Dodaj do ulubionych

Zielonym dla ochłody

02.09.08, 09:04
zielona Sahara...

www.rp.pl/artykul/61991,183484_Niech_zazieleni_sie_Sahara.html

Niech zazieleni się Sahara
Dariusz Rosiak 30-08-2008, ostatnia aktualizacja 30-08-2008 00:52
Z Freemanem Dysonem, amerykańskim fizykiem i matematykiem, o
globalnym ociepleniu klimatu rozmawia Dariusz Rosiak


źródło: Rzeczpospolita

źródło: Rzeczpospolita
+zobacz więcejRz: Napisał pan niedawno, że debata na temat
globalnego ocieplenia ma charakter religijny, a nie naukowy. Co pan
ma na myśli?

Freeman Dyson: W tej debacie uczestniczą dwie grupy ludzi.
Zdecydowaną mniejszość stanowią naukowcy, którzy poszukują
racjonalnych dowodów na stawiane przez siebie tezy. Oprócz nich
istnieją wyznawcy religii ochrony środowiska (environmentalism) –
ekolodzy, moraliści, przepowiadacze przyszłości itd., którzy w
zasadzie nie mają pojęcia, o czym mówią, ale za to głęboko wierzą,
że mają rację. Uznają za niepodważalne dogmaty głoszone przez
większość uczestników tej debaty: że ocieplenie klimatyczne jest
złe, że główną winę za zmiany klimatu ponosi człowiek i że jeśli nie
podejmiemy natychmiast kroków zaradczych, nastąpi zagłada
cywilizacji. Oczywiście podział, o którym mówię, nie jest
jednoznaczny. Są na przykład naukowcy, którzy wyznają religię
ochrony środowiska, co czasem uniemożliwia im obiektywną ocenę
wyników własnych badań. Nie twierdzę, że kwestia ocieplenia klimatu
nie ma wymiaru moralnego czy cywilizacyjnego. Oczywiście, że ma.
Tylko religii, zwłaszcza w jej wydaniu tak bardzo zaangażowanym, nie
należy mieszać z nauką. To są oddzielne sfery.

Większość ludzi głęboko wierzy, że dogmaty, o których pan mówi, są
prawdziwe. Nie mamy innego wyjścia, skoro zdecydowana większość
utytułowanych naukowców je potwierdza.

Ja nie widzę żadnych naukowych dowodów na poparcie co najmniej
części tych tez. Przede wszystkim uważam, że twierdzenie, jakoby
ocieplenie klimatu było obecnie największym zagrożeniem dla
ludzkości, jest po prostu nonsensem. Setki milionów ludzi na całym
świecie nie mają wody pitnej, nie mogą korzystać z edukacji,
podstawowej opieki zdrowotnej. Twierdzenie w tej sytuacji, że
najważniejszym zadaniem człowieka jest powstrzymanie ocieplania
Ziemi i przeznaczanie miliardów dolarów właśnie na ten cel, jest
pozbawione sensu.

Oczywiście tzw. konsensus w sprawie ocieplenia składa się z kilku
kwestii. Nie podważam faktu ocieplenia klimatu, bo to daje się
zmierzyć. Moim zdaniem da się również obronić tezę, że częściową
rolę w tym procesie odgrywa człowiek przez zwiększanie emisji CO2 do
atmosfery. Kolejne pytanie: czy to ocieplenie jest dla nas dobre czy
złe, jest całkowicie otwarte. Historia Ziemi podpowiada, że
generalnie ocieplenie klimatu jest dobre dla człowieka i większości
gatunków. Pamiętajmy, że jeszcze około 6 tysięcy lat temu Sahara
była żyzną krainą, gdzie pasły się żyrafy, słonie, a w rzekach
pływały hipopotamy. Świadczą o tym malowidła skalne z tamtych
rejonów, na których można oglądać rolników, pasterzy i ich stada.
Uważam, że zasadne jest postawienie przy tej okazji choćby dwóch
pytań. Po pierwsze, czy jeśli pozwolimy na ocieplenie klimatu przez
zwiększenia emisji CO2, to stworzymy warunki dla powstania wilgotnej
Sahary, jaką znamy sprzed 6 tysięcy lat? I po drugie, czy
wolelibyśmy dzisiejszy klimat, czy może ten sprzed 6 tysięcy lat?

A nie żal panu misiów polarnych, które ponoć giną razem z lodem
Arktyki?

No, właśnie – to jest najlepszy przykład religijnej propagandy
obrońców środowiska. To oczywiście prawda, że lody Arktyki topnieją,
choć lodowce, których powierzchnia dziś się kurczy, 6 tysięcy lat
temu były bez porównania mniejsze niż obecnie. Tylko że to nie ma
wpływu na liczbę misiów polarnych. Owszem, w niektórych odmianach ta
liczba spada i pewnie powinniśmy się tym martwić, ale generalnie
ilość niedźwiedzi polarnych zdecydowanie wzrosła w ostatnich latach
i dalej rośnie.

Co pan sądzi o przepowiedniach głoszących, że jeśli nie powstrzymamy
emisji CO2, w ciągu najbliższych lat grozi nam katastrofa
gospodarcza? To teza głoszona przez Międzynarodowy Panel ds. Zmian
Klimatycznych działający pod egidą ONZ. Jeszcze ostrzejsze tezy
stawia rząd brytyjski w słynnym raporcie Sterna.

Z naukowego punktu widzenia te prognozy nie są nic warte. Osobą,
której w tej dziedzinie wierzę, jest mój stary przyjaciel Syukuro
Manabe, japoński meteorolog, pionier wykorzystania modeli
komputerowych do badania zmian klimatu. Manabe uważa, że modele
komputerowe są doskonałym instrumentem do zrozumienia klimatu, ale
nie nadają się do jego przewidywania. Myślę, że to zdanie jest
ciągle prawdziwe. Te modele dobrze służą opisaniu ruchów atmosfery i
oceanów, ale kompletnie się nie sprawdzają przy opisie zachowania
chmur, zmian chemicznych i biologicznych zachodzących w glebie czy w
lasach. Krótko mówiąc, modele nie są w stanie prognozować zmian w
rzeczywistym świecie, który rozwija się tak jak chce, a nie zgodnie
z komputerowym programem, choćby nie wiem jak zaawansowanym.A jeśli
na podstawie tych prognoz wytycza się konkretne drogi rozwoju
cywilizacji? Na przykład sugeruje się, by takie kraje jak Chiny
czyIndie drastycznie zmniejszyły poziom emisji.

Jestem temu zdecydowanie przeciwny. Wymaganie np. od Chin, by
radykalnie ograniczyły emisję CO2, czyli praktycznie pozbawiły się
możliwości rozwoju gospodarczego, nie tylko nie ma podstaw
naukowych, ale też jest głęboko niemoralne. Postulat, by ponad
miliard ludzi utrzymywać w biedzie dla ochrony klimatu, wydaje mi
się przerażający.

Napisał pan, że nauka to „zorganizowana nieprzewidywalność”. Czy to
oznacza, że nie powinniśmy oczekiwać od naukowców prognoz
dotyczących rozwoju świata? Czy nauka w ogóle jest w stanie
cokolwiek przewidzieć?

Pewne rzeczy da się przewidzieć, np. że jutro najprawdopodobniej
wstanie słońce albo że w Nowym Jorku wkrótce spadnie deszcz. Jednak
najciekawsze pytania naukowe to te, na które odpowiedzi nie znamy.
Nie ma nic złego w stawianiu naukowych prognoz, sam je regularnie
stawiam, jednak wtedy zmieniam się w opowiadacza historii
(storyteller), narratora, który próbuje wybrnąć z ciasnych ram
nauki. Moje prognozy mogą być mądre albo głupie, mogą się w
przyszłości sprawdzić albo nie. Jednak problem pojawia się, gdy –
tak jak w przypadku ocen zmian klimatycznych – na całym świecie
zaczyna obowiązywać jedyna słuszna prognoza, która jak większość
prognoz nie jest poparta naukowymi dowodami.

Obserwuj wątek
    • kretenczyk Re: Zielonym dla ochłody [2] 02.09.08, 09:06
      Pan uważa, że ocieplenie klimatu nie powinno być traktowane jako
      problem meteorologiczny, ale jako kwestia „zarządzania ziemią” (land
      management). Proszę wyjaśnić, o co chodzi.

      Jest faktem, że w roślinach występuje mniej więcej tyle samo
      dwutlenku węgla, co w atmosferze, a w glebie jest go dwa razy
      więcej. Czwartym rezerwuarem węgla jest ocean. Te cztery rezerwuary
      wchodzą ze sobą w interakcje i absurdem jest twierdzenie, że można
      zmniejszyć poziom CO2, koncentrując się tylko na jednym z nich –
      atmosferze – i nie biorąc pod uwagę zmian zachodzących w innych.
      Moim zdaniem łatwiej jest zarządzać wegetacją niż atmosferą, na
      którą w istocie nie mamy żadnego wpływu.

      Na czym konkretnie miałoby polegać to nowoczesne zarządzanie Ziemią?
      Używa pan nawet terminu „zielona technologia”, chociaż chyba nie w
      rozumieniu, w jakim stosują go organizacje ekologiczne.

      Ten pomysł nie jest niczym specjalnie nowoczesnym. Chodzi o
      technologię opartą na biologii, a nie na fizyce. Zielona technologia
      to dla mnie dojenie krowy, robienie sera, uprawianie winorośli i
      wyrabianie wina. Ale częścią zielonej technologii jest także użycie
      nowych biotechnologii, np. mieszanie gatunków, tworzenie roślin
      odpornych na choroby.

      Proszę podać konkretny przykład wykorzystania zielonej technologii
      dla ograniczenia poziomu CO2 w atmosferze.

      Moim zdaniem całkiem możliwe jest stworzenie genetycznie
      modyfikowanych drzew, które będą absorbowały CO2 znacznie
      efektywniej niż obecnie żyjące, następnie przekształcały go w
      paliwa. Obecnie poziom przyswajania CO2 przez drzewa i przetwarzania
      go jest bardzo niski – wynosi około 1 procent. Poza tym, jeśli
      chcemy wykorzystać drewno jako paliwo, musimy ściąć drzewo, co jest
      niszczeniem natury i nikomu się nie podoba. Lepiej zatem genetycznie
      zmodyfikować drzewo, by przyswajało CO2 i energię słoneczną np.
      dziesięć razy szybciej, a potem opracować technologię przetwarzania
      powstałego w ten sposób paliwa w paliwo ciekłe. Pod powierzchnią
      lasów mogłyby się znajdować specjalne zbiorniki i rurociągi, którymi
      to paliwo przepływałoby do odbiorcy. Nie trzeba byłoby ścinać lasów
      ani czekać miliony lat na węgiel kopalny czy ropę.

      Poważnie myśli pan, że takie rozwiązanie jest realne?

      Nie mam pojęcia, czy jest to realne, ale wydaje mi się całkiem
      praktycznym rozwiązaniem problemu nadmiaru emisji CO2 oraz niedoboru
      paliw na świecie. Nie wydaje mi się również, żeby stworzenie takich
      genetycznie modyfikowanych drzew było jakoś specjalnie trudne. W
      końcu już teraz dokonujemy mieszania gatunków i powinniśmy
      kontynuować te eksperymenty, jeśli służą dobru człowieka.

      Czy w ramach tak rozumianej zielonej technologii powinniśmy również
      mieszać gatunki zwierząt? Czy powinniśmy tworzyć silniejsze konie,
      bardziej mleczne krowy, owce z lepszą wełną?

      Nie widzę nic złego w mieszaniu gatunków i tworzeniu nowych genomów.
      Oczywiście to wszystko powinno się odbywać pod ścisłą kontrolą
      etyczną i naukową. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem klonowania
      ludzi, ale nie ma nic złego w tworzeniu nowych gatunków roślin i
      zwierząt. Rozumiem, że jesteśmy bardzo podejrzliwi wobec naukowców,
      którzy zajmują się tego typu rzeczami, zwłaszcza że pozostają one w
      tej chwili w gestii cieszących się złą sławą korporacji, typu
      Monsanto.

      Często używam przy tej okazji porównania z rozwojem technologii
      komputerowych. 50 lat temu ludzie byli przekonani, że komputery
      służą szaleńcom do wymyślania coraz bardziej śmiercionośnych bomb
      atomowych. Stworzenie komputera osobistego i oddanie tej technologii
      normalnym ludziom zdjęło z niej odium wynalazku nieprzyjaznego
      człowiekowi. Moim zdaniem w ciągu najbliższych 50 lat nastąpi
      podobne oswojenie biotechnologii. Nie zdziwiłbym się, gdyby pańskie
      wnuki albo prawnuki szły do przedszkola ze specjalnym zestawem
      genetycznym do produkowania np. kwiatków. I tak jak dzisiaj mamy
      wystawy rysunków, za 50 lat możemy mieć wystawy róż, goździków i
      orchidei tworzonych przez przedszkolaków. Pisanie genomów różnych
      nowych gatunków mogłoby się stać hobby milionów ludzi.

      I naprawdę nie widzi pan w tym żadnego zagrożenia?

      Nie wiem, jakie zagrożenie dla człowieka wynikło ze sklonowania owcy
      Dolly albo jakie miałoby wyniknąć ze zorganizowania konkursu dla
      dzieci na wymyślenie najpiękniejszej złotej rybki. Oczywiście dzieci
      powinny być wychowywane w szacunku i miłości dla wszystkich
      stworzeń, ale to jest zupełnie inna kwestia.

      Proszę pamiętać, że mieszanie gatunków to nie jest sprawa nowa.
      Wybitny mikrobiolog Carl Woese pisał o czasach „przeddarwinowskich”,
      czyli przed początkiem ewolucji, gdy komórki swobodnie wymieniały
      się genami. Ten horyzontalny transfer – jak się go dziś nazywa – nie
      był niczym zakłócony, a ewolucja była zjawiskiem kolektywnym:
      komórki wymieniały się ze sobą wszystkim, co było dla nich
      pożyteczne. Jakieś pół miliarda lat później jedna z komórek uznała,
      że przerasta pozostałe, oddzieliła się od innych i przestała
      wymieniać się genami. To wynikało z jej czystego egoizmu. Potem,
      miliony lat później, kolejna komórka zachowała się równie
      egoistycznie, potem następna i w ten sposób zaczęły się wyodrębniać
      gatunki. Rozpoczęło się coś, co nazywam darwinowskim interludium,
      które trwało jakieś 2 – 3 miliardy lat i w istocie zwolniło tempo
      właściwej ewolucji. Gatunki zamiast dzielić się między sobą genami,
      zaczęły współzawodniczyć, zwalczać się nawzajem.

      • kretenczyk Re: Zielonym dla ochłody [3] 02.09.08, 09:07
        Obecnie dzięki człowiekowi możliwy jest powrót do horyzontalnego
        transferu genów. Nauczyliśmy się wymieniać geny między gatunkami,
        tworzyć nowe, lepsze. Mnie napawa to ogromną nadzieją, choć – jak
        powiedziałem – musimy pamiętać o zagrożeniach.

        Oczywiście zdaje sobie pan sprawę, że takie wizje są nie do
        przyjęcia dla ludzi, którzy uważają, że naturze należy się szacunek,
        że nie wolno w nią ingerować, bo spotka nas za to kara.

        To jest część gorącej debaty na temat wartości. Po jednej stronie
        stoją ci, których nazywam naturalistami, po przeciwnej – humaniści.
        Naturaliści uważają, że natura zawsze wie najlepiej, a każda forma
        ingerencji w nią jest złem. Nie wolno produkować żywności
        genetycznie modyfikowanej, nie wolno produkować CO2, nie wolno
        sztucznie użyźniać gleby ani zmieniać pustyni w pole uprawne, bo to
        się zwróci przeciw człowiekowi. Dla humanistów natomiast największym
        złem są bieda, choroby, głód, bezrobocie, życie pozbawione godności.
        Harmonijne współżycie człowieka z naturą ma także ogromną wartość,
        ale humanista zaakceptuje, że ceną, którą trzeba zapłacić za
        wyciągnięcie połowy ludzkości z biedy, może być zwiększenie emisji
        CO2 albo wyprodukowanie modyfikowanych genetycznie gatunków roślin.
        Ja oczywiście stoję w tym sporze po stronie humanistów.

        Nazywa pan siebie również praktykującym, choć niewierzącym
        chrześcijaninem. Mógłby pan wyjaśnić, na czym to polega?

        Uwielbiam chodzić do kościoła, dla mnie religia to przede wszystkim
        przeżycie wspólnotowe, uwielbiam religijną literaturę, muzykę.
        Jestem dumny, że należę do kręgu tradycji chrześcijańskiej.
        Natomiast nie zagłębiam się szczególnie w sprawy teologiczne. Wiem,
        że można być praktykującym żydem, nie bardzo wierząc w cokolwiek, i
        ja chyba jestem tego rodzaju chrześcijaninem.

        Nie zadaje pan sobie pytań o istnienie Boga, o jego obecność w
        pańskim życiu?

        Zadaję, tylko nie udaję, że znam odpowiedzi na te pytania. Przyznaję
        się do ignorancji, uznaję Boga za tajemnicę, której nie umiem
        zgłębić.

        A może dystansuje się pan od Boga, żeby ułatwić sobie życie jako
        naukowiec?

        Może pan tak uważać, jeśli pan chce. Powiem tylko, że jest wiele
        rodzajów ludzi i wiele rodzajów religii.

        Co pan sądzi o naukowcach, takich jak Richard Dawkins czy Daniel
        Dennett, którzy zakładają, że religia jest pewnym rodzajem
        szkodliwego przesądu, który zniknie, gdy tylko staniemy się
        wystarczająco mądrzy i wykształceni?

        Myślę, że zwłaszcza Dawkins czyni wiele zła w umysłach młodych
        ludzi. Próbuje ich przekonać, że jeśli chcą być prawdziwymi
        naukowcami, muszą się stać ateistami. To jest bardzo smutne, bo
        takie tezy stawiane przez utytułowanego naukowca odpychają wielu
        utalentowanych ludzi od nauki.

        A czy kiedykolwiek podczas swoich badań naukowych stanął pan wobec
        wyboru: Bóg albo nauka?

        Nigdy. Dla mnie Bóg jest tajemnicą. I nauka tylko potwierdza
        istnienie tajemnicy. Gdy coś odkrywasz, natychmiast pojawiają się
        dwie kolejne tajemnice, których nie rozumiesz. W nauce nigdy nie
        zabraknie tajemnic, dlatego nie widzę z jej strony żadnego
        zagrożenia dla Boga.


        Freeman Dyson

        Urodzony w Anglii w 1923 roku fizyk, matematyk, autor kilkunastu
        książek i ponad 1400 artykułów naukowych, autor oryginalnych
        koncepcji naukowych określanych jego nazwiskiem: sfery Dysona,
        drzewa Dysona. Doradca naukowy rządów amerykańskich, laureat wielu
        prestiżowych nagród, ostatnio nagrody Templetona w 2000 roku
        za „postęp w religii”. Wykładowca amerykańskiego Uniwersytetu
        Princeton (nigdy nie napisał pracy doktorskiej, choć posiada
        kilkanaście doktoratów honorowych), dyrektor Instytutu Badań
        Przestrzeni Kosmicznej zajmującego się wykorzystaniem źródeł energii
        w kosmosie przez człowieka. Nazywa siebie heretykiem nauki.

        Rzeczpospolita
    • asteroida2 Re: Zielonym dla ochłody 02.09.08, 09:25
      Lepiej było umieścić sam link i ze dwa zdania inicjujące dyskusję. O wiele
      wygodniej czyta się artykuł na stronie niż przeklejony w poście.
      • kretenczyk Re: Zielonym dla ochłody 02.09.08, 10:43
        asteroida2 napisał:

        > Lepiej było umieścić sam link i ze dwa zdania inicjujące dyskusję.
        O wiele
        > wygodniej czyta się artykuł na stronie niż przeklejony w poście.

        Jasne, ale to Rzepa więc zapewne szybko dowiedziałbyś się ile musisz
        zapłacić za tą przyjemność.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka