaruję" od beztalencia wyjącego "jest juz ciemno, wszystko jedno" przez wcisnięcie odp. guzika czy omijanie niezbyt ładnie pachnącego menela, dokładnie tak samo rejteruje przed agresywnym słownie prostakiem, za którego światłymi uwagami pod adresem wykształciuchów nie kryje się nic poza chęcia dokopania tym, których pozycja społ. jest nieco wyższa. Tu nie chodzi o "inne myślenie" a o intencje. "Inne myslenie" to mozna mieć jesli cokolwiek sie w temacie wie- chociazby ma minimum pojęcia o skali zajwisk, o których sie mówi, skoro istota nie jest do pojęcia.
                    A dyskusja z osobą agresywną, a pozbawioną argumentów to faktycznie nie jest Żoliborz(szczególnie przedwojenny) a Praga Południe. Nie moje rewiry.
                    • oby.watel Re: lekarze 11.10.10, 10:40
                      slav_ napisał:

                      > Coś więcej niż opór tępego buca. Rzadkość w naszych czasach.

                      claratrueba napisała:

                      > dokładnie tak samo rejteruje przed agresywnym słownie prostakiem,
                      > za którego światłymi uwagami pod adresem wykształciuchów nie kryje
                      > się nic poza chęciadokopania tym, których pozycja społ
                      > . jest nieco wyższa. Tu nie chodzi o "inne myślenie" a o intencje.

                      Och wybaczcie. Przyłożyłem do Was swoją miarę. Ponieważ sam dobieram sobie przyjaciół nie ma wśród nich ani buców, ani meneli. Może dlatego nikt nigdy nie wychodzi obrażony podczas rozmowy, ani nie obraża rozmówcy.
                      • claratrueba Re: lekarze 11.10.10, 11:09
                        Przyłożyłem do Was swoją miarę. Ponieważ sam dobieram sobie przy
                        > jaciół nie ma wśród nich ani buców, ani meneli. Może dlatego nikt nigdy nie wyc
                        > hodzi obrażony podczas rozmowy, ani nie obraża rozmówcy.

                        I zapewne dlatego nie rozumiesz problemu, który powstaje nie w relacji z przyjaciółmi, których sie wybiera, a w relacjach z obcymi (ew. dalszą rodziną) z którymi spotykac się musimy. Luksus spotykania sie tylko z tym, z kim sie chce nie zawsze jest możliwy.
                        • oby.watel Re: lekarze 11.10.10, 11:38
                          Jasne, ze nie rozumiem problemu, bo nie ma takiej możliwości, żeby mi pościły nerwy, a jak puszczą nawet komuś z towarzystwa, to potrafię uspokoić sytuację. Nie uważam, że opuszczanie towarzystwa to coś nagannego. Może nawet w określonych sytuacjach nie ma innego wyjścia. Ale dowodzi bezradności i braku odwagi zmierzenia się z przeciwnikiem.

                          Z kolei bardzo łatwo uznać rozmówcę za buca czy menela i wyjść trzaskając drzwiami. Tyle, że na placu boju pozostaje zwycięski buc czy menel, a człowiek wychodzi na...
        • oby.watel Re: lekarze 09.10.10, 11:00
          claratrueba napisała:

          > Lekarzy się nie lubi, fakt, ja też nie przepadam.

          I kto to mówi? To są właśnie te plamy na słońcu, pct3. Najpierw trzeba wmówić - w pierwszym rzędzie sobie - że "lekarzy się nie lubi". Potem jest już z górki. Fascynowało mnie, że stawałem w obronie lekarzy, a mimo to zbierałem na garba. Teraz wszystko jasne. Ponieważ nie jestem lekarzem, więc to oczywiste, że lekarzy nienawidzę i jak mówię o nich coś pozytywnego, to - zgodnie z teorią loraphenusa - musowo "pod wpływem".

          To wyjaśnia te przepychanki, przymus tłumaczenia się praktycznie z każdej wypowiedzi. Nie pozostaje nic innego, jak tylko delikatnie zasugerować - leczcie się, póki nie jest za późno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka