mala242
19.08.11, 15:17
opowiem króciutko co mnie dziś spotkało.jestem lekarzem w małym szpitalu powiatowym.
na dzsiaj był zaplanowany wypis pacjenta,schorowany dziadziuś po udarach,leżący.Rodzina 2 dni wcześniej powiadomiona osobiście przeze mnie o wypisie. Dziadziuś karetka zawieziony do domu na podany w historii adres zamieszkania w godzinach dopołudniowych (wiemy ,że w domu jest żona pacjenta).a o 14 nastej wpada do szpitala córunia z zięciem i wrzeszczy gdzie jest tatuś,co z nim zrobiliście???my tego tak nie zostawimy,zgłosimy k....... do NFZ tam mamy rodzinę.Wszystko podniesionym głosem,wrzask nie do opisania.Zarzuty o wszystko,łącznie z tym ,że pacjent jest chory,że nie ma się nim kto zająć ,bo córunia nie ma rodzeństwa.
Cudnie i niech mi któś odpowie jak po czymą takim być miłym ,uśmiechniętym dla innych pacjentów i ich rodzin???
jak poczymś takim ja teraz mam spokojnie zajmowac sie aż do rana pacjentami.
chyba czas najwyższy zrozumieć,że zło całego świata to nie służba zdrowia.
niestety pacjenci są sami sobie winni ,że doktor bywa opryskliwy,bo sami swoem zachowaniem uczą tego,może nie tyle pacjenci a ich rodziny