stefan4
18.12.08, 00:01
Nie zamierzam tutaj kwestionować istnienia czarnych dziur; ani ogólnej teorii
względności, z której wynika ich opis. Ci którzy w te rzeczy ,,nie wierzą'',
niech raczej dalej nie czytają, bo mnie chodzi o wyjaśnienie pewnych
technicznych konsekwencji OTW a nie o dyskusję o tym, czy Einstein był głupi
czy mądry. Natomiast fizyków gorąco proszę o zaspokojenie mojej ciekawości.
Otóż nijak nie potrafię przejąć się strachem szerokiej gawiedzi przed czarnymi
dziurami, które jakoby ,,zjadają i nie wypluwają''. Wszystko, co czytałem o
czarnych dziurach, z wyjątkiem sensacyjnych artykułów tabloidowych, wskazuje
na to, że czarna dziura niczego pochłonąć nie może.
Wynika to z dylatacji czasu w wysokiej grawitacji panującej w okolicy dziury.
Tak jak rozumiem, w miarę zbliżania się obiektu do jej horyzontu zdarzeń,
jego własny czas jako funkcja czasu odległego obserwatora posiada poziomą
asymptotę (coś jak funkcja arctg); to znaczy, czas zewnętrznego obserwatora
zdąży dojść do nieskończoności zanim obiekt minie horyzont zdarzeń.
Wobec tego nie możemy NIGDY zaobserwować znikania czegokolwiek w czarnej
dziurze; widzimy tylko, że to coś porusza się coraz wolniej, i wolniej, w
końcu prawie całkiem zamiera... i tak trwa prawie zamarłe usque ad finem
temporum. Ciągle przed horyzontem zdarzeń; czyli tam, skąd powrót jest
jeszcze możliwy. Tak więc czarna dziura niczego skutecznie zjeść nie może,
nawet światła, ma na to zbyt wąski przełyk.
Nie jestem fizykiem, dlatego pytam. Czy ja coś źle rozumiem w sprawie tej
rzekomej żarłoczności czarnych dziur? Jeśli tak, to bardzo proszę o
wyjaśnienie mi błędu.
- Stefan
www.ipipan.gda.pl/~stefan/oswiadczenie_antylustracyjne.html