barbara109
07.01.17, 12:45
Od razu napiszę, że chcę skończyć tę relację, ale może jak popatrzycie na to z boku, chłodnym okiem i napiszecie komentarze, to mnie to umocni w decyzji.
Spotykam się z kimś od dłużeszego czasu. Osoba jest w nieformalnej separacji. Ma swoje mieszkanie. Ogólnie żyjemy jak para, przedstawiłam go znajomym, byliśmy u moich rodziców, poznał moje dzieci. Niestety w drugą stronę nie da się poznać nikogo z jego otoczenia. Zawsze twierdzi, że wyprowadził się, żona, dzieci wiedzą, że ma swoje życie, ale nie pytają, do dzieci jeździ, odwiedza, wraca do siebie, a czasami u nich zostaje. Wtedy dzwoni do mnie wieczorem. Nigdy nie ukrywaliśmy się. Wszędzie wychodzimy razem, na wszelkie imprezy również razem, robimy wspólne zdjęcia, ma u nas w mieszkaniu swoje rzeczy, pomaga nam w obowiązkach domowych, dzieci go bardzo polubiły, w sumie to taka magia trochę, bo gdzie idziemy, to zjednuje sobie sympatię innych. Na dzień dzisiejszy nie zamierza nic robić w sensie rozwodu, ja jestem rozwiedziona, ale to nie on był powodem rozpadu małżeństwa. Po prostu nie wyszło. Chcę z tym skończyć, bo na dzień dzisiejszy, brakuje mi takiej normalności w tym sama nie wiem czym. Obecnie zmieniam lokum i potencjalnie nowe mieszkanie oglądamy razem. Finansowo nie mam problemów. Mężczyzna też jest osobą zamożną, ale zaproponował, że mieszkanie kupię ja, będzie moje z tendencją, że się do nas wprowadzi.
Bycie kochanką zawsze kojarzyło mi się z ukrywaniem po hotelach, wyłączonym telefonem po 20.00 i kombinowaniem jak wygospodarować kilka minut razem. Czegoś takiego nie doświadczam, natomiast czuję, że ktoś żyje na dwa domy. Może ktoś był w podobnej sytuacji?