Dodaj do ulubionych

determinanty sukcesu post-doc'a :)

03.02.07, 18:22
Ostatnio mam problem z doborem uczelni na PhD. Nie zebym byl jakos szczegolnie
rozchwytywany ;-) ale mam nastepujacy dylemat.

Czy lepiej isc na przecietna uczelnie (w polowie stawki) do fajnego promotora
czy lepiej wybrac uczelnie mocna (np. Harvard) a promotora miec przecietnego
(przecietnego - czyli niekoniecznie eksperta w tym, co mnie interesuje). Co
jest wazniejsze z perspektywy przyszlego pracodawcy a) akademickiego b)
nieakademickiego.

Np. Google szuka ludzi ze 'strong academic program', czyli jakis Buffalo
University (strzelam) raczej nie wystarczy. Z drugiej strony, co jezeli na tym
Buffalo pracuje promotor, ktory jest ekspertem w tym, co mnie wlasnie interesuje?

Jak to wyglada z perspektywy znalezienia pracy przez post-doc'a?

Obserwuj wątek
    • kot.behemot Harvard vs. ... State University. Temat - rzeka. 09.02.07, 21:56
      Znane mi są uniwersytety stanowe, na których W PEWNYCH DZIEDZINACH robi się
      badania lepsze niż na Harvardzie. Na przykład - Colorado State ma centrum badań
      nad gruźlicą (Patrick Brennan i inni). Utah State ma centrum badań nad chorobami
      wirusowymi. A Harvard? Cóż, Harvard ma reputację, fundusze i w miarę RÓWNY,
      dobry poziom WSZYSTKICH wydziałów. I dlatego jest w rankingach wyżej niż
      uniwersytety stanowe, które miewają czasem jakąś wyjątkową perełkę, ukrytą
      jednak w kupie śmiecia.

      Rankingi i reputacja się liczą. Żeby zwiększyć szansę na dobrą pracę po postdocu
      zdecydowanie lepiej zaczepić się najpierw na Harvardzie - dobrze wygląda w CV. A
      co do rozwoju naukowego, to przecież rozwijać się można wszędzie - nawet na
      Harvardzie! ;)


      P.S. Powyższe było napisane z punktu widzenia realisty. Idealista, który siedzi
      we mnie, zwykł w przypadku takich dylematów mawiać "do diabła z reputacją i
      rankingami" i wysłałbym papiery do fajnego szefa, eksperta w dziedzinie, i do
      miejsca innego niż Boston (nie cierpię miast typu Bostonu - jestem zepsuty
      Zachodem).
      • ex-rak Re: Harvard vs. ... State University. Temat - rze 11.02.07, 17:06
        kot.behemot napisał:

        > Rankingi i reputacja się liczą. Żeby zwiększyć szansę na dobrą pracę po
        postdoc
        > u
        > zdecydowanie lepiej zaczepić się najpierw na Harvardzie - dobrze wygląda w
        CV.

        To nie do konca musi byc tak. Zalezy co oczywiscie zamierzasz robic po
        postdoku.
        Jesli rozwijac sie dalej w tym samym kierunku, to raczej wybitny szef z
        talentami manedzerskimi (najlepiej na wybitnej uczelni, ale nie koniecznie).

        Wybitny szef jest uznany w srodowisku i ma duze kontakty zarowno w akademii jak
        i w badawczej dzialce przemyslu. I jego opinia bardzo sie liczy. Czesto jest
        doradca naukowym w tej czy innej firmie. ''Harvard'' liczy sie, owszem, bo
        do ''Harvardu'' po jakim czasie, jakim ''cudem'', sciagaja ci wybitni ludzie
        nauki i robi sie tam wieksza gestosc prawdopodobienstwa wystepowania naukowego
        klimatu niz gdzie indziej. I to pozniej jest brane pod uwage w strategii
        rozwoju dzialow badawczych firm. Osrodki badawczne zaczynaja sie rosnac, jak
        grzyby po deszczu, na orbicie dobrych uniwersytetow. By moc miec jak najlepszy
        dostep do nich i ich naukowych osiagniec np. Cambridge US lub Cambridge UK.

        To tak z moich farmaceutycznych obserwacji.
    • smia Re: determinanty sukcesu post-doc'a :) 11.02.07, 13:46
      wydaje mi sie, ze najwazniejsze jest robic to co sie lubi, u kogos kogo sie lubi
      i szanuje (takze naukowo). sukcesu nie da sie zaprogramowac, Noblisci nie
      pracowali z mysla o Noblu ale dlatego, ze to ich krecilo ;-). jesli mialabym
      pracowac u szefa-despoty, w labie gdzie jest wyscig szczurow, ale za to na
      Harvardzie, to dzieki, raczej nie. moze i dobrze wyglada w CV, ale to nie wszystko.

      pisze to z perspektywy osoby, ktora tez poszla do "dobrego" labu (nie na miare
      Harvardu co prawda), i szef skutecznie pozbawil ja radosci zycia na 3.5 roku. w
      dobrych labach tez sa nietrafione projekty i nielubiani doktoranci.
      • staua Re: determinanty sukcesu post-doc'a :) 11.02.07, 17:51
        Smia, a co u Ciebie? Podjelas jakas decyzje o postdocu?
        Jesli chodzi o temat watku, to mysle identycznie. Oczywiscie milo byloby, gdyby
        autor napisal, co ma na mysli piszac o sukcesie, bo dla kazdego to moze
        oznaczac cos innego.
        • smia Re: determinanty sukcesu post-doc'a :) 11.02.07, 20:07
          :-)
          decyzje na razie podejmuja potencjalni pracodawcy
          a ja mam w tym tygodniu egzamin. i na tym staram sie skupic ;-)
          • staua Re: determinanty sukcesu post-doc'a :) 12.02.07, 22:24
            Powodzenia! Napisz koniecznie, jak juz bedziesz wiedziala, gdzie Cie zaniesie...
        • sulpiryd Re: determinanty sukcesu post-doc'a :) 12.02.07, 01:53
          > autor napisal (tzn. nie napisal? - sulpiryd), co ma na mysli piszac o
          sukcesie, bo dla kazdego to moze oznaczac cos innego.

          Autor :) w tym watku uzywa terminu sukces w kontekscie znalezienia dobrej pracy.
          W a) akademii, b) w przemysle.

          Pozdrawiam :P

          • staua Re: determinanty sukcesu post-doc'a :) 12.02.07, 22:23
            To chyba znaczenie maja glownie (niestety) Twoje rekomendacje. Nawet nie
            publikacje sa tu najistotniejsze. W przemysle jeszcze istotne jest przejscie
            pomyslnie rozmow kwalifikacyjnych, wlacznie z testami osobowosciowymi
            przeprowadzanymi przez HR firmy, ktore sa chyba nawet decydujace.
            • ex-rak Re: determinanty sukcesu post-doc'a :) 13.02.07, 21:43
              staua napisała:

              > To chyba znaczenie maja glownie (niestety) Twoje rekomendacje. Nawet nie
              > publikacje sa tu najistotniejsze. W przemysle jeszcze istotne jest przejscie
              > pomyslnie rozmow kwalifikacyjnych, wlacznie z testami osobowosciowymi
              > przeprowadzanymi przez HR firmy, ktore sa chyba nawet decydujace.

              Nie demonizowalbym roli HR. Szczegolnie jesli chodzi po stanowiska badawcze.
              Testy osobowosciowe czy po prostu rozmowa w cztery oczy z osoba z HR ma owszem
              pewien wplyw, czasami nawet duzy wplyw, ale liczy sie caly pakiet.
              A ostateczna decyzje podejmuje szef danego instytutu (lub jego dzialu).
              Jesli chodzi o wstepna selekcje CV to HR pewnie robi selekcje przedwstepna typu
              O, hydraulik aplikuje na stanowisko biologa molekularnego, ale zasadnicza
              selekcja zajmuje sie ktos z naukowcow, ktory ma jako takie rozeznanie i mniej
              patrzy na nazwe uczelni, a bardziej na zespol(y) w jakim dane bylo delikwentowi
              pracowac.
    • kotorybka A może możesz mieć to i to? 11.02.07, 23:25
      Tak było u mnie: Ciekawiła mnie pewna tematyka naukowa, wcale nie koniecznie na najlepszej uczelni
      - ale tak wyszło, że osoba do której labu zdecydowałam się pójść akurat była na Harvardzie ;-)

      Od niedawna pracuję w industry i wiem, że fakt "dobrego pochodzenia" dużo się liczył (zwłaszcza na
      początku - chyba to wzbudziło wstępny ineres moją kandydaturą), ale to jednak jakość cv (czytaj:
      dobry promotor, na PhD i postdocu; dobre publikacje) była ostatecznie postrzeżona jako prawdziwa
      miara sukcesu akademickiego.

      Good luck!
      • sulpiryd Re: A może możesz mieć to i to? 12.02.07, 02:12
        Widzisz, u mnie jest tak - znalazlem calkiem fajnego profesora, ktory
        specjalizuje sie w tym, o czym chcialbym pisac - w City University London. W
        uczelni bardzo przecietnej ale oferujacej stypendia, co jak na zwyczaje
        europejskie jest dosc duza ekstrawagancja.

        Z drugiej strony, marzy mi sie Ivy League lub Stanford (szczegolnie Stanford)
        ale nie widze tam potencjalnych promotorow. Choc studia w US trwaja 4-5 lat i w
        tym czasie pomysl na dr pewnie wielokrotnie by sie zmienil. No tak ale gre na
        1600 punktow jest poza zasiegiem ;( Swoja droga, ciekawi mnie co radzilabys mi
        zrobic, zeby dostac sie na tak prestizowa uczelnie jak Twoja.

        Dumam, czy lepiej robic dr od razu w UK i miec, go za pare lat 'z glowy'. Czy
        powalczyc i sprobowac do USA. Ponoc w USA lepiej szkola... ale Londyn blizej,
        latwiej (wiza, rodzina, narzeczona, itp). Sam nie wiem, co zrobic.. a lata leca..

        Ostatnio czytalem topic na chronicle.com:
        chronicle.com/forums/index.php/topic,30282.0.html
        i jestem juz w ogole anxious i down. Sorka, jakos humor dzis nie dopisuje.
        • kotorybka Re: A może możesz mieć to i to? 12.02.07, 04:30
          Oczywiście trudno coś doradzić nie wiedząc detali Twojej sytuacji, ale chyba na Twoim miejscu
          zainteresowałabym się ofertą tego profesora którego praca Cię interesuje. Myślę, że PhD to jest czas
          aby się przede wszystkim wykazać akademicko - jeśli uda Ci się wydać z nim kilka dobrych publikacji i
          jeśli on (i inni) napiszą Ci dobre listy rekomendacyjne, to potencjalni promotorzy na postdoka na pewno
          się Tobą zainteresują. Moja promotorka rozpatrowując kandydaturę nowego postdokowego kandydata,
          brała pod uwagę jego cały "pedigree", tzn. jakość uczelni i renomę promotora, ale także listę publikacji
          oraz zawartość listów rekomendacyjnych, a nawet jakość listu wstępnego który do niej napisał(a).
          Ważne także jest wrażenie jakie robisz już na interview... Bottom line: respektowany i znany promotor z
          którym masz dobry kontakt często pomoże Ci znaleźć pozycję postdokową na świetnej uczelni...

          Jeszcze raz good luck!
        • charadrius_vociferus Re: A może możesz mieć to i to? 12.02.07, 22:29
          > No tak ale gre na
          > 1600 punktow jest poza zasiegiem

          Dlaczego zaraz taki defetyzm. Jak wazny jest GRE, pewnie zalezy od dziedziny,
          ale ja mialem kiepski GRE (podchodzilem w Polsce bez przygotowania) ale za to
          Subject Test 990/1000 (gorne 4%) i nie dostalem zadnej odmowy. Piszesz, ze
          jestes ekonomista, tam zdaje sie jest Subject Test. Jezeli powaznie traktowales
          studia, to do Subject Test wlasciwie nie musisz sie przygotowywac.
        • staua Re: A może możesz mieć to i to? 13.02.07, 17:43
          To ja podam przyklad odwrotny, zeby nie bylo, ze jest tak rozowo. Pracuje na
          MIT i rzeczywiscie wielu postdocow znajduje swietna prace (doktorat to raczej
          wstep do tego, co chcesz robic, jesli pozostaniesz w nauce, i wydaje mi sie, ze
          ludzie z europejskimi doktoratami musza miec troche wieksza sile przebicia, czy
          tez charyzme ;-) to tak na marginesie), ale jedna znajoma, z labu Philipa
          Sharpa, jak wiadomo, Noblisty, ze swietnymi publikacjami, dlugo juz meczy sie
          szukajac pozycji akademickiej. Problem polega na tym, ze jej plan naukowy jest
          malo chwytliwy (zajmuje sie CD44, wydawaloby sie, ciekawym bialkiem) i po
          interviews (z tym nie ma problemu) nie dostaje propozucji. Ale caly czas
          probuje, choc pewnie bedzie musiala zmodyfikowac ten plan.
      • ex-rak Re: A może możesz mieć to i to? 13.02.07, 11:57
        kotorybka napisała:

        > Tak było u mnie: Ciekawiła mnie pewna tematyka naukowa, wcale nie koniecznie
        na
        > najlepszej uczelni
        > - ale tak wyszło, że osoba do której labu zdecydowałam się pójść akurat była
        na
        > Harvardzie ;-)
        >
        > Od niedawna pracuję w industry

        Uchyl rabka tajemnicy.
        • kotorybka Re: A może możesz mieć to i to? 13.02.07, 22:14
          Rak, czy to bylo do mnie?
          Jesli tak, to z "wyksztalcenia" jestem neurobiologiem ale teraz pracuje w Merck
          w zupelnie innym programie... Musze sie przyznac, ze chociaz
          decyzja "porzucenia" kierunku akademickiego byla dla mnie traumatyczna, teraz w
          ogole a w ogole jej nie zaluje :-D
          • ex-rak Re: A może możesz mieć to i to? 13.02.07, 23:27
            Tak podejrzewalem. Ciesze sie.
            Chociaz w Mercku juz od roku nie pracuje to jednak nadal mam do firmy duzy
            sentyment. Trafilas w dobre miejsce. I naukowo i wystrojowo (farba jeszcze
            pewnie gdzie niegdzie nie przyschla).
            Czy duch Eda Skolnika straszy po korytarzach jego imienia?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka