Dodaj do ulubionych

Pięć nowych światów

24.07.06, 11:55
Czyżby stało się to już tak częste, że nawet na osobny artykuł nie zasługuje
(nie mówiąc o pięciu)?

planetquest.jpl.nasa.gov/index.cfm
4 typowe gazowe olbrzymy (tyle że bliżej swych słońc, niż nasz wzorcowy
egzemplarz) oraz jeden gorący jowisz. Aktualny licznik planet wokół normalnych
słońc poza naszym układem - 183.

A tak przy okazji - jakie są wasze typy, tak pi razy drzwi, na ilość planet
ziemiopodobnych w promieniu 500 lat świetlnych (w skali kosmicznej praktycznie
przydomowy ogródek - w tym promieniu znajduje się ok. 3700 gwiazd)? Jako
ziemiopodobne definiuję te o masie od 0,5 do 2 mas Ziemi oraz w strefie
życionośnej (ktoś zna lepsze tłumaczenie "habitable zone"?) danej gwiazdy.
Strefa życionośna oczywiście oparta o życie z nieświętej trójcy
"węgiel-woda-tlen atmosferyczny".

Mój typ? Kilaset (trzy rzędy wielkości).
Obserwuj wątek
    • dawwwkins Re: Pięć nowych światów 24.07.06, 12:07
      madcio napisał:

      > Czyżby stało się to już tak częste, że nawet na osobny artykuł nie zasługuje
      > (nie mówiąc o pięciu)?

      Chyba tak, ja przynajmniej mam takie odczucie. Zresztą, cieszę się z tego, bo
      właśnie powinno to być rutyną - w końcu któraś z odnalezionych planet, powiedzmy
      1012, okaże się tą, której szukamy, czyli życiodajną :)

      > A tak przy okazji - jakie są wasze typy, tak pi razy drzwi, na ilość planet
      > ziemiopodobnych w promieniu 500 lat świetlnych

      Myślę, że mniej niż sto, ale w pobliżu, czyli np. 90?

      > ktoś zna lepsze tłumaczenie "habitable zone"?)

      A dlaczego nie używasz określenia ekosfera? Przynajmniej kiedyś tego pojęcia
      używano, i w zasadzie pomimo pewnej nieprecyzyjności j.pol. nadal chyba to
      określenie najlepiej oddaje sens habitable zone.
      Ale sie nie upieram :-)
    • pomruk Re: Pięć nowych światów 25.07.06, 00:38
      madcio napisał:


      > A tak przy okazji - jakie są wasze typy, tak pi razy drzwi, na ilość planet
      > ziemiopodobnych w promieniu 500 lat świetlnych (w skali kosmicznej praktycznie
      > przydomowy ogródek - w tym promieniu znajduje się ok. 3700 gwiazd)? Jako
      > ziemiopodobne definiuję te o masie od 0,5 do 2 mas Ziemi oraz w strefie
      > życionośnej (ktoś zna lepsze tłumaczenie "habitable zone"?) danej gwiazdy.
      > Strefa życionośna oczywiście oparta o życie z nieświętej trójcy
      > "węgiel-woda-tlen atmosferyczny".
      >
      > Mój typ? Kilaset (trzy rzędy wielkości).

      Mój - niestety - rzędu 10. Uważam, że ogromna większość układów będzie " dziwna"
      z naszego punktu widzenia. Miło by było, gdybym niedoszacował.
      • madcio Re: Pięć nowych światów 25.07.06, 00:56
        > Mój - niestety - rzędu 10. Uważam, że ogromna większość układów będzie " dziwna
        > " z naszego punktu widzenia. Miło by było, gdybym niedoszacował.
        A przyczyną jest...? Tylko nie mów, że dotychczasowe odkrycia. :)))))
        • pomruk Re: Pięć nowych światów 25.07.06, 19:05
          Postaram się ominąć problem selekcji obserwacyjnej w dotychczasowych odkryciach
          :) W tych 3700 gwiazadach będzie pewnie z 1500 układów planetarnych. Ogromna
          większość z nich bedzie - mym skromnym zdaniem - taka "że nam sie nie śniło". Na
          przykład : ogromna planeta, masa 10 jowiszów krąży tam, gdzie Mars u nas, ale
          wymiata wszystko dookoła. Podobna, prawie brązowy karzeł krąży po orbiciw
          eliptycznej. Planety o masie Ziemi posiadać będzie np. 1/3 układów, tzn. ok.
          500. W reszcie układów albo nie powstały nigdy, albo "wymiotło". W tych 500 ze
          smutkiem stwierdzimy, że planety krążą poza ekosferą (ja też pamiętam to
          określenie!). Albo wypalone, albo wymrożone - taki je czeka los. J. Może w 2%,
          max. 5% przypadków z tych 500 znajdziemy coś podobnego do Ziemi:
          - planeta alpha: masa 0,6 Ziemi, podobna do Marsa i nieco cieplejsza, atmosfera
          CO2 z domieszką azotu
          -planeta beta: 1,7 masy Ziemi, krąży bliżej gwiazdy, sporo CO2 i H2O,
          temperatura średnia + 85 st. C., oceany.
          - planeta gamma: 1,0 masy Ziemi, ciepła , dziwna atmosfera z CO2, SO2, domieszka
          azotu z argonem
          Tak sobie pofantazjowałem. Główna przyczyną mego sceptycyzmu jest chyba to, że
          zawsze okazywało się, że TAM jest inaczej niż sądziliśmy. W latach 50-tych
          myślano, że Mars to druga Ziemia, Wenus trzecia i danoby sobie zęby wybić za to,
          że chury na Wenus są z wody. I nikomu by nie przyszło do głowy, że Io pluje
          siarką i nie ma na nim kraterów. Teraz też okaże się, że jest _całkiem_inaczej_.
          • madcio Re: Pięć nowych światów 25.07.06, 22:59
            > W tych 3700 gwiazadach będzie pewnie z 1500 układów planetarnych.
            Podważam. Proces formowania się planet wydaje się być uniwersalny i zachodzić
            wszędzie, gdzie jest dostatecznie masywny dysk protoplanetarny.

            Formowanie się obserwujemy u gwiezdnych olbrzymów, mających przed sobą zaledwie
            miliony lat życia:
            www.space.com/scienceastronomy/060208_hypergiant_stars.html
            Na przeciwnym końcu są miniukłady planetarne brązowych karłów:
            www.space.com/scienceastronomy/051021_brown_dwarfs.html
            www.space.com/scienceastronomy/miniature_solarsys_050207.html
            Nawet gwiezdne trupy mają układy słoneczne, być może wręcz drugiej generacji:
            www.space.com/scienceastronomy/aas_earthsize_020329.html
            www.space.com/scienceastronomy/060405_supernova_disk.html
            Tego typu układ został odkryty jako pierwszy - przez polaka.

            "This discovery demonstrates that the planet-creation process is a very robust
            and a very universal one," said Aleksander Wolszczan, an astrophysicist from
            Penn State University who was not involved in the finding.

            Możliwe są nawet już zupełne dziwactwa, których efektem będzie połowa planet
            obracjących się wokół słońca w jedna stronę, a druga połowa w przeciwną:
            www.space.com/scienceastronomy/060213_backards.html
            Światy, które maja na niebe dwa albo trzy słońca mogą być częstsze, niż kiedyś
            przypuszczano - nawet częstsze, niż z jednym:
            www.space.com/scienceastronomy/astronomy/planet_binary_991104.html
            www.space.com/scienceastronomy/binary_planet_021009.html
            www.space.com/scienceastronomy/050517_binary_stars.html
            www.space.com/scienceastronomy/050713_triple_sun.html
            W ten sam sposób, co planety wokół słońc, tworzą się też księżyce największych
            planet, mających w trakcie własnego formowania własne dyski protoksiężycowe.

            No i parę przykładów słońc, które tu, teraz i w tej chwili formują swoje układy
            słoneczne:
            www.space.com/scienceastronomy/050624_planet_construction.html
            www.space.com/scienceastronomy/ap_051215_spitzer_extrasolar.html
            www.space.com/scienceastronomy/051220_building_blocks.html
            Gwiazda bez układu słonecznego to wyjątek. I to WIEMY na 100%. To jest WIEDZA,
            którą JUŻ posiadamy. To nie spekulacja, to FAKT.

            Tak wiec oceniam, że z tych 3700 gwiazd będzie miało układy planetarne z 3600+
            słońc.

            > Teraz też okaże się, że jest _całkiem_inaczej_
            Pożyjemy, zobaczymy. Corot, Kepler powinny nam dać pierwsze większe i
            solidniejsze statystyki na temat częstości występowania planet.
    • enzo0 Re: Pięć nowych światów 25.07.06, 20:15
      W promieniu 20 lat świetlnych jest co najmniej jeszcze jedna gwiazda b.podobna
      do Sol -> Chara (beta Canum Venaticorum) - mniej więcej ten sam wiek, jasność,
      typ spektralny etc. ekstrapolując do 500 lat świetlnych takich gwiazd powinno
      być ~30000 (95% przedział ufności [3784, 112886]), oczywiście zakładając taką
      samą częstośc gwiazd. Na 99.9% nie powinno być mniej niż 500 takich gwiazd.

      Teraz pytanie - > jaka jest częstość planet podobnych do Ziemii wśród innych
      systemów?

      Enzo


      • madcio Re: Pięć nowych światów 25.07.06, 23:27
        > ekstrapolując do 500 lat świetlnych takich gwiazd powinno
        > być ~30000

        W promieniu 500 lat świetlnych znajduje się ok 3700 gwiazd. Jakichkolwiek. Ja
        nie ograniczam się przy tym wyłącznie do gwiazd takich jak nasza - wystarczy
        gwiazda z jakąkolwiek rozsądną ekosferą.
        • jeroh Re: Pięć nowych światów 26.07.06, 00:30
          madcio napisał:

          > > ekstrapolując do 500 lat świetlnych takich gwiazd powinno
          > > być ~30000
          >
          > W promieniu 500 lat świetlnych znajduje się ok 3700 gwiazd. Jakichkolwiek. Ja
          > nie ograniczam się przy tym wyłącznie do gwiazd takich jak nasza - wystarczy
          > gwiazda z jakąkolwiek rozsądną ekosferą.

          Rany, człowieku, co Ty piszesz?! Skąd wziąłeś ten niski szacunek? Na pierwszy
          rzut oka widać, że coś się nie zgadza. Gdyby w promieniu 10 lat świetlnych była
          jedna gwiazda, to ekstrapolując (przy sensownym założeniu ogólnej
          jednorodności) w zasięgu 500 lat świetlnych byłoby 50^3 = 125 tysięcy gwiazd(!)
          A przecież jest dużo więcej. Tu masz świetne zestawienie prowadzone przez
          program RECONS:
          www.chara.gsu.edu/RECONS/TOP100.htm
          Wynika z niego, że w promieniu 10 pc (32.6 lat świetlnych) znaleziono i dobrze
          zmierzono odległości 249 układów gwiazdowych. A w rzeczywistości jest ich bez
          wątpienia sporo więcej (wiele jeszcze czeka na odkrycie). Zauważ, że gwiazdy
          wielokrotne liczę pojedynczo. 500 lat świetlnych to około 15 razy więcej niż 10
          pc. 249*15^3 daje 840 tysięcy gwiazd w promieniu 200 lat świetlnych.

          A teraz stawiam: w tych układach jest 8000 planet przypominających Ziemię
          według Twoich kryteriów. Ale zastrzegam, że jest to zupełny strzał. Natomiast
          jestem przekonany, że wewnątrz tych układów astronomowie znajdą wiele rzeczy
          absolutnie zaskakujących i przewracających ich wiedzę do góry nogami. I nie mam
          w tym momencie na myśli życia.
          • jeroh Re: Pięć nowych światów 26.07.06, 00:36
            jeroh napisał:
            > 500 lat świetlnych to około 15 razy więcej niż 10
            > pc. 249*15^3 daje 840 tysięcy gwiazd w promieniu 200 lat świetlnych.

            Literówka: 840 tysięcy gwiazd w promieniu ->500<- lat świelnych oczywiście.
          • Gość: Enzo Re: Pięć nowych światów IP: 129.85.240.* 26.07.06, 01:16
            Dzięki. Też mi się nie zgadzało. Spróbuje znaleźć dane z Hipparcosa - z tego co
            przeczytałem na googlu zmierzył "setki tysięcy" gwiazd w promieniu 500 lat śwl.

            Enzo
          • madcio Re: Pięć nowych światów 26.07.06, 03:11
            > A w rzeczywistości jest ich bez wątpienia sporo więcej (wiele jeszcze czeka
            > na odkrycie).
            Gdybologię sobie odpuśćmy. Trzymamy się faktów. Poza tym takie nieodkryte
            gwiazdy musiałyby być naprawdę BARDZO ciemne, słabe i praktycznie bez ekosfery.

            > 840 tysięcy gwiazd w promieniu 200 lat świetlnych.
            Chyba 500 lś?

            > A teraz stawiam: w tych układach jest 8000 planet przypominających Ziemię
            > według Twoich kryteriów.
            8k takich planet na 840k gwiazd? Od 0,5 mas Ziemi do 2 mas Ziemi i znajdujących
            się w ekosferze danej gwiazdy? CHOLERNIE mało jest ich według ciebie...! :O
            Można wiedzieć, czemu tak niskie szacunki?

            > wewnątrz tych układów astronomowie znajdą wiele rzeczy
            > absolutnie zaskakujących i przewracających ich wiedzę do góry nogami. I nie
            > mam w tym momencie na myśli życia.
            Już takie rzeczy zaczynamy poznawać - na przykład gorące jowisze mocno zatrzęsły
            teoriami powstawania planet.
            • jeroh Re: Pięć nowych światów 26.07.06, 22:48
              > > A w rzeczywistości jest ich bez wątpienia sporo więcej (wiele jeszcze cze
              > ka
              > > na odkrycie).
              > Gdybologię sobie odpuśćmy. Trzymamy się faktów. Poza tym takie nieodkryte
              > gwiazdy musiałyby być naprawdę BARDZO ciemne, słabe i praktycznie bez
              ekosfery.
              ? Jaką gdybologię? W ciągu ostatniego 1.5 roku odkryto 35 gwiazd w zasięgu 10
              pc. Nie są to żadne brązowe karły, ale prawdziwe gwiazdy. Oczywiście są one
              słabe, inaczej już dawno byśmy je odkryli. Ale czy wprowadzasz jakiś nowy
              warunek, słabe gwiazdy się nie liczą? Każda gwiazda ma ekosferę, a że może być
              bardzo cienka, to już trzeba uwzględnić w rozważaniach: słaba gwiazda będzie
              miała mniejsze prawdopodobieństwo na posiadanie planety w ekosferze, i tyle. Po
              drugie zajrzyj na podaną przeze mnie stronę. Jeśli chcesz, możesz sobie
              policzyć, że czym większy obszar weźmiemy, tym mniejsza średnia gęstość gwiazd.
              Spadek jest mały, ale wyraźny. Znaczy to, że albo inne gwiazdy bardzo lubią
              Słońce i grupują się wokół niego, albo czym dalej, tym mniej odkrytych gwiazd.

              > > A teraz stawiam: w tych układach jest 8000 planet przypominających Ziemię
              > > według Twoich kryteriów.
              > 8k takich planet na 840k gwiazd? Od 0,5 mas Ziemi do 2 mas Ziemi i
              znajdujących
              > się w ekosferze danej gwiazdy? CHOLERNIE mało jest ich według ciebie...! :O
              > Można wiedzieć, czemu tak niskie szacunki?
              Napisałem wyraźnie: to nie jest szacunek tylko strzał. Z mojej wiedzy i
              przemyśleń wynika, że ciągle nie ma podstaw do nawet grubego oszacowania liczby
              takich planet.

              Ok, pierwsza sprawa. Znamy ok. 10-ciu planet o masie Neptuna blisko swoich
              gwiazd. To nie zmienia naszej wiedzy o obcych ziemiach.
              Wszystkie te neptuny odkryte metodą spektroskopową znajdują się bliżej Słońca
              niż Merkury. Z czego według mnie wynika, że jest to odmiana gorących jowiszów,
              tylko bardziej odparowanych. No tak, jeden egzoneptun znajduje się - porównując
              z naszym układem - gdzieś między Merkurym a Wenus. Dalej jest to odparowany
              jowisz, a nie przerośnięta ziemia, więc jego istnienie nie zwiększa pewności
              (ani niepewności), że ziemie powstają blisko słońc z dużą częstością. Choć
              oczywiście, to tylko zgadywanie, zwłaszcza że co do genezy i ewolucji układów
              planetarnych nie ma zgody wśród naukowców. To nie zmienia wniosków. Układy z
              gorącymi jowiszami nie są podobne do naszego. Zatem gorące jowisze i neptuny
              zwiększają prawdopodobieństwo natrafienia na planetę podobną do ziemi w
              ekosferach gwiazdowych tylko dlatego, że zwiększają prawdopodobieństwo
              natrafienia na planetę w ogóle. Zwiększają - ale nie wiadomo z jakiego poziomu
              prawdopodobieństwa. Czyli nadal zupełnie nic dokładnego o liczbie ziem w naszym
              sąsiedztwie powiedzieć nie można. Fakt, że metody spektroskopowa i zaćmieniowa
              szukania planet faworyzują układy z gorącymi jowiszami powoduje zaś, że
              prawdopodobieństwo odkrycia "drugiej ziemi" nie maleje. Jednak to też nie ma
              wpływu na powyższe rozważania.

              Trochę się rozpisałem, co nie było moim zamiarem. Muszę powiedzieć, że
              założyłeś wciągający wątek. Spróbuję się streszczać.

              Teraz bardziej optymistyczny fakt dla zwolenników hipotezy "frequent earth".
              Dwie planety odkryte metodą soczewkowania grawitacyjnego. Jedna kilkanaście,
              druga kilka mas Ziemi. Obie wokół czerwonych karłów i parę razy dalej od swej
              gwiazdy niż nasza. Zatem poza ekosferą, ale dają nadzieję, bo już bardziej
              przypominają ekosferyczne planety o masie 0.5-2 mas Ziemi (będę je nazywał
              tutaj po prostu ziemiami, co już zresztą chyba mi się zdarzyło w tym poście).
              Niestety, choć dają nadzieję, to dalej za mało. Nie wiemy jak powstają układy
              planetarne wokół czerwonych karłów. Robiąc małą dygresję przypomnę, że pewne
              symulacje wskazują, iż w tego typu superziemia może zastępować Jowisza, a
              oprócz niej jest materiał już tylko na ciała o masie księżyca. Może też tak nie
              być albo być różnie. W każdym razie nadal za mało danych.

              No i jest jeszcze ze dwadzieścia jowiszów, które znajdują się kilka AU od swych
              gwiazd. Tych, które znajdują się w odległości Ziemi nie liczę, bo chyba nie
              rozmawiamy o księżycach. Większość z przytoczonych jowiszów ma silnie wydłużone
              orbity, ale mniejsza o to. Według mnie, należy uznać je za najlepszy argument
              dla tezy częstej ziemi. Ale to niestety nadal za mało. Jak mówię, "prawie
              normalne" jowisze są najlepszym argumentem. One plus fakt różnorodności wśród
              dotychczas odkrytych układów. Mamy argumanty za tym, że ziemia ->może być
              częsta<-, ale nie za tym, że jest częsta.

              Strzelałem, że w naszej galaktycznej okolicy planetę o Twoich kryteriach
              posiada jedna gwiazda na sto. Jeśli Cię to uspokoi dodam, że nie zdziwiłbym
              się, gdyby takich "ziem" było 10 razy więcej. Tymczasem, skoro podałeś takie
              oszacowanie, uczciwie by było, gdybyś zechciał wyjaśnić, jak je uzyskałeś.
              Przedstaw swoje rozumowanie.

              > > wewnątrz tych układów astronomowie znajdą wiele rzeczy
              > > absolutnie zaskakujących i przewracających ich wiedzę do góry nogami. I n
              > ie
              > > mam w tym momencie na myśli życia.
              > Już takie rzeczy zaczynamy poznawać - na przykład gorące jowisze mocno
              zatrzęsł
              > y
              > teoriami powstawania planet.
              I będzie więcej zaskoczeń :)
              • madcio Re: Pięć nowych światów 27.07.06, 00:46
                > Tymczasem, skoro podałeś takie oszacowanie, uczciwie by było, gdybyś zechciał
                > wyjaśnić, jak je uzyskałeś.
                Pi razy drzwi. :) No doobra, nie będę taki.

                > Przedstaw swoje rozumowanie.
                Moje założenia są następujące:
                - Mniejszy lub większy układ planetarny formuje się wokół niemal każdej gwiazdy.
                Jest to proces uniwersalny, elastyczny i zachodzący praktycznie wszędzie.
                - Masywność gwiazdy jest proporcjonalna do masywności obłoku protoplanetartnego
                wokół tejże gwiazdy. Wpływa to w najbardziej znaczącym stopniu na obecność
                gazowych olbrzymów. Tak małe planety, jak ziemskiego typu, są w stanie uformować
                się niemal przy każdej gwieździe ciągu głównego. Dopiero układy słoneczne wokół
                brązowych karłów będą z tym miały poważne problemy.
                - Przyzwoitą ekosferę posiada większość gwiazd. Nalezy wziać pod uwagę różne
                szczegóły, np fakt, ze o ile pojedyńczy czerwony karzeł ma małą ekosferę, o tyle
                sumarycznie jest tego tyle, co przy ekosferach żółtych karłów (czyli np. słońca
                takiego jak nasze), z powodu nadmiarowej liczby tych pierwszych.

                Ogółem więc oceniam, że planet spełniających podane warunki jest jedna na 10
                gwiazd. To, oczywiście, szacunek konserwatywny i pesymistyczny. :)

                Na metody inne niż pi razy drzwi musmimy poczekać do chwili, gdy będziemy mieli
                w miarę przyzwoitą próbkę statystyczną. Czyli czekamy na Keplera (pocieszając
                się w międyzczasie Corotem). Modląc się, by znów się nie pośliznął, co jest
                możliwe, bo NASA ma gdzieś obce Ziemie i astrobiologię w ogólności. Zlinczować
                Gryfusia, ot co. :>
        • Gość: Enzo Re: Pięć nowych światów IP: 129.85.240.* 26.07.06, 01:50
          > W promieniu 500 lat świetlnych znajduje się ok 3700 gwiazd.

          Tu się mocno nie zgodzę, ale muszę poszukać danych.

          > Jakichkolwiek. Ja
          > nie ograniczam się przy tym wyłącznie do gwiazd takich jak nasza - wystarczy
          > gwiazda z jakąkolwiek rozsądną ekosferą.

          Zgadzam się. To był tylko przykład. Czerwone karły spokojnie mogą tutaj być
          czarnym koniem (węższa ekosfera, ale długowieczne i liczne). Olbrzymy, lub nawet
          cięższe gwiazdy ciągu głownego żyją za krótko.

          Zobacz sobie przyjemną stronkę: www.solstation.com/
          (jeśli info tam o ok 250 obiektach gwiazdowych w promieniu 27ly jest prawdziwe,
          to w promieniu 500ly powinno być 1.3 - 1.9 miliona)

          Enzo

          P.S. Moje szacunki w poprzednim poście otrzmane były następująco: 95% lub 99.9%
          przedział ufności dla lambda rozkładu Poissona dla dwóch obserwacji pomnożony
          przez skalę
          95.0% : [0.242,7.225] * (500/20)^3 = [3781.25, 112890.63]
          99.9% : [0.032,12.05] * (500/20)^3 = [500.0, 188281.3]
          • pomruk Re: Pięć nowych światów 26.07.06, 02:43
            Gość portalu: Enzo napisał(a):


            > Zobacz sobie przyjemną stronkę: www.solstation.com/
            > (jeśli info tam o ok 250 obiektach gwiazdowych w promieniu 27ly jest prawdziwe,
            > to w promieniu 500ly powinno być 1.3 - 1.9 miliona)

            Po waszych uwagach (sam tego nie zauważyłem) oszacowałem ilość gwiazd w
            promieniu 500 lat świetlnych, wychodząc z danych podręcznika akademickiego M.
            Jaroszyński "Galaktyki i budowa Wszechświata". Wg nich w okolicach Słońca na 10
            parseków sześciennych przypada 1 gwiazda. 1 parsek =3,26 roku św. Daje to ok.
            1,5 mln gwiazd - wynik zaskakująco zgodny z podanym wyżej oszacowaniem 1,3 - 1,9
            mln.
          • madcio Re: Pięć nowych światów 26.07.06, 02:45
            > > W promieniu 500 lat świetlnych znajduje się ok 3700 gwiazd.
            > Tu się mocno nie zgodzę, ale muszę poszukać danych.
            Zaraz się ustosunkuję w osobnym poście niżej na drzewie wątku.

            > Olbrzymy, lub nawet cięższe gwiazdy ciągu głownego żyją za krótko.
            Bzzt. Źle. W kryteriach nic o długowieczności gwiazdy nie było. Zakłada się
            jedynie "w domyśle", że gwiazda musi żyć na tyle długo, by owe planety
            ziemiopodobne zdążyły się uformować.
            • Gość: Enzo Re: Pięć nowych światów IP: 129.85.240.* 27.07.06, 00:01
              > > Olbrzymy, lub nawet cięższe gwiazdy ciągu głownego żyją za krótko.
              > Bzzt. Źle. W kryteriach nic o długowieczności gwiazdy nie było. Zakłada się
              > jedynie "w domyśle", że gwiazda musi żyć na tyle długo, by owe planety
              > ziemiopodobne zdążyły się uformować.

              Tu masz rację - myślałem o ewolucji życia

              Enzo
        • madcio Skąd 3700 gwiazd? 26.07.06, 03:23
          Uh, wyglada na to, że natrafiłem na dość wredny faktoid, nawet nigdzie teraz nie
          potrafię znaleźć, skąd wziąłem wartość 3700 gwiazd. Brzmiała wiarygodnie, ble.
          Jeszcze poszukam dla sprecyzowania, gdyż mam wrażenie, że zarówno ja, jak i wy
          przesadziliście. Ja dałem za mało, wy stanowczo za dużo.

          Czy ktoś wie, ile *tak naprawdę* może być gwiazd w promieniu 500 lś od Słońca?
          Interesują mnie gwiazdy ciągu głównego, żadne tam śmieci, brązowe karły czy
          dopiero co rodzące się gwiazdy.
          • enzo0 Re: Skąd 3700 gwiazd? 26.07.06, 06:51
            > Czy ktoś wie, ile *tak naprawdę* może być gwiazd w promieniu 500 lś od Słońca?
            > Interesują mnie gwiazdy ciągu głównego, żadne tam śmieci, brązowe karły czy
            > dopiero co rodzące się gwiazdy.

            Tak na prawdę to nie wiadomo.
            Hipparcos podaje ~41000 gwiazd z paralaksą większą niż 6.52mas (<500ly)
            Ale: 1. nie wiem czy wszystkie gwiazdy są policzone. 2. Wykrywalność spada w
            miarę odległości - minimum detekcji dla Hipparcosa było chyba mag=13, co oznacza
            gwiazdy o abs.mag. ~6.55 w odległości 500 ly (np. gwiazda Barnarda ma wielkość
            absolutną 13.24, Sol - 4.8)

            Enzo

            Liczby które podawaliśmy są ekstrapolacją z najbliższego sąsiedztwa, możliwe, że
            sąsiedztwo jest gęstsze niż cały obszar 500ly.
            • Gość: Enzo więcej na temat ilości gwiazd IP: 129.85.240.* 26.07.06, 23:56
              Wydaje mi się, że moje poprzednie oszacowania ilości gwiazd w promieniu 500ly są
              w miarę poprawne. Jak już pisałem Hipparcos podaje ~41000 gwiazd z paralaksą
              większą niż 6.52mas. Większość mierzonych gwiazd miała wielkość większą od 9 za
              wyjatkiem nieiwelkiej ilości "ciekawych" obiektów które były nawet do 13 mag.

              po ekstrapolacji z rozkładu wielkości absolutnych w naszym obszarze (20-30ly), i
              przeliczeniu na obserwowana wielkość w zalezności od odleglości otrzymujemy
              teoretycznie ~38000 obiektów gwiazdowych o wielkości nie mniejszej niż 9. W
              miarę się zgadza z ~41000. Czyli szacunek ~1.5mln obiektów gwiazdowych i ~30000
              gwiazd słońcopodobnych nie jest chyba aż tak od czapy. Mmmm... chyba się na
              astrobiologie przerzucę :)

              Enzo

              P.S. Zapytam się jak Fermi: gdzie ONI są?
              • madcio Stary, dobry Fermi 27.07.06, 01:12
                > P.S. Zapytam się jak Fermi: gdzie ONI są?
                Dobre pytanie.

                Ja mam swoją własną, jak na razie naukowo nieobalalną odpowiedź, teoryjkę,
                spekulację. I będę się jej trzymał, póki nauka jej nie zaprzeczy. Jeśli tak się
                stanie, to najprawdopodobniej będę od dłuższego czasu już bezpiecznie martwy,
                chłe, chłe, chłe. :D

                Moja opinia jest taka: czas istnienia cywlizacji w takiej postaci, w jakiej my
                znajdujemy się, to migienie oka w kosmicznej skali. Ewolucja przodków homo
                sapiens trwała miliony lat, ale cywilizacja, kultura, technologia to wytworzy
                ostatnich kilkudziesięciu tysięcy lat. I minie niewiele czasu - być może nawet
                mniej, niż drugie kilkadziesiąt tysięcy lat - zanim potomkowie homo sapiens
                dzięki ciagłemu postępowi technologicznemu osiagną coś więcej: staną się tym dla
                człowieka, czym jest człowiek dla zwierzęcia. O ile, oczywiście, nie wytłuczemy
                się wzajemnie lub nie spotka nas kilometrowy prezent od matki natury, ale to już
                inna sprawa.

                W kręgach poglądów zbliżonych do moich (transhumanistów) nazywa się ten punkt
                singularnością, gdyż po tym punkcie wszelkie przewidywania biorą w łeb. Ja
                uważa, że wynikowe nadistoty mają o wiele ciekawsze rzeczy do roboty, niż
                zajmowanie się w jakikolwiek sposób czymś na naszym stopniu rozwoju.

                Konsekwencja? W danej chwili w galaktyce jest stosunkowo niewiele cywilizacji w
                naszej fazie rozwoju, *mimo* powszechności planet, życia oraz dość częstego
                powstawania Samoświadomej Inteligencji. Prymitywniejsze cywlizacje nas nie
                odwiedzą, raczej przeciwnie (międzygwiezdna powtórka konkwisty?). "Cywilizacje"
                transcedentów zaś mają nas wszystkich głęboko, a my ich nie zobaczymy, tak jak
                mrówka nie zobaczy człowieka, choćby mu po nosie dreptała.

                Proszę zauważyć, że mówiąc "cywilizacji w naszej fazie rozwoju" dokonuję
                zrównania podobnego do zrównania małpy z amebą. Z punktu widzenia owych
                hipotetycznych nadistot cywilizacja taka jak nasza oraz cywilizacja kosmiczna
                posiadająca "na stanie" setki skolonizowanych układów słonecznych, wysyłająca
                sondy do sąsiednych galaktyk i dysponująca potwornie zaawansowaną (w stosunku do
                nas) technologią to jeden pyłek.

                Jakieś opinie na temat tej wizji mile widziane. :D Jest to coś chyba najbardziej
                zbliżonego do paranauki, jakie wymyśliłem i jakie traktuję POWAŻNIE. Jestem
                szczerze ciekaw reakcji innych paratępicieli. :>
                • jeroh Re: Stary, dobry Fermi 27.07.06, 03:04
                  madcio napisał:

                  > > P.S. Zapytam się jak Fermi: gdzie ONI są?
                  > Dobre pytanie.
                  >
                  > Ja mam swoją własną, jak na razie naukowo nieobalalną odpowiedź, teoryjkę,
                  > spekulację. I będę się jej trzymał, póki nauka jej nie zaprzeczy. Jeśli tak
                  się
                  > stanie, to najprawdopodobniej będę od dłuższego czasu już bezpiecznie martwy,
                  > chłe, chłe, chłe. :D
                  >
                  > Moja opinia jest taka: czas istnienia cywlizacji w takiej postaci, w jakiej my
                  > znajdujemy się, to migienie oka w kosmicznej skali. Ewolucja przodków homo
                  > sapiens trwała miliony lat, ale cywilizacja, kultura, technologia to wytworzy
                  > ostatnich kilkudziesięciu tysięcy lat. I minie niewiele czasu - być może nawet
                  > mniej, niż drugie kilkadziesiąt tysięcy lat - zanim potomkowie homo sapiens
                  > dzięki ciagłemu postępowi technologicznemu osiagną coś więcej: staną się tym
                  dla
                  > człowieka, czym jest człowiek dla zwierzęcia.
                  Zasadniczo się zgadzam.

                  > O ile, oczywiście, nie wytłuczemy się wzajemnie
                  Jest mało prawdopodobne, żeby nawet totalna wojna atomowa całkowicie
                  uniemożliwiła życie na Ziemi wszystkim "zwierzętom wyższym" (pod tą nazwą mam
                  na myśli gromady takie jak stawonogi, głowonogi, strunowce). Wbrew powszechnemu
                  przekonaniu, według którego po wojnie atomowej wszędzie byłoby nieuchronnie
                  zabójcze promieniowanie, setki zupełnie nowych gatunków (w tym mordercze
                  mutanty) albo nawet rozpadłaby się Ziemia. Tu chyba się ujawnia jakaś
                  samouwielbiająca wiara w wielką moc niszczycielską człowieka. Oczywiście
                  zniszczenie i tak byłoby olbrzymie. Ale nie będę się rozwodził nad warunkami
                  nuklearnej zimy, bo to już za duże zboczenie z tematu.

                  W każdym razie póki co moc niszczycielska człowieka jest wbrew utartym
                  schematom wciąż za mała, by wygubić wszystkie zwierzęta wyższe w totalnym
                  konflikcie zbrojnym. A ponieważ sam człowiek jest zwierzęciem posiadającym
                  wielką zdolność adaptacji, to najproawdopodobniej przetrwa trudny okres, a
                  potem znowu zbuduje cywilizację techniczną. Rozpocznie się nowy cykl. A potem
                  może kolejny cykl. A potem może się uda przerwać złą passę, a jak nie - to
                  następny cykl.

                  > lub nie spotka nas kilometrowy prezent od matki natury, ale to już inna
                  sprawa.
                  Jak wcześniej: człowiek byłby jednym z ostatnich gatunków zwierząt wyższych,
                  które by wyginęło. A historia Ziemi pokazuje, że taka kosmiczna kolizja nie
                  zabija wszystich zwierząt wyższych.

                  > W kręgach poglądów zbliżonych do moich (transhumanistów) nazywa się ten punkt
                  > singularnością, gdyż po tym punkcie wszelkie przewidywania biorą w łeb.
                  > Ja
                  > uważam, że wynikowe nadistoty mają o wiele ciekawsze rzeczy do roboty, niż
                  > zajmowanie się w jakikolwiek sposób czymś na naszym stopniu rozwoju.
                  To przypomina poglądy Lema :) Ale mówisz o nadistotach, a nie o ludziach czy
                  cywilizacjach podobnych do naszej.

                  > Konsekwencja? W danej chwili w galaktyce jest stosunkowo niewiele cywilizacji
                  w
                  > naszej fazie rozwoju, *mimo* powszechności planet, życia oraz dość częstego
                  > powstawania Samoświadomej Inteligencji. Prymitywniejsze cywlizacje nas nie
                  > odwiedzą, raczej przeciwnie (międzygwiezdna powtórka konkwisty?).
                  No tak, ale gdzie oni są?

                  > "Cywilizacje"
                  > transcedentów zaś mają nas wszystkich głęboko, a my ich nie zobaczymy, tak jak
                  > mrówka nie zobaczy człowieka, choćby mu po nosie dreptała.
                  To zaś przypomina poglądy Wiśniewskiego-Snerga. Choć ten miał też jakieś
                  przeczucie, że "nadistoty" już zaistniały i wykorzystują nas, choć nie zdajemy
                  sobie sprawy. A właściwie co nazywasz "transcendentem"? To jakiś szczególny
                  rodzaj nadistoty, czy tylko synonim?

                  > Proszę zauważyć, że mówiąc "cywilizacji w naszej fazie rozwoju" dokonuję
                  > zrównania podobnego do zrównania małpy z amebą. Z punktu widzenia owych
                  > hipotetycznych nadistot cywilizacja taka jak nasza oraz cywilizacja kosmiczna
                  > posiadająca "na stanie" setki skolonizowanych układów słonecznych, wysyłająca
                  > sondy do sąsiednych galaktyk i dysponująca potwornie zaawansowaną (w stosunku
                  do nas) technologią to jeden pyłek.
                  OK. Tylko jedna sprawa. Twierdzisz, że ludzie i inne podobne cywilizacje nie
                  będą kolonizować Galaktyki (i Fermi będzie się pytał, gdzie oni są). A to
                  dlatego, że zakładasz, iż pojawienie się nadistot doprowadzi do zniknięcia
                  ludzi. Ale przecież tak nie musi być. Gdyby nadal istnieli, niektórzy ludzie
                  mogliby sobie od czasu do czasu robić z nudów coś tak nieinteresującego dla
                  nadistot, jak poruszanie się w ślimaczym tempie między gwiazdami. A nawet
                  dokonywanie jakichś prac astroinżynieryjnych widocznych z daleka. Pojawienie
                  się wskutek ewolucji (weźmy biologiczną) nowego gatunku nie niszczy
                  automatycznie wszystkich przedstawicieli gatunku macierzystego. Fakt, że
                  istnieją małpy, a nawet takie małpy jak ludzie, nie przeszkadza amebom w
                  robieniu, co im się żywnie podoba. Oczywiście tu dochodzimy do w gruncie rzeczy
                  tego samego pytania, od którego wyszliśmy: I co z tego, że dali początek
                  nadistotom, gdzie oni są?



                  > Jakieś opinie na temat tej wizji mile widziane. :D Jest to coś chyba
                  najbardzie
                  > j
                  > zbliżonego do paranauki, jakie wymyśliłem i jakie traktuję POWAŻNIE. Jestem
                  > szczerze ciekaw reakcji innych paratępicieli. :>
                  Nie wygląda na paranaukę, bo nie podałeś dowodów paranaukowych :> Czyli tego,
                  co najbardziej lubimy w paranauce. Mnie Twoje spekulacje wydają się niegłupie.
                  • Gość: jeroh Re: Stary, dobry Fermi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 15:32
                    Żeby nikt się nie czepiał szczegółów nie dotyczących meritum sprawy, to się
                    przyczepię sam do siebie ;)

                    Jest mało prawdopodobne, żeby nawet totalna wojna atomowa całkowicie
                    uniemożliwiła życie na Ziemi wszystkim "zwierzętom wyższym" (pod tą nazwą mam
                    na myśli gromady takie jak stawonogi, głowonogi, strunowce).

                    To nie miały być gromady tylko typy, a zamiast głowonogów (gromada mięczaków)
                    miały być mięczaki. Tak gwoli zgodności z terminologią stosowaną w
                    linneuszowskiej systematyce.
                  • madcio Re: Stary, dobry Fermi 27.07.06, 23:26
                    > > O ile, oczywiście, nie wytłuczemy się wzajemnie
                    > Jest mało prawdopodobne, żeby nawet totalna wojna atomowa całkowicie
                    > uniemożliwiła życie na Ziemi wszystkim "zwierzętom wyższym"
                    Nie sugerowałem, że to uniemożliwi następne próby Natury stworzenia inteligencji
                    kolejnego rzutu. Ale tych prób jest ograniczona ilość, zanim nasze drogie
                    słoneczko mocniej przygrzeje, para (z oceanów) pójdzie w gwizdek i jedyne, co
                    pozostanie, to jednokomórkowce. Nie ma 100% dowodów, ale można spekulować, że
                    aktualna próba (homo sapiens) jest pierwszą udaną na tej planecie. Pierwsza
                    udana po pięciu "strzałach" (= wielkich wymieraniach, które niejako służą za reset).

                    > > Prymitywniejsze cywlizacje nas ni odwiedzą, raczej przeciwnie
                    > > (międzygwiezdna powtórka konkwisty?).
                    > No tak, ale gdzie oni są?
                    Yyy? Prymitywne cywilizacje, jak nasza? Takie to raczej ciężko będzie nam
                    znależć, chyba że jakimś fuksem jakaś będzie bliziutko.

                    > > Ja uważam, że wynikowe nadistoty mają o wiele ciekawsze rzeczy do roboty,
                    > > niż zajmowanie się w jakikolwiek sposób czymś na naszym stopniu rozwoju.
                    > To przypomina poglądy Lema :) Ale mówisz o nadistotach, a nie o ludziach czy
                    > cywilizacjach podobnych do naszej.
                    Tak, ale argument idzie mniej wiecej tak, że takich cywilizacji jak nasza jest w
                    danej chwili dostatecznie mało w Galaktyce, by przynajmniej niektóre z nich
                    rozwijały się długo bez wtrącania się innych, podobnych cywilizacji.

                    > > "Cywilizacje" transcedentów zaś mają nas wszystkich głęboko, a my ich nie
                    > > zobaczymy, tak jak mrówka nie zobaczy człowieka, choćby mu po nosie
                    > > dreptała.
                    > To zaś przypomina poglądy Wiśniewskiego-Snerga. Choć ten miał też jakieś
                    > przeczucie, że "nadistoty" już zaistniały i wykorzystują nas, choć nie zdajemy
                    > sobie sprawy. A właściwie co nazywasz "transcendentem"? To jakiś szczególny
                    > rodzaj nadistoty, czy tylko synonim?
                    Synonim. Może się bardziej wysilę, jak mi się zachce robić własną religię albo
                    coś w tym rodzaju. :D

                    > OK. Tylko jedna sprawa. Twierdzisz, że ludzie i inne podobne cywilizacje nie
                    > będą kolonizować Galaktyki
                    Nie tak. Niektóre z tych cywilizacji z calą pewnością będą ekspansywne, a
                    przejście w następną fazę rozwoju wymaga wiedzy oraz zasobów energetycznych
                    raczej sporego kalibru. :)

                    > dlatego, że zakładasz, iż pojawienie się nadistot doprowadzi do zniknięcia
                    > ludzi.
                    To jest największy problem z moją teorią. Przejście w transcedencję nie musi
                    koniecznie dotyczyć absolutnie całej cywilizacji. Niektóre metody, wypracowane
                    przez wiele cywilizacji, zapewnie będą czegoś takiego wymagały (łącznie z tak
                    przykrymi rzeczami, jak zbiorowe quasisamobójstwo wszystkich przedstawicieli),
                    ale inne niekoniecznie. Np. elita danej cywilizacji może porzucić przyziemne
                    problemy, a reszta będzie żyła dalej, usiłując ponownie osiagnąć to, co owa elita.

                    > Ale przecież tak nie musi być. Gdyby nadal istnieli, niektórzy ludzie
                    > mogliby sobie od czasu do czasu robić z nudów coś tak nieinteresującego dla
                    > nadistot, jak poruszanie się w ślimaczym tempie między gwiazdami.
                    Albo i niekoniecznie ślimaczym. :) Tu działam trochę przeciw sobie, gdyż
                    możliwość obejścia (obojętnie w jaki sposób) ograniczeń prędkosci światła tylko
                    zaostrza problem Fermiego.

                    > A nawet dokonywanie jakichś prac astroinżynieryjnych widocznych z daleka.
                    Nikt nie zdoła ani dostatecznie obalić, ani dostatecznie udowodnić, że niektóre
                    rzeczy, które rejestrujemy, nie mogą być sztucznego, pozaziemskiego pochodzenia.
                    I nie chodzi mi o sygnał WOW - kto wie, jakie są PRAWDZIWE przyczyny niektórych
                    rozbłysków gammma? ;)

                    > Pojawienie
                    > się wskutek ewolucji (weźmy biologiczną) nowego gatunku nie niszczy
                    > automatycznie wszystkich przedstawicieli gatunku macierzystego.
                    Transcedencja to zjawisko jakościowo nieco inne. Ale o tym wyżej mówiłem.

                    > I co z tego, że dali początek nadistotom, gdzie oni są?
                    Jest jeszcze jedna, już zupełnie ponura możliwość: każda następna cywilizacja,
                    która znajdzie się na progu singularności, zostaje natychmiast i w całości
                    zlikwidowana przez pierwszą (lub zwycięską spośród już powstałych) "cywilizację"
                    nadistot w wszechświecie. Taka profilaktyczna likwidacja potencjalnej
                    konkurencji. Może, paradoksalnie, dlatego wszechświat jest stosunkowo spokojny?

                    > > Jest to coś chyba najbardziej zbliżonego do paranauki, jakie wymyśliłem i
                    > > jakie traktuję POWAŻNIE.
                    > Nie wygląda na paranaukę, bo nie podałeś dowodów paranaukowych :>
                    W ogóle żanych dowodów nie podałem. To sf (mam nadzieję, że z jak największym
                    S!), spekulacje, gdybologia. To moja wizja wszechświata, bo, kurczę, jakąś wizję
                    w końcu muszę mieć. :D

                    > Czyli tego, co najbardziej lubimy w paranauce.
                    No wiesz, jak na takiego faszystę-sceptyka, te spekualcje to stuprocentowa
                    paranauka, ale ta wyższych lotów. :>
                • Gość: Enzo Re: Stary, dobry Fermi IP: *.ny5030.east.verizon.net 27.07.06, 05:34
                  > Moja opinia jest taka: czas istnienia cywlizacji w takiej postaci, w jakiej my
                  > znajdujemy się, to migienie oka w kosmicznej skali.

                  Tu się zgadzam:
                  1. O ile nam wiadomo jesteśmy jedynym gatunkiem który stworzył cywilizację - nie
                  mamy dowodów na cywilizacje np. dinozaurów. Cywilizacja techniczna dopiero się
                  zaczyna.
                  2. Kiedy się cywilizacja zakończy jest wielką niewiadomą, innymi słowy nie wiemy
                  jak długo trwa cywilizacja techniczna. Możliwe, że b. krótko (<1000lat)


                  > Ewolucja przodków homo
                  > sapiens trwała miliony lat, ale cywilizacja, kultura, technologia to wytworzy
                  > ostatnich kilkudziesięciu tysięcy lat. I minie niewiele czasu - być może nawet
                  > mniej, niż drugie kilkadziesiąt tysięcy lat - zanim potomkowie homo sapiens
                  > dzięki ciagłemu postępowi technologicznemu osiagną coś więcej: staną się tym dl
                  > a
                  > człowieka, czym jest człowiek dla zwierzęcia.

                  3. To jest scenariusz optymistyczny
                  4. Scenariusz pesymistyczny jest, że w miarę jak uzależniamy się od technologii,
                  stajemy się coraz głupsi i mniej żądni przygód, autoudomowieni - porównaj sobie
                  psa z wilkiem. Ergo - cywilizacja techniczna nie ma przyszłości. Ten czynnik
                  jest niewątpliwy, trend zmniejszania się masy mózgu isnieje (choć nie do końca
                  wiadomo jak to koreluje z funkcją). To co nas może przenieść w bardziej
                  optymistyczny scenariusz to konkurencja wewnątrz gatunkowa będzie promować
                  inteligencję itp., ale fitness nie równa się inteligencji. Dla mnie scenariusz w
                  p.4 jest b.prawdopodobny.
                  5. Być moze tylko najwyższą inteligencję mogą osiągnąć organizmy samotnicze -
                  ale czy wtedy, bez przekazu kulturowego będą w stanie stworzyć technologię? i
                  czy będą zainteresowane kontaktami z innymi cywilizacjami.
                  6. Zauważyć się daje, że istnieje kilka gatunków, które mają potencjał do
                  wejścia na naszą ścieżkę ewolucji: pawiany, surykatki, delfiny, ośmiornice. Może
                  potrzeba tych kilku miliardów lat by wyewoluować inteligencję na naszym
                  poziomie. To może tłumaczyć punkt 1.

                  > O ile, oczywiście, nie wytłuczemy
                  > się wzajemnie lub nie spotka nas kilometrowy prezent od matki natury,
                  > ale to już inna sprawa.

                  To już Lem pisał, że cywilizacje techniczne poznaje się po rozbłyskach.

                  7. Wojnę atomową i prezent od matki natury byśmy przetrwali. Przetrwaliśmy epokę
                  lodowcową z bardzo marną technologią. Musiałyby byc na prawdę drastyczne zmiany
                  ekologiczne by załatwić nas jako gatunek. Jako cywilizację to już zupełnie inna
                  sprawa. Np. mem chrześcijaństwa wykończył cywilizację antyczną i sytuacja
                  obecnie jest nie jest ciekawsza.

                  > W kręgach poglądów zbliżonych do moich (transhumanistów) nazywa się ten punkt
                  > singularnością, gdyż po tym punkcie wszelkie przewidywania biorą w łeb. Ja
                  > uważa, że wynikowe nadistoty mają o wiele ciekawsze rzeczy do roboty, niż
                  > zajmowanie się w jakikolwiek sposób czymś na naszym stopniu rozwoju.

                  8. Nie trafia to do mnie. Jakie ciekawsze rzeczy do roboty? :) Myślisz, że wśród
                  nadistot nie ma naturalistów?

                  >Prymitywniejsze cywlizacje nas nie
                  > odwiedzą, raczej przeciwnie (międzygwiezdna powtórka konkwisty?). "Cywilizacje"
                  > transcedentów zaś mają nas wszystkich głęboko, a my ich nie zobaczymy, tak jak
                  > mrówka nie zobaczy człowieka, choćby mu po nosie dreptała.

                  9. To założenie implikuje, że przejście w stan nadistot jest niezwykle szybkie w
                  skali geologicznej - scenariusz optymistyczny (pesymistyczny, że nie istnieją).
                  Implikuje bo nie obserwujemy form pośrednich, cywilzacji powiedzmy na poziomie
                  Star Treka.

                  >"Cywilizacje"
                  > transcedentów zaś mają nas wszystkich głęboko, a my ich nie zobaczymy, tak jak
                  > mrówka nie zobaczy człowieka, choćby mu po nosie dreptała.

                  10. To jest argument nieco religijny. Doszliśmy, że Ziemia nie jest płaska.
                  Myślę, że gdyby istnieli "widzielibyśmy" ślady ich działalności.

                  11. Nasza Galaktyka ma ~100 000 ly średnicy i ok 13.6 mld lat. Poruszając się z
                  prędkością dostępną dla nas (kilka-kilkanaście km/s) cywilizacja mogłaby
                  skolonizować galaktykę wiele razy. Dlaczego tak nie jest?
                  a) powstanie cywilizacji technicznej jest unikalne, rzędu 1/14 mld lat?
                  b) Czas trwania cywilizacji jest b.krótki?
                  c)większość cywilizacji nie ma chęci podróżować w kosmos?
                  d) podróż kosmiczna jest niepraktyczna lub niemożliwa (na skalę międzygwiezdne)?
                  e) co jeszcze?

                  Stojąc na gruncie aktualizmu wydaje mi się, że b) lub d)
                  d) faktycznie może być przeszkodą - trudno mi jest sobie wyobrazić praktyczny
                  statek międzygwiezdny. Moim zdaniem musiałaby by to być przerobiona planeta,
                  zwłaszcza jeśli miałaby się poruszać z prędkościami trącącycmi relatywistyką.
                  [Patent pending] - planeta z jądrem bogatym w materiały radioaktywne - źródło
                  energii geotermalnej używane do napędu i podtrzymania podziemnej kolonii,
                  znajdującej się po przeciwnej stronie w stosunku do kierunku podrózy.

                  12. Dlaczego nie otrzymujemy sygnałów:
                  a) nie ma ich
                  b) nie chce się im
                  c) nie umiemy odczytać
                  d) nie wiemy gdzie patrzeć
                  e) ???

                  na dłuższe dystanse praktyczna komunikacja możlwa byłaby chyba tylko przy pomocy
                  lasera. No i oczywiście - co to za komunikacja gdzie na sygnał w obie strony
                  trzeba czekać 1000 lat :)

                  Praktycznie nie możemy być w stanie wykryć transmisji radiowych , takich jak na
                  Ziemi na jakieś rozsądne dystanse. Może po prostu cywilizacje są praktycznie
                  odizolowane. Tzn. gęstość i częstość ich występowania powoduje, że stwierdzenie
                  faktu istnienia sąsiadów jest b. małe.

                  Enzo








                  • madcio Re: Stary, dobry Fermi 28.07.06, 15:08
                    > 2. Kiedy się cywilizacja zakończy jest wielką niewiadomą, innymi słowy nie
                    > wiem jak długo trwa cywilizacja techniczna. Możliwe, że b. krótko (<1000lat)
                    Dla mnie to przesada. Moja ocena to czas rzędu co najmniej kilkadziesiąt tysięcy
                    lat.

                    > 4. Scenariusz pesymistyczny jest, że w miarę jak uzależniamy się od
                    > technologii, stajemy się coraz głupsi i mniej żądni przygód, autoudomowieni
                    > - porównaj sobie psa z wilkiem.
                    Nie zauważyłem. Technolgia stawia nam nowe mozliwości, nowe wyzwania i nowe
                    zagrożenia. To skutecznie rozrusza każdą cywilizację.

                    > 8. Nie trafia to do mnie. Jakie ciekawsze rzeczy do roboty? :) Myślisz, że
                    > wśród nadistot nie ma naturalistów?
                    Jesli nawet, to wystarczająco mało, by przeciętna cywilzacja naszego typu mogła
                    mieć inne zmartwienia niż zainteresowanie czegoś, co może być wedle wielu
                    kryteriów bogiem.

                    > > "Cywilizacje" transcedentów zaś mają nas wszystkich głęboko, a my ich nie
                    > > zobaczymy, tak jak mrówka nie zobaczy człowieka, choćby mu po nosie
                    > > dreptała.
                    > 9. To założenie implikuje, że przejście w stan nadistot jest niezwykle szybkie
                    > w skali geologicznej
                    Tak. Jak pisałem, migienie oka.

                    > Implikuje bo nie obserwujemy form pośrednich, cywilzacji powiedzmy na poziomie
                    > Star Treka.
                    Albo istnieją, ale są odpowiednio rzadsze.

                    > >"Cywilizacje" transcedentów zaś mają nas wszystkich głęboko, a my ich nie
                    > > zobaczymy, tak jak mrówka nie zobaczy człowieka, choćby mu po nosie
                    > >dreptała.
                    > 10. To jest argument nieco religijny.
                    Czemu religijny? Mrówka może odróżnić sytuację, kiedy jest na stole od sytuacji,
                    kiedy jest na nosie, ale o człowieku pojęcia nie ma i mieć nie może.

                    > Doszliśmy, że Ziemia nie jest płaska.
                    > Myślę, że gdyby istnieli "widzielibyśmy" ślady ich działalności.
                    Skąd wiesz, że nie widzimy? :) Moze kiedyś coś wiecej zrozumiemy - ludzie tez
                    nie od razu sie zorientowali, że Ziemia nie jest płaska.

                    > 12. Dlaczego nie otrzymujemy sygnałów:
                    > a) nie ma ich
                    > b) nie chce się im
                    > c) nie umiemy odczytać
                    > d) nie wiemy gdzie patrzeć
                    > e) ???
                    e) Sygnały są, ale ich nie widzimy, bo są nieodróżnialne od szumu tła
                    wszechświata (nie trzeba zaraz zakładać, ze się ukrywają - zwyczajnie tak jest
                    efektywniej, taniej, mniej mocy nadajnika zużywa etc... na naszej matuli Ziemi
                    ten proces już się rozpoczął i niedługo nikt w większej odległości nie zauważy
                    Ziemi jako wyróżniającego się ośrodka w zakresie fal radiowych)
                    f) Natura ośrodka komunikacji jest inna. Zaawansowane cywilizacje kosmiczne mogą
                    olać takie wymysły z epoki komputera łupanego jak fale radiowe czy optyczne, a
                    zamiast tego posługiwać się np. neutrinami (z taką komórką NIGDY nie zgubisz
                    zasięgu, hehe... no doooobra, gwarancja nie obejmuje czarnych dziur i tym
                    podobnie przyjemnych miejsc w wszechświecie), nie wspominając już o pomysłach z
                    kanonu sf.

                    Osobiście stawiam na f. Moim zdaniem próby SETI są niewiele lepsze od prób
                    komunikacji z istotami pozaziemskimi za pomocą rozpalania ognisk. Nie mówię, że
                    nie mają sensu, ale musielibyśmy mieć potwornego fuksa, by zarejestrować sygnał
                    radiowy cywilizacji będącej akurat w tym bardzo krótkim (100-200 lat, coś koło)
                    okresie widzialności radiowej.
                • dawwwkins Re: Stary, dobry Fermi 27.07.06, 11:58
                  madcio napisał:

                  > Jakieś opinie na temat tej wizji mile widziane. :D Jest to coś chyba
                  > najbardziej zbliżonego do paranauki, jakie wymyśliłem i jakie traktuję
                  > POWAŻNIE. Jestem szczerze ciekaw reakcji innych paratępicieli. :>

                  W zasadzie to jest sensowna wizja - coś podobnego opisał zresztą A. Clarke w
                  swoim cyklu Ramy.
                  Niemniej, zastanawia mnie, dlaczego czynisz założenie, że powstanie taka
                  cywilizacja "tranascendentów". Powiedziałbym, że jeżeli we Wszechświecie jest
                  wiele cywilizacji, to zgodnie z logiką, mogą powstać i takie. Ale zarazem, przy
                  założeniu, że jest wiele cywilizacji, część z nich nie pójdzie w transcendencję,
                  tylko dającą się zaobserwować działalność społęczna i naukową na abstrakcyjnie
                  wysokim dla nas poziomie. Czyli będziemy je mogli rozpoznać, chociaż ich metody
                  i narzędzia bedą dla nas takie, jak laptop dla Indianina z dżungli.

                  A co do pytania Fermiego, uważam, że kryje się w tym pewien błąd. Bo tak
                  naprawdę szukamy tych Obcych bardzo krótko. Niekonsekwentnie. I wcale nie
                  wiadomo, czy we właściwy sposób. Ja uważam, że cywilizacje techniczne - a tylko
                  takie jesteśmy w tej chwili w stanie zaobserwować - są jednak w Galaktyce
                  rzadkością. Rozsiane co kilka-kilkanaście tysięcy lś. No i dochodzi kwestia okna
                  czasowego - nie wiadomo, ile z nich obecnie sobie twra, a ile przeszło do
                  historii :P

                  Aha, z zasiedlaniem całej Galaktyki jako argumentem negatywnym ("bo już by to
                  zrobili") również się nie zgadzam. Robi się coś, kiedy jest na to
                  zapotrzebowanie. Myślę, że najbliższa okolica macierzystej gwiazdy, czyli układy
                  leżące w promieniu 100-500 lś w zupełności wystarczają, a są łatwiej dostępne
                  niz te z przeciwległego krańca Galaktyki.

                  Ergo: na razie mamy jedno marne "Wow!", ale też szukamy za krótko, aby naprawdę
                  coś powiedzieć. Natomiast przy tej ilości planet nie wierzę, po prostu nie
                  wierzę, że jesteśmy sami :)

                  Aha, co do tej ilości gwiazd. Też się dałem zasugerować, ale jest ich mnóstwo:
                  wszechswiat.astrowww.pl/250lys.html Skoro ćwierć miliona w odległości 250
                  lś, no to na pewno 1,5-2 mln w dwukrotnie większej odległości. I dobrze.
                  • jeroh Re: Stary, dobry Fermi 27.07.06, 16:49
                    dawwwkins napisał:

                    > madcio napisał:
                    >
                    > > Jakieś opinie na temat tej wizji mile widziane. :D Jest to coś chyba
                    > > najbardziej zbliżonego do paranauki, jakie wymyśliłem i jakie traktuję
                    > > POWAŻNIE. Jestem szczerze ciekaw reakcji innych paratępicieli. :>
                    >
                    > W zasadzie to jest sensowna wizja - coś podobnego opisał zresztą A. Clarke w
                    > swoim cyklu Ramy.
                    > Niemniej, zastanawia mnie, dlaczego czynisz założenie, że powstanie taka
                    > cywilizacja "tranascendentów". Powiedziałbym, że jeżeli we Wszechświecie jest
                    > wiele cywilizacji, to zgodnie z logiką, mogą powstać i takie. Ale zarazem,
                    przy
                    > założeniu, że jest wiele cywilizacji, część z nich nie pójdzie w
                    transcendencję
                    > ,
                    > tylko dającą się zaobserwować działalność społęczna i naukową na abstrakcyjnie
                    > wysokim dla nas poziomie. Czyli będziemy je mogli rozpoznać, chociaż ich
                    metody
                    > i narzędzia bedą dla nas takie, jak laptop dla Indianina z dżungli.
                    Pytanie czym się różni działalność społeczna i naukowa na abstrakcyjnym
                    poziomie od transcendencji. Może ktoś z was jednak wyjaśni, jak
                    rozumiecie "transcendencję?".

                    >
                    > A co do pytania Fermiego, uważam, że kryje się w tym pewien błąd.
                    W czym dokładnie?

                    Bo tak
                    > naprawdę szukamy tych Obcych bardzo krótko. Niekonsekwentnie. I wcale nie
                    > wiadomo, czy we właściwy sposób.
                    To niezupełnie odnosi się do pytania Fermiego. Mówisz o obserwacjach
                    astronomicznych mniej lub bardziej umyślnie nastawionych na poszukiwanie
                    obcych. Kiedy Fermi zadawał swoje pytanie nie było takich obserwacji, więc może
                    ktoś powinien napisać, jak dokładnie brzmi to pytanie. Bo najwyraźniej nie
                    wszyscy się orientują. Zaraz to zrobię.

                    > Aha, z zasiedlaniem całej Galaktyki jako argumentem negatywnym ("bo już by to
                    >zrobili") również się nie zgadzam.
                    To znaczy z czym się nie zgadzasz? Z tym, że zasiedlili całą Galaktykę? Z tym
                    to nikt się nie zgodzi. Bo ich nie widać na Ziemi, czyli nie zasiedlili
                    przynajmniej jednej planety. No może jakiś fan danikena się zgodzi. No dobra,
                    chciałeś napisać, że fakt, iż ich nie widać, jeszcze o niczym nie świadczy (i
                    dalej rozwijasz tę myśl). To jest przypadkiem pierwsza z brzegu odpowiedź na
                    pytanie Fermiego. A przynajmniej początek tej odpowiedzi. Teraz przypomnę w
                    całości pytanie Fermiego, bo akurat jest odpowiedni moment.

                    Założenie(tak naprawdę kilka powiązanych): Powstawanie cywilizacji technicznych
                    jest częste. Więc już kilka miliardów lat temu powinna powstać cywilizacja
                    zdolna do lotów kosmicznych z prędkością rzędu 10 km/s. Z prostych obliczeń: Po
                    kilkunastu milionach lat ta cywilizacja dotrze do każdego zakątka galaktyki.
                    Pytanie: W związku z tym, gdzie oni są?

                    Zatem pytanie Fermiego, zawiera nie tylko właściwe pytanie, ale też powyższe
                    założenie. Najbardziej narzucającym się sposobem odpowiedzi na pytanie Fermiego
                    jest podważenie założenia, które jest jego częścią (co czynisz). To podważenie
                    nie jest jednak wykazaniem błędności pytania Fermiego, ale próbą odpowiedzi na
                    nie.
                    • dawwwkins Re: Stary, dobry Fermi 27.07.06, 17:09
                      jeroh napisał:

                      > Pytanie czym się różni działalność społeczna i naukowa na abstrakcyjnym
                      > poziomie od transcendencji. Może ktoś z was jednak wyjaśni, jak rozumiecie
                      > "transcendencję?".

                      Nie, nie, nie. Tu nie ma "was", bo ja przyjąłem robocze założenie madcia. Sam
                      dzielę raczej na cywilizacje "techniczne" oraz "kontemplacyjne". Z możliwymi
                      przejściami, chocby okresowymi, z jednej w drugą (i tak, wiem, że żadnej dotąd
                      nie znaleźliśmy :D)
                      Ale na pewnym etapie rozwoju takiej cywilizacji moglibyśmy uznać, że to co de
                      facto jest jakąś formą nauki oraz istnienia, dla nas jest właśnie
                      transcendencją, życiem w niepojetej formie. Znów podam Clarke'a, "Koniec
                      dzieciństwa", mniej wiecej tak to postrzegam, chociaż zaznaczam - bliższa mi
                      jest wizja, że są cywilizacje techniczne, czasem popadajace w okresy kontemplacji.

                      dawwwkins napisał:

                      > madcio napisał:
                      >
                      > > Jakieś opinie na temat tej wizji mile widziane. :D Jest to coś chyba
                      > > najbardziej zbliżonego do paranauki, jakie wymyśliłem i jakie traktuję
                      > > POWAŻNIE. Jestem szczerze ciekaw reakcji innych paratępicieli. :>
                      >
                      > W zasadzie to jest sensowna wizja - coś podobnego opisał zresztą A. Clarke w
                      > swoim cyklu Ramy.
                      > Niemniej, zastanawia mnie, dlaczego czynisz założenie, że powstanie taka
                      > cywilizacja "tranascendentów". Powiedziałbym, że jeżeli we Wszechświecie jest
                      > wiele cywilizacji, to zgodnie z logiką, mogą powstać i takie. Ale zarazem,
                      przy
                      > założeniu, że jest wiele cywilizacji, część z nich nie pójdzie w
                      transcendencję
                      > ,
                      > tylko dającą się zaobserwować działalność społęczna i naukową na abstrakcyjnie
                      > wysokim dla nas poziomie. Czyli będziemy je mogli rozpoznać, chociaż ich
                      metody
                      > i narzędzia bedą dla nas takie, jak laptop dla Indianina z dżungli.
                      Pytanie czym się różni działalność społeczna i naukowa na abstrakcyjnym
                      poziomie od transcendencji. Może ktoś z was jednak wyjaśni, jak
                      rozumiecie "transcendencję?".

                      >
                      > A co do pytania Fermiego, uważam, że kryje się w tym pewien błąd.
                      W czym dokładnie?

                      Bo tak
                      > naprawdę szukamy tych Obcych bardzo krótko. Niekonsekwentnie. I wcale nie
                      > wiadomo, czy we właściwy sposób.
                      To niezupełnie odnosi się do pytania Fermiego. Mówisz o obserwacjach
                      astronomicznych mniej lub bardziej umyślnie nastawionych na poszukiwanie
                      obcych. Kiedy Fermi zadawał swoje pytanie nie było takich obserwacji, więc może
                      ktoś powinien napisać, jak dokładnie brzmi to pytanie. Bo najwyraźniej nie
                      wszyscy się orientują. Zaraz to zrobię.

                      > Aha, z zasiedlaniem całej Galaktyki jako argumentem negatywnym ("bo już by to
                      >zrobili") również się nie zgadzam.
                      To znaczy z czym się nie zgadzasz? Z tym, że zasiedlili całą Galaktykę? Z tym
                      to nikt się nie zgodzi. Bo ich nie widać na Ziemi, czyli nie zasiedlili
                      przynajmniej jednej planety. No może jakiś fan danikena się zgodzi. No dobra,
                      chciałeś napisać, że fakt, iż ich nie widać, jeszcze o niczym nie świadczy (i
                      dalej rozwijasz tę myśl). To jest przypadkiem pierwsza z brzegu odpowiedź na
                      pytanie Fermiego. A przynajmniej początek tej odpowiedzi. Teraz przypomnę w
                      całości pytanie Fermiego, bo akurat jest odpowiedni moment.

                      Założenie(tak naprawdę kilka powiązanych): Powstawanie cywilizacji technicznych
                      jest częste. Więc już kilka miliardów lat temu powinna powstać cywilizacja
                      zdolna do lotów kosmicznych z prędkością rzędu 10 km/s. Z prostych obliczeń: Po
                      kilkunastu milionach lat ta cywilizacja dotrze do każdego zakątka galaktyki.
                      Pytanie: W związku z tym, gdzie oni są?

                      Zatem pytanie Fermiego, zawiera nie tylko właściwe pytanie, ale też powyższe
                      założenie. Najbardziej narzucającym się sposobem odpowiedzi na pytanie Fermiego
                      jest podważenie założenia, które jest jego częścią (co czynisz). To podważenie
                      nie jest jednak wykazaniem błędności pytania Fermiego, ale próbą odpowiedzi na
                      nie.

                      Jerohu, co do Fermiego, w tym pytaniu jest cały szereg milczących założeń
                      (niektóre wymieniłeś), poczynając od pewności, że do nas nie dotarli, i nie
                      obserwują jako Ufoki :D
                      To tylko zabawna gra słowami, nic wiecej. Nie zauważyłeś chyba zdania o tym, że
                      aby tak pędzić przez Galaktykę i nic, tylko zasiedlać, zasiedlać, zasiedlać, to
                      trzeba mieć jakiś powód. Tymczasem weź sobie jakąś gromadę kulistą, masz to
                      samo, tylko wygodniej niż pojedyncze kolonie rozrzucone po całym dysku :)

                      Najprawdopodobniej nie jesteśmy blisko takiej ekspansywnej cywilizacji (chyba że
                      jesteśmy, i w chwili gdy piszę tego posta, do US wkracza pierwsza fala
                      kolonizatorów :D)
                      • dawwwkins Sorrry, to jest właściwa wersja posta. 27.07.06, 17:11
                        jeroh napisał:

                        > Pytanie czym się różni działalność społeczna i naukowa na abstrakcyjnym
                        > poziomie od transcendencji. Może ktoś z was jednak wyjaśni, jak rozumiecie
                        > "transcendencję?".

                        Nie, nie, nie. Tu nie ma "was", bo ja przyjąłem robocze założenie madcia. Sam
                        dzielę raczej na cywilizacje "techniczne" oraz "kontemplacyjne". Z możliwymi
                        przejściami, chocby okresowymi, z jednej w drugą (i tak, wiem, że żadnej dotąd
                        nie znaleźliśmy :D)
                        Ale na pewnym etapie rozwoju takiej cywilizacji moglibyśmy uznać, że to co de
                        facto jest jakąś formą nauki oraz istnienia, dla nas jest właśnie
                        transcendencją, życiem w niepojetej formie. Znów podam Clarke'a, "Koniec
                        dzieciństwa", mniej wiecej tak to postrzegam, chociaż zaznaczam - bliższa mi
                        jest wizja, że są cywilizacje techniczne, czasem popadajace w okresy kontemplacji.

                        Jerohu, co do Fermiego, w tym pytaniu jest cały szereg milczących założeń
                        (niektóre wymieniłeś), poczynając od pewności, że do nas nie dotarli, i nie
                        obserwują jako Ufoki :D
                        To tylko zabawna gra słowami, nic wiecej. Nie zauważyłeś chyba zdania o tym, że
                        aby tak pędzić przez Galaktykę i nic, tylko zasiedlać, zasiedlać, zasiedlać, to
                        trzeba mieć jakiś powód. Tymczasem weź sobie jakąś gromadę kulistą, masz to
                        samo, tylko wygodniej niż pojedyncze kolonie rozrzucone po całym dysku :)

                        Najprawdopodobniej nie jesteśmy blisko takiej ekspansywnej cywilizacji (chyba że
                        jesteśmy, i w chwili gdy piszę tego posta, do US wkracza pierwsza fala
                        kolonizatorów :D)
                        • pomruk Re: Sorrry, to jest właściwa wersja posta. 27.07.06, 18:27
                          Podawaliście Lema, Wiśniewskiego-Snerga, Clarke'a dla ilustrowania swych
                          poglądów na temat Onych, a ja wyjdę od Strugackich. Rozmowa za 200 lat:
                          "Znamy dziś sześć cywilizacji. Dwie w pewnym sensie humanoidalne, choć jedna nie
                          chce z nami wymieniać informacji. Co do pozostałych czterech, nikt, nawet Komow
                          nie jest w stanie powiedzieć, czy właściwie jesteśmy z nimi w kontakcie, czy
                          traktują nas jak deszcz lub tęczę. W czterech dalszych przypadkach kłócimy się,
                          , czy aktywność niewatpliwie żywych organizmów można nazwac cywilizacją. Lovell
                          - jak to on - uważa zresztą, że dyskusyjnych przypadków jest 11, a nie 4 -
                          entuzjasta. Jeśli chcecie spekulowac dalej, ciągle nie jesteśmy pewni
                          autentyczności Przekazu. Gdyby potraktować go powaznie, jesteśmy w zasięgu
                          intensywnej aktywności trzech supercywilizacji - dlaczego jednak jej nie
                          dostrzegamy? Chyba że fiasko eksperymentu na Callisto jest właśnie wynikiem
                          takiej aktywności, no, ale wtedy zaczniemy obwiniać Tamtych za tsunami i grad."
                    • madcio Re: Stary, dobry Fermi 27.07.06, 23:32
                      > Może ktoś z was jednak wyjaśni, jak rozumiecie "transcendencję?".
                      Ja rozumiem ją jako awans JAKOŚCIOWY. Przejście na nowy poziom, tak się różniący
                      od poziomu człowieka, jak ów przewyższa poziom zwierzęcia.

                      Nie musisz umieszczać tego słowa w cudzysłowiach: nazwa jest bardzo dobra, a jej
                      znaczenie jest raczej dobrze określone, sprawdź jej pochodzenie. :)
                  • madcio Re: Stary, dobry Fermi 28.07.06, 00:17
                    > Niemniej, zastanawia mnie, dlaczego czynisz założenie, że powstanie taka
                    > cywilizacja "tranascendentów".
                    Dla mnie to proces nieunikniony. Każda normalna cywilizacja kosmiczna na
                    odpowiednio wysokim poziomie skorzysta z nadarzającej się okazji. To tak jak z
                    bronią atomową u ziemskich cywilizacji. Ma ją każdy, kogo na to stać.

                    > przy założeniu, że jest wiele cywilizacji, część z nich nie pójdzie w
                    > transcendencję, tylko dającą się zaobserwować
                    No nie, sądzę, że niektóre przejawy działalności transcedentów zauważymy, tak
                    jak mrówka na nosie zauważy, że nie jest na stole. Ale będziemy mieć o tym takie
                    pojęcie, co mrówka o człowieku. Czyli żadne. Wyjdź na balkon, popatrz w
                    nieskończoność (czytaj: nocne niebo) i pomyśl, że tak naprawdę to nie wiesz, na
                    co właściwie patrzysz. :D

                    > działalność społęczna i naukową na abstrakcyjnie
                    > wysokim dla nas poziomie. Czyli będziemy je mogli rozpoznać, chociaż ich
                    > metody i narzędzia bedą dla nas takie, jak laptop dla Indianina z dżungli.
                    To się kwalifikuje do "zwykłych" cywilizacji.

                    > Natomiast przy tej ilości planet nie wierzę, po prostu nie
                    > wierzę, że jesteśmy sami :)
                    Też tak uważam. :) Planety to normalka, życie to normalka, my to normalka. I
                    dlatego też trzeba dowiedzieć się, jaka jest odpowiedź na pytanie Fermiego.
                    Konsekwencje niektórych możliwych odpowiedzi na to pytanie są BARDZO poważne,
                    delikatnie mówiąc.
              • Gość: ryszard_brightner Kierunek ! ) IP: *.rtk.net.pl 27.07.06, 14:29
                > P.S. Zapytam się jak Fermi: gdzie ONI są?

                LMC direct z tym, że przy detekcji należy uwzględniać poprawki doplerowskie :]
          • jeroh Re: Skąd 3700 gwiazd? 26.07.06, 23:45
            madcio napisał:

            > Uh, wyglada na to, że natrafiłem na dość wredny faktoid, nawet nigdzie teraz
            ni
            > e
            > potrafię znaleźć, skąd wziąłem wartość 3700 gwiazd. Brzmiała wiarygodnie, ble.
            Nie brzmiała wiarygodnie :)

            > Jeszcze poszukam dla sprecyzowania, gdyż mam wrażenie, że zarówno ja, jak i wy
            > przesadziliście. Ja dałem za mało, wy stanowczo za dużo.
            Ty dałeś stanowczo, stanowczo za mało, a my trochę za mało.

            > Czy ktoś wie, ile *tak naprawdę* może być gwiazd w promieniu 500 lś od Słońca?
            > Interesują mnie gwiazdy ciągu głównego, żadne tam śmieci, brązowe karły czy
            > dopiero co rodzące się gwiazdy.
            No to masz szczęście, bo gwiazdy ciągu głównego to ok. 99% gwiazd, nie licząc
            białych karłów, brązowych karłów czy protogwiazd. Jeśli chodzi o różne
            statystyki dotyczące gwiazd, to najlepsze obecnie dane ma właśnie projekt
            RECONS, do którego strony już odsyłałem. Jak napisałem wyżej, w rzeczywistości
            gwiazd jest więcej niż podałem. To była dolna granica. Po pierwsze wziąłem
            układy gwiazdowe, a nie oddzielne gwiazdy. Po drugie zaokrągliłem silnie w dół
            dzieląc 500 przez 32.6. Po trzecie średnia gęstość policzona na podstawie
            przytoczonej strony jest trochę mniejsza niż w rzeczywistości. Chodzi o
            nieodkryte gwiazdy i to nie jest żadne gdybanie.

            Więc teraz podam lepszą dolną granicę: policzę gwiazdy oddzielnie i nie będę
            zaokrąglał. Gwiazd w promieniu 10 pc jest zgodnie z RECONS 313: odjąłem białe i
            brązowe karły oraz dwa podolbrzymy (bardziej zaawansowanych ewolucyjnie gwiazd
            w tym rejonie nie ma). 313*(500/32.6)^3 = 1129280. Nieodkrytych gwiazd w
            rozważanym rejonie jest niewiele, więc nie zwiększą one radykalnie powyższego
            wyniku. Dlatego przyjmijmy, że gwiazd jest milion. Dzięki takiemu zaokrągleniu
            będzie łatwiej liczyć, szacować, strzelać.

            Założenie jednorodności w rozważanym obszarze jest dobre. Mieści się on z dużym
            marginesem w prawie jednorodnym tzw. cienkim dysku, jeśli chodzi o kierunek
            prostopadły do dysku. Gdy chodzi o kierunek radialny - 500 km od czy do
            zgrubienia centralnego przy odległości Słońca od środka Gal. nie robi różnicy.
            Lokalne zaburzenia gęstości występują głównie w gazie międzygwiazdowym. Akurat
            żyjemy w Lokalnym Bąblu o promieniu ok. 300 lś, więc gdybyśmy szacowali liczbę
            cząstek gazu, a nie liczbę gwiazd, to byśmy zaniżyli.

            Jeśli nadal masz wrażenie, że nasze oszacowanie jest stanowczo niewłaściwe,
            postaraj się wyjaśnić, skąd się to dziwne wrażenie bierze.
    • maksimum Re: Pięć nowych światów. Moze 3. 25.07.06, 20:42
      madcio napisał:

      > Czyżby stało się to już tak częste, że nawet na osobny artykuł nie zasługuje
      > (nie mówiąc o pięciu)?
      >
      > planetquest.jpl.nasa.gov/index.cfm
      > 4 typowe gazowe olbrzymy (tyle że bliżej swych słońc, niż nasz wzorcowy
      > egzemplarz) oraz jeden gorący jowisz. Aktualny licznik planet wokół normalnych
      > słońc poza naszym układem - 183.
      >
      > A tak przy okazji - jakie są wasze typy, tak pi razy drzwi, na ilość planet
      > ziemiopodobnych w promieniu 500 lat świetlnych (w skali kosmicznej praktycznie
      > przydomowy ogródek - w tym promieniu znajduje się ok. 3700 gwiazd)? Jako
      > ziemiopodobne definiuję te o masie od 0,5 do 2 mas Ziemi oraz w strefie
      > życionośnej (ktoś zna lepsze tłumaczenie "habitable zone"?) danej gwiazdy.

      Taka definicja musi sie okazac nieprecyzyjna.
      Popatrz na Mars i Venus.
      Jestem jeszcze bardziej sceptyczny niz pomruk.
      Calkiem mozliwe,ze taka planeta bedzie musiala byc wlasnie dokladnie wielkosci
      Ziemi i w takiej a nie innej odleglosci od wlasnie takiego slonca jak nasze.
      Zycie,to jest wielki przypadek i warunki musza byc dokladnie takie jak u nas,bo
      juz odrobine rozne nie daja zadnej gwarancji.

      > Strefa życionośna oczywiście oparta o życie z nieświętej trójcy
      > "węgiel-woda-tlen atmosferyczny".
      >
      > Mój typ? Kilaset (trzy rzędy wielkości).

      Z tych 3.700 gwiazd moze 3 maja planety z zyciem.
      • dawwwkins Re: Pięć nowych światów. Moze 3. 25.07.06, 21:18
        Ale to już inne pytanie, niż zadał madcio. Jasne, że z tych planet
        "potencjalnie" dobrych, tylko niewielki ułamek będzie posiadał życie.
      • madcio Re: Pięć nowych światów. Moze 3. 25.07.06, 21:37
        Au, kolejny zwolennik hipotezy rare earth. I w dodatku nie rozumiejący, co po
        polsku się pisze.

        > Zycie,to jest wielki przypadek i warunki musza byc dokladnie takie jak u
        > nas,bo juz odrobine rozne nie daja zadnej gwarancji.
        Jakieś uzasadnienie? Nie widzę powodu, dla którego odsunięcie Ziemi dlaej lub
        blizej o 1% na orbicie miałoby wpływ na powstanie na naszym globie życia.

        > Z tych 3.700 gwiazd moze 3 maja planety z zyciem.
        Gdzie ja pisałem o życiu? Przeczytaj jeszcze raz moją definicję, geniuszu:
        kryterium masy oraz kryterium bycia w ekosferze gwiazdy. Nic tu o życiu nie było
        mowy.
        • maksimum Re: Pięć nowych światów. Moze 3. 27.07.06, 05:15
          madcio napisał:

          > Au, kolejny zwolennik hipotezy rare earth. I w dodatku nie rozumiejący, co po
          > polsku się pisze.
          >
          > > Zycie,to jest wielki przypadek i warunki musza byc dokladnie takie jak u
          > > nas,bo juz odrobine rozne nie daja zadnej gwarancji.
          > Jakieś uzasadnienie? Nie widzę powodu, dla którego odsunięcie Ziemi dlaej lub
          > blizej o 1% na orbicie miałoby wpływ na powstanie na naszym globie życia.

          Ooooooo yeeeee?
          To dlaczego piszesz 0,5-2,0 mas ziemi,bo to jest -50% do 2X wiekszej niz ziemia?

          > > Z tych 3.700 gwiazd moze 3 maja planety z zyciem.

          > Gdzie ja pisałem o życiu? Przeczytaj jeszcze raz moją definicję, geniuszu:

          A niby dlaczego geniusz jak ja,mialby czytac jeszcze raz twoje definicje?

          "A tak przy okazji - jakie są wasze typy, tak pi razy drzwi, na ilość planet
          ziemiopodobnych w promieniu 500 lat świetlnych (w skali kosmicznej praktycznie
          przydomowy ogródek - w tym promieniu znajduje się ok. 3700 gwiazd)? Jako
          ziemiopodobne definiuję te o masie od 0,5 do 2 mas Ziemi oraz w strefie
          życionośnej"


          > kryterium masy oraz kryterium bycia w ekosferze gwiazdy. Nic tu o życiu nie
          >było mowy.

          To po co ci strefa "zycionosna" geniuszu?
          Mars i Venus sa w "strefie zycionosnej" geniuszu!
          Bo jesli o to ci chodzilo,to niemal przy kazdej gwiezdzie sa planety
          spelniajace twoje wymagania,mimo ze zycia tam nie bylo i nie bedzie.
          • madcio Re: Pięć nowych światów. Moze 3. 28.07.06, 15:06
            > To dlaczego piszesz 0,5-2,0 mas ziemi,bo to jest -50% do 2X wiekszej niz
            > ziemia?
            Bo uważam, że tak duża rozpiętość nadal zasługuje na nazywanie tych planet
            "ziemiopodobnymi"?

            > Mars i Venus sa w "strefie zycionosnej" geniuszu!
            Nie są. Nie ma możliwości istnienia wody w stanie ciekłym na powierzchni
            planety. (olewamy oczywiście atmosferę danej planety, bo mnie ona aktualnie nie
            interesuje)

            > Bo jesli o to ci chodzilo,to niemal przy kazdej gwiezdzie sa planety
            > spelniajace twoje wymagania,mimo ze zycia tam nie bylo i nie bedzie.
            O życiu ty nic nie mów. Ile razy mam ci mówić, że nie o to się pytałem?
    • Gość: mentor Kilka uwag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.06, 06:13
      Obawiam się, że liczba planet życiodajnych krążących wokół tych wszystkich
      tysięcy gwiazd nie jest jednak zbyt wielka. Pozwoliłem sobie zajrzeć do
      Extrasolar Planet Encyclopedia, i cóż się okazuje? W około 90 układach
      planetarnych, w których odkryto planety w odległości co najmniej 0,5 jednostki
      astronomicznej od macierzystej gwiazdy, około 80 procent "jowiszów" ma
      mimośrody przekraczające wartość 0,2 (a około 60 procent - przekraczające 0,3).
      Masywne planety poruszające się po tak ekscentrycznych orbitach wymiotą planety
      ziemiopodobne z ekosfery.

      Uprzedzając zarzut o ewentualnej selekcji obserwacyjnej, nie bardzo widzę, w
      jaki sposób mogłaby ona działać w przypadku mimośrodów. Oczywiście najłatwiej
      jest wykrywać planety masywne na ciasnych orbitach, ale stosowane techniki
      obserwacyjne nie wyróżniają układów o dużych mimośrodach. Tak więc wygląda na
      to, że w znacznej większości układów planetarnych jowisze poruszają się po
      orbitach mocno wydłużonych, co będzie mieć wyżej wspomniany efekt.

      Załóżmy jednak, że mamy planetę o masie zbliżonej do Ziemi i poruszającą się w
      ekosferze. Czy to wystarczy, by powstało na niej życie? (Ja wiem, że w pytaniu
      Madcia chodziło tylko o planety, na których jest węgiel, woda i tlen w
      amosferze, ale po cholerę fascynować się obiektami, które spełniają te warunki,
      ale życie - z takich czy innych powodów - nie może na nich zaistnieć?) Od razu
      można odrzucić wszystkie gwiazdy masywniejsze (nawet bardzo niewiele) od
      Słońca, gdyż ewoluują one bardzo szybko, przez co ich ekosfery szybko zmieniają
      swe położenie i planety będą przebywać w nich zbyt krótko, by mogło rozwinąć
      się na nich życie. To zresztą nie jest wielki problem dla postawionego pytania,
      bowiem znaczna większość gwiazd jest mniej masywna niż Słońce. Te jednak mają
      inne kłopoty. Ekosfery czerwonych karłów leżą blisko swych gwiazd; w takiej
      odległości siły przypływowe - patrz wątek o oddalaniu się Księżyca ;) -
      doprowadzą do sytuacji, że obrót planety leżącej w ekosferze stanie się
      zsynchronizowany z jej ruchem orbitalnym, czyli będzie ona cały czas jedną
      stroną zwrócona do gwiazdy. Na tej stronie temperatura może okazać się zbyt
      wysoka dla istnienia ciekłej wody, zaś na stronie przeciwnej - zbyt niska.
      Wygląda więc na to, że życie może powstać tylko na planetach poruszających się
      w ekosferach gwiazd bardzo zbliżonych do Słońca.

      To jeszcze nie koniec. Aby zapewnić długotrwałą stabilność warunków, konieczną
      do uformowania się życia, impakty dużych planetoid na planetę nie mogą być zbyt
      częste. W układzie musi istnieć więc rodzaj "odkurzacza" wymiatającego
      planetoidy z okolic życiodajnej planety. W Układzie Słonecznym taką rolę
      spełnia Jowisz. Tak więc można spokojnie odrzucić wszystkie układy planetarne,
      w których nie ma masywnej planety poruszającej się po odpowiedniej orbicie. Ta
      orbita masywnej planety musi być naprawdę bardzo odpowiednia; nie może być np.
      zbyt ekscentryczna, gdyż wówczas zadziałałby efekt wspomniany przeze mnie na
      początku.

      Życie powinno być również chronione przed intensywnym promieniowaniem
      korpuskularnym. Ziemię chroni przed nim jej pole magnetyczne. Nie każda planeta
      ma jednak takie pole - np. Wenus i Mars są jego praktycznie pozbawione. Jest to
      kolejny czynnik, który zmniejsza liczbę potencjalnych życiodajnych planet.

      Podsumowując, nie jestem w stanie realistycznie ocenić, ile życiodajnych planet
      znajduje się w promieniu 500 lat świetlnych od nas. Zbyt wiele w tym wszystkim
      jest niepewności. Biorąc jednak pod uwagę wspomniane czynniki, wydaje mi się,
      że takich planet nie jest zbyt wiele, i wcale bym się nie zdziwił, gdyby ich
      liczba była równa zeru.
      • madcio Re: Kilka uwag 26.07.06, 12:31
        > Uprzedzając zarzut o ewentualnej selekcji obserwacyjnej, nie bardzo widzę, w
        > jaki sposób mogłaby ona działać w przypadku mimośrodów. Oczywiście najłatwiej
        > jest wykrywać planety masywne na ciasnych orbitach, ale stosowane techniki
        > obserwacyjne nie wyróżniają układów o dużych mimośrodach.
        Z tego co czytałem, to z jakichś tam powodów łatwiej wykryć planety o dużej
        ekscentryczności.

        > Tak więc wygląda na
        > to, że w znacznej większości układów planetarnych jowisze poruszają się po
        > orbitach mocno wydłużonych, co będzie mieć wyżej wspomniany efekt.
        Nie wygląda, gdyż na razie wiesz tyle, że dotąd odkryte gazowe olbrzymy blisko
        słońc maja mocno ekscentryczne orbity. NIC to nie mówi o ekscentryczności orbit
        dla gazowych olbrzymów w dalszych odległościach. Z selekcji obserwacyjnej nie
        wyciągniesz więcej informacji, niż jest i wszelka ekstrapolacja jest ryzykowna,
        delikatnie mówiąc.

        > Załóżmy jednak, że mamy planetę o masie zbliżonej do Ziemi i poruszającą się w
        > ekosferze. Czy to wystarczy, by powstało na niej życie? (Ja wiem, że w pytaniu
        > Madcia chodziło tylko o planety, na których jest węgiel, woda i tlen w
        > amosferze,
        Nie. W pytaniu moim chodziło o planety znajdujące się w EKOSFERZE zdatnej do
        życia dla istot opartych o te składniki. Nie oznacza to np. wymogu istnienia
        ciekłej wody na powierzchni, tylko MOŻLIWOŚĆ (czyli tyle a tyle energii
        słonecznej dociera do planety).

        A na marginesie obecność wolnego tlenu w atmosferze planety cholernie byłoby
        trudno wytłumaczyć bez obecności życia.

        > Na tej stronie temperatura może okazać się zbyt
        > wysoka dla istnienia ciekłej wody, zaś na stronie przeciwnej - zbyt niska.
        Masz przestarzałe wiadomości. Tak rzeczywiscie keidyś myślano, ale jest jedno
        ale. Atmosfera nieco tylko gęstsza od ziemskiej według symulacji spowoduje
        bardziej normalny rozkład temperatur, co oznacza, że na większości powierzchni
        planety warunki będą w sam raz, by istniała płynna woda.
        www.astrobio.net/news/article1694.html
        > Tak więc można spokojnie odrzucić wszystkie układy planetarne,
        > w których nie ma masywnej planety poruszającej się po odpowiedniej orbicie.
        Nie można. Na jednokomórkowce impakty nie zrobią specjalnego wrażenia. Poza tym
        ośmielę sie założyć, że duża część układów słonecznych ma na stanie co najmniej
        jednego gazowego olbrzyma.

        > Biorąc jednak pod uwagę wspomniane czynniki, wydaje mi się,
        > że takich planet nie jest zbyt wiele, i wcale bym się nie zdziwił, gdyby ich
        > liczba była równa zeru.
        Kolejny zwolennik hipotezy rare earth, co? Nie ma tak łatwo. :)
        • Gość: mentor Re: Kilka uwag IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.06, 05:40
          madcio napisał:

          > Z tego co czytałem, to z jakichś tam powodów łatwiej wykryć planety o dużej
          > ekscentryczności.

          Czy możesz podać, jakie to są powody? Ja o takowych nie słyszałem, ale
          oczywiście mogłem coś przegapić, a sam z siebie takich powodów nie widzę.
          Jesteś pewien, że nic Ci się nie pokićkało, tak jak z tymi 3700 gwiazdami w
          promieniu 500 lat świetlnych?

          > Nie wygląda, gdyż na razie wiesz tyle, że dotąd odkryte gazowe olbrzymy blisko
          > słońc maja mocno ekscentryczne orbity. NIC to nie mówi o ekscentryczności
          orbit
          > dla gazowych olbrzymów w dalszych odległościach. Z selekcji obserwacyjnej nie
          > wyciągniesz więcej informacji, niż jest i wszelka ekstrapolacja jest
          ryzykowna,
          > delikatnie mówiąc.

          Oj, Madcio, innym dyskutantom w różnych postach zarzucasz, że nie potrafią
          czytać po polsku, a sam tego nie umiesz ;) Przecież jak wół napisałem, że
          rozważam "planety w odległości CO NAJMNIEJ 0,5 jednostki astronomicznej od
          macierzystej gwiazdy", a nie gazowe olbrzymy blisko słońc! W tej grupie
          liczącej ok. 100 obiektów są też planety o półosiach wynoszących 4 i 5 j.a.
          Dokładniej rzecz biorąc, I kwartyl mimośrodów w tej grupie wynosi 0,20, a
          mediana - 0,31. Dla porównania: w grupie planet o półosiach mniejszych od 0,5
          j.a. I kwartyl mimośrodów ma wartość 0,01, a mediana - 0.20. To porównanie mówi
          bardzo WIELE o mimośrodach jowiszów krążących w dużych odległościach, a
          mianowicie to, że mają tendencję być większe niż w przypadku planet bliskich
          gwiazdom. Nie ma w tym żadnej ekstrapolacji - to czyste dane obserwacyjne.

          > Nie. W pytaniu moim chodziło o planety znajdujące się w EKOSFERZE zdatnej do
          > życia dla istot opartych o te składniki. Nie oznacza to np. wymogu istnienia
          > ciekłej wody na powierzchni, tylko MOŻLIWOŚĆ (czyli tyle a tyle energii
          > słonecznej dociera do planety).

          Przyznam, że nie rozumiem sensu tego pytania. Po co zajmować się planetami, na
          których jest jakaś tam możliwość powstania życia, ale ono z pewnych powodów i
          tak nie zaistnieje?

          > A na marginesie obecność wolnego tlenu w atmosferze planety cholernie byłoby
          > trudno wytłumaczyć bez obecności życia.

          Z tym się akurat zgadzam. Ale najpierw trzeba taką planetę znaleźć!

          > Masz przestarzałe wiadomości. Tak rzeczywiscie keidyś myślano, ale jest jedno
          > ale. Atmosfera nieco tylko gęstsza od ziemskiej według symulacji spowoduje
          > bardziej normalny rozkład temperatur, co oznacza, że na większości powierzchni
          > planety warunki będą w sam raz, by istniała płynna woda.
          > www.astrobio.net/news/article1694.html

          Przeczytałem ten artykuł i wcale nie rozwiał moich wątpliwości. Jest on bardzo
          ogólnikowy, więc trudno stwierdzić, czy autorzy wspomnianej w nim symulacji
          czegoś nie pokuglowali. Zakładam, że nie. Obawiam się jednak, że zbyt gęsta
          atmosfera również będzie mieć zabójczy efekt dla życia, gdyż bardzo łatwo w
          niej o dużą koncentrację gazów cieplarnianych, a do czego to prowadzi -
          wiadomo. Czyli - atmosfera nie może być ani za rzadka, ani za gęsta; musi być
          dokładnie w sam raz, a o to wcale nie łatwo...

          Na marginesie: widzę, że zupełnie przymykasz oczy na niewygodne dla siebie
          argumenty. W tymże artykule wspomniano o nierozwiązanej jeszcze kwestii, czy
          promienowanie czerwonego karła permanentnie wywieje atmosferę z ziemiopodobnej
          planety krążącej w ekosferze, czy też jest się ona w stanie odradzać. Rozumiem,
          że dla Ciebie pierwsza możliwość nie wchodzi w ogóle w rachubę ;)

          > Na jednokomórkowce impakty nie zrobią specjalnego wrażenia.

          Tego nie wiem. Na przetrwanie jednokomórkowców, które już istnieją - zapewne
          tak; ale na ich samo powstanie?

          > Poza tym
          > ośmielę sie założyć, że duża część układów słonecznych ma na stanie co
          najmniej
          > jednego gazowego olbrzyma.

          Ale większość z nich porusza się po orbitach ekscentrycznych - patrz wyżej ;) A
          poza tym - skąd to założenie? Wielu astronomów sądzi, że wokół karłów typu M w
          większości przypadków znajdowało się zbyt mało materii, by powstały tam
          olbrzymy. W takich układach rolę Jowisza spełnia planeta ziemiopodobna - i to
          ona ściąga na siebie całe barachło latające po systemie!

          > Kolejny zwolennik hipotezy rare earth, co? Nie ma tak łatwo. :)

          Za to Ty jesteś kolejnym zwolennikiem frequent earth? Wam rzeczywiście jest
          łatwiej, zwłaszcza kiedy zamykacie oczy na niewygodne argumenty... ;)
          • madcio Re: Kilka uwag 28.07.06, 15:22
            > > Z tego co czytałem, to z jakichś tam powodów łatwiej wykryć planety o
            > > dużej ekscentryczności.
            > Czy możesz podać, jakie to są powody? Ja o takowych nie słyszałem, ale
            > oczywiście mogłem coś przegapić, a sam z siebie takich powodów nie widzę.
            > Jesteś pewien, że nic Ci się nie pokićkało, tak jak z tymi 3700 gwiazdami w
            > promieniu 500 lat świetlnych?
            Nie mogę być tego pewien, po prostu intuicyjnie czuję, że ekscentryczność orbity
            może nieco ułatwić detekcję planety.

            > (..) Nie ma w tym żadnej ekstrapolacji - to czyste dane obserwacyjne.
            Stronnicze i niepełne dane obserwacyjne. Moim zdaniem jest za wcześnie, by
            wydawać takie osądy. Dużo za wcześnie. Nawet, jeśli ekscentryczność nie ma
            wpływu na wykrywalność planety.

            > Przyznam, że nie rozumiem sensu tego pytania. Po co zajmować się planetami, na
            > których jest jakaś tam możliwość powstania życia, ale ono z pewnych powodów i
            > tak nie zaistnieje?
            Ja nigdzie o istnieniu lub nieistnieniu życia nie mówię. Tylko o obecności w
            ekosferze.

            > Obawiam się jednak, że zbyt gęsta
            > atmosfera również będzie mieć zabójczy efekt dla życia, gdyż bardzo łatwo w
            > niej o dużą koncentrację gazów cieplarnianych,
            Widzę, że niezwykle dużo wiesz o atmosferach planet poza naszym układem
            słonecznym. :D

            > Czyli - atmosfera nie może być ani za rzadka, ani za gęsta; musi być
            > dokładnie w sam raz, a o to wcale nie łatwo...
            Mam dla ciebie takie małe pytanko - wiesz, czemu nasza, ziemska atmosfera jest
            "w sam raz" dla życia? :>

            > W tymże artykule wspomniano o nierozwiązanej jeszcze kwestii, czy
            > promienowanie czerwonego karła permanentnie wywieje atmosferę z ziemiopodobnej
            > planety krążącej w ekosferze, czy też jest się ona w stanie odradzać.
            > Rozumiem, że dla Ciebie pierwsza możliwość nie wchodzi w ogóle w rachubę ;)
            Jak będzie wystarczająca grawitacja, to nie wywieje. :) Za mała planeta i tak
            nie zdoła utrzymać tak gęstej atmosfery.

            > > Poza tym ośmielę sie założyć, że duża część układów słonecznych ma na
            > > stanie co najmniej jednego gazowego olbrzyma.
            > Ale większość z nich porusza się po orbitach ekscentrycznych - patrz wyżej ;)
            Wciąż odwołam się do niepełnych danych obserwacyjnych. Rozkład statystyczny
            ekscentryczności gazowych olbrzymów może być inny dla orbit takich, jak naszego
            Jowisza czy Saturna. Osobiście uważam, że za wcześnie na osądzanie naszego
            układu słonecznego jako wyjątkowego z powodu niskiej ekscentryczności orbity.

            > A poza tym - skąd to założenie? Wielu astronomów sądzi, że wokół karłów typu
            > M w większości przypadków znajdowało się zbyt mało materii, by powstały tam
            > olbrzymy.
            Tak, ale jakbyś nie wiedział, rozpatrujemy nie tylko układy słoneczne wokół
            karłów. :) Z drugiej strony, biorąc pod uwagę liczbę czerwonych karłów w
            stosunku do gwiazd takich jak nasze słońce...

            > W takich układach rolę Jowisza spełnia planeta ziemiopodobna - i to
            > ona ściąga na siebie całe barachło latające po systemie!
            Mniejsze układy będą też miały mniej całego barachła... osobiście sądzę, że o
            ile na tak męczonej planecie nie ma co szukać wielokomórkowych istot, o tyle
            bakterie będą miały się dobrze.

            > > Kolejny zwolennik hipotezy rare earth, co? Nie ma tak łatwo. :)
            > Za to Ty jesteś kolejnym zwolennikiem frequent earth?
            Zaraz frequent earth. Prędzej frequent earth-like planets.

            > Wam rzeczywiście jest
            > łatwiej, zwłaszcza kiedy zamykacie oczy na niewygodne argumenty... ;)
            Nic nie przymykam, po prostu uważam, ze są dobre odpowiedzi na te argumenty, ale
            o to już sam musisz się spytać. Ja specjalnie dla ciebie argumentów przeciw mnie
            nie będę wyszukiwać. Sam się wysil. :>

            Podsuwowywując: te nasze kłótnie i tak są nic nie warte, gdyż za mało wiemy, by
            wydawać jakiekolwiek oceny. Uważam, ze musimy mieć co najmniej kilkutysięczną
            próbkę, do tego wolną od podejrzeń o stronniczość obserwacyjną. Być może
            pierwszej takiej statystyki dostaczy nam Kepler.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka