kagan-owski
23.11.07, 17:16
Ktos niedawno napisal na tym forum: "działanie, w którym jednym z
argumentów jest zero, a wynik jest niezerowy, nie jest mnożeniem".
Ale przeciez tak jest, bowiem ktos tak, a nie inaczej zdefiniowal
mnozenie. Chodzi mi o to, ze matematyka nie jest nauka
scisla (zreszta w ogole nie jest nauka), a "tylko" (i "az")
konkretnym systemem dedukcyjnym: jednym z mozliwych, ale przeciez
nie jedynym z mozliwych.
A w systemach dedukcyjnych, w zaleznosci od tego, jakie przyjmujemy
aksjomaty, takie otrzymujemy wyniki. To jest wrecz elementarne!
Rozumiem, ze ktos tak, a nie inaczej zdefinowal mnozenie - aby
obejsc problem z zerem - wygodnym wynalazkiem, zanim sie nie zacznie
przez nie dzielic... Komputery IBM serii 360/370 (pamieta je ktos -
na nich byly oparte tzw. RIADy) wrecz stawaly, jak mialy podzielic
cos przez zero (tak zostaly zaprogramowane przez zawodowych
matematykow, zreszta z USA)...
Ktos wiec zdefiniowal zero tak, ze, a*0=0*a=0.
I zgoda, ale mozna bylo zero inaczej zdefiniowac, i co wtedy?
Pomyslal ktos kiedys o tym?