epikryza
02.06.09, 15:22
pozwolilam sobie nazwac paradoksem sytuacja, z ktora az nazbyt
czesto jestem zmuszona sie borykac.
Stale ktos lezy niedaleko od drzwi naszego (ja jestem stomatologiem,
maz ginekologiem) gabinetu;
najczesciej czyli prawie w 100% jest to pijak
niestety nic to dla nas nie zmienia, zwykle ktos zawiadamia nas
jakbysmy to byli pogotowiem ratunkowym
nie wiem juz naprawde co robic, maz z reguly dokonuje obdukcji
pijaczka swoja noga i wzywa pogotowie albo policje; gabinet jest
wlasciwie dobrze zlokalizowany, ale odkad powstala w odleglosci
okolo 100 metrow knajpka, nie mamy spokoju
czy nie mozna po prostu wreszcie nie interweniowac? jak to wyglada
prawnie? czy mamy prawo do leczenia kogo chcemy i nieleczenia kogo
nie chcemy? prosze o jakies rady i pomoc